30.05.2022

Paczkomaty i zmiany w kontaktach międzyludzkich

Skansen w Olsztynku, skrzynka pocztowa na dawnej karczmie ze Skandawy.

Kryzys może przyspieszać zmiany, zachodzące w społeczeństwie. Przekładem jest e-handel i paczkomaty. W czasie pandemii i wynikającej z niej izolacji znacząco wzrosło korzystanie z technologii internetowych i paczkomatów. Wiele osób sytuacją została zmuszona do korzystania z zakupów online, w tym z paczkomatów. Przekroczona została bariera lęku przed nowym i nieznanym. Sam tego doświadczyłem. Do tej pory korzystaliśmy z tradycyjnej poczty i kurierów. Za sprawą paczkomatów na trwałe zmienia się sposób funkcjonowania e-handlu i zakupów w ogóle. Po prostu to tylko dalsza zmiana naszych nawyków handlowych. Trend cywilizacyjny, który w czasie kryzysu (pandemia) nabrał skokowego przyspieszenia.

E-handel to zdalny kontakt ze sklepem i ze sprzedawcami, ze wszystkimi tego niedogodnościami i ułatwieniami. To zakupy bez kontaktu bezpośredniego. Dostrzegamy tylko minusy ale jest i dobra strona tego zjawiska. W społeczeństwie licznych i częstych kontaktów nasze mózgi są zmęczone nadmiarem spotkań z ludźmi (na ulicy, w pracy, w mediach społecznościowych itp.). I dotyczy to nie tylko introwertyków. Zbyt dużo bodźców dociera do naszych mózgów. I zbyt dużo twarzy oraz relacji, które musimy rozpoznać i na które zareagować. Czujemy się tym zmęczeni. W tym kontekście paczkomaty pozwolą na zmniejszenie ilości stresu, wynikającego z nadmiaru kontaktów międzyludzkich i przebodźcowania. Kolejna innowacja komunikacyjna, pozwalająca żyć nam w jeszcze większych społecznościach.

Kiedyś był rynek i kontakt bezpośredni. Tęsknimy za takimi relacjami i całkowicie ich nie chcemy wyeliminować. Wizyta na rynku (agorze) to nie tylko handel ale i kontakty międzyludzkie, relacje. Czasem są one nawet ważniejsze niż zakupy i handel jako taki. Potem pojawiły się sklepy i ulice handlowe. Zapewniają kontakty międzyludzkie jak i handel jako taki. Lubimy spacerować po takich ulicach (często więcej oglądamy niż kupujemy) i zachodzić do sklepów a potem do kawiarni, barów, lub siadać w parku czy skwerze na ławeczce. Potrzebujemy także relacji ze sprzedawcami. Ulice handlowe nie zanikną, mimo że wyparte zostały w części przez centra handlowe. Galeria jawi się jako mały ryneczek pod dachem. Centra handlowe, galerie są przecież także miejscem spotkań. I galerią oglądania przedmiotów użytkowych. Są tam kina, restauracje, kawiarnie i przestrzeń do spotkań międzyludzkich. Dla młodego pokolenia to takie "podwórko".

Galerie handlowe sporo zmieniły w naszym miejskim życiu. Zmienili także kurierzy, którzy w części wypełnili lukę w działaniach tradycyjnej poczty. Poczta Polska ewidentnie przespała zmiany cywilizacyjne i jest w dużym regresie. Najpierw przegrała z kurierami teraz przegrywa z paczkomatami. Ale o tym za chwilę.

Skoro więcej korzystany z e-handlu to co ze sklepami? W części zmienią się w ekspozycje pokazowe, by pójść i zobaczyć towar, dotknąć. A zakupu dokonamy i tak zdalnie. Lub zapłacimy w sklepie a towar nam dostarczą do domu. Typowe usługi kurierskie lub właśnie paczkomatowe. Krok po kroku rozwijają się od wielu lat. Czasem tylko wyraźniej dostrzegamy przekroczenie kolejnej granicy czy kamienia milowego. 

Paczkomat na dworcu kolejowym w małym miasteczku.


Paczkomatów przybywa lawinowo. Można tu nie tylko odebrać przesyłkę ale i nadać (wysłać) swoją. Czyli wszystko to, co kiedyś zapewniała poczta. Tyle, że bez kontaktu z człowiekiem, w pełni zautomatyzowane, bez kontaktu bezpośredniego z drugim człowiekiem. Urzędy pocztowe były kiedyś małymi centrami życia publicznego. Od jakiegoś czasu zamierają. Poczta Polska jest cywilizacyjnie zacofana i sukcesywnie wypierana jest z rynku usług. Mniej piszemy listów papierowych (na rzecz korespondencji telefonicznej, smsów, listów elektronicznych, wide-oczatów itd.), mniej nadajemy paczek, bo korzystamy z kurierów i z paczkomatów. A przecież nie zaprzestaliśmy komunikacji na odległość i wymiany towarów. Zmieniliśmy tylko sposób. Treść pozostała. A jeśli cofniemy się bardziej w czasie to dostrzeżemy, że poczta jako taka też była kiedyś rewolucyjnym wynalazkiem w komunikacji i w handlu jako takim. 

Wróćmy do paczkomatów. Stawiane są w różnych miejscach, gdzieś z boku, na zapleczu, gdzieś przy śmietniku (z licznymi, dobrymi wyjątkami). A skoro coraz częściej spotykamy się przy paczkomacie, to może warto już teraz myśleć o kreowaniu dobrej, publicznej przestrzeni przy i wokół paczkomatów? Tak, by było to miejsce jako centrum aktywności osiedlowej lub wiejskiej, przejmującej rolę w części ryneczku, sklepu czy urzędu pocztowego. Nasza potrzeba pozostaje, zmienia się tylko forma jej zaspokajania. Zmienia się opakowanie.

Jeszcze jedna mała dygresja. A jak pandemię wykorzystały uczelnie wyższe i jak rozwijają e-edukację? Czy pracownicy - zmuszeni sytuacją do zdalnego nauczania - wykorzystali okazję by się nauczyć lub podnieść już posiadane umiejętności nauczania zdalnego? Czy nauczyli się nowych narzędzi? A jak jest to instytucjonalnie? Czy ten pandemiczny kryzys został dobrze wykorzystany? Bo przecież powolne zmiany już od dłuższego czasu się dokonywały i dalej zachodzą. Nieliczni wykorzystali kryzysową sytuację do skokowych zmian. Inni przespali.... i śpią dalej.

To pytanie stawiam i sobie. Jak ja się w tej nowej sytuacji odnajduję? Czy coś nowego mogę zaproponować? Podpatrzeć u innych? Czego się nowego nauczyłem w zakresie wykorzystywania narzędzi jak i koncepcji dydaktycznych? Mam wrażenie, że za mało i że cały czas muszę się uczyć. Spory krok do przodu ale czuję, że za mały. Mam nieodparte wrażenie, że rzeczywistość mi ucieka... 

Wróćmy do paczkomatów, które można traktować jako element zielonej transformacji w miastach a nie tylko zmian w handlu. Paczkomaty są mniej emisyjne niż kurierzy, bo eliminowany jest dojazd do indywidualnego odbiorcy. Co więcej, odbiór w dowolnym czasie jest wygodny także dla klienta - nie musi być w domu na czas dostarczenia przesyłki. Sam doświadczyłem wygody takiego rozwiązania. Zatem paczkomaty to mniej zużytego paliwa. Ale firmy paczkomatowe już myślą o dowożeniu przesyłek rowerami cargo oraz pojazdami elektrycznymi (z centrum logistycznego po poszczególnych paczkomatów w mieście). A także o odbieraniu sprawnego lecz niepotrzebnego sprzętu od mieszkańców. Firmy paczkomatowe myślą także nad wprowadzeniem opakowań wielokrotnego użytku. Znaczący krok w zmniejszeniu zużycia energii i surowców. Innym pomysłem jest wkład w recykling np. sprzętu AGD. Możliwość rozwoju selektywnej zbiórki odpadów jak i dzielenia się dobrymi rzeczami (może pojawi się jakaś hybryda paczkomatu z lodówką społeczną, półką bookcrosingową?). W sumie wydłuża to czas użytkowania towarów i generuje mniej śmieci. A jeśli tak, to paczkomaty stają się coraz bardziej nowoczesnym miejscem integracji społecznej. Tak jakim kiedyś był rynek czy nawet sklep lub placówka pocztowa.

Pytanie zasadnicze: czy wokół paczkomatów można tworzyć strefy spotkań? Czy lepiej wybierać lokalizację paczkomatów by wypełniały te funkcje (tak jak na załączonym zdjęciu przy dworku PKP w małej miejscowości) czy też przekształcać już istniejące miejsca z paczkomatami? A jeśli przy paczkomatach pojawią się punkty ładowania energii do różnego rodzaju pojazdów elektrycznych? Od samochodu, przez rower do hulajnogi? Czy takie poszerzanie funkcji nie zachęci nas do częstszego spotykania się przy paczkomatach? I jak nazwać te nowe strefy miejskie i wiejskie?

E-handel powoduje, że to nie my udajemy się po towar lecz towar dociera do nas. Niewątpliwe pozwala to zaoszczędzić czas. Bo nie musimy jeździć do sklepów, zwłaszcza tych specjalistycznych (czasami trzeba wybrać się kilkanaście-kilkadziesiąt kilometrów do miasta lub większej aglomeracji, bo na miejscu takich nie ma). Zaoszczędzimy czas? I co z nim zrobimy? Czy przeznaczymy na rozwój życia społecznego i kontaktów międzyludzkich? Może właśnie w przestrzeni np. wokół paczkomatów? Jeśli oczywiście wykorzystamy taką okazje do transformacji przestrzeni miejskiej i wiejskiej. Jak paczkomaty sprawdzą się jako sąsiedzi? W części stanowiąc nieosobowe kontakty (nie z człowiekiem twarzą w twarz tylko za pośrednictwem automatów i komórkowych aplikacji, w tym z interakcjami ze sztuczną inteligencją). Jak zagospodarować społecznie przestrzeń przy paczkomatach?

Kiedyś, zwłaszcza w małych miejscowościach, takim miejscem spotkań była mleczarnia, sklep i poczta. Poczta Polska przespała zmiany cywilizacyjne. Teraz urzędy pocztowe w wielu miejscach zostały zlikwidowane (jako nierentowne). A te co są już przypominają bardziej przeładowane kioski Ruchu. Dużo książek religijno-patriotycznych i prorządowej prasy z siermiężną propagandą, słodycze i różne mało potrzebne drobiazgi. Więcej tam handlu niż komunikacji, więcej sklepu niż poczty. Regres widoczny jest zwłaszcza pod rządami pisowsko-nacjonalistycznej władzy, zapatrzonej w skansen i całkowicie zamkniętej na zachodzące zmiany cywilizacyjne. Zachowawcze skupienie się na synekurach niż rozwoju firmy. Brak myślenia perspektywicznego. Trwanie w jakimś mentalnym skansenie i myśleniu magiczno-życzeniowym. A przecież pra-paczkomaty już dawno istniały na wsiach w postaci dedykowanych skrzynek na listy przy sklepie lub w centrum małej miejscowości. Listonosz nie musiał osobiście udawać się do rozsianych, nielicznych odbiorców. Prekursor rozwiązania już był, wystarczyło tylko rozwinąć w paczkomaty. I zamiast "parafialno-patriotycznego" sklepiku rozwijać przyszłościowe funkcje Poczty Polskiej. Przy obecnej władzy raczej nie ma szans na jakiekolwiek sensowne zmiany i na rozwój Poczty Polskiej. Rozwijają się inne przedsiębiorstwa, wypełniające luki i potrzeby społeczne. Paczkomatów przybywa. Tworzą się w nowych miejscach i nie wykorzystują już istniejących i zakorzenionych przestrzeni publicznych. Taka transformacja jest kosztowniejsza (w porównaniu do sytuacji, w które to przy urzędach pocztowych stanęłyby paczkomaty).

Owszem, gusty starszych osób też warto zaspokajać. Ale bez przekreślania rozwoju. Upada monopolista - Poczta Polska. Pozostanie w skansenie. Trochę mi żal, bo Poczta Polska to moje dzieciństwo i młodość. Nadawane listów, wykonywanie drobnych opłat, zbierane znaczków pocztowych, oczekiwanie na listonosza. Świat który systematycznie, powoli odchodzi. Albo inaczej - świat, który ewolucyjnie się zmienia. Pojawia się coś nowego, w tym jako wyzwanie społeczne w projektowaniu przestrzeni miejskiej. 

Typowa lokalizacja paczkomatu w miału estetycznym miejscu i mało przyjaznym dla kontaktów międzyludzkich.

25.05.2022

Nużeniec ludzki czy gąsienica jedwabnika?

Smartfonowa przystawka do rejestracji głosów nietoperzy.

Technologia niezwykle ułatwia nam poznawanie świata i rozpoznawanie obiektów. Czasem jednak wyprowadza nas na manowce, tak jak w przypadku popularnego zdjęcia, które niby ma przedstawiać nużeńca ludzkiego (Demodex folliculorum). Ale zanim opiszę "śledztwo internetowe" kilka słów wstępu. 

Powszechne smartfony i dostęp do mobilnego Internetu pozwala nam w niezwykły sposób lepiej widzieć i słyszeć. Kiedyś, gdy słyszeliśmy głos ptaka na wsi lub w lesie lub widzieliśmy jakąś roślinę i nie było przy nas znającego się na tym eksperta, to nie wiedzieliśmy co widzimy i co słyszymy.  Chyba, że akurat sami się na tym znamy lub zabraliśmy ze sobą klucz do rozpoznawania roślin, grzybów lub zwierząt. I potrafimy się nim poprawnie posłużyć. Teraz nie trzeba nosić ze sobą całej biblioteki, wystarczy smartfom i odpowiednia aplikacja by rozpoznawać grzyby (np. Mushroom Identify, Na grzyby), rośliny (np. PictureThis, Flora incognita, Plant Net) czy do wszystkich nieznanych obiektów wykorzystamy Google Lens (Google Obiektyw). Wiedza w zasięgu ręki. Są nawet aplikacje do rozpoznawania głosu ptaków. Uruchamiasz aplikację i już wiesz co słyszysz lub widzisz. I możesz podzielić się tą wiedzą z innymi (np. iNaturalist), stając się przy okazji naukowcem, zbierającym dane o rozmieszczeniu organizmów. Kilka dni temu oglądałem przystawkę do telefonu, za pomocą której oraz odpowiedniej aplikacji można rejestrować i rozpoznawać głosy nietoperzy (zdjęcie wyżej). Nie widzisz ich, nie słyszysz a wiesz co nad Tobą w nocy fruwa. I możesz przesłać dane do bazy danych. W ten sposób zbierane są informacje z całego świata, niemalże z każdego miejsca na Ziemi. Każdy może poznawać świat i jednocześnie być współpracownikiem naukowców - nauka obywatelska znakomicie się rozwija. Jeszcze nigdy wcześniej nie było tylu przyrodników, naukowców amatorów i takiego przyrostu danych. 

A jak już znamy nazwę gatunkową to szybko możemy wyszukać znacznie więcej informacji o danym gatunku. Jeszcze nigdy tak łatwo ludzkość nie korzystała ze wspólnej wiedzy. Stosunkowo łatwo możemy wiedzieć co słyszymy i widzimy. Radość z faktu widzenia więcej i głębiej, jak również współpraca przy gromadzeniu danych, które mogą być potem wykorzystane do naukowych analiz. 

Ale do rzeczy. Chyba przedwczoraj na Facebooku zauważyłem zdjęcie i krótką notatkę o nużeńcu ludzkim. Bezkręgowce w powiększeniu wyglądają niesamowicie. Informacja o nużeńcu ludzkim była prawdziwa, pisałem już kiedyś o tym pajęczaku (czytaj wpis na blogu). A zdjęcie, jak zdjęcie. W takim powiększeniu nigdy wcześniej nużeńca nie widziałem, więc przyjąłem poprawność ilustracji na wiarę. Nie zgłębiałem tematu aż do dzisiejszego poranka, gdy znalazłem prośbę o weryfikację, bo znajoma nauczycielka zwracała uwagę, że to być może nie jest nużeniec ludzki tylko gąsienica motyla. Wiadomość wysłana późnym wieczorem i zanim o poranku ją odczytałem, to już sama zainteresowana znalazła odpowiedź. Postanowiłem jednak mimo to zrobić "śledztwo internetowe". Samego mnie mocno zaciekawiło. 

Na pierwszy rzut oka zdjęcie mogło wyglądać jak zdjęcie nużeńca w dużym powiększeniu. Pierwsza rzecz, którą można zrobić, to sprawdzić przez opcję "wyszukaj podobne zdjęcie w Internecie" - aplikacja Google obiektyw. O dziwo dużo było wyników, wskazujących na nużeńca i tylko jedno wskazanie na głowę gąsienicy motyla. Szukałem źródeł naukowych. I starałem się sprawdzić, gdzie po raz pierwszy się pojawiło to zdjęcie. Wyskakiwały popularne portale o zdrowiu  i blogi. Za mało czasu przeznaczyłem by to definitywnie rozwikłać. 

Algorytmy sztucznej inteligencji do rozpoznawania obrazów są bardzo przydatne. Ale i one czasem się mylą. Jeśli w wielu źródłach taki sam obraz przez ludzi traktowany jest jako "nużeniec ludzki", to i AI też tak uważa. Nie analizuje morfologii tylko piksele. Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. I powiedziano to na długo przed epoką komputerową. Krytyczne myślenie i umiejętności technologiczne przydatne są każdemu. Algorytmy wszystkiego za nas nie zrobią. Liczy się każdy głos, bo nawet w tym przypadku nieliczni sceptycy pozwalają dokładniej zweryfikować powszechnie powtarzaną informację. 

Skoro nie udało się szybko wykryć źródła po zdjęciu i tego czy jest to pomyłka czy świadome oszustwo (większość dalej upowszechniała w dobrej wierze), to zacząłem się dokładniej przyglądać samemu zdjęciu by analizować morfologię tego zwierzęcia. 


Tym razem szukałem obrazów już po słowach kluczowych. Porównanie z grafikami, odnoszącymi się do nużeńca, wskazywało na duże podobieństwo i uprawdopodabniało upowszechnianą w mediach społecznościowych informację. Zacząłem analizować obraz pod kątem morfologii i odczytywania struktur, czyli mogłem już wykorzystać swoją wiedzę zoologiczną. Aparat gębowy bardzo przypomina aparat gębowy owadów. Żuwaczki (na rycinie niżej zaznaczone strzałką nr 1) typowo owadzie, wskazujące na roślinożercę lub detrytusożercę (kształt żuwaczek). Larwy niektórych chruścików mają bardzo podobne żuwaczki i aparat gębowy. Co prawda nużeniec ma podobne struktury (1a), ale przy bliższym wpatrzeniu się widać ważne różnice. Z boku widoczne są oczka proste (2), podobnie u nużeńca (2a). U larwy widoczna jest warga górna (3) i niżej typowe elementy owadziego aparatu gębowego. Takich struktur nie ma u nużeńca, który jest pajęczakiem. Na zdjęciu nie widać wszystkich par odnóży, czy jest ich 3 jak u owada czy 4 jak u pajęczaka. Dla porównania niżej inne zdjęcie gąsienicy jedwabnika. Teraz podobieństwo do głowy owada nie budzi już wątpliwości. Nawet kolor ciała się zgadza. Fakt, gąsienice jedwabników nie są piękne z ludzkiego punktu widzenia. U gąsienic odnóża są stosunkowo proste i nie tak zesklerytyzowane jak u imagines czy innych owadów. Stąd zapewne skojarzenia z innymi stawonogami.

Grafika z wykorzystaniem ilustracji i zdjęć, dostępnych w internecie, (różne źródła).

Podsumowując - rzeczone zdjęcie przedstawia głowę i przód ciała gąsienicy motyla, prawdopodobnie jedwabnika morwowego a nie nużeńca ludzkiego. 

Weryfikacja napływających informacji potrzebna jest nie tylko w przypadku źródeł internetowych. Sukcesem metody naukowej jest to, że wypracowała dobre narzędzia do weryfikacji: zachęca do porównywania w różnych źródłach, do analizy argumentów, dyskusji i testowania hipotez. Sprawdzać powinniśmy zwłaszcza informacje, które dla nas są ważne. W tym przypadku do wersyfikacji przydała się posiadana wiedza biologiczna i opatrzenie się (owady). Przydatna byłaby także wiedza i umiejętności weryfikowania obrazów od strony technicznej: czy obrazy były kolorowane lub montowane z innych elementów (tu niestety moje umiejętności są niewielkie). Przy zdjęciach skaningowych kolory są potem wtórnie i arbitralnie dodawane. A nużeniec jest małym zwierzęciem, więc mogło to być raczej zdjęcie z mikroskopu skaningowego. W przypadku owada wystarczy dobre zdjęcie makro. Tak, w szkole warto uczyć się weryfikacji różnych informacji, które do na dopływają. zarówno w kontekście systemu wiedzy - czy nowe informacje pasują do przyswojonego systemu wiedzy, jak i w kontekście narzędzi graficznych i komputerowych: jak powstają obrazy i jak można je modyfikować ("fotoszopować"). 

Umieszczam ten wpis także po to, by algorytmy sztucznej inteligencji mogły udoskonalić wyniki swoich wyszukiwań. Zasoby wiedzy są wspólne dla całej ludzkości. Każdy z nas może dołożyć się konektywnie do podnoszenia jakości tej wiedzy. Po pierwsze, umieszczanie zdjęć w sieci zwiększa pulę obiektów porównawczych dla uczącej się AI. Po drugie, dostarczamy danych o występowaniu różnych gatunków. Inne osoby mogą zweryfikować oznaczanie (np. w iNaturalist), z korzyścią dla nas jak i dla całej społeczności. 

Nie bójcie się popełniania błędów. Nauka rozwija się dzięki porażkom i błędom. Ale dlatego, że błąd nie jest traktowany jako porażka tylko jako zadanie i obiekt badawczy. Nie wytykamy potknięć tylko szukamy coraz to lepszego rozwiązania. Nieustanne doskonalenie i przybliżanie się do obiektywnej prawdy.

A dla chętnych na deser opowieść o innym błędzie i tajemniczym gatunku, który długo znajdował się w podręcznikach do zoologii: Z podręcznika do mitu: niezwykły organizm Salinella salve – mityczne zwierzę poszukiwane przez naukowców

24.05.2022

Kroczą, pływają fruwają czyli o zajęciach terenowych w formie piknikowej

Wybieram się na piknik naukowy do Iławy (a potem będzie duży w Olsztynie, na UWM - Dzień Biologii i Biotechnologii 2022. Zarówno jako edukator jak i widz (bo będę podglądał innych, jak oni to robią). Jest to kolejny wpis z cyklu "w połowie roboty", pokazywanie tego co się dzieje i jeszcze bez podsumowujących refleksji i gotowej, uporządkowanej wiedzy. Zaproszenie do wspólnego snucia refleksji i dzielenia się doświadczeniami. Zaproszenie do tworzenia, do czegoś co dopiero powstaje. Zaproszenie do wspólnego odkrywania i twórczego popełniania błędów. Bo tak jest z prototypem - sprawdzamy jak działa by go doskonalić. I w końcu nieustające zaproszenie do wspołpracy, nawet na odległość.
 
Czy takie pikniki są rozrywką czy prawdziwą edukacją? I po co się tym zajmować? Czy to nie jest rozpraszanie się i zajmowanie drobiazgami, zamiast skupić się na czymś na prawdę ważnym?  Dla mnie edukacja jest niezwykle ważna. Żyjemy w okresie wielkiej przemiany i krystalizowania się całkiem nowego systemu edukacji. Piknik naukowy to forma kontaktu z naukowcami i edukacja ustawiczna i pozaformalną (element budowania kapitału naukowego, kapitału ludzkiego). Jak powiązać to z całym systemem edukacji, w tym tej formalnej i instytucjonalnej? Ma być epizodem, rozrywką i kwiatkiem do kożucha czy raczej ważnym, stałym i kompatybilnym elementem? Ja stawiam na to drugie. Odbywa się niby poza szkołą: porcje informacji chaotycznych czy wkomponowanych w cały proces? Jeśli mamy wspólną wizję edukacji to się wzajemnie uzupełnia. Bez tej wizji może być rzeczywiście niespójnym i chaotycznym działaniem edukacyjnym. Dlatego tak ważna jest debata publiczna między różnymi aktorami życia społecznego i edukacyjnego. Gdzie jest szkoła? Czy jest rozproszona., kwantowa, wielowątkowa? Czy tylko w jednym budynku z systemem klasowo-lekcyjnym i dzwonkami na przerwę? Wielu poszukuje lepszych rozwiązań. I ja w tym świadomie uczestniczę jako pracownik akademicki, współpracujący ze szkołami oraz różnymi organizacjami pozarządowymi. Edukacja to nasze wspólne przedsięwzięcie. 

Forma piknikowa to też edukacja, w nieco innych warunkach. Tym razem w kontakcie bezpośrednim. Próbuję głębiej poznać ten proces by w kolejnych próbach skuteczniej wkomponować we współczesne trendy i sytuację cywilizacyjną. Dzielę się wiedzą i poszukuję coraz lepszych form i rozwiązań dydaktycznych ale patrzę także, kto przychodzi i dlaczego. I staram się poznać to, co zostanie w uczestnikach takich spotkań. A nie jest łatwo zobaczyć ten efekt długotrwały. Dlatego poszukuję także informacji, wynikających z badań naukowych, skoncentrowanych na różnych aspektach edukacyjnych. 

Układać programy i pomoce dydaktyczne dla nauczycieli? Czy to wystarczy i jak dobrać efektywne formy, przystające do codziennych realiów? Uczestniczyć w wymyślaniu nowej edukacji? Na oba pytanie odpowiadam - zdecydowanie tak! Uczestniczę w różnych małych i dużych przedsięwzięciach, edukacyjnych, sam wymyślam małe i duże projekty oraz biorę aktywny udział w różnych konferencjach pedagogicznych. Spotkania z Nauką to kończący się dwuletni projekt. 
Projekt Spotkania z Nauką jest przedsięwzięciem z zakresu popularyzacji nauk ścisłych z wykorzystaniem aktywizujących metod przekazu oraz budowaniem pozytywnego obrazu nauk przyrodniczych poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami w przestrzeni uniwersyteckiej, z wykorzystaniem nowoczesnych metod komunikacji. Upowszechnianie nauki odbywa się w formie wykładów i warsztatów wyjazdowych, zajęć na uczelni, wystaw oraz pikników naukowych.

Głównym celem projektu jest upowszechnianie i popularyzacja osiągnięć nauk ścisłych, głównie nauk biologicznych, w szerokich kręgach społecznych, w szczególności wśród młodzieży szkół średnich z terenu woj. warmińsko-mazurskiego i województw sąsiednich. Dodatkowym celem projektu jest budowanie kapitału naukowego (zachęcanie do kontynuacji kształcenia na poziomie wyższym) oraz popularyzacja oferty kształcenia UWM w Olsztynie wśród młodzieży licealnej. W ramach przedsięwzięcia uczestnicząca młodzież pozna pełen cykl powstawania wiedzy, z uwzględnieniem obserwacji, dostrzegania problemu, dyskusji, analizy, działania i przedstawiania rezultatów badań. Aktywizujące metody upowszechniania wiedzy uwzględniają wyniki badań psychologicznych i neurodydaktyki.

Na ewaluację projektu trzeba będzie poczekać, bo to nie łatwy proces. Wracając do pikniku w Iławie i w Olsztynie - wymyślanie i sprawdzanie w działaniu jest długotrwałym i wielowątkowym procesem. Samemu też trzeba być na pierwszej "linii frontu". By pełniej rozumieć sytuację, specyfikę i rzeczywistość społeczno-edukacyjną. A ona nie musi być taka, jak 40-50 lat temu, gdy ja byłem uczniem. I czy aby na pewno dobrze ją pamiętam? A może tylko wybrane, subiektywne fragmenty rzeczywistości szkolnej i cywilizacyjnych procesów edukacyjnych? Ponadto świat się zmienił, trzeba szukać nowego by... utrzymać to co niezmienne, ponadczasowe. Trzeba tylko jedno odróżnić od drugiego.

W Iławie poprowadzę małe warsztaty hydrobiologiczne, terenowe (nie pierwsze i nie ostatnie w tym roku) oraz po raz kolejny przedstawię bajki kamishibai, edukacyjne. W tle kryje się głębsza współpraca z NGOsami w terenie i długofalowy pomysł na zajęcia edukacyjne, cykliczne dla uczniów z Iławy. Coś co dopiero powstaje, z wykorzystaniem dotychczasowych doświadczeń. Ale nie jest to tylko powielanie sprawdzonych rzeczy lecz także kreowanie nowych. Mały piknik a jest rzeczywistym budowaniem współpracy z nauczycielami i z edukatorami pozaszkolnymi. To praktyczne budowanie nowego systemu edukacji, nie tylko przez refleksje teoretyczne ale i eksperymentowanie, sprawdzanie. 

Coraz bardziej dostrzegam znaczenie edukacji domowej lub tylko wspołpracy rodzica jako edukatora. Każdy powinien umieć uczyć lub tworzyć sytuacje edukacyjne. Nie tylko wyspecjalizowani nauczyciele i edukatorzy pozaszkolni.  A jak i gdzie uczyć kompetencji pedagogicznych? Przecież nie tylko na kilkuletnich, stacjonarnych studiach nauczycielskich. Te formy uniwersytety dopiero odkrywają. Oby śmielej próbowały i szybko wdrażały.

Doświadczam, poznaję i uczę innych. Uczę się z innymi w działaniu. Dzielę się wiedzą i doświadczeniem.

Nauczyciel zostawia ślady w ludziach. Czy chce czy nie chce. Dobre lub złe ślady, ale odciska na wiele lat. Coraz bardziej dostrzegam potrzebę uczenia budowania i wygłaszania opowieści. Bo to właśnie opowieści czynią nas ludźmi. Szkoła powinna nauczyć opowiadać, opisywać, wyrażać się artystycznie (malować, fotografować, projektować, śpiewać). Opowiadać nawet na telefonie komórkowym. Na Facebooku znakomicie pisze Paweł Lęcki długie opowieści, relacje. Tylko na Facebooku (media społecznościowe). I ma ogromne zasięgi a zatem wywiera duży wpływ bo dociera z przekazem do wielu osób. Nie w prasie, nie w książkach a na Facebooku. Ta sama treść lecz w nowej przestrzeni. Inni uczą się Tik-Tokowego "haiku" - zawrzeć opowieść w 30 sekundowym nagraniu. Zupełnie coś nowego. A jednocześnie w istocie to samo co przez tysiąclecia. Edukacja powinna nadążać za czasem a nie uparcie tkwi w starych, czasem nieprzydatnych rytuałach. I odróżniać jedno od drugiego.

Opowieść jest korytem rzecznym dla płynącej wody bieżącego myślenia. W opowieści jest się jak w koleinach, gdzie toczą się, płyną nasze myśli, w jakiś sposób uporządkowane. W myśleniu bieżącym myśli są niedopracowane, próbują, zakręcają, ale w bieżącej rozmowie nie zwracamy na to uwagi. Po dopracowaniu, w formie "story", uporządkowanego scenariusza i z dobranymi szczegółami, opowieść jest czymś trwalszym, do wielokrotnego odtworzenia. W rzece nigdy się nie wchodzi do tej samej wody, ale przecież ta nowa woda płynie w tym samym korycie. Dopracowanym przez wieloletni nurt przemijającej "wody".

Układając story, pieśń, opowiadanie, anegdotę, poezję, pisząc całą książkę lub tylko graficzno-słowny mem, porządkujemy własne myśli. Osadzamy je tak, jak mocujemy namiot szpilkami i śledziami do ziemi. By nie odfrunął, by się nie przewrócił. Łapiemy szybko przepływające myśli w strukturę. I to ta struktura dalej kanalizuje nasze myśli i myśli słuchaczy. Przez tę strukturę widzimy świat. W czasie terenowych warsztatów "rzeźbił" będę koryto opowieści, dopracowywał a jednocześnie będę uczył się improwizacji w uzależnieniu do sytuacji i dostępnych obiektów biologicznych,

Jedną z ról nauczyciela jest strukturyzacja wiedzy swoich uczniów. Porządkowanie ich doświadczeń i budowanie szkieletu, w którym osadzają nowe fakty, obserwacje i doświadczenia. także te w dalekiej przyszłości. Poza strukturyzacją wiedzy rolą nauczyciela jest motywowanie do pracy, inspirowanie i rozbudzanie zainteresowań. A jak to się realizuje w czasie takich pikników naukowych? Jednorazowe spotkanie, bez ocen, bez sprawdzianów. Emocje, zaciekawienie. Ile zostaje i czy wzmacnia już istniejące zainteresowania? Czy daje strukturę (strukturyzuje wiedzę) czy inspiruje i czy motywuje do dalszego poznawania?

Sens edukacji - zrozumieć świat i dobrze umieć ostawić swój dobry ślad "tu byłem".

Pisałem podręczniki szkolne i skrypty dla studentów, artykuły dla pedagogów i dla rodziców, wygłaszałem referaty na konferencjach. Nieustanna koregulacja (wpływanie na siebie). I ciągle nurtujące mnie pytanie: jak przekazywać wiedzę? Transmisyjnie? Czy bardziej w działaniu i wspólnym odkrywaniu? 

Co dalej, gdy projekt zakończy się w czerwcu? Będzie czas na refleksję i kolejne próby z innymi. Małe lub duże. Kończy się czas łowienia ryb, będzie czas suszenia sieci. Krótszy lub dłuższy. A nowe pomysły już się rodzą, na kontynuację i zupełnie nowe próby... 

Zbieram doświadczenie także na wykładach dla uniwersytetów trzeciego wieku. Maj i czerwiec to dla mnie bardzo intensywny czas pracy i obserwacji. A także refleksji and edukacją i potrzebnymi zmianami. Słuchać innych i dyskutować. A tymczasem ruszam w teren na zajęcia z uczniami i dorosłymi oraz z wykorzystaniem nowoczesnych metod telefoniczno-komputerowo-internetowych. Odkrywam dla siebie i dla innych. Chcę czerpać z doświadczenia innych, którzy czasem w eksperymentach dużo dalej już zabrnęli.

Niżej ostatni duży piknik naukowych dla uczniów w ramach projektu Spotkania z Nauką. Zachęcam do udziału, w kontakcie lub online. 

Całkiem nieuporządkowane myśli. takie w połowie roboty. 

18.05.2022

Straszne, trujące, jadowite – różnorodność biologiczna Puszczy Rominckiej

 

Lubię nietypowe wyzwania, bo mogę się uczyć. Jest motywacja by praktycznie wypróbować nowe rozwiązania, o których już wcześniej myślałem. Czym innym jest jednak pomyśleć o, a czym innym wdrożyć i zobaczyć rezultaty. Do Gołdapii i Żytkiejm jadę opowiadać i uczyć innych a także uczyć się samemu. Nauczeństwo w czystej postaci   

Przede mną wykład w terenie w formie gry i poszukiwania skarbu. rzutnik multimedialny i krótka prezentacja będą, ale tylko na początku jako wprowadzenie. Potem słuchacze wykorzystają swoje telefony i swoją ciekawość. Takie urozmaicenie do tradycyjnych zajęć terenowych z opowiadaniem o niezwykłościach przyrody. 

Tematyka wykładu (czy to słowo jest adekwatne i czy nie trzeba szukać innego, słownego opisu dla proponowanej formy?): Jak wykorzystać różnorodność biologiczną w edukacji przyrodniczej i turystyce. Ciekawostki o roślinach, grzybach i zwierzętach (owady, ślimaki) z najbliższej okolicy. Przykłady wykorzystania kulinarnego i leczniczego, ciekawostki etnograficzne. Przykłady niezwykłych zjawisk biologicznych. Które rośliny są trujące a które uważano za magiczne? Które owady są jadowite, trujące lub były wykorzystywane w dawnej medycynie. W trakcie wykładu na świeżym powietrzu uczestnicy poszukiwać będą ukrytych znaków z qr kodami. Przy pomocy własnych telefonów komórkowych odczytają ukryte opowieści przyrodnicze oraz obejrzą krótkie filmiki. W podobny sposób można pokazywać walory przyrodnicze w ruchu turystycznym.

Niżej jeden z prototypów ale myślę nad wdrożeniem i bardziej profesjonalnym dopracowaniem pomysłów. Do tego potrzebna jest współpraca z otoczeniem uniwersytetu. Takiej współpracy nieustannie poszukuję. Bo współpraca ubogaca. Jest synergicznym powiększaniem wartości dodanej.

I tu również mogę powtórzyć stare przysłowie, które mówi mówi by głupiemu nie pokazywać roboty w połowie (takiej niedokończonej). Ale mądremu można. Bo gdy coś jest w połowie roboty to nie widać jeszcze finału i całego zamierzenia. Stoją jeszcze rusztowania, jest bałagan. Wtedy głupi, nie mogąc sobie wyobrazić efektu końcowego, będzie narzekał i wybrzydzał, że to i owo jest bez sensu. Ale mądry, w oparciu o swoją wiedzę i wyobraźnię może dostrzec to, co dopiero się rodzi, co powstaje. Niedopowiedzenie zostawiam dla mądrych i otwartych. I liczę na dyskusję oraz na współpracę.
 

17.05.2022

Majowy plener w Jezioranach i święto ul. Marii Konopnickiej


Razem z Warmińskim Targiem Artystycznym zapraszam na mały plener w Jezioranach. Sporo wartościowych inicjatyw edukacyjnych i artystycznych dzieje się na tak zwanej prowincji. Kluczem jest kapitał ludzki. Jednym z przykładów są plenerowe warsztaty malowania na rzeczach zbędnych i wyrzuconych - starych dachówkach, niepotrzebnych deskach, polnych kamieniach. Warsztatom towarzyszyć będzie bookcrossing oraz zajęcia literackie. Różne formy wypowiedzi i wdrażania celów zrównoważonego rozwoju. Małymi krokami do celu.

Nie ma rzeczy, ludzi i miejsc zbędnych. Poprzez spotkanie i artystyczną ekspresję na powrót możemy przypomnieć (sobie też) o wartości i sensie. Tak jak w czasie rozmów "przy łuskaniu fasoli". Bo można milczeć i nie trzeba "zabijać" ciszy niepotrzebnymi przemowami. Mówimy wtedy, kiedy chcemy i mamy coś do powiedzenia. Mówi słowem mówiony, pisanym i malowanym obrazem. Nie wyrzucamy rzeczy na śmietnik tylko przetwarzamy, włączamy do ponownego obiegu. Malowana, stara dachówka czy kawałek starej deski są tu tylko symbolem i przykładem. Przywieź ze sobą książkę, niepotrzebną lub tylko bezczynnie leżącą na półce. A wodę (z kranu) przywieź w butelce wielokrotnego użytku. 

Przy malowaniu porozmawiamy o celach rozwoju zrównoważonego.

Warmiński Targ Artystyczny promuje lokalne rękodzieło i dobrą jakość życia. Odwiedzając Jeziorany można zwiedzić okoliczne zabytki. A jest co zwiedzać.

Ps. Samo malowanie dachówek narodziło się chyba w 2014 roku (czytaj więcej). O ile coś może mieć jeden wyraźny początek. Raczej to wieloźródłowe kontinuum, wpływających na siebie wielu procesów. Tak jak sukcesja wielogatunkowego ekosystemu. 

c.d.n.

16.05.2022

Edukacja dla przyszłości

Zdjęcie z muzeum, dawna klasa, ręczny dzwonek, kałamarz, obsadka ze stalówką, koniec XIX wieku.

W czasach ogromnej zmiany i czasach rozwijającej się gospodarki opartej na wiedzy edukacja jest szczególnie ważna. Jeśli nie będzie zmian, to co raz bardziej będziemy odstawali od rozwoju cywilizacyjnego. I znowu zostaniemy zmarginalizowani w społeczeństwie globalnym. Można śmiało powiedzieć, że wymogiem patriotyzmu jest troska do dobrą edukację. Zmiany cywilizacyjne zachodzą a polska edukacja zostaje w tyle. Chcemy być skansenem cywilizacyjnym? Edukacja to inwestycja rozwojowa. Potrzeba nie tylko zwiększonych nakładów lecz i głębokiego namysłu.

Do niekorzystnych procesów należy zaliczyć rosnący niedowład państwowej edukacji i rosnąca prywatyzacje szkolnictwa. Ujawnia to bezradność i dysfunkcję całego państwa i społeczeństwa. O zaległościach można pisać dużo. I wiele razy pisałem. Teraz pora na konstruktywne propozycje. Z uznaniem odnoszę się do ogłoszonego programu "Edukacja dla przyszłości". Najważniejsze jest to, że edukacja wymaga ponadpartyjnego i długodystansowego porozumienia. Do tego trzeba ogólnonarodowej dyskusji. I konsensusu. 

Pośród wielu szczegółowych propozycji chcę zwrócić uwagę, na moim zdaniem sprawę najważniejszą: "Trzeba oprzeć edukację nie na kontroli, nadzorze i biurokracji, ale zaufaniu i obiektywnych standardach. Dlatego należy powołać niezależną Komisję Edukacji Narodowej, a upolitycznione kuratoria oświaty należy przekształcić w centra wsparcia będące jej oddziałami. Ponadto należy odbiurokratyzować edukację i odchudzić podstawę programową oraz rozdzielić Ministerstwa Edukacji i Nauki."

Wspomniany projekt  można uznać za szeroki program społeczny a nie partyjny. Brałem udział w konsultacjach, pośród bardzo wielu innych osób. Podpisuje się pod zawartymi tam tezami i pomysłami.  Teraz pora na szeroka dyskusję. 


Niżej wstęp programu (i link do całości). Zachęcam do lektury i do dyskusji.


Edukacja dla Przyszłości

Edukacja jest podstawą wszystkiego. Wydaje się, że jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, że to nie jest frazes. Obecnie mamy do czynienia z systemem nauczania, który nie stawia w centrum wychowania i nauczania ani ucznia, ani nauczyciela – a dokumentację.

W Edukacji dla Przyszłości proponujemy:
Szkoła dla równego startu
Szkoła powinna łagodzić nierówności społeczne i ekonomiczne wśród dzieci. Dlatego proponujemy m.in. szkolny pakiet podstawowy dla równego startu.
Edukacja proinnowacyjna
Szkoła powinna wyposażać uczniów w wiedzę i kompetencje przyszłości. Pomagać im zaplanować własną przyszłość w ciągle zmieniającej się sytuacji gospodarczej i społecznej. Niezbędne jest nauczenie młodych ludzi tego, jak się uczyć oraz przygotować ich do tzw. lifelong learning, czyli uczenia się przez całe życie.
Zapewnienie dobrego samopoczucia uczniów i uczennic 
Pedagog i psycholog oraz psychoedukacja w każdej szkole. Zapewnienie dobrego samopoczucia uczniów i uczennic. Pedagog, psycholog i logopeda oraz psychoedukacja, edukacja psychoseksualna i antydyskryminacyjna w każdej szkole. Szkoła powinna zapewniać uczniom zrozumienie procesów związanych z całokształtem ich życia psychicznego, tak aby przeciwdziałać dramatycznemu kryzysowi psychicznemu, którego doświadcza młode pokolenie.
Rzetelna edukacja ekologiczna i klimatyczna
Szkoła powinna wyposażać uczniów w rzetelną wiedzę związaną z katastrofą klimatyczną i ekosystemową oraz wiedzę związaną z zasadami zrównoważonego rozwoju, która jest jednym z kluczowych wyzwań, przed którym staje ich pokolenie.
Szkoła jako przestrzeń kształtowania świadomego obywatela i świadomej obywatelki
Szkoła musi zachowywać pluralizm ideowy i być miejscem kształtowania postaw przyszłych obywateli demokratycznego państwa i członków społeczeństwa obywatelskiego. Lekcje religii powinny być rzeczywiście fakultatywne, zaś lekcje filozofii połączonej z etyką i religioznawstwem obowiązkowe.
Edukacja prozdrowotna
Szkoła powinna uczyć dzieci, w jaki sposób dbać o swoje zdrowie fizyczne, a ponadto zadbać o stan zdrowia i kondycję dzieci.
Niezależna Komisja Edukacji Narodowej zamiast kuratoriów 
Odbiurokratyzowanie edukacji. Trzeba oprzeć edukację nie na kontroli, nadzorze i biurokracji, ale zaufaniu i obiektywnych standardach. Dlatego należy powołać niezależną Komisję Edukacji Narodowej, a upolitycznione kuratoria oświaty należy przekształcić w centra wsparcia będące jej oddziałami. Ponadto należy odbiurokratyzować edukację i odchudzić podstawę programową oraz rozdzielić Ministerstwa Edukacji i Nauki.
Przedefiniowanie roli nauczyciela. Płaca nauczyciela: minimum średnia krajowa gwarantowana przez budżet państwa. Chcemy zapewnić godne warunki pracy i płacy nauczycielkom i nauczycielom, których pensje powinny sprawiać, że zawód ten będzie atrakcyjny i prestiżowy dla młodych ludzi. Nauczycielom należy pozwolić na większą niż obecnie autonomię, skrócić ścieżkę awansu zawodowego ​​oraz stworzyć warunki ustawicznego rozwoju.

Ponadto proponujemy wzorem Finlandii pakt dla edukacji, nie na kadencję, ale na pokolenia, ponadpartyjne ogólnonarodowe porozumienie, rozwiązania wypracowane tak z partiami, jak i z organizacjami pozarządowymi, które przy wymianie ekip rządzących będą kontynuowane, którego pierwszym i zasadniczym punktem jest odpartyjnienie oświaty, obietnica kontynuacji mimo zmiany władzy. 

15.05.2022

Co żyje w miejskim bagienku

 

Są tereny w wielu miastach bardzo zaniedbane. Tak jest i w przypadku Ostródy i zapomnianego terenu podmokłego. Dawniej zapewne było tu rozlewisko lub nawet zatoka jeziora. Potem osuszona i zamieniona w łąki. Były zapewne wykorzystywane gospodarczo jako miejsce produkcji paszy dla zwierząt. Jeszcze chyba po II wojnie światowej były tu łąki. Potem zostawione same sobie a zagłębienie terenowe potraktowane jako wysypisko śmieci. Widać wyrzucony gruz i zrywany z ulicy asfaltu. Jeszcze więcej widać śmieci wyrzucanych z okolicznych domów: ścięta trawa po koszeniu trawników, stare choinki, śmieci domowe. Jest też wiele pozostałości po spacerowiczach: plastikowe butelki, puszki po piwie. Tak traktujemy teren "bezpański", do zasypania. A przecież leży w bardzo atrakcyjnym miejscu, blisko dworca kolejowego, tuż przy targowisku. Brak użytkowania i charakter "nieużytku" sprawił, że zaczęły się procesy sukcesji ekologicznej. Pojawiły się wierzby. olchy, dęby, jesiony. Na sporym obszarze zachowały się podmokłe turzycowiska. Przyroda wymaga dokładniejszego zbadania i opisania. Będzie okazja praktycznie przetestować narzędzie iNaturalist. I praktycznie wdrożyć kolejne osoby do nauki obywatelskiej. Aktywne poznawanie otaczającej nas przyrody

Bezimienne bagienko w Ostródzie. Tu na razie jest śmietnisko ale będzie, może nie San Francisco lecz piękny teren edukacyjny i rekreacyjny. Postara się oto m.in. Ekipa z Bagien. Dobrze rozpoczęta inicjatywa z szerokim kontekstem edukacyjnym. W czasie spotkania organizatorzy rozdawali torebki z nasionami, do wysiania i założenia łąki kwietnej w dowolnym miejscu Ostródy. Rozpoczął się także proces dokumentacji przyrodniczej. I ja się w tym czegoś nowego nauczę.

Bagienko w mieście - zasypać gruzem i coś wybudować? Jest mądrzejsze rozwiązanie. Obniżenie terenowe, podmokłe, może pełnić ważne funkcje usług ekosystemowych. Po pierwsze odbierać nadmiar wód po ulewnych deszczach (to ważne w ramach łagodzenia negatywnych skutków ocieplenia klimatu). Trzeba tylko niewiele zrobić by woda tu spływania a nie zalewała okoliczne domy. Ale można znacznie więcej. Uporządkować oraz wysprzątać teren i uczynić z niego edukacyjny użytek ekologiczny. Tak, by zachować i odtworzyć duże bogactwo gatunkowe oraz stworzyć atrakcyjny teren rekreacyjny oraz edukacyjny. Jeszcze jeden poligon doświadczalny dla ostródzkich szkół oraz jako edukacja pozaformalna. I okazja do współpracy uniwersytetu z lokalnym, społecznym otoczeniem. Zrobić coś nowego razem. 

Spacer, który jest kolejnym krokiem w długim procesie tworzenia dobrych rozwiązań w mieście oraz tworzenia mądrej przestrzeni edukacyjnej. Na efekty trzeba będzie długo poczekać. Na początek, w ramach projektu obywatelskiego, zbudowany zostanie plac zabaw dla dzieci, na skraju bagienka. Myślę, że nie zabraknie aktywności mieszkańców do kolejnych działań.






Rdestowiec, roślina inwazyjna. Jednym z pierwszych działań powinno być usunięcie tej rośliny. Nie będzie łatwe, ale wykaszanie co jakieś dwa tygodnie powinno wystarczyć.