8.05.2026

Fenomen Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i powtórka Łatwoganga

Instalacja sztuki nowoczesnej

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, zainicjowana i prowadzona przez wiele lat przez Jerzego Owsiaka, jawi się jako jedno z najpiękniejszych zjawisk, jakie wyrosły z polskiego doświadczenia zbiorowego w wolnej Polsce po roku 1989. W świecie, w którym symbole narodowe bywają zawłaszczane, reinterpretowane lub instrumentalizowane, Orkiestra pozostaje czymś rzadkim: żywym świadectwem tego, że solidarność może być praktykowana, a nie tylko wspominana. W tym sensie WOŚP nie jest jedynie akcją charytatywną, lecz ostatnim tchnieniem tamtej pokojowej rewolucji, która niegdyś odmieniła bieg historii. Dała nam poczucie wspólnoty i poczucie sensu. W moim subiektywnym odczuciu wyrosła z Sierpniowej Solidarności i z roku 1980. Wielkiego, pokojowego przełomu. Odzyskanie wolności i wspólnotowości bez rozlewu krwi. Sierpień został zszargany i zdyskredytowany przez lata uporczywego opluwania. WOŚP się obronił.

W polskiej pamięci zbiorowej istnieje kilka momentów, które budują poczucie dumy: pokojowe obalenie komunizmu (1980-1989), zdolność do samoorganizacji, siła wspólnoty. W zestawieniu z dramatycznymi wydarzeniami w innych krajach jak i z naszej przeszłości: z nieudanymi i krwawymi powstaniami, ze współczesnymi krwawymi pacyfikacjami, zamieszkami, rewolucjami, które płonęły na ulicach Iranu czy Ukrainy. Ta współczesna polska droga wydaje się czymś wyjątkowym. Nie dlatego, że była wolna od cierpienia, lecz dlatego, że opierała się na logice współdziałania, a nie destrukcji. Na sile pokojowego protestu. I negocjacji przy okrągłym stole.

WOŚP wyrasta właśnie z tego etosu. Jest jego kontynuacją, choć w zupełnie innym kontekście. To solidarność przełożona na język codzienności. Nie heroiczna (choć pokojowe zmiany to też heroizm tylko w innym wymiarze), lecz praktyczna. Nie patetyczna, lecz skuteczna. To solidarność, która nie potrzebuje wielkich słów, bo działa poprzez tysiące drobnych gestów.

Współczesna Polska doświadczyła jednak głębokiego pęknięcia. W przestrzeni publicznej pojawiły się narracje, które  jak wskazują liczne analizy, podważały zaufanie społeczne, budowały podziały i redefiniowały pojęcia wspólnoty. W wielu komentarzach publicystycznych pojawia się teza, że część środowisk politycznych i medialnych próbowała przejąć lub zniszczyć symbolikę solidarności, przekształcając ją w narzędzie walki plemiennej. W tych samych analizach wskazuje się również na proces zawłaszczania instytucji religijnych przez określone środowiska polityczne, co zdaniem komentatorów, doprowadziło do ich upartyjnienia i utraty uniwersalnego charakteru. I w jakimś sensie spora część dorobku Solidarności została zbrukana, zawłaszczona i zdegradowana. Została wyrwana z naszego poczucia zbiorowej dumy. Zmarnowane i roztrwonione.

Na tym tle WOŚP jawi się jako fenomen odporności. Mimo wieloletnich prób dyskredytowania, mimo kampanii podważających jej sens, mimo prób ideologicznego etykietowania - przetrwała. Co więcej: rosła. To rzadki przypadek, gdy inicjatywa społeczna nie tylko nie ugięła się pod presją, ale stała się jeszcze silniejsza. Jest z czego być dymnym. 

Filozoficznie rzecz ujmując, WOŚP oparła się dlatego, że jego fundamentem nie jest ideologia, lecz relacja. Relacja między ludźmi, którzy chcą pomagać, a tymi, którzy tej pomocy potrzebują. Relacja między wolontariuszem a przechodniem. Między wspólnotą a jej najsłabszymi członkami. To relacja, której nie da się łatwo zniszczyć, bo nie opiera się na deklaracjach, lecz na doświadczeniu. Każdy, kto wrzucił choćby złotówkę do puszki, kto widział sprzęt z serduszkiem w szpitalu, kto obserwował energię wolontariuszy, ten uczestniczył w czymś, co przekracza spory polityczne. I czuł wspólnotę. WOŚP jest więc praktyką dobra, a nie jego teorią. A praktyki, które zakorzeniają się w ciele społecznym, są znacznie trwalsze niż abstrakcyjne hasła.

Wielka Orkiestra to również fenomen wolontariatu. W czasach, gdy wiele analiz socjologicznych wskazuje na erozję zaufania społecznego, Orkiestra pokazuje coś odwrotnego: że Polacy potrafią działać razem, że potrafią ufać sobie nawzajem, że potrafią tworzyć wspólnotę nie poprzez deklaracje, lecz poprzez działanie. To wolontariat, który nie jest obowiązkiem, lecz wyborem. Nie jest narzucony, lecz spontaniczny. Nie jest ideologiczny, lecz ludzki.

I można byłoby pomyśleć, że WOŚP była epizodem, doświadczeniem jednego pokolenia. Że jest czymś incydentalnym. Czymś wyjątkowym w tym polskim piekiełku wzajemnego opluwania się i deprecjonowania naszych niewątpliwych sukcesów. Ale w ostatnich dniach ujawniło się coś, co daje duży optymizm. Unaoczniło się zjawisko, które w niezwykle ciekawy sposób rezonuje z ideą WOŚP. To oddolna akcja młodych twórców internetowych, takich jak Łatwogang, zbierających środki na leczenie dzieci chorych na raka. To nie jest tylko kolejna zbiórka. To nowa forma budowania wspólnoty, która wyrasta z tych samych korzeni, co Orkiestra, ale rozwija się w zupełnie innym ekosystemie kulturowym. To głos zupełnie nowego pokolenia. Nowa spontaniczność i ujawnienie się tego, co pod wierzchem zastygłej lawy ciągle kipiało. I z czego można być dumnym. 

Młodzi ludzie, wychowani w świecie cyfrowym, tworzą własne rytuały solidarności: streamy, wyzwania, wspólne akcje, mobilizacje społeczności. Ich działanie nie jest oparte na tradycyjnych instytucjach, lecz na relacjach sieciowych, na poczuciu przynależności do wspólnoty, która istnieje w przestrzeni wirtualnej, ale działa w świecie realnym. Ja tego nie rozumiem, ale ogromnie  mi się podoba. Czuje kontynuację dobrych i ważnych wartości. To jest fascynujące, bo pokazuje, że solidarność nie jest reliktem przeszłości. Ta solidarność jest transmisyjna. Przechodzi z pokolenia na pokolenie, zmieniając formy, ale zachowując sens. 

W akcjach takich jak te organizowane przez Łatwogang widać trzy rzeczy: 1. empatię, która nie jest abstrakcyjna, lecz konkretna i skierowana do dziecka, którego historię poznają tysiące ludzi; 2. sprawczość, która daje młodym poczucie, że mogą realnie zmieniać świat; oraz 3. wspólnotę, która nie jest narzucona, lecz dobrowolna i tworzona oddolnie. To jest ta sama energia, która napędza WOŚP,  tylko wyrażona innym językiem. To dowód, że solidarność, z której byliśmy tak dumni w roku 1980 i 1989, nie umarła. Zmieniła tylko medium.  

Jeśli spojrzeć na WOŚP z perspektywy filozofii polityki, można powiedzieć, że jest ona ostatnim żywym pomnikiem polskiej pokojowej rewolucji. Nie pomnikiem z brązu, lecz z ludzi. Nie pomnikiem, który stoi, lecz który działa. Nie pomnikiem, który przypomina o przeszłości, lecz który tworzy teraźniejszość. W świecie, w którym wiele wartości zostało podważonych, a wiele instytucji utraciło zaufanie, WOŚP pozostaje przestrzenią, w której można jeszcze poczuć sens wspólnoty. Jest jak okno, przez które wciąż wpada światło tamtej dawnej nadziei.

Wielka Orkiestra to również fenomen wolontariatu. W czasach, gdy wiele analiz socjologicznych wskazuje na erozję zaufania społecznego, Orkiestra pokazuje coś odwrotnego: że Polacy potrafią działać razem, że potrafią ufać sobie nawzajem, że potrafią tworzyć wspólnotę nie poprzez deklaracje, lecz poprzez działanie. To wolontariat, który nie jest obowiązkiem, lecz wyborem. Nie jest narzucony, lecz spontaniczny. Nie jest ideologiczny, lecz ludzki. I właśnie dlatego młode pokolenie tak łatwo odnajduje się w podobnych inicjatywach, bo są one autentyczne.

Z tamtego czasu niewiele zostało. Etos solidarności został nadwyrężony, instytucje upartyjnione, symbole zawłaszczone. A jednak WOŚP trwa. I może właśnie dlatego budzi tak silne emocje: bo jest dowodem, że wspólnota jest możliwa, nawet jeśli wszystko wokół zdaje się temu przeczyć. WOŚP to nie tylko zbiórka. To pamięć o tym, kim potrafiliśmy być i kim wciąż możemy być. W świecie, w którym wiele wartości zostało podważonych, a wiele instytucji utraciło zaufanie, WOŚP pozostaje przestrzenią, w której można jeszcze poczuć sens wspólnoty. Jest jak okno, przez które wciąż wpada światło tamtej dawnej nadziei.

Z tamtego czasu chyba  niewiele zostało. Etos solidarności został nadwyrężony, instytucje upartyjnione, symbole zawłaszczone. A jednak WOŚP trwa. A obok niej wyrastają nowe formy solidarności: cyfrowe, młodzieżowe, spontaniczne.

Może właśnie dlatego budzą tak silne emocje. Bo są dowodem, że wspólnota jest możliwa, nawet jeśli wszystko wokół zdaje się temu przeczyć. WOŚP i akcje takie jak te organizowane przez Łatwoganga przypominają nam, że solidarność nie jest wspomnieniem, jest praktyką, którą można wciąż na nowo tworzyć.

Nie wiem czy akcja Łatwoganga jest jednorazowa, czy uda się kontynuacja, ale i tak jestem z niej, jako Polak, bardzo dumny. Dużo zmieniła.  Trzymam kciuki za kontynuację, jeśli nie wprost to przynajmniej przez pośrednie rezonowanie. Młodzi ludzie, nowe pokolenie, nie są tacy źli jak o nich często mówimy. My ich nie rozumiemy. Ale wolontariat i solidarność rozumiemy jak najbardziej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz