3.10.2018

Moją Edu Mocą jest... współpraca


A było to tak. Jechałem pociągiem na konferencję i przeglądałem nowiny za pośrednictwem mobilnego internetu w telefonie. I zajrzałem do grupy Superbelfrów. A tam komunikat i zaproszenie do akcji:

"Już w ten piątek, 5 października, cały świat obchodzi "World Teachers' Day", czyli Światowy Dzień Nauczycieli. Zgodnie z kilkuletnią tradycją, chcemy na ten dzień przygotować wraz z polskimi nauczycielami i edukatorami, naszymi sympatykami, specjalną akcję, aby pokazać że my, nauczyciele, jesteśmy wciąż w tym świecie i w naszym kraju potrzebni. W tym roku prosimy, żebyście przygotowali Wasze zdjęcie z kartką (minimum A4): Moją EduMocą jest .... i dokończeniem tego zdania zgodnie z tym, co jest dla Was ważne w swojej nauczycielskiej pracy. Można napisać tę kartkę odręcznie, można nawet zrobić rysnotkę, a można po prostu wykorzystać gotowca, przygotowanego dla Was przez Vitię z Gdańska". A pod wiadomością pojawiły się już takowe zdjęcia.  Jedno było nawet zrobione w pociągu - zamiast wydrukowanej kartki wspomniana grafika była wyświetlona na laptopie.

Pomyślałem, że dobrze byłoby włączyć się do akcji. Ale jak? Przecież w tamtym momencie nie miałem dostępu do komputera i drukarki, żadnego tabletu czy laptopa nie zabrałem ze sobą w podróż (ani kartek ani pisaków czy nawet kredek). Chciałem uzupełnić wspomniane zdanie następująco: "Moją EduMocą jest... współpraca". Ale przecież to niemożliwe przed powrotem do domu. Na konferencji będę w obcym miejscu i nie będzie czasu na jakieś "kombinowanie", szukanie drukarki itd. 

Prawie się poddałem. Ale od czego jest współpraca! Ja mam jeden telefon, potrzebny drugi. Poproszę kogoś znajomego o pomoc i wyślę mu zdjęcie grafiki i swoim telefonie zrobię selfie. Pierwszy problem - grafika jest w pliku pdf, jak z tego zrobić plik jpg? W domu to miałbym komputer z odpowiednim programem. Ale może po prostu wyświetlę plik na ekranie telefonu i zrobię zrzut ekranu? Tylko ja nigdy tego jeszcze nie robiłem! To znaczy niechcący i nie wiem kiedy to robiłem, bo znajdowałem w telefonie pliki w folderze "zrzuty ekranu". Zatem był ślad, że mój telefon ma taką funkcję.  Poszukałem, pomyślałem i udało się. Następnie poprosiłem znajomą osobę, spotkaną na konferencji o pomoc, przesłałem plik graficzny esemesem, ona wyświetliła na ekranie i swoim telefonie zrobiłem selfie... Ale tu porażka, bo zdjęcie jest odbiciem lustrzanym. Przy napisach jest to szczególnie widoczne i niepraktyczne. Co robić? Poprosiłem kolejną osobę by zrobiła zdjęcie. Udało się. Zamieściłem w fejsbookowej grupie. A kolejne osoba dodała napis. I już jest. Współpraca czterech osób, całkiem spontaniczna i w pełni improwizowana. Czyż można było chcieć lepszej ilustracji do hasła o współpracy?

Udało się! Przy okazji wyjaśnię, że EduMoc to nazwa e-konferencji dla nauczycieli, organizowana przez Superbelfrów RP. Jeszcze inny wymiar współpracy, która buduje relacje i daje znakomite efekty. 

Dzięki współpracy można osiągać rzeczy pozornie niemożliwe. Bo wydawało mi się, że zrobienie zdjęcia z kartką jest niewykonalne. Okazuje się, że możliwości jest bardzo dużo. Wystarczy tylko kreatywność i współpraca. Niby niewiele a jednak bardzo dużo. Umiejętność współpracy jest bardzo ważną kompetencją miękką. 

Dojrzewający pomysł na upowszechnianie wiedzy


20 lat Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie to wystarczająco długi okres by jubileusz wykorzystać do refleksji nad samym uniwersytetem i edukacją. Nasz uniwersytet powstał w szczególnym momencie zmian zachodzących w kraju i edukacji wyższej. Refleksyjne spoglądanie do tyłu oraz zastanawianie się nad sense potrzebne jest każdemu.  Od jakiegoś czasu właśnie takim refleksjom się oddaję. W ciągu tych 20 lat siłą rzeczy zbierałem doświadczenia, odnoszące się zarówno do samej misji uniwersytetu jak i kształcenia. W odniesieniu do tego drugiego zmieniło się bardzo dużo. Weszliśmy w epokę trzeciej rewolucji technologicznej i nie zawsze stare wzory i rytuały są efektywne. Trzeba eksperymentować i uczyć się nowych form komunikacji i relacji mistrz-uczeń w nowych warunkach. A zmiany są relatywnie szybkie i głębokie. Dobrze to widać z perspektywy kilku lat a zwłaszcza dwudziestolecia. W kontekście misji uniwersytetu znacznie wyraźniej uwidoczniła się ta trzecia - społeczna (poza badaniami i dydaktyką dla własnych, stacjonarnych studentów).

Powyższy schemat to graficzne zilustrowanie propozycji dla działalności oddziału PAN w Olsztynie i Białymstoku. Powstał około półtora roku temu jako uzupełnienie dyskutowanej propozycji. Jest efektem wieloletniego dojrzewania i eksperymentowania z upowszechnianiem wiedzy, także w mediach internetowych. Milowymi kamieniami dla mnie, ilustrującymi zdobywanie doświadczenia, były: kawiarnia naukowa Collegium Copernicanum, Olsztyńskie Dni Nauki, Europejska Noc Naukowców, Noc Biologów, współpraca z mediami oraz ze szkołami, staże w przedsiębiorstwach, udział w kilku inspirujących konferencjach itd. Także uczenie się komunikacji z wykorzystaniem narzędzi internetowych. Kolejne kroki w uczeniu się i nabieraniu wprawy. Dyskusja jest w toku, troszkę się udało, znacznie więcej czeka na realizację.Czy i w jakiej formie się zrealizuje?

Żeby dowolne przedsięwzięcie się udało, trzeba wielu prób, modyfikacji i oczekiwania na sprzyjające okoliczności. Sam pomysł, nawet najlepszy, nie wystarczy. Potrzebne są jeszcze sprzyjające okoliczności. Tak jak gatunek w środowisku: nie tylko dobre geny (konkurencyjny plan budowy itd.), ale i okoliczności przyrody, środowiska. Jak nasiono w glebowym banku nasion, czekające na deszcz lub lukę, by wyrosnąć, jak gatunki wód okresowych, czekające na wiosenną wodę. Czyli do sukcesu potrzebne są dwa elementy: odpowiedni gatunek i sprzyjające środowisko. W jakimś sensie można to porównać do naszych ludzkich sukcesów i porażek. Sam talent i pracowitość nie wystarcza. Potrzebne tak zwane szczęście lub inaczej mówiąc - sprzyjające okoliczności. Nie złość się więc, gdy coś nie wychodzi mimo włożonego wysiłku i posiadanego talentu. Nie wszystko jest w Twojej mocy sprawczej...

Trzeba ciągle się uczyć, trenować, zbierać doświadczenie, doskonalić pomysł i... czekać na sprzyjające okoliczności. Nie każde ziarno padnie na żyzną glebę. Nie każde ziarno jest dobre do danej gleby (i okoliczności przyrody).

Tak, wiem. Schematyczny rysunek bez komentarza nie jest wystarczająco czytelny. Należałoby szczegółowo objaśnić poszczególne elementy schematu i relacje między nimi zachodzące. Ale nie to jest motywem niniejszego wpisu (rozważań, refleksji). Pozostawię więc schemat jako ilustrację ale bez dokładniejszych objaśnień. Niech zostanie jako zachęta do dyskusji "analogowej", na spotkanie "w realu". Chcesz podyskutować?

1.10.2018

Smukwa kosmata – wspomnienie lata

O smukwie czytałem wiele razy, widziałem ją w książkach, ale nigdy nie spotkałem w naturze. Aż do tegorocznych wakacji. W czasie obozu entomologicznego, w sierpniu 2018 r., gdy zwiedzaliśmy Ośrodek Rehabilitacji Ptaków Chronionych w Dębniakach w Gostynińsko-Włocławskim Parku Krajobrazowym, zobaczyłem dziwną „pszczołę”. Poprzedniego dnia nasłuchałem się opowieści o pszczołach samotnych, więc myśli moje były ukierunkowane i wszędzie doszukiwałem się pszczół. Owad wydawał mi się znajomy ale nie mogłem sobie przypomnieć jego nazwy. Tego samego dnia dotarliśmy nad Jezioro Rakutowskie. I tam na łące, w pobliżu wieży widokowej, podobnych owadów latało jeszcze więcej. To była smukwa kosmata, zwana czasem smukwą okazałą (Scolia hirta).

Smukwa to osa a ściślej żądłówka (bo ma żądło). Swego czasu przeczytałem o niej w antykwarycznej książce Jeana Henri Fabre’a (1842-1915) pt. „Z życia owadów”. We wspomnianej książce smukwa występuje pod nazwą kordówka dwupaskowa. Wydanie przedwojenne, papier już mocno nadgryziony zębem czasu. Przekazałem do biblioteki, niech służy innym. Z Polskiej czerwonej księgi - bezkręgowce dowiedzieć się można, że smukwa to rzadki gatunek palearktyczny, związany ze stepem i lasostepem. Uznany za zagrożony w wielu krajach europejskich i wprowadzony na czerwone listy. W Polsce zanikający lecz niechroniony. Na czerwonej liście umieszczona w kategorii VU (zagrożone).

W artykule Józefa Banaszaka z 1978 roku, opublikowanym w Przeglądzie Zoologicznym, dowiedzieć się można także o nowych stanowiskach w Dolinie Wisły, w dolnym jej biegu, w rezerwacie roślinności kseroternicznej „Biała Góra”. W tamtym czasie smukwa kosmata w Niemczech Wschodnich była rzadko spotykana, mimo że wcześniej (lata 1920-1950) często tam występowała. Także i w Polsce była wtedy rzadko obserwowana i znana jedynie z nielicznych stanowisk. Trudno powiedzieć czy wynikało to ze stanu środowiska czy tylko z niedostatecznej liczby naukowców, poszukujących tego owada. Na mapce zamieszczonej we wspomnianej pracy nie zaznaczono żadnych stanowisk z obszaru Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego (i okolic). Uznana została za gatunek południowy. Na północ od Wisły i Bugu nie były znane żadne stanowiska. A teraz dowiaduję się, że jest nawet i w Olsztynie. Czyżby jeszcze jeden gatunek południowy, związany z siedliskami kserotermicznymi, który rozszerza zasięg swojego występowania na północ w ostatnich latach?

Nie wiem czy już ktoś wcześniej wykazywał obecność smukwy kosmatek z Gostynińsko-Włocławskim Parku Krajobrazowego. Wykazana była jako gatunek rzadki z Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego w 2002 roku. A to tylko przez Wisłę, bardzo blisko.

Pojaw imagines rozpoczyna się w końcu czerwca i obserwować można dorosłe smukwy do pierwszych dni września. Tak przynajmniej było dawniej (dane z pracy Banaszaka z 1978). Żądłówkę tę można spotkać w siedliskach suchych i nasłonecznionych (kserotermicznych). Tam gdzie rośnie m.in. macierzanka. Smukwa jest osą pasożytującą na larwach chrząszczy z grupy Lamellicornia (rodzina żukowatych - Scarabaeidae), m.in. kruszczyce (Cetonia sp.), w tym kruszczyca zlotawka, nierówienki (Anomala sp.), kwietnice (Potosia sp.), w tym kwietnica okazała, kosmatki (Epicometes sp.). Odszukuje larwy wspomnianych chrząszczy, żądląc je w odpowiednie miejsce paraliżuje je i składa na nich swoje jajo. Rozwijająca się larwa pożera larwę chrząszcza. Sparaliżowana larwa chrząszcza jest żywa, „nie psuje się”. Można powiedzieć, że znakomity sposób konserwacji żywności…

Wymienione larwy chrząszczy żyją pod ziemią. Jak je osa znajduje? Najprawdopodobniej po zapachu, bo przecież wypatrzyć się nie da. Na przykład pędraki kruszczycy złotawki (Cetonia aurata) rozwijają się w próchnie drzew i krzewów, najczęściej w ich przyziemnej i podziemnej części, czasami nawet wewnątrz mrowisk, w których odżywiają się drewnianymi szczątkami organicznymi, przynoszonymi przez mrówki. Larwy złotawki muszą jakość zapachowo „otumaniać” mrówki, bo nie rozpoznają jej jako potencjalnego jedzenia. Ryzykowne przebywanie w mrowisku zapewne jest dodatkową ochroną przed drapieżnikami i pasożytami, takimi jak smukwa. Dorosłe kruszczyce złotawki odżywiają się nektarem kwiatów. Spotkać je można na roślinach baldaszkowatych (selerowate według obecnej systematyki), czasem na białych kwiatostanach czarnego bzu, na rutewce wąskolistnej i wiązówce błotnej, jarzębinie i głogu. Larwa smukwy, po wykluciu się, zjada sparaliżowanego pędraka w przeciągu 5-8 dni, potem kończy żerowanie i tworzy beczułkowaty kokon, w którym się przepoczwarcza.

Smukwa kosmata jest rzadkim gatunkiem o słabo rozpoznanym rozmieszczeniu w Polsce (tak piszą jeszcze w 2013 r. Bonk i Sepiol). Brakuje informacji o jej występowaniu w Polsce południowej i południowo-wschodniej (tym bardziej w północnej Polsce). Praca wspomnianych autorów pt. Występowanie błonkówki - smukwy kosmatej Scolia hirta na Wyżynie Małopolskiej, opublikowana w Chrońmy Przyrodę Ojczystą, przedstawia dane o występowaniu smukwy na Wyżynie Małopolskiej. W latach 2006–2010 stwierdzono tam smukwę na 22 stanowiskach, w siedliskach kserotermicznych. Autorzy nie stwierdzili szczególnych zagrożeń dla smukwy kosmatej, jednak intensywne zalesianie oraz ekspansja roślin inwazyjnych może w przyszłości ograniczać powierzchnię dogodnych dla niej siedlisk. Zatem z jednej strony ocieplenie klimatu sprzyja ekspansji na północ, z drugiej możliwy zanik siedlisk kserotermicznych może stanowić czynnik ograniczający.

Warto zwrócić uwagę jeszcze  na jeden czynnik – pożywienie. Larwy wyżej wymienionych chrząszczy są próchnojadami i związane są z martwym drewnem. Można przypuszczać, że ekspansja smukwy w jakimś stopniu związana jest także z dostępnością siedlisk sprzyjającym rozwoju kruszczycy złotawki i innych, podobnych chrząszczy. Przyroda jest wielowymiarową całością. Oddziałuje wiele czynników jednocześnie. Zagrożenie smukwy kosmatej może wynikać z kurczenia się stanowisk o charakterze kserotermicznym wskutek naturalnych procesów sukcesyjnych i zarastania tego typu miejsc roślinnością drzewiastą i krzewiastą. Doniesienia z innych krajów świadczą o regresie i zagrożeniu tego gatunku. Ale z drugiej strony więcej martwych drzew to więcej siedliska dla chrząszczy - bazy pokarmowej smukwy.

Smukwa kosmata jest gatunkiem palearktycznym czyli o szerokim zasięgu rozmieszczenia. Występuje od zachodniej Europy do środkowej Azji. Do tej pory gatunek ten był w Polsce stwierdzany rzadko. Owady dorosłe preferują kwiaty niebieskie i fioletowe. Występuje na stanowiskach suchych i słonecznych o sypkiej glebie, na silnie nasłonecznionych murawach, czyli na wydmach, stokach wzgórz, suchych łąkach, lessowych zboczach. Letnia susza i ocieplenie klimatu sprzyja poszerzaniu takich kserotermicznych siedlisk. Ale znaczenie ma zapewne także sposób użytkowania gruntów rolniczych i tak zwanych nieużytków.

Różne dane, publikowane w pismach naukowych wskazują, że w przeszłości znanych było znacznie mniej stanowisk występowania smukwy kosmatej w Polsce. W ostatnich latach wykazano wiele nowych stanowisk, co wskazuje że jest gatunkiem liczniejszym i szerzej rozprzestrzenionym niż dawniej. Na pewno za nowe stanowiska można uznać w północnej części Polski (na Pojezierzu Mazurskim stanowiska wzmiankowane już pod koniec lat 80. XX wieku). Owad ten jest w miarę duży i charakterystycznie ubarwiony. Może być więc obserwowany przez coraz liczniejsza rzeszę przyrodników-amatorów (wolontariuszy). łatwo zrobić zdjęcie w terenie nawet aparatem komórkowym i podesłać informację o miejscu, dacie i siedlisku. Im więcej obserwujących przyżyciowo, tym lepsze i wiarygodniejsze dane co do rozmieszczenia i stanu populacji smukwy.

Niewiele trzeba, aby w czasie wakacyjnych wędrówek patrzeć pod nogi i uczestniczyć w szeroko zakrojonym monitoringu polskiej i europejskiej przyrody. Dołącz i Ty.

29.09.2018

Słowo tabu - konstytucja

Jakiś czas temu, w pewnym mieście, nie ważne gdzie, kiedy i kto. Ważny jest problem i zjawisko. I o tym zjawisku chcę teraz opowiedzieć.

Rozliczanie artystów i pisarzy z ich jakichkolwiek utworów i w czymkolwiek nawiązujących do socrealizmu, ma u nas długą tradycję. Takie ortodoksyjne rozliczanie sław i ludzi zasłużonych. Nie jest oceniany cały ich dorobek i postawa ale jakiekolwiek, wyrwane z kontekstu czasu i miejsca utwory, słowa, działania. Na przykład młodzieńcze. Jak to się dzieje, możemy zobaczyć teraz, bo okazuje się, że pewne postawy społeczne są ponadczasowe. Będzie to krótka opowieść o koniunkturalizmie artystów i każdego z nas, zwykłego zjadacza chleba (lepiej się nie wychylać).

Słowa znaczą to, co z nich wyczytujemy. A to ostanie uzależnione jest od kontekstu społecznego tu i teraz: niektóre słowa są zakazane, budzą strach i nawet agresję. W danej sytuacji, czasie i miejscu.

Wydarzyło się  to zanim urzędniczka uderzyła w twarz w miejscu publicznym kobietę, która skandowała "konstytucja" i zanim zwolniono z pracy człowieka, który wystąpił na koncercie w koszulce "konstytucja".

Razu pewnego współczesna młoda artystka napisała: „Kochani! Jutro w Parku (…) robię INSTALACJĘ, składającą się z KAMIENI WAŻNYCH SŁÓW. Wiem, że na ostatnią chwilę i pewnie wszyscy macie plany, ale gdyby ktoś miał ochotę przyjść i pomóc mi zapełniać kamienie napisami, to będę wdzięczna. Jeśli jednak nie możecie, to może spróbujecie w komentarzu napisać jakie słowo/słowa są istotne dla Was. Dla nas wszystkich na pewno ważna jest miłość, rodzina, przyjaźń, ale co jeszcze? Sztuka, las, teatr, tlen, śmiech, czułość? Podzielcie się słowami ważnymi dla Was ze mną i całym (…)”. (Podkreślenie moje, ważne, by zrozumieć kontekst). Jak czytelnik mógł odebrać takie zaproszenie? Dołączyłbyś do wypisywania propozycji? Potem się okazało, że nie wszystko zostało napisane. Dla piszącego było zapewne oczywiste, dla czytelnika okazało się nieznanym.

Na sympatyczne wezwanie odpowiedzieli znajomi i nieznajomi Artystki. Pojawiły się takie oto m.in. propozycje słów: ambicja, miłość, sen, czas, spotkanie, życie, woda, relacja. Nawet destylacja (jakkolwiek odnosi się do spożywania alkoholu, to słowo to nie wywołało dezaprobaty czy jakichkolwiek kontrowersji, to ważne, bo za chwilę o słowie bardzo kontrowersyjnym). I pani Krystyna napisała "konstytucja". Najwyraźniej uznała, że dla niej to słowo ważne (istotne). Spełniła prośbę Autorki. Ale ta zaraz zareagowała:  „Mam znajomych o różnych poglądach, a ta akcja ma łączyć nie dzielić. Politykę odpuszczam.” I tak z niewinnego słowa wywiązała się dyskusja, jakże pouczająca a ważna dla niniejszej opowieści:

Krystyna „Czy słowo KONSTYTUCJA jest polityczne? Czy słowo OJCZYZNA, PRAWO, SĄDY - to są słowa polityczne? A kogo miałoby słowo "konstytucja" obrazić? To bardzo neutralne, jednoczące słowo. Jestem w szoku. Dziś innego ważniejszego słowa w przestrzeni publicznej nie widzę.” Ktoś inny napisał „a ja widzę ważniejsze słowo Rodzina, Stabilizacja, Dzieci.” Pojawia się więc wartościowanie.... I tylko przy tym słowie. Ewidentnie słowo tabu.

Autorka szybko odpowiedziała:  „Pani Krystyno, niestety stało się to słowo [konstytucja] polityczne. Akcja ma być ładna i pełna ciepła, dlatego mimo szoku odpuszczę konstytucję, dużo bardziej wolę miłość w przestrzeni publicznej i nie tylko."

Głos 1. "Konstytucja dzieli? Jakim cudem. Przecież to wartość wspólna całego narodu."

Autorka "(…), polityka dzieli, a konstytucja aktualnie jest to słowo mocno związane z polityką. Ja chcę, żeby każdemu słowa z kamieni kojarzyły się dobrze. Nie zaprzeczam absolutnie, że konstytucja, państwo, władza to ważne słowa. Ktoś napisał WOLNOŚĆ, może to wystarczy?"

Głos 2. "Na akcje ładne i pełne ciepła jest czas kiedy nie ma nic ważniejszego. Artysta chyba nie powinien chować się za takimi wymówkami teraz, gdy trzeba mówić o sprawach ważnych choć trudnych. Nie jest dziś moment na peace and love. Niestety." 

Głos 1. "Rozumiem tę ideę z kamieniami, że każdy pisze ważne DLA NIEGO słowo. Ilu ludzi tyle pomysłów. Dla różnych osób różne słowa (zjawiska, problemy) są ważne. Całość to suma ludzkich pomysłów. Żadne słowa nie wykluczają innych. Bo to oznaczałoby, że jedni wykluczają innych. Ktoś napisał "zamiast", żeby zamiast konstytucja napisać coś innego. Dziwaczne. To narzucanie jednej wizji świata - pragnienia i sprawy innych są zakazane? Politycznie niepoprawne? Nie rozumiem tego. To jakiś dziwaczny autorytaryzm i wypaczenie idei tego fajnego pomysłu. Dopatrywanie się polityki w słowie konstytucja już źle świadczy o nas samych. To jakieś partyjne zniewolenie.... Zaskoczyła mnie Pani swoją reakcją.... I zasmuciła... Jest aż tak źle?"

Autorka: "A ja jestem zaskoczona, że nie można odpuścić. Jak w polityce. Politycy też nie odpuszczają. Nawet tu pod miłą akcją tworzą się podziały. Słowa miały być uniwersalnie dobre, dobre dla wszystkich. Moje poglądy nie mają tu nic do rzeczy. Kolejnym etapem akcji miała być propozycja przyniesienia kamienia z napisem i dołożenia do instalacji. Stos kamieni można też dowolnie modyfikować, przekładać kamienie. Proszę przynieście kamień z napisem Konstytucja i połóżcie wśród innych kamieni. Ja nie mam nic przeciwko. Pozdrawiam ciepło i skończmy już proszę tę dyskusję, bo naprawdę nie taki był cel tej zabawy. Miała przekazywać dobre emocje..."

Głos 3. "Jak łatwo z dobrej, cieplej akcji zrobić kamienie nienawiści. Wystarczy jedno słowo, które POWINNO być, według innych, a nie pasuje autorowi. Następny kopiec kamieni, to: wstyd, nietolerancja, nienawiść, hejt... Każdy może przynieść napis, który najlepiej lubi, a później obrzucić tymi kamieniami autorkę, bo miała co innego na myśli ."

Krystyna "Czy słowo KONSTYTUCJA jest słowem nienawistnym? Jeśli tak - to ja wymiękam w tej dyskusji."

Głos 3. "Nie. Na pewno nie. Jestem za tym, żeby nie łamać konstytucji. Ale to tylko zwykła akcja, żeby ludzie się kochali i rozumieli. Jak ktoś napisze konstytucja, to inny zaraz dopisze PiS. Wyjdzie z tego niezły bigos. Pozwólmy działać czasami w imię miłości i zrozumienia."

Głos 1. Re: Głos 3. "Ale nikt nie proponował pisania PiS ani temu podobnych słów. Może zatem nie pisać Solidarność? Wolność? itd. Nie warto dzielić ludzi w domniemaniu. Ludzie są chyba mądrzejsi niż Pani sądzi. Wątpię aby ktokolwiek z uczestników chciał przekształcić tę sympatyczną happeningową akcję w jakieś działania wiecu politycznego. Pierwsza reakcja była niefortunna. I zamiast się z tego szybko i sensownie wycofać zarówno organizatorka jak i jest sympatyczni przyjaciele brną w niepotrzebną konfrontację. I tak się z igły robi widły. Albo cenzurę prewencyjną, bo lepiej na zimne dmuchać i nie używać słów, które mogą złego smoka zbudzić..."

Za kilka dni okazało się, że wspomniana Autorka przygotowała autorską pracę na konkurs. Skoro autorska, to ona decyduje co i jak tam się znajdzie. Tego nie wiedzieli dyskutujący. Poczuli się zaproszeni do wspólnej akcji, której w rzeczywistości... nie było. Zaproszenie było autoocenzurowane. Może sama autorka ma takie poglądy? Może bała się reakcji znajomych, że jak pojawi się słowo tabu, to się obrażą, zacietrzewią, zdenerwują (a więc straci towarzysko)? A może nastawiła się na konkurs i nie chciała w żaden sposób urazić jury (wiadomo jak teraz jest)? Żeby dobrze wypaść i wszystkie słowa kontrowersyjne "usunąć". Umieścić tyko to, co poprawne, akceptowalne przez wszystkich. Posądzenie o autocenzurę jak najbardziej wydają się uzasadnione. Jeśli słowo nie pasowało do koncepcji (tak jak zapewne "destylacja"), to wystarczyło przemilczeć i nie podejmować dyskusji. Ale może trzeba było szybko zaznaczyć swoją odrębność i odcięcie się? Żeby nikt czasem nie pomyślał, że Autorka sprzyja czy akceptuje takie niestosowne słowa jak konstytucja (bo może to wyraz akcji antyrządowej itd.). No cóż ten demonstracyjny sposób pokazywania, że nie brak "czujności rewolucyjnej" pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Autorka jest zbyt młoda by znała tamte czasy. Drobna, banalna sprawa. Ale może za lat 20 lub 40, gdy Autorka będzie już sławną i uznaną osobistością, ktoś wyciągnie ten przykład w celu odbrązawiania? Inny będzie czas, inny kontekst społeczny, co innego będzie wtedy tabu...

Pierwsza refleksja odnosi się do przeszłości. Jakże łatwo teraz oceniamy znanych pisarzy i artystów za nawet drobne, dawne i młodzieńcze flirty z socrealizmem czy ówczesną władzą. Chęć zaistnienia, chęć odniesienia sukcesu, bycia dostrzeżonym... jest przecież wspólna wszystkim pokoleniom. Refleksję tę kieruję do tych, co tak chętnie w innych rzucają kamieniami świętego oburzenia...

Druga refleksja jest poważniejsza. W jakich to czasach żyjemy i co o nas mówi ta prosta i nieodosobniona sytuacja? Słowo konstytucja może budzić kontrowersje tylko... w kraju autorytarnym. Bo sama konstytucja dla monarchy, autokraty czy despoty już jest obelgą (groźbą utraty władzy). I dla zwolenników monarchii czy jakiejkolwiek dyktatury. Wywrotowe, rewolucyjne, antyrządowe słowo. Kontekst sytuacyjny zmienia wydźwięk i odbiór. W jakich czasach żyjemy, że słowo konstytucja stało się tabu lub wywrotowym, niepoprawnym politycznie "gorącym kartoflem"? Mój teść świętej pamięci, w dawnych czasach w maju dostawał dwa mandaty od milicjanta. Jeden za brak wywieszonej flagi na pierwszego maja, a drugi za flagę, która wisiała w dniu trzeciego maja. Niby nic takiego, dwa dni różnicy...  Ale Konstytucja Trzeciego Maja wtedy była słowem na cenzurowanym. Nie wolno było jej wspominać nawet w tak symboliczny sposób jak wywieszenie biało-czerwonej flagi...

I jeszcze jeden cytat z komentowanej dyskusji na portalu społecznościowym: Głos 4. "Ciekawe czy słowo "konstytucja" przyszło by komuś do głowy gdyby nie obecna sytuacja? W 1980 roku słowem kluczem była "solidarność". Dzisiaj nikt tego słowa nie zaproponował. Nie zachowujmy się jak "dobra zmiana" i pozwólmy ludziom wyrażać się jak chcą." No tak, ale to grozi konsekwencjami (nawet domniemanymi). Lub brakiem nagrody. Koniunkturalizm nasz codzienny, mały, malutki lub taki sobie. W każdym miejscu pracy, w każdym elemencie życia publicznego. Jedni tylko milczą, inni "obywatelsko" uciszają innych... bo obudzi się potwór i nas zje albo tylko przywali? Autocenzuralna nadgorliwość czy wyczucie realnego zagrożenia?

Czasy są niespokojne najwyraźniej, beztroskie i banalne pisanie o miłości, rodzinie i dzieciach, jakkolwiek ładnie brzmią, to wydają się być kiczowate i nieautentyczne. Nie w pełni przystające do myśli ludzi z ulicy. Takie jakieś z oficjalnej akademii ku czci i na cześć (kiedy powtarzane są po wielokroć stają się puste i banalne). Każde czasy mają swoje słowa tabu, słowa, które dla niektórych są ważne.

Samą akcję streetartową "Kamienie ważnych słów" oceniam bardzo pozytywnie. Angażuje ludzi, ułatwia im wypowiedzi i dyskusję, umożliwia dostrzeganie pragnień i ważności innych ludzi, ułatwia dostrzeganie potrzeb i problemów współmieszkańców tego samego miejsca. Sztuka aktywizująca, dziejąca się przez wiele dni, na ulicy w mieście. A konkurs? Trochę zepsuł i namieszał, zwłaszcza przy niepełnym przekazie. Chęć sukcesu i przygotowanie niekontrowersyjnej, politycznie poprawnej pracy... Tacy jesteśmy. Chcemy żyć spokojnie, nasza chata z kraja wsi. To normalne. Małe kroki do koniunkturalizmu....

Mała sytuacja a jakże wiele mówi o nas samych we współczesnej Polsce. A skoro instalacja wywołała dyskusję, to w jakimś sensie odniosła swój artystyczny skutek. Być może niezamierzony ale widoczny i istotny.

A teraz drogi Czytelniku zastanów się: ile razy już sam się ocenzurowałeś, by nie mówić, nie używać określonych słów, problemów? Bo przecież lepiej się nie narażać na uwagi innych, hejt botów, domniemaną lub rzeczywistą reakcję w zależnościach służbowych. Czy nawet w obawie przez interwencją władzy, szykanami, ciąganiem itd. (a wiadomo kto patrzy i słucha a potem gdzie i komu doniesie)? To w jakim kraju żyjemy? I czy chcesz tego właśnie? Czekasz z boku na innych, że oni to wezmą na siebie, załatwią i znowu będzie można oddychać? Tu przypomina mi się mała dykteryjka: "Mistrzu, jak długo trzeba czekać na zmiany na lepsze? - Jeśli czekasz - to długo." Samo czekanie zmian nie przyniesie...

ps. Ilustracją jest kamień ale niezwiązany z opisywaną sytuacją. Ktoś inny, w innym miejscu ale podobnym czasie wpadł na pomysł zapisywania ważnych słów na kamieniach i umieszczenie ich w przestrzeni publicznej.

25.09.2018

Śniadanie w cittaslow (prawie na trawie)


Wrzesień na północy Polski wydaje się miesiącem nieturystycznym. Jednak kultura i przyroda są atrakcyjne o każdej porze roku i dnia. Utwierdzałem się w tym, odwiedzając wsie i miasteczka Warmii i Mazur (Gietrzewałd, Orneta, Krosno, Kętrzyn, Reszel i Barczewo). Były to bardzo sympatyczne spotkaniach edukacyjne, nawiązujące także do idei cittaslow. Wiosną i latem odbywają się spotkania na trawie. Jesienią można uzupełnić to spotkaniami w małych miasteczkach, w miejscach gdzie wolniej się żyje i głębiej poznaje oraz smakuje się prowincjonalny świat.

Śniadanie Południowej Warmii to tytuł dwóch spotkań, zorganizowanych przez Lokalną Grupę Działania z Warmii i Mazur. Pierwsze odbyło się 9 września w Gietrzwałdzie, drugie 23 września w Barczewie w ramach niedzieli z cittaslow (Dolce far niente) w Skarbcu Kultury Europejskiej. Celem tych spotkań była popularyzacja lokalnej żywności, rękodzieła oraz producentów lokalnej żywności i rękodzieła z terenu działania LGD Południowa Warmia. Spotkania dla mnie w jakimś stopniu rekreacyjne ale i z bardzo ważnym elementem edukacyjnym.

Odmieniły się nasze wsie i miasteczka, bardzo wypiękniały w czasach naszej przynależności do Unii Europejskiej. Wiele inwestycji w infrastrukturę, budynki, place, parki, skwery. Jest nie tylko ładniej ale i bardziej funkcjonalnie. Kapitał ludzki i ożywianie tych miejsc (wypełnianie społeczną treścią), pojawia się wolniej. Trzeba wielu działań edukacyjnych i animacyjnych by miejsca ożyły codzienną aktywnością ludzi. I nawykami lepszego, bardziej zrównoważonego życia.

Ostatni weekend września to także Europejskie Dni Dziedzictwa oraz Niedziela Cittaslow. W tym czasie odwiedziłem Reszel. Wybrałem się tradycyjnie środkami komunikacji publicznej. Najpierw urocza podróż pociągiem i możliwość podziwiania przecudnych, wczesnojesiennych krajobrazów Warmii (i kawałka Mazur, bo podróżowałem przez Kętrzyn). Powrotna podróż autobusem także dostarczyła wielu pozytywnych wrażeń estetycznych i krajobrazowych. Wyrwać się z miejskich budynków i codziennej pracy by zobaczyć, że świat jest piękny,

Poruszanie się środkami komunikacji publicznej bywa czasem uciążliwe. Niektóre miejscowość (a więc i ludzie tam mieszkający) są komunikacyjnie wykluczeni, przynajmniej w soboty i święta. To pierwsza refleksja. A ponieważ podróżny zdany jest na rozkład jazdy.... to musi przeznaczyć  więcej czasu na przemieszczanie się. Strata czy zysk? Teoretycznie własnym samochodem byłoby szybciej. Tylko po co się spieszyć? Dostosowanie się do rozkładu jazdy ułatwia zwalnianie... tempa życia. Przestajemy się ścigać, nie tylko na drodze. Bo co zrobisz, z zaoszczędzonym czasem? Podróż pociągiem czy autobusem ułatwia przemyślenia. Nie trzeba skupiać uwagi na drogę (co musi czynić kierowca), można czytać, rozmyślać, patrzeć na mijany krajobraz. A gdy są przesiadki, to można poznawać dodatkowe miejscowości. I to poznawać głębiej, dokładniej, wolniej. Dla mnie zysk.

Po skończonym wykładzie nie spieszyłem się do domu. Na jeden autobus powrotny się spóźniłem, bo za długo siedziałem w restauracji zamkowej (tocząc rozmowę o świcie, Reszlu i sztuce). W zasadzie nie spóźniłem się tylko miałem okazję dłużej podelektować się reszelskim cittaslow.

Zaszedłem do cukierni na poobiednią kawę i coś słodkiego. Stoliki stały na chodniku, pogoda dopisała i mogłem niespiesznie przyglądać się życiu miasteczka. Tu ludzie mówią sobie dzień dobry, mijając się na ulicy. Takie to już niezwykłe a jednocześnie urocze (w dużym mieście mijam ludzi milcząc, bo ich nie znam). Przechodnie rozmawiają ze sobą, przystają na chwilę, panie z okolicznych sklepików przysiadły się do stolika obok i plotkowały (jeśli klient się pojawiał, to wstawały i szły obsłużyć). W sensie społecznym to utrzymywanie więzi, nie ważne o czym się rozmawia, ważne z kim. Znają swoich klientów. Jedna z klientek tradycyjnie zapomniała swojej karty kredytowej po zakupach w cukierni. Ale widzą jej samochód zaparkowany nieopodal. Inna z pań powiedziała, że wspomniana klientka poszła do innego sklepu, tam zapewne przypomni sobie o karcie kredytowej i wróci. Zawsze zapomina. Taki jej urok. Więc nie trzeba się martwić, nie trzeba biec i szukać. Będzie dobrze. Jak zwykle.

Życie prawdziwej ulicy w cittaslow. Nie w kubkach jednorazowych do picia w marszu, w autobusie  (szybkie życie). Mam czas do autobusu, swoista wymuszona powolność. Niczego nie przyspieszę, nie stresuję się, nie wyprzedzam. Siedzę, popijam kawę i ciastko, patrze na ulice i przysłuchuje się pogaduszkom.

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego co tanie i dużo. Lokalna żywności i rękodzieło nie są najtańsze. Dobre surowce i praca musza kosztować. A my możemy się nauczyć cenić niepowtarzalność i wysoką jakość. I cieszyć się uważnością życia.

W Barczewie klimat podwórka stworzono w Skarbcu Kultury Europejskiej (pogoda była niż mniej sprzyjająca). Uczymy się jako społeczeństwo ponownie być ze sobą na podwórku, na kocyku, z grami i lokalną żywnością czy rękodziełem. I to w sąsiedztwie sztuki,



23.09.2018

RODO, czyli ile warte jest dobre wykształcenie

(Zaszyfrowane dane pacjentów,
niby jako wymóg RODO. Źródło internet.)
"Miejcie pretensje do swoich dyrków, że akurat na takie szkolenia pojechali." To komentarz jednego z nauczycieli w dyskusji o różnych, bezsensownych poleceniach, wydawanych w odpowiedzi na wymogi RODO.  Liczba absurdalnych, wewnętrznych rozporządzeń w najróżniejszych instytucjach jest olbrzymia. Skąd się biorą? Z braku dobrego wykształcenia. Jeśli ktoś trafił na kiepski kurs, gdzie prowadzący nie był kompetentny, to w dobrej wierze wraca do swojej placówki i głupoty próbuje wcielać w życie. No bo przecież RODO, jak tajemniczy smok, albo czarownica, plagę nieszczęść i niepotrzebnej pracy na nas zsyła. Ochrona danych osobowych nie pojawiła się nagle. Było dużo czasu na przygotowanie się i przeszkolenie przynajmniej kadry trenerskiej, przygotowanie przystępnych informacji. Władza przespała ważne działania. A dodatkowo przy rosnącej nieufności i nadmiernych kontrolach, rodzących niechęć do odpowiedzialności i podejmowania decyzji, przeciętny urzędnik lub pracownik woli mieć "wszystkie kwity". I rośnie sterta zbędnych dokumentów, oświadczeń, podpisów.

Zacytowany na początku nauczyciel znakomicie ujął problem. A ja pokazuję na tym przykładzie, by podkreślić ile warte jest dobre wykształcenie i sensowna edukacja. Nie liczba spędzonych godzin na szkoleniu, nie liczba certyfikatów a treść przesądza o dobrym lub złym kursie. Wiedza ma swoją wartość. Brak wiedzy... po prostu boli.

W starym dowcipie stawiane jest pytanie: "czy lepiej być brzydkim czy głupim? - Głupim, bo nie widać." Otóż widać, czasem bardzo boleśnie. Dobra edukacja jest potrzebna nie tylko społeczeństwu ale i gospodarce. Niestety, do edukacji narodowej, na każdym szczeblu jako społeczeństwo nie przywiązujemy wagi. Brak dyskusji, brak konsensusu i brak finansowania. Jakieś szkoły są, dzieci do nich chodzą i jest dobrze? RODO jest dobrym wskaźnikiem, czym jest dobre szkolenie. Trzeba najpierw samemu rozumieć, dogłębnie przeanalizować by innych uczyć i szkolić.

Edukacja to kapitał ludzki, niby nie widać (tak jak głupoty), ale efekty działania tegoż kapitału widzimy na każdym kroku. Jak źle uszyte buty czy źle skrojone spodnie. Niby z daleka wyglądają dobrze, ale jak założysz to uwiera, pije w kroku i źle się chodzi w czymś takim.

20.09.2018

Dlaczego pokrzywa parzy?


Kilka dni temu przeszedłem się ścieżką, którą dawno nie chodziłem. Zarosła mocno. I pokrzywy dały mi się we znaki. Przedzierałem się ze studentami. Zapewne i oni zastanawiają się "dlaczego pokrzywa parzy".

Są to w zasadzie dwa pytania: jak to się dzieje, że nas parzy i dlaczego pojawił się taki mechanizm obronny u tej rośliny. Przecież są inne rośliny, nie parzą a żyją i mają się dobrze. 

Zacznijmy od pierwszego pytania. Na powierzchni liści i na łodydze pokrzywy znajdują się widoczne gołym okiem włoski parzące. Mają one długość do 2 mm (a więc jesteśmy w stanie je zobaczyć, a nie tylko poczuć). Kto ciekawy, niech się przygląda. Zobaczy nawet, że są miejsca, gdzie tych parzących włosków jest więcej i miejsca, gdzie jest ich miej. Taka wiedza może się przydać. Ja ją wykorzystuję w czasie zajęć z uczniami, by bezpiecznie zerwać liść i zjeść. Wspomniany włosek jest swoistą strzykawką jednorazową. Komórka włoska w dolnej części jest rozszerzona, w górnej zwężona i nieco zgięta, a na szczycie umieszczona jest mała główka-pęcherzyk. Ściany komórki tegoż włoska przesycone są krzemionką i węglanem wapnia a tuż pod główką są bardzo cienkie. Kruche i łatwo się łamiące (wysycenie krzemionką i kształt). Na szczycie pokrzywowego włoska umieszczone są malutkie pęcherzyki, które przy byle dotknięciu pękają (a w zasadzie ułamują się) a z włoska wydostaje się ciecz. Ta ciecz ma właściwości drażniące. Na dodatek włosek ułamuje się tak jak szklana ampułka (lub butelka). Dzięki ostrym brzegom takie nadłamane włoski łatwo wbijają się w naszą skórę i drażniąca ciecz dostaje się do naszych tkanek (przenika przez ochronną barierę naskórka). W drażniącej cieczy znajduje się m.in. kwas mrówkowy. Ciecz z pokrzywowych włosków już w ilości 0,0001 mg powoduje powstawanie bąbli na skórze. I nic dziwnego, że nas skóra piecze. A przecież tych włosków wbijających się w skórę jest więcej. Seria mikrozastrzyków za jednym dotknięciem. Poparzenie kwasem mrówkowym oraz uwalnianie się substancji podobnych do naszej histaminy powoduje powstanie na skórze białawych, piekących bąbli. Piecze najpierw, potem swędzi. Nic przyjemnego.

A skoro kontakt z pokrzywą i serią jednorazowych zastrzyków nie są dla nas przyjemne, to staramy się pokrzywę omijać. I tu jest odpowiedź na drugie pytanie. Pokrzywa parzy by bronić się przed roślinożercami oraz przygodnymi i depczącymi niszczycielami. Przed jednymi jest to skuteczną obroną, innym nie przeszkadza (wyspecjalizowani pokrzywożercy, np. motyle rusałka pokrzywnik i rusałka pawik). A że parząca pokrzywa odstrasza niektóre zwierzęta, to i inne rośliny kształtem naśladują pokrzywę. Jest to mimikra. A naśladują pokrzywę na przykład jasnota biała (zwana zresztą głuchą pokrzywą) czy jasnota gajowiec. Liście tych roślin kształtem są zupełnie podobne do liści pokrzywy, łatwo można poznać jedynie po kwiatach. Albo dotykając liści i sprawdzając organoleptycznie. Ale kto tak będzie sprawdzał?

Kontakt z pokrzywą dla naszej skóry kończy się uczuciem pieczenia, swędzenia i bólem oraz białymi grudkami i krostami o nieregularnym kształcie, na obrzeżach zaczerwienionych. Umiarkowany kontakt cielesny z pokrzywą ponoć zapobiega reumatyzmowi. No ale które lekarstwo nie jest gorzkie (dosłownie lub w przenośni)?

Dolegliwości wywołane poparzeniem przez pokrzywę można złagodzić innymi roślinami. Wystarczy pocierać podrażnione miejsce zgniecionymi (żeby wydostał się sok) liśćmi babki zwyczajnej (Plantago major), szałwi (Salvia officinalis), mięty (Mentha sp. - jest kilka gatunków, zawsze jakąś znajdziemy) lub szczawiu tępolistnego (Rumex obtusifolius). Ten ostatni występuje często w towarzystwie samej pokrzywy. A i inne wymienione rośliny są pospolite i łatwe do wyszukania w terenie, także wilgotnym, czyli w siedlisku pokrzywowym. A jeśli jesteśmy w domu, to można podrażnione miejsca posmarować oliwą. Według Pliniusza Starszego ten sam efekt można osiągnąć przez użycie soku wyciśniętego z pokrzywy. Ot jaka uniwersalna ta pokrzywa. Sam jeszcze nie sprawdzałem…. A kusi. Bo naukowcy sami dla siebie są królikami doświadczalnymi i sprawdzają swoje przypuszczenia na sobie. Dla niektórych skończyło się to tragicznie. Ale ja aż tak wiele nie ryzykuję. Przy najbliższej okazji sprawdzę (na ostatniej wyprawie zapomniałem). Bo to, co w księgach, nawet najbardziej uczonych, trzeba sprawdzać i weryfikować. Ale miejsc poparzonych nie należy przemywać wodą przez dwa-trzy dni, by nie wróciło dokuczliwe pieczenie (niestety o tym zapomniałem i po wyciecze udałem się pod prysznic. Rzeczywiście piekło bardziej!). Może stąd wzięło się powiezienie, że częste mycie skraca życie?

A skoro pokrzywa taka nieprzystępna, to jak sobie z nią radzić, skoro wykorzystywana jest kulinarnie, zarówno dla człowieka i dla zwierząt gospodarskich? Dożo wcześniej, pisząc o pokrzywie wspominałem, że pokrzywa to roślina pastewna. Mój znajomy opowiadał, że jako dziecko podjadał ją kaczakom…. Jego babcia karmiła młode kaczątka płatkami owsianymi lub ziemniakami, wymieszanymi z poszatkowaną pokrzywą. A on namiętnie wyjadał te zielone kuleczki. I wcale nie dlatego, że żałowano mu normalnego ludzkiego jedzenia! Po prostu w dzieciach ciekawość świata jest bardzo silna, i wszystko chcą sprawdzić. Tak jak naukowcy.

Pokrzywy przestają parzyć, jeśli zwiędną lub zostaną poddane obróbce cieplnej. Zwierzętom gospodarskim podaje się właśnie zwiędniętą pokrzywę: skoszoną (po jakimś czasie więdnie) i poszatkowaną. A w zupie jest jeszcze dodatkowo poddana obróbce cieplnej. Więc konsumować można w bez strachu o język.

Pokrzywa przynajmniej dawniej była cenną rośliną pastewną. Wtedy ludzie nie wiedzieli, że zawiera dużo (jak na roślinę) białka, wiele witamin, karotenów i soli mineralnych. Wywnioskowali z obserwacji i praktyki, że karmione pokrzywą zwierzęta dobrze się i zdrowo mają. Parzące włoski pokrzywy odstraszają wiele zwierząt przed konsumowaniem świeżych i rosnących roślin. Tak więc pokrzywy nie są zjadane na pastwiskach przez krowy i konie. Ale podobno kozy, świnie, kury zjadają. Mój dziadek karmił świnie pokrzywą, ale samodzielnie koszoną (lub żętą sierpem), posiekaną i wymieszaną z inną karmą. Po ścięciu i przewiędnięciu pokrzyw podobno wszystkie zwierzęta roślinożerne chętnie je spożywają. Nawet ciekawskie wszystkiego dzieci.


(pierwsza wersja tego tekstu ukazała się 4 lata temu )