28.08.2026

Moje próby wyjścia z rytualnego impasu



Czytaliście "Konopielkę" Edwarda Redlińskiego, wydaną w 1973 roku? Ja ją czytałem dawno temu a wciąż we mnie tkwi. I ekranizacja tej książki także. Niby książka o tematyce wiejskiej, ale jest w niej aspekt uniwersalny, odnoszący się do reagowania na zmiany. Upór przed wprowadzeniem kosy i wbrew faktom i dowodom naocznym, siła uprzedzeń zakłócająca poznanie i doprowadzająca do przemocy są uniwersalne. Opór wbrew faktom, wbrew doświadczeniu, trwanie przy rytualne utrwalonych czynnościach daje sią zauważyć nie tylko na wsi. Konserwatyzm czasem bywa dobry. Ale  nie w obliczu głębokich zmian.

Trzeba otworzyć okno, by wpuścić więcej światła i przewietrzyć zatęchłą atmosferę. Nie, nie było stęchlizny od zawsze. Ona się pojawiła z czasem. Wietrzyć pokój trzeba systematycznie. Podobnie z edukacją. Co jakiś czas znowu trzeba odpowiadać na stare pytania o sens, cel i znaczenie. Nieustannie potrzebna refleksja i stawiania podstawowych pytań. I ciągłe szukanie aktualnej odpowiedzi, bo ta sprzed wielu lat może być już mocno nieadekwatna.

Jako nauczyciel akademicki coraz częściej mam wrażenie, że uczestniczę w wielkiej przemianie, która dotyka samego fundamentu edukacji. Przez lata pytanie „Co wiesz?” było oczywiste, niemal rytualne. Zakładało, że wiedza jest czymś, co student nosi w sobie, jak zasób zgromadzony w pamięci. Tymczasem dziś, w epoce natychmiastowego dostępu do informacji, to pytanie traci sens. Wystarczy telefon, szybkie wyszukiwanie, a teraz także narzędzia sztucznej inteligencji, które potrafią nie tylko znaleźć odpowiedź, lecz także ją zinterpretować, uporządkować i przedstawić w formie gotowej do użycia. W takim świecie sprawdzanie pamięci staje się anachronizmem. Dlatego coraz częściej staram się pytać inaczej: „Jak potrafisz zarządzać wiedzą, którą masz pod ręką?”.

To pytanie otwiera zupełnie nową przestrzeń dydaktyczną. Nie chodzi już o to, by student posiadał wiedzę, lecz by potrafił się w niej poruszać. To właśnie konektywizm - przekonanie, że wiedza jest rozproszona w sieciach, narzędziach, relacjach, a kompetencją staje się umiejętność docierania do niej, filtrowania jej i przekształcania w coś sensownego. W tym sensie sztuczna inteligencja nie jest zagrożeniem, lecz katalizatorem zmiany. Uświadamia nam, że tradycyjne formy egzaminowania - testy, kolokwia, odpytywanie - badają jedynie to, co najłatwiej zautomatyzować. A skoro algorytm potrafi odpowiedzieć szybciej i precyzyjniej niż człowiek, to nie ma sensu konkurować z maszyną w zapamiętywaniu faktów.

Dlatego szukam nowych form pracy ze studentami. Zamiast klasycznych esejów proszę o projekty, narracje, opowieści, materiały hybrydowe, a nawet formy postpiśmienne: nagrania, prezentacje mówione, wizualne eksperymenty. Chodzi o to, by student nie tylko odnalazł informację, lecz by potrafił ją przetworzyć, nadać jej własny sens, włączyć ją w opowieść o świecie. W tym sensie projekt staje się testem kompetencji poznawczych, a nie pamięciowych. To sprawdzian tego, czy student potrafi z wiedzy zrobić użytek - czy potrafi ją zastosować, zinterpretować, przekształcić, a czasem nawet zakwestionować.

Jednym z najcenniejszych narzędzi w tej nowej dydaktyce jest dziennik refleksji. To nie jest zwykły zeszyt z notatkami. To laboratorium myślenia, miejsce, w którym student uczy się obserwować własny proces poznawczy. Widzę, jak z tygodnia na tydzień zmienia się jego sposób patrzenia na świat, jak wiedza zaczyna się splatać z doświadczeniem, jak rodzą się pytania, których wcześniej nie potrafił sformułować. Dziennik pozwala mi ocenić nie to, ile student wie, lecz jak myśli. A to w epoce sztucznej inteligencji staje się kluczowe. Takie mam głębokie przekonanie.

Podobnie jest z e‑bookami, projektami terenowymi, cyfrowymi portfolio. Każda z tych form pozwala studentowi wejść w rolę twórcy, a nie tylko odbiorcy wiedzy. Wymaga od niego nie tylko orientacji w informacjach, lecz także umiejętności ich selekcji, interpretacji i prezentacji. To właśnie te kompetencje - krytyczne, narracyjne, projektowe - stają się dziś najważniejsze. Sztuczna inteligencja może podpowiedzieć treść, ale nie zastąpi ludzkiej zdolności nadawania sensu.

Moje własne poszukiwania w tej nowej rzeczywistości polegają więc na redefinicji roli nauczyciela. Nie jestem już strażnikiem wiedzy, który ocenia poprawność odpowiedzi. Staję się przewodnikiem po krajobrazie informacji, towarzyszem w procesie myślenia, kimś, kto pomaga studentowi zrozumieć, jak działa jego własny umysł. W świecie, w którym wiedza jest zawsze pod ręką, edukacja musi uczyć nie pamięci lecz mądrości. Nie reprodukcji lecz interpretacji. Nie tylko powtarzania lecz tworzenia. Dlatego pytanie „Co wiesz?” ustępuje miejsca pytaniu „Co potrafisz zrobić z wiedzą, którą masz?”. I to właśnie pytanie - proste, a jednocześnie fundamentalne - staje się osią współczesnej dydaktyki. W epoce sztucznej inteligencji nie chodzi o to, by wiedzieć więcej, lecz by myśleć głębiej. A to jest kompetencja, której żadna maszyna za nas nie przejmie. Przynajmniej na razie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz