23.08.2019

Historia dwóch nietypowych butelek

Dwie butelki, znalezione w lesie, w różnych regionach Polski. Coś je łączy. Tylko co i jak? W kształcie nietypowe. Kolor szkła wskazuje na okres przedwojenny albo tuż po wojnie czyli najpóźniej połowa XX wieku. Pierwsza z lewej została znaleziona w Kudypach, w czasie sadzenia lasu. Tak o tej akcji pisała Anna Wojszel, która wspomnianą butelkę znalazła 5 listopada 2017 roku: Kobiety sadzą las? Tak! I co w tym takiego dziwnego? Ja posadziłam 7 wspaniałych drzewek! To świetna akcja łącząca kobiety i nie tylko z przyrodą, a dokładnie z drzewami. Siódmą edycję Festiwalu BABA FEST zwieńczono w niezwykle magiczny życiotwórczy akt – wspólne sadzenie lasu. Każdy miał możliwość posadzić sadzonki buku i cieszyć się tym niezwykłym wydarzeniem. Tak! bo to jest wydarzenie, że naszymi rękami wsadziłyśmy życie! Raz zasadzone drzewo będzie nam towarzyszyło wiele lat, abyśmy powracały w to magiczne miejsce, gdzie zostawiłyśmy swój ślad – niezwykle cenny, bo żywy.  (zobacz album ze zdjęciami z akcji).

Po umyciu butelka trafiła do mnie i ją pomalowałem. Ozdobiona wróciła do znalazczyni. Wydawało mi się, że to koniec historii.

(Butelka z Kudyp, w momencie znalezienia, 2017 r.)
W czasie wyjazdu urlopowego do Zielonej Góry w sierpniu 2019 r., wybraliśmy się na wycieczkę do skansenu w Ochli. Idąc ścieżką spacerowo-rowerową przez las, spotykaliśmy różne śmieci. Nawet muszlę szczeżui (zdziwiła mnie odległość od najbliższego zbiornika wodnego - zwierzę raczej nie przyniosło, może jakiś plażwicz zabrał małża ze sobs i w lesie wyrzucił?) Uwagę moją w pewnym momencie zwróciła mała butelka o niebieskawym zabarwieniu szkła. Takiego szła, jakie mają stare, przedwojenne butelki. Sięgnąłem po nią i przypomniała mi się butelka z Kudyp (okolice Olsztyna). Kształt wydał mi się ten sam, nietypowy. Wielkość też charakterystyczna. Oczywiście zabrałem ze sobą jako pamiątka z wycieczki.

Dwie podobne butelki to już swoista masa krytyczna, wywołująca refleksje i wiele pytań. Kształty podobne. Co je łączy? Znalezione niby daleko od siebie, ale w dawnych Niemczech, na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych. Podobieństwo architektury wiejskiej z czerwonymi cegłami i ceramicznymi dachami Ziemi Lubuskiej i Prus Wschodnich wydaje się oczywiste ze względu na powstanie w takich samych warunkach kulturowych, przemysłowych i państwowych. A czy te butelki też coś łączy? Zacząłem szukać przy wsparciu życzliwych osób na Facebooku (Tomasz Czajczyc, Bożena Kraczkowska - serdecznie dziękuję za pomoc).

(Butelka przy ścieżce z Zielonej Góry do Ochli)
Butelka z lewej, ta pomalowana, z Kudyp, jest ciut wyższa o jakieś ok. 3 milimetry. Ponadto widać ślady "szwu", czyli była wyrabiana maszynowo. Na spodzie znak wytłoczony: Z P S 15. Ta z prawej najwyraźniej była produkowana ręcznie, bo nie widać tego sklejania fabrycznego ani znaków na spodzie butelki. Najwyraźniej jest starsza. Ale obie wykonane według takiego samego wzoru, dość nietypowego. Na terenie Polski zazwyczaj znajdowane są bardziej obłe, o wysmukłej szyjce (zdjęcie na dole).

W poszukiwaniach internetowych udało się odnaleźć dwa ślady z podobnymi butelkami (nietypowa pojemność ok. 0,275 l). Litery ZPS udało się rozszyfrować jako Zakłady Przemysłu Spirytusowego. A więc przynajmniej ta druga pochodzi z terenu Polski. Jak i kiedy znalazła się w Kudypach? I co w niej było? W podobnej butelce, sadząc po zachowanej etykiecie, była Elektorska - likier korzenny (znalazłem na fanpage i blogu blog.czajkus.com), wyrabiana przez B. Kasprowicza od ok. 1914 roku. Zakłady te znacjonalizowano w 1947 roku. Wspomniana Elektorska była produkowana przez Poznańskie Zakłady Przemysłu Spirytusowego w Gnieźnie w latach 1955-1965. Butelka 0,5 litra z Poznania kosztowała 69,50, miała moc 40 procent. Na zdjęciu na FB autor bloga pokazał nietypową o pojemności 0,26 l, taką jak ta, znaleziona w Kudypach.

Drugi ślad pochodzi z Muzeum Wódki Polskiej. Butelka znaleziona została z przedwojennym budynku (brak podanej miejscowości) z etykietką Pomarańczówka słodka, poj. 0,25 l. Alkohol ten produkowano w Poznańskich Zakładach Przemysły Spirytusowego w Poznaniu, cena 22,40, moc 40%.

Zatem obie butelki i dwa rodzaje alkoholu łączy kształt (raczej nietypowy), pojemność i... Wielkopolska. Jedna produkowana w Gnieźnie, druga w Poznaniu. Pytań jest kilka. Czy tylko te gatunkowe alkohole były rozlewane do tych butelek? Dwa znalezione ślady to mało. Zaledwie mała poszlaka. I z jakiej huty szkła pochodzą, skoro wykorzystywano w Poznaniu i w Gnieźnie? Może to właśnie tradycja owej huty zadecydowała o nietypowym kształcie?

Butelka z Zielonej Góry wydaje się starsza. Chyba była wyrabiana jeszcze ręcznie. Co w niej było? Elektorska czy Pomarańczówka? A może zupełnie coś innego? Gdzie została wyprodukowana? W jakiej hucie? I kiedy? Przed czy po 1945 roku? I skąd się wziął taki kształt?

Dwie butelki znalezione w lesie. I początek historii. Gdzie i kiedy zostały wyprodukowane? Co w nich było? I kiedy oraz w jakich okolicznościach zostały opróżnione? I dlaczego zostały wyrzucone lub zgubione w lesie? Przez kogo? Być może niewiele więcej uda się ustalić. Ale na pewno można wymyślić dla nich opowieść.

A gdyby ktoś cokolwiek więcej wiedział o takich nietypowych butelkach, to proszę o dopisanie w komentarzach. może to nie koniec tej historii?

(Dla porównania z innymi butelkami z podobnego okresu, z lewej półlitrowa, z prawej najmniejsza, pok. 0,1 litra)

22.08.2019

W małym miasteczku, po dwóch stronach tej samej rzeki



W pewnym miasteczku, po dwóch stronach rzeki funkcjonują dwa światy, co widać na zamieszczonych wyżej zdjęciach. Śmietnik  z pojemnikami. Niby nic wielkiego a jak wiele mówi o ludziach, kulturze, zorganizowaniu i funkcjonowaniu społeczeństwa, estetyce i wartościach.

Dlaczego te dwa światy, w tym samym mieście, w tym samym czasie tak bardzo się różnią? Skąd przyczyna? I dlaczego jeden (zgadnijcie który) chce "rechrystianizować" ten drugi, na drugim brzegu. Słowo "rechrystianizować" wziąłem w  cudzysłów, bo przecież nie o chrześcijaństwo chodzi, tylko o jakieś poczucie wyższości moralnej (dlaczego?) i wojowniczą misyjność (zaprowadzić u innych jakiś swój porządek, narzucić swoje wartości w poczuciu wyższości duchowej). Czy ktoś może mi to wyjaśnić? Ja nie rozumiem...

Nie rozumiem dlaczego się różnią te dwa brzegi tej same rzeki (odległość mniejsza niż jeden kilometr) i dlaczego na jednym brzegu rodzi się ta dziwna agresja wobec drugiego.

Tak, to są zdjęcia przypadkowe, wykonane pod wpływem chwili, na jednej wycieczce wakacyjnej. To nie są szerokie i zobiektywizowane badania. Ale nie użyłem ani nazwy rzeki, ani miejscowości, ani nie nazwałem tych dwóch światów (krajów). Jeśli nie są to obserwacje jednostkowe to czytelnik sam wskaże i nazwie te dwa światy. Jak również tę agresywna misyjność.... I może odpowie mi na pytanie skąd to się bierze: zarówno te różnice jak i to poczucie wyższości moralnej...

21.08.2019

Bawarka - mleko z herbatą czy herbata z mlekiem? (cz. 4)

W "Kuchni Polskiej" WNE z 2005 roku znalazłem informację o bawarce. Jest dopisana w uwagach, pod opisem herbaty (pijanej z dodatkiem cytryny itd. czy odrobiny mleczka), z zaznaczeniem, że jest to raczej słaba herbata pół na pół zmieszana z mlekiem. A więc dodanie odrobiny mleczka czy śmietany nie czyni z herbaty bawarki! We wcześniejszych przepisach Disslowej (zobacz tu i tu), bawarka (z synonimem ważniejszym "ukropek"), to rozbawiona (rozcieńczona) gorącą wodą śmietanka. Może więc kluczem do zagadki bawarki jest picie mleka? Pod różna postacią.

Przypomniała mi się historia zupy barszczu. Znamy pod postacią barszczu czerwonego, gotowaną z buraków czerwonych, czasem jako biały barszcz gotowany na zakwasie w szczególności na Wielkanoc. I zazwyczaj nie pamiętamy, skąd się barszcz wziął. Rośnie przy drogach roślina o nazwie barszczy zwyczajny (Heracleum sphondylium L.). Dawniej kiszono tę roślinę i na tej bazie przygotowywano zupę (w przypadku barszczu białego kisi się chyba mąkę). Potem zamiast barszczu wykorzystywano zakiszone buraki ćwikłowe, a ostatnio nawet bez zakiszania. Nazwa przetrwała a sam produkt bardzo się zmienił. Może podobnie było z bawarką-ukropkiem? Może gdzieś na początku w zamierzchłej przeszłości było warzone mleko lub jego pochodne (serwatka, śmietana, maślanka)?

Osobiście mleko mi szkodzi, spożywam je jedynie w przetworach: jogurtach, kefirach, budyniach, serach i twarogach. I nic w tym dziwnego, dorosłym ludziom mleko szkodzi (niemowlęta i dzieci mają specjalne enzymy do trawienia mleka). Ludy pasterskie Eurazji, przez stulecia przystosowały się do spożywania mleka w okresie dorosłym. Jakież było nasze - Europejczyków - zdziwienie, gdy wysłaliśmy głodującej Afryce mleko! Dla nich było niemalże "trucizną". Przy trawieniu mleka wydzielają się m.in. związki opioidowe. Zatem picie mleka "w dorosłości", to nabytek ewolucyjno-biochemiczny ludów pasterskich (bioróżnorodność na poziomie genetycznym). Z całą pewnością nie od razu się pojawił ten nasz "ewolucyjnych nabytek". Być może stąd różne eksperymentowanie z przetworami, fermentowaniem mleka (jogurty, kefiry, kumys) czy różnymi dodatkami do mleka. Masajowie np. pijają mleko z... dodatkiem krwi, świeżo upuszczonej z krowich żył .

Być może dodatek herbaty do mleka ułatwia przyswajanie i trawienie mleka? Jeśli takie miałaby mieć kulturowe pochodzenie bawarka, to musiałyby być ślady eksperymentowania kulturowego z dodatkami do mleka. Zatem, dla pełniejszego zrozumienia bawarki trzeba będzie mi sięgnąć w poszukiwaniach do... kultury spożywania mleka. Rozcieńczanie śmietanki czy mleka gorąca wodą wcale nie musiałoby wynikać z biedy, ale z dawniejszego, mlecznego doświadczenia kulturowego.

Bawarka jako polski specjał ?

W książce Dawida Campbella "The tea book" z 1995 roku możemy przeczytać o bawarce jako herbacie z mlekiem. Nasza bawarka doczekała się międzynarodowego uznania, łącznie z zaleceniami dla karmiących matek. Mimo, że herbata z obcych stron pochodzi, to i polska kuchnia coś do międzynarodowej gastronomii wniosła. Pewnie za sprawą naszym emigrantów. Tak jak włoskie mascarpone w czasie drugiej wojny światowej Włosi spopularyzowali w Europie.... w obozach jenieckich! Nawet będąc przegranym (osadzonym w obozie jenieckim) można być zwycięzcą !

W końcu się chyba odważę i bawarki się napiję. Ku chwale ojczyzny i rodzimej gastronomii. Kawę czarną też pijam zazwyczaj bez mleka. Jedynie sporadycznie, tak jak ostatnio kawę żołędziową, zabielam kawę mlekiem.

c.d.n.

20.08.2019

Bawarka, Włosy Wenery i ... wspomaganie laktacji? (bawarka cz. 3)

Ponoć każdy wie, że bawarka czyli herbata z mlekiem zalecana jest na laktację jako środek mlekopędny dla młodych i karmiących matek. Ale jak to z mądrością ludową jest to równie dużo opinii funkcjonuje wskazujących, że wcale nie pomaga. Ilu Polaków, tylu lekarzy, co już Stańczyk dawno temu udowodnił. Bo różni domowi eksperci polecają w tej sprawie laktacyjnej pić mleko sojowe i bezalkoholowe piwo Karmi.

Współcześnie bark pokarmu u młodej matki nie jest nieszczęściem - spokojnie można wykorzystać specjalne odżywki dla niemowląt i karmić butelką. Dawniej był to jednakże problem - jeśli nie było mamki to niemowlęciu groziła śmierć. Stąd znaczenie większa uwaga o laktację i sprawdzone sposoby by zaradzić ewentualnemu brakowi. Teraz o tym już nie pamiętamy.

Metoda naukowa wywodzi się z myślenia potocznego, jednak na skutek wielu dziesięcioleci rozwoju dopracowała się swojej metodologii (skodyfikowanego postępowania). Głównym celem jest obiektywizm i możliwość zweryfikowania. W naukach przyrodniczych najważniejszą formą weryfikacji jest eksperyment. Można byłoby więc przeprowadzić eksperyment kliniczny z ochotniczkami – karmiącymi matkami i dokładnie przebadać czy i w jakim stopniu herbata z mlekiem sprzyja laktacji. Można także weryfikować przez badania statystyczne, nawet z wykorzystaniem opinii publicznej. Czyli można oprzeć się na tym, co ludzie sądzą ale należałoby zastosować odpowiednią procedurę statystyczną a nie dowolne i niestandaryzowane opieranie się na tym, "co ludzie mówią". Tymi narzędziami nie dysponuję, pozostaje mi więc analizowanie źródeł i rozważania wstępne (w pracach i badaniach naukowych poprzedzają one wybór materiału i metod badawczych). Można się także zastanawiać skąd wzięło się przekonanie, że herbata z mlekiem sprzyja kobiecej laktacji w trakcie karmienia. Może ma to swoje jakieś źródła etnograficzne i jest śladem dawnego sposobu myślenia o świecie? Badania etnograficzne mają swoje specyficzne narzędzia i wykrystalizowaną metodologię. Można również odnosić się do ogólnej teorii funkcjonowania ludzkiego organizmu i próbować określić jakie związki i jakie procesy fizjologiczne byłyby związane z piciem bawarki i laktacją. Eksperymenty powinny być oparte na wiedzy a nie ślepym próbowaniu i dowolnym eksperymentowaniu (bo szkoda czasu i pieniędzy).

A dlaczego bawarka miałaby wspomagać laktację? Że jest z mlekiem: im więcej mleka pijesz, tym więcej masz dla dziecka w piersiach? A może jest smaczniejsza od samego mleka? Anglicy "zapijają" się herbatą z mlekiem, ale wcale nie z powodu karmienia piersią. Po prostu tak im smakuje (ciekawe czy wiedzą, że to bawarka, do Francji mają bliżej, więc gdyby to stamtąd bawarka do nas przyszła, toby i w Anglii na nią bavaroise mówili - tam też należy szukać ewentualnych śladów). Mocne napary z czarnej herbaty same może byłyby zbyt "siekierowate" (w mojej młodości na silny napar herbaciany mówiliśmy „siekiera”), stąd rozbawianie (rozcieńczanie) mlekiem?

Bawarska herbata naprowadziła mnie na syrop kapillorowy. W końcu chyba rozgryzłem ów tajemniczy syrop, co to z Francji książęta bawarscy na sejm do Rzeczypospolitej ponoć przywieźli. To syrop z paproci niekropień właściwy - Adiantum capillus-veneri, zwany także kiedyś "Włosami Wenery". Bardzo kobiece. A może to jest źródłem przekonania, że bawarka (jeśliby pochodziła od bawarskiej herbaty choćby tylko nazwą) na laktację pomaga?

(Fragment ze starej książki)

Syrop na piersi pomagający! Chwila radości (bo przez moment wydawało się, że znaleziony został ważny ślad)... i dalej niepewność. "Na piersi" wcale nie musi oznaczać, że na "kobiece piersi w czasie karmienia", może tylko na choroby płucne i przeziębienia?

Przejrzałem kilka książek zielarskich z mojej biblioteczki (łącznie z "Przewodnikiem ziołolecznictwa ludowego" i "Dziejami upraw i roślin leczniczych"). Nie znalazłem tej paproci. Albo nie o to książętom bawarskim chodziło (może dla smaku lub jakowegoś "narkotycznego kopa"?), albo jako środek nieskuteczny dawno nawet z medycyny ludowej został wyparty. Za to wśród ziół na laktację znalazłem: kminek, melisę, koper włoski, owoc anyżu, a w zestawach herbatek ziołowych-mlekopędnych także i ziele rutwicy lekarskiej i liść maliny. Kapilaru francuskiego ani śladu... Być może było to jakieś eksperymentowanie ludzkości z tym syropem i brało się jeszcze z myślenia magicznego (nazwa włosy Wenery) ale nie było pozytywnych efektów i ziele to zostało zapomniane. Tak jak z syropem z leśnych tulipanów (o tym niebawem napiszę).

Popijając w jesienne wieczory herbatę z mlekiem, bawarką u nas zwaną, można się pozastanawiać nad genezą, i nazwy, i sposobu przyrządzania. A od rozwiązywania zagadek intelektualnych endorfiny w mózgu wydzielać się będą, co dodatkowo dostarczy przyjemności z picia herbaty. Najlepiej w pięknej filiżance, żeby i doznania oczno-estetyczne były. Na zdrowie! Panowie bawarkę także pić mogą, bez obawy o laktację :).

Niekropień właściwy - Adiantum capillus-veneri

19.08.2019

O ukropku i o tym, co to jest bawarska herbata (bawarka cz. 2.)


Niniejsza opowieść, podawana w odcinkach, kompletowana jest już blisko 10 lat. Przy okazji znajdowane okruchy informacji, czasem podsycane dyskusją na Wikipedii. Gdyby zająć się tym zawodowo, z pełnym zaangażowaniem i z wykorzystaniem profesjonalnego aparatu badawczego historyków, zagadka bawarki rozwiązana byłaby szybciej. Ale kogo interesują takie błahe historie? Z drugiej strony na Ziemi jest już około 7 miliardów ludzkich mózgów. To ogromny potencjał, by zająć się nawet wszystkimi błahymi rzeczami. Bo może one takie błahe nie są?

Opowieść na blogu nie jest publikacja naukową. Na ostatnia ma specyficzną konstrukcję która dojrzewała przez stulecia. Opowieści wśród Homo sapiens funkcjonują od dziesiątków tysięcy lat, rozwijając się w kulturze oralnej. Ich struktura wynika z funkcji integracyjnej, budowania napięcia i ciekawości. Potem doskonalona i zmodyfikowana nieco w kulturze piśmiennej. Internetowe blogowanie to kolejne środowisko opowieści. Na blogu opowiadam historie o nauce, o przyrodzie. Historie prawdziwe ale nie są to publikacje naukowe. Te ostatnie podporządkowane sa dojrzewającej i doskonalownej metodologii nauki. Najpierw w formie ustnych dyskusji, potem listów aż w końcu publikacji naukowych w czasopismach oraz w formie książek. Zasadniczym celem publikacji naukowej jest precyzja i przedstawienie wyników eksperymentów, dociekań, analiz. Najważniejsza jest precyzja (i możliwość powtórzenia, zweryfikowania) a nie piękno języka czy budowanie więzi społecznych. W publikacji naukowej jest wstęp z celem, jest materiał i metody, potem wyniki oraz dyskusja czyli omówienie wyników. I jest zestawienie bibliograficzne źródeł, cytowanych w pracy. Tak więc w swej formie opowieść literacka (nawet literatury faktu) różni się od publikacji naukowej. W literaturze liczy się piękno i emocje, w publikacji naukowej język powinien być precyzyjny - bez dbałości o piękno a z naciskiem na precyzję, jednoznaczność i wskazanie źródeł (albo jako materiał albo źródła bibliograficzne, by łatwo można było zweryfikować i samodzielnie sprawdzić, czy to poprzez powtórzenie eksperymenty czy samodzielne zajrzenie do wskazanych źródeł. W tym ocenie ich wiarygodności, adekwatności itd.). Zatem wróćmy do bawarkowej opowieści.

Chłodne wieczory skłaniają do picia gorących napojów. Powszechna stała się herbata i kawa. Ale przecież dla narodów południa czymś dziwnym i niecodziennym jest picie ciepłego i gorącego napoju - oni wolą soki, wodę, wino, a gorąca herbata przeznaczona jest tylko dla chorych. Pamiętam zdziwienie młodego Hiszpana, który przyjechał późną jesienią do mnie na półroczny staż. Dziwił się, dlaczego gdzie nie przyjdzie częstują go od razu herbatą lub kawą. Ale po kilku miesiącach pobytu sam o te gorące napitki prosił… Herbata i kawa uratowały Europę od plagi pijaństwa. Teraz na szczęście mamy czystą wodę i najprzeróżniejsze soki, o gazowanych napojach nie wspominając.

Ale jak było kiedyś z tymi gorącymi napojami? Zupa - też w naszej tradycji kulinarnej jest głęboko zakorzeniona. Kiedyś myślałem, że tylko z biedy, ale może jej popularność tkwi w "ciepłocie" ? Gotowanie wody to po pierwsze pozbywanie się pasożytów i chorobotwórczych bakterii, po drugie być może wynika z chłodnego klimatu, dając ciepło zziębniętemu człowiekowi.

Najpierw zaintrygowała mnie bawarka (czytaj więcej, cz. 1), a teraz intryguje mnie tytułowy ukropek (skan z książki kucharskiej Marii Disslowej). Pod tą nazwą w starej książce kucharskiej znalazłem bawarkę i zalewanie wrzątkiem mleka lub śmietanki (ta druga pożywniejsza bo więcej tłuszczu). W dawnych czasach studenckich i licealnych poza herbatą (kawa była droga, a zbożowa nie tak smaczna) do dyspozycji było zalewanie wrzątkiem kostki rosołowej. Teraz znacznie większe bogactwo gorących kubków, rosołków, zupek w kubeczku : wystarczy nalać wrzącej wody z czajnika (samowary tylko elektryczne, ale i te wyszły z użycia).

W internecie znalazłem informacje o beskidzkim ukropku czyli omaszczonym wrzątku z chlebem. Według przepisu p. Teresy Pietrzyckiej z gminy Brzostek ukropek przygotowuje się następująco: Zagotować 2 litry wody, wrzucić 3 ząbki czosnku – zagotować, zagęścić mąką i śmietaną, posolić do smaku, usmażyć kawałek słoniny i omaścić ukropek. Podawać z pieczywem. Biedny za bardzo nie ma czym tego wrzątku "okrasić", pozostaje mu mąka lub/i śmietana. Nazwa ta sama co u Disslowej ale nieco inaczej przyrządzane. I na dodatek nazywa się zupą. Czy podobieństwo nazw jest przypadkowe czy wynika z tradycji i pochodzenia od tego samego kulinarnego wytworu? Pytanie, na które na razie nie potrafię odpowiedzieć (może ktoś wie?).

Ale dalej nurtuje mnie prekursor czajnika i imbryka. Może dzban, dzbanek lub po prostu garnek? Dziubek od czajnika czy imbryka zapewne po to, żeby wygodnie nalewać do wykwintnych filiżanek i kubków. A może "przodkiem" gorącej herbaty czy kawy była zwykła gorąca zupa, gotowana w garnku? Czy nasi średniowieczni (i dawniejsi) przodkowie gotowali jakieś ziołowe herbatki (bo herbaty sensu stricte jeszcze nie znali) ? Z dzieciństwa pamiętam kompoty u babci. Ale to był XX wiek. A jak było wcześniej? Czy można coś znaleźć w źródłach? A może potrzebna archeologia eksperymentalna, czyli próby odtworzenia domniemanych przepisów? Jak w paleobiologii -odtwarzanie wyglądu zwierzęcia po jego skamieniałych śladach, wnioskowanie pośrednie i ciągłe domysły. Kuchnia dawnych Słowian nie była tak uboga jak kiedyś sądziliśmy. Z uwagą przeczytałem książkę pt. Kuchnia Słowian czyli o poszukiwaniu dawnych smaków Hanny i Pawła Lisów, wydaną przez Naszą Księgarnię w 2015 r., ale obiecujących śladów nie znalazłem.

(Skan z książki "Domy i dwory", Łukasza Gołębiowskiego z 1830 r.)

Co to jest bawarska herbata ?

Poszukiwania intelektualne i odkrywanie najprzeróżniejszych tajemnic może być przyjemne, a to za sprawą wydzielających się endorfin. Moje poszukiwanie odpowiedzi na pytanie czym była/jest bawarka, doprowadziły mnie najpierw ukropka a następnie do bavaroise czyli herbaty bawarskiej. Tym razem dotarłem do umieszczonego przez Google skanu/reprodukcji dzieła Łukasza Gołębiowskiego z 1830 r. ("Domy i dwory", na skanie wyżej fragmenty strony 124 i 125). Przy okazji doświadczyłem dobrodziejstw cyfryzacji zasobów bibliotecznych. To znakomite projekty, umożliwiające powszechny i łatwy dostęp do dorobku całej ludzkości. Warto przyklasnąć takim wolnym zasobom.

Ale do rzeczy. Wydawało się przez moment, że już znalazłem wreszcie swoją bawarkę czyli herbatę z mlekiem (lub raczej mleko z herbatą). Nazwa ta sama, i francuska i polska. Co prawda nie pada słowo "bawarka", ale to był rok 1830, więc może później słowo francuskie zostało przetłumaczone lub nazwa "herbata bawarska" została skrócona? Jednakże lektura Gołębiowskiego nie przynosi łatwej odpowiedzi. Najpierw bavaroise wymieniona jest obok herbaty, kawy, czekolady, grogu i innych napitków czy nawet lodów. Nie jest więc synonimem herbaty z mlekiem ani jej odmianą. Dalej jest o herbacie pijanej z mlekiem (ale ani razu nie pada stwierdzenie, że jest to bawarka - bawarska herbata wymieniana jest osobno jako napój bez mleka). A jeszcze dalej jest jednoznacznie wyjaśnione, że bavaroise czyli bawarska herbata, pijana była w Paryżu przez bawarskich książąt. I to na dodatek z sokiem kapiłłarowym (najwyraźniej bawarska herbata to herbata z owym sokiem kapiłłarowym). Nie jest więc to herbata z mlekiem. A co to ten sok kapiłłarowy? I co to jest bawarska herbata - może ma tyle wspólnego z herbatą co herbatka ziołowa? Sok kapilarowy doprowadził mnie do paproci niekropień, a jeszcze później do soku z leśnych tulipanów, ale to już inna historia.

We francuskiej Wikipedii i na włoskich stronach (bo "wynalazł" to Sycylijczyk) można znaleźć bavaroise jako napój (o konsystencji budyniu) i jako krem (deser). A napój-drink, przygotowywany z herbaty, mleka i alkoholu (np. likieru, rumu), w kuchni francuskiej dodawany jest do kawy i włoskich lodów. Zdjęcia ze stron francuskich - do jakich dotarłem - wskazują, że jest to jakiś deser. W żaden sposób nie wygląda jak nasza bawarka czyli herbata z mlekiem (na sposób angielski).

Czy nazwa naszej bawarki ma coś wspólnego z bawarską herbatą? Czy też więcej wspólnego z dobawianiem (rozcieńczaniem) i warem-warzeniem? A może kluczem do sprawy jest mleko i picie mleka? W każdym razie przytoczony dokument z połowy XIX wieku wskazuje na istnienie herbaty bawarskiej ale nie można jej utożsamiać z mleczną bawarką bo, po pierwsze wymieniana jest obok herbaty w mlekiem, po drugie to herbata z syropem ziołowym z paproci niekropień. W każdym razie przytoczony fragment z książki z połowy XIX wieku wskazuje, że mleczna bawarka nie wywodzi się od książąt bawarskich, pijących herbatę w Paryżu. Być może bawarka (jako herbata z mlekiem) wywodzi się etymologicznie od Bawarii ale musiałoby to zajść zupełnie niezależnie i inaczej. Na razie nie ma na to najmniejszego śladu (przynajmniej ja jeszcze nie dotarłem). Nie ma też na razie potwierdzenia hipotez alternatywnych w postaci bawarki-ukropka (od warzyć) czy od słowa rozbawiać (rozcieńczać). Czekają mnie więc kolejne poszukiwania i kolejna porcja endorfin. Może najpierw trzeba doświadczyć i napić się bawarki?

A może ktoś zna już tajemnicę bawarki - herbaty z mlekiem (lub mleka z herbatą)?

16.08.2019

Bawarka, imbryk i czaj czyli metoda naukowa rozwiązywania zagadek cz. 1.

Czym jest metoda naukowa i jak dojrzewała, wywodząc się z myślenia potocznego? Jest to temat, który próbuję zrelacjonować już po raz kolejny. Tym razem opowiem na przykładzie bawarki – herbaty z mlekiem.

Co w metodzie naukowej jest ważne? Po pierwsze ciekawość, właściwa Homo sapiens od samego początku jego dziejów. Przeglądając jakąś książkę kucharską natknąłem się na pozornie banalny przepis na bawarkę-ukropek. Dlaczego zaintrygował mnie ten przepis? Bo nasunął zupełnie nową hipotezę powstania nazwy „bawarka”. Zaciekawił czymś nowym, zaintrygował.

Przez lata spotykałem się ze słowem bawarka, jako określenie herbaty z mlekiem. Nigdy mnie nie zaciekawiała etymologia tego słowa. Nie zwracałem uwagi, geneza nazwy wydawała się oczywista, póki nie trafiłem na krótki zapis w książce kucharskiej, który wygenerował hipotezę alternatywną. Pierwsze i pozornie oczywista hipoteza – od Bawarii. Oczywiste i proste wyjaśnienie. Po co to zgłębiać? Aż trafiłem na ukropek. I skojarzyłem ze słowem warzyć – warka. To co dla piwa możliwe czy mogło być związane z herbatą zabielaną mlekiem? Biała warka? Ale czy możliwy był proces językowy skracania białej warki do ba-warki? Zacząłem poszukiwać przy okazji a te poszukiwania nieco przypadkowo zawiodły mnie to niekropienia i soku z leśnych tulipanów.

Wróćmy jednak do myślenia potocznego. Często stosujemy strategię żołnierza – bronić „ojczyzny”, w tym przypadku jakieś tezy, własnej, autorskiej lub zasłyszanej, do której czujemy się w jakiś sposób przywiązani. Traktujemy jako oczywistość a gdy pojawiają się wątpliwości to szukamy potwierdzenia. To postępowanie jest złudne, bo psychologicznie pomijamy fakty przeczące lub niepasujące (czasem nawet ich nie dostrzegamy, czasem świadomie odrzucamy). W toku dyskusji i wieloletniego rozwoju metodologia naukowa dostrzegła tę niedogodność i wypracowała inne procedury dowodzenia. Na przykład w dyskusji wyznaczano adwokata diabla, czyli osoby-strony, która ma za zadanie dowodzenie tezy przeciwnej. Co dwie pary głowy to nie jedna i na dodatek dwa przeciwstawne punkty widzenia. Niech dyskusja na argumenty rozstrzygnie. Każda strona z zapałem "żołnierza-obrońcy" będzie wyszukiwać stosownych argumentów.

Po wielu latach procedura naukowa wzbogaciła się o nową metodologię – testowanie (falsyfikowanie) hipotezy. Wymyślamy doświadczenie lub tylko proces myślowy, by wykazać błędność hipotezy, by ją obalić. Jeśli nie uda się jej obalić, znaleźć słabych stron, to hipoteza tymczasowo zostaje. Aż do następnej próby. Ale po popperyzmie zwrócono uwagą i na paradygmat i konieczność generowania hipotez alternatywnych. Zatem nie tylko falsyfikowanie ale i poszukiwanie alternatywnych hipotez (które także się falsyfikuje). A paradygmat? Na ile hipoteza (i wyjaśnienie) pasuje do szerszej wiedzy – przyjętego paradygmatu.

Można było oczywiście sprawdzać czy bawarka pochodzi od Bawarii i jak to się stało, czyli poszukiwać potwierdzenia. W znanym mi przypadku potocznego dowodzenia etymologii bawarki takie postępowanie ze strategią żołnierza doprowadziło do karkołomnego wywodzenia herbaty z mlekiem od napoju ziołowego z niekropieniem. Zabrakło chłodnego falsyfikowania. Ale łatwiej może dociec prawdy z dwoma, alternatywnymi hipotezami? Które konkurują ze sobą jak gatunki w ekosystemie lub w procesach ewolucji?

Ukropek wygenerował hipotezę alternatywną, nie od Bawarii lecz od warki, warzenia. Hipoteza to dopiero początek przygody i detektywistycznego poszukiwania. Temat dla mnie bardzo poboczny ale przy nadarzającej się okazji poszukiwałem śladów na jedną bądź druga hipotezę (bawarska kontra warecka). I o tym właśnie będzie ta opowieść o bawarce. Niby rzecz błaha, ale można nauczyć się metody i zrozumieć metodologię (filozofię nauki). I tego, dlaczego w nauce ważne jest podawanie źródeł (by można było weryfikować, sprawdzać). Jeśli jedna, nawet drobną rzeczą zajmować się długo i dociekliwie, to można zrozumieć znacznie więcej. Tak jak z analizy ziarna piasku można dowiedzieć się o całej pustyni. Jeśli nie wszystkiego to na pewno wielu rzeczy.

Kuszą łatwe i proste rozwiązania: bawarka – znamy Bawarię i jej mieszkańców Bawarczyków. Słowo bardzo podobne, to na pewno od Bawarii wywodzi się herbata z mlekiem. Tyle tylko że język się zmienia a słowa zmieniają swoje znaczenie. Na przykład nazwa wsi (teraz dzielnicy Olsztyna) – Kortowo. Pierwsze skojarzenie z kortami tenisowymi. Pewnie nazwa wzięła się od tego, że są tu korty tenisowe. Owszem, są. Ale nazwa powstała znacznie wcześniej, dawniej, przed 1945 rokiem brzmiała Kortau i pochodzi prawdopodobnie od pruskiego słowa korto, oznaczającego las, zarośla.

Tajemnica pochodzenia słowa bawarka na określenie herbaty z mlekiem nurtuje mnie od 10 lat. Zacząłem szukać w 2010 roku. I do tej pory szukam. Przy okazji, czasem przeszukując internet, bo cyfrowe wersje starych książek są już dostępne. To przygodne poszukiwania bez specjalnego nastawienia i systematycznego przeszukiwania źródeł. Kultura niematerialna zostawia swoje materialne ślady. Tak jak ślady zwierząt odciśnięte na piasku, śniegu lub błocie (nawet skamieniałe) informują mniej lub bardziej precyzyjnie o zwierzęciu. Wnioskowanie jest jednak zawsze tylko pośrednie.

Bawarka, czyli herbata z mlekiem, sprowokowała mnie do sięgnięcia po stare książki i poszukiwania nie tylko lingwistyczne. Rzecz z pozoru prosta okazała się skomplikowana. Po pierwsze skąd nazwa bawarki, po drugie czy to herbata z mlekiem, czy mleko z herbatą? Wgłębianie się w te zawiłości przypomniały, że kultura niematerialna zmienia się ale i zachowuje swoją ciągłość. Podobnie jak gatunki i ekosystemy. Ale do rzeczy.

Maria Disslowa, w książce kucharskiej z 1935 r., opisuje ukropek (bawarka) jako napój sporządzony z połowy szklanki śmietanki i połowy szklanki wrzącej wody oraz kawałka cukru (wtedy powszechny w użyciu był cukier w głowach, więc się go najczęściej w kawałku brało do ust i popijało – zbyt długo trzeba byłoby czekać na rozpuszczenie w filiżance z herbatą). Ale sam przepis wskazuje na fakt, iż pierwotnie bawarka (ukropek) nie była sporządzana na bazie herbaty. No cóż, herbata w naszej środkowoeuropejskiej kulturze pojawiła się stosunkowo niedawno. Jeśli przyjąć taką hipotezę to najprawdopodobniej nazwanie herbaty z mlekiem jako bawarki wywodzi się z gorącego napoju zwanego ukropek. Potwierdzałby to Słownik poprawnej polszczyzny PWN z 1980 r., w którym bawarka to regionalne określenie na „osłodzony napój z wody lub herbaty i mleka”. Podobnie definiuje bawarkę (pomijając Bawarkę jako mieszkankę Bawarii) Mały słownik języka polskiego PWN z 1989 (wyd. I z 1969).

Sądząc po synonimie z ukropkiem oraz definicjach słownikowych, słowo bawarka mogłoby pochodzić od war, warzyć (gotować, wrzątek) a nie od Bawarii. Według innych opinii znalezionych w Internecie, bawarka to określenie utworzone od słowa "rozbawiać" (pomieszać, rozcieńczyć) innym płynem, w niektórych regionach mówi się np. zupę rozbawić śmietaną. To byłaby trzecia etymologiczna hipoteza. Żadnego związku mlecznej herbaty z Bawarią nie udało mi się znaleźć, jest więc on być może pozorny i wynika z podobieństwa słownego a nie związku kulturowego. Ale to, że nie znalazłem, nie znaczy że takiego związku nie ma. Może za słabo szukałem? Teoretycznie da się to sfalsyfikować.

Maria Disslowa (M. Disslowa, Jak gotować. Wyd. Epoka, Warszawa 1989 , na podstawie wydania pierwszego z 1935 r.), zaleca podawanie ukropka (bawarki) na śniadanie, zwłaszcza osobom chorym i dzieciom (jako napój smaczny i pożywny). Rozbawianie, rozcieńczanie śmietanki wodą wydaje się współcześnie dziwaczne. Ale co pili nasi przodkowie, gdy nie było jeszcze u nas ani kawy, ani herbaty? Może tak samo pożywne jak mleko z masłem i miodem? A gorący napój już swoją temperaturą rozgrzewał. Bawarka byłaby więc gorącą (uwarzoną), rozbawioną (w sensie rozcieńczona, zmieszania) śmietaną lub mlekiem (dolanie gorącej wody zamiast gotowania mleka czy tym bardziej śmietany byłoby mniej pracochłonne). W sam raz dla osłabionych i chorych. Czy dlatego pojawił się powszechny współcześnie mit, że bawarka wzmaga laktację u karmiących matek? Może po prostu jest tylko pożywna i rozgrzewająca?

Współcześnie w Polsce bawarka to określenie na herbatę z mlekiem, parzoną na sposób angielski. W opracowaniu z końca XX w (M. Pempel, S. Pempel, Napoje na różne okazje. Poradnik barmana. Wyd. Spółdzielcze, Warszawa 1985) przepis na bawarkę wskazuje, że do gorącego mleka dolewa się napar herbaciany (na 1 szklankę mleka pół szklanki zaparzonej herbaty). W Internecie znaleźć można jednak i inne przepisy, informujące o dodawaniu mleka do herbaty. Anglicy obruszyliby się na takie „barbarzyństwo”. Co więcej, znaleźć można uzasadnienia naukowe, wskazujące, że dolewanie mleka do herbaty jest szkodliwe i powinno się jedynie dolewać herbatę do mleka.

Sama zaś herbata to słowo łacińskie, określające trawę, ziele. Angielska tea wzięła się z południowo-chińskiego . Czy taki „obrót słowny” (w nawiązaniu do „obrót sprawy”) wynikał ze szlaków handlowych czy przywiązania Polaków do łaciny? A może niechęci do rosyjskiego? Bowiem w rosyjskim czaj to herbata. Ale słowo to pochodzi z tureckiego czaj, a to z chińskiego cza (za Aleksandrem Brüknerem ze Słownika etymologicznego języka polskiego, Wiedza Powszechna 1974). Wychodzi więc, że nazwa czaju też z Chin do nas doszła, ale poprzez innych pośredników kulturowych niż do Anglików, stąd inaczej się nazywa. Podobno czaj to bardziej północna wersja natomiast te to wersja kantońska. Statki holenderskie raczej dopływały do Kantonu, bo tam bliżej z Indii Holenderskich, więc i słowa zapożyczali raczej od kantończyków niż pekińczyków.

Mamy więc herbatę i… czajnik (do parzenia czaju). Maria Disslowa proponuje nazwę „herbatnica”. Bardzo to logiczne, ale czy wtedy (początek XX. w., budowanie niepodległej Polski po półtorawiekowych zaborach) było to słowo rzeczywiście powszechniej używane? Czy była to tylko maniera spolszczania (tak jak wszechnica zamiast uniwersytetu)? Dziś czajnikiem jest każde naczynie do gotowania wody na herbatę, kawę, rosołek z kostki, zupkę chińską itd. Nie ma już samowarów, kawiarek i herbatnic…

No dobrze, a jak się nazywało wcześniej naczynie do gotowania wody, kiedy nie znaliśmy jeszcze „czaju” czyli herbaty? Garnek? Kocioł?

Według Słownika poprawnej polszczyzny PWN pod red. Doroszewskiego, czajnik - „naczynie zakryte z dziobkiem służące do gotowania wody i zaparzania herbaty; reg. takie naczynie, służące tylko do zaparzania herbaty”. Logiczniej byłoby mówić o czajniku jako naczyniu, w którym zaparza się herbatę, np. stawiając dodatkowo na samowarze lub gorącej płycie kuchennej. W naszym języku zarezerwowaliśmy na to słowo „czajniczek” vel „imbryczek”. W tym samym słowniku czajnik to inaczej imbryk. Ale Słownik wyrazów obcych PIW, z 1958 r. imbryk wywodzi z języka osmańsko-tureckiego oraz z arabskiego, gdzie oznacza dzban na wodę, naczynie na kawę, a współcześnie oznacza (u nas) naczynie do gotowania wody, zaparzania herbaty lub kawy. Byłby więc czajnik do herbaty a imbryk do kawy.

Z tych przydługich (jak na blog) rozważań wynika, że albo pierwotna nazwa na naczynie do gotowania samej wody nie istniała w ogóle (pojawiło się z kawą i herbatą), albo ta pierwotna nazwa została wyparta. Co i jak pili nasi przodkowie? Czy tylko wodę ze strumienia, studni i napoje fermentowane (piwo jak sama nazwa wskazuje, to coś podstawowego do picia)? Co się z tego dawnego dziedzictwa niematerialnej kultury zachowało?

Dlaczego w języku polskim słowo czajnik wyparło słowo imbryk z powszechnego użycia (elektryczny czajnik a nie elektryczny imbryk)? Czy dlatego, że herbata (czaj) przez wiele dziesięcioleci była tańsza i powszechniejsza od drogiej i luksusowej kawy? Nie licząc oczywiście kawy zbożowej (np. uprażonej domowym sposobem na patelni). Tak oto ekonomia i granice polityczne w pośredni sposób wpływałyby na język.

c.d.n.

15.08.2019

Kopułka - smukła osa z dzbanuszkami

(fot. Agnieszka Kubrak)
Internet zbliża ludzi, tworzy znacznie liczniejszą wspólnotę ludzi komunikujących się, opowiadających i dyskutujących. Sam z tego korzystam, gdy czegoś poszukuję. Znacznie łatwiej o kontakt ze specjalistą, osobą akurat wiedzącą to, czego potrzebujemy. I można widzieć i wiedzieć więcej. Dzięki publikowaniu różnych informacji o owadach i przyrodzie na rożne sposoby dostaję zapytania (sms-em, mailem, przez komunikator). Ot na przykład dostałem takie zapytanie wraz z kilkoma zdjęciami:

"Dzień dobry. Szukając w internecie informacji na temat dziwnych gniazd wybudowanych przez owada w jednym z okien mojego domu, natrafiłam na Pana artykuł o gliniarzu naściennym. Pozwoliłam więc sobie napisać do Pana z prośbą o rozwikłanie zagadki. Odkryłam te gniazda po otworzeniu okna, które jest bardzo rzadko otwierane i używane. Są one okrągłe [chodzi o gliniane konstrukcje, wykonane przez owada - S.Cz.] - podobne kształtem i wielkością do orzecha laskowego i zrobione z twardej, szarej, jakby gliniastej masy. Obok leżał martwy pająk. Zdjęcia przesyłam w załączniku. Kto jest "autorem" tych gniazd? Czyżby gliniarz? Mieszkam w woj. dolnośląskim, dawnym jeleniogórskim, w małej wsi położonej między Bolesławcem a Lwówkiem Śląskim. Z góry serdecznie dziękuję za rozwiązanie zagadki. Bardzo ciekawa jestem co to za owad. Z serdecznymi pozdrowieniami- Agnieszka Kubrak (...)"

Jak na gliniarza naściennego to komory lęgowe są zbyt kuliste. Bardziej przypominają mi komory lęgowe osy kopułki. Co prawda kopułki w tych glinianych dzbanuszkach składają gąsienice motyli a nie pająki (na pająki polują nastecznikowate, w tym gliniarz naścienny), ale na zdjęciu widać wyraźne otwory - najprawdopodobniej ślady po wyjściu dojrzałej już osy (tak więc złożone zapasy zostały już zjedzone przez larwy). Zatem znaleziony pająk najprawdopodobniej nie pochodzi z wnętrza komory lęgowej, raczej jego obecność jest przypadkowa.

Kopułki jako podrodzina Eumeninae należą do rodziny osowatych (Vespidae) (ta ostatnia liczy w Polsce 62 gatunki). W Europie stwierdzono około 80 gatunków z tej podrodziny a w Polsce prawie 50. Banieczkowane, dzbanuszkowate komory lęgowe robią kopułki z rodzaju Eumenes - w Polsce stwierdzono 7 gatunków (Eumenes coarctatus, E. coronatus, E. papillarius, E. pedunculatus, E. pomiformis, E. sapertanus, E. subpomiformis). Kopułki są w Polsce bardzo słabo poznane, w tym także w aspekcie ich rozmieszczenia jak i wykazu gatunków (być może jest ich więcej niż 7).

Kopułki z rodzaju Eumenes budują komory lęgowe z gliny, piasku, wody i śliny w kształcie kulistym wielkości ok. 1 cm, z charakterystycznym otworem średnicy ok. 1 mm i wywiniętym brzegiem. Umieszczają je na płaskim podłożu: na kamieniu lub kawałku drewna. Jak widać parapet okna też okazuje się przydatny.  Do środka samica składa jedno jajo osadzone na trzonku. Następnie znosi sparaliżowane gąsienice motyli, zwłaszcza z rodziny miernikowcowatych (Geometridae). Na koniec, wykorzystując materiał na wywiniętym brzegu, zakleja otwór wejściowy. Nie ma już więc tego charakterystycznego kształtu kulistego dzbanuszka. Jest niepozorne i trudno je odnaleźć.

Dorosłe kopułki z rodzaju Eumenes można spotkać od maja do września - większość gatunków ma dwa pokolenia w roku. Zasiedlają nasłonecznione, suche, otwarte miejsca, zwłaszcza nieużytki, przydroża, piaskownie i żwirownie. Niektóre gatunki są pospolite ale nieliczne dlatego trudno je spotkać w terenie.

Eumenes pedunculatus buduje komory lęgowe wielkości orzecha, które rozmieszczone są czasem w większej liczbie obok siebie. Spotkać je można w zaroślach. Ponieważ kopułki atakowane są przez parazytoidy, to z komory lęgowej czasem wychodzi inna błonkówka (np. złotolitka Chrysis).

Kopułka przewężona (Eumenes pomiformis) - owady dorosłe występują od wiosny do września w kilku pokoleniach. Dzbanuszkowate komory lęgowe przyczepia do kamieni, pod korą, na murach i krzewinkach.

Podobną, kulistą komorę lęgową buduje bolica budowniczka (Ancistrocerus oviventris syn. Odynerus oviventris). W płytkich zagłębieniach w kamieniach lub skałach buduje z gliny lub piaszczystej ziemi, wydłużone, początkowo otwarte od góry komory lęgowe. Składa jajo i znosi sparaliżowane larwy chrząszczy z rodziny stonkowatych (Chrysomelidae) i ryjkowcowatych (Curculionidae). Następnie pokrywa kilka komór dodatkową warstwą gleby. Jej gniazda znajdowane były także na poręczach mostów i metalowych dźwigarach

źródła:
  • Bellmann Heiko, Owady, Multico, Warszawa 2007
  • Bellmann Heiko, Błonkówki. Pszczoły, osy i mrówki środkowej Europy, Multico, Warszawa 2011.
  • Skibińska Ewa, Osy Vespoidea, W: Fauna Polski. Charakterystyka i wykaz gatunków, Tom I, Muzeum i Instytut Zoologii PAN, 2004.
  • Strojny Henryk, Owady, PWN, Warszawa 1989.
  • Zahradnik Jiri, Przewodnik - Owady, Multico, Warszawa 1996.