2.06.2020

Widać postęp w zarządzaniu miejską zielenią i łąkami kwietnymi


Tną, ale jest już widoczny postęp. Mam na myśli sposób zarządzania terenami zielonymi w mieście, na przykładzie Olsztyna. Moja spółdzielnia mieszkaniowa kosi trawniki. Ale nie wszystko od razu, w odstępach kilku lub nawet kilkunastu dniowych. Na dodatek maj jest wilgotny więc szybko odrasta. A że nie koszą wszystkiego na raz to zawsze są jakieś kwitnąc rośliny w bliskiej okolicy i owady zapylające mają dostępną bazę pokarmową. Miasto nie kosi w wielu miejscach przy ulicach więc rośliny różnych gatunków mają czas urosnąć, zakwitnąć i wydać nasiona. Przynajmniej w niektórych miejscach. Widać także tereny, gdzie nie koszą wszystkiego. Koszą, by pokazać, że coś się robi (by ludzie nie narzekali, że "nic się nie robi" ale jednocześnie zostają spore fragmenty nieskoszone. A po skoszeniu "siano" nie jest zbierane od razu, leży dość długo. W rezultacie wiele roślin ma czas "wysiać się".

Jest postęp i to bardzo cieszy. Choć zostało jeszcze dużo do zrobienia. Koszący kosami żyłkowymi powinni być przeszkoleni. Bo tną wszystko, i malwy, i krzewy i młode drzewka, co się tylko pod kosiarkę nawinie. Dziennikarze powinni być bardziej douczeniu - wczoraj oglądałem telewizję internetową z Olsztyna, a w materiale narzekano, że trawa nie skoszona, za wysoka i nie można usiąść na ławce. Takich głosów jest niestety zbyt dużo. Ugruntowują szkodliwe stereotypy.

Jest progres, to dodaje nadzieję. Ale jest jeszcze zbyt mało by się cieszyć. Jeszcze zbyt mało osób rozumie skalę problemu i zakres niezbędnych zmian. Przypomnę tylko, że te zmiany z miejską zielenią to zaledwie dostosowywanie się do zachodzących zmian klimatycznych by łagodzić negatywne skutki. To nie są jeszcze działania zatrzymujące ocieplanie klimatu. 



1.06.2020

1 czerwca - Dzień Dziecka z SuperMocą (prezent od nauczycieli)



Nauczyciele nagrali film motywacyjny dla dzieci i młodzieży, z okazji Dnia Dziecka. Oddzielnie ale razem, bo pojedyncze nagrania zebrane zostały w jedną całość. I ja też w tym uczestniczę, bo pomysł był wart wsparcia. Czynnego wsparcia. W pełni oddolna inicjatywa nauczycieli i edukatorów.

Oby jak najwięcej zostało w nas z dziecka i dziecięcej ciekawości świata. Poznawania, eksperymentowania, odkrywania, zastanawiania się i zadawania tysięcy pytań.

Tydzień uczniowskiej supermocy się rozpoczął. Budowanie nowego środowiska edukacyjnego. Z uniwersytetami włącznie. 

31.05.2020

Ćma bukszpanowa - nowy gatunek inwazyjny w Olsztynie

(Gąsienica ćmy bukszpanowej. Fot. Grzegorz Fiedorowicz)
Kiedy 9. maja, w czasie audycji Wiktora Niedzickiego w Halo.Radio (czytaj więcej) pojawiło się pytanie o ćmę bukszpanową, koleżanka entomolog (prof. Agnieszka Kosewska) wspomniała, że jest już w Polsce ale u nas to jeszcze nie. Choć należy się jej lada moment spodziewać. Nawet nie wiedziała, że "wykrakała". Niecałe dwa tygodnie później dr Grzegorz Fiedorowicz podesłał zdjęcia wspomnianego motyla. Na Facebooku znalazłem wzmiankę, że jest już w Marcinkowie pod Mrągowem. Skoro wiosną pojawiły się gąsienice, zauważone przez ogrodników, to najpewniej gatunek pojawił się w Olsztynie i okolicach już w roku ubiegłym. Teraz się rozprzestrzenia i zwiększa liczebność.

Ćma bukszpanowa (Cydalima perspectalis) zwana także przezierka bukszpanową jest gatunkiem obcym oraz inwazyjnym. Do Europy została zawleczona z Azji Wschodniej w 2006 roku (Niemcy), w Polsce po raz pierwszy została stwierdzona w roku 2012 w województwie dolnośląskim. Gąsienice żerują na różnych gatunkach bukszpanu (Buxus spp.). Krzew ten też jest u nas gatunkiem obcym. Gąsienice ćmy bukszpanowej zjadają liście i młode pędy. Przy liczniejszym pojawie może mocno uszkadzać roślinę, powodując nawet jej zamieranie. W ciągu jednego sezonu mogą się pojawić 2-3 pokolenia tego motyla (w Azji występują 4-5 pokoleń w roku). Nowy teren, gdzie jest już obfita baza pokarmowa, brak naturalnych drapieżników i chorób oraz do trzech pokoleń w roku może sprawić szybki wzrost liczebności i poszerzanie zasięgu występowania. Ogrodnicy się martwa. Ekolog nie bardzo. Będziemy mogli obserwować przez kilka, może kilkanaście lat wzrost liczebności (gradacja), ale potem najpewniej nastąpi spadek i ustabilizowanie liczebności. Podobnie było ze szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem. Pojawią się zarówno patogeny jak i drapieżcy. Najpewniej ocieplenie klimatu sprzyja ekspansji ćmy bukszpanowej.

Ogrodnicy zalecają ręczne zbieranie i niszczenie gąsienic, poprzez pułapki feromonowe lub środki chemiczne.
(Gąsienica ćmy bukszpanowej.
Fot. Grzegorz Fiedorowicz)
Zimuje gąsienica, schowana w kokonie (ciepłe zimy sprzyjają temu gatunkowi). Zaczynają żerować na liściach bukszpanu już od końca marca lub początku kwietnia. Pod koniec kwietnia lub na początku maja pojawiają się motyle (stadium imago). Dorosłe ćmy aktywne są do połowy czerwca, składają jaja i pojawia się kolejne pokolenie. Nie wiem jak daleko mogą fruwać dorosłe ćmy w poszukiwaniu roślin żywicielskich. W dogodnych warunkach temperaturowych cały cykl życiowy zamyka się w ciągu 40 dni. We wrześniu pojawiaj się imagines trzeciego pokolenia. Składają jaja i od końca września oraz w październiku pojawia się kolejne pokolenie gąsienic. Te gąsienice żerują aż do nastania zimy. 

(Gąsienica ćmy bukszpanowej. Fot. Grzegorz Fiedorowicz)
Główną rośliną żywicielską gąsienic ćmy są bukszpany (Buxus spp.). W Polsce, w większości ogrodów dominuje bukszpan wiecznie zielony zwany bukszpanem pospolitym (Buxus sempervirens). Zauważono jednakże, że gąsienice żerują także na innych gatunkach roślin (co jest typowe dla gatunków poszerzających zasięg występowania): na trzmielinie oskrzydlonej (Euonymus alata),  trzmielinie japońskie (E. japonicus), ostrokrzewach (Ilex purpurea), muraji wiechowatej (Murraya paniculata), irdze (Cotoneaster spp.) oraz laurowiśni (Prunus laurocerasus).


Źródła: 

30.05.2020

Jesteśmy wiecznymi uczniami a szkoła jest wszędzie

Przed koniecznością ciągłego uczenia się nie uciekniemy. I przed stresem z tym związanym. A skoro nie da się uniknąć to trzeba się przyzwyczaić. I solidnie przygotować. Czyli nauczyć się nieustannie uczyć.

W czasach izolacji uczę się nowych programów. By połączyć się z radiem czy telewizją. Kiedyś po prostu chodziło się  do studia lub spotykało z ekipą, która przyjeżdża z kamerą i mikrofonem. Teraz czasem trzeb montować studio... w domu. Zatem pojawia się konieczność uczenia nowych umiejętności technicznych, zarówno w obsłudze własnego sprzętu jak i wykorzystywania coraz to innych programów. A skoro już są te nowe umiejętności, to pojawia się pokusa by pójść krok dalej. Może samemu poszerzyć sposób komunikacji ze studentami, słuchaczami, czytelnikami? Może pora na podcasty?

Nieustający stres. Ciągle w szkole. Każdy tak ma. Takie czasy. Trzeba zaakceptować to, że jesteśmy wiecznymi uczniami. I nauczycielami także. Jednym słowem: nauczniami. Dlatego szkoły i edukację trzeba wymyślić na nowo. Adekwatnie do współczesnych wyzwań i potrzeb. Nauczyciel musi być nie tylko przekaźnikiem treści (bo o tę coraz łatwiej w przepastnych zasobach internetowych) ale przede wszystkim tutorem, konsultantem, mentorem i organizatorem środowiska edukacyjnego. Trzeba zatem zmienić system i sposób kształcenia nauczycieli. I to od zaraz.

Bardzo dawno temu, jeszcze w czasach licealnych, udało mi się coś opublikować w Szpilkach (mój debiut prasowy). To były moje pierwsze kroki w uczeniu się współpracy z wydawcami: pisania tekstu, pisania listu, wysyłania itd. Wszystko w pełni analogowo. Nawet maszyny do pisania nie miałem. W czasach studenckich uczyłem się warsztatu w studenckim Radiu Emitor. W pełni poza zajęciami czy programem nauczania. Ale wykorzystywałem istniejące środowisko edukacyjne na uczelni wyższej. Bo było. Nigdy zawodowo w radiu nie pracowałem ale to doświadczenie ze studenckiego radia bardzo przydało mi się w życiu zawodowym. Zarówno w kontakcie z mediami (bo rozumiałem proces) jak i w późniejszym przygotowywaniu różnych materiałów dydaktycznych. Pisania uczyłem się .... redagując szkolną gazetkę ścienną. To było również zajęcie dodatkowe, na zasadzie wolontariatu. Poza programem, poza ocenami i wpisami do świadectwa. Ale z wykorzystaniem stworzonego w liceum środowiska edukacyjnego. 

Czasem ważniejsze jest to, co poza lekcjami, poza systemem oceniania. Szkoła jako miejsce  eksperymentowania. Była taka i dawniej. Teraz trzeba tę cechę szkoły znacznie poszerzyć. Szkoła przede wszystkim jako środowisko edukacyjne. I uczenie się dla siebie, z ciekawości, w zaspokajaniu własnych pasji a nie uczenie się dla stopni w ściśle zdeterminowanym systemie programu nauczania. Uniwersytetu także to dotyczy. 

I teraz tez się tak uczę. Bez ocen, sam dla siebie, z potrzeby chwili, z ciekawości. A w obowiązkowych ocenach pracowniczych jakoś się prześlizguję... bo wiele z tego co robię i doskonalę się, nie jest ujęte w systemie oceniania i awansu zawodowego. Jest za to sporo nieprzydatnych aktywności, tylko "dla oceny".  Kariera czy satysfakcja? A Ty, co wybierasz?

24.05.2020

Homo sapiens czy homo sapiens? O błędach w pisowni nazw gatunkowych

Otworzyć okno i zobaczyć świat. Wyjść z własnego, bezpiecznego pomieszczenia i zadawnionych nawyków. Od dłuższego czasu irytuje mnie błędne i niepoprawne zapisywanie nazwy gatunkowej człowieka. Spotykam w wielu książkach, na wystawach w Muzeum Narodowym, w artykułach. Skąd to się bierze, ta ignorancja humanistów?

Dlaczego polscy humaniści tak deprecjonują Homo sapiens? Czy ma to coś wspólnego z kreacjonizmem? Że wyłączają człowieka ze świata żywego, z wielkiej rośliny bioróżnorodności? Czy winne jest temu internetowe wydanie Słownika Języka Polskiego PWN? Czy aż tak duże i powszechne są braki w wykształceniu przyrodniczym? Już od czasu studiów spotykałem się z przedziwną postawą: naukowcy nauk przyrodniczych raczej wstydzą się swoich braków w znajomości kultury i sztuki, przemilczają nieznajomość mniej lub bardziej ważnych dzieł literackich, bywania w teatrze, filharmonii czy operze. Natomiast wśród humanistów czasem spotykam wręcz dumę i publiczne obnoszenie się z tym, że nie znają się na fizyce, biologii, chemii - wyznają ignorancję przyrodniczą jako swoistą dumę i powód do wskazywania swojej oryginalności a może nawet "wyższości".

Kilkakrotnie już pisałem o błędach w pisowni Homo sapiens, niestety bardzo często spotykanych. Gdy zobaczyłem wywiad ze mną w Gazecie Wyborczej z kolejnym takim błędem, to się mocno zirytowałem. Tekst był autoryzowany. Skąd te zmiany? Redaktor mi wyjaśnił, to nie jego ingerencja lecz korekty. Funkcje te pełnią na pewno filologicznie wykształcone osoby. Nie jest więc to kwestia przypadku czy zaniedbania. Po wymianie porannych maili Redaktor zmienił zapis, wprowadzając poprawną formę. Ufff. Jedno małe zwycięstwo. Ale problem jest głębszy, strukturalny i systemowy. "w tekstach popularnych wyrazy obce pisze się małymi." Nie wiem czy można pisownię nazwy gatunkowej uważać na typowe wyrazy "obce". Niżej zaraz to wyjaśnię dokładniej. W każdy razie cieszę się z jednego, małego sukcesie w poprawieniu nazwy Homo sapiens.

"P. S. Np. prof. Mirosław Bańko [profesor nauk humanistycznych] uważa z kolei tak... "Pisownia Homo sapiens jest zgodna z konwencją pisania łacińskich nazw systematycznych, np. Canis familiaris 'pies (domowy)'. Spotyka się ją w książkach z zakresu zoologii i botaniki oraz w encyklopediach. W innych tekstach piszemy homo sapiens – małymi literami. Kasper Kalinowski". Profesor Mirosław Bańko jest bez wątpienia specjalista od języka. Zapis nazw biologicznych reguluje kodeks nomenklatury zoologicznej i botanicznej. Protestuję przeciw akceptowaniu błędów w tekstach popularnych, książkach wydawanych przez solidne wydawnictwa, np. PWN. Czy w tekstach popularnych jest inny świat wyizolowany od przyrodniczej rzeczywistości?

Skala oderwania od wiedzy przyrodniczej jest tak duża, że nawet nazwy gatunkowe są błędnie zapisywane! Widzę to w wielu książkach, na ważnych wystawach w muzeum. Uprzejmie proszę humanistów, językoznawców, zwłaszcza tych wpływowych i ustalających zapisy w słownikach, z których korzystają tysiące ludzi, by problem zgłębili dokładniej.

I co się dziwić przeciętnemu Kowalskiemu, że wycina drzewa, wypala trawę kosi do gołego łąkę kwietną? Że tak wiele osób daje się uwieźć szkodliwym treściom antyszczepionkowców, że tak dużo jest szkodliwych dla zdrowie i życia treści antynaukowych w mediach wszystkich rodzajów?  Jak widać zaniedbania w edukacji przyrodniczej są ogromne. A od wiedzy i rozumienia procesów przyrodniczych zależy nasze, ludzkości przetrwanie (fizyki, chemii, biologii)! I nie jest to przesada żadna... Teraz widzimy bardzo dobitnie jak ważne jest rozumienie chociażby zjawisk, związanych z epidemiami, zmianami klimatu czy suszą. Niezrozumienie tych procesów nie wiąże się z nieoprawną interpretacją wiersza, utworu muzycznego lecz z błędnymi działaniami, mocno wpływającymi na zdrowie i przeżycie nie tylko pojedynczych ludzi ale całych społeczeństw. Pomylenie surrealizmu z impresjonizmem nie jest tak tragiczne w skutkach jak pomylenie cukru z cyjankiem potasu w czasie słodzenia sobie kawy czy herbaty.

Internetowy Słownik Języka Polskiego PWN taką podaje definicję i jednocześnie sposób zapisu:  "homo sapiens 1. «człowiek jako istota zdolna do myślenia refleksyjnego» 2. «gatunek ssaków z rodziny człowiekowatych, do którego zalicza się człowiek współczesny»" [dostęp 24 maja 2020].
O ile w odniesieniu do pierwszego znaczenia (1.) jest to jak najbardziej prawidłowe (tak samo jako homo ludens, homo faber), to w odniesieniu do 2. jest już błędne. W każdym razie zapis jest nieprecyzyjny i umożliwią błędną interpretację. Najzabawniejsze jest to, że już 2003 roku ktoś pod tym hasłem napisał: "Szanowni Państwo, słowniki: ortograficzny pod red. Polańskiego i języka polskiego pod red. Dubisza podają jedną pisownię homo sapiens, natomiast Leksykon PWN rozróżnia Homo sapiens jako łac. nazwa gatunku i homo sapiens jako 'człowiek rozumny'. Czy dopuszczalna jest pisownia wyrażenia małą literą, czy też należy stosować semantyczne rozróżnienie w pisowni? Serdecznie dziękuję." 17 lat i ciągle z błędem, bez wyjaśnienia w stosunku do umieszczonej uwagi.

Poprawnie jest natomiast na Wikipedii: "Nigdy nie piszemy Homo sapiens czy Homo habilis itp. małą literą (czyli homo sapiens czy homo habilis), to poważny błąd"  [dostęp 24 maja 2020].

Po tych źródłach internetowych, najłatwiejszych w dostępie przez szerokie grono odbiorców, sięgnąłem do książek w podręcznej bibliotece. Oto rezultaty poszukiwań.

Władysław Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, wydanie XVIII rozszerzone, Wiedza Powszechna, Warszawa 1989: "Homo sapiens człowiek rozumny; gatunek ssaków z rodziny człowiekowatych (hominidów), do którego zalicza się człowiek współczesny i człowiek kopalny z paleolitu mł.; ludzkość." Proszę zwrócić uwagę że słowo "hominidy" jest spolszczone i nie należy mylić z nazwą naukową Hominidae. Trudno jednoczenie uznać, że homo sapiens to spolszczenie Homo sapiens, bowiem mamy powszechnie używane słowa: człowiek, ludzie.

W Słowniku Kopalińskiego są  także podane (pisane małą literą!): homo ludens, homo novus, homo faber. Tyle tylko, że nie są to nazwy gatunku biologicznego, np. "homo ludens łac., człowiek bawiący się (por. homo faber; ludyczny)". Oczywiście w takim znaczeniu można napisać także homo sapiens - ale znaczenie będzie inne niż nazwy gatunkowej!

Słownik ortograficzny języka polskiego wraz z zasadami pisowni i interpunkcji, wyd. X, PWN Warszawa 1986: "hominidy -dów" [przypomnę, że nazwa naukowa to Hominidae, więc tu jak najbardziej poprawna forma] oraz "homo sapiens ndm" - podana jest pisownia ale nie ma podanego znaczenia. Nie można więc mieć pewności czy odnosi się do nazwy gatunkowej czy określenia "człowiek myślący" (wyżej wyjaśniałem bardziej dokładnie). Przytoczę tylko Słownik wyrazów obcych, wyd. II PIW, Warszawa 1958 r. "homo novus [łac. homo novus dosł. nowy człowiek] dorobkiewicz, parweniusz". Niestety nie ma "Homo sapiens" w żadnej formie. Nie znalazłem także wskazówek w Słowniku poprawnej polszczyzny PWN z 1980 roku (jest tylko "homo- <<pierwszy człon wyrazów złożonych, pisany łącznie, pochodzenia obcego, oznaczający: taki sam, jednakowy, podobny, tego samego gatunku (...)." Nie znalazłem także odpowiedzi na nurtujący mnie problem w Małym słowniku języka polskiego PWN z 1989 (reprodukcja wydania z 1969 r.). Były tylko słowa: homogeniczny, homogenizacja, homogenizator, homogenizować, homologiczny, homonim, homoseksualizm, homunkulus. Ale w haśle "człowiek" takie jest wyjaśnienie: "człowiek 1. <<Homo sapiens [sic!] najbardziej rozwinięta istota żywa z rzędu Naczelnych (....)>>"

Encyklopedia popularna PWN, wydanie dwudzieste, Warszawa 1982: "Człowiek (człowiek rozumny, Homo sapiens), gatunek człowiekowatych żyjący od schyłku plejstocenu (...)." W innych polskich encyklopediach jest podobnie: poprawnie zapisana nazwa gatunkowa Homo sapiens.

Szkoda, że za sprawą nieprecyzyjnych zapisów w serwisach internetowych oraz błędnie zapisywanych nazw gatunkowych, zwłaszcza w stosunku do człowieka, tak mocno się te formy się upowszechniają.

Przypomnę jeszcze na koniec kilka fragmentów z moich wcześniejszych wypowiedzi w sprawie pisowni Homo sapiens.

"Dwujęzyczne wprowadzenie do wystawy ze sztuką koreańską (na ilustracji wyżej). Błąd ortograficzny czyli źle zapisana nazwa naukowa rodzaju Homo. Z małej litery (czy małą literą?). Niestety jest to coraz częściej spotykany błąd nawet w książkach naukowych, tych humanistyczno-historycznych. Świadczy to o coraz większym oderwaniu od przyrody i nauk przyrodniczych, a przynajmniej w ich klasycznym wydaniu. Oburzać się czy machnąć ręką? Przecież zapis ma znaczenie przede wszystkim komunikacyjne. Żeby takie błędy pojawiały się w Muzeum Narodowym? Wiele osób to ogląda i utrwala sobie błędną pisownię. Przecież ma znaczenie czy zapiszemy jeży lub Jerzy, może lub morze (dawniej chróściki obecnie chruściki, czyli zmiany ortograficzne w czasie). Gdy zapiszemy homo faber to inaczej odczytamy tę nazwę. Nie jako kolejną nazwę gatunku człowieka lecz jako określenie społeczne czy kulturowe." (czytaj całość)

"Dla komunikacji ma znaczenie jak się niektóre słowa i zwroty zapisze (że przytoczę klasyczny przykład jest różnica czy zrobisz komuś laskę czy łaskę – jedna kreseczka a zmienia sens, podobnie jest w DNA, czasem mała, niepozorna zmiana czyni wiele ). Ma znaczenie czy coś zapiszemy Homo sapiens czy homo sapiens (w niektórych komunikatorach nie można użyć kursywy, ale duże i małe litery zawsze są dostępne). Pierwszy zwrot odnosi się do nazwy gatunkowej (krótsza forma, bo pełna zawiera także nazwisko i rok, tym czasem aspekt ten pomińmy). Na świecie są miliony gatunków. Istnieją więc w zoologii, botanice itd. specjalne kodeksy a sami naukowcy rygorystycznie pilnują, by używać poprawnych, jednoznacznych nazw gatunkowych. Mają być unikalne i niepowtarzalne. W języku potocznym, np. polskim, nazwy nie są już tak rygorystycznie pilnowane. Dany gatunek może mieć kilka, równoprawnych nazw, np. stokrotka, stokrotka pospolita, stokrotka łąkowa, stokrotka trwała. Nazwa naukowa jest jednoznaczna: Bellis perennis. Przy okazji przypomnę, że polskie nazwy gatunkowe piszemy małą literą." (Czytaj całość)

"Przechodząc między półkami w księgarni, pośród wielu interesujących, nowych pozycji (z żalem nie kupiłem… na razie!) , zauważyłem „Sapiens. Od zwierząt do bogów” Yuvala Noaha Harariego. Przejrzałem spis treści – zapowiadał ciekawą lekturę. Zajrzałem na ostatnią stronę okładki… i zmroził mnie notoryczny błąd humanistów „homo sapiens”. Dlaczego w książce, wydanej przez poważne wydawnictwo PWN i PZWL znajdują się tak podstawowe błędy? Przecież naukowa nazwa gatunku człowieka brzmi Homo sapiens ! Pisany z dużej litery i kursywą (tak, wiem popełniłem błąd językowy, poprawnie powinno być dużą literą – razi dusze humanistów i językoznawców?). Czy reklamowany bestseller może zawierać takie błędy? Szybko poszukałem w treści nazw gatunkowych i wyłowiłem poprawnie zapisane Homo erectus, Homo floresiensis itd." (Czytaj całość)

Wynika z tego, że tylko w stosunku do człowieka myślącego powszechnie stosujemy błędną formę zapisu nazwy gatunkowej. Nasi kuzyni zapisywani są już poprawnie. 

22.05.2020

50 twarzy Ryżego Zygmunta czyli aktywne poznawanie przyrody w bibliotece



Spotkania w bibliotece bywają czasem bardzo inspirujące. Nawet jeśli odbywają się on line, za pośrednictwem monitorów i łączy internetowych. W dialogu zawsze rodzi są coś nowego. Taka jest wartość dodana wszystkich spotkań, nie tylko w bibliotece. Na przykład w czasie majowego webinarium dla Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zofii Nałkowskiej w Przasnyszu narodził się pomysł na książkę pt. "50 twarzy Ryżego Zygmunta". Już się pisze. 

Tematem internetowego spotkania z czytnikami przasnyskiej biblioteki było Aktywne poznawanie przyrody czyli co można robić w bibliotece a o czym nie wiedziałeś(aś). Opowiadałem o przyrodzie w małym mieście, niezwykłych owadach i roślinach, w nawiązaniu do literatury podróży, historii i horroru. O szukaniu wiedzy w bibliotece, o malowaniu butelek, płytek poremontowych, wyplataniu gąsienicy i koszyków, malowaniu bajek (kamishibai) i tworzeniu edukacyjnych i przygodowych gier terenowych, w których uczestnicy wykorzystują telefony komórkowe i mobilny internet. Przekonywałem, że nawet w czasie izolacji można być razem i wspólnie przygotować terenowe podchody (np. gra miejska) z wykorzystaniem rękodzieła i zasobów biblioteki. Opowiadałem jak przygotować rekwizyty do gry terenowej, której narracja nawiązuje do przyrody małego miasteczka oraz historii. I jak być razem będąc oddzielnie. Wspominałem jak zmieniają się biblioteki i jak zmienia się społeczeństwo. Były to rozważania o ewolucji komunikacji w popularnym wydaniu.

Opowiadając o przyrodzie i dawnych, słowiańskich wierzeniach, wspomniałem m.in. o pospolitym pluskwiaku - kowalu bezskrzydłym, który lokalnie nazywany bywa ryżym Zygmuntem. I wtedy jedna ze słuchaczek - jak się okazało pisarka - wpadła na pomysł nowej książki o roboczym tytule "50 twarzy Ryżego Zygmunta" (przejrzyj wyżej zamieszczony zapis wideo z webinarium, a w szczególności czat - zobaczysz narodziny tego pomysłu). Już w tytule jest nawiązanie do przyrody oraz współczesnej kultury. W swoim webinarium starałem się nawiązać do przyrody w małym mieście, o owadach, roślinach w nawiązaniu do literatury, o szukaniu wiedzy w bibliotece, możliwych do zrobienia zabaw terenowe. Chciałem zainspirować do lokalnych i zespołowych działań. Nie przypuszczałem jednak, że tak szybko i w takiej formie się to uda. 

Biblioteka to miejsce spotkań ludzi, przez książki. A teraz także przez różne formy aktywności rękodzielniczej, artystycznej czy edukacyjnej. Być może powstanie jakaś gra terenowa w Przasnyszu z nawiązaniem do przyrody. A może kanwą będzie treść powstającej książki? Z niecierpliwością czekam na tę książkę.

Współpraca z różnymi, pozaakademickimi twórcami, w tym pisarzami, zawsze sprawiała mi dużo radości i satysfakcji. Obopólna inspiracja. I bardzo niekonwencjonalne efekty uzyskiwane w edukacji przyrodniczej. Bo za sprawą literatury fikcji wiele treści przyrodniczych dociera do szerokich kręgów społecznych. 

Wcześniej niektóre fragmenty z mojego bloga i opowieści przyrodniczych trafiły już do literatury a to za sprawą pisarek takich jak Katarzyna Enerlich i Renata Kosin:

17.05.2020

O karłątku leśnym z miejskiej łąki w Olsztynie

Karłątek leśny fot. Anna Skrzypińska
W ożywionej dyskusji o łąkach kwietnych w mieście warto wspomnieć o ty, co na nich żyje. lub może żyć. Przypominam tekst, który powstał kilka lat temu, przy okazji otwarcia wystawy w bibliotece Planeta 11. teren zielony w środku miasta z dwoma małymi zbiornikami wodny, ciągle ulega zmianom. Teraz, tuż obok, kończy się budowa wieżowca. Czy karłątki leśne jeszcze tam występują? Jakie rośliny i owady tam tego roku na spacerze będzie można spotkać?

W otaczającym nas krajobrazie ukrytych jest dużo różnorodnych śladów, zarówno zachodzących procesów naturalnych jak i wieloaspektowej działalności człowieka. Szukanie tych śladów i ich odczytywanie może być niezwykłą, nie tylko wakacyjną przygodą.

Wystawa „Krajobrazy Warmii i Mazur”, którą przygotowałem na Olsztyńskie Dni Nauki w 2014 r., była pokazywana m.in. w czasie Nocy Biologów 2017. Teraz znalazła się w bibliotece Planeta 11. Otwarciu wystawy towarzyszył spacer przyrodniczy (Wystawa Krajobrazy Warmii i Mazur w praktyce czyli przyrodniczy spacer wokół Planety 11).

Zamieszczony obok na fotografii motyl karłątek leśny (fot. Anna Skrzypińska) wiąże się z tym spacerem. Ale zanim opowiem o motylu najpierw słów kilka o przemianach krajobrazu. Przy okazji wystawy miałem okazję odwiedzić tereny, które kiedyś nawiedzałem dość często. Sąsiadują z dawną Wyższą Szkołą Pedagogiczną w Olsztynie i Instytutem Biologii i Ochrony Środowiska (teraz mieści się tam Wydział Nauk Społecznych UWM). Przychodziliśmy tu na zajęcia, prowadziliśmy czasem badania. Teren jest więc mi dobrze znany. Po latach niebytności dostrzegłem pewne zmiany. A teraz zmieniło się jeszcze bardziej, gdyż w sąsiedztwie buduje się Centaurus, najwyższy budynek w Olsztynie, z całym zapleczem. Przyroda zmieni się jeszcze bardziej.

Wiele tysięcy lat temu, gdy ustąpił lodowiec, obszar ten stanowił fragment tundry. Potem pojawili się ludzie, najpierw łowcy reniferów. W trwającym interglacjale i sukcesji ekologicznej tundra zmieniła się w las nizinny. Taki mniej więcej jak teraz widzimy w Puszczy Białowieskiej. Zupełnie inna bioróżnorodność. Ale wraz z zwiększeniem liczebności ludzi krajobraz coraz bardziej zmieniany był przez kulturę. W czasach początków Olsztyna był to krajobraz ekstensywnego rolnictwa, leżący na obrzeżach miasta. Kolejna, duża zmiana różnorodności biologicznej i estetyki krajobrazu. 

W wieku XX wkroczyło miasto, zmieniona została także sieć wodna: zanikanie drobnych zbiorników okresowych krajobrazu polodowcowego i małych strumieni. Jeszcze na początki lat 80. XX w. widoczne były ślady małego źródełka, dającego początek małemu strumieniowi. Źródełko i strumień były w pamięci śp. dr. Władysława Sempioła (badania prowadził nad antropogenicznymi zmianami zbiorników wodnych na Warmii i Mazurach) oraz w pozostającej jeszcze roślinności. Źródliskowy wysięk znajdował się poniżej ogrodzenia dawnej szkoły (Budowlanka). Ja sam ślady strumienia (koryta) widziałem jeszcze w jego końcowym biegu i ujściu do rzeki Łyny (w czasie budowy Parku Centralnego ślady tego strumienia zostały zatarte).

Teraz nie ma już żadnych śladów. Poniżej źródełka, nieopodal Planety 11 i Hotelu Relax, w dolinie strumienia od lat znajdują się dwa stałe zbiorniki wodne. Jak powstały? W części przez przegrodzenie doliny, w części najpewniej jako glinianka. Dawne miasto potrzebowało cegły. A do produkcji cegieł potrzebna jest glina. W krajobrazie polodowcowy jest jej dużo, wystarczy poszukać i wykopać. 

Potem powstałe zbiorniki i otaczające je tereny zielone stanowiły zielone tereny rekreacyjne dla powstałych osiedli i OSIR-u. Wypoczywali ludzie, na zawodach biegowych ćwiczyła młodzież. Po jakimś czasie pojawiła się ławka. Teraz jest ich nieco więcej. Na obrzeżach pojawiła się roślinność krzewiasta i zaczęły rozrastać się drzewa. Często trawę koszono, ale zawsze można było spotkać sporo roślin i bezkręgowców, w stawach rozwijały się płazy i gniazdowały ptaki. Były ryby. Kilka lat temu jeden zbiorników kompletnie oczyszczono, usunięto prawie całą roślinność. Zabiegi te miały na celu usunięcie osoki aloesowatej. Po kilku latach ponownie zbiornik zarósł w całości osoką. Ale nie wszystkie gatunki roślin i zwierząt powróciły, bioróżnorodność jest wyraźnie mniejsza. Intencje działań były dobre… ale zabrakło trochę przyrodniczej wiedzy i znajomości procesów ekologicznych. 

Od kilkudziesięciu lat krajobraz kształtowany jest przede wszystkich przez aktywność człowieka: inwestycje budowlane i sposób użytkowania zieleni. Teraz opisywany fragment jest to nieco zapomniany, taki dziki zakątek miasta. Ale w samym centrum. Pozytywnie zaskoczyła mnie wysoka, nieskoszona łąka kwietna. I kurka wodna z udanym lęgiem (gatunek ten gniazduje od wielu lat w tym samym miejscu). Zielona wyspa otoczona przez ruchliwe ulice i dużo betonu. Być może warto zasilać nasionami bioróżnorodność tej miejskiej łąki, by mądrze kształtować różnorodność biologiczną. 

W czasie edukacyjnego spaceru w 2017 r. pogoda była deszczowa, z małym i chwilowym przejaśnieniem. Mało widzieliśmy aktywnych owadów. Jednym z nich jest uwieczniony na zdjęciu karłątek leśny, samiec. Pora więc nieco więcej powiedzieć o naszym tytułowym bohaterze. 

Karłątek leśny, zwanym także karłątkiem ceglastym (Thymelicus sylvestris), to motyl z rodziny powszelatkowatych (Hesperiidae). Jest gatunkiem pospolitym. Występuje w Europie, północnej Afryce i zachodniej Azji (aż po Iran) w strefie klimatu umiarkowanego, Ameryce Północnej. W Polsce spotkać go można w całym kraju. Zasiedla zakrzaczone łąki z wysokimi trawami, skraje lasów, śródleśne drogi, niewielkie polany. Rozwój trwa rok, występuje jedno pokolenie w roku. Dorosłe motyle obserwować można od połowy czerwca do końca lipca. Motylom do życia potrzebne są nie tylko kwitnące rośliny (nektar jako pokarm imagines) ale i rośliny żywicielskie dla gąsienic. Roślinami pokarmowymi gąsienic są różne gatunki traw (m.in. kłosówka wełnista, kłosówka miękka, kupkówka pospolita). 

Wykaszanie trawników kosami żyłkowymi prawie do samej ziemi powoduje, że nie mają gdzie rozwijać się gąsienice wielu gatunków motyli, w tym i karłątka leśnego. Trzeba dać czas motylom na rozwój. W lipcu samica karłątka leśnego składa jaja na źdźbłach traw, w pochewce liściowej (do 30 jaj w jednej pochewce). Wylęg gąsienic z jaja odbywa się tego samego roku (od drugiej połowy lipca). Najpierw młodziutkie gąsienice zjadają osłonki jajowe (przyroda w swym funkcjonowaniu jest bardzo oszczędna, nic nie może się zmarnować), ale nie rozpoczynają żerowania na roślinach. Przędą wokół siebie jedwabne kokony i tak zimują, dodatkowo zabezpieczone pochewką liściową trawy. Wiosną rozchodzą się na różne strony i pojedynczo rozpoczynają żerowanie w rurkach ze zwiniętych liści traw. Są w ten sposób ukryte przed okiem drapieżników. 

Gąsienice są koloru zielonego, co utrudnia ich wypatrzenie w trawie. Przepoczwarczenie, trwające 2-3 tygodnie, następuje w maju i czerwcu (czasem jeszcze na początku lipca), w luźnym oprzędzie, znajdującym się u podstawy rośliny żywicielskiej. Karłatek leśny jest motylem o dziennej aktywności. Dorosłe większość czasu spędzają na wygrzewaniu się lub odpoczynku, z charakterystycznym, półotwartym układem skrzydeł. Tak jak ten na zdjęciu. Karłątki dobrze fruwają, manewrując między wysokimi trawami. I jak przystało na postać doskonalą (imago), za pomocą swojej rozwijanej trąbki, spijają nektar z kwiatów (zazwyczaj pożywiają się koło południa). Zaobserwowano jednocześnie, że poszczególne osobniki preferują kwiaty jednego gatunku. Kwiaty różnych gatunków roślin mają różną budowę a zatem nieco inaczej trzeba dostawać się do nektary. Preferowanie jednego gatunku (zazwyczaj najliczniejszego w danym miejscu) to oszczędność czasu na naukę spijania nektarów z kwiatów różnych gatunków. Ale karłątki zmieniają co jakiś czas preferowaną roślinę kwiatową, zwłaszcza, gdy preferowanej wcześniej kwiatów jest mniej. 

Na spacerze spotkaliśmy samca (widać to po charakterystycznej kresce na skrzydeł). Samce karłątków leśnych są terytorialne. Siedząc na wyższych źdźbłach trawy, kontrolują teren. Podrywają się do lotu, gdy zobaczą innego motyla i go ścigają. Samce przeganiają a samiczki starają się skłonić do amorów. Karłątki leśne są motylami osiadłymi. Większość osobników spędza całe życie w jednym miejscu. Tylko nieliczne migrują dalej ( większość osobników w ciągu dnia przemieszcza się na odległość 20 m, nieliczne do 280 m). Dlatego jeśli wyginą na wspomnianym terenie koło Relaxu i Planety 11, bardzo trudno będzie w naturalny sposób odrodzić tę populację.

Jak wspomniałem teren ten stanowi swoistą zieloną wyspę na „ocenie” betonowego miasta. Naturalnymi korytarzami mogłyby być przydrożne trawniki – ale te zazwyczaj są często i nisko koszone. Kiedy będzie ładna pogoda, poszukaj trawnika lub jeszcze lepiej miejskiej łąki. Siądź w trawie i obserwuj. Teraz nastał czas karłątków. Ale i wiele innych gatunków roślin i zwierząt zobaczysz. Rozejrzyj się wokół i spróbuj rozpoznać ślady różnorodnych procesów, tych wielkoskalowych i tych bardzo lokalnych. Nawet w środku miasta świat przyrodniczy może być bardzo ciekawy. Przed lub po wyprawie zajdź do biblioteki by uzupełnić swoją wiedzę i lepiej zrozumieć, to co się widziało. W Planecie 11 nie ma już wystawy, ale wiedzę możesz czerpać z innych źródeł.j

Otwarcie wystawy w Planeta 11


Poszerzona wersja tekstu z 8 lipca 2017 r.:  https://czachorowski.home.blog/2017/07/08/o-karlatku-lesnym-z-miejskiej-laki/