21.02.2021

O zdalnym nauczaniu - jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz

Ktoś daleko ogłada webinarium
w trybie asynchronicznym.
Jeden z elementów ewaluacji.
Uczenie się polega na popełnianiu błędów. Zupełnie jak z nauką jazdy na rowerze, na łyżwach czy na nartach. Wywracasz się, wstajesz i jedziesz dalej. Po kilku upadkach już masz wprawę i ... kilka siniaków. Grunt to nie bać się upadku. A w nauce i uczeniu się ważne jest by nie bać się swoich błędów. One czegoś uczą. Nauka wymaga wysiłku a nawet bólu. Nauka jazdy na rowerze obejmuje kilka siniaków a uczenie się wymaga wysiłku mózgu. I emocji. Nie wszystkie są przyjemne.

Kilka dni temu zaliczyłem właśnie taki upadek w zdalnym nauczaniu. Wydawało mi się, że już dużo umiem, że sobie bezproblemowo poradzę a tu przykra niespodzianka. Dotkliwy upadek... ale nie powód do płaczu i wycofania się. Tak jak w badaniach naukowych - eksperyment, który nie zakończył się sukcesem jest początkiem kolejnej próby i kolejnego eksperymentu. Upadłeś, wstań, popraw koronę i idź dalej (to parafraza częstego memu z portali społecznościowych).

Droga do zrzeczonego upadku była długa (i usiana innymi niepowodzeniami, zmaganiami itd.). Kiedy mniej więcej rok temu zaczęła się zdalna edukacja online byłem już jako tako obyty z różnymi formami zdalnej komunikacji. Miałem już za sobą udział bierny i czynny w webinariach na platformie ClickMeeting, różne telekonferencji na Skypie, Facebooku, Messengerze. Ale przez rok poznałem kilka zupełnie nowych. Zajęcia prowadziłem na MS Teams, uczestniczyłem w różnych spotkaniach i webinariach na kilku różnych platformach: ClickMeeting, MS Teams, Google Meet, Zoom, Webex, hopin, Discord, Skype itd. Do wykładów na nowych platformach przygotowywałem się na sucho, sprawdzałem, trenowałem i próbowałem. Bo był strach, że sobie nie poradzą. I trzeba było sprawdzić jak to działa. Najchętniej to bym się ograniczył do jednego programu, nauczył się, poznał i spokojnie działał. Ale dwa powody to uniemożliwiają. 

Po pierwsze, gdy się współpracuje, to trzeba dostosować się do możliwości i preferencji gospodarzy (wyjście ze swojego, wąskiego kręgu i strefy komfortu zawsze jest ryzykowne). Po drugie... nawet oswojone platformy się zmieniają, wprowadzają nowe funkcje, ulepszenia itd. Jak już myślisz, że wszystko umiesz i wszystkie funkcje poznałeś... to nagle pojawiają się nowe funkcjonalności lub zmienia się parę szczegółów. I już nie działa tak jak działało. Nieustająca nauka. Najlepiej przez ciągłe używanie, działanie. Najskuteczniej poznaje się uczestnicząc jako uczestnik i jako prelegent a nawet administrator. Różne punkty widzenia, różne sytuacje, różne problemy.

A z moją wpadką było tak. Bardzo napięte dwa tygodnie. Każdy dzień czymś wypełniony. Ledwie starczyło czasu by moją prelekcję przygotować koncepcyjnie i technicznie w Power Poincie. Referat miał odbyć się na Google Meet. Już 3-4 razy uczestniczyłem w takich wideokonferencjach z pokazywaną prezentacją. Wydawało mi się, że wiem jak to działa. Wiele tych platform ma podobne działanie, podobne funkcjonalności. A ja przecież już całkiem nieźle się w tym poruszam. Przyczyną upadku były dwa powody: po pierwsze brak czasu by potrenować jako prelegent na tej właśnie platformie. Po drugie... złudna pycha, że już to umiem. Więc będzie dobrze. Rutyna...

Symbolicznie właśnie w Dzień Nauki Polskiej zaliczyłem dużą wpadkę i porażkę. Wcześniej uczestniczyłem w wideo spotkaniach na Google Meet i było dobrze. Tym razem po raz pierwszy miałem prezentację. Dołączyłem do spotkania, znalazłem przycisk, umożliwiający prezentowanie. Do wyboru miałem trzy opcje: karta, okno i pulpit.  Wybrałem najbardziej użyteczną prezentację w "oknie programu". Ale po uruchomieniu prezentacji zniknął kontakt z publicznością. Po załadowaniu Power Pointa widziałem tylko swoją prezentację i nic więcej. Żadnego podglądu.  Mogłem słyszeć tylko głosy. Na początku nawet usłyszałem od któregoś z uczestników, że przerywa głos. Postarałem się mówić wolniej. I mówiłem, pokazywałem, objaśniałem. Prawie godzinę. W trakcie ktoś dzwonił, jakiś nieznany numer. Nie odbierałem. Nawet nie miałem czasu i możliwości wciśnięcia komunikatu "oddzwonię".

Po zakończeniu prezentowania referatu... okazało się, że nikogo nie ma a ja zostałem wyrzucony z programu. Bez żadnego sygnału. Oddzwoniłem. Okazało się, że organizatorzy próbowali do mnie zadzwonić ale nie odbierałem. Znalazłem próby skomunikowania się przez Messenger.... Ale nie miałem otwartego okna z tym programem. A nawet jakbym miał, to i tak bym nie zobaczył. 

Porażka. Kilkadziesiąt osób nie wysłuchało zaplanowanego rezultatu. A ja przez prawie godzinę gadałem do monitora. Tylko płakać?

Nic z tych rzeczy. Organizatorzy jeszcze w trakcie mojego bezkontaktowego gadania ustalili, że trzeba webinarium powtórzyć. Naukowcy nie zrażają się potknięciami. Wstają i szukają lepszego sposobu. Analizują i szukają błędu. Poprawiają i próbują kolejny raz. Uczymy się na błędach własnych i cudzych. Żeby się uczyć na cudzych błędach trzeba... dyskutować. Otwarty dialog jest niezwykle owocny. 

A wnioski są nie tylko dla mnie. Po pierwsze zawsze się trzeba starannie przygotować. Przy nowych platformach sprawdzić i przećwiczyć narzędzie. Poznać okoliczności i narzędzia. Skonsultowałem się już z bardziej doświadczanymi Superbelframi. Google Meet tak po prostu ma. Trzeba mieć otwarte dwa okna (zalogować się dwukrotnie). W jednym widok uczestnika, w drugim  widok prelegenta. Jedno okno wyciszone. Lepiej jest, gdy ma się dwa urządzenia lub dwa monitory. Od dłuższego czasu planowałem kupić monitor by go podłączać do laptopa. Ale można wykorzystać smartfon, tablet czy drugi laptop. Tak już czasami robiłem, by mieć pewność jak widzą uczestnicy. Lub gdy robiłem transmisje.

Kolejny wniosek to zabezpieczyć drugi, niezależny kanał komunikacji. Gdybym wpisał do swojego telefonu numer od organizatora, to na ekranie smartfonu pokazałby mi się nie jakiś tajemniczy numer lecz nazwisko. Wtedy bym na pewno odebrał. Dodatkowym kanałem szybkiej komunikacji może być jakiś komunikator, uruchomiony na innym urządzeniu.

Ostatnim wnioskiem, uzgodnionym  z organizatorami, jest wykorzystanie innej platformy (skoro ta okazała się zawodna w tej konkretnej sytuacji). Teamsy nie wchodziły w rachubę bo w spotkaniu uczestniczyły osoby z różnych uczelni i osoby z poza środowiska akademickiego. Z kolei dostępna dla mnie licencja na ClickMeeting umożliwia uczestnictwo 50 osób. To za mało. Będzie więc transmisja na You Tube. Do rozwiązania pozostanie kilka drobnych spraw technicznych.

Dlaczego o tym wszystkim piszę i zdradzam swoją porażkę? By jeden upadek bardziej owocnie wykorzystać. Niech będzie nauką nie tylko dla mnie. Dzielenie się wiedzą, w tym niepowodzeniami, nieudanymi eksperymentami, leży w samej istocie nauki (procesu badawczego). Uczenie się także. 

A jaki związek z tematem ma górne zdjęcie? To element dobrej ewaluacji. Skupiamy się na kontaktach w czasie rzeczywistym. Sporo teraz różnych, ciekawych webinariów. Można uczestniczyć w spotkaniach, w których wcześniej, ze względu na odległość, byśmy nie uczestniczyli. Ale pozostaje jeszcze czas. Pora dostrzec atut nauczania zdalnego - asynchroniczność

"(...) wspaniały wykład. Niestety nie mogłem obejrzeć "na żywo", tylko dopiero jak wszyscy poszli spać, na youtube. (...)."

Ciągle się uczymy. Ja na pewno. A żeby się nauczyć, to trzeba nieustannie próbować, popełniać gafy, zaliczać wpadki i upadki. Podnosić się, analizować, wyciągać wnioski i próbować znowu. Nie udało się? To spotykamy się w nowym terminie: 

2 komentarze:

  1. A gdybyś wybrał inną formę udostępniania prezentacji w meet?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tuż przed próbowałem. Trzeba będzie popróbować różnych opcji. Trzeba kilku o SD ob do próbowania. Może coś można usprawnić na etapie zakładania spotkania. Może tam są jakieś opcje. Albo różnice między wersją płatna i bezpłatna oraze tą wersja dla szkół ? Trzeba wiec kilku osób na sprawdzenie.

      Usuń