![]() |
| Uważne oko wypatrzy moje, przetworzone grafiki, malowane analogowo a wykorzystane w uczelnianej poligrafii. |
Najpewniej stanie się to dzisiaj. I to po południu lub wieczorem. Tak wnioskuję z trendu. Ale w świecie cyfrowym i społecznym nigdy do końca nic nie jest wiadome. Może akurat będzie to z rana albo późno w nocy? A może dopiero jutro? Prognoza jest tylko prognozą. Za chwilę licznik odwiedzin bloga „Profesorskie Gadanie” przekroczy milion odsłon. Nie jest to wprawdzie wydarzenie na miarę odkrycia nowego gatunku chruścika, opisania nieznanego wcześniej grzyba czy sformułowania przełomowej teorii naukowej, ale przyznam, że patrzę na tę liczbę z pewną satysfakcją. To kamień milowy, ważny w czasie dalekiej wędrówki. Można zobaczyć ile się przeszło i czy jest się na właściwej drodze.
Liczby mają swoją tajemniczą wymowę. Albo to tylko my przypisujemy niektórym liczbom unikalną wartość. Tak robią numerolodzy. Niektóre liczby są ważne, ale wyglądają niepozornie. Inne są zupełnie zwyczajne, lecz prezentują się niezwykle elegancko. Szczególną estymą darzymy liczby zawierające dużo zer. Sto tysięcy. Milion. Dziesięć milionów. Te okrągłe liczby mają w sobie coś uroczystego. Są jak kamienie milowe ustawione przy drodze. Droga biegnie dalej, ale przy takim słupku człowiek zatrzymuje się na chwilę i spogląda za siebie. Odpoczywa. I kto by pomyślał, że tak duża wartość przywiązujemy do zera, a zwłaszcza wielu zer?
Milion odsłon jest właśnie takim przydrożnym słupkiem. Kiedy wiele lat temu zaczynałem pisać „Profesorskie Gadanie”, nie myślałem o statystykach. Blog był przede wszystkim sposobem porządkowania własnych myśli, dzielenia się fascynacją światem przyrody i opowiadania o nauce językiem mniej formalnym niż ten używany w artykułach naukowych. Z czasem okazało się jednak, że po drugiej stronie ekranu są czytelnicy. Coraz liczniejsi. Świat się zmieniał, pierwotny adres przestał istnieć, więc założyłem ten, na Bloggerze.
W pewnym sensie blog stał się przedłużeniem uniwersyteckiej katedry. A może nawet czymś więcej. Intuicyjnie taki zamiar miałem od samego początku. Potem sobie pełniej uświadomiłem. Tradycyjna katedra ma swoje ściany, drzwi, plan zajęć i listę studentów. Blog nie ma żadnej z tych rzeczy. Jest wolną katedrą, otwartego uniwersytetu epoki cyfrowej. Można do niej wejść o dowolnej porze dnia i nocy, z Olsztyna, Warszawy, Sydney czy małej wsi na krańcu Mazur, gdzie wrony zawracają a diabeł mówi dobranoc. Byleby tylko internet docierał. Studentami są tutaj wszyscy ci, którzy chcą na chwilę zatrzymać się przy jakimś pytaniu dotyczącym przyrody, edukacji, nauki, filozofii przyrody, sztuki czy kultury.
Co więcej, w tej otwartej katedrze uczą się nie tylko czytelnicy. Autor również nieustannie się uczy. Bo nawiązując do kolektywów myślowych Ludwika Flecka, w dialogu rodzą się całkiem nowe myśli, które w samotności by nie powstały.. Każdy wpis jest próbą uporządkowania wiedzy, sprawdzenia argumentów i spojrzenia na temat z nowej perspektywy. Pisanie okazuje się często najlepszym sposobem uczenia się. Pisanie jest próbą, przymiarką. Tak jak mówienie do ludzi a nie tylko w ich obecności.
Blog od początku był formą popularyzacji nauki, przede wszystkim nauk przyrodniczych oraz pokazywania pracy naukowca od kuchni, mniej oficjalnie. Zależało mi na tym, by pokazywać, że nauka nie jest zbiorem gotowych odpowiedzi zamkniętych w podręcznikach. Jest raczej sposobem patrzenia na świat. Umiejętnością zadawania pytań. Ciekawością, która nie znika wraz z wiekiem, stopniami naukowymi ani tytułami. ani wraz z wypaleniem zawodowym...
Milion odsłon nie oznacza więc miliona przeczytanych tekstów ani miliona zachwytów nad tym, co napisałem. Oznacza raczej milion małych spotkań. Czasem krótkich, czasem dłuższych. Czasem zakończonych zgodą i przytaknięciem, czasem polemiką. I właśnie ta możliwość spotkania wydaje mi się najcenniejsza. Wśród tych spotkań byli żywi ludzie jak i algorytmy sztucznej inteligencji. Niektóre teksty były przedrukowywane, inne komentowane, a jeszcze inne pozostawiały bardziej subtelny i niewykrywalny ślad. Jak to w noosferycznym konektomie.
Dlatego szczególnie zależy mi na interakcji z czytelnikami. Blog nie jest gablotą muzealną, do której zagląda się przez szybę. Wolę myśleć o nim jak o kawiarni albo seminarium, gdzie można zabrać głos, zadać pytanie, dopowiedzieć własną historię lub zaproponować inny punkt widzenia. Gdzie można się nie zgadzać, polemizować. Z tego powodu bardzo cenię komentarze. Te krótkie i te długie. Te aprobujące i te krytyczne. Dzięki nim „Profesorskie Gadanie” pozostaje rozmową, a nie monologiem.
A skoro licznik zbliża się do miliona, to przy tej okazji chciałbym po prostu podziękować. Za odwiedziny, za lekturę, za udostępnienia, za dyskusje i za wspólne zdziwienie światem. Bo właśnie od zdziwienia zaczyna się zarówno nauka, jak i dobra rozmowa.
Jeśli chcesz ze mną świętować w tej intelektualnej wędrówce to zapraszam na kawę, tę wirtualną i tę analogowo doświadczaną podniebieniem. Każdy płaci za siebie.
![]() |
| Wirtualna kawiarnia i sposób na wspieranie twórców. |
A po przekroczeniu miliona? Cóż, licznik będzie tykał dalej. Kolejne zera jeszcze przed nami.
Przy tej okazji warto przypomnieć kiedy i dlaczego powstał blog. W pierwszej odsłonie powstał w 2005 roku. Tam też pojawiło się milion odsłon. Ale po zawieszeniu dzielności serwisu Blox, przeniosłem się na nową platformę i od lutego 2018 roku Profesorskie Gadanie funkcjonuje pod tym właśnie adresem. Tak więc świętuję ponad 20 lat pisania na blogu. A wcześniej jeszcze na stronie www (uczelnia jednak wykasowała tę stronę, nie udało się zarchiwizować). A jeszcze wcześniej pisałem ręcznie w szkolnej gazetce ściennej. Idea podobna choć formy różne i inny zakres odbiorców.
Szczególnie ciekawie mogłoby wybrzmieć porównanie bloga do uniwersyteckiego seminarium bez ścian i bez indeksów, miejsca, gdzie spotykają się ludzie o różnym wieku, wykształceniu i doświadczeniu, których łączy ciekawość świata. To motyw bardzo bliski idei uniwersytetu jako wspólnoty poszukującej wiedzy. Już o tym pisałem , ale na pewno jeszcze nie raz nad tym się zastanowię i ubiorę te myśli w słowa.
Milion odsłon jest oczywiście symboliczną liczbą, ale w istocie świętuję nie statystykę, lecz milion okazji do spotkania z drugim człowiekiem. A to brzmi znacznie ciekawiej niż kolejnych sześć zer na liczniku. Po pierwszym (w a zasadzie drugim) milionie przyjdą następne. Nie dlatego, że licznik ma rosnąć, ale dlatego, że wciąż są ludzie, którzy chcą czytać o świecie przyrody napisane przez kogoś, kto nadal potrafi się nim szczerze zachwycać.







