3.03.2024

Wirokomórki i eksklusom - nowe odkrycia w biologii

Mykowirusy, kapsyd. Swiss Institute of Bioinformatics, CC BY-SA 3.0 PL, Wikimedia Commons
 

Będzie to opowieść o wirusach i eksklusomach. Miło jest spotkać podobny sposób myślenia u innych badaczy. Jeśli podobne pomysły rodzą się niezależnie, to znak, że chyba muszą istnieć obiektywne przesłanki. Że to raczej odkrywanie praw przyrody a nie tylko oznaka ludzkiej kreatywności. W rozważaniach na temat wirusów, czy są żywe czy nie, zwróciłem uwagę, że wiriony są niczym zarodniki, nasiona i inne propagule i dobrze poznanych organizmów (Czy wirusy są żywe i czy zaliczyć je do biotopu czy biocenozy? oraz Wirusy - co było pierwsze organizm komórkowy czy ekosystem?). Podobne porównania spotkałem w pracach Patryka Forterre. Naukowiec ten wyszedł z nieco innego punkty wyjściowego. Odnosił się do pytania ile jest wirusów. W różnych pracach podawana są olbrzymie liczby wirusów, obecnych w środowisku. (zobacz też Planeta wirusów. Czy wirusy sterują życiem na Ziemi? (książka Carla Zimmera). Forterre zwrócił uwagę, że o liczebności dębów w lesie nie świadczy liczba nasion – żołędzi, tylko rosnące drzewa. A wiriony wirusów są niczym nasiona, stadium spoczynkowe wirusa. Nie można więc mówić o liczebności wirusów tylko na podstawie liczebności wirionów w środowisku.

 

Grafika odnosząca się do diaspor. Wg. Czachorowski S., 1994. The role of disturbances and bariers in working and development of biocenosis. In: A. Richling, E. Malinowska, J. Lechnio (ed), Landscape research and its applications in environmental management. Warszawa, pp: 49-54



Wg Foterrea żywą formą wirusa jest metabolicznie aktywny „wegetatywny stan autonomicznej replikacji”, czyli jego postać wewnątrzkomórkowa. Uczony ten w publikacjach z roku 2011, 2012 i 2013 roku, wprowadził termin wirokomórka lub rybowirokomórka. Wirokomórka ma bezsprzecznie budowę komórkową i odpowiada „żywej formie” wirusa, Natomiast wiriony są odpowiednikiem nasion lub zarodników organizmów wielokomórkowych.

Koncepcja wirokomórki sugeruje, że mylimy się twierdząc, że w większości środowisk „wirusów” jest dziesięć razy więcej niż komórek. Wirokomórki stanowiąc subpopulację komórek, czyli są to jedynie komórki zakażone. Jak wspomina Forterre w niektórych badaniach donoszono, że do 40% bakterii obecnych w bakterioplanktonie jest zakażonych wirusami. Tak więc jedynie 60% widocznych bakterii to bakterie „zdrowe” i bakterie w czystej postaci. Pozostałe 40% to wirokomórki a wiec komórki z obecnością wirusa w środku. Duża część komórek w społecznościach drobnoustrojów jest zakażona wirusami, w wyniku czego komórki te zachowują się inaczej niż komórki niezainfekowane. Te wirokomórki mogą się dzielić i Forterre sugeruje by nazywać je rybowirokomórkami.

Strona tytułowa publikacji Forterre.


Forterre w swojej koncepcji wirokomórek podkreśla znaczenia wirusów jako kolebek nowej informacji genetycznej. Nowe geny powstają w sposób ciągły podczas replikacji lub rekombinacji genomów wirusowych w wirokomórkach za pomocą wszystkich mechanizmów molekularnych, o których wiadomo, że generują nowe geny w genomach komórkowych.

Wielu biologów ewolucyjnych uważa, że ​​genomy wirusów powstają w wyniku postępującego narastania genów, przechwyconych od gospodarzy, przy czym wirusy uważa się za swoistego rodzaju złodziei-kieszonkowców, podkradających geny komórkowe. W przeszłości zauważono, że wirusy mogą czasami wychwytywać geny komórkowe i przenosić je do komórek biorców. W rezultacie wirusy często są uważane jedynie za pasywne nośniki genów komórkowych i przypuszcza się, że wszystkie geny wirusowe wywodzą się w całości z genomów bakterii, archeonów lub eukariotów. Wg Forterre nie potwierdzają tego jednak dane genomiczne, ponieważ większość genów w genomach wirusowych nie ma homologów komórkowych i tylko niewielki procent można powiązać z przodkami komórkowymi. W rzeczywistości integracja wirusa z genomami komórkowymi zachodzi prawdopodobnie częściej niż proces odwrotny. Ponadto, podczas gdy geny z blisko spokrewnionymi homologami komórkowymi są rzadkie w genomach wirusowych, zintegrowane wirusy i powiązane elementy stanowią dużą część większości genomów archeonów i bakterii a genomy eukariotyczne często zawierają dużo więcej genów (retro)wirusowych i retrotranspozonów niż genów eukariotycznych. Można zatem stwierdzić za Forterre, że komórki są gigantycznymi złodziejami-kolekcjonerami genów wirusowych. Zupełnie odwrócone role.

Ponieważ genomy wirusowe znacznie przewyższają liczbę genomów komórkowych w biosferze, ciągłe tworzenie nowych genów w wirokomórkach dobrze wyjaśnia ogromną ilość informacji biologicznej specyficznie przechowywanej w genomach wirusowych.

Zdaniem Forterre plazmidy i inne elementy związane z wirusami, takie jak transpozony należy uważać za część świata wirusów jako całości. Podobnie jak wirusy, te mobilne elementy wykorzystują komórki jako nośniki. Prawdopodobnie są one spokrewnione ewolucyjnie z wirusami. To ewolucyjne powiązanie jest łatwe do zrozumienia, ponieważ pojedynczy etap mutacji może przekształcić genom wirusa w plazmid, a jedyną różnicą między plazmidami a wirusami jest obecność w genomach wirusa genu(ów) kodującego(ych) białko(a) kapsydu. Jednak większość biologów nadal uważa plazmidy za przedłużenie genomów komórkowych (elementy pozachromosomalne), podczas gdy wg Forterre zamiast tego są to niezależne jednostki biologiczne, powiązane z wirusami. Na przykład nasze antropocentryczne i komórkowe poglądy na świat pozwalają nam stwierdzić, że pilusy koniugacyjne to „penisy bakteryjne” łączące bakterie męskie i żeńskie, podczas gdy w rzeczywistości są to „penisy plazmidowe” wykorzystywane przez plazmidy do rozmnażania się w nowych gatunkach! Zupełnie inne interpretowanie tych samych, obserwowanych procesów. 

Publikacja Forterre wskazuje, że warto na nowo przemyśleć niektóre biologiczne ustalenia. Oprócz białek architektonicznych i replikacyjnych wiriony są pełne genów kodujących białka, których funkcją prawdopodobnie jest regulacja interakcji między wirusami a ich gospodarzami (ofiarami).

I na zakończenie chciałbym wspomnieć o najnowszym odkryciu nowego organellum w komórkach - eksklusomach . Organelle komórkowe to na przykład mitochondria, plastydy czy aparaty Golgiego. Są to wyspecjalizowane podjednostki komórki, z których każda spełnia określone zadanie. Odkrycia nowego organellum – eksklusomu dokonali biolodzy z Politechniki Federalnej w Zurychu (ETH).

Eksklusom to swego rodzaju pojemnik, zawierający plazmidy, czyli pierścieniowe cząsteczki DNA. Wg niektórych konstatacji, eksklusom może być prekursorem dzisiejszego jądra komórkowego eukariontów. Eksklusomy odkryte zostały u ssaków. Komórki ssaków rozpoznają, grupują, sortują i utrzymują pozachromosomalne DNA z dala od chromosomalnego DNA. Wydzielają je w osobnych „pęcherzykach” – eksklusomach. Wg naukowców sugeruje to, że istnieje autonomiczny system obrony genomu komórki, który pozwala odróżnić własne, potrzebne DNA, od obcego lub prawdopodobnie już nieprzydatnego i usunąć niepotrzebne DNA z jądra komórkowego.

Część plazmidów, które trafiają do eksklusomu, pochodzi spoza komórki, natomiast inne – zwane pierścieniami telomerowymi – z końcówek chromosomów, czyli telomerów. Szczególnie w niektórych komórkach nowotworowych fragmenty DNA z telomerów są regularnie odcinane i łączą się, tworząc pierścienie. Nieusunięte w porę plazmidy teoretycznie mogłyby osadzić się w chromosomach lub – w przypadku pochodzących od wirusów czy bakterii - ulec translacji na szkodliwe dla funkcjonowania komórki białka.

Funkcje spełniane przez eksklusom nie zostały jeszcze dobrze poznane. Szwajcarscy naukowcy, którzy dokonali odkrycia uważają, że eksklusom może odgrywać rolę w komórkowej pamięci immunologicznej. Od wielu lat biolodzy na całym świecie badają specjalne białko, które przyczepia się do DNA, także białka w formie plazmidu. W ten sposób prawdopodobnie uruchamia kaskadę sygnałową, która pobudza komórki do wytwarzania i uwalniania substancji przekaźnikowych stanu zapalnego. Informują one organizm, że może występować problem związany z patogenem, takim jak wirus, który uzasadnia reakcję immunologiczną.

Naukowcy przypuszczają, że początki eksklusomu sięgają wczesnych etapów ewolucji, gdy powstawały eukarionty. Według akceptowanych obecnie koncepcji pierwsze komórki eukariotyczne powstały w wyniku fuzji bakterii z archeonem. Powstałe w wyniku fuzji pierścieniowe DNA, które pochodziło z dwóch różnych organizmów, musiało zostać zorganizowane i zabezpieczone przed degradacją. W miarę postępu ewolucji wykształcił się mechanizm zapewniający automatyczne zamknięcie cząsteczek DNA w otoczce błonowej – co ma miejsce w nowo odkrytym eksklusomie.

Jakkolwiek otoczka eksklusomu przypomina błonę otaczającą jądro komórkowe, jest znacznie prostsza - ma szczeliny, które w otoczce jądra można dostrzec tylko we wczesnych stadiach jej powstawania. Z czasem te luki zamykają się lub są wypełniane specyficznymi białkami, natomiast w przypadku eksklusomu nie dochodzi do dalszego rozwoju otoczki. Dlatego naukowcy stawiają hipotezy o wczesnym ewolucyjnym powstaniu eksklusomów.

czytaj też:

1.03.2024

Jesteś reporterem lokalnej gazetki czyli Gen-AI w szkole

Grafika wygenerowana przez Copilot

Co zrobić z AI w szkole? Zwalczać, czy jak w judo, wykorzystać jego siłę? Do czego się nadaję a do czego nie? Czyli poznać narzędzie by sensownie je wykorzystać. Na razie jestem ciągle na etapie testowania i sprawdzania czy i jak wprowadzić do podręczników szkolnych, np.  w poradniku dla nauczyciela. Wnioski z tych eksperymentów znajdą się w przygotowywanych z WSiP materiałach dla nauczycieli. Testuje wraz z zespołem autorskim. Zjawisko nowe wiec wymaga sprawdzenia, zanim trafi co codziennej praktyki nauczycielskiej. 

Wśród tych eksperymentów jest i mój pomysł na lekcje biologii z wykorzystaniem Gen AI. Wychodzę z założenia, że ważnych kompetencji należy uczyć na wszystkich przedmiotach. Nie będzie osobnego przedmiotu typu Sztuczna inteligencja. Wiele kompetencji powinno być kształtowanych na wszystkich przedmiotach. W tym przypadku biologia jest materiałem, na którym uczą się uczniowie kompetencji społecznych, w tym komunikacji.

Ze szkoły pamiętam rysowanie fantastycznych zwierząt, ale żeby miały biologiczny sens. Fantastyka lecz oparta na realnych prawach i zależnościach. Zrobić coś nowego ale według zasad. Uczy rozumienia i sprawdza czy się rozumie. Z czasów szkolnych pamiętam także szkolną gazetkę ścienną, która prowadziliśmy. Pisanie tekstów do gazetki ściennej (szkolnej) to praktyczne ćwiczenie wypowiedzi i umiejętności pisania wypracowań. Całkowicie dobrowolna aktywność, bez stopni, bez pracy domowej. Nie tylko dyktanda lecz i własna twórczość. Poczucie sensu, sprawstwa i ważności, robienia czegoś istotnego choć nie na ocenę. A przecież przy okazji uczyliśmy się tego, co w programie: pisania, gramatyki, współpracy, dyskusji, analizy tekstów itp.

Do czego wykorzystać Chat GPT, Bing, Copilot czy Barda? Do ściągania? Oszukiwania, że uczeń sam napisał wypracowanie? Do pracy potrzebna motywacja. Jeśli jest nią jedynie ocena lub strach przed karą (złą oceną) to pojawia się ściąganie (przeżyć, przetrwać). A jeśli jest redagowanie szkolnej gazetki ściennej (tak było 40 lat temu, teraz to pewnie media społecznościowe i strony www), to nie ma pokusy ściągania. Jest przygoda i wyzwanie a nie walka o przetrwanie.

W odniesieniu do Gen AI przy okazji nauczyć można korzystania z narzędzia jakim jest AI – duże modele językowe. Trzeba wielu ćwiczeń by opanować granie na instrumencie, malowanie, posługiwanie się narzędziami stolarskimi czy szydełkowania. Podobnie z nowymi technologiami. Trzeba wielu ćwiczeń, wielu prób i osadzenia w sensownym kontekście.

Od zaraz nauczyciel może wraz z uczniami odkrywać świat, który się nam pojawił. Nie jako wszechwiedzący mędrzec tylko jako poszukujący, ciekawy uczeń. Trzeba zaakceptować błędy. I możliwość porażki. Jest jednak motywacja. Autentyczna i rzeczywista motywacja by się uczyć. 

W przypadku generowania tekstów z wykorzystaniem Gen AI długo trwa przygotowanie instrukcji (kilka-kilkanaście minut, w zależności od osobistego doświadczenia.), ale szybko uzyskuje się efekt (kilka minut). Można dalej poprawiać i zadawać dodatkowe pytania. Na pewno trzeba poprawiać. A przy okazji uczyć wyszukiwania błędów. Potem będzie formatowanie, wytłuszczenia, aranżacja akapitów. Wdraża w rolę redaktora gazetki a nie autora tekstów. Umiejętności redakcyjne tez są bardzo potrzebne. 

Zły prompt to zła odpowiedź. tego można przy okazji nauczyć. Lub stworzyć dogodne warunki do takiej nauki. Skoro proces trwa szybko, to łatwo ocenić czy instrukcja-prompt były właściwe i adekwatne. Nie są? To poprawiamy prompt. I znowu patrzymy na rezultaty.

Przykładowy prompt dla ucznia (niech do tego rezultatu dochodzi stopniowo): "Jesteś reporterem lokalnej gazetki (radia), odbiorcą jest uczeń szkoły podstawowej w wieku 12-14 lat, napisz wywiad z gatunkiem człowiek oraz z gatunkiem bakterie jelitowe, które łączą oddziaływania typu mutualizm obligatoryjny, symbioza. Uwzględnij pytania: 1. kim jesteś (pytania do obu gatunków), 2. jaką rolę pełnisz w ekosystemie (odpowiedzi obu gatunków, 3. na jakim poziomie troficznym się znajdujesz (producenci, konsumenci, destruenci), 4. jaki typ oddziaływania, kto jest twoim partnerem w oddziaływaniu typu symbioza, 5. opisz korzyści jakie odnosisz w związku ze swoim ekologicznym partnerem? 6 Co planujecie w przyszłości. 7. Co sądzicie o oddziaływaniach antagonistycznych typu drapieżnictwo i pasożytnictwo. 8 co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki. Tekst ułóż w formie wywiadu."

A oto kilka rezultatów, z podaniem dodatkowych informacji. Styl precyzyjny,  Bing (tekst oryginalny, komentarze do tekstu na czerwono):

Wywiad z Człowiekiem i Bakterią Jelitową

Reporter: Witajcie! Zacznijmy od podstaw. Kim jesteście?

Człowiek: Cześć! Jestem człowiekiem, gatunkiem Homo sapiens. Jestem gatunkiem naczelnych i jedynym żyjącym przedstawicielem rodzaju Homo.

Bakteria Jelitowa: Witaj! Jestem bakterią jelitową, jednym z wielu mikroorganizmów, które żyją w układzie pokarmowym człowieka. [bakteria uogólniona, jako klasa organizmów, można oczywiście byłoby zaproponować konkretny gatunek - modyfikacja promptu lub ręczne poprawienie gotowego tekstu]

Reporter: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie?

Człowiek: Jako człowiek, jestem konsumentem drugiego rzędu. Zjadam rośliny i zwierzęta, przekształcając je w energię, którą wykorzystuję do funkcjonowania.

Bakteria Jelitowa: Ja, jako bakteria jelitowa, pomagam w trawieniu pokarmu, produkcji witamin i ochronie przed szkodliwymi mikroorganizmami.

Reporter: Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Człowiek: Jako człowiek, jestem konsumentem, co oznacza, że zjadam inne organizmy, aby zdobyć energię.

Bakteria Jelitowa: Jako bakteria, jestem destruentem. Rozkładam martwą materię organiczną, przekształcając ją z powrotem w składniki, które mogą być wykorzystane przez producentów. [w konkretnym przykładzie nie ma producentów w ludzkich jelitach, przykład nie został dobrze sformułowany, trzeba byłoby ręcznie poprawić i nadać właściwy sens biologiczny. To także okazja dla uczniów by uważnie przeczytali i wskazali na ewentualne błędy, niejasności czy braki]

Reporter: Jaki typ oddziaływania łączy was ze sobą?

Człowiek i Bakteria Jelitowa: Łączy nas symbioza, konkretnie mutualizm obligatoryjny. Oznacza to, że obie strony odnoszą korzyści z naszej współpracy i nie możemy bez siebie funkcjonować. [definicja symbiozy nienajszczęśliwiej dobrana do tego przykładu, mogą być pewne niejasności]

Reporter: Opiszcie korzyści, jakie odnosicie w związku ze swoim ekologicznym partnerem.

Człowiek: Bakterie jelitowe pomagają mi trawić pokarm i wytwarzają niektóre witaminy, których potrzebuję do zdrowia.

Bakteria Jelitowa: Człowiek dostarcza mi bezpieczne środowisko i dostęp do pokarmu.

Reporter: Co planujecie w przyszłości?

Człowiek i Bakteria Jelitowa: Planujemy kontynuować naszą symbiozę, pomagając sobie nawzajem przetrwać i prosperować. [brakuje tu oczywiście bakterii chorobotwórczych, mikrobiom jest bardziej złożony niż wynikałoby to z wygenerowanego tekstu]

Reporter: Co sądzicie o oddziaływaniach antagonistycznych typu drapieżnictwo i pasożytnictwo?

Człowiek: Drapieżnictwo i pasożytnictwo są naturalnymi częściami ekosystemu, ale mogą być szkodliwe dla jednostek, które stają się ofiarami.

Bakteria Jelitowa: Zgadzam się. Pasożytnictwo może być szkodliwe dla mnie, jeśli pasożyt zabiera mi zasoby, których potrzebuję do przeżycia.

Reporter: Co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki?

Człowiek: Bawcie się dobrze, ale pamiętajcie o bezpieczeństwie. Pamiętajcie o nawadnianiu i ochronie przed słońcem.

Bakteria Jelitowa: Pamiętajcie o zdrowym odżywianiu! Jedzenie pełne błonnika pomaga mi i moim bakteryjnym kolegom pracować efektywnie.



Styk kreatywny, Open.ai (Chat GPT), taki sam prompt z mała zmiana na końcu: "Jesteś reporterem lokalnej gazetki (...) Tekst ułóż w formie wywiadu. Zachowaj styl precyzyjny z elementami dowcipu."

Reporter: Dzień dobry! Rozpocznijmy nasz wywiad od przedstawienia się. Kim jesteś?

Człowiek: Cześć! Jestem Homo sapiens, zwany też człowiekiem. Mam na imię Adam, mam dwanaście lat i uczęszczam do szkoły podstawowej.

Bakterie jelitowe: Dzień dobry! Jesteśmy bakteriami jelitowymi, znane również jako flora jelitowa. Jest nas tu kilka miliardów, ale możesz mnie nazwać Bakcillus. [błąd w nazwie, jeśli już to Bacillus]

Reporter: Świetnie! A teraz pytanie dla was obojga: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie?

Adam: No cóż, jako człowiek pełnię rolę konsumenta. Lubię zjadać zdrowe jedzenie, ale czasem zdarza się, że sięgnę po coś słodkiego.

Bakcillus: My, bakterie jelitowe, jesteśmy destruentami. Pomagamy w trawieniu jedzenia i utrzymaniu równowagi w jelitach.

Reporter: Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Adam: Ja jestem konumentem, czyli konsumentem, który spożywa produkty innych organizmów.[niezbyt poprawna definicja, wymaga stylistycznej poptawy]

Bakcillus: A my jesteśmy destruentami, czyli organizmami, które rozkładają substancje organiczne, pomagając w procesie trawienia.

Reporter: Teraz pytanie o wasze relacje symbiotyczne. Jakie to są?

Adam: Nie jestem pewien, czy to będzie symbioza, ale na pewno współpracuję z roślinami, oddychając tlenem, który one produkują. [zła definicja symbiozy w tym kontekście. Relacje powinny się odnosić do bakterii jelitowych, fragment wymagający poprawy]

Bakcillus: My mamy bardziej złożoną relację z organizmem gospodarza. To jest właśnie symbioza, zwłaszcza mutualizm obligatoryjny. Pomagamy w trawieniu i dostarczamy niektóre substancje odżywcze, a w zamian otrzymujemy schronienie i pożywienie.

Reporter: Jakie są korzyści z tej symbiozy?

Adam: Dzięki bakteriom, moje jelita są zdrowe, a ja dostaję więcej składników odżywczych z jedzenia.

Bakcillus: Mamy zapewnione warunki do życia i dostęp do substancji, które są dla nas istotne.

Reporter: Co planujecie na przyszłość?

Adam: Chciałbym zdobyć więcej wiedzy i być może pomagać w ochronie środowiska.

Bakcillus: Myślimy o tym, by nadal utrzymywać zdrową równowagę w jelitach i wspierać organizm gospodarza.

Reporter: A co myślicie o oddziaływaniach antagonistycznych, takich jak drapieżnictwo i pasożytnictwo?

Adam: No, drapieżnictwo brzmi strasznie, ale w przyrodzie to część równowagi. Ważne, żebyśmy wszyscy znaleźli swoje miejsce.

Bakcillus: W przypadku pasożytnictwa, staramy się unikać tego rodzaju relacji, bo mutualizm nam lepiej służy.

Reporter: Na zakończenie, co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki?

Adam: Zachęcam do aktywności na świeżym powietrzu i eksplorowania natury. To świetny sposób na naukę i dobrą zabawę!

Bakcillus: Dodam od siebie, że warto dbać o zdrową dietę, bo to przekłada się także na dobre samopoczucie.

Reporter: Dziękuję wam obu za rozmowę. Cieszę się, że mogłem poznać bliżej wasze fascynujące światy.

I kolejny przykład, zmieniłem tylko bohaterów, lecz tematyka podobna. "Jesteś reporterem lokalnej gazetki (radia), odbiorcą jest uczeń szkoły podstawowej w wieku 12-14 lat, napisz wywiad z gatunkiem chruścika, którego larwy żyją w wodzie oraz z gatunkiem osiadłego orzęska, który porasta m.in. powierzchnię ciała larwy chruścika, które łączą oddziaływania typu komensalizm uwzględnij pytania: 1. kim jesteś (pytania do obu gatunków), 2. jaką rolę pełnisz w ekosystemie (odpowiedzi obu gatunków, 3. na jakim poziomie troficznym się znajdujesz (producenci, konsumenci, destruenci), 4. jaki typ oddziaływania, kto jest twoim partnerem w oddziaływaniu typu komensalizm, 5. opisz korzyści jakie odnosisz w związku ze swoim ekologicznym partnerem? 6 Co planujecie w przyszłości. 7. Co sądzicie o oddziaływaniach antagonistycznych typu drapieżnictwo i pasożytnictwo. 8 co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki. Tekst ułóż w formie wywiadu"


Bing, Styl kreatywny

Witaj, drogi czytelniku! Dziś mam dla ciebie wyjątkowy wywiad z dwoma niezwykłymi stworzeniami, które żyją w naszych wodach. Są to chruścik i orzęsek, a łączy ich niezwykła przyjaźń. Poznaj ich bliżej i dowiedz się, jak żyją, co jedzą i co myślą o świecie.

Reporter: Witam was serdecznie, chruściku i orzęsku. Cieszę się, że zgodziliście się na rozmowę. Powiedzcie mi, kim jesteście i gdzie żyjecie?

Chruścik: Cześć, reporterze. Jestem chruścikiem, czyli owadem wodnym, który ma przeobrażenie zupełne. To znaczy, że z jajka [jaja] wykluwam się jako larwa, która żyje w wodzie, a potem zmieniam się w dorosłego owada, który lata nad wodą. Moja larwa ma ciało pokryte włoskami i skrzydłami [larwa nie ma skrzydeł, nazwa Trichoptera, włoskoskrzydłe odnosi się do owłosionych skrzydeł imago a nie larwy. Choć larwy maja oczywiście różne rzęski i szczeciny] , a na końcu odnóża analne z pazurkiem. Żyję w różnych typach wód, ale najczęściej w strumieniach i rzekach o czystej i dobrze natlenionej wodzie.

Orzęsek: A ja jestem orzęskiem, czyli pierwotniakiem, który ma liczne rzęski służące do pływania. Mam tylko jedną komórkę, ale za to bardzo skomplikowaną. Mam dwa jądra: mikronukleus i makronukleus, które pełnią różne funkcje. Mam też otwór gębowy i odbyt [to nie jest otwór gębowy sesnu stricte], przez które pobieram i wydal am pokarm. Żyję w wodach słodkich i słonych, ale najczęściej wśród roślinności wodnej lub na powierzchni innych organizmów, takich jak larwy chruścików.

Reporter: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie? Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Chruścik: Moja rola w ekosystemie jest bardzo ważna. Jako larwa jestem konsumentem drugiego rzędu, czyli zjadam glony, bakterie, detrytus i inne drobne organizmy. Przy okazji filtruję wodę i poprawiam jej jakość. Jako dorosły owad jestem pokarmem dla ryb, ptaków i nietoperzy. Moja obecność w wodzie świadczy o jej dobrej kondycji ekologicznej. [jest wiele róznych gatunków chruścików, są także i drapieżne larwy]

Orzęsek: Ja też jestem konsumentem drugiego rzędu, ale nie zjadam tego samego co chruścik. Ja preferuję bakterie, grzyby, pierwotniaki i drobne cząstki organiczne. Nie filtruję wody, ale za to pomagam utrzymać równowagę biologiczną. Jako orzęsek jestem pokarmem dla wielu innych organizmów, takich jak wrotki, widłonogi, larwy owadów i ryby.

Reporter: Jaki typ oddziaływania łączy was ze sobą? Kto jest waszym partnerem w oddziaływaniu typu komensalizm? Opiszcie korzyści, jakie odnosicie w związku ze swoim ekologicznym partnerem.

Chruścik: Nasze oddziaływanie jest typu komensalizm, czyli takiego, w którym jeden organizm korzysta z drugiego, nie szkodząc mu. Ja jestem gospodarzem, a orzęsek jest komensalem. Orzęsek osiada na mojej powierzchni ciała i tam znajduje schronienie i pokarm. Ja nie mam z tego żadnej korzyści, ale też nie ponoszę żadnej straty. Nie przeszkadza mi to, że orzęsek jest ze mną, bo jest bardzo mały i lekki.

Orzęsek: Ja jestem komensalem, a chruścik jest gospodarzem. Ja korzystam z chruścika, bo dzięki niemu mam bezpieczne miejsce do życia i łatwy dostęp do pokarmu. Chruścik przemieszcza się w wodzie i napędza do mnie drobne cząstki, które mogę zjeść. Nie szkodzę mu w żaden sposób, bo nie żeruję na nim ani nie zabieram mu jego pokarmu. Jestem mu wdzięczny, że pozwala mi być z nim.

Reporter: Co planujecie w przyszłości? Jakie macie marzenia i cele?

Chruścik: Moim planem na przyszłość jest przeobrażenie się w dorosłego owada i znalezienie partnera do rozmnażania. Chciałbym też poznać świat poza wodą i zobaczyć, co się dzieje nad nią. Moim marzeniem jest, żeby woda, w której żyję, była zawsze czysta i pełna życia.

Orzęsek: Moim planem na przyszłość jest rozmnażanie się i wymiana materiału genetycznego z innymi orzęskami. [to nawiązanie do koniugacji jako procesu płciowego]  Chciałbym też poznawać nowe miejsca i organizmy, z którymi mogę się związać. Moim marzeniem jest, żeby nigdy nie zabrakło mi pokarmu i schronienia.

Reporter: Co sądzicie o oddziaływaniach antagonistycznych typu drapieżnictwo i pasożytnictwo? Czy macie jakichś wrogów lub zagrożenia?

Chruścik: Sądzę, że oddziaływania antagonistyczne są naturalną częścią życia i nie można ich uniknąć. Każdy musi się bronić przed drapieżnikami i pasożytami, bo to kwestia przetrwania. Moimi wrogami są ryby, ptaki, nietoperze i niektóre owady, które chcą mnie zjeść. Moimi zagrożeniami są też zanieczyszczenie wody, susza, zmiany klimatu i ludzka ingerencja.

Orzęsek: Sądzę, że oddziaływania antagonistyczne są nieprzyjemne i niepotrzebne. Nie lubię, gdy ktoś chce mnie zjeść lub wykorzystać. Wolę żyć w pokoju i harmonii z innymi organizmami. Moimi wrogami są wrotki, widłonogi, larwy owadów i ryby, które chcą mnie zjeść. Moimi zagrożeniami są też zanieczyszczenie wody, zmiany temperatury i pH, niedobór tlenu i konkurencja.

Reporter: Co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki? Jak mogą was poznać i lepiej zrozumieć?

Chruścik: Poradzę uczniom, żeby wybrali się nad wodę i spróbowali znaleźć moje larwy. Można je łatwo rozpoznać po tym, że budują sobie domki z różnych materiałów, takich jak piasek, kamienie, rośliny, muszle. Można je też zobaczyć pod mikroskopem i podziwiać ich ciekawą budowę. Proszę tylko, żeby nie niszczyli moich domków ani nie zabierali mnie ze sobą, bo nie przeżyję poza wodą.

Orzęsek: Poradzę uczniom, żeby wybrali się nad wodę i spróbowali znaleźć mnie na powierzchni innych organizmów. Można mnie łatwo rozpoznać po tym, że jestem bardzo mały i mam wiele rzęsek. Można mnie też zobaczyć pod mikroskopem i podziwiać moją złożoną komórkę. Proszę tylko, żeby nie dotykali mnie ani nie zabierali mnie ze sobą, bo nie lubię zmian środowiska.

Reporter: Dziękuję wam bardzo za rozmowę i życzę wam


Źródła podane przez AI (jak widać nie wszystkie są sensowne, bo pomylone z ciastkami faworkami i nazwiskiem prawnika): 

1. Orzęski – Wikipedia, wolna encyklopedia

2. orzęsek - definicja, synonimy, przykłady użycia

3. orzęsek – Słownik języka polskiego PWN

4. Chruściki – Wikipedia, wolna encyklopedia

5. Faworki | AniaGotuje.pl

6. Chróścik Kancelaria Radców Prawnych – kompleksowa obsługa prawna ...

7. https://sjp.pwn.pl/sjp/

GenAI ma duże problemy z generowaniem obrazów bezkręgowców. Chyba w treningu zabrakło dobrej bazy wyjściowej. A nie da się pokierować tak jak ręką artysty. Przynajmniej na razie.



Chat GPT wygenerował taki wywiad, to takiego samego promptu:

Reporter: Cześć! Dziś mamy wyjątkowy wywiad z dwoma niesamowitymi mieszkańcami naszego lokalnego ekosystemu. Z nami są chruścik i osiadły orzęsek. Zacznijmy od przedstawienia się. Kim jesteście?

Chruścik: Cześć! Jestem chruścik, a dokładniej jego larwą. Moje larwy żyją w wodzie i jesteśmy często spotykane w strumieniach i jeziorach.

Orzęsek: Witajcie! Ja to osiadły orzęsek, roślina wodna, która ma tu swoje korzenie. [poważny błąd, pomylenie orzęska z rośliną!]

Reporter: Super! A teraz pytanie dla was obojga: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie?

Chruścik: Jako larwy, pełnimy rolę konsumencką. Żywimy się detrytusem i drobnymi organizmami w wodzie, pomagając utrzymać równowagę w tym środowisku.

Orzęsek: A ja, jako roślina, jestem producentem. Fotosynteza to nasza specjalność, dostarczając tlen i tworząc składniki odżywcze dla innych organizmów. [konsekwentnie popełniany błąd mylący orzęska z roslinami]

Reporter: Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Chruścik: Jesteśmy konsumentami, ponieważ spożywamy organizmy na niższych poziomach troficznych.

Orzęsek: A ja jestem producentem, czyli zaczynam łańcuch pokarmowy. [c.d. błędu, pomylenie autotrofów z orzęskami]

Reporter: Teraz pytanie o wasze relacje komensalne. Jakie to są?

Chruścik: Otóż, osiadły orzęsek porasta moje ciało. To jest komensalizm. Ona zyskuje sobie wygodne miejsce, a ja... cóż, trochę ozdoby!

Orzęsek: Tak, to prawda. Chruścik dostarcza mi wsparcia fizycznego, a ja nie wpływam na niego w żaden sposób.

Reporter: Jakie są korzyści z tej relacji?

Chruścik: Dla mnie to wygodne schronienie i dodatkowa ochrona przed drapieżnikami.[należałoby opisać jako kamuflaż]

Orzęsek: Mam pewność, że moje korzenie znajdują się w stabilnym środowisku, a przy okazji mam wrażenie, że wyglądam bardziej stylowo na grzbiecie chruścika. [konsekwencja błędu pomylenia z roślinami. Orzeski poroślowe nie maja korzeni!]

Reporter: Co planujecie na przyszłość?

Chruścik: Chcemy nadal współpracować. Ja będę chronił osiadłego orzęska, a ona niech dalej zdobi moje ciało. [orzęsek to rodzaj męski a nie żeński]

Orzęsek: Mam nadzieję, że nasza harmonijna współpraca przetrwa i pomoże nam obu rozwijać się w tym środowisku.

Reporter: A co myślicie o oddziaływaniach antagonistycznych, takich jak drapieżnictwo i pasożytnictwo?

Chruścik: Nie jestem fanem drapieżnictwa, ale wiem, że to naturalna część ekosystemu. Współpraca z osiadłym orzęskiem sprawia, że czuję się bezpieczniej.

Orzęsek: Odnoszę się z dystansem do pasożytnictwa. Wolałabym unikać tego rodzaju relacji i pozostać przy mojej symbiozie z chruścikiem.

Reporter: Na zakończenie, co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki?

Chruścik: Zachęcam wszystkich do odkrywania tajemnic wód śródlądowych. To fascynujące miejsce, pełne życia!

Orzęsek: Dodam od siebie, że warto podziwiać piękno przyrody i cieszyć się harmonią, jaką możemy znaleźć w naturalnych związkach między różnymi organizmami.

Prompt uzupełniający: "Orzęsek nie jest roślina, to jednokomórkowy protist, proszę popraw wywiad."

ChatGPT "Przepraszam za pomyłkę. Dziękuję za sprostowanie. Poprawiam wywiad":

Reporter: Cześć! Dziś mamy wyjątkowy wywiad z dwoma fascynującymi mieszkańcami naszego lokalnego ekosystemu. Z nami są chruścik i osiadły orzęsek. Zacznijmy od przedstawienia się. Kim jesteście?

Chruścik: Cześć! Jestem chruścik, a dokładniej jego larwą. Moje larwy żyją w wodzie i są często spotykane w strumieniach i jeziorach.

Orzęsek: Hej! To ja, osiadły orzęsek, jednokomórkowy protist, który osiedla się na różnych substratach, w tym ciałach larw chruścika.

Reporter: Super! A teraz pytanie dla was obojga: Jaką rolę pełnicie w ekosystemie?

Chruścik: Jako larwy, pełnimy rolę konsumencką. Żywimy się detrytusem i drobnymi organizmami w wodzie, pomagając utrzymać równowagę w tym środowisku.

Orzęsek: A ja, jako jednokomórkowy protist, jestem destruentem. Pomagam w rozkładzie substancji organicznych i utrzymaniu czystości w wodzie.

Reporter: Na jakim poziomie troficznym się znajdujecie?

Chruścik: Jesteśmy konumentami, ponieważ spożywamy organizmy na niższych poziomach troficznych.

Orzęsek: A ja jestem destruentem, czyli biorę udział w procesie rozkładu substancji organicznych.

Reporter: Teraz pytanie o wasze relacje komensalne. Jakie to są?

Chruścik: Otóż, osiadły orzęsek osiada na moim ciele, co stanowi rodzaj komensalizmu. Ona zyskuje sobie wygodne miejsce, a ja dostaję nietypowego, ale pomocnego lokatora.

Orzęsek: Tak, to prawda. Chruścik dostarcza mi powierzchni do osiedlenia, a ja nie wpływam na niego w żaden sposób.

Reporter: Jakie są korzyści z tej relacji?

Chruścik: Dla mnie to wygodne schronienie i dodatkowa ochrona przed drapieżnikami.

Orzęsek: Dzięki temu mam stałe miejsce do osiedlenia i dostęp do substancji organicznych w wodzie.

Reporter: Co planujecie na przyszłość?

Chruścik: Chcemy nadal współpracować. Ja będę chronił osiadłego orzęska, a ona niech dalej zdobi moje ciało.

Orzęsek: Mam nadzieję, że nasza harmonijna współpraca przetrwa i pomoże nam obu rozwijać się w tym środowisku.

Reporter: A co myślicie o oddziaływaniach antagonistycznych, takich jak drapieżnictwo i pasożytnictwo?

Chruścik: Nie jestem fanem drapieżnictwa, ale wiem, że to naturalna część ekosystemu. Współpraca z osiadłym orzęskiem sprawia, że czuję się bezpieczniej.

Orzęsek: Odnoszę się z dystansem do pasożytnictwa. Wolałabym unikać tego rodzaju relacji i pozostać przy mojej symbiozie z chruścikiem.

Reporter: Na zakończenie, co poradzicie uczniom na czas wakacji lub weekendowej wycieczki?

Chruścik: Zachęcam wszystkich do odkrywania tajemnic wód śródlądowych. To fascynujące miejsce, pełne życia!

Orzęsek: Dodam od siebie, że warto podziwiać piękno przyrody i cieszyć się harmonią, jaką możemy znaleźć w naturalnych związkach między różnymi organizmami.

Efekt uzyskamy bardzo szybko. Najwięcej pracy zajmie przygotowanie dobrej instrukcji (promptu). Musimy mieć przemyślane najważniejsze kwestie i to, czego oczekujemy. Uczeń wykaże się wiedza na etapie układania promptu jak i ewentualnym poprawianiu. Zapewne nie uda się osiągnąć dobrego efektu za pierwszym razem. Potrzebny jest dialog i kilkakrotne doprecyzowanie. Wysiłek ucznia nie jest związany z układaniem kompozycji słownej wywiadu lecz na takim modyfikowaniu promptu by uzyskać pożądanym, ciekawy efekt. Redaktor umiejętnym kreśleniem ram tworzy efekt końcowy. Do tego można dołączyć generowanie grafiki. Z tym też nie jest łatwo. AI do swojej nauki dostała chyba zbyt mało grafik bezkręgowców, stąd liczne błędy i brak realizmu, np. w generowaniu larw chruścików i porastających je orzęsków kolonijnych. 

29.02.2024

Słoiki refleksji


Uniwersytet to dobre miejsce do eksperymentowania. Takim przynajmniej powinien być. Także w zakresie edukacji i metod dydaktycznych. W tym roku eksperymentuję ze słoikami refleksji (pamięci). Myślę, że pomysł przydatny może być także w szkole być może i w przedszkolu także. Jest w wersji analogowej a więc łatwy do zrealizowania i modyfikowania. 

Pomysł nawiązuje do wdrażania do myślenia refleksyjnego. Inspiracją były  Słoiki Pamięci, wieszane na drzewie w pewnej warmińskiej miejscowości, gdzie każdy mieszkaniec wsi wkładał coś, co miało pozostać jak w kapsule czasu, coś co chciał, żeby przetrwało. Były to bardzo różnorodne, niewielkie przedmioty. Drugą inspiracją były mikroaktywności na wykładach. Drobne czynności skłaniające studentów do przemyśleń, wypowiedzi ustnych czy pisemnych. I do notowania manualnego.

Słoik pamięci pojawia się na moich wykładach a studenci mają możliwość zapisania swoich pytań lub refleksji na kartkach i włożenia na koniec do słoika. Potem czytam zawartość i jeśli są to pytania, to na nie odpowiadam. Ale te refleksje mogą być dostępne także dla studentów, jako swoista tablica informacyjna. Sprawdzam różne możliwości.

Może być jeden (bo jestem wędrownym wykładowcą) lub kilka, każdy z innym podpisem, np. "3 najważniejsze rzeczy, jakich się nauczyłam (em)", "2 nowe rzeczy, które chcę sprawdzić/wypróbować" , "1 pytanie, które wciąż mam w głowie." Mogą to być także pytania, które chcieliby otrzymać na kolokwium (klasówce, egzaminie) lub krótkie myśli podsumowujące lekcje (wykłady). 

Można oczywiście zaproponować coś innego. Myślę, że nie powinno być więcej niż 5 słoików. Ja uzupełniająco na zajęciach wykorzystuję jeden słoik - słoik pamięci, do zapisywania mysli z wykładu. W szerszej wersji studentki mają możliwość pisania swoich własnych dzienników refleksji w wersji cyfrowej. To znacznie pojemniejsze "słoiki". 

W szkole uczniowie pod koniec lekcji zapisują swoje myśli i wkładają do odpowiednich słoików Można do jednego, można do kilku (ale każda myśl na osobnej karteczce). Ma to teoretycznie skłonić uczniów do mikrofefleksji i pisania manualnego.

Po kilku lekcjach, na lekcji powtórzeniowej z działu, można zrobić tak: Nauczyciel dzieli uczniów na 3-5 zespołów. Uczniowie po kolei wyjmują (losowo) karteczki ze słoików refleksji (wrzucane w czasie kolejnych lekcji w tym dziale: 3 najważniejsze rzeczy, jakich się nauczyłam, 2 nowe rzeczy, które chcę sprawdzić/wypróbować, 1 pytanie, które wciąż mam w głowie). Następnie uczeń, który wylosował karteczkę odczytuje ją i próbuje odgadnąć z jakiej lekcji pochodzi (temat lekcji). Za poprawną odpowiedź zespół (drużyna) otrzymuje punkt. Jeśli karteczka pochodzi ze słoika „2 nowe rzeczy, które chcę sprawdzić/wypróbować: lub „1 pytanie, które wciąż mam w głowie.” Dowolna osoba z zespołu może na nią udzielić odpowiedzi. Za poprawną odpowiedź drużna uzyskuje dodatkowy punkt. Gra toczy się do czasu wyczerpania wszystkich karteczek z trzech słoików lub gdy upłynie wyznaczony wcześniej czas. Wygrywa zespół (drużyna), który uzyska najwięcej punktów.

Możliwe modyfikacje. Zamiast słoików mogą być woreczki lub pudełka kartonowe. Niektórzy nauczyciele krótkie podsumowania rozmieszczają po całej klasie (na drzwiach, ścianach, szafkach). To forma przypominania najważniejszych kwestii z minionych lekcji. 

Inna wersją jest wykorzystanie kostki, rzuca się nią na początku lub na końcu lekcji. Na kostce (może być kilka w różnych kolorach) znajdują się pytania. Takie kostki metodyczne zostały opracowane przez Danutę Sternę. Warto poszukać i się zainspirować. W wersji z kostkami uczniowie nie tworzą pytań albo podsumowań, te są gotowe, na kostkach. Losowość służy jedynie do stawiania podobnych pytań w odniesieniu do lekcji. Przykład z kostek Danuty Sterny:

Kostka niebieska – DOBRY POCZĄTEK
Pytania na ściankach kostki:
  • Co cię zainteresowało w tym temacie?
  • Jak wytłumaczysz innemu uczniowi, dlaczego ten temat jest ważny?
  • O czym, twoim zdaniem, będzie ta lekcja?
  • Jakie masz pytania związane z tym tematem?
  • Co już wiesz na ten temat?
Kostka czerwona – PODSUMOWYWANIE
Pytania na ściankach kostki:
  • Czego jeszcze chcesz się dowiedzieć na ten temat?
  • Jak, twoim zdaniem, najlepiej nauczyć kogoś tego tematu?
  • Co z tego tematu jest dla ciebie ważne?
  • Jak zastosujesz ten temat w życiu?
  • Co z tego tematu powinniśmy zapamiętać?
Teoretycznie zeszyt szkolny może służyć do spisywania refleksji. Ciekaw jestem czy tak jest (bywa) wykorzystywany. Do zapisywania własnych, uczniowskich podsumować, pytań, planów itp. Zazwyczaj nauczyciele czuwają nad treścią notatek, które pojawiają się w zeszytach. Mniej wtedy swobody dla ucznia. Ja stosuję ze studentami dzienniki refleksji, umieszczane i prowadzone w mediach społecznościowych. Ale tam są dłuższe wypowiedzi. I pełna swoboda w doborze treści oraz formy. 

24.02.2024

Co nakłoniło Profesora do takiej zmiany w sposobie nauczania?

Zajęcia poza murami uniwersytetu. Jedna z wielu praktycznych lekcji edukacji.
 

Tytułowe pytanie padło na pierwszym wykładzie dla studentek pedagogiki. Przedstawiłem program i propozycje oceniania (a w zasadzie odejście od typowego oceniania cyfrowego). Wdrażam także pomysły na mikroaktywności w czasie wykładu. Bo lepiej uczymy się aktywnie niż pasywnie. Po prostu, wdrażam zdobytą wiedzę i sprawdzam ją w praktyce. Jak niewierny Tomasz, nie uwierzę jeśli sam palcem nie dotknę. Jedną z takich mikroaktywności były pytania, które studentki mogły umieścić w nowo założonym zespole na Teamsach.

Dlaczego stosuję dodatkowy kontakt online asynchronicznie, kiedy pandemia dawno minęła? To się wyjaśni w dalszej części i w próbie odpowiedzenia na jedno z postawionych pytań: "Co nakłoniło Profesora do takiej zmiany w sposobie nauczania?"

Pytanie niby proste lecz jest tak naprawdę trudne. Sam wcześniej sobie go nie zadawałem. Może w jakiś podobny i cząstkowy sposób tak. Ale nie tak jednoznacznie i konkretnie. Pytanie, które zmusiło mnie do przemyśleń i analiz. I wiem, że ta moja pierwsza odpowiedź będzie niepełna. Warto będzie do tego pytania wracać i odpowiadać po wielokroć. Za każdym razem będzie lepiej przemyślana i analizowana z innej perspektywy.

Jest wiele powodów, niczym małych strumyczków, które na długim odcinku łącząc się utworzyły dużą rzekę. Dały masę krytyczną, jak przy eksplozji bomby atomowej. Jestem na początku zmian. Czuję, że będą one przyspieszały, bo nabieram odwagi i doświadczenia. A także dlatego, że dużo innych osób podobnie, oddolnie zmienia edukację w różnych miejscach. Dawniejsze intuicje pedagogiczne systematycznie zyskują nie tylko lepszą podbudowę teoretyczną, ale i więcej doświadczenia i dobrych praktyk. Edukację można zmieniać od zaraz. Tu gdzie jesteś, z tym co masz do dyspozycji. Największą barierą jest własna głowa i wyobrażone przeszkody, utrwalone instytucjonalnie rutyny. Czasem warto spróbować je przełamać. Najwyżej głowa zaboli od walenia głową w mur. A może ten mur to atrapa, ułuda?

Nie ma na co czekać, można tu i teraz, w granicach jakie są. Najpierw było to nieśmiałe hakowanie systemu, teraz są to śmielsze zmiany. Bez problemu udało się namówić koordynatorkę przedmiotu do zmiany zapisu w sylabusie i literalne odejść od kolokwiów i egzaminu pisemnego, sprawdzającego wiedzę teoretyczną. Teraz wszystko jest jawnie i ugruntowane w istniejących przepisach. Wystarczyło wskazać, że sprawdzane będą zakładane efekty kształcenia. I tak studenci mają wybór sposobu zaliczenia i formy egzaminu, w tym mogą wybrać nie tylko tradycyjny egzamin lecz projekt oraz dziennik refleksji. Wybór to poszerzanie wolności i tworzenie przyjaznej przestrzeni do uczenia się i przejmowania odpowiedzialność za własny proces uczenia się. W pytaniu jest jeszcze stary termin „nauczanie”, też go odruchowo jeszcze używam. Staram się jednak używać bardziej poprawnego merytorycznie terminy „uczenie się”. A zamiast słowa nauczyciel używać projekczyciel (projektant procesu i środowiska uczenia się).

Próbuję zmieniać w wielu miejscach. Mniej lub bardziej. Co roku trochę więcej. Bo nie od razu Kraków zbudowano. Zmiana wymaga wysiłku a na wszystkich przedmiotach nie jestem w stanie na tak wielki wysiłek.

Dojrzewałem ponad 40 lat. Już na studiach na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie (po wpływem lektur i przekazu od niektórych wykładowców). Potem były szerokie dyskusje o zmianach edukacji po roku 1989. I potem było ciągłe zderzanie się z niewydolną, biurokratyczną rutyną. Dopiero po latach dostrzeżono fakt, że znajdujemy się w czasach trzeciej rewolucji technologicznej i wynikających z niej ogromnych przekształceń cywilizacyjnych. Z czasem nawet na uczelniach wyższych kostniała tradycja szkolna, ubywało uniwersyteckiej wolności i swobody. Weszły sylabusy, tabelki itp. Dokładniej odwzorowywano stary system. Choć teraz na wielu uczelniach widać sensowne zmiany. Ale nie zawsze ma się szczęście być w drużynie liderów. Nie szkodzi, w każdym miejscu i w każdych warunkach można coś zmienić na lepsze. Trzeba tylko rozumieć świat wokół nas.

Skończyłem dobre studia pedagogiczne, nauczycielski kierunek biologia na WSP w Olsztynie. Teoretycznie byłem dobrze przygotowany do zawodu zarówno nauczyciela jak i naukowca. Ale, w tak zwanym międzyczasie, wszystko się zmieniło. To tak, jakby uszyć sobie dobrze zaprojektowane ubranie zimowe a po wyjściu z domu okazuje się, że jest już lato. Dobre ubranie lecz nieadekwatne do sytuacji.

Cały czas dokształcałem się. Zaczęło się od kursu szybkiego czytania i mapy myśli. Potem były przygody z lapbookiem, kamishibai, grami edukacyjnymi i wieloma działaniami w zakresie edukacji pozaformalnej oraz aktywnymi metodami nauczania (uczenia się). To nie tylko lektura dobrych książek lecz i ciągłe sprawdzania w działaniu na zajęciach z uczniami, studentami, osobami dorosłymi i słuchaczami uniwersytetów trzeciego wieku.

Pierwsze nieśmiałe zmiany miałem okazję wprowadzić wiele lat temu, na nowo utworzonym przedmiocie „autoprezentacja”. Dostałem coś nowego i mogłem zaprojektować od samego początku: uczenie się komunikacji i odejście od sprawdzania wiedzy pamięciowej. Bardziej nastawiłem się na umiejętności praktyczne. To wtedy pierwszy raz nieświadomie zastosowałem mikropotwierdzenia w postaci dyplomików. Niby zabawa, ale teraz wiem że do dobrze udowodniony naukowo i efektywny mechanizm uczenia się. 

Miałem też szczęście. Dostawałem w większości przedmioty „mało ważne”, gdzie nie było egzaminów, tylko zaliczenie. A więc miałem większą wewnętrzną swobodę w wyborze sposobu zaliczenia. Najpierw jako asystent, co zrozumiałe, ale zostało mi to na dłużej. W hierarchii akademickiego porządku dziobania i myślenia o ważności osoby, sytuowałem się gdzieś na obrzeżach. Ale w ekologii znane jest zjawisko, że na skraju populacji (zasięgu występowania) najwięcej zachodzi zmian. I to tu możliwe są szybkie i głębokie ewolucyjne adaptacje. Uniknąłem więc szybkiego wpadnięcia w koleiny rutyny „bo tak się robi”, rutyny testów, mentalności szkoły przemysłowej (pruska szkoła) itp.

Samemu zmiany trudno jest wprowadzać. A zazwyczaj w jednym miejscu nie ma zbyt wielu osób chętnych do wychodzenia poza schematy. Skoro nie było impulsu w miejscu pracy, to znalazłem oparcie i inspiracje w innych grupach zewnętrznych. Internet wiele ułatwił, bo można było odnaleźć się w wielkiej sieci z ludźmi podobnie myślącymi. I co ważniejsze, działającymi. Mogłem się uczyć i nabierać odwagi. Dyskusja o edukacji odbywała się nie tylko okazjonalnie na różnych konferencja, np. w Centrum Nauki Kopernik ale i w grupie Superbelfrów, na konferencjach Ideatorium czy Inspiracje  itp. Nazwałbym to crowdlearningiem oraz współpracą w rozproszonym zespole, także w trakcie realizacji różnych zadań edukacyjnych: podręczniki szkolne, materiały edukacyjne, projekty itp.

Jeśli wziąć pod uwagę kompetencje osobowe to na pewno jest nią otwartość i gotowość na współpracę z innymi. Paradoksalnie w polskich warunkach mocno cierpimy na braki w umiejętnościach współpracy. I jeszcze gotowość do rozwoju i uczenia się. 

Kolejnym impulsem była szybko rozwijająca się ostatnio wiedza o ludzkim mózgu (neuronauki, neurodydaktyka). Biolodzy udowodnili to, co przeczuwali pedagodzy. Intuicje znalazły mocne potwierdzenie naukowe w mechanizmach biologicznych (tak jak zioła, kiedyś ich działanie tłumaczono magią, dziś procesami fizjologicznymi organizmu i na poziomie molekularnym).

Kolejny strumyk to narastającym postęp technologiczny i ogromne zmiany społeczne w komunikacji i edukacji, związane z internetem, mobilnymi aplikacjami a teraz i generatywną sztuczną inteligencją. Nie trudno dostrzec, że uczymy się inaczej i jesteśmy innym społeczeństwem. Nie da się dłużej czekać, i nawiązując do wcześniejszej analogii, udawać, że zimowa kurtka jest dobra na letnią pogodę.

I w końcu okazja. Próbuję nieśmiało od co najmniej kilku lat (a w zasadzie od samego początku). Teraz pojawił się nowy przedmiot dla pedagogów i współpraca z Wydziałem Nauk Społecznych. Otwarci i życzliwi studenci, odważni na eksperymenty i zmiany.

Nie da się dłużej odpowiedzialnie uczyć bez głębokich zmian w systemie edukacji i sposobie myślenia o procesie uczenia się. Zazwyczaj duże zmiany chcą wprowadzać młodzi ludzie, tuż po studiach, z głowami pełnymi ideałów i wiary we własne siły. Został we mnie klimat młodzieńczego zapału. I zmieniam. Po kawałeczku, tylko tyle ile potrafię, ile sam się nauczę i odkryję, w tym wspólnie ze studentkami. W tym procesie uczą się dwie strony: wykładowca i studenci. 

18.02.2024

Żywe kultury literatury

Okładka monografii


Okładka opisywanej monografii nawiązuje do nauk ścisłych: kolba z chemicznego lub biologicznego laboratorium, strzykawki jak w medycynie i słowne nawiązanie do żywych kultur bakteryjnych. Ale słowa wskazują jeszcze na coś innego: epika, liryka, dramat i literatura. Dwuznaczne żywe kultury okazują się nawiązywać do literatury. Zaskakujące jest także zestawienie inicjatorów i redaktorów jednocześnie: Wydział Lekarski oraz Związek Literatów Polskich. Pozornie zaskakujące połączenie. Lecz ja odbieram jako dobrą i wartościową interdyscyplinarność. Tytuł jest już jednoznaczny, i naukowo precyzyjny:  Kulturotwórcza i terapeutyczna rola literatury. Terapia kojarzy się z medycyną i strzykawkami. Lecz lekiem, zawartym w strzykawkach, okazuje się literatura.

Z zaproszenia do tej monografii skorzystałem z przyjemnością. Uwzględniłem kilka elementów. Po pierwsze nawiązałem do znanej mi książki profesora Tryjanowskiego, łączącej ornitologię i terapię. Po drugie do mojego malowania. I po trzecie do dzienników refleksji czyli do pisania sensu stricte. Teraz zachęcam do takiego pisania studentów, z którymi mam zajęcia. 

"Piszę dziennik refleksji i maluję butelki. To moja arteterapia i literaturoterapia. I nie jestem w tym odosobniony. Człowiek jest zanurzony przyrodzie, jest jej częścią. Potrzebuje z nią kontaktu, niektórzy filozofowie mówią o biofilii. Człowiek jest też gatunkiem społecznym i potrzebuje relacji z innymi. W końcu jest gatunkiem twórczym i myślącym, czerpie radość z mówienia, pisania i malowania. Nawet na studiach czy w czasie pracy. Twórczość daje poczucie sprawstwa i ratuje przed znużeniem i wypaleniem zawodowym. Pisanie nie tylko rozwija lecz i leczy, podobnie jak wspólne malowanie np. butelek, kamieni czy starych dachówek."

Gotowa książka dotarła do mnie w bardzo nietypowy sposób. A było to tak. Przez telefon dostałem "cynk" by odebrać przesyłkę. Miejsce było tuż przy Zaułku Stawki Większej Niż Życie. Więc uznałem, że to tajna przesyłka. Czujecie już ten klimat z Hansem Klosem? Stawiłem się we wskazanym miejscu. Było nietypowe bo to restauracja. Barman, po usłyszeniu "hasła", podał mi papierową teczkę od Andrzeja Cieślaka. Przesyłka była w punkcie kontaktowym, typowym dla konspiracji czy akcji szpiegowskich. Schowałem do plecaka (pogoda była deszczowa) i dopiero w domu otworzyłem. A w środku trzy książki. W tym jedna monografia z moim artykułem, powstała w ramach bardzo oryginalnego projektu, realizowanego przez Wydział Lekarski UWM w Olsztynie i Związek Literatów Polskich. A pośród nich mały udział Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie. Tak, to mały wydział lecz ważny i potrzebny całemu uniwersytetowi. Bo potrafimy współpracować z otoczeniem UWM i z innymi wydziałami. I chcemy opowiadać o różnych naszych i nie tylko naszych odkryciach. Nawet o arteterapii przez malowanie i pisanie. W tekście jest także o mojej nowince dydaktycznej w postaci dziennika refleksji. Żywe kultury... tym razem nie bakterii.

Artykuł kończy się takimi słowami: "I na koniec malowanie w samotności lub z innymi, niczym przy spotkania przy darciu pierza czy łuskaniu fasoli. Można być i milczeć. Mówić można lecz nie trzeba. Być i malować to, co się przeżywa, to co w przyrodzie. Ja maluję głównie zioła i owady. Na tym co wyrzucone i pozornie niepotrzebne. Na starych dachówkach, polnych kamieniach, słoikach i butelkach. Wspólne malowanie to przywracanie wartości i sensu. Nie ma rzeczy i nie ma ludzi niepotrzebnych.

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, które jest warunkiem rozwoju cywilizacji i do którego prawo ma każdy. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Podobnie jest ze sztuką. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzegam nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Oraz społeczne bycie z innymi czyli wspólną arteterapię. Motywem malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Zebranym "śmieciom" nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym nowej ważności i wartości, także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym. Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Malowanie butelek czy starych, wyrzuconych gdzieś w krzaki dachówek, jest jak nauka – ma służyć ulepszaniu świata. Jest jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka czy dachówka, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych - za pomocą części pokazać całość.

Obserwuj przyrodę wokół siebie, opowiadaj, pisz, maluj. I nie o wielkie odkrycia chodzi ani nie o wielkie dzieła plastyczne czy literackie. Ważna jest przyjemność i terapeutyczna moc pisania, malowania, obserwowania."


Proste słowa, które dojrzewały przez wile lat. Czekały na okazję by się zwerbalizować. Wcześniej było wiele róznych prób, przymiarek. Może i to nie jest ostatnia próba? Pisanie w celach terapeutycznych, refleksyjnych i dla przyjemności. Przecież taka publikacja nie ma znaczącej liczby punktów, jeśli jakiekolwiek dla mojej dyscypliny naukowej. Nie jest więc mi potrzebna do kariery zawodowej. Nie powiększa dorobku naukowego. Sprawia przyjemność i być może komuś się ta opowieść przyda, coś uporządkuje, w czymś zainspiruje

Dane bibliograficzne artykułu:
Czachorowski S., 2023. Ornitologia, entomologia – arteterapia pisaniem i malowaniem. W: K. Regin, A. Cieślak (red). Kulturotwórcza i terapeutyczna rola literatury. Wyd. UWM w Olsztynie, ISBN: 83-920795-9-0, str.: 7-10.
 
Pierwsza strona artykułu w monografii.

13.02.2024

Co musi umieć naukowiec?

Zdjęcie z muzeum historii naturalnej.

Co musi umieć naukowiec? A co musi umieć grzybiarz by nazbierać dużo grzybów i wrócić z lasu jako zwycięzca? Grzybiarz musi wiedzieć jak szukać grzybów w lesie, gdy grzybiarzy jest wielu. Czyli iść tam, gdzie mało kto chodzi lub zastosować inną metodykę (inna pora dnia, inny sposób wypatrywania grzybów itp.). Ponadto musi znać się na grzybach, rozróżniać te jadalne od niejadalnych i trujących. Podobnie z naukowcem, musi znać się na metodologii swoich badań, rozróżniać prawdę od fałszu i chodzić tam, gdzie nikt inny się jeszcze nie wybrał. Wtedy ma większe szanse coś nowego odkryć a nie chodzić wydeptanymi ścieżkami.

Naukowiec musi umieć pytać. Siebie, innych, pytać przyrodę (przez metody badań). 

Naukowiec musi umieć odpowiadać na pytania i zdawać relacje z własnych obserwacji, badań, przemyśleń.

Naukowiec musi umieć dyskutować. Umieć jasno i zrozumiale formułować swoje myśli, rozumieć wypowiedzi innych, odczytywać przekazy i nawiązywać do wypowiedzi. W dyskusji naukowej nie chodzi o pokonanie kogoś tylko o dociekanie prawdy. 

Naukowiec musi znać metodę (tak jak kucharz musi znać metodę jak ugotować kisiel czy budyń. przepis i kolejność, bo jest ważna). Każda dyscyplina ma swoje własne metody. Niemniej wspólna dla wszystkich jest podstawowa metodologia badań naukowych. 

Są tematy wyeksploatowane, szukaj więc nowych. Bo bam jest większa szansa na sukces i sławę. Tak jak grzybiarz na grzybobraniu.

Poza nowymi ideami, teoriami, paradygmatami, porządkującymi teorie i hipotezy ważne są także badania dokumentacyjne. To one gromadzą dane, które potem inni mogą analizować. Na różne sposoby. Dzięki gromadzeniu wielu danych możemy na przykład odkrywać zmiany bioróżnorodności. Nauka to przedsięwzięcie zespołowe. 

W badaniach naukowych ważne są różnorodne przyrządy badawcze. To one pozwalają nam widzieć więcej i analizować większe ilości danych. Zapominamy czasem, że mózg i komunikacja są ważnymi narzędziami badawczymi. Telefon komórkowy może być także pomocny , zwłaszcza w nauce obywatelskiej. Możemy nim dokumentować różne obiekty i umieszczać w internetowych bazach danych, np. w serwisie i-Naturalist. Przygodne lecz uporządkowane gromadzenie obserwacji, które potem można wykorzystać do różnorodnych analiz. A dzięki statystyce i dużej liczbie danych możemy wyciągać ważne i potrzebne wnioski. 

I ty tez możesz być naukowcem w tym sensie, że możesz zbierać i gromadzić przydatne obserwacje, zapisane w formie tekstu, zdjęcia czy wideo. I możesz uczestniczyć w dyskusjach naukowych.

A czy nowe technologie zmienią sposób prezentowania wyników w czasie konferencji naukowych? Czy pojawią się awatary naukowców i ich badań, z którymi inni będą mogli konwersować? Mam przeczucie, że będzie to już niebawem. 

12.02.2024

Jak przetrwać w świecie nieustannych zmian, czyli uczenie się dialogu z Gen-AI

Zdjęcie ze skansenu, mieszkanie krawca wiejskiego. Świat którego już nie ma.
I narzędzia, które rzadko są już używane.


Generatywna sztuczna inteligencja (Gen-AI), jakkolwiek jest kreatywna i sprawna językowo, to dalej pozostaje tylko narzędziem. Nie zrobi za nas. Tak jak młotek sam nie wbije gwoździ w deskę a igła nie uszyje ubrania. Uczę się tego narzędzia by się nim posługiwać jako pomocą w pracy a nie, że za mnie coś zrobi. Nie szukam niewolnika idealnego ani nie chcę się pozbawić przyjemności tworzenia. Rozpoznaję możliwości tego narzędzia i zastanawiam, do czego i jak może się rzeczywiście przydać.

Czy pomoże pisać teksty? Napisałem szkic i poleciłem wygenerować z niego test. Próby zamieściłem tu: Jak nie narzekać i nie hejtować a radzić sobie z przyspieszonymi zmianami w edukacji? Z rezultatów nie byłem zadowolony. 

Mieliście takie doświadczenie, że woleliście zrobić coś samemu niż długo tłumaczyć komuś, jak to ma zrobić? Bo szybciej to sami zrobimy niż wytłumaczymy innej osobie jak ma to zrobić. Wysiłek tworzenia okazuje się mniejszy niż wysiłek tłumaczenia, korygowania i poprawiania. No i zajmuje mniej czasu. Tak ja mam z algorytmami sztucznej inteligencji. Gdyby Gen-AI miało dostęp bezpośredni do mojego mózgu i w lot pojmowało czego ja chcę (nawet wtedy, gdy ja jeszcze sam nie bardzo wiem), to byłoby szybko i sprawnie. A tak trzeba komunikować się, dobierać słowa, doprecyzować własne myśli i je klarownie przekazać. Samo mówienie komuś lub pisanie wspomaga nasz proces myślenia. Bo zmusza do konkretyzowania. Potem widzimy rezultaty słowne i je poprawiamy. Zanim z luźnego odczucia, mglistego pomysłu, wspomaganego weną twórczą (a propos, ktoś wie co to ta wena?) urodzi się finalny tekst, trzeba sporo wewnętrznego dialogu z samym sobą i z powstającym tekstem lub dialogu z innymi. Jest w tym jakaś przyjemność tworzenia. Tak narodził się proces komunikacji z redaktorem i recenzentami w procesie wydawniczym. Mówisz lub piszesz i widzisz rezultat. Jeśli nie tak odebrali tekst jak chciałem, to trzeba zmieniać, poprawiać, uzupełniać. Bo nie tylko słowa i zdania są niedopracowane ale nawet myśli. 

Tworzenie trwa długo. To wysiłek, który często jest przyjemnością. Czy rezygnować z przyjemności by było szybciej i łatwiej? Więcej? Czasami tak, zwłaszcza jak to coś obowiązkowego (a więc mniej przyjemności a więcej przymusu). Chciałby się wtedy narzędzia, które przyspieszy i pomoże, które wyręczy, zrobi za nas. Niczym osobisty asystent, który w lot pojmuje czego chcemy, co myślimy i szybko ubiera w zgrabne zdania. Szybko i dobrze. A może to iluzja? Szybko nie oznacza dobrze, nie ma drogi na skróty?

Edytor tekstu poprawi przynajmniej część błędów. Dla mnie, jako dyslektyka, to ważne i pomocne. Mógłbym być może dyktować głosem. Na razie dotychczasowe próby mi nie wychodzą, bo algorytm albo nie stawia znaków interpunkcyjnych albo zbyt dobrze odczytuje i stawia ich zbyt dużo. Pismo nie jest stenogramem mowy. To zupełnie inny przekaz. I należałoby dyktować tak, jak ma być zapisane a nie tak, jak się mówi. 

Na razie komunikacja z Gen-AI odbywa się przez klawiaturę. Muszę nauczyć się komunikacji dźwiękowej (głosowej), bo jest już możliwa. Wygodne w przypadku wykorzystywania telefonu komórkowego. Ale dalej będą to słowa i zdania. Marzeniem jest by zakodować myśli w słowa by asystent AI je odkodował i pojął czego chcę. Nawet w komunikacji z ludźmi wiele rodzi się nieporozumień a co mówić o komunikacji z Gen-AI? Sztuka pisania instrukcji (promptów) i sztuka dialogowania by doprecyzowywać i uzyskać oczekiwany efekt, to trudna sztuka. Jeśli oszczędzamy czas na pisaniu to marnujemy go w dialogu. Zyskiem jest być może sam proces tworzenia. Mamy partnera wspomagającego myślenie. Tak jak wcześniej sam proces pisania czyli werbalizowani mysli.

Wcześniej powstał tekst, z którego nie byłem zadowolony (Jak nie narzekać i nie hejtować a radzić sobie z przyspieszonymi zmianami w edukacji? ) Spisałem ręcznie swoje myśli. Rozwinąłem szkic i powstało coś innego niż to, wytworzone przez Gen-AI. Teraz pokazuję proces krok po kroku, by moje doświadczanie i edukacyjne zwiady były przydatne dla innych. 

Tekst własny, po rozwinięciu notatek:

"Zmiany zachodzą za szybko i nie nadążamy z adaptacjami do nowych warunków. Niedostosowania w edukacji jednych uwierają, innych mobilizują. W każdym razie dla wszystkich oznacza to wysiłek, stres. Dla jednych wysiłek z narzekaniem i próbami niwelowania dyskomfortu, dla innych ten wysiłek oznacza próby zmian i aktywnej adaptacji do aktualnych warunków.

Wielu z nas, także na uniwersytecie, czuje że, za dużo zmian w edukacji i że następują szybko. Za dużo jest nowych propozycji edukacyjnych więc niektórych to przeraża. Boją się, że nie nadążają. Może poczucie zapóźnienia, odstawania od „peletonu” i stąd niechęć do „nowinek” i tego, że innym się udaje. Albo tylko się wydaje, że innym się udaje lepiej.

Ja także, widząc to co inni edukatorzy robią, jakich używają narzędzi edukacyjnych, czuję się zapóźniony i nienadążający. Skoro tyle jest różnorodnych nowości, to co wybrać i jak się tego nauczyć? Sytuacja przełomowa generuje dużą różnorodność i zmienność. Nie wszystko przetrwa próbę czasu. Kiedy ja się tego wszystkiego nauczę? I jak rozpoznać wartościowe propozycje od tych efemeryd, które szybko przeminą? Za dużo na raz. Brakuje mi czasu a tu trzeba nadganiać tyle rzeczy. Rośnie lista metod i narzędzi, których chcę się nauczyć, np. debata oksfordzka, podcasty, technologie AI. W wielu nauczycielach z każdego poziomu edukacyjnego w obliczu tego nadmiaru nowości rodzi się agresja i poczucie wykluczenia. Kusi by hejtować i deprecjonować zmiany i nowe narzędzia. Zostać w bezpiecznych Taplarach: po co ta kosa, a sierp nie wystarczy? Przecież dawniej tylko sierpem zboże żęto. Tak, dawniej żęto sierpem lecz wydajniejsza jest kosa, nie wspominając już od kombajnach.

Osobiście sądzę, że lepiej chyba zaakcentować swoje ograniczenia: zrób tyle ile możesz. Ze wszystkim nie zdążasz. Nie musisz być najlepszy, mistrzem. Ścigaj się ze sobą a nie z innymi. Każdy jest dobry w czymś innym. To co umiesz tez jest wartościowe.

Pośród nas jest wielu edukacyjnych zwiadowców. Idą odważnie z przodu i testują. Popełniają błędy, ponoszą koszty. Lecz z ich wiedzy i doświadczeń mogą korzystać wszyscy. Jednak nie wszyscy wspierają edukacyjnych zwiadowców, czasem ich hejtują, deprecjonują i ściągają w dół. To strategia przeciwstawiania się nowościom. Czy jest to skuteczna strategia? Czy negując antropogenicznym zmianom klimatu jesteśmy w stanie zatrzymać globalne ocieplenie czy zapobiec dotkliwym skutkom? Podobnie w edukacji, czy dystansując się od zmian umożliwimy przetrwanie samego uniwersytetu. UWM musi się zmienić. Jest to kosztowne, zwłaszcza w zakresie kapitału ludzkiego. Inaczej staniemy się coraz bardziej marginalizowanym skansenem niczym Konopielkowe Taplary. Czy wypracowaliśmy już środowisko uczące się? I dobrze funkcjonujące w czasach nieustannej zmiany? Mam na myśli przynajmniej warstwę edukacyjną czyli ofertę dydaktyczną. Nie widać tych zmian. Być może one gdzieś zachodzą lecz nie rozmawiamy o tym. A jeśli dyskutujemy to w ukryciu, niszowo i gdzieś na obrzeżach."


Znaków było trochę za dużo. To może wykorzystam Gen-AI do poprawienia tekstu i skrócenia? Napisałem prompt: „Popraw tekst, jest to felieton do miesięcznika uniwersyteckiego, Tekst ma mieć 2300 znaków ze spacjami.” Poprawiony tekst przez Copilota wygląda tak:

"Zmiany zachodzą zbyt szybko, a my nie nadążamy z adaptacją do nowych warunków. Niedostosowanie w edukacji jednych uwiera, innych mobilizuje. W każdym razie, dla wszystkich oznacza to wysiłek i stres. Dla jednych to wysiłek z narzekaniem i próbami niwelowania dyskomfortu, dla innych - próby zmian i aktywnej adaptacji do aktualnych warunków.

Wielu z nas, także na uniwersytecie, czuje, że zmian w edukacji jest za dużo i że następują zbyt szybko. Nowych propozycji edukacyjnych jest tak wiele, że niektórych to przeraża. Boją się, że nie nadążą. Może to poczucie zapóźnienia, odstawania od „peletonu” powoduje niechęć do „nowinek” i zazdrość o sukcesy innych.

Ja także, obserwując, co inni edukatorzy robią, jakich używają narzędzi edukacyjnych, czuję się zapóźniony i nienadążający. Skoro jest tyle różnorodnych nowości, to co wybrać i jak się tego nauczyć? Sytuacja przełomowa generuje dużą różnorodność i zmienność. Nie wszystko przetrwa próbę czasu. Kiedy ja się tego wszystkiego nauczę? I jak rozpoznać wartościowe propozycje od tych efemeryd, które szybko przeminą? Za dużo na raz. Brakuje mi czasu, a tu trzeba nadganiać tyle rzeczy. Rośnie lista metod i narzędzi, których chcę się nauczyć, np. debata oksfordzka, podcasty, technologie AI. W wielu nauczycielach z każdego poziomu edukacyjnego, w obliczu tego nadmiaru nowości, rodzi się agresja i poczucie wykluczenia. Kusi, by hejtować i deprecjonować zmiany i nowe narzędzia. Zostać w bezpiecznych Taplarach: po co ta kosa, a sierp nie wystarczy? Przecież dawniej tylko sierpem zboże żęto. Tak, dawniej żęto sierpem, lecz wydajniejsza jest kosa, nie wspominając już o kombajnach.

Osobiście sądzę, że lepiej zaakcentować swoje ograniczenia: zrób tyle, ile możesz. Ze wszystkim nie zdążysz. Nie musisz być najlepszy, mistrzem. Ścigaj się ze sobą, a nie z innymi. Każdy jest dobry w czymś innym. To, co umiesz, też jest wartościowe. Pośród nas jest wielu edukacyjnych zwiadowców. Idą odważnie z przodu i testują. Popełniają błędy, ponoszą koszty. Lecz z ich wiedzy i doświadczeń mogą korzystać wszyscy. Jednak nie wszyscy wspierają edukacyjnych zwiadowców, czasem ich hejtują, deprecjonują i ściągają w dół. To strategia przeciwstawiania się nowościom. Czy jest to skuteczna strategia? Czy negując antropogeniczne zmiany klimatu, jesteśmy w stanie zatrzymać globalne ocieplenie czy zapobiec dotkliwym skutkom? Podobnie w edukacji, czy dystansując się od zmian, umożliwimy przetrwanie samego uniwersytetu. UWM musi się zmienić. Jest to kosztowne, zwłaszcza w zakresie kapitału ludzkiego. Inaczej staniemy się coraz bardziej marginalizowanym skansenem, niczym Konopielkowe Taplary. Czy wypracowaliśmy już środowisko uczące się? I dobrze funkcjonujące w czasach nieustannej zmiany? Mam na myśli przynajmniej warstwę edukacyjną, czyli ofertę dydaktyczną. Nie widać tych zmian. Być może one gdzieś zachodzą, lecz nie rozmawiamy o tym. A jeśli dyskutujemy, to w ukryciu, niszowo i gdzieś na obrzeżach."



Część moich błędów interpunkcyjnych została poprawiona. Jednak zawiodło to, na co najbardziej liczyłem - na szybkie dostosowanie do optymalnej liczby znaków, bym nie musiał co chwila włączać statystyki znaków w Wordzie i sprawdzać, czy już jest odpowiednio.  Pora na kolejną instrukcję: "Ale poprawiony tekst jest za długi. Skróć do 2300 znaków ze spacjami."

I jest rezultat:

"Zmiany zachodzą zbyt szybko, a my nie nadążamy z adaptacją do nowych warunków. Niedostosowanie w edukacji jednych uwiera, innych mobilizuje. Dla jednych to wysiłek z narzekaniem, dla innych - próby zmian i aktywnej adaptacji.

Wielu z nas, także na uniwersytecie, czuje, że zmian w edukacji jest za dużo. Nowych propozycji edukacyjnych jest tak wiele, że niektórych to przeraża. Boją się, że nie nadążą. Może to poczucie zapóźnienia, odstawania od „peletonu” powoduje niechęć do „nowinek” i zazdrość o sukcesy innych.

Ja także, obserwując, co inni edukatorzy robią, czuję się zapóźniony i nienadążający. Skoro jest tyle różnorodnych nowości, to co wybrać i jak się tego nauczyć? Sytuacja przełomowa generuje dużą różnorodność i zmienność. Nie wszystko przetrwa próbę czasu. Kiedy ja się tego wszystkiego nauczę?

Osobiście sądzę, że lepiej zaakcentować swoje ograniczenia: zrób tyle, ile możesz. Ze wszystkim nie zdążysz. Nie musisz być najlepszy, mistrzem. Ścigaj się ze sobą, a nie z innymi. Każdy jest dobry w czymś innym. To, co umiesz, też jest wartościowe.

Pośród nas jest wielu edukacyjnych zwiadowców. Idą odważnie z przodu i testują. Popełniają błędy, ponoszą koszty. Lecz z ich wiedzy i doświadczeń mogą korzystać wszyscy. Jednak nie wszyscy wspierają edukacyjnych zwiadowców, czasem ich hejtują, deprecjonują i ściągają w dół. To strategia przeciwstawiania się nowościom. Czy jest to skuteczna strategia? Czy negując antropogeniczne zmiany klimatu, jesteśmy w stanie zatrzymać globalne ocieplenie czy zapobiec dotkliwym skutkom? Podobnie w edukacji, czy dystansując się od zmian, umożliwimy przetrwanie samego uniwersytetu. UWM musi się zmienić. Jest to kosztowne, zwłaszcza w zakresie kapitału ludzkiego. Inaczej staniemy się coraz bardziej marginalizowanym skansenem, niczym Konopielkowe Taplary."


Teraz wyszło trochę za mało. Kolejne polecenie: "Napisz ten tekst by miał 2200-2300 znaków ze spacjami". W kolejnej próbie wyszło 2400. Ten kolejny tekst sam już optymalizowałem, ciut dodałem ciut ująłem. Na koniec poprosiłem o tytuł.  Pierwsza próba z tytułami:
  • “Adaptacja w Czasach Szybkich Zmian: Wyzwanie dla Edukacji”
  • “Zmiana czy Stagnacja? Dylematy Nowoczesnej Edukacji”
  • “Edukacja wobec Przyspieszenia: Zrozumieć i Dostosować się”
  • “Przetrwanie Uniwersytetu w Świecie Nieustannych Zmian”
kolejna próba:
  • “Zmiana: Przyjaciel czy Wróg Edukacji?”
  • “Edukacja w Rytmie Szybkich Zmian: Tango z Nieznanym”
  • “Zmiana to Stała: Uniwersytet w Labiryncie Nowości”
  • “Edukacja w Czasach Przyspieszenia: Zmiana jako Nowy Język”
i kolejna (zaznaczyłem żeby narzekanie i kreatywność były w tytule):
  • “Narzekanie czy Kreatywność? Wybór w Obliczu Zmian w Edukacji”
  • “Kreatywne Zmiany kontra Narzekanie: Nowe Twarze Edukacji”
  • “Z Narzekania do Kreatywności: Przełom w Edukacji”
  • “Narzekanie na Zmiany czy Kreatywna Adaptacja? Dylematy Edukacji”
Efekty nie zadowoliły moich oczekiwań. Ostateczny tytuł zapisałem tak: Jak przetrwać w świecie nieustannych zmian? A efekt możecie zobaczyć i przeczytać w Wiadomościach Uniwersyteckich, numer 2 (luty) z 2024 r. 

Czy wykorzystanie w tym przypadku Copilota zaoszczędziło mi czasu? Nie. Wręcz przeciwnie. Na eksperymentowanie straciłem go więcej. Ale być może zawsze tak jest, gdy uczymy się nowych umiejętności. Dopiero nabranie biegłości sprawia, że wykonujemy szybciej i oszczędzamy czas. Ta oszczędność wymaga inwestycji we własną edukację. Nawet Gen-AI za mnie nic nie zrobi. To narzędzie, które może być pomocne w tworzeniu, może pomagać lecz nie zrobi za nas. Owszem, za nas zrobi sztampowo, przeciętnie, "popkulturowo". Przynajmniej na razie. Może być jednak kolejnym narzędziem wspomagającym sam proces tworzenia i proces myślenia. Trzeba zatem się uczyć. Szybko to nie będzie. Mistrzostwo osiąga się w technice tak po około 10 tysiącach godzin pracy. Średnio wychodzi 10 lat. Czy z Gen AI będzie szybciej? Bo to i ono się uczy naszego sposobu myślenia, tworzenia i komunikowania się. Może to długotrwały proces edukacyjnej hodowli niczym swoiste tamagotchi? Czy uczyć "hodowania edukacyjnego asystenta Gen-AI" w szkole? I na studiach? Czy przyznać, że uniwersytet jest jednak bezradny i niech się sami uczą? Tak jak wielu innych rzeczy. Może po prostu powinniśmy tworzyć dobre środowisko do uczenia się? A jakie ono powinno być w przypadku narzędzi z Gen AI? Czyli konkretnie jak to przełożyć na codzienna dydaktykę na Wydziale Biologii i Biotechnologii? Ktoś wie?

uzupełnienie:
Lutowe wydanie Wiadomości Uniwersyteckich