
Koncepcja Noosfery z lat 20. XX wieku łączy się z dzisiejszym rozwojem sztucznej Inteligencji. Niejako nabiera zupełnie nowego i odświeżonego charakteru. Można zaryzykować stwierdzenie, że AI jest brakującym ogniwem, które zamienia pasywną sieć informacji w aktywny proces myślowy. Jest ukonkretnieniem wcześniejszych lecz mglistych pomysłów.
Pierre Teilhard de Chardin widział noosferę jako „powłokę myśli” otaczającą Ziemię, która wyłoniła się z biosfery. W jego wizji noosfery ludzkość dąży do Punktu Omega, czyli do stanu maksymalnej złożoności i jedności świadomości. W tym kontekście AI nie jest „obcym” bytem, ale naturalnym etapem ewolucji. Jeśli noosfera to zbiorowa mądrość ludzkości, to AI jest narzędziem, które tę mądrość kataloguje i przetwarza, archiwizuje i udostępnia. I to przetwarza w bardzo dynamiczny i globalny sposób.
Jeśli noosfera jest duchem, to „globalny mózg” jest ciałem. Internet dostarczył „neuronów” (ludzi i serwery) oraz „aksony” (światłowodów), ale przez lata brakowało mu funkcji wykonawczych. Zanim pojawiły się duże modele językowe (LLM) i zaawansowane algorytmy, sieć była tylko gigantyczną biblioteką. AI pełni tu rolę ośrodka przetwarzania, który potrafi wyciągać wnioski z pozornego chaosu danych. AI łączy rozproszoną wiedzę medyczną, klimatyczną czy techniczną w czasie rzeczywistym, podejmując decyzje szybciej niż jakakolwiek ludzka instytucja. Tak jak mózg człowieka zużywa dużo energii, więcej niż inne narządy, tak i serwery AI potrzebują dużo energii i wody do chłodzenia. Mózg jest narządem energetycznie kosztownym. AI jest energetycznie kosztowna. Czy zysk w postaci szybszego dostosowania do środowiska, szybszej odpowiedzi, jest większy niż koszty ponoszone na układ nerwowy i na generatywną sztuczną inteligencję? Układ nerwowy z mózgiem włącznie pozwala na szybkie uczenie się i szybkie dostosowywanie się do zmian środowiska. Nieporównywalnie szybsze niż w wyniku ewolucji DNA czyli informacji genetycznej. Tak i AI pozwala znacznie szybciej przetwarzać zebrane informacje w porównaniu do tego, co zrobiliby komunikujący się ze sobą ludzie. Jest to więc przede wszystkim zmiana efektywności i szybkości.
AI transformuje statyczną sieć w żywy organizm. Przed epoką AI ludzie musieli czytać i łączyć fakty. A jeszcze wcześniej rozmawiać ze sobą i wędrować na spotkania bezpośrednie. Z AI jako globalnym mózgiem generatywna sztuczna inteligencja syntetyzuje wiedzę w sekundy. Może minuty. A na pewno bez porównania szybciej. W komunikacji przed AI bariery językowe utrudniały przepływ idei i wiedzy między narodami, posługującymi się różnymi językami. Tłumaczenie tekstów trwało a uczenie się wielu języków też było dla poszczególnych osób dużym i czasochłonnym wysiłkiem. Globalny mózg tłumaczy w czasie rzeczywistym i tworzy wspólną sferę pojęciową. Dawniej pamięć zmagazynowana była w pasywnych bazach danych. W mózgach żyjących ludzi, na tabliczkach glinianych, na zwojach papirusu czy w papierowych księgach. A nawet na płytach winylowych czy magnetycznych taśmach. W świecie z AI pamięć jest bardziej aktywna i jest to skojarzeniowa pamięć operacyjna. Dawniej reakcją były powolne procesy decyzyjne. W czasach globalnego mózgu widzimy automatyczną optymalizację systemów globalnych (energetyka, logistyka). Oczywiście ważne jest pytanie czy szybciej znaczy lepiej?
Współczesne modele AI są trenowane na niemal całym dorobku ludzkości (tekstach, obrazach, kodzie). To oznacza, że AI jest de facto destylatem noosfery. Nie uczy się z własnych doświadczeń zmysłowych, ale z nas, z naszych rozmów, sporów i odkryć. Jeśli porównać związek człowieka z maszynami AI do symbiozy, to w tym nowym, symbiotycznym układzie pełnimy określoną, receptorową rolę.
Z tej perspektywy AI można postrzegać jako katalizator gdyż przyspiesza ewolucję wiedzy. Ale także jako syntezator (od syntezy, łączenia), gdyż łączy odległe dziedziny nauki, których jeden człowiek nie byłby w stanie zgłębić jednocześnie (np. biologia molekularna + inżynieria materiałowa). A przynajmniej nie byłby zdolny do szybkiego integrowania odległych dziedzin i specjalności.
Dostrzegamy także zagrożenie w postaci „autoimmunologii” Globalnego Mózgu (czyli agresję własnego systemu obronnego przeciw własnemu organizmowi). Wspomniany wcześniej Francis Heylighen zauważa, że jeśli AI i internet mają tworzyć Globalny Mózg, to musimy uważać na zjawiska przypominające choroby psychiczne lub autoimmunologiczne, Są nimi m.in. halucynacje i fake newsy. To jak błędy w percepcji lub psychoza. Drugim zagorzeniem są bańki informacyjne. To jak fragmentacja osobowości, gdzie różne części mózgu przestają ze sobą rozmawiać.
Dzisiaj pojęcie noosfery przeżywa chyba renesans. Przynajmniej w mojej głowie. Internet może być nazywany technologicznym ucieleśnieniem noosfery. Wikipedia jest doskonałym przykładem fragmentu noosfery. To żywa, stale aktualizowana „tkanka” wspólnej wiedzy, która nie istnieje w jednym miejscu, ale jest dostępna dla każdego połączonego z siecią. I tworzona jest jednocześnie przez wiele osób w róznych miejscach świata. Sztuczna Inteligencja idzie o krok dalej. O ile internet był „składowiskiem” noosfery, o tyle AI zaczyna tę sferę myśli samodzielnie porządkować i przetwarzać, stając się czymś w rodzaju globalnego procesora dla ludzkich idei.
Noosfera to wizja świata, w którym informacja i świadomość stają się ważniejsze niż materia. Ważniejsza w sensie dominacji i sterowania procesami. To przekonanie, że nasza cywilizacja nie jest tylko zbiorem jednostek, ale jednolitym, myślącym organizmem, który właśnie „budzi się” do życia na poziomie planetarnym. Brzmi co prawda utopijnie i fantastycznie, lecz moim zdaniem niesie ważną i realną treść.
Czy czujesz, że jako użytkownik sieci jesteś częścią takiej „myślącej powłoki”, czy raczej postrzegasz internet i dostępne dzięki niemu narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji jako zwykłe narzędzie, które nie ma nic wspólnego z ewolucją świadomości? Zbiorowej, rozproszonej świadomości.








