23.05.2023

Jak zorganizować lekcje poza klasą czyli kiedy zacząć przygotowywać się do zawodu nauczycielskiego?

 

Nauczyciele i edukatorzy, skupieni w nieformalnej grupie Superbelfrzy RP, dzielą się swoimi doświadczeniami, pomysłami i wiedzą na różne sposoby. Przykładem jest cykl darmowych webinariów, adresowanych do studentów i młodych nauczyciel (młodych duchem). Najbliższy już 31 maja, wieczorową porą. Bo wtedy mają czas. (link do wydarzenia na FB w z webinarium)

Gdzie i jak nauczyć się bycia edukatorem/nauczycielem? Nie tylko na studiach i nie tylko na zajęciach ujętych w programie nauczania na danym kierunku kształcenia. Uniwersytet to miejsce i okazje a nie tylko program kształcenia. Sama/sam buduj swoje kompetencje. Namawiam do autentycznego poszukiwania i działania, np. w kołach naukowych, we wspołpracy z różnymi organizacjami pozarządowymi i w realnym działaniu edukacyjnym. Samodzielnie twórz sytuacje edukacyjne i twórz środowisku do uczenia się (ekosystem) edukacyjny już teraz. Na całe życie zawodowe. Czyli budowanie współpracy w środowisku osób uczących się. A uczyć się będzie trzeba przez całe życie. Dlatego ekosystem edukacyjny jest taki ważny. Nie jedna wycieczka lecz stałe środowisko.

Społeczność ucząca się to nieustanne tworzenie relacji współpracy zawodowej, które można i należy rozpocząć już na studiach. Bo po co czekać? Szkoła/uniwersytet nie jest oczekiwaniem na prawdziwe życie, ona już nim jest. A przynajmniej powinna być. Wykonywać działania realne a nie tylko na zaliczenie, na ocenę i na umieszczenie w szufladzie wykładowcy. Sprawdzać się w działaniu a nie tylko na kolokwiach i egzaminach. Podejmij dyskusję od zaraz.

W uczeniu się ważne jest przejmowanie odpowiedzialności za własne uczenie się. Samodzielność i samosterowność. Nie tylko program nauczania, mniej lub bardziej narzucony z mniejszym lub większym wyborem zajęć czy osób prowadzących. Wolność warto poszerzać od zaraz. Szkoła/uniwersytet jest już życiem (zawodowym), nie warto czekać na dyplom.

A jeśli już pracujesz w szkole czy innej placówce edukacyjnej? Nie jest za późno. Tym bardziej zacznij budować swoje środowisko współpracy, pojawiaj się na spotkaniach w kontakcie jak i tych online, poznawaj środowisko i dawaj coś od siebie. Budowanie współpracy, tak jak w kołach naukowych, stowarzyszeniach naukowych czy branżowych. Edukacja już od zaraz. Czyli budowanie relacji w społeczności uczącej się. Dzielenie się doświadczeniami, pomysłami. Im więcej dasz, tym więcej dostaniesz. 

Zapowiedź webinarium:

A dlaczego by nie wyjść ze szkoły i nadal realizować PP?
Zbliżający się koniec roku oraz coraz cieplejsze i bardziej słoneczne dni wpływają na nas i naszych uczniów. Oglądanie przyrody przez szkolne okno wzbudza chęć wyjścia ze szkoły i podziwiania świata.
A może właśnie to jest sposob na zwiększenie atracyjności zajęć ? Wyjście w teren może być połączone z nauką. Gra terenowa ? Doświadczanie zjawisk i procesów geograficznych na świeżym powietrzu ? A może biologia na zielonej łączce lub wyjście do lasu? Czy warto i dlaczego warto - o tym właśnie będą opowiadać Nasi goście. Przedstawią Wam sprawdzone przez siebie sposoby na naukę w terenie. Być może wykorzystacie coś z tego u siebie już w najblższych dniach.

Joanna Gadomska aka Biologia z Blondynką, Bogusia Mikołajczyk aka Biologusdesignans, Monika Szekiel-Mnich aka monika.LetsExplore, Radosław Potrac, Stanisław Czachorowski - Profesorskie gadanie.

Ostatnie w tym roku spotkanie w ramach SuperBelfrzy Nocą - Akademia Młodego SuperBelfra już 31 maja o 20.00 na naszym fanpage oraz na YT. Zapraszamy.  (link do wydarzenia na FB w z webinarium)





Lekcje w terenie: nie bój się wyjść w teren - to nie wagary

streszczenie:

Zmiany w edukacji i szkoła rozproszona czyli dlaczego właśnie teraz trzeba i warto wychodzić na zajęcia terenowe. Nie bój się iść z uczniami do lasu, na łąkę czy nad jezioro, masz prawo nie wiedzieć i nie znać nazw spotykanych gatunków: odkrywaj przyrodę razem z uczniami. Niezależnie od miejsca i od pogody. Wykorzystuj aplikacje z telefonu i korzystaj ze współpracy. Zacznij już teraz tam, gdzie jesteś i z tym co masz. A masz wiele. Ciekawość i swoją niewiedzę. I to, co przygotowali już inni. Kilka praktycznych pomysłów poznasz na webinarium.

Zapis wideo z wystąpienia na webinarium

20.05.2023

Talking Stones i kolejny Olsztyn Street Art Garden



Kolejna odsłowna streetartowego, olsztyńskiego pikniku. Za darmo, z ludźmi. Rodzinnie i towarzysko. Ja będę zachęcał do malowania kamieni i uczenia ich przemówień. Tak, tak, kamienie mogą przemawiać i opowiadać. Niech sobie leżą i opowiadają o świecie. Na przykład o przyrodzie wokół nas. Chcesz nauczyć mówić kamienie? Przyjdź. Najlepiej z własnym kamieniem. Wtedy będzie pewność, że nie zabraknie kamieni do malowania. Część z tych kamieni wmurujemy w ogrodzenie przy Arce. Zostaną na dłużej. Oczywiście swój kamyk będzie można zabrać ze sobą. I umieścić w dowolnym miejscu. Może go inni zobaczą? Może uważniej się przyjrzą i odczytają zaklętą w nich treść i opowieść? 

Kamienie rozmieścimy w Olsztynie niczym gwiazdy na niebie. Niech ich będzie dużo. Poukrywanych w różnych miejscach. Co kamień to kolejna opowieść. Trzeba jednak uważności by te kamienie dostrzec i umieć ich wysłuchać. Słuchać oczami i umysłem.

Malowane kamyki już od kilku lat pojawiają się w przestrzeni publicznej nie tylko Olsztyna. My się do tej akcji streetartowo włączymy. Kamyki jako drobne gesty wypowiedzi ulicznej, wnoszenia coś do tego świata. Drobne okruchy upiększania i wypowiadania się. W połączeniu z poszukiwanie i ukrywaniem. Taka swoista gra terenowo-podwórkowa. Nie dewastowanie, niszczenie czy śmiecenie lecz zrobienie czegoś pozytywnego, społecznego i wspólnotowego. Też się możesz do tego włączyć, indywidualnie i w dowolnym momencie.  



link do wydarzenia https://fb.me/e/39Gcu5egu


Program wydarzenia:
  • Graffiti – Tomson. Rasowy warsztat z puszką w ręku. Prawdziwe graffiti. Przyjdź i sprawdź jak świetną zabawą może być sztuka. Niech Twoje ręce przemówią.
  • Garden – Milena Andruszkiewicz i ekipa z Zespołu Szkół Budowlanych w Olsztynie. Prawdziwy ziołowy ogród może być wszędzie. Z niesamowitymi pomysłami Mileny i jej ekipy poznacie niezwykłe możliwości leczenia miejskiej „betonozy” zieloną terapią.
  • Mendelsohn – Bartek Świątecki i skład – Państwowe Liceum Plastyczne im. E. Mendelsohna w Olsztynie. Niezwykłe doświadczenie współtworzenia pracy o niemałych rozmiarach.
  • Ręką Dzieło – wraz z Basią Karaban stworzymy cudowną makramę.
  • Wspintegracja – wspinająca niespodzianka dla młodszych alpinistów.
  • Talking Stones – w czasie pikniku wraz ze Stanisławem Czachorowskim damy kamieniom, kamyczkom głos. Niech wasza wyobraźnia zamieni je przy pomocy pędzla w cudowne działa sztuki, które można umieścić w dowolnym miejscu.
  • Cyrk na kółkach – kuglarskie zabawy z Olsztyńskim Teatrem Ulicznym. Sztuka na najwyższym poziomie!
  • Animacje z MPEC-em – popłynie Dobra Energia.
  • Warsztat Castoramy – warsztat „Majsterkowo”.
  • Ring – strefa sportu z Ring Olsztyn.
  • Szach-Mat – szachy plenerowe z ekipą Fundacji Szalony Krasnolud.
  • Street food w wykonaniu Radka Szczepańskiego ze Stowarzyszenia Zjednoczenie.
  • Muza – prowadzenie wydarzenia Sebastian Kania.
  • Ponadto: pokaz tworzenia profesjonalnego graffiti, animacje, gry i zabawy dla dzieci, porządna muzyka dzięki MOK Olsztyn, ciekawi ludzie i luźna atmosfera.
W czasie Olsztyn Street Art Garden po raz pierwszy pokażemy publicznie także nasze wspólne dzieło (szczegóły powstawiania oraz kronika na Facebooku). Nasze Niebo Kopernika. Obraz, który jest jednocześnie rekwizytem do opowiadania o nauce i badaniach naukowych. Namalowało go 191 autorów (zobacz listę autorów).


Nasze Niebo Kopernika - w oczekiwaniu na oprawę i pierwszą publiczną prezentację.

18.05.2023

Raz pająk zjada owada a raz owad podjada pająka czyli opowieść o koinobiontach

3.05,2023, Rezerwat Piwnice k. Torunia przy Strudze Piwnickiej, fot. Anna Głowacka.
 
Przyroda nieustannie zadziwia swoją różnorodnością. Niedawno zapytany zostałem czy technologia odciąga nas od przyrody. Bo przecież co raz więcej czasu spędzamy przed ekranami. To prawda, mniej mamy kontaktu z czystą przyrodą. Jednak dzięki technologii mamy kontakt z uważnością i obserwacjami innych ludzi. Czyli jest to taki zapośredniczony kontakt z naturą.

Na początku maja zauważyłem w mediach społecznościowych niezwykłe zdjęcia pająka i zapytanie internautki (Anna Głowacka) „Taka sytuacja. Proszę o wyjaśnienie”. Sytuacja rzeczywiście dziwna. Jest pająk a na nim coś, co przypomina gąsienicę motyla lub larwę błonkoskrzydłych. Nie widać cech diagnostycznych więc nie da się nic więcej powiedzieć. Dla szybszej konsultacji (bo sam nie wiedziałem) udostępniłem zdjęcie także i na swojej tablicy. I w jednym i drugim miejscu pojawiły się różne podpowiedzi. I tak, dzięki szybkim konsultacjom (możliwym dzięki technologii), w ciągu kilku godzin udało się rozwiązać zagadkę. Gdybym takiego pająka zobaczył w terenie może bym nawet nie dostrzegł niezwykłej sytuacji. Pomyślałbym, że to jakieś przypadkowe spotkanie, np. w czerpaku entomologicznym larwa spadła na pająka i czasowo na nim przebywa.
Fragment dyskusji w poszukiwaniu rozwiązania, co to jest i dlaczego.

Pierwsze skojarzenie wielu osób to osy z rodziny nastecznikowatych, takie jak gliniarz naścienny lub murowy. Samice tych owadów paraliżują pająki i znoszą do glinianych kubeczków (same je wcześniej lepią). Umieszczają tam sparaliżowane pająki i składają jajo, z którego wylęga się larwa i ma dużo pokarmu. Martwe pająki pewno by szybko uległy rozkładowi. A gdy są sparaliżowane to są żywe lecz nie mogą uciec ani się bronić. Taki sprytny sposób na spiżarnię bez lodówki. No ale tu jest jeden pająk i stosunkowo duża larwa. Z samego zdjęcia niewiele można wywnioskować, stąd dodatkowe pytania. 

Są oczywiście inne żądłówki, które paraliżują jednego, dużego pająka i składają jajo. Dodatkowa informacja wykluczyła sparaliżowanie pająka. Są oczywiście jeszcze parazytoidy z rodziny gąsienicznikowatych Ichneumonidae, które składają jaja na żywych owadach i być może także pająkach. Ale wtedy wylęgająca się larwa szybko by zabiła swoją ofiarę i widać byłoby efekty żerowania. A tu nic takiego nie widać. Takimi ścieżkami biegły moje mysli. Może to jakiś przykład forezji? Trochę byłoby to ryzykowne dla owada podróżować na drapieżniku. A może tylko przypadkowe spotkanie, larwa spadła na pająka przypadkowo i zaraz pewnie by nastąpiło rozstanie? Szukałem podobnego zdjęcia w internecie przez opcję "wyszukaj podobny obraz" (Google) lecz wyszukiwarka podesłała linki do ilustracji pająków. Sztuczna inteligencja (algorytm rozpoznawania obrazów) nie dostrzegł larwy owada, znajdującej się na pająku. Bez myślenia i analizy typowo ludzkiej ani rusz. Technologia nie zawsze pomoże w takich sprawach. A za mało wiedziałem by szukać obrazów przez słowa kluczowe. Żeby skutecznie szukać coś jednak trzeba już wiedzieć.

Najbardziej obiecujący jednak trop prowadził do pasożytów, niżej zamieszczam sugestie dwóch dyskutantów.  Mateusz Sowiński "Dodam jeszcze, że nie tylko pająki z rodzaju Araniella są żywicielami podobnych pasożytów. Wiosną spotykam czasami małe kwadratniki (Tetragnatha spp.) zaatakowane przez podobne larwy. Ostatnio widziałem takiego osobnika w ubiegłym tygodniu i udało mi się zrobić zdjęcie." Maksymilian Syratt „Sam kiedyś spotkałem parę lat temu tak spasożytowanego pająka. Wtedy okazało się, że ta larwa to właśnie Ichneumonidae, a dokładniej jakiś Pimplinae (jak teraz czytam, to na Araniella spp. pasożytuje np. Polysphincta boops). Może podobnie jest w tym przypadku".

Te informacje były dla mnie nowe i bardzo interesujące. Skoro powtarzają się obserwacje to zwiększa się ich wiarygodność. Z opisu wymienionych wyżej parazytoidów (sprawdziłem szybko na Wikipedii)  mogłoby pasować ale nie znam biologii tych parazytoidów. Pająk wygląda jeszcze na małego. Miałby rosnąć wraz z rozwijającą się larwą? Może ktoś się na tym zna jako specjalista? I na moje tak postawione pytanie długo nie musiałem czekać.

Mateusz Sowiński: "W książce "Owady Polski" pan Marek Kozłowski opisuje, że na grzbiecie takich pająków pasożytuje larwa Polysphincta tuberosa, która jest koinobiontem rozwijającym się całe życie na zewnątrz odwłoka, natomiast pod koniec życia wżera się w środek odwłoka i zjada ofiarę od środka. To by oznaczało, że to nie jest przypadkowa obserwacja, ale normalne zjawisko. Ładnych kilka lat temu byłem zresztą świadkiem sytuacji, gdy samica gąsienicznika wbiła swoje pokładełko w ciało pająka z rodzaju Araniella, aby złożyć w nim jajo. Możliwe więc, że był to właśnie jakiś przedstawiciel rodzaju Polysphincta, ale pewności oczywiście nie mam." O dziwo, mam tę książkę na swojej półce. Gdyby nie podpowiedź Mateusza Sowińskiego to bym nie wiedział, że można i tam poszukać. Zajrzałem i znalazłem zdjęcie bardzo podobne do tego internetowego. I pojawiły się kolejne słowa kluczowe, opisujące różnorodne sytuacje, związane z pasożytami. Mam na myśli koinobionty i idiobionty - dwie strategie życia parazytoidow z nadrodziny Ichneumonoidea. "Koinobionty to termin używany w biologii do opisania rodzaju organizmu pasożytniczego, który umożliwia żywicielowi dalszy rozwój po zarażeniu pasożytem. W przeciwieństwie do idiobiontów, które zatrzymują rozwój żywiciela w momencie pasożytowania, koinobionty pozwalają na dalszy rozwój żywiciela, czasem nawet do stadium dorosłego, podczas gdy żywią się żywicielem i pasożytują na nim. Koinobionty zwykle rozwijają się wolniej w żywicielu niż idiobionty."  (wyszukiwarka you.com)

Koinobiont - parazytoid nie wstrzymuje rozwoju ofiary, która zachowuje zdolność do poruszania się i odżywiania. Koinobionty zwykle przechodzą niespieszny rozwój wewnątrz porażonego gospodarza – są na ogół endoparazytoidami (źródło). Jest to więc termin, odnoszący się do organizmu pasożytniczego, który umożliwia rozwój swojej ofierze. sam rozwija się wolniej jako ektopasożyt. Do koinobiontów należą niektóre rodzaje os, much i innych owadów.

Idiobiont - parazytoid całkowicie unieruchamiający i wstrzymujący rozwój sparaliżowanej ofiary, która zwykle umiera wkrótce po wstrzyknięciu jadu. Idiobionty zwykle przechodzą szybki rozwój na zewnątrz porażonego gospodarza – są na ogół ektoparazytoidami (źródło). Idiobionty są zazwyczaj endopasozytami, szybko się rozwijają i szybko zabijają swoją ofiarę. Wśród idiobiontów jest wiele gatunków z rodziny gąsienicznikowatych, pasożytujących na gąsienicach motyli.

Co umożliwiła technologia? Po pierwsze zrobienia zdjęcia (telefon) i umieszczenie w mediach społecznościowych (zaliczyć to można do nowej oralności i nowej piśmienności). A tu technologia znacząco ułatwiła kontakt ze specjalistami i dyskusję oraz szybkie wyszukanie potrzebnych informacji w ogromnych zasobach internetu, z Wikipedią włącznie. Dyskusja jest nieodzownym elementem metody naukowej. Technologia ułatwia dokumentowanie obserwacji oraz ułatwia dyskusje rozproszonych w przestrzeni ekspertów

Bezsprzecznie mniej spędzamy czasu na łonie przyrody. Ale dzięki technologii mamy większy kontakt z innymi ludźmi, ich obserwacjami i ich wiedzą. Konektywnie połączonych jest bardzo dużo ludzkich mózgów oraz zasobów wiedzy, zgromadzonej w różnych nośnikach: książkach i zasobach internetowych. Dzięki technologii poszerzamy swoje zmysły i poszerzamy mózgi. Widzimy i dostrzegamy więcej, szybciej i uważniej. I takiej współpracy trzeba się nauczyć. Inaczej technologia będzie jak książka dla analfabety - bezużyteczną kupą celulozy. Co najwyżej można nią napalić w piecu lub podstawić pod nogę krzywego stołu by się nie bujał. 

17.05.2023

Dzień dobrostanu dla pracowników i dla studentów

 

Uczelnia i szkoła jest od poważnych zajęć i wykładów a nie jakichś tam dziwactw i zabawy? Wykłady, egzaminy i kolokwia, przemówienia, dyscyplina i kontrole a nie jakieś tam dobrostany? Czasem takie pytania można spotkać. I uwagi, żeby zająć się czymś poważnym. A czyż dobrostan pracowników nie jest ważny. Lub studentów? Jakość pracy i jakość uczenia się w dużym stopniu zależy także i od samopoczucia szeroko rozumianego. ludzie to nie maszyny. A przecież nawet o maszyny się dba, By się nie psuły i wydajnie pracowały. Dlatego maszyny się oliwi, konserwuje, serwisuje. I to przed awarią a nie po awarii. Można takża odwołać się do analogii z prawem minimum Leibiga - o jakości decyduje czynnik będący w minimum. sytuacja cywilizacyjna i społeczne mocno się zmieniała. Dostrzegamy sprawy wcześniej słabo dostrzegalne. 

Pośród wielu propozycji wybieram się na zajęcia „O Mindfulness z lekkością. Krótka teoria, lekka praktyka”. A co to jest ten (ta?) Mindfulness? Szybko sobie w wyszukiwarce you.com sprawdziłem: "Mindfulness to praktyka skupienia uwagi na obecnym momencie, bez oceniania czy analizowania go. Jest to praktyka medytacyjna, która pomaga w osiągnięciu stanu spokoju i obecności w danym momencie. Poprzez praktykowanie mindfulness, osoba uczy się zwracać uwagę na swoje ciało i umysł, co pozwala jej lepiej rozumieć swoje emocje i reakcje na różne sytuacje. Mindfulness jest stosowane jako narzędzie w terapii, ale może być również praktykowane w codziennym życiu, aby poprawić jakość życia i redukować stres." Tak, czyli coś dla mnie. Zmaganie się ze stresem to niestety codzienność życia nie tylko akademickiego. Długotrwały stres może być destrukcyjny. A groźba wypalenia zawodowego jest realna. 

Jeden dzień dobrostanu  to za mało,. Przydałby się cały rok. Ale taka jest istota jednodniowej akcji - zwrócić uwagę na coś ważnego. Jest na moim uniwersytecie specjalna jednostka, powstała głównie z myślą o studentach lecz i pracownicy mogą korzystać. Po prostu studentów jest więcej i szybciej dostrzeżony został ważny problem. Krok po kroku tworzone są więc rutyny potrzebne na dziś i na dzisiejsze problemy. Dostrzegliśmy coś i próbujemy na to zareagować.  Jako pracownik cieszę się, że i moje potrzeby zostały przez pracodawcę dostrzeżone.

A jak zapowiadane sa zajęcia, na które ja się wybieram? "Zapraszam do zrobienia uważnej pauzy: Mindfulness to uważna obecność. To szereg bardzo prostych praktyk, często przynoszących poczucie lekkości i spokoju. To praktyka świadomego zatrzymania i zauważania. Zapraszam więc na lekkie, proste spotkanie z prowadząca medytację Mindfulness." Prowadząca: Marta Markocka-Pepol, certyfikowana nauczycielka Mindfulness i compassion.

Jak mam się przygotować do tych zajęć? "Zadbaj o w miarę wygodny strój, weź ze sobą koniecznie koc i jak masz to matę do jogi, będzie trzeba zdjąć buty." Maty do jogi nie mam. Przyniosę więc kocyk do pracy. Z boku to może dziwnie wyglądać - zabierać ze sobą do pracy nie tylko drugie śniadanie czy jakieś papiery lecz i koc? Może nadejdą czasy, ze piękne trawniki w Kortowie codziennie będą wykorzystywane do siedzenia i "dobrostanienia"  między zajęciami. Krok po kroku budowana jest lepsze przestrzeń do edukacji i lepsze sytuacje edukacyjne. Już nie tylko stadion i sala sportowa lecz i małe formy prostych ćwiczeń uważnej obecności.

12.05.2023

Sumak octowiec czyli czy technologia odciąga nas od natury?

Pień sumaka octowca, początek maja, Bartoszyce, fot. Anna Nowoszyńska.
 

W jednym wywiadów dostałem ostatnio pytanie: "Dziś w naszym życiu jest mnóstwo technologii – czy przez to oddalamy się od natury? " (wywiad ukaże się w VariArcie). Więcej czasu spędzamy przed monitorami a więc mniej w parku, w lesie, nad jeziorem. Jednym słowem mniej na łonie przyrody. Więcej przyrody widzimy przez ekran niż przez bezpośrednie doświadczanie. W tym aspekcie technologia oddala nas od natury. Ale jest jeszcze innym aspekt. Jednocześnie technologia przybliża nas do natury i pozwala nam ją lepiej dostrzegać i pełniej rozumieć. Jak to możliwe? Zaraz dokładniej opiszę na jednym przykładzie.

Jeszcze tylko dygresja o tym, jak się komunikujemy. Przez większość część historii Homo sapiens naszą codziennością była kultura mówiona (oralna). W bezpośredniej relacji i kontakcie, gdzie odbiorca (rozmówca) widzi to samo co my. Znany jest więc kontekst wypowiedzi i  możliwość szybkiej interakcji. Opowieść ustna w rzadszych przypadkach może być i dłuższa. Ale opowiadanie wiąże się z bliskim kontaktem i widoczną reakcją poprzez język ciała. Potem pojawiło się pismo i powstał nowy rodzaj komunikacji. Na odległość, gdy czytelnik nie widzi tego co widzi piszący. Brak kontekstu sytuacji. Trzeba więc opisać ten kontekst. Co więcej, czas odbioru jest inny, piszemy, wysyłamy, np. list a na odpowiedz musimy poczekać wiele dni, wiele miesięcy, wiele lat. To wymusiło linearność, logikę przyczyno-skutkową, konieczność wprowadzania w kontekst. Pismo wymusiło inny sposób komunikacji, w tym logiczność i przy okazji umożliwiło powstanie nauki.
 
Nowe media wprowadziły nowy sposób komunikowania się, niejako hybrydowy. Trafnie pasują tu neologizmy takie jak nowa oralność (nowa mówioność) jak i nowa piśmienność. Dlaczego nowa i czym różni się od tej starej, pierwotnej? Dzięki internetowi mamy szybki kontakt niezależnie od odległości, jaka dzieli rozmówców czy uczestników kontaktu. Prawie jak w dawnej mówioności (oralności). Dzięki obrazowi oraz wideo mamy szansę by nasz rozmówca widział kontekst wypowiedzi (komunikatu). Stąd możliwość krótkich wypowiedzi i szybkiej interakcji. Nowa mówioność realizuje się w nowych mediach. W jakimś stopniu odchodzi od logiki wypowiedzi pisemnej. To także nowa piśmienność w postaci smsów, czatów, komunikatorów. Coś pomiędzy mową a pismem i na dodatek jeszcze coś zupełnie nowego. Mówimy krótkimi komunikatami (bo liczny na interakcje), piszemy długimi zdaniami, akapitami, rozdziałami.

Pismo nas zmieniło. Nauczyło nowego sposobu myślenia. A teraz ta nowa mówioność i nowa piśmienność znowu nas nauczy nieco innego komunikowania się, nowego formułowania myśli, nowej gramatyki i składni, nowego sposobu myślenia.

I tu dochodzimy do przykładu z sumakiem octowcem. Przykład jakich wiele. Duża część naszych relacji odbywa się za pośrednictwem nowych mediów. Dostałem na przykład zdjęcie (te, co wyżej) i pytanie w komunikatorze „Mam pytanie (…) co to za żółte ,,narośla" na pniu sumaka octowca? Czy to jakieś galasy? Kolega biolog sugeruje, że to może być żywica, ale to raczej punktowe a nie naciekowe zmiany.” Krótki tekst w połączeniu z przesłanym obrazem. Tak jakby ktoś na spacerze pokazał ręka i spytał "co to jest?". W kulturze piśmienności zdania byłyby dłuższe, z wprowadzeniem w kontekst. Tutaj wspólna wiedza zawarta została na fotografii. Szybkie konsultacje z ekspertami lub tymi, którzy mogą wiedzieć. Dawniej mogliśmy tak pytać tylko osoby, które są blisko nas. Ewentualnie zajrzeli byśmy do książki, szukali w kluczu do oznaczania lub jakiejś książce dendrologicznej. Długie poszukiwanie w bibliotece. A teraz niejako na powrót przenosimy się do świata szybkich interakcji. Zawiązała się internetowa rozmowa, trwająca kilkanaście może minut. Tak jak w zwykłej rozmowie, lecz prowadzona za pomocą pisma. Hybrydowa komunikacja, nowa oralność a jednocześnie nowa piśmienność.

"Galasy na korze raczej nie występują (ja takich jeszcze nie widziałem), tylko na liściach lub zielonych łodygach. To albo wyciek żywicy, soku po jakichś nakłuciach albo śluzowce. Ale jak na śluzowce to chyba teraz za sucho i za wcześnie." Czytelniku, nie jesteś bezpośrednim uczestnikiem tej pismo-rozmowy więc zmuszony jestem do dłuższych opisów, bardziej precyzyjnie tworzonych zdań i do większej linearności. Bo nie masz szansy włączyć się do tej wymiany myśli. To znaczy możesz (np. pisząc komentarz) ale nie będzie już ona bezpośrednia tak jak mówioność. Bardziej w stylu kultury piśmiennej.  

Co zrobić więcej niż sięgnąć do swojej pamięci? Szukałem obrazu przez Google lens – ale pojawiły się zdjęcia śluzowców. Stąd wspomniane wyżej śluzowce. Może wpisać słowa kluczowe do przeglądarki? Na pewno sumak octowiec, sok, żywica itp. Spróbowałem lecz bez zadowalające rezultatu.

"Trzeba by dotknąć i powąchać. czyli nieco posprawdzać. Można także pod mikroskop wziąć i zobaczyć co to. Ale dotknięcie palcami powinno wystarczyć. Ciekawe co mogło zrobić takie nakłucia, ranki, że sok czy żywica się wydostaje"
. I jest szybka odpowiedź:  „W dotyku przypomina gęsty żel, nie pachnie”. Dla uczestnika rozmowy nie trzeba byłoby objaśnień, że szybko pojawia się odpowiedź. I co jest elementem dialogu a co jest elementem przemyśleń. "Czyli sok rośliny, z drzewa. Żywicą tego nazwać nie można bo nie jest to drzewo iglaste. Pozostaje pytanie dlaczego wycieka." 
- "No właśnie... Te drzewa rosną przy moim domu ponad 20 lat i pierwszy raz takie zjawisko... Poobserwuję, może coś wypatrzę i dziękuję za podpowiedzi." 
- "Może poszukać coś o biologii sumaków? Lub szukać inaczej w internecie. Dobra jest przeglądarka you.com" 
 - „Jedyne co ciekawego znalazłam ( I się zdziwiłam) to to, że sumaki mają kanały żywiczne próbowałam znaleźć podobne zdjęcia ale porażka."

Sam szybko zajrzałem do nowej wyszukiwarki you.com. Pytania zadawać można bardziej po ludzku a nie słowami kluczowymi. Dodatkowo przeglądarka pokazuje linki (wybrane). I czegóż się dowiedziałem? "Sok wyciekający z sumaka octowca to bursztynowy płyn, który wypływa z nacięć lub uszkodzeń na pniu i gałęziach drzewa. Jest to naturalna ochrona, jaką roślina wykorzystuje, aby chronić się przed szkodnikami i chorobami. Sok ten zawiera duże ilości kwasu galusowego, co nadaje mu charakterystyczny, cierpki smak. Może być wykorzystany do produkcji octu, farb, klejów i innych produktów. Jednakże, należy zachować ostrożność podczas kontaktu z tym sokiem, ponieważ może wywoływać skórne reakcje alergiczne lub podrażnienia." Zatem w naszej konwersacji wzięła udział sztuczna inteligencja. A na pewno nieosobowy element lecz w funkcji osoby, kolejnego dyskutanta. Coś pomiędzy osobą a książką. 
- "Dalej zagadką pozostaje co zrobiło nacięcia? Czy jakieś owady czy może kot pazurami? A może jakieś ptaki? Albo owady? Tylko jakie?"
- "Jak coś zauważę dam znać i fotkę przyślę".
 
W kulturze piśmiennej wypracowaliśmy sposoby oznaczania dialogów i to bez cudzysłowów. W niniejszym tekście nie do końca utrzymałem się w takiej konwencji. 

Czyli jest już pomysł na dalsze obserwowanie, by wyjaśnić tajemnicę owych nacieków, kuleczek. Było pytanie, zadziwienie, była komunikacja a teraz jest zadanie badawcze. Nie szukanie błędu, przyłapanie, że się czegoś nie wie (biolog a nie wie?) lecz ciekawość, dialog, interakcje społeczne z wykorzystaniem technologii i pomysł by obserwować. By potem znowu pytać, rozmawiać, poszukiwać, wyciągać wnioski.

Sumaki octowce wielokrotnie widywałem. Takich kuleczek nigdy nie dostrzegłem. Może i widziałem lecz nigdy ich nie dostrzegłem, nie zwróciły mojej uwagi. Siedziałem w domu a jednak przez monitor zobaczyłem fragment natury. I zaciekawienie "co to jest". Potem krótka rozmowa (o ile nazwać tę nową mówioność można nazwać rozmową). Dzięki innym osobom, pozostającym w okazjonalnych lub systematycznych kontaktach widzimy przyrodę. I dostrzegamy więcej niż byśmy sami dostrzegli na spacerze w parku. Bo mamy możliwość rozmowy, komunikacji i interakcji. Konektywnie spostrzegamy więcej. A tę konektywność właśnie technologia nam umożliwia i znacząco ją poszerza. 

Podsumowując: technologia w jednym aspekcie oddala nas od natury lecz równocześnie przybliża nas i pozwala tę naturę poznawać głębiej i rozleglej. Już się nieodzobaczy. Ilekroć teraz będę przechodził obok sumaków, to będę zerkał na pień i na korę. Może i ja zobaczę? A może będę miał szczęście i zobaczę przyczynę? Na zasadzie prawa frajera. Teraz patrzymy na świat nie dwojgiem oczy a tysiącem. I ekranami. 

Morał drugi z tej opowieści (mocniej zanurzonej w kulturze pisma niż słowa mówionego) jest taki, że nowe zjawiska potrzebują nowych słów. I nie ważne czy mówionych czy pisanych. Nie wystarczy starych słów by opisać nowo dostrzeżone zjawiska i procesy. 

10.05.2023

Czy łacina w szkole podstawowej to dobre zmiany w polskiej edukacji?

Zdjęcie z muzeum, dawne wnętrze z biurkiem

Jako młody chłopiec chciałem uczyć się łaciny. Bo chciałem iść do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. To było prawie pół wieku temu. Łacina wydawała się bardzo wskazana. Myliłem się. Znakomicie wiedzę biologiczną można poznawać bez znajomości łaciny, choć jej znajomość na pewno poszerza perspektywy i rozumienie językowe wielu pojęć. Ale teraz, przy niezwykle łatwym dostępie do słowników i różnych opracowań, można szybko i łatwo zrozumieć skąd się wzięły dane formuły, słowa i ich historia. Okazało się, że jest coś ważniejszego i potrzebniejszego od łaciny. A w kontekście edukacji na przykład pojawiły się zupełnie nowe problemy: jak włączać w edukację nowych migrantów, nie znających języka polskiego (o łacinie nawet nie wspominając). Czego sami doświadczyliśmy ostatnio w postaci dużej liczby uczniów z Ukrainy. 

Żyjemy w niewątpliwym kryzysie edukacji, co zapewne wynika z ogromnych przekształceń społecznych i cywilizacyjnych. W takich chwilach pojawiają się próby uzdrowienia powrotem do przeszłości. Bo jeśli kiedyś dobrze się działo, to gdy przywrócimy dawne rozwiązania, to znowu będzie dobrze? Taki mit powrotu do przeszłości. Wydaje się łatwiejszym rozwiązaniem bo przywracamy znane schematy i rutyny i nie musimy męczyć się z wymyślaniem zupełnie nowych. Być może czasem ten powrót do starych rozwiązań działa. Najczęściej jednak nie działa. Bo nie da się przywrócić przeszłości. Często idealizujemy przeszłość (bo wiele zapominamy) i marzy się powrót do dzieciństwa. Ale my już jesteśmy starzy i nieporadni. Nie sprawdzi się. Nie będziemy fikać koziołków ani zachwycać się budowaniem babek z piasku.

W niektórych kręgach nauczycielsko-edukacyjnych wychwalany jest powrót do łaciny w szkole podstawowej. I z tej okazji wychwalany jest obecny rząd, który czyni konkretne w tym kierunku kroki. Bo nie ma nic lepszego niż wyksztalcenie klasyczne, z greką i łaciną? Bo kiedyś (dawno, dawno temu) tak było. Bo humanistykę to uzdrowi i w ogóle będą same korzyści? Bo jestesmy krajem cywilizacji klasycznej itp.?

Dla humanistyki potrzebny jest współczesny język nauki a jest nim angielski, łacina była kilka wieków temu. Wtedy pisało się i mówiło w obiegu międzynarodowym po łacinie. Teraz po angielsku. To zasadnicza zmiana, którą trudno przemilczeć. Dlatego przywrócenie łaciny i to w szkole podstawowej jest absurdalne moim zdaniem. Podnosi różnorodność lecz nie rozwiązuje żadnych istotnych problemów, które nam teraz doskwierają. Nie mam nic przeciw fakultatywnym zajęciom z języka łacińskiego (martwego). Nie traktuję tego jednak jako jakąkolwiek poprawę złej sytuacji w szkole. Nawet o ociupinę. Moim zdaniem są to działania pozorne i niemalże magiczne. By polska humanistyka liczyła się w obiegu międzynarodowym a więc i światowym, musi mówić i pisać w języku współczesnej nauki. A nie w martwym, historycznym języku. Łacina dobra jest w wąskich badaniach naukowych. By rozumieć dawne teksty i dokonania. Tak jak grecki, aramejski, starobabiloński i wiele innych. Tyle i tylko tyle. Ale takich niszowych fragmentów wiedzy jest ogromnie dużo. Bo współcześnie ludzka wiedza jest ogromna, nie do ogarnięcia przez pojedynczych ludzi. 

Czasem poszukujemy magicznego zaklęcia, cudownej rzeczy, która jak za dotknięciem magicznej różdżki zmieni diametralnie sytuację. Przykładem jest przywracanie łaciny w szkole podstawowej i tak zwanego klasycznego wykształcenia. Są to jednak działania bez zrozumienia teraźniejszości i wyzwań współczesnego rynku pracy, współczesnego społeczeństwa i potrzebnych kompetencji. 

Powrotem do przeszłości było zlikwidowanie gimnazjów i przywrócenie 8-klasowej podstawówki. I co, zniknęły problemy np. z przemocą w szkole? Nasiliły się. A przy okazji wygenerowano duży chaos programowy ze skutkami na maturze włącznie. Magiczny powrót do przeszłości nie udał się. Bo sytuacja jest diametralnie inna. 

Jak już wspomniałem uczyłem się w liceum w klasie o profilu biologiczno-chemicznym. Ja nie miałem łaciny, roczniki wcześniejsze miały. Teoretycznie nazwy gatunkowe są po łacinie, wiele terminów biologicznych i medycznych wywodzi się z tego języka. Język  miałaby nam pomóc. Ileś dziesiątek godzin by poprawnie zapisać nazwę gatunkową? Teraz w biologii dominuje terminologia angielskojęzyczna także w terminach naukowych. Te dawne potrzeby językowe obecnie z łatwością zaspokoi SI (sztuczna inteligencja) i translatory oraz ewentualne konsultacje (dla niszowych działań czy dla potrzeb naukowych). O ile uczeń nabędzie kompetencje pozwalające poprawnie korzystać z translatorów i narzędzi sztucznej inteligencji. Lekcje z języka łacińskiego w niczym mu nie pomogą. Czy dlatego nagminnie Homo sapiens pisany jest błędnie jako "homo sapiens", bo za mało było w szkołach łaciny? Błąd ten zazwyczaj popełniają humaniści (także ci, którzy pracują w wydawnictwach i redagują książki naukowe). Nie, bo zarówno Homo sapiens i homo sapiens będzie poprawnie zapisany językowo lecz będzie zupełnie inny sens tych zapisów i w tym drugim przypadku będzie to błąd biologiczny (błędnie zapisana nazwa gatunku biologicznego).

Dyskusje toczą się w wielu miejscach, w prasie oraz w mediach społecznościowych. Przytoczę tylko jeden przykład z dyskusji Facebookowej i argumentacji za przywróceniem łaciny w szkole podstawowej: 

M. H. D.: [wytłuszczenia moje] "To polska szkoła jest oderwana od realiów, a łacina jako przedmiot do wyboru to tylko kropla w morzu potrzeb, żeby temu jakoś zaradzić. W 7. klasie podstawówki, czyli jeszcze do niedawna w 1. gimnazjum, wchodzi drugi język obcy i to nie jest za wcześnie na łacinę jako drugi język. W wielu krajach europejskich łacina jest nauczana właśnie od poziomu gimnazjalnego w dużej liczbie godzin i nierzadko jako przedmiot obowiązkowy w danej klasie [moje: łacina czy greka traktowana jest raczej jako wprowadzenie do własnego, ojczystego języka, tak jak w Rumunii czy Grecji]. Że nie wspomnę o szkołach prywatnych, gdzie łaciny naucza się niekiedy nawet od początku podstawówki, zresztą również w Polsce mamy podręczniki do nauki łaciny w tym wieku. Łacina na studiach to po pierwsze za późno, a po drugie zazwyczaj jest jej jak na lekarstwo, o ile w ogóle jest. Różnicę między humanistami, którzy byli kształceni klasycznie, i tymi, którzy nie, widać gołym okiem, a bywa, że to jest wręcz przepaść. Jeśli jako "poradzi sobie" rozumiemy jako "zatrudni łacinnika, żeby mu obrobił teksty źródłowe, na których ma pracować", to tak, ale moim zdaniem to jest wtedy żaden specjalista (a znam doktoraty i habilitacje z historii, które tak wyglądają). Łacinę w 7-8 SP i w szkole średniej wybierze niewielu, bo niewiele szkół ją w ogóle zaproponuje do wyboru. Jasne, są inne palące potrzeby i obejmujące dużo większą liczbę osób, ale nie deprecjonujmy roli łaciny dla tych, którzy jej realnie potrzebują." Czyli uczyć łaciny w szkołach powszechnych bo się komuś przyda przy habilitacji? Myli się tu także drugi język obcy z językiem martwym, historycznym. Błąd zasadniczy. Ponadto, jak sam autor zaznaczył, łacinę uda się wprowadzić jedynie w nielicznych szkołach. Bo mało kto wybierze i raczej nie będzie komu uczyć. Czyli w praktyce żadne go uzdrowienie "polskiej szkoły oderwanej od realiów". W zasadzie działanie magiczne i pozorne. Że niby coś się dla edukacji robi...

Bo łacina to retoryka Cycerona? Tak, umiejętność wypowiedzi publicznych, łącznie z retoryką, jest bardzo przydatna także i w życiu współczesnym. Lecz retoryki można uczyć się i bez łaciny. Ponadto dysponujemy nie tylko słowem, tak jak przed wiekami, lecz obrazem, prezentacją multimedialną i wypowiedziami w nowych mediach a nie tylko na agorze. Mamy mikrofon, nie musimy wchodzić na wysoką ambonę. Możemy analizować przemówienia Churchilla czy Zelenskiego, jako wzoru znakomitych mów i komunikacji. I to dostosowanych do formy i problemów współczesności.

"łacina aż do końca XVIII wieku była dla Polaków drugim językiem narodowym, a nasi przodkowie mówili o sobie, że są „drugim Rzymem”. Nie sposób zrozumieć polskiej i europejskiej kultury bez podstawowej choćby znajomości łaciny." (źródło) Teraz drugim językiem narodowym jest angielski. 
i dalej "ucząc się łaciny, uczymy się nie tylko reguł, ale też analitycznego i logicznego myślenia. Łacina to taka „humanistyczna matematyka”. To dlatego możemy powiedzieć, że szczególnie dzisiaj wydaje się trudna. " (źródło). Logicznego, linearnego myślenia można uczyć z wykorzystaniem przedmiotów ścisłych, np. matematyki, fizyki, chemii biologii. Może zamiast godzin na łacinę więcej godzin na przedmioty ścisłe i przedmioty przyrodnicze? A co do języków narodowych, to może w niektórych szkołach adekwatniejszy i bardziej przydatny do budowania tożsamości będzie kaszubski, śląski itd.?

Jeszcze inne argumenty dla przykładu "Oferta, którą – jak ufam – zaproponują dyrektorzy szkół, skierowana będzie do tych uczniów, którzy przeczuwają, że w nauce łaciny leży wielka wartość. Tą wartością jest ciągłość kulturowa świata zachodniego. Nie chodzi tutaj tylko o związki ze starożytnością, ale o to, że przez dwa tysiąclecia łacina była wspólnym językiem szeroko rozumianej „Europy”. " (źródło) Ciągłość kulturową można osiągnąć na wiele sposobów i to bez uczenia historycznego języka. I nie o przeczucia chodzi tylko przydatność. Tym bardziej, że czas nie jest z gumy a wydolność biologiczna ucznia także jest ograniczona. Pośród spraw ważnych są jeszcze te najważniejsze. "Znajomość łaciny jest tym, co nas identyfikuje i odróżnia od innych wielkich cywilizacji, takich jak chińska, arabska czy indyjska. " (źródło)  Moim zdaniem pora zauważyć, że i ten podział jest już nieaktualny, przeszły, historyczny. Współczesność cywilizacyjna budowana jest inaczej, hybrydowo z przenikaniem się kultur oraz z tworzeniem zupełnie nowych znaczeń i funkcjonalności. Potrzebna jest umiejętność pracy w zespołach wielokulturowych i rozumienia wielu kultur. Z rozumieniem technologii i w zupełnie innych społeczeństwach. Wywodzimy się z tożsamości cywilizacji zachodniej, to prawda. I warte podkreślania. Także warte jest zachowanie z tej cywilizacji najwartościowszych elementów. Ale konieczne jest także wykorzystanie tego dziedzictwa w nowych warunkach. Na przykład jest nas bez porównania więcej niż w przeszłości, funkcjonujemy zatem w o wiele liczniejszych społecznościach, co ma przełożenie także na komunikację. Musimy umieć przemawiać nie na agorze lecz w mediach społecznościowych. Z wykorzystaniem nowego języka komunikacji międzynarodowej i nowych form przekazu. To tak, jakby ktoś w czasie zimy przekonywał, że skoro wcześnie (latem) chodziliśmy w krótkich spodenkach i było dobrze, to teraz trzeba też tak się ubierać. A skoro mówimy o tożsamości i wartościach lingwistycznych to może dla nas ważniejsza byłaby nauka praindoeuropejskiego? Większe podstawy do zrozumienia wielu języków nie tylko z kręgu łacińskiego.

M. H. D. (z dyskusji na Facebooku w grupie edukacyjnej): "(...) jeśli ktoś zajmuje się dziedzinami humanistyki związanymi z łaciną i nie zna łaciny, to jest to porażka. Że nie wspomnę o tym, że w samym angielskim wiele rzeczy staje się jasne, gdy się zna łacinę. Jak mam do wyboru anglistę znającego łacinę i takiego, który jej nie zna, to wybiorę pierwszego." A w języku polskim wiele rzeczy staje się jasne jeśli zna się język niemiecki, rosyjski czy teraz angielski. Wiadomo, że żeby zajmować się tekstami z łaciny to lepiej znać łacinę (bo teksty są zazwyczaj niezdygitalizowane), tak jak dla tekstów greckich trzeba znać grekę a dla innych język aramejski. A żeby zajmować się biologią czy medycyną to trzeba mieć podstawy z nauk przyrodniczych. Dawno temu łacina była językiem międzynarodowym. Dlatego dawno temu, by móc uczestniczyć w dyskusji naukowej, to trzeba było znać łacinę. Teraz trzeba znać angielski, nawet jak się chce publikować prace analizujące teksty łacińskie. 

Postulat by wprowadzać łacinę w szkole podstawowej jest myśleniem magicznym, że jak wrócimy do średniowiecznej przeszłości to polska humanistyka nabierze znaczenia. Jeśli polscy humaniści nie będą podejmować aktualnych problemów (nawet w odniesieniu do analizy literackiej czy historycznej) i nie będą dyskutować językiem zrozumiałym dla innych narodów (czyli nie będą posługiwali się współczesnym językiem nauki) to będą nic nie znaczącym zakompleksionym zaściankiem. Co do wyboru anglisty - to wybiorę skuteczniejszego i sprawniejszego w komunikacji. Nawet w Wielkiej Brytanii tłumaczą Szekspira na... współczesny angielski! 

Niewątpliwe przeżywamy bardzo poważny kryzys społeczny i edukacyjny. Nie tylko w Polsce. Trzeba szukać rozwiązań i zupełnie nowych pomysłów. Powrót do przeszłości nie jest możliwy. Potrzebna jest także szeroka dyskusja, nawet ze zgłaszaniem archaicznych rozwiązań. Trzeba je przemyśleć i oprzeć na racjonalnych argumentach. Ja w powrocie do łaciny na razie nie znajduję racjonalnych i wartościowych argumentów. Zatem szukajmy dalej. Nic nie pojawi się ani szybko ani bezboleśnie. 

A może przeoczyłem jakieś ważne i sensowne argumenty za łaciną w szkole podstawowej?

6.05.2023

Szkoła jest wszędzie, na przykład na koszulce

Fot. Olivia Dycewicz
 
Technologia skraca dystans i sprawia, że szkoła czyli uczenie się, może być wszędzie. I można dobrze wykorzystać telefon komórkowy. Wtedy nie trzeba miejsca z edukacją wyposażać w skomplikowany sprzęt elektroniczny, bo odpowiedni czytnik ma ze sobą widz-uczeń. Pozornie wystarczy zwykła koszulka. I aplikacja. A wtedy obraz ożywa i pokazuje złożone procesy w ciele ludzkim. Zabawa, zaskoczenie i frajda oraz zaciekawienie i niespodzianka. To wszystko z wykorzystaniem technologii. Powolne poszerzanie tradycyjnych podręczników szkolnych. I plansz, które wisiały w klasie. Przestrzeń i sytuacje edukacyjne zmieniają się na naszych oczach. Szkoła rozproszona i w każdym miejscu. Potrzebni są więc edukatorzy-przewodnicy, podpowiadający jak się uczyć w takiej przestrzeni i w takich sytuacjach

Zakładasz koszulkę i możesz nawet na plaży opowiadać o tym, jak pracuje serce i układ krwionośny. Tak, jakby uczeń zaglądał w głąb ciała. Bez siedzenia w ławce. Na zdjęciu uczniowie w klasie. Koszulka założona na inny, tradycyjny eksponat i pomoc dydaktyczną - model szkieletu. Do takiego plastikowego Kostusia przywykliśmy od dawna. Stały elementem wyposażenia pracowni biologicznej. Powoli przyzwyczajać się będziemy do nowych pomocy dydaktycznych i do obecności zarówno smartfonów w szkołach jak i nowych technologii, w tym rzeczywistości rozszerzonej i sztucznej inteligencji (SI).

Internet decentralizuje i rozprasza edukację. Tak jak energia odnawialna decentralizuje przemysł i wytwórczość. Oczywiście o ile jest dostęp do  wi-fi lub zasięg telefonu komórkowego. A to tylko przykład możliwości i uwidaczniającego się trendu. Samemu można opowiadać w terenie w podobny sposób. Wystarczy wygenerować qr-kod do wcześniej nakręconego filmiku, wykładu, gry internetowej. Potem drukujemy qr kod i wieszamy np. na drzewie, w altance, na przystanku. Przechodzień-spacerowicz wyciąga swój smartfon i już ogląda, słucha, czyta. Dowiaduje się o przyrodzie, kulturze, zjawiskach itp. Poznaje świat, mimo że nie jest na lekcji czy na wykładzie. A może jednak jest? 

A mi się ciągle marzy edukacyjny przystanek. Taki ukwiecony, jakie maluje Anna Wojszel. Jej także marzy się taki miejski przystanek w Olsztynie, ozdobiony lokalną bioróżnorodnością. I żeby były na nim qr kody, linkujące do opowieści o przedstawionych na ilustracjach roślinach czy owadach. Czekasz na autobus i poznajesz świat. Na dodatek jest dostępne bezpłatnego wi-fi i łącze USB, umożliwiające doładowanie telefonu lub tabletu. Uczyć się można wszędzie. A niżej przykład przystanku komunikacji miejskiej w Poznaniu. Prawie wszystko już jest. Tylko można uzupełnić o ciekawe opowieści edukacyjno-przyrodnicze.

W mieście łatwiej upilnować przed dewastacją. Lecz nawet na prowincjonalnych przystankach autobusowych qr-kody nie byłyby zbytnim wydatkiem finansowym. A tam zwykle dłużej się czeka na autobus. Można słuchać ptaków, oglądać przyrodę i... dowiedzieć się o niej czegoś więcej. I o ludziach. Można nawet na rowerze zwiedzać Warmię, od przystanku do przystanku. I na każdym dowiedzieć się czegoś nowego, a to o palcach umarlaka, a to o przeklętej pannie, a to o podagryczniku. Albo o modraszku, modliszce czy zmierzchnicy trupiej główce.


Przystanek autobusowy w Poznaniu, dostęp do wi-fi, gniazdo do ładowania telefonu i ekran z reklamami. Jeszcze tylko przydałaby się funkcja edukacyjna.

3.05.2023

Jak tworzyć zajęcia online, aby były dostępne cyfrowo dla wszystkich osób studiujących?

Dawna klasa, w skansenie, przypominanie i doświadczanie przeszłości.
By wyobrazić sobie przyszłość
 

Zaczniemy tam, gdzie jesteśmy
Użyjemy tego, co mamy
Zrobimy to, co możemy

Dwa w jednym. Poznawanie nowych rzeczy wprost oraz sytuacyjnie. Będzie okazja nie tylko usłyszeć lecz i doświadczyć, aktywnie dzieląc się swoim doświadczeniem i wątpliwościami. Krok ku praktycznemu konektywizmowi i tworzeniu współpracującej i uczącej się społeczności. Zapraszam na dwudniowe seminarium, w nieco niecodziennej formule edukacyjnej. Bardziej jako seminarium niż kurs transmitujący wiedzę. By nie tylko mówić o innych możliwościach lecz by je wypróbować na sobie. W życzliwej atmosferze, w środowisku osób uczących się.

Co będzie?
  1. Jak (i dlaczego warto) przeprowadzić wykład w wersji hybrydowej z wykorzystaniem dostępnych narzędzi.
  2. Jak (i dlaczego warto) przygotować materiały dodatkowe do wykładów, dostępne online (z wykorzystaniem MS Teams itp.).
  3. Z jakich dostępnych, w tym darmowych, narzędzi korzystać by ułatwić dostęp do treści wykładowych studentom o różnych potrzebach (np. absencja z powodu choroby).
Zajęcia online - jak je tworzyć zajęcia, aby były dostępne cyfrowo dla wszystkich osób studiujących. Spotkać się by podzielić się wiedzą i doświadczeniem). Wymienić się pomysłami. Nie tylko posłuchać lecz i opowiedzieć o swoich doświadczeniach, pomysłach, trudnościach.

Po co to seminarium? Wielu z nas się obawia czy podoła przygotowywaniu zajęć online i zajęć hybrydowych. Przecież to nowe zarówno technologicznie jak i koncepcyjnie. Cięgle trzeba się uczyć czegoś nowego? A nie wystarczy tak jak było? Niniejszy tekst występuje w roli zapowiedzi (i to w kilku wersjach: tekstowej, wideo oraz interaktywnej aplikacji). To przykład zwiększania dostępu. Pisząc sam się uczę, wypróbowuję. Byś wiedziała (wiedział), że takie seminarium jest. Że można i w taki sposób uzupełniać standardowe zajęcia. Nie tylko USOS, plan zajęć i sylabusy. A dlaczego? Bo wyraźnie zmieniły warunki zarówno warunki technologiczne jak i społeczne. A po drugie - bo można!

Dla kogo chcemy zwiększyć dostępność naszych zajęć? Nie tylko dla studentów z różnymi niepełnosprawnościami, np. ruchowymi. Ale i dla tych., którzy są czasowo chorzy, dla tych, którym coś wypadło, bo pracują, dla tych którzy zmagają się z prokrastynacją. I jeszcze z kilku innych powodów. I dlaczego online (hybrydowo)? Bo teraz możliwości technologiczne pozwalają nam przekroczyć niegdyś nieprzekraczalne bariery. Mamy narzędzie, które możemy wykorzystać. Trzeba tylko poznać jego możliwości. Zróbmy to razem.

Nie mamy jeszcze warunków idealnych. One może kiedyś będą. Tym szybciej im szybciej zaczniemy o nich myśleć i wyobrażać je sobie. Gdy zaczniemy je projektować. Niemniej nie ma co czekać. Jesteśmy tu i teraz. Zaczniemy tu gdzie jesteśmy i z tym co mamy. Zrobimy co możemy czyli to, co jesteśmy w stanie tu i teraz. Po nas niech przyjdą zdolniejsi. I lepiej przygotowani.

Po co seminarium? By podzielić się swoimi doświadczeniami i razem poćwiczyć by wypróbować w przyjaznym środowisku pomysły własne i cudzie. Ja jestem na początku tej drogi. Zapraszam na wspólną wędrówkę i odkrywanie. Kiedy? 30-31 maja. 8.15 – 15.00. W Starej kotłowni. Nabór do dnia 12.05.2023 r. w Biurze Projektu (Żagiel Możliwości, ul. Prawocheńskiego 9 (Stara Kotłownia) pok. nr 24.

Zajęcia zostały zaprojektowane ale to Państwo, jako uczestnicy, zadecydujecie jak się potoczą i co się wydarzy. To mały element brania odpowiedzialności za proces własnego uczenia się. Zrobisz tyle ile chcesz i swoim tempie. To nie jest rywalizacja. Punktów z tego nie będzie. Przecież podobnie można zaprojektować zajęcia dla studentów. To nie jest nadskakiwanie i podawanie przeżutych ciasteczek wprost do ust. To projektowanie przestrzeni edukacyjnej z szerokim dostępem. A narzędzia online będą nam w tym pomocne. Nie zamiast spotkań w kontakcie lecz jako ich dopełnienie tak, by były dostępne dla wszystkich osób studiujących. Celem dodatkowym (fakultatywnym) jest współtworzenie grupy wsparcia, do stałej współpracy. By sobie pomagać i razem się rozwijać nie tylko w ciągu dwóch dni.

Na szkolenie przyjdź z własnym laptopem, tabletem i smartfonem z dostępem do Internetu (będzie uniwersyteckie wi-fi lecz lepiej mieć więcej możliwości). Nie zapomnij o ładowarce. Na potrzeby kursu zostanie założony Zespół na MS Teams (link zostanie wysłany uczestnikom wcześniej). Tam będą też gromadzone materiały dla uczestników oraz efekty ich pracy. Żeby nie drukować niepotrzebnie wszystkich materiałów na papierze,

Przypomnienie maila, który otrzymaliśmy na służbową skrzynkę (zobacz także info na stronie):
"Zajęcia online - jak tworzyć zajęcia, aby były dostępne cyfrowo dla wszystkich osób studiujących.
(2 dni po 8 godzin dydaktycznych dla grupy 30 osób). 

Prowadzący: dr hab. Stanisław Czachorowski, prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii
Termin: 30-31.05.2023 r.
Godziny: 8.15 – 15.00
Miejsce realizacji: Stara Kotłownia, ul. Prawocheńskiego 9, sala 2A
Osoby uprawnione do udziału: pracownicy naukowo-dydaktyczni UWM w Olsztynie

Szczegółowy opis kryteriów naboru oraz osób uprawnionych do uczestnictwa we wsparciu ujęty jest w Regulaminie rekrutacji i uczestnictwa w projekcie nr POWR.03.05.00-00-A046/19-00 pt. „Żagiel możliwości – model dostępności UWM w Olsztynie” Zadanie 6. „Wdrażanie zmian w zakresie zarządzania procesem kształcenia” Zarządzenie Nr 40/2022 Rektora Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie z dnia 24 maja 2022 r.

Zapraszamy Państwa z kompletem wypełnionych i podpisanych dokumentów do dnia 12.05.2023 r. do Biura Projektu, które znajduje się przy ul. Prawocheńskiego 9 (Stara Kotłownia) pok. nr 24.

Informacje związane z projektem i dokumenty rekrutacyjne są dostępne na stronie projektu: http://zagiel.uwm.edu.pl/

W wyznaczonym terminie rekrutacji w Biurze Projektu należy złożyć:

  • Formularz Zgłoszeniowy (Załącznik nr 1)
  • Oświadczenie o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych na potrzeby rekrutacji (Załącznik nr 2)"
Co będą robili uczestnicy (propozycje wstępne):
  1. Narysują plakat o sobie (forma prezentacji błyskawicznej z wykorzystaniem narzędzi analogowych).
  2. Przygotują i zaprezentują mini wykład (3-5 slajdów) w interaktywnym programie np. Mentimeter.
  3. Przygotują zapowiedź swoich wybranych zajęć w formie krótkiego nagrania wideo.
  4. Przygotują krótką prezentację w Power Poincie i przygotują z tego materiały dla studenta w formie pliku PDF (notatka z wykładu).
  5. Nagrają krótki podcast z streszczeniem swojego wykładu.
  6.  Założą wirtualną tablicę z materiałami dla studentów (np. Padlet lub Wakelet).
  7. Przygotują materiały dla studentów w formie prezentacji-gry w programie Genial.ly.
  8. Umieszczą przygotowane materiały nagrane telefonem na swoim kanale You Tube, Tik Tok (jeśli jeszcze nie mają, to założą w czasie zajęć).
  9. Umieszczą nagrany podcast w serwisie You Tube lub innym.
  10. Zamieszczą materiały dla studentów w wybranym serwisie społecznościowym (Fabebook, Instagram, Tik-Tok itp.).
  11. 11. Przeprowadzą krótki wykład w formie hybrydowej na MS Teams, z nagraniem archiwizacyjnym.


@stanislawcz

Żagiel możliwości, seminarium i szkolenie pt. Zajęcia online - jak tworzyć zajęcia, aby były dostępne cyfrowo dla wszystkich osób studiujących.

♬ dźwięk oryginalny - Stanisław


Przykładowe materiały dodatkowe w formie interaktywnej prezentacji w aplikacji Genial.ly:  

1.05.2023

Walizka pełna pomysłów - inne spojrzenie na poster konferencyjny

 

Plakaty (postery) na konferencjach naukowych pojawiły się stosunkowo niedawno (najpierw w naukach ścisłych potem i w humanistycznych). Były i są formą graficznego i częściowo asynchronicznego przedstawiania referatów konferencyjnych. Jako próba rozwiązania dylematu: dużo doniesień a mało czasu by wszystko zaplanować w formie tradycyjnych sesji tematycznych (równoległych). Sama forma posteru była już innowacyjna. Wprowadzała nowy element do konferencji z mówionymi referatami. Coś pośredniego między publikacją (do samodzielnego czytania), formą graficzną a referatem ustnym w kontakcie bezpośrednim. 

Poszukując jeszcze większej interaktywności, zacząłem wykorzystywać na plakatach naukowych QR kody. Była to próba dołączenia do posteru internetu z możliwością wyświetlania nawet filmów. Coś, co było nieosiągalne na tradycyjnym, drukowanym plakacie. Zamiast tworzyć drogie wyświetlacze, wykorzystany został  prosty fakt, że czytnik ma każdy swój. Jest to telefon komórkowy. A więc rozwiązany został problem techniczny (czytaj więcej: Posterowo z poszukiwaniem innowacji, Grywalizacja, poster na tkaninie i qr kody, Mobilny poster i kształcenie pozaformalne na konferencji w Gdańsku). 

To nie koniec kreatywnych poszukiwań. Co zrobić by jeszcze bardziej połączyć aktywizację widza-oglądacza, uczestnika konferencji z kontaktem zdalnym? Czy trzeba trzymać się sztywnej ramy posteru wydrukowanego na papierze, tkaninie czy nawet na twardym podłożu w formie planszy? A gdyby tak zachęcić widza do aktywności czysto analogowej? Inspiracją były różnego rodzaju instalacje w formie słoików pamięci, podwórkowych sekretów z dzieciństwa, give-boxów, półek bookcrossingowych i miejsc wymiany nazywanych ludzielnią (ludzie się dzielą). I tak narodził się pomysł z walizką pełną pomysłów. Teraz tylko szukać okazji do wypróbowania prototypu. Pierwsza próba się nie udała, bo wraz z pandemią nastąpiła przerwa w konferencjach Ideatorium. Ale w tym roku już się uda. W trójosobowym zespole przygotowujemy walizkę pełną pomysłów. Walizka już jest, teraz trwa przygotowywanie jej zawartości. Walizka ma też swoją część w pełni online, na wirtualnej tablicy Wakelet.

Link do strony konferencji


Wymienialnia czyli walizka pełna pomysłów i słoików pamięci

Zespół autorski : Stanisław Czachorowski, Anna Wojszel, Vitia Bartošová Hoffmann

Poster w formie walizki z pomysłami i słoikami pamięci. Przed Tobą pomalowana walizka, otwierasz a tam słoiki z pomysłami i na pomysły. Można się wymieniać, wziąć czyjś a włożyć swój. Pomysły dydaktyczne są w słoikach, pogrupowanych tematycznie (np. ChatGPT, webinaria, metody analogowe, wykłady interaktywne, notowanie graficzne, problemy do rozwiązania itp.). Odkręć i zobacz, co jest w środku. Jeśli Ci się spodoba dany pomysł, to weź ze sobą jedną kartkę (zadbaj by nie zabierać ostatniej kartki – w takim przypadku zrób zdjęcie zawartości a kartkę schowaj ponownie do słoika). W walizce są puste kartki. Zapisz swój pomysł dydaktyczny i włóż do wybranego słoika. Podziel się swoim pomysłem. Dodaj swoją treść do słoików idei i edukacyjnego dialogu.

W walizce będą także qr kody, linkujące do wirtualnej tablicy. Zamiast na kartce możesz wymienić się swoim pomysłem w pełni online i wirtualnie. Z pomocą swojego telefonu wyjeść na wirtualną tablicę, zostaw link, zdjęcie lub po prostu opisz swój pomysł.

Leżący (a nie wiszący) poster z hybrydową interaktywnością: analogową i internetową. Taką giełdę pomysłów (słoików pamięci) można wykorzystać w czasie zajęć ze studentami. Zamiast walizki może być szafa, kufer lub skrzynia, gdzie uczniowie lub studenci zostawiać będą swoje opracowania, notatki, pytania, pomysły i coś, co ma przetrwać na wieki dla przyszłych pokoleń.

Co dalej? Po przetestowaniu na konferencji (oczywiście zdam relację) pomyślę nad wersją stacjonarną w przestrzeniach uniwersytetu. Już nie jako walizka lecz jako szafka z szufladkami. A w szufladkach miejsce na dzielenie się pomysłami. Nieustanne próbowanie i eksperymentowanie. Nauka w większości składa się z błędów, nieudanych eksperymentów. Tylko część z nich przechodzi do dalszych etapów optymalizacji i udoskonalania.