25.06.2022

Szkodliwe wykaszanie roślinności rzecznej

 

Pod koniec czerwca i na początku lipca w Olsztynie rozpoczęło się tradycyjne wykaszanie roślin zanurzonych w rzece Łynie. To nie tylko mało estetyczny widok. To przede wszystkim duże szkody przyrodnicze. Na roślinach osadzają się liczne bezkręgowce, np. chruściki Brachycentrus subnubilus. Wraz z wykoszeniem i wyciąganiem roślin zabijane są liczne wodne bezkręgowce. Po drugie niszczone jest siedlisko życia  dla wielu organizmów, np. dla zagrożonego wymarciem chruścika niprzyrówki rzecznej (Lepcocerów interruprus). Tak więc skutkiem jest niszczenie lokalnej bioróżnorodności.

Drugim, negatywnym skutkiem jest przyspieszenie spływu wody w rzece, co w warunkach narastającego deficytu wody i suszy jest niezwykle szkodliwe. Kutki odczuwalne będą nie tylko w ekosystemach wodnych. Powinniśmy zwiększać retencję wody w krajobrazie a działamy zupełnie odwrotnie. Co prawda na Warmii i Mazurach skutki suszy są relatywnie słabo odczuwane, w w porównaniu do innych regionów. jednak potrzebna jest polityka spójna dla całego kraju. 

Wykaszanie roślinności w rzekach, realizowane przez Wody Polskie to marnowanie sił i środków przy braku jakichkolwiek korzyści. Same szkody. Łyna nie jest rzeką żeglowną dla statków. Była taką w dawnych czasach historycznych. Po rzece pływają jedynie rekreacyjnie kajakarze. Roślinność wodna nie przeszkadza kajakarzom, natomiast takie liny wyłapujące skoszoną roślinność nawet bardzo przeszkadzają. Potrzebna przenoska przez zaporę a nie jest to łatwe, bo brzeg nie jest do tego przystosowany. 

Dlaczego brakuje fachowców w Wodach Polskich? Prowadzone są działania na zasadzie, bo kiedyś się tak robiło? Skutki braku wiedzy i profesjonalizmu są bardzo kosztowne dla całego społeczeństwa. Instytucjonalne niszczenie środowiska i brak niezbędnych prac, łagodzących skutki globalnego ocieplenia klimatu. 

Zaskakujące jest takie powszechne lekceważenie wiedzy naukowej i zatrudniania na ważnych stanowiskach ludzi niekompetentnych. 

PS. Wykaszana jest roślinność zanurzona i o liściach pływających a nie oczerety. Można oczywiście wyobrazić sobie sytuację, że w jakimś płytkim cieku trzciny czy pałki wodne zarastają całe światło koryta rzecznego - wtedy rzeczywiście utrudniałyby przepłynięcie nawet kajakom. Ale taka sytuacja nie występuje w rzece Łynie na odcinku od Rusi do Olsztyna. Łyna jest zbyt dużą rzeką i na razie nie wysycha.

23.06.2022

O sztuce jako dzieleniu się własnym doświadczniem

Prace Ani Wojszel, pokazywane w czasie warsztat warsztatów w olsztyneckim skansenie. Pomalowane stare cegły.

„Sztuka jest dla większości z nas jednym z zasadniczych elementów bycia człowiekiem, a filozofia ułatwia zrozumienie tej potrzeby. Sztuka to każdy sposób, jakiego używamy do wyrażania naszego jedynego w swoim rodzaju doświadczenia, by mogło stać się udziałem innych.”

Jonny Thomson „Filozofia dla zabieganych. Mała książka o wielkich ideach" Przełożyła Alka Konieczka, Insignis, Kraków 2021

Podobnie jest z nauką. To także dzielenie się wiedzą, własnym doświadczaniem z innymi, by stały się udziałem innych ludzi. Ale wyrażana jest innym językiem. Nacisk położony jest na powtarzalność, uniwersalność i precyzję wypowiedzi. Więcej racjonalności niż emocji.

Sztuka amatorska to taka, która istnieje sama dla siebie, powstaje dla dzielenia się swoim doświadczaniem, swoimi emocjami.  Czasami jest tylko uczeniem się sposobu wyrażania, jest tylko naśladowaniem narzędzi i warsztatu. Rytuał i naśladownictwo. Jest więc dzieleniem się swoimi postępami w nabywaniu umiejętności. Taki można powiedzieć artystyczny dziennik refleksji. Ale nawet i w tym wymiarze jest to coś wspólnotowego, udział z innymi, tożsamość, próba odwzorowania. Sztuka potrzebuje społeczności. Nawet ta tworzona w samotności chce wyjść i dać się poznać. By wrażenie stało się udziałem i innych.

W szkole uczymy się pisania i czytania. To tylko narzędzie dopóki nie wykorzystujemy go w celach komunikacji i życia społecznego. Wtedy nabiera sensu. Czasem w edukacji zapominamy o sensie, skupiamy się tylko na uczeniu się narzędzia. A przecież narzędzie do czegoś służy. Co z wędki, gdy nigdy się nie pójdzie na ryby?

Moje butelki, fotografia znaleziona w internecie. Podwójne piękno - pomalowane butelki i fotografia chwytająca chwilę piękna. Światło przeminie, kompozycja będzie przestawiona. Zostaje utrwalone piękno. Autorka zdjęcia podzieliła się swoją chwilą dostrzeżonego piękna. 

22.06.2022

Łuskiewnik czyli nie zawsze rośliny są samożywne

 Łuskiewnik różowy Lathraea squamaria, roślina pasożytnicza z naszych lasów.


W podręcznikach szkolnych rośliny są przedstawiane jako samożywne (autotroficzne), zdolne do fotosyntezy. W odróżnieniu o heterotrofów, żywiących się "cudzą" materią organiczną. Ramy są potrzebne. To one pokazują mimochodem także i to, co poza nimi. Spotykanie wyjątków jest frapujące. Co zrobisz z takim niepasującym wyjątkiem, jak już dostrzeżesz? Wyrzucisz, przemilczysz, usuniesz z podręcznika czy może skłoni Cię do refleksji i poszerzy Twoją wiedzę?

Wczesną wiosną w lesie spotkałem niezwykłą roślinę, wymykającą się ze schematów. To łuskiewnik różowy (Lathraea quamaria) roślina pasożytnicza z rodziny zarazowatych (Orobanchaceae). Rodzaj łuskiewnik obejmuje co najmniej cztery gatunki. Występują w Eurazji. W Europie rosną trzy gatunki, z których  jeden w Polsce – właśnie  łuskiewnik różowy. Łuskiewniki są pasożytami całkowitymi, ich pędy pozbawione są chlorofilu a więc nie są zdolne do fotosyntezy jak na roślinę przystało. Łuskiewniki są pasożytami różnych gatunków drzew (najczęściej olch, wierzb i topoli, także leszczyny i buka). Pasożytuje na korzeniach tych drzew, pobierając za pomocą ssawek wodę wraz z solami mineralnymi i substancjami organicznymi. A że dzieje się to pod ziemią to zdolność do fotosyntezy zaniknęła całkowicie, jako zbędna (proszę porównać półpasożytniczą jemiołę). A ponieważ przez kilka lat prowadzi życie całkowicie podziemne, to i nie transpiruje. Wiosną tylko pojawiają się pędy nadziemne z kwiatami. I ujawnia się związek tej niecodziennej rośliny z owadami.

Pędy nadziemne z kwiatami łuskiewników rozwijają się wiosną. Wtedy można je zobaczyć. Jak na rośliny przystało mają kwiaty, które zapylane są przez muchówki i błonkoskrzydłe, często występuje także samopylność. Nasiona zaopatrzone są w elajosomy, zjadane przez mrówki, które przy okazji roznoszą nasiona. Raz więc owady przenoszą pyłek i pomagają w zapyleniu, dwa - roznoszą nasiona i pomagają w dyspersji. Podwójny związek z owadami i historia wspólnej ewolucji (koewolucji).

Ale to nie wszystko z zadziwiających cech łuskiewników. Na ich pędach podziemnych zredukowane, łuskowate liście tworzą zagłębienia, mogące według niektórych badaczy funkcjonować jako pułapki, sugerując, że są to także rośliny mięsożerne. Ale to tylko przypuszczenie. Nie zaobserwowano odpowiednich enzymów jak i nie widziano ofiar. Następnym razem na spacerze w lesie uważnie się przyjrzyj się, może będziesz świadkiem przełomowej i sensacyjnej obserwacji. 

Moja zbuntowana dusza od zawsze (mojego życia a nie Wszechświata) szukała tego, co nie mieści się w schematach i sztywno wyznaczonych ramach. Ciekawiło mnie to, co poza (żeby zobaczyć to, co poza, najpierw trzeba poznać to, co w wyznaczonych przegródkach. Bez tego nie da się wyjść poza ramy). Dotrzeć do końca świata i zobaczyć co tam jest, co jest poza końcem (jak na słynnej grafice ze średniowiecza czy renesansu, już nie pamiętam). Wyjątki zwracały i zwracają moją uwagę. Dodają smaku. 

Przypomniało mi się to a propos rozkładu materiału i szkolnego programu oceniania, pięknie zebranego w tabelkę. Życie jest jednak znacznie bogatsze a sytuacje szkolne często wykraczają poza ramy, przewidziane przez autorów takich uroczych tabelek. Wolałbym, aby nauczyciele z nich korzystający czuli się buntownikami i samodzielnie wychodzili poza nakreślone ramy. Bo i tak muszą. 

Nie wszystko zmieści się w przegródkach, tabelkach. Klasyfikacja czy rozumienie? Sztywna reguła czy tylko punkt wyjścia? Bogactwo relacji w świecie organizmów żywych jest ogromne. Próbując to uogólnić warto wspomnieć o klasach abstrakcji i klasach dyskrecji. To dwa sposoby porządkowania obserwowanych zjawisk. 

Te pierwsze są tymczasowe (klasy abstrakcji), wskazują na czynnik wyróżniający, definiujący podział. I zakładają, że zawsze można dokonać wyabstrahowania w oparciu o inny czynnik. Można inaczej podzielić i wyróżnić obiekty. Z tego powodu mamy sporo różnych podziałów zachodzących na siebie. Klasy dyskrecji to sztywne i nieprzekraczalne granice, dzielenie na zbiory zamknięte (klasyczne). Można zaliczyć obiekt tu albo tam, bez żadnych niuansów i innych możliwości. Na przykład w klasie szklnej możemy wyróżnić zbiór chłopców i zbiór dziewczynek. A co zrobić, gdy ktoś nie w pełni pasuje ani tu ani tam? Biologia zna wiele takich przypadków. To co, usunąć, zaprzeczyć, na siłę przyporządkować wbrew rzeczywistości? Usunąć z tabelki, usunąć z lekcji? Może lepiej wyjść z ciasnych ram i mieć odwagę spojrzeć inaczej? Wymaga to rozumienia istoty sprawy a nie tylko zapamiętania "tabelki". 

Wyjście z ramek, z wyznaczonych tabelkami przegródek wymaga samodzielności i odwagi rozumienia a nie tylko zapamiętania. Skoro w tabelce nie przewidziano to nie istnieje? Matematyka stworzyła teorie zbiorów rozmytych, czyli nawet matematycznie da się. Z czego korzystają biolodzy i ekolodzy. Bo taki model lepiej opisuje rzeczywistość. Mieć odwagę spojrzeć inaczej i sprawdzić, czy się rozumie.

Co z tym łuskiewnikiem? Jest przecież rośliną. Ale jednocześnie jest niefotosyntetyzującym pasożytem. Czy ewolucja po raz kolejny powtarza powstawianie różnych poziomów troficznych i różnych relacji? Parafrazując porzekadło można napisać, że ewolucja to i na gwoździu zupę ugotuje.

Czytaj także:

20.06.2022

Kij w mrowisko i charyzma w świecie zwierząt



Człowiek też jest zwierzęciem, konkretnie ssakiem. Moim zdaniem także i z tego powodu można więc pytać o charyzmę w świecie zwierząt. Czy jest a jeśli tak, to jak wyglądała i na czym polega. Takie słowne wtykania kija w mrowisko.

Charyzma jest słowem zaczerpniętym z teologii, gdzie opisywało jednostki obdarowane łaską boską, „darem bożym”. Z biegiem czasu słowa niekiedy zmieniają swoje pola semantyczne, tak jak w przyrodzie gatunki zmieniają swoje zasięgi występowania i pojawiają się w nowych obszarach (np. gatunki obce i gatunki inwazyjne). Na nowych areałach mogą zmieniać własne cechy ekologiczne i ewoluować swoją własną ścieżką. Charyzma, po skolonizowaniu innych obszarów języka, przybrała nowe znaczenie semantyczne. Oznacza teraz także osobiste cechy jednostki ludzkiej, coś co posiada, coś w co jest wyposażona. Cechy te czynią taką osobę wyjątkową na tle całego społeczeństwa. Przez to osoba charyzmatyczna ma większy wpływ na innych, staje w roli lidera. W takim kontekście nie utożsamimy tych cech z darem boskim. Odnosimy je na przykład do lidera.

A kiedy lider zostaje uznany za charyzmatycznego? Wtedy, gdy ma określoną misję do wypełnienia (w mniemaniu lidera lub jego otoczenia), a po drugie wtedy, gdy w sposób spontaniczny zostają uznane przez zwolenników jego wyjątkowe cechy czy zdolności. Uznanie to opiera się na irracjonalnych odczuciach i emocjach, dla których punktem odniesienia są cechy czy zdolności lidera postrzegane na podobieństwo boskiego stygmatu. W każdym razie czegoś ponadprzeciętnego.

Gdyby szukać odpowiedników charyzmy w świecie przyrody to byśmy mogli odwołać się do gatunków zwornikowych, kluczowych, wywierających duży wpływ na cały ekosystem, a tym samym na inne gatunki. Ten wpływ wynika z relacji z innymi gatunkami. Tak jak w gotyckim sklepieniu kamień zwornikowy utrzymuje całe sklepienie a jego usunięcie powodować może katastrofę , tak w przyrodzie pojawienie się lub usunięcie gatunku zwornikowego wywiera nieproporcjonalnie duży wpływ na cały ekosystem. 

Przykładem gatunku zwornikowego w jeziorze jest szczupakiem. Jęs.li zabraknie ryb drapieżnych to zwiększa się liczebność małych ryb planktonożernych. Jeśli ich jest więcej to i większa presja konsumpcyjna na zooplankton. W rezultacie spada liczebność zooplanktonu, zwłaszcza gatunków większych. W efekcie czego zoopankton zjada mniej małych glonów (fitoplankton). A jak rośnie liczebność fitoplanktonu to spada także przezroczystość wody. Światło nie dociera do głębszych części litoralu i nie mogą tam rosnąć rośliny naczyniowe. Usuwamy szczupaki a efektem jest wzrost wizualnych cech trofii i spadek atrakacyjności turystycznej takiego jeziora. Usunęliśmy szczupaka niczym zwornik w gotyckim sklepieniu i całe sklepienie się wali.

Możemy także mówić o gatunkach parasolowych, za pomocą których możemy chronić wiele innych organizmów. Gatunki takie są irracjonalnie postrzegane przez człowieka jako ważne i wyjątkowe na tle innych, np. panda. Chroniąc taki gatunek parasolowy chroni się całe siedlisko i żyjące tam licznie gatunki, o których zazwyczaj nie mamy żadnego pojęcia. Są parasolowe bo są dostrzegane np. przez człowieka. Tak jak miejskie łąki kwietne, będące jednocześnie siedliskiem wielu roślin i bezkręgowców. Czy jak chrząszcz pachnica dębowa dla przydrożnych alei z dziuplastymi drzewami. Jeden reprezentant dla całej różnorodnej grupy organizmów. Niczym parasol chroni całą grupę równie ważnych gatunków grzybów, bakterii oraz małych bezkręgowców.

Na śródmiejskich tak zwanych łąkach kwietnych ludzie dostrzegają głównie duże, kwitnące rośliny. Często są to gatunki ogrodnicze a nie te dziko żyjące. Czyli z przyrodniczego punktu widzenia są to specyficzne rabaty kwiatowe a nie małe centra różnorodności biologicznej. Tak na prawdę w łąkach kwietnych chodzi nam o zwykłe, niepozorne chwasty w mieście. Rośliny, na ochronie których zależy przyrodnikom. Mogą nawet nie być pięknymi w rozumienia estetyki człowieka. W odniesieniu do łąk kwietnych mówi się najczęściej o pszczole miodnej - jednym jedynym gatunku. A przecież żyje tam wiele owadów, których przeciętny człowiek nie dostrzega i nawet nie wie o ich istnieniu. Wśród zapylaczy pamiętamy o pszczole miodnej, a przecie jest dużo więcej gatunków pszczołowatych (około 450 gatunków): trzmiele, pszczolinki, miesierki, lepiarki i wiele innych. Ponadto wiele innych gatunków owadów pełni funkcje zapylaczy, np. wiele motyli, chrząszczy, ba nawet samce komarów.

Łąka kwietna to siedlisko życia larw, np. gąsienic motyli. Muszą zdążyć się rozwinąć, zanim skoszą „trawę”. A część zimuje w stadium larwalnym, to tym trudniej im przeżyć w często koszonych, miejskich trawnikach czy pielonych rabatach kwiatowych. Brakuje siedliska i pokarmu.

W skali biosfery Homo sapiens bez wątpienia jest gatunkiem zwornikowym. A sam siebie nazywa nawet charyzmatycznym i to w sensie teologicznym. Korona stworzenia, królująca nad całym światem ożywionym. Człowiek bez najmniejszej wątpliwości doprowadza do ogromnych zmian, nawet masowego wymierania gatunków. Czy nie jest na wyrost to „samokanonizowanie” się człowieka? Dodawanie sobie wartości i pozytywnego znaczenia? A przecież może byćrównie dobrze traktowany jako choroba całej biosfery, jako pasożyt i wirus. 

Charyzma to cecha obiektywna a nie samozwańcza. W świecie przyrody jak i w świecie ludzkim sporo mamy samozwańczych liderów, uważających się za charyzmatycznych. Czasem jednak jest to „charyzma” destrukcyjna dla świata. Tak jak w przypadku Putina i wywołanej przez niego wojny w Ukrainie.

Robocza i poszerzona wersja felietonu Kij w mrowisko dla VariArtu.

18.06.2022

O smutnym pisaniu i kwiatkach na balkonie

Samosiejki na balkonie, gęsiówka piaskowa i mniszek lekarski na pierwszym planie. 

Czytam teksty Pawła Lęckiego na Facebooku. Są smutne i długie. Pisze pięknie choć pesymistycznie i tylko na Facebooku. Co jest dla mnie fenomenem. Długie teksty na Facebooku? Dla mnie, jako dyslektyka, to zbyt trudne. Na blogu łatwiej poprawiać, edytować i znowu poprawiać. I łatwiej wracać. Pisać długie teksty na Facebooku, gdy większość jedynie przewija (skroluje)? A tu trzeba się zatrzymać i przeczytać długą relację. Opis współczesnego świata dzień po dniu. Długie i pesymistyczne. Podwójnie trudne. Chcielibyśmy nieustającej, łatwej i prostej zabawy, jak na Tik-Toku. Przypominają mi się słowa Stefana Żeromskiego, te o rozdrapywaniu ran, by nie zabliźniły się błoną podłości. 

Pan Paweł Lęcki ostatnio napisał "mógłbym w ogóle stąd zniknąć i zająć się na przykład hodowlą kwiatów na balkonie." Czytam jego długie i krótkie teksty na Facebooku, choć nieregularnie. I brakuje mi, gdy nie mogę znaleźć jego tekstu (czasem algorytm Facebooka je chowa). Są przeważnie smutne (teksty a nie algorytmy, choć tego drugiego bym nie wykluczał). Codzienne streszczanie wydarzeń w Polsce i na świecie. Świat w pigułce.

Kwiatki na balkonie można hodować równolegle z pisaniem, drogi Panie Pawle. Te kwitnące z nektarem to będą opowieści dla owadów, pisane innym, biologicznym językiem. Kwiatki w sensie rośliny. Nie tylko te kwiatowe (nasienne). Trochę ziemi w skrzynce, może być ziemia jałowa, taka byle jaka, z podwórka, co oddawać będzie trudy codziennego życia. Tak, tak, rośliny i zwierzęta w mieście nie mają lekko. I można je obserwować. Pozwolić rosnąć.
 
Można tylko wystawić skrzynkę z ziemią i czekać aż samo coś urośnie. Nasiona będą w glebie (glebowy bank nasion) albo wiatr coś przyniesie z pobliskich wysp bioróżnorodności. Można także samemu coś przynieść z wycieczki miejskiej lub podmiejskiej, jakieś nasiona. Pole do obserwacji nad przemijaniem w skrzynce balkonowej. Zmaganie się „chwastów” z życiem. Czasem jakieś owady odwiedzą. Kałuży nie będzie ale zdjęcia także można robić. Świat, który odbija się w tym, co rośnie i żyje w skrzynce balkonowej. Tym, co zmaga się z życiem. Bo wyrośnie to, co wynika z przeszłości, zawartej w glebowym banku nasion. Oraz to, co w pobliżu w małych wyspach bioróżnorodności. To, co obok, wpływa na to co tu i teraz. jednym słowem wszystko ze wszystkim jest powiązane i wszystko ze wszystkiego pochodzi. 
 
A wyżej fotograficzny przykład z mojej skrzynki balkonowej. Rzadko tam tak bywa, bo żona sadzi porządne kwiaty z kwiaciarni. Ja wolę te dzikie, samosiejki. Zawsze jednak zostanie jakaś zapomniana doniczka w kącie, czekająca na zasadzenie czegoś pięknego. I funkcjonuje jako mała wyspa bioróżnorodności, produkująca propagule. Dzikie i samoistne, jeszcze nie uporządkowane ludzką ręką i specyficznym poczuciem porządku, kontroli. Wolę landart i niekoszone miejskie trawniki od "zadbanych" rabat kwiatowych. Nie narzucać lecz wspierać to, co się samo rozwija. Wspierać dosiewaniem, architekturą krajobrazu, niewielkimi zabiegami.

Tak jak Paweł Lęcki czuję się w obowiązku opowiedzieć i opisać świat i bieżące wydarzenia. Bo bez tego opisania stają się jakieś niezauważone, nieważne, nieistniejące. Lubię smutne pisarstwo Pawła Lęckiego (choć nie lekko się czyta o złych stronach naszej rzeczywistości), bo pisze niejako za mnie o tym co złe i smutne, z czym trudno się pogodzić, co boli. Skoro jest, w pisarstwie Pawła Lęckiego, dostrzeżone, to ja już nie muszę opisywać, marudzić, kasandrzyć. On to robi za mnie. A z pewnością przyjemniej pisze się o radosnych i szczęśliwych chwilach, o pięknie i nadziei. Pisze za mnie i za wielu. Być może dlatego ma tak dużo czytelników (subskrybentów, obserwujących jego profil). Ludzie nie lubią złych wiadomości, wolą ułudę byleby była optymistyczna. A jednak potrzebujemy prawdziwego, pełnego obrazu świata. Na łące są nie tylko kwitnące rośliny, do których przylatują trzmiele i motyle. Są także krowie odchody, do których przylatują muchy i żuki gnojarze. 

Staram się nie marudzić (zbyt często) by nie zatruwać goryczą innym życia. I sobie. Z pisarstwem Pawła Lęckiego jest inaczej - czytasz tylko wtedy, kiedy chcesz. Nie wciska się na siłę przed niczyje oczy. Choć i tak nie brakuje niezadowolonych, że pisze i czytają by krytykować. Staram się nie marudzić by nie zgorzknieć. Paweł Lęcki robi to za mnie. Łyka tę truciznę świata, bierze smutki "na klatę" za innych. I pomaga je dostrzec, bo chcemy dostrzegać pełnię świat a nie tylko kolorowe reklamy.

Czytam i zgadzam się z dostrzeganą przez niego szarzyzną, niewygodą codziennego świata. Jest potrzebny. Jako ten, który dostrzega i opisuje. Ktoś o bystrzejszym, społecznym, wzroku i wrażliwszej spostrzegawczości. Dostrzega niewygodne zło więc ja mogę szukać promyków nadziei. Tu i teraz. Mogę próbować czynić świat piękniejszym. Trudno jednak skupiać się na piękniejszych chwilach, gdy się przemilcza zło, dziejące się tuż obok. To byłoby oszustwo. Świat musi być opisany, opowiedziany, dostrzeżony i przemyślany. W każdym jego aspekcie. Przemilczanie zła z brudnej, ulicznej kałuży byłoby jakimś oszustwem i krzywdą, wyrządzaną tym cierpiącym, zasmuconym, przygaszonym, plączącym. Tu i w Ukrainie. Dostrzeganie negatywnych skutków głupoty działań pisowskiej władzy, przekrętów, jakie czynią, demoralizację jaką wywołują swoimi obłudnymi działaniami nie tylko w propagandowej telewizji i mediach, swoją niekompetencją w działaniach gospodarczych i społecznych. Ktoś to opisywanie musi wziąć na siebie, By inni nie musieli tego przeżywać tak intensywnie i byli wolni od tego pesymistycznego brzemienia. Przynajmniej w części. 

Lubię czytać relacje Pawła Lęckiego, bo są skrótem wydarzeń, przeglądem wiadomości w skrócie i to ładnie językowo opisane. Nowa forma literatury na Facebooku, znak czasu. Smutek oddaje i moje niepokoje, np. ocieplaniem się klimatu i skutków z tego wynikających, katastrofą w edukacji itd. A najbardziej irytujące jest to, że większości można byłoby uniknąć, wystarczyłoby tak niewiele w zakresie ludzkiej aktywności. Irytująca i dołująca jest ta samodestrukcyjna głupota społeczna. Dlaczego jest gorzej gdy mogłoby być lepiej? Trudno mi to zrozumieć. I jeszcze trudniej zaakceptować. Krytykowanie i opisywanie jest pierwszym krokiem niezgody na taki świat. Tkwię w beznadziejnej próbie zmieniania na lepsze. 

I spisuję swoje refleksje. Bo świat nieopisany byłby jakimś ludzkim zaniedbaniem. 

17.06.2022

Aforyzmy i cytaty jako ruchome i syntetyczne elementy pamięci

 

Aforyzmy i cytaty są jak samodzielne utwory (memy), porcje informacji syntetycznej, które chcemy zapamiętać. Uznajemy za ważne lub trafne i dlatego staramy się zapamiętać na dłużej. Czasem zapominamy kto to powiedział i jako anonimowe przechodzą do domeny publicznej w formie aforyzmów, złotych myśli, przysłów, porzekadeł. Są zmieniane, modyfikowane do nowych form i intencji używającego. 

Aforyzmy są jak wzory fizyczne czy chemiczne - ujęte syntetycznie. Porcja informacji, którą trzeba uzasadnić, rozwinąć, poprzeć argumentami. Tak jak wyprowadzenia wzoru i jego interpretacja. Wzór łatwo zapamiętać, np. E=mc2. Ale czy potrafimy go uzasadnić, wyprowadzić i poprawnie zastosować? Podobnie z cytatami, aforyzmami. Czy potrafimy rozwinąć i dobrze uzasadnić zawartą w nich podsumowującą myśl?

A jak rozwinąć i uzasadnić wyżej zamieszczony cytat Alberta Einsteina? Wydał mi się trafny dla opisu istoty studiowania. że to nie tylko zbiór faktów i wiadomości lecz i sposób dochodzenia do nich. Bardziej proces niż produkt. W książkach są produkty a na studiach najważniejsze jest stworzenie środowiska, w którym zachodził będzie proces. Owszem, są i książki opisujące proces,. Niemniej łatwiej nauczyć się procesu w relacjach międzyludzkich, w dialogu i w działaniu. 

Jakieś syntetyczne ujęcie myśli, wybranego problemu. Łatwo zapamiętać, bo krótkie, czasem rymowane. Wywodzą się z kultury oralnej. Teraz wzbogacane są grafiką. Dłuższe bajki czy opowieści też są zapamiętywane i modyfikowane, wędrują przez kultury i pokolenia, ewoluują. są syntetycznym zapisem jakieś myśli, prawidłowości, koncepcji, prawa etycznego, jaką nauką. Narodziły się w kulturze oralnej. 

16.06.2022

Mój rok akademicki z podcastami - czego się nauczyłem?

W Radiu UWM FM
We wrześniu ubiegłego roku zacząłem przygodę z podcastami. Tak rozpocząłem swój rok akademicki. Zbliża się koniec kolejnego semestru więc pora na podsumowanie.  O podcastach myślałem od jakiegoś czasu, że trzeba się nauczyć. Dlatego przyjąłem zaproszenie do audycji Karola Kotańskiego "Postój z nauką" w Radiu UWM FM. Co prawda myślałem do dłuższych nagraniach ale pojawiła się dobra okazja by wreszcie spróbować. 

Skoro blog niniejszy jest też dziennikiem  refleksji, to opisuję swoje potyczki z uczeniem się. Nagrywałem najpierw w studio radiowym (czyli tradycyjnie, w znanym sobie środowisku) a potem samodzielnie zacząłem nagrywać w domu i przesyłać dźwięki. Kupiłem mikrofon i zainstalowałem program Audacity. To były moje pierwsze prace domowe. Przygotowywałem krótkie formy, po 3-5 minut. Powstały 34 odcinki

Czego się nauczyłem? Nagrywać w Audacity, krok podstawowy. Dopiero liznąłem. Jeszcze nie uczyłem się edycji i montażu. To robił redaktor w studiu. Wycinał zbędne fragmenty, poprawiał dźwięk. W trakcie pojawiały się różne drobne kłopoty techniczne, ale w formie konsultacji uczyłem się pod okiem studenta (prowadzącego audycję dziennikarza radiowego). Nauczeństwo w czystej postaci. 

Trochę się nauczyłem, ale to za mało. Za mało czasu było na naukę, odczuwałem deficyt wolnego czasu i nadmiar innych obowiązków. Tyle, co udało mi się wykroić odrobinę czasu na praktyczną naukę "podcastowania". Trzeba mieć czas na przygotowanie merytoryczne (pomysł i scenariusz wypowiedzi) i uczenie się części technicznej. Uczyłem się systematyczności, bo prawie co tydzień musiało coś być. Pokonać zmęczenie i nagrać. Z pomysłami nie było problemów, gorzej z ich dopracowaniem i wykonaniem w ciągłej presji czasowej. Nauczyłem się także przesyłania dużych plików i zdalnej współpracy, bez przychodzenia do studia. Dawało to większą swobodę czasową i realność wykonania w terminie. Przekonałem się, że podcasty są w moim zasięgu. To da się robić nawet w warunkach domowych. Ale trzeba czasu i wysiłku. Samo nie przyjdzie. Nie da się kupić i wgrać jak plik do komputera. 

Co dalej? I dlaczego myślę o kontynuacji? Bo widzę taką potrzebę dla wykładowcy akademickiego. Tego też muszę się nauczyć nawet tuż przed emeryturą. Jeszcze za mało umiem w zakresie nagrywania i montażu. Kupiłem mikrofon i zainstalowałem program. Za mało umiem w zakresie upowszechniania. Teraz pracowałem we współpracy z radiem. Zbyt mało umiem by samodzielnie nagrywać i upowszechniać. Sam sobie jeszcze nie poradzę, choć wiem, że jest to możliwe i w zasięgu (albo się samemu nauczyc całego procesu albo budować współpracę zespołową). Coś liznąłem i wiem, że gdzieś dzwoni ale nie wiem, w którym kościele. Nauczałem się tyle, by dostrzegać możliwości i cel do osiągnięcia dla mnie. I tyle by widzieć swoje braki, by widzieć ile jeszcze muszę się nauczyć.

Postawiłem pierwszy krok. Trzeba czasu i wysiłku na dalszą naukę. I to intensywniejszą niż w tym roku akademickim. Być może kurs lub szkolenie a na pewno praca pod okiem osoby bardziej kompetentnej. Będzie szybciej. Własna praca też potrzebna.

Co dalej? Nagrane dźwięki chcę wkomponować w Genial.ly i tak udostępnić obudowane graficznie krótkie nagrania. Czyli chcę się jeszcze trochę praktycznie podszkolić w niekonwencjonalnym udostępnianiu powstałych nagrań (taki był mój pomysł na samym początku). Chcę podnosić swoje umiejętności pracy z tym programem i z taką formą przekazywania treści. Uczenie się jest wielowątkowe ale nakierowane na upowszechnianie treści.

Wracając do samych podcastów, to nauka budowania scenariusza wypowiedzi (krótsza lub dłuższa forma, może w dialogu z inną osoba, co będzie dodatkowym wyzwaniem technicznym dla mnie), nagrywanie, montaż i udostępnianie na takich platformach jak Spotify itp. Finalnie marzą mi się krótkie wykłady dla studentów w formie audiobooka. Nowe wyzwanie dla wykładów akademickich. Do tej pory na wykładach posiłkowałem się w dużym stopniu obrazami (wyświetlane prezentacje na rzutniku multimedialnym). Tak się w podcastach nie da. Trzeba opowiedzieć tak, by słuchacz zobaczył. A więc trzeba na nowo skomponować wykłady. I podzielić je na krótsze porcje a potem sensownie udostępnić. 

Ciągle się uczę a i tak zostaję w tyle... Przynajmniej w stosunku do tego, czego sam od siebie oczekuję. W nawiązaniu do społecznych i cywilizacyjnych potrzeb edukacyjnych. Jak się nauczę, to będę się dzielił swoim doświadczeniem ze studentami i innymi wykładowcami. Samemu poznać i doświadczyć by potem innym opowiadać. By być wiarygodnym a nie tylko przeczytać coś w książce i opowiadać innym. Przecież sami mogą przeczytać... Wiedza jest coraz mniej reglamentowana dostępem do książek, artykułów itp. Muszę więc, jako wykładowca, stale oferować coś oryginalnego, świeżego, autentycznego. Relacjonować efekty swoich badań jak i doświadczeń z komunikacją treści.

Przez wakacje przemyślę i od nowego roku akademickiego dalej będę się uczył. I tak od kilkudziesięciu lat, nieustanna nauka i dzielenie się refleksjami z tego odkrywania i poznawania. Zgodnie ze starym przysłowiem: człowiek uczy się całe życie a i tak głupi umiera.