Przez stulecia dostęp do kultury miał swoje bramy, odźwiernych i godziny otwarcia (a wiec pewne utrudnienia). Były nimi biblioteki (czasem płatne, czasem bezpłatne bo publiczne), muzea, uniwersytety, księgarnie, a czasem po prostu domowa półka z książkami. Żeby dotrzeć do wiedzy zgromadzonej przez poprzednie pokolenia, trzeba było wiedzieć, czego szukać, gdzie szukać i jak odczytać znalezione ślady. Zawsze był to dostęp ograniczony i stosunkowo wolny. Kultura od tysiącleci była i jest wspólnym dziedzictwem ludzkości, ale dostęp do niej nigdy nie był całkowicie równy (bogatsi mieli zawsze łatwiejszy i pełniejszy dostęp). Sztuczna inteligencja może tę sytuację jeszcze bardziej zmienić. Nie dlatego, że stworzyła nową bibliotekę, lecz dlatego, że skróciła drogę do biblioteki i zaczyna pełnić funkcję przewodnika po ogromnym, rozproszonym archiwum ludzkich doświadczeń. Szybki i łatwy dostęp. I coraz bardziej nie za darmo tylko za opłatą. Kto zapłaci abonament ma szerszy i pełniejszy dostęp. Kto nie płaci sprzedaje swój czas dla reklam, które świadomie lub w ukryty sposób nawet za pośrednictwem AI otrzymuje.
Domena publiczna jest szczególnym rodzajem wspólnego bogactwa. Znajdują się w niej dzieła, do których wygasły autorskie prawa majątkowe, ale także inne zasoby udostępniane na zasadach pozwalających na swobodne korzystanie. Czasem tak bardzo przetworzone, że nawet nie można ustalić autorstwa. Tak jak w kulturze ludowej. To nagromadzenie myśli, obrazów, melodii, opowieści i odkryć, owoców pracy niezliczonych pokoleń. Każdy twórca wyrasta przecież z czegoś, co istniało przed nim. Szekspir nie stworzył języka angielskiego, Bach nie wymyślił muzyki, a Darwin nie rozpoczął obserwacji przyrody od zera. Kultura jest procesem kumulatywnym i konektywnym, wielkim dialogiem rozciągniętym w czasie, w którym żywi rozmawiają z umarłymi, nawet jeśli ci drudzy nie mogą już odpowiedzieć.
Sztuczna inteligencja ułatwia uczestnictwo w tym dialogu. Przyspiesza i daje łatwy dostęp do bardzo szerokich zasobów. Może objaśnić trudny tekst, zestawić odmienne interpretacje, wskazać związki między dziełami i przeprowadzić czytelnika od pytania do kolejnych pytań. Nie trzeba już koniecznie znać katalogów bibliotecznych, języków obcych ani specjalistycznego słownictwa, by rozpocząć własną wędrówkę po świecie idei, dokonań, fabuły czy naukowych ustaleń. Można zapytać o sens obrazu, filozoficzne konsekwencje powieści albo historyczne tło utworu muzycznego. AI staje się pośrednikiem między jednostką a wspólnym zasobem kultury. Poszerza dostęp do tego, co można nazwać intersubiektywnością: przestrzeni znaczeń, które nie należą wyłącznie do jednego człowieka, lecz powstają, krążą i podlegają negocjacji między ludźmi.
Nie oznacza to jednak, że biblioteki przestały być potrzebne. Ich wartość nie sprowadza się do przechowywania książek. Są instytucjami zaufania, selekcji i spotkania, a kontakt z oryginalnym dziełem bywa doświadczeniem, którego nie zastąpi nawet najlepsze streszczenie. Ponadto w bibliotekach można spotkać innych, żywych ludzi. AI może otworzyć drzwi do kultury, ale może też podsunąć nam jej uproszczoną wersję, pozbawioną niejednoznaczności, historycznego kontekstu czy oporu, jaki stawia trudna lektura. Dostęp nie jest jeszcze rozumieniem, a obfitość informacji nie musi prowadzić do mądrości. Zupełnie jak przy szwedzkim stole: można sobie nałożyć na talerz bardzo dużo - ale i tak wszystkiego nie zjemy. Czas i żołądek mają swoje ograniczenia.
W tym miejscu pojawia się paradoks wspólnego pastwiska. Kiedyś cała wieś korzystała ze wspólnego pastwiska. Wypasać krowy, konie, owce, kozy czy gęsi mógł każdy. Ale łatwo było o nadmiar trawożerców, ponad wydolność ekologiczną tegoż pastwiska (bo chciwość jest ludzka cechą). Zasoby kultury przypominają dobro wspólne: im więcej osób może z nich korzystać, tym większa jest ich społeczna wartość. Jednak wspólnota użytkowników nie gwarantuje trwałości warunków, dzięki którym zasób powstaje. Jeżeli systemy sztucznej inteligencji korzystają z dorobku twórców, by oferować coraz sprawniejsze odpowiedzi, a jednocześnie ograniczają ekonomiczne możliwości utrzymywania się z pracy twórczej, wspólne pastwisko może zostać nadmiernie wyeksploatowane. Nie chodzi o to, że dzieła znikną z dnia na dzień. Problem polega na tym, że mogą stopniowo zanikać warunki tworzenia kolejnych. Kto będzie pisał powieści, komponował muzykę, malował obrazy i prowadził badania, jeśli praca ta przestanie zapewniać choćby minimalne utrzymanie? Można odpowiedzieć, że prawdziwi twórcy zawsze stanowili niewielką część społeczeństwa, a wielu tworzyło mimo braku pieniędzy i uznania. To prawda. Nie wynika z tego jednak, że ich liczba, różnorodność ani odwaga twórcza są niezależne od warunków materialnych. Talent może pojawić się wszędzie, lecz nie każdy ma możliwość poświęcenia mu czasu. Rynek nie zawsze nagradza rzeczywistą wartość, ale jego zanik nie musi automatycznie przynieść artystycznego wyzwolenia.
Istnieje ponadto różnica między wytwarzaniem kolejnych wariantów istniejących treści a tworzeniem czegoś rzeczywiście nowego. AI potrafi przekształcać, łączyć i rozwijać wzorce obecne w danych. Może też wspierać ludzką pomysłowość. Nie ma jednak gwarancji, że system oparty na przeszłych dokonaniach będzie stale dostarczał kulturze nowych przełomów, zwłaszcza jeśli osłabnie środowisko ludzi zdolnych podważać zastane wzorce. Nowość rodzi się nie tylko z przekształcania tego, co już znamy, ale także z ryzyka, sprzeciwu i doświadczeń, których nie da się sprowadzić do powtórzenia wcześniejszych rozwiązań. Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi, czy AI ułatwi nam dostęp do kultury. To już się dzieje. Pytanie brzmi, jak urządzić wspólne pastwisko, aby nie tylko korzystać z dorobku przeszłości, lecz także umożliwiać powstawanie przyszłego dziedzictwa. Potrzebujemy zasad wynagradzania twórców, przejrzystości w korzystaniu z ich dzieł i modeli biznesowych, które nie sprowadzają kultury do bezpłatnego surowca dla technologii. Potrzebujemy również publicznych instytucji udostępniających wiedzę i wspierających twórczość. Potrzebujemy więc nowego podejścia do praw autorskich i wypłacania tantiem twórcom, których dzieła wykorzystuje i przetwarza AI. Tak jak ZAIKS dla muzyków czy KOPIKOL dla autorów podręczników.
Kultura nie jest kopalnią, którą można bez końca eksploatować. Jest żywym obiegiem: dziedziczymy, przetwarzamy, tworzymy i przekazujemy dalej. Sztuczna inteligencja może sprawić, że wspólny dorobek stanie się dostępniejszy niż kiedykolwiek. Ale jeśli chcemy, by przyszłe pokolenia miały coś więcej niż doskonałe reprodukcje przeszłości, musimy zadbać także o tych, którzy dopiero będą mieli coś nowego do powiedzenia. Skoro pokolenia pracowały na naszą kulturę, to dlaczego tylko nieliczni, przez technologiczne zawłaszczenie, mieliby z tego finansowo korzystać?
Metaforę wspólnego pastwiska warto doprecyzować, ponieważ w odniesieniu do kultury i sztucznej inteligencji kryją się w niej dwa różne problemy: wyczerpywanie zasobów wspólnych oraz osłabianie zdolności do ich odtwarzania. Klasyczna metafora wspólnego pastwiska opisuje sytuację, w której wielu użytkowników korzysta ze wspólnego, ograniczonego zasobu. Każdemu opłaca się zwiększać własne korzyści (więcej krów, kóz czy owiec), natomiast koszty nadmiernej eksploatacji ponosi cała wspólnota. Jeśli wszyscy postępują w ten sposób, pastwisko zostaje zniszczone. Potrzebne jest wspólne zarządzanie, albo przez ustanowienie limitów, albo podział zasobów (prywatyzacja - bo o swoje lepiej dbamy niż o wspólne). Tak stało się z gromadzkimi pastwiskami na wsiach. Podzielono je dla gospodarzy, każdy otrzymał kawałek, za który w pełni odpowiadał. Ale część wiejskiej społeczności nie dostała nic. Oni, ci biedniejsi, całkiem pozbawieni zostali zasobów. Mogli jedynie wypasać swoje krowy na miedzach czy rowach. Zasoby kultury wypracowały pokolenie. Dlaczego teraz czerpać korzyści z tych zasobów mają głównie korporacje big-techów? Bo to one korzystają finansowo z aktywności AI.
W odniesieniu do kultury pojawia się jednak istotna różnica. Wiedza, książka czy utwór muzyczny nie zużywają się wskutek czytania, słuchania ani kopiowania (może się jedynie znudzić). W przeciwieństwie do trawy na pastwisku, zasoby cyfrowe można powielać niemal bez ograniczeń. Problem nie polega więc na tym, że miliony osób przeczytają tę samą powieść i zabraknie jej dla kolejnych czytelników. Problem pojawia się wtedy, gdy powszechne korzystanie z dorobku twórców nie zapewnia warunków do powstawania następnych dzieł. Można zatem powiedzieć, że w epoce AI pastwisko kultury nie tyle zostaje wyjedzone, ile zagrożona jest zdolność jego dalszego użyźniania i odnawiania się. Zasoby kultury zostają "ogrodzone" i dostęp do nich limitowany jest opłatami (i reklamami) dla big-techów. Twórcy nie dostają tantiem tak jak w przypadku praw autorskich np. zarządzanych przez ZAIKS. Systemy sztucznej inteligencji mogą korzystać z ogromnego zasobu tekstów, obrazów i innych wytworów ludzkiej aktywności, a następnie udostępniać użytkownikom ich przetworzone wersje. Nawet odpłatnie. Jeżeli przy tym twórcy tracą odbiorców, dochody i motywację do pracy, wspólnota może stopniowo osłabiać proces, dzięki któremu jej zasób kulturowy się powiększa. Warto przy tym zachować precyzję: nie każdy spadek dochodów twórców wynika z AI, a nie każde wykorzystanie ich dzieł przez systemy AI prowadzi do strat. Technologie mogą także zwiększać zainteresowanie oryginałami, wspierać warsztat i otwierać nowe możliwości twórcze. Konflikt dotyczy przede wszystkim sposobu podziału korzyści oraz tego, czy system pozwala wynagradzać ludzi, których praca stanowi jego kulturowe zaplecze.
Wspominana metafora wspólnego pastwiska wymaga pewnego doprecyzowania. Kultura nie jest trawą, która znika, gdy ktoś ją zjada. Przeciwnie, im więcej osób czyta książkę, słucha muzyki czy poznaje idee (także te naukowe), tym większe może być wspólne bogactwo. Dzieło można kopiować, interpretować i przekazywać dalej, nie odbierając go innym. Zagrożenie pojawia się gdzie indziej: na pastwisku kultury nie wyczerpuje się sama trawa, lecz mogą zostać osłabione warunki, dzięki którym wyrasta nowa. Jeśli systemy AI będą korzystać z dorobku twórców, przejmując część wartości ekonomicznej ich pracy, nie zapewniając im zarazem udziału w powstających korzyściach, wspólnota może podcinać gałąź, na której sama siedzi. Otrzymamy coraz sprawniejsze przetwarzanie przeszłości, lecz niekoniecznie równie bogaty dopływ nowych dzieł. To swoista tragedia wspólnego pastwiska: nie znikają zasoby, z których korzystamy, lecz może zanikać zdolność ich odnawiania. Dlatego pytanie o przyszłość kultury w epoce AI dotyczy nie tylko dostępu do dziedzictwa, ale również odpowiedzialności za jego dalsze powstawanie.











