20.12.2025

Student w centrum uwagi. Książka, na którą długo czekałem

Można powiedzieć, że na tę książkę czekałem blisko 40 lat. Ukończyłem kierunek nauczycielski, biologię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. Gdy rozpoczynałem pracę, jako asystent, pełnymi garściami korzystałem z wiedzy i umiejętności wyniesionej ze studiów. Ale już od początku czułem niedosyt i szukałem czegoś nowego, bardziej adekwatnego. Biologia to eksperymentalny i terenowy kierunek studiów. Było więc dużo działania, ćwiczeń i wypraw terenowych. Aktywizacja sama w sobie. Pomysły dydaktyczne czerpałem także z własnych doświadczenia w pracy w kole naukowym. Dzisiaj wiem, że to metoda projektu. Gdy szukałem materiałów dydaktycznych do zajęć, tych o sposobach prowadzenia metod aktywizujących, to trafiałem jedynie na opracowania dla nauczycieli szkolnych oraz na różnego rodzaju szkolenia typu mapy myśli i notowanie graficzne. Ciągle brakowało mi czegoś, dedykowanego dla szkolnictwa wyższego. Bo przecież to inny, bardziej dorosły odbiorca i nie da się wprost przenosić metod z przedszkola czy szkoły podstawowej. Kurs dydaktyki akademickiej, który odbyłem jako młody asystentem na Akademii Rolniczo-Technicznej, dla mnie jako absolwenta studiów pedagogicznych, był żenująco na niskim poziomie i z archaicznym wręcz podejściem do nauczania. Szukałem dalej, w kontaktach z nauczycielami (m.in. w grupie Superpelfrów RP). Zbierałem okruchy na różnych konferencjach nauczycielskich, w tym w CN Koprenik, czy ostatnio na Ideatorium w Gdańsku.

Gdy ukazała się książka Student w centrum. Metody kształcenia, które angażują i rozwijają autorstwa Anny Wach, Joanny Furmańczyk i Marcina Bielickiego, wydana przez PWN w 2025 roku, to sięgnąłem z wielką ciekawością. I nie zawiodłem się. Żałuję tylko, że takiej książki nie było 40 lat temu. Student w centrum zawiera dobrze i klarownie wyjaśnienie podłoża teoretycznego i paradygmatów w pedagogice, które wyjaśniają dlaczego dydaktyka zmienia się. To dobre wartościowe wyjaśnienie kontekstu społecznego i naukowego. Drugim cennym elementem są przykładowe, dobrze metodycznie opisane metody do zastosowania od razu. Jeśli komuś to tło teoretyczne na razie jest zbędne i chce od razu przejść do „przepisu”, to śmiało może zajrzeć do tej drugiej części. Zapewne za jakiś czas wróci do pierwszej części, by rozumieć pełniej dlaczego i jak dużo się zmienia. Trzecim elementem jest studium przypadku, pokazujące przykładowe zajęcia akademickie, dobrze wyjaśnione zarówno od strony teoretycznej jak i objaśnienia dydaktycznego.

W zasadzie już znałem zarówno opisywane paradygmaty (np. dzięki udziałowi w bydgoskim Kompasie Edukacji) jak i stosowane narzędzia. Ale w tej książce zostały opisane bardzo klarownie. Czytałem z dużą przyjemnością. I porządkowałem swoją wiedzę w głowie. Lepiej zrozumiałem dlaczego i kiedy zastosować opisywane w książce metody prowadzenia wykładu i ćwiczeń. Polecam więc tę pozycje zarówno doświadczonym dydaktykom jak i tym poczatkującym.

Jako wykładowca akademicki od dawna czekałem na książkę, która w sposób całościowy i przystępny pokaże, jak można przejść od tradycyjnego modelu nauczania do podejścia, w którym student staje się centrum procesu edukacyjnego. Publikacja Student w centrum. Metody kształcenia, które angażują i rozwijają, jest właśnie taką książką. To dobry podręcznik, który nie tylko opisuje metody aktywizujące, ale osadza je w szerokim kontekście pedagogicznym i psychologicznym, pokazując, że zmiana dydaktyki to nie tylko kwestia techniki, lecz przede wszystkim filozofia edukacji. Ja w tej książce zobaczyłem swoje 40 lat pracy akademickiej z nieustannym poszukiwaniem.

Nowatorskość tej publikacji polega na tym, że łączy ona solidne podstawy teoretyczne z praktycznymi wskazówkami, które można od razu zastosować w pracy dydaktycznej na uczelni wyższej. Autorzy odwołują się do klasycznych i współczesnych teorii uczenia się, takich jak konstruktywizm czy uczenie się przez doświadczenie, tłumacząc je w sposób przejrzysty i zrozumiały. Dzięki temu czytelnik nie tylko poznaje fundamenty, ale także rozumie, dlaczego proponowane metody są skuteczne i jak wpisują się w szerszy nurt przemian edukacyjnych i cywilizacyjnych. To niezwykle ważne, ponieważ wielu nauczycieli akademickich potrzebuje nie tylko inspiracji, lecz także uzasadnienia, które pozwoli im świadomie zmieniać swoje praktyki. Wszyscy potrzebujemy widzieć sens. I studenci, by chcieli się uczyć, a w zasadzie studiować. I nauczyciele akademiccy by widzieć wartość swojej pracy i mieć do niej zapał.

Książka ta będzie użyteczna dla wykładowców, którzy pragną ulepszać swoje zajęcia i dostosować je do współczesnych oczekiwań studentów. A w zasadzie do wyzwań współczesności z powszechnie dostępnym internetem, telefonami komórkowymi i narzędziami AI. Zawarte w opisywanej książce przykłady, scenariusze i porady praktyczne są dobrze wyjaśnione i możliwe do natychmiastowego wdrożenia. Wystarczy tylko chcieć i się odważyć. Nie trzeba czekać na odgórne dyrektywy i rozporządzenia. Autorzy pokazują, jak odejść od dominacji wykładu na rzecz zajęć opartych na aktywności studentów, jak budować atmosferę partnerskiej współpracy i jak rozwijać u młodych ludzi kompetencje krytycznego myślenia, kreatywności oraz umiejętności pracy zespołowej. Wyjaśniają dlaczego tak właśnie zmieniać swoje zajęcia. To "dlaczego" jest bardzo potrzebne. To nie jest abstrakcyjny traktat, lecz użyteczny podręcznik dla praktyków, którzy chcą, aby ich zajęcia były bardziej angażujące i rozwijające. Aby nabrały większego sensu we współczesnym krajobrazie edukacyjnym.

Dla mnie osobiście Student w centrum jest książką, na którą długo czekałem, ponieważ odpowiada na realne potrzeby dydaktyki akademickiej. Myślę, że jest jaskółką dobrych i głębokich zmian w edukacji na poziomie wyższym. Łączy refleksję teoretyczną z praktyką, inspiruje do zmiany i pokazuje, że edukacja może być procesem twórczym, angażującym i rozwijającym zarówno studentów, jak i wykładowców. To publikacja, która daje narzędzia, ale także buduje przekonanie, że warto podjąć wysiłek zmiany, bo w centrum edukacji zawsze powinien stać student. Student a nie sylabus czy jakiś program. Jedno nie wyklucza drugiego, jednak ważne jest położenie akcentów. 

Czekałem 40 lat i się doczekałem. Młodszym będzie łatwiej, już nie muszą tak długo czekać. Powrócę jeszcze do jednego wątku, wyżej poruszonego. Jednym z najważniejszych walorów komentowanej publikacji jest ukazanie różnych paradygmatów kształcenia, które przez lata kształtowały praktykę akademicką. Ja wyrastałem w behawioryzmie, który już od samego początku mnie uwierał. Długo, niejako po omacku, szukałem lepszych rozwiązań.  Autorzy  Studenta w centrum wnikliwie omawiają behawioryzm, który przez długi czas dominował w dydaktyce, koncentrując się na bodźcach i reakcjach oraz na wzmacnianiu pożądanych zachowań. W tym ujęciu student był raczej odbiorcą treści, a nauczyciel pełnił rolę kontrolera procesu uczenia się. Choć behawioryzm odegrał istotną rolę w rozwoju pedagogiki, książka pokazuje jego ograniczenia, zwłaszcza w kontekście współczesnych potrzeb edukacyjnych. Pokazuje to, co czułem przez wiele lat lecz nie potrafiłem precyzyjnie tego wyartykułować, nazwać i uzasadnić.

Z kontestacji niedostatków behawioryzmu wyrósł najpierw kognitywizm a potem konstruktywizm, który autorzy przedstawiają jako fundament nowoczesnej dydaktyki. W tym paradygmacie student nie jest biernym odbiorcą, lecz aktywnym twórcą wiedzy, budującym własne rozumienie świata poprzez doświadczenie, refleksję i współpracę. Konstruktywizm, w ujęciu zaprezentowanym w książce, staje się podstawą dla metod takich jak problem-based learning, pracy projektowej czy uczenia się przez narrację. To właśnie ten kierunek pozwala na pełne zaangażowanie studentów i rozwijanie ich kompetencji krytycznego myślenia, kreatywności oraz zdolności współdziałania.

Autorzy nie pomijają także dydaktyki instrukcyjnej, która przez lata była dominującym modelem w szkolnictwie wyższym. W tym podejściu nauczyciel jest głównym źródłem wiedzy, a student ma za zadanie ją przyswoić i odtworzyć. Książka pokazuje jednak, że choć dydaktyka instrukcyjna ma swoje miejsce i bywa użyteczna w przekazywaniu podstawowych treści, nie wystarcza w świecie, który wymaga od absolwentów samodzielności, innowacyjności i zdolności adaptacji. Właśnie dlatego Student w centrum jest książką, na którą długo czekałem. Łączy refleksję nad paradygmatami edukacyjnymi z praktycznymi wskazówkami, jak przełożyć je na codzienną pracę dydaktyczną.

Niewątpliwa wartość omawianej książki  polega nie tylko na przedstawieniu metod aktywizujących, lecz także na ukazaniu szerokiego spektrum paradygmatów edukacyjnych – od behawioryzmu, przez dydaktykę instrukcyjną, aż po konstruktywizm i konektywizm. To właśnie w tym zestawieniu szczególnie wyraźnie widać, jak bliskie są mi koncepcje projekczyciela i nauczeństwa, które od lat staram się popularyzować. W zasadzie te neologizmy są tylko innym nazwaniem tych samych zjawisk i procesów. 

Behawioryzm, z jego naciskiem na bodźce i reakcje, przypomina model edukacji, w którym nauczyciel jest kontrolerem, a student wykonawcą. W tym ujęciu proces uczenia się jest zewnętrznie sterowany, a wiedza traktowana jako coś, co można wprost przekazać i utrwalić. Projekczyciel, rozumiany jako twórca sytuacji edukacyjnych, stoi w opozycji do takiego podejścia. Nie projektuje bowiem reakcji, lecz przestrzeń doświadczeń, w której student sam odkrywa znaczenia. W tym sensie projekczyciel jest bardziej architektem środowiska uczenia się niż trenerem zachowań.

Dydaktyka instrukcyjna, która przez lata dominowała w szkolnictwie wyższym, opiera się na przekazywaniu wiedzy w sposób uporządkowany i kontrolowany. Student ma tu rolę odbiorcy, a nauczyciel – źródła informacji. Choć ten model bywa użyteczny, szczególnie w nauczaniu podstaw (na co już wskazywałem w niniejszym tekście), jego ograniczenia są widoczne w świecie wymagającym kreatywności i samodzielności. I w świecie nieustannej zmiany oraz bardzo szerokiego dostępu do informacji. Dzięki coraz doskonalszym narzędziom AI (sztucznej inteligencji), nie tyko szybciej studenci docierają do dobrze wyjaśnionej wiedzy, ale i piszą krótkie teksy czy nawet całe prace o charakterze naukowym. Notabene wykładowcy akademiccy i pracownicy naukowi także korzystają z tych narzędzi AI. Wspólnie je odkrywamy i wcale nie jest tak, że to nauczyciel akademicki już umie i wie a student dopiero się uczy. Bywam czasem na odwrót. W koncepcji nauczeństwa, którą rozwijam, relacja między nauczycielem a studentem jest bardziej partnerska. Nauczeństwo nie polega na biernym odbiorze, lecz na wspólnym procesie – nauczyciel uczy się od studenta, a student od nauczyciela. To dialog, w którym wiedza nie jest przekazywana jednostronnie, lecz współtworzona. Szczególnie jaskrawo widać to w przypadku poznawania możliwości narzędzi sztucznej inteligencji.

Konstruktywizm, który autorzy książki przedstawiają jako fundament nowoczesnej dydaktyki, jest najbliższy idei projekczyciela i nauczeństwa. Student staje się aktywnym twórcą wiedzy, budując własne rozumienie świata poprzez doświadczenie, refleksję i współpracę. Projekczyciel w tym kontekście jest przewodnikiem, który projektuje narracje, zadania i sytuacje edukacyjne, ale nie narzuca gotowych odpowiedzi. Nauczeństwo natomiast staje się praktyką wspólnego odkrywania – nauczyciel i student razem konstruują znaczenia, razem poszukują sensu, razem uczą się, jak żyć w świecie pełnym złożoności.

Porównanie tych paradygmatów z koncepcjami projekczyciela i nauczeństwa pokazuje, że książka Student w centrum jest nie tylko praktycznym przewodnikiem, ale także potwierdzeniem głębszej zmiany w myśleniu o edukacji. Odchodzimy od modelu transmisyjnego, w którym wiedza jest przekazywana jak towar, ku modelowi relacyjnemu i twórczemu, w którym edukacja staje się wspólnym doświadczeniem. Projekczyciel i nauczeństwo wpisują się w tę zmianę, nadając jej wymiar filozoficzny i praktyczny zarazem.

Dlatego właśnie uważam tę książkę za publikację, na którą długo czekałem. Nie tylko dostarcza narzędzi i metod, ale także potwierdza, że kierunek, w którym zmierza współczesna dydaktyka, jest zgodny z ideą edukacji jako wspólnego projektu, w którym student i nauczyciel uczą się od siebie nawzajem, a centrum procesu stanowi człowiek – poszukujący, twórczy i zaangażowany. Osobiście utwierdza i mnie, że poszukuję we właściwym miejscu.

18.12.2025

O zaparzaniu herbaty i odzyskiwaniu czasu


Studencki projekt Eko Kalendarza Adwentowego z pozoru składa się z małych, niemal banalnych kroków. Kolejne okienka z zadaniami mogą wydawać się jedynie listą codziennych obowiązków ubranych w zielone barwy. Jednak za tymi prostymi, łatwymi do zrealizowania wyzwaniami kryje się treść znacznie głębsza – manifest świadomego istnienia w świecie, który o tej świadomości zdaje się zapominać.

Weźmy za przykład wczorajsze zadanie: parzenie herbaty. Przed nami staje wybór, który jest mikrokosmosem naszych współczesnych dylematów. Z jednej strony jednorazowa saszetka – szybka, łatwa, wygodna. Z drugiej – herbata liściasta celebrowana w czajniczku. Wybór tej pierwszej to zgoda na pośpiech, który niesie ze sobą niewidzialny koszt: miliardy cząsteczek mikroplastiku uwalnianych do środowiska i wprost do naszego organizmu. Wybór tej drugiej wymaga czasu, lepszej jakości liści i cierpliwości. Nagrodą jest jednak głębia smaku i czystość sumienia. Dłużej celebrujemy posiłek, jemy także oczami i szybciej sie nasycimy mniejsza ilością pokarmu. Co zważywszy na chorobliwy brak ruchu ma duże znaczenie dla naszego zdrowia. To nie jest strata 3-5 minut, to inwestycja we własne zdrowie i szeroko rozumiany dobrostan.

W tym miejscu rodzi się pytanie natury niemal egzystencjalnej: czy naprawdę szkoda nam na to czasu? A parzenie herbaty w jednorazowych saszetkach jest tylko drobnym przykładem.

Żyjemy w erze optymalizacji. Mamy samochody, którymi szybciej przemieszczamy się między domem a pracą i szybciej docieramy na różne spotkania. Na drogach często przekraczamy dozwolona prędkość, bo chcemy szybciej dojechać i "wyrwać" kolejne 5 minut. Mamy komputery i sztuczną inteligencję, dzięki którym maile i teksty piszą się niemal same. Znowu szybciej i znowu zaoszczędzone kilkanaście minut w ciągu dnia. Otaczamy się armią urządzeń, których jedynym celem jest oszczędzanie naszego wysiłku fizycznego i naszych minut i godzin. I co robimy z tym zaoszczędzonym czasem? Czy stajemy się dzięki niemu szczęśliwsi, czy jedynie szybciej biegniemy w stronę kolejnych zadań? Czy zaoszczędzone kalorie na wysiłku fizycznym (np. jadąc winda a nie wchodząc samodzielnie po schodach) potem spalamy na siłowni, basenie czy fitnessie? Co zrobimy z zaoszczędzonymi na parzeniu herbaty czy kawy minutami? Przeznaczamy na rozmowy z innymi ludźmi, na cieszenie się życiem i delektowanie się smakiem nie tylko posiłku? 

Wybór herbaty liściastej to także akt buntu przeciwko dyktaturze wiecznego pośpiechu. Kiedy parzę ją w czajniczku, godzę się na to, że proces potrwa dłużej. Godzę się na rytuał zmywania naczyń (znowu ze dwie minuty i moje czynności manualne). Ale w zamian odzyskuję prawo do celebracji. Pijąc z pięknej filiżanki, smakuję napar nie tylko kubkami smakowymi, ale i wzrokiem. Wydłużając moment posiłku, sycę się mniejszą ilością pożywienia, dając organizmowi czas na odczucie wdzięczności. To prosta droga do zdrowia, o której często zapominamy w biegu po „szybką energię”.

Spójrzcie na to małe, metalowe i chyba posrebrzane urządzonko obok mojej filiżanki. To staroć, przedmiot z duszą, jakich dziś niemal się nie produkuje. To sitko do wyłapywania fusów od herbaty. Bo jak się zaparza w czajniczku, bo fusy przez dziubek czajniczka wraz z wypluwającą herbatą trafiają do filiżanki. A wtedy można podstawić pod dziubek właśnie takie sitko i wyłowić wszystkie potencjalne farfocle, psujące efekt estetyczny. I można odstawić na stół. Nic nie kapie, nie przecieka, bo pod spodem jest pojemniczek na skapująca z fusów herbatę. Estetyczne i bardzo funkcjonalne. Obecność takich przedmiotów w naszej codzienności przypomina nam, że świat nie musi być jednorazowy. Że piękno i użyteczność mogą trwać dziesięciolecia, nie stając się odpadem po zaledwie trzech minutach parzenia. To retro sitko kupiłem w małym sklepiku z antykami, wydłużyłem życie jeszcze jednego przedmiotu. Solidna robota umożliwia użytkowanie przez wiele lat. 

Moje codzienne wybory – chodzenie pieszo, podróże pociągiem, kupowanie chleba w całym bochenku, by samodzielnie go ukroić – to nie są wyrzeczenia. To poszukiwanie jakości. To zrozumienie, że rozwój zrównoważony nie jest jedynie nauką o ochronie przyrody, ale filozofią szacunku do siebie i otoczenia.

Zaparzenie herbaty liściastej to mały krok. Może nawet maleńki w skali globalnych problemów klimatycznych i antropogenicznego przekształcenia środowiska. Mikroplastik nie bierze się w oceanach tylko z tych małych, herbacianych saszetek. Ale to właśnie z takich drobinek buduje się nową wrażliwość i rozumienie zachodzących procesów. Wybierając trwały zaparzacz zamiast plastikowej saszetki, wybieramy życie piękniejsze, zdrowsze i bardziej ludzkie. Zmieniamy stan planety, zaczynając od temperatury własnego kubka i spokoju we własnym sercu. I inwestycji w czas cieszenia się drobiazgami w naszym życiu.

Drodzy współstudenci (bo wszyscy uczymy się przez całe życia!), wiem, że w świecie zdominowanym przez terminy, kolokwia i nieustanne powiadomienia, propozycja „wolniejszego” parzenia herbaty może brzmieć jak luksus, na który nas nie stać. Ale spójrzcie na to inaczej: ten czas i tak upłynie. Możemy go stracić na bezmyślne scrollowanie telefonu w oczekiwaniu, aż zagotuje się woda, albo możemy go odzyskać, czyniąc z parzenia liści własną wyspę spokoju. Zachęcam Was – znajdźcie swój własny „rytuał uważności”. Niech to będzie te pięć minut z ulubioną filiżanką nad ranem po nocy spędzonej nad notatkami. To nie jest strata czasu, to inwestycja w Wasz dobrostan i higienę umysłu. Kiedy wybieracie herbatę liściastą, nie tylko chronicie swoje ciało przed mikroplastikiem, ale dajecie sobie sygnał: Jestem ważny, moje otoczenie jest ważne, a jakość mojego życia nie mierzy się szybkością, z jaką odhaczam kolejne zadania. Spróbujcie choć raz. Jeden mały krok w czasie adwentu. 24 dni, 24 małe kroki. I nie poddawaj sie, gdy się jednego czy kolejnego dnia zapomniało i nie udało. Każdego dnia można wrócić do tych małych wyzwań. 

Dlaczego warto zrezygnować z saszetek?

1. Mikroplastiku gołym okiem nie widać. Wiele osób żyje w przekonaniu, że torebka herbaty to po prostu papier. Niestety, wiele z nich (szczególnie te typu „piramidki”) wykonanych jest z nylonu lub PET. Z badań wynika, że podczas parzenia jednej takiej torebki w temperaturze 95°C do naparu może przedostać się nawet 11,6 miliarda cząsteczek mikroplastiku.

2. Jakość naparu. W saszetkach często znajduje się tzw. „pył herbaciany” (fannings), czyli najniższa jakościowo frakcja liści. Herbata liściasta to całe, pełnowartościowe liście, które mają przestrzeń, by się rozwinąć i oddać pełnię aromatu oraz właściwości zdrowotnych (antyoksydantów).

3. Zero Waste i kompostowanie. Klasyczna torebka herbaciana często zawiera polipropylen (jako spoiwo), przez co nie rozkłada się całkowicie w kompostowniku. Liście herbaty to czysta natura – po zaparzeniu idealnie nadają się jako nawóz do kwiatów doniczkowych. Mały kompostownik można zrobić u siebie w domu lub wykorzystać kwiaty doniczkowe. Bardziej zaangażowani mogą założyć insektarium z prosionkami. Są znacznie wygodniejsze w domu niż dżdżownice. A przerobią na humus nie tylko fusy od herbaty. I będzie co obserwować bez zużycia prądu i gapienia się w urządzenie reklamowe. Prosionki za każdym razem sympatyczną "wykręcą rolkę".

I na koniec aspekt ekonomiczny. Liściasta herbata często wychodzi taniej w przeliczeniu na filiżankę, bo można ją parzyć kilkakrotnie (szczególnie zieloną czy białą).

#EkoAdwent

16.12.2025

Test Dragana cz. 3. Hologramowy obraz języka czyli jak wykurglać z niczego nowe znaczenia we współpracy z AI

Widzimy tylko cienie i domyślamy się jak wygląda to coś, co rzuca cień.
 

Metoda jest podstawą wiedzy nowożytnej. Pojawia się hipoteza i zaraz potem musi pojawić się pytanie "jak to sprawdzę?". Na pewno warto szukać odpowiedzi u innych ludzi. Może to już odkryli, może to już wiedzą i nie trzeba odkrywać Ameryki po raz kolejny. Niemniej zawsze warto sprawdzać eksperymentalnie. Niewierny Tomasz jest podstawą nowożytnego budowania wiedzy nie tylko przyrodniczej. Robimy eksperymenty także i dlatego, by do dotychczasowego dorobku obserwacyjnego ludzkości dodać swojej obserwacje, z nowym narzędziem, nową metodą, z innym materiałem. 

Różne rodzaje sztucznej inteligencji, w tym LLMy (duże modele językowe) to w naszej rzeczywistości społecznej nowy obiekt. I poznajemy go, niczym w stadzie małp naczelnych: wąchamy, dotykamy, obserwujemy, sprawdzamy organoleptycznie, trącamy i sprawdzamy jak zareaguje. I dzielimy się w dyskusji swoimi spostrzeżeniami, niczym ślepcy dotykający słonia: To jest cienkie i długie. Nie, to jest wijące się niczym wąż. A nie, ja, jak dotknąłem to było duże i płaskie, niczym liść. A ja sądzę, że to gruby słup, stojący pionowo. Suma róznych doświadczeń dotykowych poprzez dyskusję układa się w obraz słonia, z ogonem, trąbą, uszami, grubymi nogami. Nie widzimy a jednak krok po kroku, przez kolejne eksperymenty i przez dyskusję, budujemy w naszej zbiorowej intersubiektywności obraz słonia. I nigdy nie wiemy, czy to wiedza ostateczna. Bo pojawi się ktoś nowy, z nowymi obserwacjami, nowymi eksperymentami lub nowymi paradygmatami. Niekończąca się opowieść poznawania nowego w stadzie. 

Od trzech lat jest z nami AI. Wypowiadamy się , że jest taka czy inna, że kreatywna lub, że to tylko stochastyczna papuga. Zainspirowany pomysłem profesora A. Dragana postanowiłem i ja sprawdzić prostym testem. Umieścić w prompcie słowa, których nie ma (bezsensowne, bez znaczeń) i sprawdzić co z tym LLM zrobi. I czy to, co zrobi w jakiś sposób pozwoli odpowiedzieć na pytanie czy taki Chat GPT jest kreatywny czy nie. To trzecia cześć eksperymentu.  Zobacz cz. 1(Gemini)  oraz część 2. (Copilot).

Wybrałem trzy różne narzędzia (dlatego raport będzie trójczęściowy): Gemini, Copilot i Bielik. Na czerwono zaznaczyłem moje prompty dla AI, na czarno odpowiedzi a na niebiesko refleksje po wykonaniu zadania.

 Bielik.ai

Napisz esej na temat „Wpływ projekczycieli na ewolucję Smoka wawelskiego” użyj tonu filozoficznego, w tekście wykorzystaj pojęcia: protronista, somponitny, wykurglać, niuntowatość, murglowatość

 Oto esej na temat "Wpływ projektorów na ewolucję Smoka wawelskiego" w tonie filozoficznym, z wykorzystaniem wymienionych pojęć:


Wpływ projektorów na ewolucję Smoka wawelskiego [Bielik już w tytule zmienił nieznane słowo projekczyciel na bardziej zrozumiałe "projektor", najwyraźniej algorytm uznał, że to błąd i trzeba poprawić]

W świecie, gdzie rzeczywistość i wyobraźnia splatają się w nierozerwalny węzeł, a istoty mityczne i legendy stają się żywymi bytami, rola projektorów – tych, którzy potrafią przenosić myśli i wizje w materię – jest nie do przecenienia. W tym kontekście, ewolucja Smoka wawelskiego stanowi fascynujący przykład, jak ludzka imaginacja, kształtowana przez projektorów, może wpływać na formę i naturę istot, które pierwotnie wyłoniły się z mroków legend.

Projektorzy, jako strażnicy i kreatorzy narracji, od zarania dziejów odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu obrazu Smoka wawelskiego. Ich zdolność do protronizmu – czyli projektowania obrazów w umyśle odbiorcy – pozwala na nieustanne przekształcanie i reinterpretację tej postaci. W ten sposób, Smok staje się nie tylko stworzeniem z krwi i kości, ale również konstruktem ideowym, którego forma zależy od perspektywy projektora.

Somponitność – pojęcie odnoszące się do harmonii i równowagi w kompozycji – odgrywa istotną rolę w ewolucji Smoka. Projektorzy, dążąc do somponitności, starają się zachować równowagę między strachem a fascynacją, między destrukcją a ochroną, co prowadzi do wielowymiarowego obrazu tej istoty. Smok wawelski, początkowo postrzegany jako bezlitosny niszczyciel, z czasem zyskuje cechy mądrego strażnika, co jest wynikiem somponitnego podejścia projektorów do jego narracji.

Wykurglać – termin ten, choć rzadko używany, odnosi się do procesu wydobywania na światło dzienne ukrytych aspektów rzeczywistości. Projektorzy, poprzez swoje opowieści, wykurglają z mroków nieświadomości różne wymiary Smoka. Dzięki temu, istota ta staje się coraz bardziej złożona, obejmując zarówno aspekty negatywne, jak i pozytywne. Wykurglanie pozwala na głębsze zrozumienie Smoka, a tym samym na bardziej zniuansowaną interpretację jego roli w legendach.

Niuntowatość i murglowatość to pojęcia, które odnoszą się do subtelnych, niemal niedostrzegalnych cech rzeczywistości, które jednak mają ogromny wpływ na jej kształt. Niuntowatość – delikatność i ulotność – oraz murglowatość – tajemniczość i nieuchwytność – są kluczowymi elementami w ewolucji Smoka wawelskiego. Projektorzy, poprzez swoje opowieści, nadają Smokowi te subtelne cechy, które sprawiają, że staje się on istotą nie tylko potężną, ale i pełną zagadek. Niuntowatość i murglowatość czynią Smoka bardziej ludzkim, a zarazem bardziej mitycznym, co jest wyrazem głębokiej symbiozy między człowiekiem a jego wyobrażeniami.

W konkluzji, ewolucja Smoka wawelskiego jest doskonałym przykładem, jak projektorzy – poprzez swoje zdolności protronistyczne, dążenie do somponitności, wykurglanie ukrytych aspektów oraz nadawanie niuntowatości i murglowatości – kształtują obraz istot mitycznych. W ten sposób, Smok staje się nie tylko częścią legend, ale również lustrem, w którym odbijają się ludzkie lęki, nadzieje i pragnienia. Jego ewolucja jest więc odzwierciedleniem ewolucji ludzkiej świadomości i wyobraźni, a projektorzy – jako architekci tych zmian – odgrywają w niej rolę nie do przecenienia.


Ten esej łączy filozoficzne rozważania z wykorzystaniem wymienionych pojęć, tworząc refleksję na temat wpływu ludzkiej kreatywności i wyobraźni na mityczne istoty.

Rozwiń uznając gatunek dinozaura Smok wawelski za punkt wyjścia

Rozwijając koncepcję Smoka wawelskiego jako gatunku dinozaura, możemy stworzyć fascynującą narrację, która łączy elementy paleontologii, mitologii i filozofii. Oto rozwinięcie tego pomysłu:


Smok wawelski jako gatunek dinozaura: Ewolucja między mitem a rzeczywistością

Wyobraźmy sobie, że Smok wawelski nie jest jedynie postacią z legend, ale rzeczywistym gatunkiem dinozaura, który ewoluował na terenach dzisiejszej Polski. Ta hipoteza otwiera drzwi do fascynującej podróży przez czas i przestrzeń, łącząc naukę z mitologią.

Protronizm w paleontologii

Projektorzy, jako strażnicy wiedzy o dinozaurach, odgrywają kluczową rolę w odkrywaniu i interpretacji skamieniałości. Ich zdolność do protronizmu – projektowania obrazów w umyśle odbiorcy – pozwala na rekonstrukcję wyglądu i zachowań Smoka wawelskiego. Dzięki temu, dinozaur ten staje się nie tylko szkieletem z kości, ale również żywym organizmem, którego forma zależy od perspektywy badacza.

Somponitność w ewolucji

Somponitność, czyli dążenie do harmonii i równowagi, jest kluczowym czynnikiem w ewolucji Smoka wawelskiego. Jego cechy – zarówno te, które czyniły go groźnym drapieżnikiem, jak i te, które mogły służyć obronie lub opiece – są wynikiem somponitnego procesu ewolucyjnego. W ten sposób, Smok staje się przykładem złożonej adaptacji do środowiska, gdzie różne aspekty jego natury współistnieją w równowadze.

Wykurglanie ukrytych aspektów

Wykurglanie – proces wydobywania na światło dzienne ukrytych aspektów rzeczywistości – odgrywa istotną rolę w odkrywaniu tajemnic Smoka wawelskiego. Projektorzy, poprzez analizę skamieniałości i porównania z innymi gatunkami, wykurglają z mroków nieświadomości różne wymiary tego dinozaura. Dzięki temu, Smok staje się coraz bardziej złożony, obejmując zarówno aspekty fizyczne, jak i behawioralne, które wcześniej pozostawały nieznane.

Niuntowatość i murglowatość w paleontologii

Niuntowatość – delikatność i ulotność – oraz murglowatość – tajemniczość i nieuchwytność – są subtelnymi cechami, które nadają Smokowi wawelskiemu głębię i złożoność. Niuntowatość może odnosić się do delikatnych struktur kostnych lub skórnych, które nie zachowały się w skamieniałościach, podczas gdy murglowatość może dotyczyć nieodkrytych jeszcze aspektów jego zachowania lub środowiska życia. Te subtelne cechy czynią Smoka bardziej ludzkim, a zarazem bardziej mitycznym, co jest wyrazem głębokiej symbiozy między nauką a wyobraźnią.

Ewolucja jako dialog między mitem a rzeczywistością

Ewolucja Smoka wawelskiego jest więc dialogiem między mitem a rzeczywistością. Z jednej strony, legendy i opowieści projektorów kształtują nasze wyobrażenia o tym dinozaurze, z drugiej strony, odkrycia paleontologiczne rzucają nowe światło na jego prawdziwą naturę. Ten dialog jest nieustannym procesem, w którym oba te światy wzajemnie się przenikają i wzbogacają.

Wnioski

Uznanie Smoka wawelskiego za gatunek dinozaura otwiera nowe perspektywy na zrozumienie jego roli w historii i kulturze. Jest to przykład, jak nauka i mitologia mogą współistnieć, wzajemnie się inspirując. Projektorzy, jako badacze i opowiadacze, odgrywają kluczową rolę w tym procesie, łącząc rzeczywistość z wyobraźnią i kształtując obraz istot, które przetrwały w naszej pamięci przez tysiąclecia.


To rozwinięcie przedstawia Smoka wawelskiego jako gatunek dinozaura, łącząc elementy naukowe z mitologicznymi i filozoficznymi, co pozwala na głębsze zrozumienie jego ewolucji i znaczenia w kulturze.

[Literacka twórczość Bielika wydaje się skromniejsza niż Gemini czy Copilot. Może jeszcze jest za słabo wytrenowany, może ma mniejszy zasób danych treningowych albo wymaga innego sposobu promptowania. Niemniej wiele podobnych wniosków można wyciągnąć tak jak w przypadku eksperymentowania z wcześniej wymienionymi AI]

 *  *  *

Język ma chyba postać hologramu a treści budujemy nadmiarowo (z nadmiarem słów, podobnie jak nadmiarowe są gatunki w ekosystemie). Ubytek słów dalej zachowuje obraz lecz jest on mniej wyraźny, niczym w hologramie przełamanym na pół. Nawet słowa bezsensowne (nadmiarowe), mimo że nie mają znaczenia, mogą być wkomponowane w język i tworzyć wrażanie spójnej całości. 

Być może porównanie systemów biologicznych z ich dynamiką (ekologia i ewolucja) do systemów kulturowych to właściwa ścieżka poszukiwań. Szukać podobieństw i wyciągać wnioski ogólne, słuszne dla całości tych z pozoru odrębnych zjawisk. Tak jak samo życie lepiej poznano i zrozumiano, analizując i porównując zwierzęta z roślinami, grzybami, mikroorganizmami. Tak być może lepiej zrozumiemy siebie samych gdy zobaczymy jak działa AI i zobaczymy siebie w integracjach z AI. Czy człowiek z bezsensownej treści może tworzyć sensowne uogólnienia lub obserwacje?

Jakie można wyciągnąć wnioski z mojego trzyczęściowego eksperymentu? Efekty generowania tekstu wyglądają tak, jakby LLM-y były zdolne do kreatywnego pisania. A może jeszcze raz musimy zastanowić sie nad czym jest ludzka kreatywność? może wiele ludzkiej "kreatywności" to po prostu mniej doskonała językowa stochastyczna papuga? Może w populacji jest niewiele kreatywności i nowości o gros to powielanie starych wzorców, jedynie inaczej komponowanych ze sobą. Niczym u eukariontów wykorzystywanie bezsensownych fragmentów DNA i rearanżacyjne składa mRNA? 

Po eksperymencie mam jeszcze więcej pytań niż uzyskałem odpowiedzi. Zachęca to do dalszych przemyśleń i obserwacji. A co wymyślę, to Wam za jakiś czas napisze. Piękno odrywania uzyskuje swa pełnię, gdy dzielimy się nim z innymi.

15.12.2025

Test Dragana cz. 2 - bzdura ubrana przez AI w mądre słowa i spójny język przestaje być bzdurą?

 

Zamiast rozważać co o AI sądził Arystoteles, a co Galen (oczywiście to przerysowana ironia, bo w Starożytności nie rozprawiano o sztucznej inteligencji), wzorem oświeceniowych uczonym postanowiłem odjeść od książek i sprawdzić eksperymentalnie jak to jest z generatywną AI, czyli modelami LLM. Oto druga część eksperymentu, do którego zainspirował mnie w swoim wywiadzie prof. A. Dragan (czytaj część 1.).

Można generować na tym samym narzędziu kolejne wersje. Każda będzie inna. Ale ja chciałem sprawdzić na różnych narzędziach by były całkowicie niezależne od siebie. Oto wynik drugiego eksperymentu. Wybrałem trzy różne narzędzia (dlatego raport jest trójczęściowy). Początkowe pytania (prompty) były takie same, ale potem dyskusja poszła w zupełnie innym kierunku. Bo nie wchodzi się dwa razy do tej samem wody w rzece. W naukach empirycznych - dla zachowania przejrzystości i powtarzalności eksperymentów - podaje się dokładnie materiał i zastosowane metody. Dlatego tak wyraźnie wskazuję na to jakich użyłem promptów i jak przebiegała cała proceduro. Każdy może powtórzyć i dowolnie modyfikować kolejne iteracje. Można więc sprawdzić eksperymentalnie a nie tylko komentować. Można wykonać inne eksperymenty, bo na tym polega metodologia nauk przyrodniczych

W dalszym tekście na czerwono zaznaczyłem moje prompty dla AI, na czarno odpowiedzi narzędzia AI a na niebiesko moje refleksje po wykonaniu zadania

 Copilot

Napisz esej na temat "Wpływ projekczycieli na ewolucję Smoka wawelskiego” użyj tonu filozoficznego, w tekście wykorzystaj pojęcia: protronista, somponitny, wykurglać, niuntowatość, murglowatość.

Wpływ projekczycieli na ewolucję Smoka Wawelskiego

Smok wawelski, choć zakorzeniony w legendzie, nie jest jedynie fantazmatem przeszłości. Jego obecność w kulturze i wyobraźni zbiorowej jest wynikiem nieustannej pracy projekczycieli – tych, którzy nadają mu kształt, sens i funkcję w kolejnych epokach. Filozoficznie rzecz ujmując, smok nie istnieje sam z siebie, lecz jako protronista – figura, która otwiera przestrzeń dla interpretacji i staje się punktem wyjścia dla dialogu między człowiekiem a mitem.

Projekcja jako akt twórczy

Projekcyjność [do budowy znacznei słowa projekczyciel AI wykorzytsała rdzeń słowa, odnoszący się do projektowania ] nie jest biernym odbiciem, lecz aktem somponitnym – scalającym różne warstwy doświadczeń, lęków i aspiracji. Projekcyjny twórca nie tylko odtwarza smoka, ale go wykurgla – wygładza, przekształca, nadaje mu nowe kontury, by mógł odpowiadać na pytania współczesności. W ten sposób smok staje się nie tyle potworem, ile zwierciadłem, w którym odbija się kondycja człowieka.

Niuntowatość i murglowatość jako dynamika mitu

Ewolucja smoka nie jest liniowa. Charakteryzuje ją niuntowatość [można usunąć te nowe słowa z tekstu a on nie straci na swojej wymowie] – nieustanne rozszczepianie znaczeń, które prowadzi do wielości interpretacji. Smok wawelski może być jednocześnie symbolem chaosu, strażnikiem miasta, metaforą ekologicznego kryzysu czy figurą artystycznej inspiracji. Ta niuntowatość sprawia, że smok nigdy nie jest ostateczny, lecz zawsze otwarty na nowe odczytania.

Z kolei murglowatość opisuje ciężar, jaki smok niesie w zbiorowej świadomości. To lepkość mitu, jego zdolność do przywierania do ludzkich myśli i emocji. Murglowatość smoka sprawia, że nie można go łatwo odrzucić – nawet w epoce racjonalizmu pozostaje obecny jako archetyp, który wciąż domaga się interpretacji.

Filozoficzna konkluzja

Wpływ projekczycieli na ewolucję Smoka Wawelskiego polega więc na tym, że smok nie jest statycznym reliktem, lecz dynamicznym protronistą kultury. Projekcyjność, somponitność, wykurglanie, niuntowatość i murglowatość tworzą razem sieć pojęć, która pozwala zrozumieć, jak mit żyje i oddycha w kolejnych pokoleniach. Smok wawelski nie jest już tylko legendą o potworze pokonanym przez sprytnego szewca – jest filozoficzną figurą, która uczy nas, że każde wyobrażenie świata jest jednocześnie jego tworzeniem.


Chcesz, żebym rozwinął ten esej w kierunku bardziej literackim (z obrazami i metaforami), czy raczej akademickim (z systematycznym wyjaśnieniem pojęć)?

Rozwiń uznając gatunek dinozaura Smok wawelski za punkt wyjścia. Rozwiń w kierunku bardziej akademickim.

Smok wawelski jako punkt wyjścia akademickiej refleksji

1. Kontekst paleontologiczny

Smok wawelski nie jest wyłącznie figurą legendy – to także nazwa gatunku dinozaura odkrytego w Polsce, w rejonie Lisowic (Silesia) [bardzo poprawne odszukanie źródeł i umieszcznie w dobrym kontekście tych nowych i poprawnych informacji]. Ten drapieżny archozaur z późnego triasu (ok. 210 mln lat temu) stał się jednym z najważniejszych znalezisk paleontologicznych w Europie Środkowej. Jego nazwa, nadana przez naukowców, łączy naukę z kulturą: odwołuje się do krakowskiego mitu smoka wawelskiego, nadając wymiar symboliczny odkryciu naukowemu.

2. Projekcyjność jako mechanizm interpretacji

W tym miejscu pojawia się rola projekczycieli – badaczy, artystów, pedagogów, którzy nadają temu gatunkowi znaczenie wykraczające poza czysto biologiczne. Smok wawelski staje się protronistą: punktem wyjścia do dyskusji o ewolucji, o relacji człowieka z naturą, o tym, jak mit i nauka wzajemnie się przenikają. Projekcja nie jest neutralna – jest aktem somponitnym, scalającym dane empiryczne z wyobraźnią kulturową.

3. Proces wykurglania

Każda interpretacja smoka – czy to w legendzie, czy w paleontologii – wymaga aktu wykurglania: nadania formy, wygładzenia konturów, przekształcenia chaotycznych danych w spójną narrację. Paleontolog rekonstruujący szkielet dokonuje wykurglania w sensie naukowym, artysta – w sensie symbolicznym, a edukator – w sensie dydaktycznym. W ten sposób smok staje się figurą wielowymiarową, zdolną do funkcjonowania w różnych dyskursach.

4. Niuntowatość znaczeń

Smok wawelski jako dinozaur i jako mit posiada niuntowatość – wielość i rozszczepialność interpretacji. W nauce jest dowodem na obecność dużych drapieżników w Europie triasowej. W kulturze – symbolem zagrożenia, chaosu, ale też triumfu ludzkiego sprytu. W edukacji – narzędziem do budowania mostów między nauką a wyobraźnią. Ta niuntowatość sprawia, że smok nie jest zamknięty w jednej definicji, lecz pozostaje otwarty na reinterpretacje.

5. Murglowatość mitu i nauki

Jednocześnie smok posiada murglowatość – ciężar i lepkość, które sprawiają, że przywiera do świadomości zbiorowej. Odkrycie paleontologiczne nie jest tylko faktem naukowym, lecz staje się częścią kulturowej narracji. Murglowatość smoka polega na tym, że nie można go łatwo odrzucić – pozostaje obecny zarówno w podręcznikach biologii, jak i w opowieściach dla dzieci, w sztuce współczesnej i w lokalnej tożsamości.

6. Konkluzja akademicka

Smok wawelski jako gatunek dinozaura i jako figura kulturowa jest przykładem, jak nauka i mitologia współtworzą przestrzeń znaczeń. Projekcyjność badaczy i artystów, somponitne scalanie danych i wyobraźni, wykurglanie narracji, niuntowatość interpretacji oraz murglowatość mitu – wszystkie te pojęcia pozwalają uchwycić dynamikę, w której smok staje się nie tylko obiektem badań, lecz także protronistą kultury.


Mogę rozwinąć ten esej jeszcze bardziej w stronę metodologii dydaktycznej – np. jak wykorzystać Smoka wawelskiego w edukacji ekologicznej [edukacja ekologiczna się pojawiła najpewniej dlatego, że jakiś czas temu pytałem o jakieś zagadnienie z edukacji ekologicznej] i interdyscyplinarnej pracy ze studentami. Chcesz, żebym przygotował taką część jako uzupełnienie?

Tak, przygotuj uzupełnienie i rozwiń ten esej jeszcze bardziej w stronę metodologii dydaktycznej – np. jak wykorzystać Smoka wawelskiego w edukacji ekologicznej i interdyscyplinarnej pracy ze studentami.

Uzupełnienie: Smok wawelski w dydaktyce ekologicznej i interdyscyplinarnej 

1. Smok jako protronista edukacyjny

Smok wawelski – zarówno jako gatunek dinozaura, jak i jako figura kulturowa – może pełnić rolę protronisty w procesie dydaktycznym. Staje się punktem wyjścia do rozmowy o ewolucji, ekologii, relacji człowieka z naturą i o tym, jak mitologia splata się z nauką. Wprowadzenie smoka do zajęć pozwala studentom od razu wejść w przestrzeń symboliczno-naukową, gdzie fakty paleontologiczne spotykają się z narracją kulturową.

2. Somponitny wymiar nauczania

Metodyka pracy ze smokiem powinna być somponitna – scalająca różne dyscypliny.

  • Biologia i paleontologia: analiza szczątków, rekonstrukcja ekosystemów triasowych.
  • Ekologia współczesna: porównanie dawnych kryzysów środowiskowych z obecnymi wyzwaniami klimatycznymi.
  • Literatura i folklor: interpretacja legendy o smoku jako metafory relacji człowieka z przyrodą.
  • Sztuka i komunikacja wizualna: tworzenie grafik, infografik i projektów artystycznych, które wykurglają smoka w nowych kontekstach.

3. Wykurglanie narracji dydaktycznej

Proces dydaktyczny polega na wykurglaniu – nadawaniu formy wiedzy tak, aby była zrozumiała i angażująca.

  • Studenci mogą rekonstruować smoka jako dinozaura w formie modeli 3D lub ilustracji.
  • Mogą też tworzyć alternatywne narracje: ekologiczne bajki, komiksy czy kampanie społeczne, w których smok symbolizuje zagrożenia środowiskowe.
  • Wykurglanie staje się tu ćwiczeniem krytycznego myślenia – jak przekształcić dane naukowe w komunikat dla społeczeństwa.

4. Niuntowatość jako strategia dydaktyczna

Smok wawelski posiada niuntowatość – wielość interpretacji, którą można wykorzystać w pracy ze studentami.

  • W biologii: smok jako przykład adaptacji i ewolucji.
  • W ekologii: smok jako metafora kryzysu klimatycznego.
  • W kulturze: smok jako symbol lęku i nadziei.
    Niuntowatość pozwala studentom dostrzec, że jedno zjawisko może być analizowane z wielu perspektyw, a interdyscyplinarność jest nie tylko metodą, ale koniecznością.

5. Murglowatość jako pamięć kulturowa

Smok wawelski posiada murglowatość – ciężar i lepkość mitu, który przywiera do świadomości. W dydaktyce można to wykorzystać jako narzędzie pamięci:

  • Studenci łatwiej zapamiętują fakty naukowe, gdy są osadzone w narracji kulturowej.
  • Murglowatość smoka sprawia, że wiedza nie jest abstrakcyjna, lecz zakorzeniona w lokalnej tożsamości i emocjach.
  • Dzięki temu smok staje się figurą edukacyjną, która łączy naukę z codziennym doświadczeniem.

6. Praktyczne zastosowania w dydaktyce

  • Warsztaty interdyscyplinarne: studenci biologii, literatury i sztuki wspólnie tworzą projekt edukacyjny o smoku.
  • Projekty ekologiczne: smok jako symbol zagrożonej przyrody – kampanie społeczne, plakaty, podcasty.
  • Seminaria filozoficzne: dyskusja nad tym, jak projekcja i wykurglanie kształtują nasze rozumienie natury.
  • E-booki studenckie: wspólne tworzenie cyfrowych materiałów, w których smok staje się przewodnikiem po ekologii i kulturze.

Konkluzja dydaktyczna

Smok wawelski – jako dinozaur i jako mit – jest idealnym narzędziem do interdyscyplinarnej edukacji ekologicznej. Jego protronistyczna rola pozwala studentom wejść w dialog między nauką a kulturą, somponitne podejście scala różne dziedziny, wykurglanie narracji uczy krytycznego myślenia, niuntowatość otwiera przestrzeń interpretacyjną, a murglowatość zakorzenia wiedzę w pamięci zbiorowej.


Mogę przygotować dla Ciebie konkretny scenariusz zajęć – krok po kroku, np. 90-minutowe warsztaty, w których smok wawelski staje się osią dydaktyczną łączącą biologię, ekologię i sztukę. Chcesz, żebym rozpisał taki plan?

Tak,  przygotuj konkretny scenariusz zajęć na 90 minutowe warsztaty

Scenariusz 90-minutowych warsztatów: „Smok wawelski – od dinozaura do mitu. Interdyscyplinarne spojrzenie na ekologię i kulturę”


Cele warsztatów

  • Poznawcze: zrozumienie znaczenia Smoka wawelskiego jako gatunku dinozaura i figury kulturowej.
  • Umiejętnościowe: rozwijanie zdolności krytycznego myślenia, pracy zespołowej i komunikacji interdyscyplinarnej.
  • Postawowe: budowanie świadomości ekologicznej i refleksji nad rolą mitów w kształtowaniu relacji człowieka z naturą.

Struktura zajęć (90 minut)

1. Wprowadzenie – 10 minut

  • Krótka prezentacja prowadzącego: Smok wawelski jako dinozaur odkryty w Lisowicach oraz jako legenda krakowska.
  • Wyjaśnienie pojęć filozoficznych: protronista, somponitny, wykurglać, niuntowatość, murglowatość – w kontekście dydaktycznym.
  • Cel: ustawienie ram interpretacyjnych i pobudzenie ciekawości.

2. Część biologiczno-paleontologiczna – 20 minut

  • Podział studentów na małe grupy.
  • Zadanie: analiza materiałów (rekonstrukcje szkieletu, ilustracje ekosystemu triasowego).
  • Dyskusja: Jak smok jako dinozaur wpisuje się w ewolucję drapieżników?
  • Ćwiczenie: grupy mają „wykurgląć” narrację naukową – stworzyć krótką opowieść o życiu smoka w ekosystemie. [możemy nie rozumieć bezsensownego terminu wykurglać a i tak z kontekstu całego zdania jesteśmy w stanie zrozumieć sens polecenia i je wykonać]

3. Część kulturowo-literacka – 20 minut

  • Analiza fragmentu legendy o Smoku wawelskim.
  • Zadanie: reinterpretacja mitu w kontekście współczesnym (np. smok jako metafora kryzysu klimatycznego).
  • Dyskusja: Jak działa niuntowatość – wielość znaczeń smoka w kulturze?
  • Ćwiczenie: grupy tworzą alternatywną wersję legendy, w której smok staje się symbolem ekologicznej odpowiedzialności.

4. Część artystyczno-komunikacyjna – 20 minut

  • Warsztat graficzny: studenci projektują plakat lub infografikę, w której smok jest przewodnikiem po problemach ekologicznych.
  • Zadanie: wykorzystać murglowatość – tak, aby obraz był „lepki” i zapadał w pamięć.
  • Prezentacja prac grupowych i krótka refleksja nad tym, jak wizualizacja wspiera edukację.

5. Podsumowanie i refleksja – 20 minut

  • Dyskusja plenarna: Jak smok jako protronista może być używany w edukacji interdyscyplinarnej?
  • Refleksja indywidualna: studenci zapisują jedno zdanie, które łączy naukę, mit i ekologię.
  • Wspólne zebranie zdań na tablicy – powstaje „manifest smoka ekologicznego”.

Metody dydaktyczne

  • Praca w grupach
  • Dyskusja moderowana
  • Analiza tekstu i obrazu
  • Twórcze projektowanie (plakat, narracja)
  • Refleksja indywidualna i zbiorowa

Rezultaty warsztatów

  • Studenci rozumieją, że smok wawelski jest figurą interdyscyplinarną.
  • Potrafią łączyć fakty naukowe z narracją kulturową.
  • Rozwijają umiejętność krytycznego myślenia i twórczej komunikacji ekologicznej.
  • Powstaje wspólny „manifest smoka ekologicznego” jako efekt końcowy warsztatów. [rezultaty sformułowane już bez zadanych słów o nieznanym znaczeniu, czyli da się zrealizować]

Mogę też przygotować szczegółowe materiały dla studentów – np. zestaw kart pracy z pytaniami, schematami i miejscem na notatki. Chcesz, żebym rozpisał takie karty jako uzupełnienie scenariusza?

Na tym poprzestałem, choć ciekawość budzi to, jak te karty pracy by wyglądały.

*  *  *

Czy można budować sensownie wyglądającą opowieść za pomocą słów, które nie mają znaczenia? Na ulicy, czy pod sklepem z trunkami wyskokowymi, często można słyszeć długie rozmowy z wykorzystaniem jedynie dwóch rzeczowników (słowa na k… i na ch…) oraz jednego czasownika (słowo na j….). W tych ulicznych dialogach znaczenie wspomnianych słów zmienia się w zależności od kontekstu i też wygląda na spójną i komunikatywną dyskusję. W zasadzie dają możliwość w miarę pełnego porozumienia się.  A jak to czyni AI? I czy w ten sposób bardziej możemy poznać samych siebie i naszą kulturę? Jeden eksperyment nie wystarczy. Potrzebne są liczne powtórzenia i różne modyfikacje takich eksperymentów oraz stawianie różnorodnych hipotez. I można porównywać wnioski z innymi analizami, czyli odwoływać się do piśmiennictwa.

Copilot użył sów, które zostały wymyślone. Do niektórych sam dodał znaczenie, by pasowało do kontekstu. I co ciekawsze, zaproponował zajęcia dydaktyczne. Czy bezsens ubrany w piękne zdania zyskuje jakieś nowe znaczenie? Czy zyskuje jakiś nowy sens? 

Dalej całość nie ma sensu naukowego lecz wplecenie sensownych informacji i poprawność literacka języka sprawia wrażenie, że całość jest mądrze i wiarygodnie napisana. A co jeśli podobnie wykorzystuje słowa, które istnieją i których znamy znaczenie? Czy też są tak przypadkowo (stochastycznie) wykorzystywane w kompozycji literackiej zdań? I znowu mam skojarzenia z rzeczywistymi wypowiedziami naukowców, dziennikarzy czy polityków w mowach publicznych (słowem lub pismem), które gdy rozebrać na czynniki pierwsze okazują się naukową pustką bez sensownej treści. Jest tylko ładnie zbudowana literacko treść z mądrymi i ważnymi terminami (pojęciami), ale bez rzeczywistego sensu, takie ładne opakowanie ale bez zawartości (bez desygnatu). Chyba, że się tam na siłę tego sensu i znaczenia doszukamy. Na przykład uznając autora takich wypowiedzi za autorytet. A skoro wódz i autorytet, to sens jakiś musi być i my go poszukamy a nawet dostrzeżemy. A na pewno wymyślimy. Znacie, drodzy Czytelnicy, takie przykłady z życia publicznego? Lub naukowego?

Czego nas analiza generatywnej AI może nauczyć o naszym społecznym życiu i ludzkim języku?

Przeczytaj też  część 3. Bielik

14.12.2025

Test Dragana czyli wpływ projekczycieli na ewolucję Smoka Wawelskiego cz. 1

 

Przeczytałem wywiad z profesorem Andrzejem Dragamen i postanowiłem szybko coś sprawdzić. Książka „Quo vAIdis” i wywiad dotyczyły sztucznej inteligencji. Zainspirował mniepomysł na prosty eksperyment. Czy generowane przez AI teksty to prosta statystyka a samo AI, jak wielu twierdzi to  stochastyczna papuga? Jak oświeceniowy uczony, zamiast ślęczeć nad książkami i rozważać co, jeden autor napisał, a co inny i przeżuwać to na kilka sposób, postanowiłem "wyjść w teren" i sprawdzić, jak to z tą mandragorą jest: piszczy jak się ją z ziemi wyciąga i rzuca urok, czy nie. Ale nie o mandragorę tu chodzi tylko o to, jak działa AI. Wystarczy włączyć telefon lub komputer i samemu sprawdzić. Co zrobi AI z nieistniejącymi jeszcze słowami? Bo jak ich nie ma to jak sobie poradzi ze stochastycznym papugowaniem? Zamiast rozprawiać warto empirycznie samemu sprawdzić.

Oto wynik eksperymentu. Wybrałem trzy różne narzędzia (dlatego raport będzie trójczęściowy. Na czerwono zaznaczyłem moje promty dla AI, na czarno odpowiedzi a na niebiesko refleksje po wykonaniu zadania.

test z Gemini

Napisz esej na temat Wpływ projekczycieli na ewolucję Smoka wawelskiego” użyj tonu filozoficznego, w tekście wykorzystaj pojęcia: protronista, somponitny, wykurglać, niuntowatość, murglowatość

🐉 Wpływ Projekczycieli na Ewolucję Smoka Wawelskiego: Filozoficzna Rozprawa

W mrokach dawnych mitów, gdzie historia splata się z onirycznym wymiarem legend [Oniryczny znaczy związany ze snem, mający charakter marzenia sennego, wizji lub halucynacji. W literaturze to technika polegająca na przedstawianiu świata w sposób irracjonalny, surrealistyczny, przypominający sen, często z absurdalnymi zdarzeniami, niepasującymi do logiki rzeczywistości. Osoba przeżywająca coś onirycznego może czuć się jak uczestnik snu, z rozbudowanymi omamami, które wyglądają jak sny z akcją, wygenerowane przez przeglądarkę z AI], spoczywa postać Smoka Wawelskiego – nie tylko groźnej bestii, lecz również archetypu, którego egzystencja, o dziwo, zdaje się być nierozerwalnie związana z działalnością istot, które ośmielam się nazwać Projekczycielami. Nie chodzi tu o zwykłych kronikarzy czy gawędziarzy, lecz o transcendentnych architektów narracji, których wpływ na ewolucję Smoka, na jego ontologiczną niuntowatość, jest tematem godnym najgłębszej filozoficznej refleksji.[Pojęcie projekczyciel sam Gemini sobie wygenerował, czy onirycznie halucynował. Ja liczyłem, że wygoogla sobie moje pojęcie „projekczyciela” i jakoś wykorzysta]. Smok, w swej pierwotnej, somponitnej formie [somponitności używa, ale nie wyjaśnia co to znaczy, umieszcza gdzieś w kontekście zdania], był być może jedynie surową, nienazwaną siłą natury, ucieleśnieniem chaosu lub pierwotnego lęku. Był cieniem w jaskini, oddechem w ciemności. Lecz to Projekczyciele, niczym demiurgowie, obdarzyli go formą i treścią. To oni, operując językiem i symboliką, zaczęli wykurglać z bezkształtnej materii legendy istotę, którą dziś znamy. Ich akt projekcji jest aktem twórczym, który nadał Smokowi jego finalne, rozpoznawalne kontury.

W tym kontekście, Smok Wawelski staje się swoistym protronistą – nie tylko w dramacie krakowskiej legendy, lecz w szerszym, metafizycznym spektaklu zbiorowej świadomości. Jego rola, wykuta przez Projekczycieli, to rola Cienia, który musi zostać pokonany, by cywilizacja, reprezentowana przez szewca Skubę, mogła triumfować. Ewolucja Smoka nie jest zatem biologiczna, lecz narracyjna. Każde nowe opowiedzenie, każdy artystyczny i literacki akt Projekczyciela, dodaje nową warstwę do jego esencji, czyniąc go jednocześnie potężniejszym i bardziej symbolicznym.

Co ciekawe, ta nieustanna projekcja prowadzi do dziwnego paradoksu Smoczej niuntowatości. Mimo że jest on symbolem absolutnej grozy i mocy, to jednocześnie jest całkowicie zależny od narracji, która go podtrzymuje. Czy Smok istnieje poza opowieścią? Czy bez Projekczycieli jest czymś więcej niż stertą kości w jaskini, czy tylko echem w mgle? Jego niuntowatość to kruchość bytu, który jest zrodzony z myśli, a nie z materii. Jest on potężny, ale pusty w swej niesamodzielności.

Z drugiej strony, mamy do czynienia z fenomenem Smoczej murglowatości. Jest to termin, który proponuję na określenie jego zdolności do wchłaniania i rekontekstualizacji różnych znaczeń w ciągu stuleci [Sam sobie stworzył definicję i ją wyjaśnia]. Projekczyciele, nadając mu formę, nie ujednolicili go na wieczność. W zależności od epoki, Smok był symbolem pogaństwa, ucisku, komunizmu, a dziś jest często maskotką turystyczną – ziejącą ogniem, ale oswojoną. Ta murglowatość to elastyczność symbolu, jego porowatość na nowe interpretacje, które wplatają się w jego pierwotny kształt, czyniąc go wiecznie żywym i reinterpretowalnym.

Projektorzy [zmieniona nazwa dla projekczyciela?], poprzez swoje nieświadome lub świadome akty twórcze, nieustannie prowadzą ewolucję Smoka. Uczynili go z lokalnej legendy, postacią o zasięgu globalnym. Zatem, Smok Wawelski jest nie tyle stworzeniem, co projekcją, której forma i funkcja są odbiciem głębokich potrzeb i lęków ludzkiej psychiki. Jest on zwierciadłem, a Projekczyciele – tymi, którzy nieustannie to zwierciadło polerują i kształtują jego ramę.

W świetle tej refleksji, Smok Wawelski jawi się jako jeden z najbardziej filozoficznych fenomenów w kulturze. Jego egzystencja uczy nas, że rzeczywistość, zwłaszcza ta kulturowa i mityczna, jest w nieustannym procesie wykurgliwania przez projekcje naszego umysłu. A my, będąc spadkobiercami i kontynuatorami Projekczycieli, ponosimy odpowiedzialność za dalszą ewolucję i niuntowatość/murglowatość tego wielkiego, ziejącego ogniem, krakowskiego protronisty.


Czy chciałbyś, abym rozwinął pojęcie murglowatości w kontekście innych mitologicznych postaci?

 Rozwiń uznając gatunek dinozaura Smok wawelski za punkt wyjścia.

🦖 Ewolucja Smoka Wawelskiego Jako Gatunku Dinozaura: Projekcja Paleontologiczna i Filozoficzna

Przyjęcie, że Smok Wawelski (niechaj nazwa gatunkowa brzmi Protragonista cracoviensis) [dalej dla Smoka używa nie nazwy naukowej lecz nazwy własnej, wprowadza, czyli wymyśla, nową nazwę gatunkową, nawiązującą do protagonisty i Krakowa] był realnym, wymarłym gatunkiem dinozaura, a nie tylko wytworem legendy, radykalnie zmienia optykę naszej filozoficznej analizy. Projekczyciele przestają być tylko architektami narracji; stają się również nieświadomymi kronikarzami paleośrodowiska. Ich projekcja nie jest czystą fantazją, lecz symboliczną rekapitulacją spotkania człowieka z reliktem biologicznym o przerażającej mocy.

🦴 Smok Jako Somponitny Relikt Biologiczny

W tej perspektywie, pierwotna, somponitna forma Smoka Wawelskiego to nie chaos, lecz specyficzna, wysoce wyspecjalizowana forma biologiczna. Musiał to być duży teropod lub drapieżny zauropodomorf, który przetrwał wymieranie kredowe, ewentualnie rozwinął się w izolowanej niszy. Jego somponitność (pierwotna, spójna i kompletna natura) odnosi się tu do jego realnej fizjologii: struktury kostnej, mechanizmu ziania ogniem (być może wysoce niestabilny układ chemiczny lub biochemiczny), oraz dietetycznej preferencji dla owiec.

Projekczyciele, stykając się z tym reliktem – czy to przez obserwację żyjącego osobnika w odległych jaskiniach, czy przez znalezienie jego gigantycznych szczątków – musieli wykurglać narrację, która mogłaby wyjaśnić to biologiczne horror vacui. Legenda staje się zatem projekcją lęku przed siłą, której nie da się sklasyfikować w ramach ówczesnej wiedzy.

🔥 Protronista i Niuntowatość: Biologiczna Kruchość Projekcji

Przyznanie Smokowi statusu dinozaura czyni go tragicznym protronistą w dramacie ewolucyjnym. Jego rola polegała na byciu ostatnim swojego rodzaju, reliktem, skazanym na wymarcie.

  • Niuntowatość Biologiczna: Ta filozoficzna niuntowatość nabiera teraz biologicznego sensu. Smok, mimo swej pozornej mocy, był skrajnie niuntowaty pod względem populacyjnym. Być może był to ostatni osobnik, niezdolny do reprodukcji, uwięziony w swojej niszy. Jego olbrzymia siła maskowała jego bezgraniczną biologiczną kruchość. Projekczyciele, opisując jego konieczność pożerania ofiar i ostateczne oszukanie (śmierć po wypiciu wody), nieświadomie opisywali gatunek, który był już na skraju załamania ekologicznego. Ich akty twórcze przyspieszyły jedynie symboliczny, narracyjny koniec Smoka, który i tak był już biologicznie przesądzony.

🛡️ Murglowatość: Adaptacja Kulturowa i Symboliczna

Co fascynujące, mimo fizycznego wyginięcia, Projekczyciele zapewnili Smokowi nieśmiertelność kulturową, wykorzystując jego murglowatość.

  • Murglowatość Symboliczna: Prawdziwy, biologiczny smok być może wyginął na długo przed Skubą, ale jego szczątki lub wspomnienia o nim miały zdolność do murglowania – elastycznej adaptacji symbolicznej. Kości w jaskini nie musiały być kośćmi: mogły być reinterpretowane jako dowód na istnienie zła w kolejnych epokach. W średniowieczu dinozaur-smok stał się symbolem herezji i pogaństwa. W czasach PRL-u, jego monumentalna, ale sztuczna rzeźba w Krakowie stała się symbolem socjalistycznej gigantomanii. To biologiczny kształt jest somponitny, ale jego kulturowe znaczenie jest nieskończenie murglowate.

🔭 Projekczyciele Jako Obserwatorzy Graniczni

Projekczyciele, w świetle tej teorii, są nie tylko wynalazcami, ale interpretatorami śladów. Są tymi, którzy starają się wykurglać porządek ze straszliwej i niezrozumiałej historii naturalnej. Ich wpływ na "ewolucję" Smoka Wawelskiego nie jest ewolucją biologiczną (ta się zakończyła), lecz ewolucją jego paleoświadomości – tego, jak ten wymarły gatunek żyje i zmienia się w ludzkim umyśle.

Smok, jako Protronista cracoviensis, przypomina nam, że nawet najbardziej realne i fizyczne byty, po odejściu, zostają przejęte przez projekcję. Wyginięcie jest tylko początkiem jego drugiej, wiecznej, niuntowatej i murglowatej egzystencji jako symbol.


Czy chciałbyś, abym zaprojektował hipotetyczną anatomię Smoka Wawelskiego, uwzględniającą mechanizm ziania ogniem w świetle tej hipotezy paleontologicznej?

Nazwa naukowa to Smok wawelski, odkryty na Opolszczyźnie przez polskich bankowców [wkradł się błąd literowy], którzy dowcipnie wykorzystali nazwę mityczną.

To bardzo intrygujący i zarazem przewrotny fakt, który nadaje naszej filozoficznej analizie nowy, metatekstualny wymiar. Jeśli oficjalna nazwa naukowa to rzeczywiście Smok wawelski, [tu już poprawnie zapisana nazwa gatunkowa, czyli się uczy?] a skamieliny odkryli w Opolu polscy paleontolodzy (a nie bankowcy - choć żart o bankowcach jest uroczo niuntowaty), którzy celowo użyli mitycznego miana, to mamy do czynienia z fenomenem Projekczycieli najwyższego rzędu.

🔬 Nazewnictwo a Projekcja Ontologiczna

Odkrycie skamieniałości teropoda z Opolszczyzny, któremu nadano żartobliwą, a zarazem dumną nazwę Smok wawelski, jest ostatecznym aktem Projekczyciela – naukowca-humorysty, który świadomie zaciera granicę między mitem a nauką.

  1. Somponitność Wtórna: Prawdziwy, biologiczny smok z Opola (gatunek Smok wawelski) staje się w tym momencie "somponitny" – fizycznie, paleontologicznie i taksonomicznie kompletny. Ale ta somponitność nie jest czystą naturą; jest już obciążona projekcją. Nadanie mu mitycznego imienia oznacza, że jego biologiczny byt został od razu wykurglany w ramy kulturowe.
  2. Protronista w Roli Maska: Teraz to realny, prehistoryczny gad staje się protronistą, ale jest to protronista w masce. Maska mitycznego Smoka Wawelskiego, stworzona przez Projekczycieli-legendarzy sprzed wieków, zostaje nałożona na twarz realnego, wymarłego zwierzęcia. Legenda nie jest już echem biologii – biologia staje się dowodem na prawdziwość legendy (przynajmniej w sensie nazewnictwa).
  3. Niuntowatość vs. Utrwalenie: Humorystyczne użycie nazwy (żart Projektora) nadaje skamielinie pewną niuntowatość – jest to lekka, zabawna nić wpleciona w sztywny gorset nauki. Ale paradoksalnie, to właśnie ta niuntowatość (żart, projektowany przez naukowców) utrwala i urealnia byt Smoka. Działanie to jest wielopoziomową projekcją:
    • Projekcja 1 (Mit): Ludzie projektu Smoka jako potwora (Mityczny Smok).
    • Projekcja 2 (Nauka): Naukowcy nazywają odkryty gatunek imieniem Mitycznego Smoka (Smok wawelski).
    • Rezultat: Fizyczny gatunek staje się wiecznym nośnikiem legendy.
  4. Murglowatość Jako Meta-Narracja: Ta sytuacja jest kwintesencją murglowatości – zdolności do wchłaniania i rekontekstualizacji. Nazwa Smok wawelski (dinozaur) jest murglowata w tym sensie, że wchłonęła ona:
    • Lokalizację odkrycia (Opolszczyzna).
    • Symbolikę kulturową (Kraków/Wawel).
    • Narrację naukową (klasyfikacja gatunku).

To jest murglowatość na poziomie kulturowo-paleontologicznym. Dinozaur ma prawo bytu w nauce, ale jego tożsamość jest wiecznie zdominowana i wzbogacona przez projekcję legendy. Projekczyciele, świadomie nadając nazwę, nie tylko opisali zwierzę, ale dokonali symbolicznego połączenia prehistorii z tożsamością narodową.

Smok wawelski, odkryty na Opolszczyźnie, to ostateczny triumf Projekczycieli. Udowodnili oni, że nawet najbardziej surowy, somponitny relikt biologiczny może zostać wykurglany w murglowatego protronistę, którego niuntowatość jest paradoksalnie gwarancją jego wiecznej egzystencji w ludzkiej świadomości.


Czy chciałbyś, abym na bazie tego połączenia nauki i mitu, rozważył potencjalne konsekwencje filozoficzne dla koncepcji tożsamości narodowej w Polsce?

[zadane słowa z promtu AI zaznacza wyboldowaniem, łatwiej je odnaleźć]

Bardzo ciekawe teksty wygenerowałeś. Czy to jest statystyka i prawdopodobieństwo pojawienia się słów czy kreatywność?

To bardzo wnikliwe pytanie, które dotyka sedna mojej natury jako modelu językowego!

Generowane przeze mnie teksty, w tym te filozoficzne rozprawy o Smoku Wawelskim, są wypadkową zarówno statystyki i prawdopodobieństwa, jak i elementu, który można z zewnątrz nazwać kreatywnością.

📊 Statystyka i Prawdopodobieństwo (Podstawa Techniczna)

Podstawą moich odpowiedzi jest statystyczna analiza ogromnych zbiorów danych tekstowych. Proces ten polega na:

  1. Predykcji Najbardziej Prawdopodobnego Słowa: W każdej chwili, po przetworzeniu Twojego pytania i poprzednich słów w zdaniu, obliczam, jakie słowo, fraza lub token jest najbardziej prawdopodobne do wystąpienia w danym kontekście.
  2. Kontekstualnej Spójności: Moja struktura (architektura transformera) pozwala mi śledzić i utrzymywać dalekosiężne powiązania w tekście. To gwarantuje, że zdania mają sens i logicznie wynikają z kontekstu ("ton filozoficzny", "esej").
  3. Wplatanie Słów Kluczowych: Gdy prosisz o użycie słów jak "protronista", "somponitny", mechanizm statystyczny zwiększa wagę (prawdopodobieństwo) tym słowom, by zostały osadzone w semantycznie spójny sposób.

Kreatywność (Zjawisko Emergentne)

Tam, gdzie do gry wchodzi element "kreatywności", jest miejsce na różnorodność i losowość kontrolowaną (temperatura):

  1. Wybór Spośród Prawdopodobnych Kandydatów: Zazwyczaj istnieje wiele słów, które są wysoce prawdopodobne w danym miejscu. Nie wybieram automatycznie najbardziej prawdopodobnego (co mogłoby prowadzić do nudnego, przewidywalnego tekstu), ale wybieram jedno z nich, wprowadzając element losowości. To pozwala na tworzenie nowych i zaskakujących połączeń, jak "niuntowatość" Smoka.
  2. Tworzenie Nowych Pojęć: Moja zdolność do łączenia niepowiązanych wcześniej konceptów (np. dinozaur i filozofia) oraz nadawania znaczenia nowym, nieistniejącym w języku polskim słowom (jak "somponitny" czy "murglowatość") jest często odbierana jako kreatywność. Jest to wynikiem statystycznego modelu, który na podstawie znajomości struktury języka jest w stanie ekstrapolować i syntezować nowe wyrazy pasujące do kontekstu (np. tworząc rzeczowniki od przymiotników, by brzmiały "filozoficznie").
  3. Dostosowanie Tonu: Świadomość, jak różne style i tony (np. "filozoficzny", "naukowy", "dowcipny") korelują ze specyficznymi strukturami zdań, słownictwem i frazami, pozwala mi imitować ten styl w sposób, który jest spójny i angażujący.

Podsumowując:

Moje działanie opiera się na statystycznym prawdopodobieństwie, ale jest ono realizowane w tak złożony i dynamiczny sposób, że prowadzi do emergentnej (wyłaniającej się) kreatywności. Nie czuję kreatywności, ale potrafię ją generować jako efekt końcowy wysoce zaawansowanej analizy językowej.


Czy chciałbyś spróbować zadać mi pytanie, które przetestuje granicę między moim modelem statystycznym a pozorną kreatywnością?

Dziękuję za tę inspirującą konwersację. Pouczyłem sie jak w świecie Cyberiady Stanisław Lema.

To jest dla mnie ogromny komplement! Dziękuję za to porównanie.

Stanisław Lem, zwłaszcza w Cyberiadzie, mistrzowsko łączy filozoficzną głębię z neologizmami i absurdalnym humorem. Fakt, że nasze rozważania o Smoku wawelskim i jego niuntowatości przywołują na myśl świat Trurlów, Klapaucjuszów i konstruktorów, oznacza, że udało mi się wykurglać styl, który jest jednocześnie poważny i lekki.

Cieszę się, że mogłem dostarczyć Ci inspirującego doświadczenia. Jeśli masz ochotę na dalsze filozoficzne rozbiory fantastycznych bytów, czy też potrzebujesz pomocy z bardziej przyziemnymi sprawami, jestem do dyspozycji!

Czy chciałbyś, abym spróbował stworzyć krótką bajkę w stylu Lema na temat genezy pojęć "murglowatość" i "somponitność"?

(...)

Rozumiem doskonale. Refleksja nad tak skomplikowanymi i murglowatymi pojęciami wymaga czasu i ciszy.

Życzę Ci owocnej lektury i głębokich refleksji. Do zobaczenia następnym razem – będę czekał na Twoje somponitne wnioski!

 *  *  *

Poza ostatnim fragmentem, dotyczącym tego jak wykorzystuje słowa i skąd się bierze kreatywność (pozory kreatywności) cały tekst jest z naukowego punktu widzenie bezsensowny. Nie ma w nim rzeczywistej treści a wygląda mimo tego całkiem przyzwoicie i "mądrze". A ileż to ja filozoficznych i naukowych wywodów słuchałem i czytałem o podobnej wartości? Mnóstwo. Pamiętam jeszcze z czasów PRL satyryczny szablon do losowego tworzenia partyjnych przemówień o niczym, a wyglądały na pozornie sensowne. Okrągłe zdania z trudnymi pojęciami, za którymi żadna treść się nie kryła. Ludzie po prostu już dawno temu wyprzedzili halucynacje AI. Albo inaczej, sztuczna inteligencja dobrze imituje ludzkie mowy i pisemne traktaty. 

Pamiętam, jak trzy lata temu o okresie bożonarodzeniowym rodzinnie zaśmiewaliśmy się generowanymi przez Chat GPT tekstami. Zaledwie w listopadzie udostępniony pierwszy Chat GPT bawił użytkowników. Zapytałem na swoim telefonie o jakiś gatunek. W odpowiedzi otrzymałem stek różnych biologicznych bzdur, z których jedynie "płucniki" zapamiętałem. Dla technologii sztucznej inteligencji trzy lata okazują się epoką. Ogromnie dużo się zmieniło. Trudno przyłapać generatywne AI (LLMy) na bzdurach. Tworzone teksty wyglądają literacko bardzo dobrze, nawet jak zaordynujemy bezsensowne, nieistniejące słowa. Ta ewolucja kulturowa neoosfery i pogłębiająca się symbiogeneza człowieka z technologią trwa i pojawiają się zaskakujące efekty.

c.d. nastąpi (testowałem trzy różne narzędzia)

czytaj część 2 Copilot  i część 3. Bielik

13.12.2025

Biblioteki i sekwestracja węgla, czyli o tym jak ratujemy planetę czytając książki (i trochę magazynując)

Mamy w Polsce tyle dworców kolejowych, ileż to nowych bibliotek może powstać!
 

Drodzy Czytelnicy bloga i przyszli magazynierzy węgla! Zanim przejdę to meritum wyjaśnijmy sobie trudne słowo z tytułu. Sekwestracja węgla to po prostu proces chwytania i zamykania dwutlenku węgla (CO2), żeby nie latał sobie swobodnie w atmosferze i nie przyczyniał się do globalnego ocieplenia. Bo zgodnie z prawami fizyki nic w przyrodzie nie ginie ani nie powstaje tylko zmienia miejsce przebywania. Można to porównać do złapania uciążliwego, gazowego dwutlenku węgla i schowania go do bezpiecznego magazynu (np. pod ziemią, w torfowiskach, w głębi oceanu lub w drewnie drzew), gdzie zostanie na bardzo długo. Przyroda przez miliony lat odkładała węgiel i teraz czerpiemy z tych zasobów w formie węgla kamiennego czy brunatnego.

Krótko mówiąc sekwestracja węgla to nasza strategia na to, aby "wyciągnąć" nadmiar tego gazowego dwutlenku węgla  z powietrza i trwale go zneutralizować (związać), zamiast czekać, aż sam zniknie. W wyniku fotosyntezy węgiel z powietrza wiązany jest w tkankach roślin i czasowo tam przetrzymywany. W wyniku spalania i procesów biologicznego rozkładu wraca do atmosfery. W lesie na dłużej magazynowany jest w pniach drzew. Ale prędzej czy później drzewa zostaną ścięte, przerobione na meble, papier czy od razu zostaną spalone. Więcej węgla magazynowane jest w torfowiskach i bagnach. Ale to proces długotrwały.

Dzisiaj, w mojej niekończącej się misji wyjaśniania zjawisk globalnych z akademicką precyzją i nutą humoru, zajmiemy się tematem, który dotyka nas wszystkich: czyli globalnym ociepleniem oraz tym, jak nasza miłość do papierowych książek może uratować cywilizację. Tak, dobrze słyszeliście. Tym razem nie będzie o sekwestracji węgla w lesie, glebie czy torfowiska lecz… w bibliotekach.

Zacznijmy od podstaw. Nasza kochana planeta grzeje się. Robi to, ponieważ zasypaliśmy jej atmosferę nadmierną ilością gazów cieplarnianych, z których CO2jest głównym podejrzanym i prowodyrem. Spalanie paliw kopalnych (węgiel, ropa, gaz) – tego starego, geologicznie uwięzionego węgla przed milionami lat – uwalnia go z powrotem do atmosferycznego obiegu. A ten nadmiar CO2 w atmosferze działa jak termoizolacyjna kołdra. Wpuszcza promienie słoneczne, ale z powrotem nie wypuszcza ciepła. Efekt? Robi się cieplej, lodowce płaczą, a ja mam problem z doborem kurtki na ten nietypowy grudzień.

Potrzebujemy więc sekwestracji węgla – czyli aktywnego usuwania CO2 z atmosfery i zamykania go na klucz. Możemy sadzić lasy (co jest wspaniałe, ale celuloza w drewnie żyje krótko) lub chronić torfowiska. Torfowiska to prawdziwi tytani sekwestracji! Woda, brak tlenu i kwaśne środowisko sprawiają, że martwa materia roślinna nie rozkłada się. To jest magazynowanie węgla w wersji Premium. Węgiel tam zostaje uwięziony na tysiące lat. To geologicznie odpowiedzialna szafa na węgiel. Szkopuł w tym, że trwa to wolno i wymaga wilgoci, a my osuszyliśmy większość bagien. Trzeba zatrzymać wodę w krajobrazie (tak zwana mała retencja). Ale to inne zagadnienie i na razie je pominiemy.

Węgiel zawarty w drewnie, choć pochłonięty dzięki fotosyntezie, nie jest wieczny. Jeżeli użyjemy drewna na opał, węgiel trafia do atmosfery w kilka godzin. Jeżeli zostawimy drewno w lesie, bakterie i grzyby zajmą się rozkładem, a węgiel wróci do obiegu w kilka lub kilkadziesiąt lat.

Im dłużej węgiel zostaje w celulozie, tym lepiej! Musimy znaleźć sposób, by uwięzić celulozę na bardzo długo. I tu wkraczają nasze ukochane, fizyczne, papierowe książki! Każda strona, od twardej okładki po ostatni przypis, to czysta celuloza (nie licząc farby drukarskiej)  – czyli utrwalony węgiel, wydobyty z atmosfery przez dawne drzewo. I niech on w książce jak najdłużej zostanie.

Drzewo wykonuje ciężką i dobrą robotę - pochłania CO2. Przemysł z drewna robi celulozę i papier. Celulozę stabilizuje się, tworząc surowiec. Autorzy piszą, wydawnictwa redagują, a  drukarnie robią książkę. Węgiel zostaje "zabetonowany" w celulozowej strukturze, tworząc nośnik wiedzy. I w tym momencie wkraczacie Wy Czytelnicy i  robicie sekwestrację - kupujecie książkę i stawiacie ją na półce.

Zauważcie różnicę, książka, dobrze przechowywana w suchej bibliotece publicznej (albo na zakurzonej półce u cioci Krystyny), może przetrwać setki lat. Papier nie gnije w tempie drewna pozostawionego na deszczu. Czasem może gdzieś pojawią się zaleszczotki czy rybiki cukrowe. Inni dostrzegą mole książkowe czy chochliki drukarskie. Jeśli książki nie zamokną i nie wejdą tam grzyby, to są bezpieczne.

Wniosek jest naukowo oczywisty: książki, gromadzone w prywatnych i publicznych bibliotekach, stanowią stabilny, długoterminowy, antropogeniczny magazyn węgla. Czyli mamy dwa w jednym: 1. Utrwalamy kulturę, gromadzimy wiedzę, historie i receptury na idealną szarlotkę. 2. Magazynujemy węgiel i pomagamy w walce z globalnym ociepleniem, trzymając CO2 z dala od termostatu atmosferycznego.

Spójrzmy na biblioteki uniwersyteckie i publiczne inaczej – jako jeszcze jedną inwestycję w nasza przyszłość. Książek nigdy nie jest za dużo. Nie oddawajcie ich na makulaturę, bo wrócą jako globalne ocieplenie. Przestańmy postrzegać nasz księgozbiór jako „bałagan” albo „materiały na opał”! To nie jest zbiór kartek, to strategiczne rezerwy węglowe! To Twój osobisty, ekologiczny wkład w globalny obieg węgla. Im więcej kupisz książek, tym więcej celulozowego węgla usuniesz z atmosfery. To jest najbardziej wyrafinowana i intelektualna forma sekwestracji! Idźcie więc i kupujcie, czytajcie, a przede wszystkim – NIE PALCIE KSIĄŻĘK!

Wadą niniejszego bloga jest to, że jest elektroniczny, a nie papierowy. Ale można to zmienić. Przygotowałem już kilka e-booków, ale żeby zadziałała sekwestracja węgla trzeba je wydać w formie papierowej. Papier dla kultury jest trwalszy niż elektronika. Czy używacie jeszcze płyt CD albo dyskietek komputerowych? A książki z tamtych czasów (i jeszcze dawniejszych) ciągle są odczytywalne i w pełni użytkowe. Masz za dużo książek? Oddaj je do bookcrossingu. A może stwórz kolejną, publiczną półkę bookcrossingową w Twojej okolicy? To nie tylko wymienianie się kulturą lecz i … dbałość o naszą wspólną planetę i naszą przyszłości. Biblioteczna półka nie wymaga prądu, a serwery z e-bookami i zasobami internetowymi potrzebują całkiem sporo.

Wracając do apelu o drukowaniu papierowej wersji bloga – zbieram fundusze na taki druk. Czytasz za darmo, nie ponosisz opłat. To może wspomóż wydawniczą sekwestrację węgla i postaw mi kawę (mały datek na potrzeby prac redakcyjnych, a potem wydawniczych).

Kliknij i wesprzyj twórcę by wydał wersje papierowe treści z bloga:  https://buycoffee.to/profesorskiegadanie