Nowa odsłona bloga Profesorskie Gadanie. Pisanie i czytanie pomaga w myśleniu. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie opowiadam. Dr hab. Stanisław Czachorowski, prof UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
▼
13.01.2026
Dziedzictwo i teraźniejszość: cztery filary współczesnego łowiectwa
Być może współczesne łowiectwo znajduje się w jednym z najtrudniejszych momentów swojej wielowiekowej historii. Zawieszone między etosem dawnych wieków a nowoczesną wrażliwością etyczną, budzi skrajne emocje – od dumy z pielęgnowania tradycji po gwałtowny sprzeciw społeczny. Aby zrozumieć, czym jest dzisiaj polowanie, musimy przyjrzeć się czterem filarom, na których się ono opiera oraz cieniom, które rzuca na dzisiejszy świat. W łowiectwie odbija się długa ewolucja kulturowa Homo sapiens i wejście w kolejną duża transformację. Od łowiectwa ludzkość odchodziła przez ostatnie 11 tysięcy lat, powoli ale sukcesywnie. Teraz być może zachodzi kolejna transformacja.
Moja pierwszą książka przyrodnicza była książką myśliwską, która przeglądałem już od wczesnego dzieciństwa w czasie wakacji na wsi. Intrygowały mnie ilustracje, np. tura. Dlatego myślistwo od najwcześniejszych lat kojarzyłem pozytywnie ze znajomością przyrody. Tak jak wielu moich rówieśników do poznawania przyrody wchodziłem przez myślistwo i leśnictwo. Myśliwy i leśnik byli symbolami ochrony środowiska, wiedzy o przyrodzie. Podobnie było z wędkarstwem. Tak jak dawni ludzie by być łowcami i zbieraczami musieli poznać przyrodę jej rytmy, zwyczaje zwierząt, tropić itp. Poznać by sprawnie eksploatować, by złowić rybę, znaleźć cos w do jedzenia lub upolować. Ja już nie polowałem, łowiłem ryby na wędkę z kija leszczynowego, zbierałem grzyby i jagody w lesie. Jakaś namiastka łowiecko-zbierackiego tryby życia ludzkich przodków.
W czasach studenckich wzorem ekologa był najpierw wykładowca a potem mój szef na uczelni wyższej – docent Włodzimierz Jezierski. Łowiectwo kojarzyło mi się z ekologią populacji, z wiedzą naukową i rzetelnymi badaniami oraz z regulacjami ekosystemowymi. Same pozytywne skojarzenia. Jeszcze bardziej pogłębiona wiedza przyrodnicza.
W niniejszym tekście chcę napisać o czterech korzeniach czy filarach łowiectwa: dziedzictwie kulturowym, rozrywce, gospodarczym pozyskiwaniu mięsa i regulacjach ekosystemowych. A zakończę ochroną przyrody i ochroną środowiska.
1. Dziedzictwo kulturowe: od wczesnych Homo sapiens do „Czerwonych Baronów”
Współczesne łowiectwo opiera się na specyficznym kodzie etycznym (np. polski ceremoniał łowiecki, kult św. Huberta). To nie tylko polowanie, ale cały system wartości, sygnałów myśliwskich i specyficznej terminologii (tzw. język łowiecki). Często jest to pasja przekazywana z ojca na syna, dziadka na wnuka, wuja na siostrzeńca, stanowiąca element tożsamości lokalnych społeczności. Aby zrozumieć dzisiejsze emocje wokół polowań, musimy cofnąć się do momentu, w którym nasz gatunek zaczął definiować swoją relację ze światem przyrody poprzez drapieżnictwo-łowiectwo.
Historia Homo sapiens, a wcześniej także naszych przodków z rodzaju Australopithecus, to w dużej mierze historia łowców-zbieraczy. Przez setki tysięcy lat polowanie na zwierzynę – zarówno drobną, jak i megafaunę – nie było wyborem, lecz biologicznym imperatywem. To właśnie białko zwierzęce i tłuszcz pozwoliły na gwałtowny rozwój ludzkiego mózgu. Jakkolwiek w diecie to nie mięso stanowiło główny dopływ kalorii, to jednak wiązało się z prestiżem.
Ewolucja łowiectwa to jednocześnie kronika postępu technologicznego ludzkości. Każdy etap rozwoju cywilizacji znajdował swoje odbicie w narzędziach polowania: od prymitywnego kamienia i zaostrzonego kija, przez miotacze oszczepów i łuki (będące pierwszymi maszynami do magazynowania energii mechanicznej), aż po wynalezienie prochu i broni palnej. W tym sensie łowiectwo jest matką inżynierii. Dobrzy myśliwi byli i dobrymi wojownikami stale obytymi z bronią. technika łowiecka była w dużym stopniu także techniką wojenną.
Wraz z przejściem do osiadłego trybu życia i powstawaniem struktur państwowych, dostęp do zwierzyny przestał być powszechny. Zjawisko to stało się jednym z pierwszych mechanizmów stratyfikacji społecznej. Ziemia i żyjąca na niej zwierzyna stały się własnością władcy. Dostęp do niej był limitowany i koncesjonowany.
W epoce feudalizmu prawo do polowania na „grubego zwierza” (jelenie, dziki, żubry) zostało zarezerwowane dla arystokracji i królów. Polowanie stało się rytuałem władzy, treningiem wojennym w czasach pokoju i pokazem statusu. Poddanym, często borykającym się z chronicznym niedożywieniem, pozostawało kłusownictwo. Choć dziś kojarzone pejoratywnie, historycznie kłusownictwo było formą łowiectwa oraz wykorzystaniem metod traperskich i wnykarstwa w walce o biologiczne przetrwanie. To tu nastąpił trwały rozdział między „szlachetnym myślistwem” a „plebejskim kłusownictwem”, który do dziś rezonuje w społecznej percepcji tej aktywności. Na marginesie tlił się "syndrom wspólnego pastwiska" czyli jako korzystać ze wspólnych zasobów by ich nie zniszczyć, nie zużyć.
W Polsce obraz myśliwego jako przedstawiciela elity utrwalił się niezwykle silnie. Przez wieki był to szlachcic na koniu, otoczony sforką ogarów. Co ciekawe, ta struktura społeczna przetrwała nawet radykalne zmiany ustrojowe. W okresie PRL, mimo oficjalnej ideologii egalitaryzmu, łowiectwo pozostało domeną uprzywilejowanych. Dawną arystokrację zastąpili tzw. „czerwoni baronowie” – wysocy dygnitarze PZPR, wojskowi oraz przedstawiciele inteligencji. Do tej grupy dołączyli leśnicy, którzy jako kustosze leśnych siedlisk stali się naturalnymi sukcesorami tradycji łowieckiej. Ten historyczny splot sprawił, że współczesne łowiectwo w Polsce często nie jest postrzegane jako zwykłe hobby, lecz jako aktywność elitarna, niosąca ze sobą bagaż tradycji, ale też dawnych podziałów klasowych.
Współczesne łowiectwo, choć wyewoluowało w stronę ochrony przyrody, wciąż korzysta z tej bogatej symboliki. Trzeba jednak pamiętać, że pod warstwą ceremoniału kryją się te same potrzeby, które towarzyszyły naszym przodkom na afrykańskiej sawannie – choć dziś realizowane są w zupełnie innych realiach etycznych i prawnych.
Choć czasy feudalne i ustrój słusznie miniony odeszły do historii, mechanizm postrzegania łowiectwa jako wyznacznika statusu pozostał w polskiej mentalności zaskakująco trwały. W XXI wieku obserwujemy zjawisko, które można nazwać „aspiracyjnym modelem łowiectwa”. Dla wielu osób wstąpienie w szeregi Polskiego Związku Łowieckiego nie wynika jedynie z pasji do przyrody, ale jest traktowane jako akt awansu społecznego.
W kręgach biznesowych i politycznych przynależność do koła łowieckiego wciąż bywa synonimem wejścia do „wyższej sfery”. Myślistwo, z jego specyficznym ceremoniałem, nobilitującym mundurem i ekskluzywnym charakterem męskich spotkań, stało się współczesnym substytutem arystokratycznego stylu życia. Dla nowej klasy średniej i wyższej, posiadanie wysokiej klasy broni czy udział w polowaniach dewizowych stanowi czytelny sygnał sukcesu finansowego i towarzyskiego.
To pragnienie prestiżu jest jednak mieczem obosiecznym. Z jednej strony podtrzymuje ono tradycje, które bez napływu nowych członków mogłyby zaniknąć. Z drugiej strony buduje wizerunek myślistwa jako hermetycznej kasty, co bywa zarzewiem konfliktów społecznych i niechęci osób postronnych, postrzegających łowiectwo jako „rozrywkę bogatych elit” kosztem dobra wspólnego, jakim jest przyroda.
W ten sposób współczesne łowiectwo staje się socjologicznym pomostem między dawną tradycją feudalną a nowoczesną potrzebą prestiżu, co w dużej mierze tłumaczy, dlaczego budzi ono tak skrajne emocje – od podziwu po głęboką niechęć.
2. Polowania jako rozrywka
To właśnie ten filar budzi dziś najsilniejsze protesty. Współczesne myślistwo przestało być walką o przetrwanie, a stało się formą rekreacji klasy średniej. Wykorzystanie nowoczesnych technologii, takich jak noktowizja i termowizja, zmienia zasady gry – krytycy zauważają, że odbiera to zwierzynie jakiekolwiek szanse i odziera polowanie z etosu „fair play”. Wysiłek i wiedze terenowa zastąpiły kosztowne gadżety.
Skrajnym przejawem tego nurtu jest turystyka łowiecka (np. egzotyczne safari) oraz kolekcjonowanie trofeów z gatunków zagrożonych wyginięciem. Fanaberie bardzo bogatych ludzi. Historia pokazuje również mroczne patologie, gdy instynkt łowiecki zostaje wynaturzony – jak w przypadku snajperów polujących na ludzi podczas wojny w byłej Jugosławii. Dla współczesnego, empatycznego społeczeństwa, czerpanie przyjemności z zabijania staje się barierą nie do zaakceptowania.
Rekreacja na łonie natury to dla wielu to forma ucieczki od zgiełku miasta, sposób na obserwację przyrody i aktywność fizyczną. Sposób na obcowanie z przyrodą. Krytycy jednak wskazują na nieetyczność czerpania przyjemności z zabijania. W odpowiedzi środowiska łowieckie coraz częściej kładą nacisk na "przeżycie estetyczne" i kontakt z naturą, a nie na sam moment strzału.
Jeśli dziedzictwo kulturowe jest fundamentem łowiectwa, to funkcja rekreacyjna jest jego najbardziej kruchym i kontrowersyjnym elementem. Współcześnie myślistwo przestało być koniecznością biologiczną, a stało się wyborem stylu życia. To właśnie tutaj przebiega główna linia sporu w debacie między zwolennikami a przeciwnikami polowań.
Dla współczesnego przedstawiciela klasy średniej, aspirującego do miana elity, łowiectwo stało się formą ekskluzywnej ucieczki od cywilizacji. Jednak ta „ucieczka do natury” coraz częściej odbywa się w otoczeniu najnowocześniejszej technologii. Tradycyjną obserwację i znajomość lasu zastępuje termowizja i noktowizja: które zacierają naturalną przewagę zwierzyny w nocy, czyniąc polowanie bardziej skutecznym. Myślistwo jako produkt turystyczny pozwala na wyjazdy do Afryki czy Azji, gdzie trofeum z lwa, słonia czy antylopy staje się symbolem statusu i zasobności portfela.
Ten technologiczny wyścig zbrojeń sprawia, że łowiectwo coraz rzadziej przypomina dialog z naturą, a coraz częściej staje się formą precyzyjnej, technokratycznej eliminacji celów. Głównym punktem zapalnym jest sam fakt czerpania satysfakcji z aktu odebrania życia. W dobie rosnącej empatii wobec zwierząt i rozwoju nurtów proekologicznych, społeczeństwo coraz głośniej mówi „nie” zabijaniu dla sportu czy emocji.
Koncepcja łowiectwa jako rozrywki budzi fundamentalny opór etyczny, ponieważ uwidacznia się moralna asymetria. Rozrywka jednego gatunku opłacona jest cierpieniem i śmiercią drugiego. I to nie dla przeżycia jak u typowego drapieżnika czy naszych przodków lecz dla rozrywki. Kolekcjonowanie poroży czy skór jest postrzegane jako archaiczny i okrutny atawizm, niepasujący do wrażliwości XXI wieku.
W tym nurcie pojawiają się również zjawiska skrajnie patologiczne, które kładą się cieniem na całym środowisku łowieckim. Przykładem jest polowanie na gatunki zagrożone wyginięciem, gdzie rzadkość występowania zwierzęcia paradoksalnie podnosi jego „cenę” i atrakcyjność w oczach niektórych kolekcjonerów. Historia zna jednak jeszcze mroczniejsze przykłady wypaczenia instynktu łowieckiego. Najbardziej drastycznym symbolem degradacji tej idei były udokumentowane przypadki „polowań na ludzi” podczas oblężenia Sarajewa, gdzie snajperzy traktowali cywilów jak zwierzynę łowną. Za dzieci płacili więcej. Choć to margines ludzkiego okrucieństwa, pokazuje on, jak niebezpieczne może być całkowite odarcie polowania z etyki i sprowadzenie go wyłącznie do mechanicznej przyjemności z trafiania w cel.
Filar rozrywkowy jest najtrudniejszy do obrony w debacie publicznej. O ile regulację ekosystemu można uzasadnić naukowo, o tyle „przyjemność z polowania” pozostaje kwestią sumienia i etyki, która w dzisiejszym społeczeństwie podlega coraz surowszej ocenie
3. Gospodarcze pozyskiwanie mięsa
Dla wielu praktyków łowiectwo to przede wszystkim najbardziej pierwotny sposób zdobywania żywności. Dziczyzna, jako produkt wolny od antybiotyków i stresu chowu przemysłowego, jest dziś promowana jako najzdrowsze i najbardziej etyczne białko zwierzęce. Przetwarzanie upolowanej zwierzyny ma w Polsce głębokie korzenie, łączące wykwintną kuchnię dworską z tradycyjnym wędliniarstwem ludowym.
Istnieje tu jednak silny aspekt ekonomiczny. Możliwość wykupu taniego mięsa przez członków kół łowieckich sprawia, że środowisko to często lobbuje za rozszerzaniem przywilejów i limitów odstrzału. Budzi to pytania o to, czy myśliwy jest jeszcze strażnikiem przyrody, czy już użytkownikiem zasobu, który stara się go maksymalnie wyeksploatować. Warto jednak zwrócić uwagę na hodowlę zwierząt łownych, np. bażanty i wypuszczanie ich do środowiska by od razu do nich strzelać. To jak ferma zwierzęca tylko z dziwacznym pozyskiwaniem mięsa i z pozorami polowań na dzikie zwierzęta.
Dziczyzna jest uznawana za najbardziej ekologiczne źródło białka zwierzęcego. Polowanie staje się tu elementem „etycznego talerza” dla osób odrzucających produkty z masowych rzeźni. Choć w mediach najwięcej miejsca zajmują spory o etykę, dla wielu praktyków łowiectwo pozostaje przede wszystkim najbardziej pierwotnym sposobem pozyskiwania żywności. Filar gospodarczy to wymiar, w którym pasja spotyka się z pragmatyzmem, a historia kuchni z komercyjnym rynkiem spożywczym.
Pozyskiwanie mięsa dzikich zwierząt to proces, w którym zbiegają się dwa nurty polskiej tradycji. Z jednej strony mamy kuchnię szlachecką i arystokratyczną, pełną wykwintnych pieczeni z jelenia, pasztetów z zająca czy dzikiego ptactwa, będącą synonimem luksusu i wyrafinowania. Z drugiej strony istnieje silnie zakorzeniona tradycja ludowa, wywodząca się z dawnego kłusownictwa i metod traperskich. To właśnie tam dziczyzna była sposobem na uzupełnienie ubogiej diety o wartościowe białko, co wykształciło unikalne metody domowego przetwarzania mięsa, wędzenia i konserwacji. Współcześnie ten kulinarny fundament przekształcił się w prężnie działający przemysł dziczyzny. Produkty te promuje się jako „najzdrowszą alternatywę” dla mięsa z chowu przemysłowego – wolną od antybiotyków, hormonów i stresu związanego z transportem do rzeźni.
Dla znaczącej grupy myśliwych dostęp do tuszy upolowanego zwierzęcia jest realnym benefitem ekonomicznym. Wewnętrzne przepisy kół łowieckich często pozwalają członkom na wykup mięsa po cenach znacznie niższych od rynkowych (tzw. ceny w punkcie skupu). Łowiectwo staje się więc sposobem na zapełnienie domowej zamrażarki produktem najwyższej jakości relatywnie niskim kosztem.
Ta ekonomiczna motywacja rodzi jednak określone napięcia. Część środowiska łowieckiego silnie lobbuje za utrzymaniem lub zwiększeniem limitów odstrzału oraz rozszerzeniem katalogu gatunków łownych. Im szersze przywileje, tym łatwiejszy dostęp do zasobu, jakim jest dzika zwierzyna i ptactwo. Natomiast krytycy wskazują, że jeśli główną motywacją staje się chęć pozyskania mięsa, myśliwy przestaje być „strażnikiem ekosystemu”, a zaczyna być postrzegany jako „użytkownik zasobów”, co może prowadzić do nadmiernej eksploatacji populacji zwierząt.
Paradoksalnie, to właśnie ten filar łowiectwa znajduje nieoczekiwanych sojuszników wśród tak zwanych osób świadomych ekologicznie. Argument o „etycznym talerzu” głosi, że zwierzę żyjące na wolności, w swoim naturalnym środowisku, miało lepsze życie niż jakakolwiek krowa czy świnia w systemie fermowym. W tym kontekście polowanie na dzika czy sarnę w celu konsumpcji jest przedstawiane jako powrót do naturalnego porządku, w którym śmierć zwierzęcia nie jest „rozrywką”, lecz elementem obiegu materii. Za mało jest jednak miejsca dla dzikich zwierząt, by z łowiectwa utrzymać bezpieczeństwo żywnościowe ludzkości. To tylko mały, odświętny dodatek. Przez ponad 11 tysięcy lat systematycznie odchodzimy id zbieractwa i łowiectwa ku hodowli i rolnictwu. A teraz nawet przemysłowej produkcji żywności. Miejsca dla dzikiej przyrody pozostało bardzo niewiele.
Jednak dążenie do maksymalizacji dostępu do mięsa pozostaje punktem zapalnym. Walka o przywileje łowieckie i prawo do polowania na kolejne gatunki ptaków czy ssaków sprawia, że gospodarczy aspekt łowiectwa jest często postrzegany przez opinię publiczną jako próba prywatyzacji dobra wspólnego, jakim są dzikie zwierzęta.
4. Regulacje ekosystemowe
Ostatni filar współczesnego łowiectwa to funkcja, która w teorii stanowi najsilniejszy argument za jego istnieniem w XXI wieku. W świecie niemal całkowicie przekształconym przez człowieka, tradycyjna wizja „natury, która sama się reguluje”, stała się w wielu miejscach mitem. Tu pojawia się przestrzeń dla łowiectwa jako narzędzia aktywnej ochrony przyrody i zarządzania ekosystemami. W tym kontekście myśliwi mogliby pełnić rolę „regulatorów”, ale wymaga to ewolucji od bycia hobbystą-strzelcem do bycia wykwalifikowanym zarządcą ekosystemu. Taka rola opiera się nie na emocjach, lecz na twardych danych ekologicznych i biologicznych.
W świecie antropocenu, gdzie naturalne mechanizmy zostały zaburzone (a w zasadzie zdominowane przez aktywność człowieka), regulacja ekosystemów wydaje się koniecznością - od trawników miejski, przez krajobrazy rolnicze po parki krajobrazowe i lasy gospodarcze. Teoretycznie myśliwi mogliby pełnić rolę partnerów nauki, eliminując np. gatunki inwazyjne, takie jak norka amerykańska, jenot czy szop pracz, które dziesiątkują rodzimą przyrodę. Sami jednak myśliwi wprowadzają gatunki obce, np. muflony, jelenie sika, bażanty. W razie potrzeby mogliby regulować liczebność nadmiernie rozradzających się gatunków, jako że wpływ naturalnych drapieżników został ograniczony. Na dodatek myśliwi starają się eliminować drapieżniki takie jak wilki czy niedźwiedzie jako konkurentów do zwierzyny łownej.
Problem polega na tym, że taka praca regulacyjna w ekosystemach wymaga ogromnej wiedzy i często metod traperskich (kłusowniczych), a nie strzelby. Ponadto polowanie na drapieżniki „nie opłaca się” – po upadku rynku futer, nikt nie skupuje skór z lisów czy szopów. Bez zysku z mięsa czy trofeum, ten najważniejszy z punktu widzenia nauki filar łowiectwa pozostaje często martwym zapisem lub niechcianym obowiązkiem.
Kluczowym polem do popisu dla nowoczesnego łowiectwa jest eliminacja gatunków obcych i inwazyjnych, które zagrażają rodzimej bioróżnorodności. Gatunki takie jak norka amerykańska (dziesiątkująca populacje ptaków wodnych i błotnych), jenot i szop pracz (wyjadające lęgi ptaków i konkurujące z rodzimymi drapieżnikami), stanowią ogromne wyzwanie dla ochrony przyrody. Problem polega jednak na tym, że skuteczne usuwanie tych gatunków wymaga odejścia od tradycyjnego polowania z bronią palną na rzecz metod traperskich. Jest to praca żmudna, mało efektowna i wymagająca specjalistycznej wiedzy, której często brakuje w tradycyjnym modelu szkolenia myśliwych. Przykładem może być w niektórych miejscach bóbr. Gatunek przywrócony przyrodzie i pełniący bardzo pożyteczna rolę. Niemniej w takich miejscach jak depresyjne Żuławy należałoby zmniejszyć ich populacje. Wydawane są decyzje o odstrzale, ale myśliwi nie realizują tych planów. Do bobra nie da się strzelać z wygodnej ambony.
Największym wyzwaniem dla tego filaru jest jego wymiar ekonomiczny. O ile polowanie na jelenia przynosi wartościowe mięso, o tyle regulacja populacji gatunków inwazyjnych lub drapieżników (takich jak lisy) jest z perspektywy myśliwego „nieopłacalna”. Przez dekady motywacją do polowań na drapieżniki był handel skórami. Eliminacja szopów czy norek nie przynosi trofeów ani mięsa. Staje się więc czystym kosztem i obowiązkiem, który myśliwi muszą realizować w ramach wolontariatu lub który musiałby być finansowany z budżetu państwa.
Aby regulacje ekosystemowe stały się rzeczywistym fundamentem łowiectwa, konieczna jest zmiana priorytetów. Myśliwy przyszłości musiałby przedłożyć dobro ekosystemu nad własną satysfakcję z trofeum czy pozyskania mięsa. To wymaga nie tylko zmiany metod (pułapki, precyzyjne odłowy), ale i głębokiej reformy systemu edukacji łowieckiej, by myśliwy stał się partnerem dla naukowców i służb ochrony przyrody.
5. Koszty środowiskowe
Analizę łowiectwa należy zakończyć spojrzeniem na jego negatywne skutki, które kłócą się z wizerunkiem „opiekunów lasu”. Po pierwsze zagrożenie dla bioróżnorodności. Podczas polowań na ptaki często dochodzi do pomyłek (lub celowych strzałów) do gatunków chronionych i rzadkich, których myśliwi nie potrafią lub nie chcą odróżnić w locie.
Amunicja śrutowa pozostawia w środowisku, zwłaszcza wodnym, tony toksycznego ołowiu. Ten ołów szkodzi nie tylko ptakom lecz krąży w środowisku i trafia także do naszych organizmów. Ptaki wodne połykają śruciny, myląc je z gastrolitami (kamyczkami pomagającymi w trawieniu), co prowadzi do bolesnej śmierci z powodu ołowicy. Ołów przenika również do łańcucha pokarmowego, zagrażając drapieżnikom i padlinożercom.
Z kolein praktyka nęcenia zwierzyny pod ambonami starym chlebem (często w foliowych workach) czy resztkami spożywczymi wprowadza do lasów odpady i zanieczyszczenia, zamieniając dzikie siedliska w nienaturalne żerowiska. Choć teoretycznie ma to służyć regulacji populacji, w rzeczywistości często zmienia się w niekontrolowane wprowadzanie odpadów do lasu. Najbardziej rażącym przejawem niedbalstwa jest wysypywanie karmy wraz z opakowaniami, takimi jak foliowe worki. Zamiast naturalnego siedliska, okolice ambon przypominają niekiedy wysypiska śmieci, co drastycznie kłóci się z wizerunkiem myśliwego jako etycznego opiekuna lasu
Współczesne łowiectwo stoi przed ogromnym wyzwaniem. Aby przetrwać w świecie o rosnącej wrażliwości ekologicznej, nie może ograniczać się tylko do kultywowania arystokratycznych tradycji czy pozyskiwania mięsa. Musi wyeliminować patologie, takie jak zaśmiecanie lasów czy używanie toksycznej amunicji, oraz postawić na rzetelną edukację przyrodniczą. Bez tej transformacji, negatywne skutki środowiskowe będą coraz mocniejszym argumentem dla ruchów dążących do całkowitego zakazu polowań.
Podsumowanie
Współczesne łowiectwo stoi na rozdrożu. Jeśli chce przetrwać, musi ewoluować z elitarnej rozrywki w stronę rzetelnego, opartego na nauce zarządzania przyrodą. Wymaga to jednak rezygnacji z toksycznej amunicji, zakończenia polowań na ptaki i postawienia etyki ekosystemowej ponad chęć zdobycia trofeum czy taniego mięsa. Bez tej zmiany, łowiectwo pozostanie jedynie kontrowersyjnym reliktem przeszłości, coraz mocniej kolidującym ze współczesnym rozumieniem ochrony świata żywego.
Współczesne łowiectwo to skomplikowany splot czterech sił. Tradycja i prestiż (dziedzictwo) walczą tu z nowoczesną wrażliwością (opór wobec rozrywki), a pragmatyka (mięso) musi znaleźć wspólny język z ekologią (regulacje).
Teoretycznie łowiectwo opiera sią na własnym samorządzie. Zatem środowisko łowieckie mogłoby samo się uzdrowić i oczyścić z licznych patologii. Myśliwi korzystają ze wspólnych zasobów środowiska przyrodniczego, należącego do ogóły społeczeństwa. Ich interesy często stoją w konflikcie z interesami innych ludzi (np. dostęp do lasu w czasie polowań). Zwierzyna wyrządza szkody rolnicze i leśne i konieczne są kompensacje. Dzisiejsze łowiectwo musi przestać być postrzegane wyłącznie przez pryzmat dubeltówki. Staje się elementem zarządzania zasobami przyrodniczymi. Wyzwaniem pozostaje znalezienie kompromisu między tradycją a nowymi oczekiwaniami społecznymi, które domagają się większej transparentności i etyki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz