W czasie wakacyjnych podróży unikam miejsc popularnych turystycznie i wynikającego z tego tłoku, hałasu oraz nadmiaru plastikowej, krzykliwej popkultury. Wyszukuję miejsc nieoczywistych. Przecież tyle miejsc jest ciekawych i wartych odwiedzenia. Sam jestem zaskoczony, bo wydawało mi się przed podróżą, że tam nic interesującego nie będzie. Na przykład na Górnym Śląsku czy w Szczecinie. A w ciszy lepiej się odpoczywa. Ponadto miejscowi są bardziej otwarci i chętniej wdają się w rozmowy z turystami/przyjedzdnymi. Nie są zmęczeni nadmiarem odwiedzających. To zmęczenie turystami da się szybko wyczuć. Tak jak i miejsca otwarte i nie zmęczone turystyczną "stonką".
Jeszcze nie tak dawno turysta był gościem. Przychodził pieszo z plecakiem lub przyjeżdżał pociągiem (podróż trwa dłużej i wymaga więcej wysiłku, co czyni wakacje jeszcze bardziej atrakcyjnymi), poznawał lokalną kulturę, podziwiał krajobrazy, smakował lokalne zwyczaje gastronomiczne i wracał do domu z pamiątkami, zdjęciami oraz wspomnieniami. Dziś coraz częściej obserwujemy sytuację odwrotną: to nie turyści dostosowują się do odwiedzanych miejsc, lecz miejsca przekształcają się pod ich potrzeby. Ten proces nazywamy turystyfikacją. Być może zbyt łatwo się podróżuje, nawet daleko. Masowość wypoczynku ma swoje ciemne strony.
Turystyfikacja nie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym. Rozwój turystyki może przynosić miejscowej ludności nowe źródła dochodów, tworzyć miejsca pracy, pobudzać inwestycje i przyczyniać się do ochrony zabytków. Wiele regionów zawdzięcza turystyce poprawę infrastruktury, rozwój usług oraz wzrost rozpoznawalności. Problem pojawia się wtedy, gdy turystyka przestaje być jednym z elementów lokalnego życia i staje się jego głównym organizatorem. Jedni zyskują, inni tracą. A miejscowi są zmęczeni. W takich sytuacjach przestrzeń zaczyna zmieniać swój charakter. Mieszkania są przekształcane w apartamenty na wynajem krótkoterminowy, lokalne sklepy ustępują miejsca punktom nastawionym wyłącznie na gości, a codzienne potrzeby mieszkańców schodzą na dalszy plan. Ceny rosną, pod turystów. Miasto lub region stają się produktem turystycznym. Mieszkańcy coraz częściej mają wrażenie, że żyją nie w swoim miejscu, lecz w scenerii przygotowanej dla odwiedzających. Są nieustannie w pracy a dla nich nie starcza miejsca w ich ulubionych kawiarniach czy restauracjach.
Choć najczęściej mówi się o Wenecji, Barcelonie czy Dubrowniku, zjawisko turystyfikacji można dostrzec również w Polsce, także i na Mazurach. Dobrym przykładem jest historyczne centrum Krakowa. Rynek Główny i otaczające go ulice są dziś przestrzenią silnie podporządkowaną ruchowi turystycznemu. W sezonie liczba odwiedzających wielokrotnie przewyższa liczbę stałych mieszkańców, a oferta handlowa i gastronomiczna coraz częściej adresowana jest do gości z zewnątrz. Podobne procesy zachodzą w Zakopanem. Dynamiczny rozwój bazy noclegowej, apartamentowców i infrastruktury turystycznej przynosi korzyści ekonomiczne, ale jednocześnie wywołuje presję na środowisko przyrodnicze oraz podnosi ceny nieruchomości. Coraz częściej pojawia się pytanie, gdzie przebiega granica między rozwojem regionu a utratą jego lokalnej tożsamości. Interesującym przykładem są także nadmorskie miejscowości, takie jak Sopot, Władysławowo czy Międzyzdroje. W sezonie letnim liczba osób przebywających w mieście gwałtownie rośnie, co wpływa na funkcjonowanie transportu, gospodarkę odpadami, zużycie zasobów i komfort życia mieszkańców. Miasto musi jednocześnie służyć stałej społeczności i wielokrotnie liczniejszej grupie gości.
Turystyfikacja dotyka miejscowości najbardziej popularne. Dotyczy to także Warmii i Mazur. A w miasteczkach najbardziej widoczne jest to w Mikołajkach. Ale i w małych miejscowościach, wsiach jest to odczuwalne. Daczowiska, zabudowa linii brzegowej i jeziora stają się niedostępne dla innych, nielegalna budowa prywatnych kanałów do jezior, wycinanie trzcinowisk i masowy napływ jachtów.
Turystyfikacja jest więc nie tylko problemem turystyki, lecz także wyzwaniem społecznym, ekonomicznym i ekologicznym. Sama obecność turystów nie stanowi zagrożenia. Różnice czyli liczba i masowość. Kluczowe staje się znalezienie równowagi między atrakcyjnością miejsca a jakością życia jego mieszkańców. W przeciwnym razie paradoksalnie możemy doprowadzić do sytuacji, w której masowa popularność zniszczy to, co pierwotnie przyciągało ludzi najbardziej: autentyczność odwiedzanego miejsca. I tak już w wielu miejscach się stało. Nie tylko w tropikalnych rajach ale i na naszym gruncie. Zniszczone i rozdeptane miejsca zamierają. Rabunkowa turystyka przenosić się do innych miejsc.
Turystyfikacji doświadczamy w dwojaki sposób. Sami, niczym stonka, udajemy się do popularnych miejsc i męczymy się w tłoku i hałasie. A do naszych przyjeżdżają masowo turyści i czynią nasze miejscowości trudnymi do życia. Przynajmniej w sezonie. Owszem, jedni korzystają i zarabiają lecz społeczne koszty ponoszą wszyscy, a nie tylko ci, którzy korzystają. Turystyfikacja to proces, w którym turystyka zaczyna odgrywać dominującą rolę w funkcjonowaniu danego miejsca, wpływając na jego gospodarkę, przestrzeń, kulturę i życie mieszkańców. Termin stworzono by opisać proces nadmiernego rozwoju turystyki, gdy potrzeby odwiedzających zaczynają przeważać nad potrzebami lokalnej społeczności. Przykładami turystyfikacji są: przekształcanie mieszkań w apartamenty krótkoterminowe dla turystów, wzrost cen nieruchomości i czynszów w atrakcyjnych turystycznie dzielnicach, zamiana lokalnych sklepów na punkty nastawione na turystów (pamiątki, gastronomia), zatłoczenie przestrzeni publicznej, utrata lokalnego charakteru i tradycji.
Skutki pozytywne to nowe miejsca pracy, wzrost dochodów niektórych mieszkańców i samorządów, rozwój infrastruktury, promocja regionu. Są i skutki negatywne, tak jak dwie strony medalu: wzrost kosztów życia dla mieszkańców, degradacja środowiska przyrodniczego (wynikająca z nadmiaru turystów), przeciążenie infrastruktury, konflikty między mieszkańcami a turystami, „utowarowienie” lokalnej kultury. Przykłady miejsc dotkniętych turystyfikacją, powszechnie znane: Wenecja we Włoszech, Barcelona w Hiszpanii, Dubrownik w Chorwacji, historyczne centra Krakowa czy Gdańska w okresach największego ruchu turystycznego. Łatwa i masowa turystka to głośni, pijani goście, hałasujący po nocach i dewastujący infrastrukturę. W jednym z miast na południu Europy zakazano poruszania się z walizkami na kółkach. Nieustanny stukot walizkowych kółek, w dzień i w nocy, był trudny do zniesienia. I dla miejscowych i dla innych turystycznych gości. Zapewniono transport bagaży z dworca do hoteli. Niby mało znaczący szczegół a jednak dokuczliwy. Z nocnymi imprezowiczami znacznie trudniej sobie poradzić. Znajoma wspomina jak wynajęła domek w Chorwacji. Wydawało się, że będzie raj. Ale obok odbywały się nocne imprezy. To inni turyści wypoczywali na swój sposób. Znajoma wróciła z wyjazdu zmęczona.
Turystyfikacja nie dotyczy tylko dalekich krajów, do których jeździmy na wakacje i wycieczki ale także Warmii i Mazur. Turystyfikacja to proces, w którym turystyka zaczyna odgrywać dominującą rolę w funkcjonowaniu danego miejsca, wpływając na jego gospodarkę, przestrzeń, kulturę i życie mieszkańców. Najczęściej termin ten jest używany w kontekście nadmiernego rozwoju turystyki, gdy potrzeby odwiedzających zaczynają przeważać nad potrzebami lokalnej społeczności. Inwestycje i korzyści są jednostkowe a koszty społeczne. Woda, krajobraz i przyroda to wspólne dobra i dlatego potrzebny jest konsensus i plany zagospodarowania z myślą o przyszłości. I nie można przerzucać kosztów na całe społeczeństwo. Bo fakt, ktoś zyska, czasem tylko krótkotrwale, bo potem dewastacja oznacza spadek atrakcyjności turystycznej.
Trygort nad jeziorem Mamry jest tego przykładem. Ostatnio lokalna społeczność protestuje przed nową inwestycją (nowych domów będzie znacznie więcej niż obecnie w Trygorcie. Projekt dotyczy około 14 hektarów terenu obejmującego 42 działki. Formalnie planowana jest tam zabudowa zagrodowa związana z rolnictwem, jednak dokument dopuszcza również agroturystykę oraz budynki turystyczne. W praktyce istnieje więc obawa, że pod nazwą siedlisk rolniczych może powstać rozległy kompleks zabudowy rekreacyjno-turystycznej. Cały obszar znajduje się w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu Krainy Wielkich Jezior Mazurskich, a jego północno-zachodnia część również w granicach obszaru Natura 2000 „Ostoja Północnomazurska”. Projekt zakłada przy tym odprowadzanie ścieków do indywidualnych zbiorników bezodpływowych (szamba) do czasu ewentualnej rozbudowy kanalizacji. A kto poniesie koszty budowy tej instalacji sanitarnej? Samorząd i ludność miejscowa. A kto będzie czerpał zyski? Na pewno nie miejscowi. Przy takiej skali potencjalnej zabudowy budzi to poważne pytania o wpływ inwestycji na gleby, wody gruntowe, krajobraz i pobliskie ekosystemy. Burmistrz Węgorzewa wydał wobec projektu opinię negatywną. Wskazał między innymi na możliwą niezgodność części założeń z obowiązującym studium, brak wyraźnego interesu publicznego oraz ryzyko wykorzystania formuły zabudowy zagrodowej do obejścia ograniczeń dotyczących zabudowy gruntów rolnych.
Tak piszą o tym na portalu regionalnym: „W lokalnej debacie wybrzmiewa przede wszystkim jedno: społeczność nie sprzeciwia się inwestycjom, lecz chce, by były prowadzone w sposób przemyślany i zgodny z charakterem miejsca. Jak wskazują mieszkańcy, stawką nie jest wyłącznie jeden projekt, ale zachowanie otwartego krajobrazu i naturalnego otoczenia jeziora Przystań dla kolejnych pokoleń. To ważny sygnał także dla samorządu, bo pokazuje, że przy decyzjach dotyczących terenów nad Mamrami nie wystarczy sama zgodność formalna z procedurą. Równie istotna pozostaje społeczna akceptacja i długofalowa odpowiedzialność za przestrzeń, która należy do najcenniejszych przyrodniczo obszarów regionu.” źródło: https://mazury24.eu/aktualnosci/lista/historia/aktualnosci/mieszkancy-przeciw-zpi-nad-mamrami-spor-o-przyszlosc-trygortu-i-ochrone-krajobrazu,17822
Inny przykład to kara za zniszczenie linii brzegowej jeziora: https://olsztyn.wyborcza.pl/olsztyn/7,48726,32942594,20-tysiecy-zl-grzywny-za-zasypanie-trzcinowiska-na-mazurach.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.1.duzy





