
Co byście powiedzieli, gdyby ktoś zaproponował wypas krów, owiec i koni w parkach narodowych? Bo przecież jest tam trawa i rośliny do zjedzenia. Na pewno nie protestowalibyście przeciwko ograniczeniom wypasu zwierząt gospodarskich w obszarach chronionych. Przecież jest tyle obszarów użytkowanych rolniczo, a tam nikt nie ogranicza ani produkcji paszy dla zwierząt ani wypasu zwierząt gospodarskich. Co innego w parkach narodowych i krajobrazowych, stanowiących zaledwie ok. 9% powierzchni kraju. Tam zostawiamy przestrzeń i siedlisko dla dzikich zwierząt takich jak żubry, jelenie, sarny, koniki polskie itp. To dlaczego tyle kontrowersji budzi hodowana przez człowieka pszczoła miodna? Gatunek hodowany na bardzo dużą skalę.
Owady zapylające od dłuższego czasu wzbudzają zainteresowanie. Często utożsamiane są jedynie z pszczołą miodną i to na poziomie kreskówki „Pszczółka Maja”. Od dłuższego czasu przyrodnicy próbują poszerzyć wiedzę społeczną, wskazując na dziko żyjące pszczoły i inne owady zapylające. Od kilku lat mówi się o przepszczołowieniu krajobrazu, czyli nadmiaru rojów (i pasiek) pszczoły miodnej w niektórych miejscach. Ale niewiele z tego chyba dociera do opinii publicznej. Trzeba więc dużo wyjaśniać. Stale i często.
Ostatnio odwiedziła mnie pani redaktor z Radia Olsztyn pytając o projekt ministerialny ograniczenia pasiek (zobacz materiał z radia: https://radioolsztyn.pl/koniec-z-pasiekami-w-miastach-pszczelarze-zapowiadaja-protesty/01869738). Z ciekawości sięgnąłem do źródeł by opierać się na faktach a nie tylko urywkach informacji z mediów społecznościowych. Widać dużo nieporozumień i niepotrzebnej paniki i teatralnego rwania włosów z głowy. Zwłaszcza, ze to ta „przeklęta i lewacka Unia Europejska”.
W Polsce żyje około 450 gatunków „pszczół”, z których zdecydowana większość do gatunki samotne. Pszczoła miodna to tylko jeden gatunek. Społeczne są także dziko żyjące trzmiele. Zapylacze to także muchówki, chrząszcze, motyle i wiele innych owadów. Zbyt duża ilość pasiek to silniejsza konkurencja o kwiatowy nektar. Pszczoła miodna nie zapyla wszystkich roślin. Zatem przynajmniej w parkach narodowych powinniśmy zatroszczyć się o ochronę ważnej owadziej bioróżnorodności.
Projekt Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ) mający na celu ochronę dzikich zapylaczy poprzez ograniczenie negatywnego wpływu pszczoły miodnej jest elementem Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych (KPOZP), opracowywanego w związku z unijnym rozporządzeniem Nature Restoration Law (NRL). Kluczowe założenia projektu (KPOZP, art. 10 – Różnorodność i populacje owadów zapylających) to ograniczenie negatywnego wpływu na zapylacze (Zapylacze_C05). Projekt nie zakłada eliminacji pszczół miodnych, lecz ograniczenie ich nadmiernej koncentracji, szczególnie na obszarach cennych przyrodniczo (parki narodowe, rezerwaty).
Celem jest wsparcie trzmieli, pszczół samotnic, motyli i muchówek, które są wypierane przez komercyjne ule w walce o nektar i pyłek (tzw. konkurencja międzygatunkowa). I jest to jedynie ograniczenia lokalizacyjne. Planowane są wytyczne dotyczące ograniczania pasiek na terenach chronionych oraz regulacje dotyczące pasiek miejskich. Dodatkowo to także walka z chorobami, bo projekt ma na celu zmniejszenie ryzyka przenoszenia chorób z hodowlanych pszczół na dzikie gatunki.
Dokumenty MKiŚ wskazują, że wysoka koncentracja uli (zwłaszcza przenoszonych i czasowo przewożonych) w miejscach o ubogiej bazie pożytkowej prowadzi do deficytu pokarmu dla dzikich gatunków, co może skutkować ich wymieraniem. Część środowiska pszczelarskiego oraz polityków opozycji zarzuca ministerstwu "atak na pszczelarstwo". Najpewniej wynika to z niezrozumienia. Potrzebne jest więc szerokie informowanie o sytuacji ekologicznej i rzeczywistych działaniach. Opieranie protestów na plotkach i niedopowiedzeniach nie jest mądrym rozwiązaniem. Jednocześnie, równolegle z tymi działaniami, ARiMR prowadzi programy wsparcia dla pszczelarzy (dopłaty do przezimowanych rodzin pszczelich w 2026 r.). Prace nad projektem trwają, a ich celem jest zahamowanie spadku populacji owadów zapylających do 2030 roku.
Przy okazji warto wspomnieć, że nawet w miastach modne ostatnio hotele dla owadów wymagają lepszego informowania i edukowania. Większość dzikich pszczół buduje swoje gniazda w ziemi. Zatem te napowierzchniowe hotele z trzciną to siedlisko jedynie dla wybranych gatunków, takich jak muraka ogrodowa. Łatwo kupić w internecie kokony i umieszczać je w przestrzeni miejskiej. Wprowadzamy zatem do środowiska jedynie jeden gatunek. To szlachetne działania ale i one kładą mimowolny nacisk na murarkę ogrodową kosztem znacznie liczniejszych innych gatunków. Może więc dochodzić do przemurarkowania krajobrazu. Potrzebna spora wiedza, nawet jak ma się szczytne zamiary. Niezbędna jest edukacja przyrodnicza szerokich kręgów społecznych.
Na zakończenie warto dodać, że drastycznie ubywa z krajobrazu wszystkich owadów. Odbija się to na zmniejszonej bazie pokarmowej dla wielu gatunków ptaków i spada ich liczebność. Pszczoła miodna nie zapyla wszystkich gatunków roślin. Nie jest więc jedynym remedium na spadek zapylaczy w krajobrazach Ziemi. We własnym, dobrze rozumianym interesie, musimy zadbać o ochronę bioróżnorodności, także w odniesieniu do owadów.
Owady zapylające od dłuższego czasu wzbudzają zainteresowanie. Często utożsamiane są jedynie z pszczołą miodną i to na poziomie kreskówki „Pszczółka Maja”. Od dłuższego czasu przyrodnicy próbują poszerzyć wiedzę społeczną, wskazując na dziko żyjące pszczoły i inne owady zapylające. Od kilku lat mówi się o przepszczołowieniu krajobrazu, czyli nadmiaru rojów (i pasiek) pszczoły miodnej w niektórych miejscach. Ale niewiele z tego chyba dociera do opinii publicznej. Trzeba więc dużo wyjaśniać. Stale i często.
Ostatnio odwiedziła mnie pani redaktor z Radia Olsztyn pytając o projekt ministerialny ograniczenia pasiek (zobacz materiał z radia: https://radioolsztyn.pl/koniec-z-pasiekami-w-miastach-pszczelarze-zapowiadaja-protesty/01869738). Z ciekawości sięgnąłem do źródeł by opierać się na faktach a nie tylko urywkach informacji z mediów społecznościowych. Widać dużo nieporozumień i niepotrzebnej paniki i teatralnego rwania włosów z głowy. Zwłaszcza, ze to ta „przeklęta i lewacka Unia Europejska”.
W Polsce żyje około 450 gatunków „pszczół”, z których zdecydowana większość do gatunki samotne. Pszczoła miodna to tylko jeden gatunek. Społeczne są także dziko żyjące trzmiele. Zapylacze to także muchówki, chrząszcze, motyle i wiele innych owadów. Zbyt duża ilość pasiek to silniejsza konkurencja o kwiatowy nektar. Pszczoła miodna nie zapyla wszystkich roślin. Zatem przynajmniej w parkach narodowych powinniśmy zatroszczyć się o ochronę ważnej owadziej bioróżnorodności.
Projekt Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ) mający na celu ochronę dzikich zapylaczy poprzez ograniczenie negatywnego wpływu pszczoły miodnej jest elementem Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych (KPOZP), opracowywanego w związku z unijnym rozporządzeniem Nature Restoration Law (NRL). Kluczowe założenia projektu (KPOZP, art. 10 – Różnorodność i populacje owadów zapylających) to ograniczenie negatywnego wpływu na zapylacze (Zapylacze_C05). Projekt nie zakłada eliminacji pszczół miodnych, lecz ograniczenie ich nadmiernej koncentracji, szczególnie na obszarach cennych przyrodniczo (parki narodowe, rezerwaty).
Celem jest wsparcie trzmieli, pszczół samotnic, motyli i muchówek, które są wypierane przez komercyjne ule w walce o nektar i pyłek (tzw. konkurencja międzygatunkowa). I jest to jedynie ograniczenia lokalizacyjne. Planowane są wytyczne dotyczące ograniczania pasiek na terenach chronionych oraz regulacje dotyczące pasiek miejskich. Dodatkowo to także walka z chorobami, bo projekt ma na celu zmniejszenie ryzyka przenoszenia chorób z hodowlanych pszczół na dzikie gatunki.
Dokumenty MKiŚ wskazują, że wysoka koncentracja uli (zwłaszcza przenoszonych i czasowo przewożonych) w miejscach o ubogiej bazie pożytkowej prowadzi do deficytu pokarmu dla dzikich gatunków, co może skutkować ich wymieraniem. Część środowiska pszczelarskiego oraz polityków opozycji zarzuca ministerstwu "atak na pszczelarstwo". Najpewniej wynika to z niezrozumienia. Potrzebne jest więc szerokie informowanie o sytuacji ekologicznej i rzeczywistych działaniach. Opieranie protestów na plotkach i niedopowiedzeniach nie jest mądrym rozwiązaniem. Jednocześnie, równolegle z tymi działaniami, ARiMR prowadzi programy wsparcia dla pszczelarzy (dopłaty do przezimowanych rodzin pszczelich w 2026 r.). Prace nad projektem trwają, a ich celem jest zahamowanie spadku populacji owadów zapylających do 2030 roku.
Przy okazji warto wspomnieć, że nawet w miastach modne ostatnio hotele dla owadów wymagają lepszego informowania i edukowania. Większość dzikich pszczół buduje swoje gniazda w ziemi. Zatem te napowierzchniowe hotele z trzciną to siedlisko jedynie dla wybranych gatunków, takich jak muraka ogrodowa. Łatwo kupić w internecie kokony i umieszczać je w przestrzeni miejskiej. Wprowadzamy zatem do środowiska jedynie jeden gatunek. To szlachetne działania ale i one kładą mimowolny nacisk na murarkę ogrodową kosztem znacznie liczniejszych innych gatunków. Może więc dochodzić do przemurarkowania krajobrazu. Potrzebna spora wiedza, nawet jak ma się szczytne zamiary. Niezbędna jest edukacja przyrodnicza szerokich kręgów społecznych.
Na zakończenie warto dodać, że drastycznie ubywa z krajobrazu wszystkich owadów. Odbija się to na zmniejszonej bazie pokarmowej dla wielu gatunków ptaków i spada ich liczebność. Pszczoła miodna nie zapyla wszystkich gatunków roślin. Nie jest więc jedynym remedium na spadek zapylaczy w krajobrazach Ziemi. We własnym, dobrze rozumianym interesie, musimy zadbać o ochronę bioróżnorodności, także w odniesieniu do owadów.
PS. Nawet jak udziela się wywiadu dla mediów, to nie mamy wpływu na to ile i jakie słowa z tego wywiadu zostaną wybrane a potem wyemitowane. Dlatego piszę sam, z pełnym wyjaśnieniem a nie tylko z wyrwanymi pojedynczymi zdaniami, wstawionymi w nieoczekiwanym kontekście.





