6.11.2024

Zacznij tam, gdzie jesteś i z tym co masz

Ekspozycja w muzeum...

Jak zmieniać edukację lub postawy ludzkie? Czekać na lepszą sposobność, na sprzyjające okoliczności? Można, ale czasem okazuje się, że czekanie trwa wieczność. A przynajmniej zbyt długo. Można jednak inaczej, a za przykład niech posłużą słowa Arthura Ashe, amerykańskiego tenisisty:
 
Zacznij tam, gdzie jesteś,
użyj tego, co masz,
zrób, co możesz.

Nie czekaj. Nie zastanawiaj się, że może ktoś inny powinien od góry zacząć reformę/zmianę. Nie mów, że nie masz czasu na takie sprawy.  Że wiatr wieje w oczy i deszcz pada. Zrób to, co możesz, w tych konkretnych warunkach. Lepsze zrobione niż doskonałe. Bo czekając na doskonałe nie zrobimy nic. Więc lepszy rydz niż nic, lepiej zrobić to, co możemy niż dumać o doskonałości i tkwić w tym samym miejscu, złorzecząc na los i na nieodpowiednie warunki. Może inni mają więcej zasobów i lepsze sposobności. To oni zrobią więcej i lepiej. Albo i nie zrobią, bo będą czekać na jeszcze lepsze narzędzia i zasoby. 

To jest realistyczny minimalizm. Lub rozważny pragmatyzm. Małymi krokami można zajść daleko. Trzeba tylko zacząć. Z tym, co jest pod ręką, z zasobami, którymi już teraz dysponujesz. Że nie są doskonałe, że lepiej byłoby mieć więcej i w lepszym gatunku? Ale nie masz! Nie czekaj aż przestanie padać deszcz i wiatr przestanie wiać ci prosto w oczy. I że masz pod górkę. Owszem, w tym warunkach osiągniesz mniej. Tak bywa. Ale coś osiągniesz. Wielki świat składa się także i z małych rzeczy.

Na dzisiaj stać mnie na tyle. Wyszło krótko. Ale z wiekiem doceniam zwięzłość i konkrety. Szybko poznasz to, co najważniejsze. 

5.11.2024

Webinar: ekosystemy wodne w dobie kryzysu klimatycznego

 

Zapowiedź webinarium. Upowszechniam, bo za darmo. Dobrze więc, by dotarło do szerszego grona odbiorców. Zapowiedź pojawiła się już na Facebooku (https://fb.me/e/5NR5cGSVv)

WEBINAR: Ekosystemy wodne w dobie kryzysu klimatycznego
KIEDY: 19 listopada(wtorek),19.30
GDZIE: Wydarzenie odbędzie się na platformie edukacyjnej Be. Eco:
https://dte.digitaluniversity.pl/course/beeco

Interaktywny webinar na temat ekosystemów wodnych z uwzględnieniem wpływu zmian klimatu, zanikania bioróżnorodności, z przykładami technologii oraz z praktycznymi pomysłami na zajęcia z uczniami z różnych przedmiotów nauczania (biologia, geografia, chemia itd.). Czym są ekosystemy wodne i wodnobłotne (definicja), typy ekosystemów: jeziora, rzeki, strumienie, rowy melioracyjne, źródliska, zbiorniki okresowe, bagna i torfowiska. Co żyje w naszych wodach śródlądowych (jakie mikroorganizmy, rośliny, zwierzęta). Wpływ globalnych zmian klimatu na ekosystemy wodne, jakie skutki przynoszą susze i gwałtowne wezbrania po ulewnych deszczach. Dlaczego zmienia się różnorodność biologiczna w ekosystemach wodnych? Wpływ antropopresji w skali lokalnej oraz globalnych zmian klimatu, zmiany zasięgów występowania gatunków. Przykłady działań lokalnych: ogrody wodne w miastach, mała retencja. Znaczenie terenów podmokłych. Państwowy monitoring siedlisk i gatunków wodnych – wyniki badań wieloletnich, przykłady z gatunkami wodnymi.

Czy nowe technologie mogą pomóc w ochronie ekosystemów wodnych? Inspiracje do interaktywnych lekcji i projektów szkolnych, związanych z ochroną bioróżnorodności w ekosystemach wodnych. Zajęcia terenowe – dokumentacja drobnych zbiorników okresowych, źródeł i strumieni, odszukiwanie w terenie, opis warunków środowiskowych, mapka obiektu, otoczenie, inwentaryzacja źródlisk,  wydajność, temperatura, pH, własności hydrochemiczne, zaśmiecenie, część biotyczna, mapowanie, dokumentacja fotograficzna i upowszechnianie wyników w przestrzeni szkolnej (tradycyjna gazetka ścienna, szkolna konferencja i media społecznościowe). Analizy możliwe do wykonania w pracownic szkolnej. Co wynika z państwowego monitoringu siedlisk i gatunków, czy widać jakieś zmiany w skali wieloletniej? Analiza i interpretacja raportów z monitoringu siedlisk i gatunków.

 Co słuchacze będą robili w czasie webinarium? Wysłuchają i obejrzą prezentację, Wykonają notatki ze spotkania. Wezmą udział w dyskusji na czacie oraz w programie Mentimeter, zaplanują zajęcia terenowe w ramach wybranego przedmiotu, nawiązujące do bioróżnorodności w ekosystemach wodnych i zmian klimatu. Wykorzystają wybrane narzędzie GenAI do przygotowania materiałów na zajęcia terenowe i projektowe w klasie. Podzielą się z innymi swoimi pomysłami. 

Z ogłoszenia Be.eco:
Uczestnicy poznają praktyczne pomysły na zajęcia z uczniami z różnych przedmiotów nauczania (biologia, geografia, chemia itd.). Prowadzący podzieli się również inspiracjami do interaktywnych lekcji, zajęć terenowych i projektów szkolnych związanych z ochroną bioróżnorodności w ekosystemach wodnych.

Dzięki udziałowi w webinarze:
- zaplanujesz zajęcia terenowe w ramach wybranego przedmiotu, nawiązujące do bioróżnorodności w ekosystemach wodnych i zmian klimatu,
- wykorzystasz wybrane narzędzie GenAI do przygotowania materiałów na zajęcia terenowe i projektowe w klasie,
- będziesz mieć możliwość posłuchania o pomysłach innych uczestników i podzielenia się własnymi pomysłami.

Prowadzący: dr hab. Stanisław Czachorowski, prof. UWM, biolog, ekolog i entomolog zatrudniony w Katedrze Zoologii, na Wydziale Biologii i Biotechnologii, UWM w Olsztynie.
Nauczyciel akademicki, profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, biolog, ekolog, entomolog, popularyzator nauki, bloger i felietonista. Członek grupy Superbelfrzy RP. Poza zajęciami dla studentów prowadzi zajęcia dla słuchaczy studiów podyplomowych związanych z kształceniem nauczycieli, wykłady dla dorosłych oraz słuchaczy uniwersytetów trzeciego wieku oraz różnorodne wykłady i zajęcia praktyczne dla uczniów ze szkół w ramach projektów edukacyjnych oraz Uniwersytetu Dzieci. Inicjator i organizator olsztyńskiej kawiarni naukowej oraz pikników naukowych. Autor licznych artykułów dydaktycznych, broszur dla nauczycieli z zakresu edukacji ekologicznej i współautor podręcznika dla szkół. Zajmuje się także edukacją pozaformalną oraz dydaktyką online i dydaktyką z wykorzystaniem generatywnej sztucznej inteligencji.

3.11.2024

Cmentarny potlacz społeczeństwa konsumpcyjnego

Współczesny cmentarz. Drzewa tylko w okolicznym lesie, w tle. W mieście i tego nie ma.
 


Liczba wszystko zmienia. Jest nas 8 miliardów. I jesteśmy bogaci. Nawet po śmierci dużo konsumujemy. Taki potlacz* globalnego społeczeństwa konsumpcyjnego. Stać nas, to demonstracyjnie niszczymy zasoby środowiska. I swoją przyszłość.

Kiedy byłem małym chłopcem, a było to ponad pół wieku temu, to na cmentarzach były przede wszystkim drzewa i drewniane krzyże. Groby były głównie ziemne, czasem tylko z obmurówką lub ogrodzone żeliwnym płotkiem. Kamienne grobowce były rzadkością. Jako mały chłopiec stałem na takim wiejskim cmentarzu i zapalałem lampki. Nie było ich wiele. Głównie gliniane czarki. Wiatr często gasił płomień znicza i trzeba było zapalać od nowa. Zapałkami. Na cmentarzu były szutrowe (piaszczyste) alejki, dużo drzew i nieliczne światełka. Można powiedzieć, że bardzo uroczy klimat. I chodziliśmy od grobu do grobu, staliśmy, modliliśmy się w ciszy, spotykaliśmy się z rodziną. Poznawało się, gdzie kto z rodziny leży i jak jest spowinowacony. Starsi opowiadali, wyjaśniali rozległe koligacje. Samochodów było mało, więc przy cmentarzach było luźno. I nie było straganów.

A po wielu latach staliśmy się bogatym społeczeństwem. Robimy to samo co kiedyś tylko dużo bardziej. A ta ilość (liczba) ma kluczowe znaczenie. Pojawiły się plastikowe kwiaty – bo wiadomo, dłużej poleżą, nie zwiędną. Jako bogatsi zaczęliśmy stawiać „pomniki”, Drewniane krzyże z metalową blaszką zniknęły. Na tej małej blaszce było wypisane kto, kiedy się urodził i kiedy zmarł. Lakoniczna informacja. Ale wystarczyła. Żelazne krzyże były mniej liczne. Były trwalsze. Ale i na nich widać było upływ czasu. Teraz pojawiać się zaczęły murowane płyty i murowane krzyże. A potem całe kamienne grobowce. Z lastriko oraz pięknych kamieni, szlifowanych ze złoconymi napisami. Duże, kamienne, pięknie zadbane. Piękne a jednak ponure. A obok polbrukowe lub cementowe chodniki. Cała ziemia przykryta kamieniem lub betonem. I zniknęły drzewa z cmentarzy. Bo brakowało miejsca, bo korzeniami uszkadzały te piękne kamienne grobowce, no i liście spadały na groby. A to przecież nieładnie. A czasem wiatr wywracał drzewo lub gałąź spadała na te piękne i trwałem pomniki. Strata doczesności.

Dawniej listopadowe odwiedziny na cmentarzu to swoista rewia zimowej mody. Pokazać się dobrze odzianym, niech inni widzą. W tym względzie nic się nie zmieniło. Pokazujemy na różne sposoby na cmentarzu, że nas stać, że jesteśmy bogaci. Że możemy wydać dużo pieniędzy.

Jesteśmy bogaci, więc kupujemy dużo dużych zniczy. Stać nas. I te kamienne grobowe szczelnie przykryte są chryzantemami w doniczkach (kiedyś sadzono kwiaty po prostu na grobie, bo był ziemny i można było rośliny posadzić do ziemi). Dużo szklanych i plastikowych zniczy, a między nimi sztuczne kwiaty. Nawet znicze elektryczne z bateryjką. Świecą światłem sztucznym, póki bateria działa.

Robimy to, co dawniej, stajemy przy grobach, modlimy się. Ale dużo więcej niż kiedyś przynosimy jednorazowych rzeczy, które tak szybko stają się śmieciami. Taka ta nasza globalna cywilizacja z ogromną konsumpcją przy każdej okazji.

Te współczesne cmentarze są smutniejsze niż te dawniej. Po pierwsze nie ma drzew, po drugie trudno przejść między grobami, bo tak ciasno rozmieszczone są duże grobowce. Obok cmentarzy ogromne pojemniki na śmieci. Bo to kwiaty, znicze, opakowania. Mnóstwo tego. I ogromne parkingi. Wiatr nie gasi już płomieni bo szczelnie utulone są w plastikowych osłonkach. Roznosi tylko foliowe torebki i plastikową drobnicę. Na cmentarzu posprzątane, lecz poza nim już niekoniecznie. Bo wiatr poroznosił i poozdabiał okolice krzewy i drzewa, czasem przydrożne rowy...

Jest nas 8 miliardów, jesteśmy dużo bogatsi. Więcej grobów i coraz więcej ziemi bez drzew i skutej kamieniem. Smutne, kamienne i puste pustynie. Rozrastają się. A na nich ogromne ilości szybko przemijających materialnych wyrazów tradycji. Które szybko zamieniają się w śmieci. Ale kto się odważy wyłamać z tego wyścigu niby powiązanego z tradycją?

Coś się zmieniło. Jest nas więcej, jesteśmy bogatsi, więcej konsumujemy. Niby tradycja ale przecież inna, rozrośnięta. Śmiałbym nawet napisać, że wynaturzona. Może zatrzymajmy się na modlitwie – ona nie produkuje śmieci, nie zużywa zasobów ziemi. A teraz nawet po śmierci dużo konsumujemy. W pamięci o zmarłych zatruwamy przyszło żyjących. Coś warto zmienić. Może właśnie pola pamięci z nie skutą kamieniem ziemią i rosnącymi drzewami? Z pięknie i przyrodniczo przemijająca nasza doczesnością, bez nachalnego rozpychania się betonem by pokazać "tu jestem/byłem". Może alternatywą jest skromne bycie na Ziemi? Nawet po śmierci.
 
* Potlacz to tradycyjna ceremonia i praktyka społeczna rdzennych ludów Północno-Zachodniego Wybrzeża Ameryki Północnej, takich jak Haida, Tlingit, Kwakwaka'wakw. Jest to wydarzenie, podczas którego gospodarze (zazwyczaj wodzowie lub osoby o wysokim statusie) organizują uroczystość, na której rozdają prezenty gościom, aby zademonstrować swoją hojność, status społeczny i bogactwo. W czasie potlaczu często niszczono dobra materialne. Była to część ceremonii, która miała na celu zademonstrowanie bogactwa i statusu gospodarza. Niszczenie wartościowych przedmiotów, takich jak miedziane tarcze, koce czy inne cenne przedmioty, miało pokazać, że gospodarz jest na tyle zamożny, że może sobie pozwolić na takie straty. Było to również sposób na redystrybucję dóbr w społeczności, ponieważ po ceremonii goście często otrzymywali prezenty od gospodarza.

1.11.2024

Edukacja w Taplarach: kosiarze i sierpownicy

 

Ciągle z dużym zdziwieniem obserwuję szeroką i powszechną niechęć do zmian edukacji, nawet tych małych. Jeśli sięgnąć do starych książek, tych sprzed 100-50 lat, to o wielu zmianach już wtedy pisano i postulowano. I próbowano je wcielać w życie. Jak się okazuje wprowadzanie zmian idzie bardzo wolno. Z częstymi zwrotami ku przeszłości. Bezwład instytucjonalny jest bardzo duży. Dlaczego tak bardzo przywiązani jesteśmy do starych metod, mimo długoletniego niezadowolenia z ich nie najwyższej efektywności? 

Przypomina mi się książka "Konopielka" Edwarda Redlińskiego, jakże arcypolska. A może nawet ogólnoludzka. Innowacja rolnicza w postaci znanej już kosy lecz wykorzystanej do koszenia zboża napotyka ogromną niechęć, wręcz agresję. Bo dawniej żęło się sierpem a kosą to tylko trawę na siano koszono. Trudno zwolenników sierpa przekonać do kosy. Nawet polowy eksperyment, gdy jeden kosi kosą a reszta sierpem i teoretycznie łatwo porównać efekty, nie przynosi rozwiązania. Wzbudza tylko jeszcze większą agresję. Wbrew faktom, które można łatwo zobaczyć, zwolennicy sierpa nie tylko tkwią przy swoim lecz i z agresją napadają na kosiarza. Jeśli fakty przeczą ich przekonaniom - tym gorzej dla faktów.

Podobne sytuacje widać w edukacji. Nowatorzy spotykają się nie tylko z niechęcią lecz i często z agresją ze strony "konserwatystów". Nie tylko nie włączają się owi konserwatyści do zmian, nie tylko ciągle wypowiadają swoje mantry o "lepszości" metod podających, ale i aktywnie przeszkadzają wprowadzać zmiany. Sam nie zje a drugiemu nie da... chciałoby się napisać.

Bezwład instytucjonalny i społeczny jest duży. Czy sierpem można kosić zboże? Można. Lecz gdy uprawy sią dorodniejsze i bardziej gęste, znacznie lepiej sprawdza się kosa. Nie dlatego więc wykorzystuje się kosę bo sierp źle wymyślono lecz na skutek zmian w wydajności i sposobie uprawy, pojawiają się efektywniejsze metody. W wieku XXI koszenie ręczną kosą to też już przeżytek. I tylko zobaczyć je można w skansenach w formie historycznych rekonstrukcji. Postęp poszedł już daleko dalej. Nie tylko żniwiarki czy snopowiązałki lecz kombajny zbożowe pracują na współczesnych polach. Znacznie większa wydajność pracy i większe plony z hektara. Lepsze jest wrogie dobrego. O tradycji warto pamiętać, a nawet czasem ją wykorzystywać. Niemniej warto także myśleć o wydajności i dostosowaniu do warunków środowiska.

Co wymusza zmiany w edukacji? Dwa czynniki, po pierwsze postęp technologiczny, po drugie zmiany w krajobrazie społecznym. Szkoła wymyślona dla społeczeństwa przemysłowego jest mniej wydajna w społeczeństwie, którego rozwój oparty jest na wiedzy. Zmieniły się także warunki demograficzne i pojawiły się coraz liczniejsze ruchy migracyjne. Szkoła zaczyna funkcjonować w zupełnie innym krajobrazie kulturowym i cywilizacyjnym. Zmiany są niezbędne. Chyba, że zadowala nas regres...

W najbliższych latach możemy spodziewać się kilku kluczowych i głębokich zmian w edukacji. W zasadzie one już zachodzą. Wynikają z rozwoju technologii. Po pierwsze hiperspersonalizowana edukacja - dzięki zaawansowanym technologiom, takim jak generatywna sztuczna inteligencja, możliwe będzie dostosowanie programów nauczania do indywidualnych potrzeb i stylów uczenia się każdego ucznia. Prawie jak indywidualna guwernantka dla każdego a nie tylko dla bardzo zamożnych.  Po drugie stechnologizowany humanizm - integracja technologii z humanistycznym podejściem do nauczania, co pozwoli na rozwijanie zarówno umiejętności technicznych, jak i miękkich, takich jak krytyczne myślenie i empatia (4 K - kreatywność, kooperacja, komunikatywność i krytyczne myślenie). A czy w fabryce wczesnej epoki przemysłowej potrzebna była empatia i krytyczne myślenie? Po trzecie reaktywna adaptacja -  systemy edukacyjne będą musiały szybko reagować na zmieniające się potrzeby rynku pracy i społeczeństwa, wprowadzając nowe przedmioty i metody nauczania. Czy normalny, wieloletni cykl wymyślania programów nauczania, powolnego wdrażania nowych podstaw programowych, nowych podręczników nie jest czasem już zbyt wolny? Jak się w tym systemie odnajdą mikropoświadczenia i uczenie się małymi porcjami? I w końcu inkluzywna innowacyjność - zwiększenie dostępu do edukacji dla wszystkich grup społecznych, w tym osób z niepełnosprawnościami i mniejszości etnicznych (w tym migrantów), poprzez wykorzystanie technologii i innowacyjnych metod nauczania. To są oczywiście duże zmiany strukturalne. Mniejsze dotyczyć będą sposobu nauczania czyli tworzenia warunków do uczenia się, z inną rolą wykładów i metod podających oraz metod aktywizujących takich jak projekty i umiejętności praktyczne. Kiedyś dziecko uczyło się tego głównie w na podwórku i wielopokoleniowej rodzinie. Dzisiaj pokolenie singli i jedynaków znajdują się w innej sytuacji społecznej. Zmieniają się akcenty najpotrzebniejszych umiejętności i kompetencji do opanowania w zinstytucjonalizowanej szkole. A na dodatek wiedza jest w zasięgu ręki w każdym miejscu. Ręki z telefonem.

Zapewne jednym z powodów niechęci do zmian... jest konieczny wysiłek i strach przed porażką. Wychodzenie poza własną strefę komfortu.  Wysiłek - bo trzeba uczyć się nowych metod i rezygnować ze starych przyzwyczajeń. Potrzebny więc dodatkowy czas i wysiłek. Do tego potrzebna silna motywacja. Ponadto jest jeszcze strach przed porażką, że się nie uda. Trudne jest zwłaszcza uczenie się nowych technologii. Czy potrafię się nauczyć nowego i jak szybko? Wiem to po sobie ile czasu zajmuje mi uczenie się nowych nawyków, nowych scenariuszy zajęć (nawet jeśli to tylko niewielka modyfikacja). Od wielu miesięcy (a w zasadzie już kilku lat) uczę się nowych technologii by poradzić sobie z webinariami i kształceniem na odległość, np. w formie wykładów hybrydowych. Doświadczam to na sobie ile wysiłku i stresu przyprawia uczenie się nowych programów czy wykorzystywania technologii AI. Czy podołam? Przecież inni uczą się szybciej. I często mają więcej czasu na naukę. A jak ja poradzę sobie przy ograniczonych zasobach czasowych, intelektualnych, sprzętowych, organizacyjnych? Widzę ile musze się nauczyć i widzę, że nie zdążę, że nie dam rady. Ten pociąg zbyt szybko odjeżdża... Stąd może rodzić się frustracja i niechęć. Chyba, że zaakceptujemy swoją niedoskonałość i własne błędy. Chyba, że przestaniemy ścigać się z innymi. Sam doświadczam trudności i dyskomfortu, wynikających z konieczności zmian dydaktyki w małej i dużej skali. Ale czy upieranie się przy sierpie i niszczenie maszyn tkackich cokolwiek poprawi? Czy uratuje przed porażką i dyskomfortem? Nie!

Opór wobec zmian w edukacji jest zjawiskiem zastanym i złożonym, wynikającym z głęboko zakorzenionych tradycji oraz instytucjonalnego bezwładu. Jednak w obliczu dynamicznie zmieniającego się świata, w czasach trzeciej rewolucji technologicznej, postępu technologicznego i społecznego, konieczne jest otwarcie się na innowacje i adaptacje do nowych realiów. Tylko w ten sposób możemy zapewnić, że system edukacji będzie skutecznie przygotowywał kolejne pokolenia do wyzwań przyszłości. I tylko czy z otwarciem na zmiany oraz gotowością do ciągłego uczenia się poradzi sobie przeciętny nauczyciel w swojej codziennej pracy? Musi zaprojektować nowe warunki także dla siebie. Bo zmienia się rzeczywistość nie tylko uczniów, ale i nauczycieli, tu i teraz. 

Ważne pytania, które się rodzą to: 
1. W jaki sposób można zwiększyć motywację nauczycieli do wprowadzania innowacji? 
2. Jakie są najważniejsze kompetencje, które powinien posiadać nauczyciel XXI wieku? 
3. Jakie są nasze, społeczne oczekiwania wobec przyszłości edukacji? 
4. Jaka jest rola rodziców w procesie zmian w edukacji? 
Nie potrafię jeszcze odpowiedzieć na te pytania. Ale będę szukał na nie odpowiedzi. Także dla siebie, by się odnaleźć w trudnej i ciągle zmieniającej się rzeczywistości. 

29.10.2024

Zostawcie liście w parku



Ciężko się przebić nawet z krótkimi informacjami eksperckimi w TV. Nawet do bardzo krótkich wypowiedzi w mediach starannie się przygotowuję. Szukam słów, które będą kwintesencją eksperckiego przekazu. By było krótko i na temat. Nawet jak się powie, to wytną, bo uznają że inne słowa są ważniejsze. Na nic moje przygotowania. Nie pozostaje nic innego jak samemu napisać, na przykład na blogu.

Dlaczego warto pozostawić liście w parku? Po pierwsze to pokarm dla wielu bezkręgowców, dla dżdżownic, dla owadów, dla ślimaków, także dla bakterii i grzybów. A bezkręgowce są pokarmem dla ptaków i małych ssaków. Więc to dopiero początek łańcucha troficznego. Zatem zostawmy im to jedzenie.

Że niby ładnie jak posprzątane i pozamiatane? A jakby ktoś wyczyścił twoją lodówkę ze wszystkich zapasów, co to? Powiedziałby, że teraz jest czysto, posprzątane, równiutko. Ale nie byłoby nic do jedzenia. I jak ci się taka perspektywa podoba?

Po drugie liście są schronieniem dla wielu małych zwierząt w czasie zimy, np. dla motyla cytrynka latolistka czy dla jeży. Nie niszczmy więc siedlisk ważnych dla bioróżnorodności.

Po trzecie to sekwestracja (magazynowanie) węgla. Niech będzie on od w glebie a nie w atmosferze w postaci dwutlenku węgla. Taki nasz mały wkład w przeciwdziałanie globalnego ociepleniu.

I w końcu (po czwarte) więcej próchnicy w glebie to większa retencja wody, a więc przeciwdziałanie niektórym złym skutkom globalnego ocieplenia. Więcej próchnicy to więcej zmagazynowanej wody na okres suszy i w czasie intensywnych opadów deszczu. Niech woda zostanie w glebie i powoli przesiąka głębiej, odnawiając podziemne zasoby wody.

A na koniec argument estetyczny - z jesiennymi liśćmi parki są piękniejsze. To landart. Szpecą tylko śmieci a nie liście.

Dwa listki jesienne we francuskim arboretum. Landartowo ułożone na ławce. wyglądają jakby spadły w nieładzie. lecz one zostały celowo ułożone. By czynić piękno.




A liście na chodniku? Można zgrabić, bo i tak nie będzie z tego próchnicy a nasiąknięte woda liście mogą być przyczyna upadku człowieka. Zgrabić i na kompostownik, niech tak tworzy sie próchnica. By zasilić na przykład glebę wokół ulicznych drzew. 

27.10.2024

Zeszyt szkolny jako notatnik procesu czy czystopis z efektem końcowym?

Stolik w muzeum sztyki, do aktywności dzieci. By mogły w ekspresji rysunkowej przetworzyć, to co widziały i jak to odebrały. 


Po latach wracam do zeszytu szkolnego. Ale już z innym bagażem przemyśleń i doświadczeń Może w innej formie lecz teraz zastanawiam się nad sensem i przydatnością zeszytu szkolnego, takiego przedmiotowego. Do czego powinien być? I jak nauczyć się notowania? Bo przecież zeszyt jest w jakimś stopniu dodatkowym, rozszerzonym mózgiem, w pełni analogowym i niezależnym od elektryczności. Zawsze działa. 

W czasach szkolnych były zeszyty szkolne, takie ładne, zadbane, oficjalne, estetycznie obłożone. Czystopisy. Były także prywatne brudnopisy. Te nie były sprawdzane przez nauczyciela; to tu były wersje robocze prac domowych, wypracowań itp. Ze skreśleniami, z widocznym procesem myślowym, z poprawkami. Czystopis był oficjalny i na pokaz (i na ocenę!), brudnopis był nieuporządkowany, w nieładzie, bez wpisywanych dat i tematów lekcji. Nikt nie wystawiał oceny cyfrowej.

Najwcześniej w takich brudnopisach po prostu rysowałem. Czyli to, co lubiłem najbardziej. Rysunki, komiksy, pokazywane co najwyżej najbardziej zaufanym kolegom. Były też jakieś nieporządkowane notatki. Potem pojawiały się wiersze, jakieś zapiski i coś, co można nazwać typowymi notatkami przyrodniczymi. Najczęściej na brudnopis przeznaczałem stary zeszyt szkolny lub specjalnie kupowałem gruby brulion. Towarzyszył długo. Gruby, taki 60 czy 80 kartkowy dawał większe perspektywy, że na długo wystarczy. Jakaś mała stabilizacja z zebraną cała chłopięcą twórczością.

I rzecz zaskakująca. Zeszyty szkolne były wyrzucane, prędzej czy później, lecz wyrzucane. Mimo że były takie oficjalne, zadbane, na pokaz. A zachowały się właśnie te brudnopisy (nie wszystkie, ale część). Bo miały wartość sentymentalną i było w nich coś oryginalnego, niejednorodnego. I roboczy brudnopis okazywał sie trwalszy aniżeli zadbany czystopis czyli zeszyt szkolny, przedmiotowy. Czasem z dużą liczba niezapisanych kartek. Bo gdy skończył się rok szkolny to kończył się okres zapisywania. Mimo ,że w kolejnej klasie dalej była biologia, matematyka czy geografia.

Zeszyt przedmiotowy to w jakimś stopniu uporządkowane tematycznie notatki. Uporządkowane przedmiotami, z podkreślonymi tematami lekcji. Teoretycznie łatwo było w nich odszukiwać potrzebne informacje. Na pewno przydatne w czasach szkolnych przed powtórzeniowymi klasówkami. Ale te zeszyty były traktowane jako coś szkolnego, sztucznego. Może wiązały się z nimi jakieś złe szkolne wspomnienia? Po latach na nowo odkrywam ich użyteczny sens. Dlaczego więc w szkole nikt nie mówił mi, że to przydatna forma notatek? A może były za bardzo uładzone, na pokaz, dlatego były obce i odstające od duchowej skóry? Czy mogłyby być inne? Czy nie mogłyby wyglądać jak brudnopisy? Może wtedy byłyby trwałe?

Na studiach, po przeczytaniu dobrych poradników dotyczących uczenia się i zapamiętywania, przeszedłem na notowanie na luźnych kartkach, które potem spinałem lub zbierałem w szarych kopertach. Luźne notatki, ale porządkowane w tematycznych kopertach. Łatwo je można było odszukać.

Przeszedłem na mobilny sposób notowania, zbierania notatek w kopertach lub segregatorach. Nie ważne, kiedy notowane, ważne, że wszystko co potrzebne jest w jednym miejscu. Sporo mi z tego zostało. Nawet w sposobie prowadzenia notatek w plikach komputerowych.

Od kilku lat wracam jednak do linearnego notowania w zeszytach. Takich notatnikach badawczych. Ma to wady, bo jednotematyczne myśli poprzedzielane są różnymi innymi wątkami. Stosuję więc sposób hybrydowy, część w notatnikach, część na luźnych kartkach. Lecz luźne kartki, po wykorzystaniu, po prostu wyrzucam. A zeszyty pozostają.

Powrót do pisania w notesach zaczął się chyba dzięki notesom z konferencji. Zacząłem od pisania w czasie konferencji, notowania wykładów i własnych pomysłów. Myślenie z kartką w ręku. A potem kontynuowałem, by zapisać do końca, a niejednorazowe zapiski (pomysły) wyrwać i w formie luźnych kartek włożyć do teczki z notatkami. Całą resztę wykorzystaną i zapisaną wyrzucałem na makulaturę. Przemijająca jednorazowość zapisanych myśli.

Teraz mniej tworzę tematycznych lub zbiorczych teczek z notatkami. Czasem jeszcze zakładam tematyczne zeszyty (np. z pomysłami na radiowe podcasty, m.in. by się nie powtarzać tematycznie). Wszystko było w jednym miejscu. Niemniej ciągle korzystam z pojedynczych kartek do notowania i szkicowania (czasem zapisanych z jednej strony, a więc reuzingowe i recyklingowe wydłużanie czasu użytkowania papieru). Czasem przepisuję do notesu co ważniejsze myśli czy notatki, a czasem od razu do komputera. Hybrydowa forma notowania z lekkim powrotem do notatników. Może czasem będę je przeglądał? I ołówkiem przekreślał treści już wykorzystane, np. na blogu, by się nie powtarzać.

Po latach refleksji nad sensem i przydatnością zeszytów szkolnych, dochodzę do wniosku, że zeszyty powinny być traktowane jako narzędzia do zapisu procesu myślowego i twórczego, a nie tylko jako oficjalne dokumenty z końcowym efektem pracy. Zeszyty szkolne, które kiedyś wydawały się sztuczne i odległe od rzeczywistego procesu uczenia się, teraz jawią mi się jako cenne narzędzia do notowania, rysowania i eksperymentowania z myślami. Trzeba tylko taki sens pokazać uczniom. Niech to będzie ich dziennik naukowca i odkrywcy świata. Z kluczeniem, błędami i zawiłą drogą do efektu końcowego czyli jego własnej wiedzy.

Może w szkole powinniśmy zeszyty traktować jako brudnopisy z zapisem procesu, a nie czystopisy z końcowym efektem pracy? Takie podejście mogłoby zachęcić uczniów do bardziej swobodnego i kreatywnego myślenia, a także do lepszego zrozumienia i zapamiętywania materiału poprzez aktywne uczestnictwo w procesie nauki. Zeszyty jako brudnopisy mogłyby stać się kluczem do głębszego zrozumienia i większej satysfakcji z nauki. W czasach Gen AI chyba mądrzej skupić się na procesie niż na efekcie końcowym. Bo ten ostatni jest nieweryfikowalny i skąd pewność czy zostanie samodzielnie wykonany, czy może tak jak kiedyś „przepisany od kolegi” lub napisany przez kogoś innego, np. uczynnego asystenta AI w telefonie.





Jak powstał ten tekst? Przy pisaniu porannej kawy. Znalazłem notatkę w zeszycie, zapisaną w czerwcu.  br. Dzisiaj przeglądając zauważyłem, przeczytałem. Dodałem trochę wstępu i przepisałem do Worda. Jak to u mnie bywa, było dużo błędów literowych (aż czerwono od podkreśleń). Do tej pory poprawiałem ręcznie i przy okazji doprasowywałem tekst. Ale dzisiaj spróbowałem inaczej, brudnopisowy tekst umieścił w Gen AI (Bielik.ai) z poleceniem poprawy tekstu (błędy literowe). Po kilku sekundach miałem efekt. Jeszcze tylko sprawdziłem czy aby za dużo nie pozmieniał i czy dobrze odczytał moje błędnie zapisane słowa. Tylko w jednym miejscu zmienił sens zdania. Czyli efekt bardzo dobry i ułatwia pracę. Przeczytałem ponownie i dodałem kilka dygresji, uzupełniłem o zakończenie. I umieściłem na blogu. Dlaczego? Bo to jest mój internetowy dziennik refleksji - refleksyjny dziennik rozwoju. Ostatnio wdrażam sie w odkrywanie narzędzi sztucznej inteligencji. Sprawdzam czy i jak może to byc pomocny asystent. I w czym pomoże a w czym przeszkodzi. 

26.10.2024

Podróż ludzkości. O pochodzeniu bogactwa i nierówności (książka)

 

Przeczytałem kilka miesięcy temu a dopiero teraz chcę o tej książce opowiedzieć. Wcześniej jakoś nie było czasu i sposobności. Należy do przekrojowych esejów o ewolucji człowieka i społeczeństw. Próbuje opowiedzieć wszystko co najważniejsze i wyjaśnić skąd sie wzięły nierówności w społeczeństwach. Jest to opowieść z prognozami na przyszłość. Pozycja warta przeczytania. I oczywiście zastanowienia. Odeg Galor, Podróż ludzkości. O pochodzeniu bogactwa i nierówności. Przełożył Tomasz Bieroń. zysk i S-ka, Poznań 2022, 350 str.

Książka opowiada o dwóch wielkich przełomach w historii ludzkości: o powstaniu rolnictwa i epoce przemysłowej. Na tym tle omawia współczesna rewolucję technologiczną i poszukuje analogii. Próbuje wskazać co dzisiaj będzie decydowało o nierównościach społecznych i bogactwach całych społeczeństw. O przyszłości decydujemy już dzisiaj. 

Opowieść zaczyna się od biologii Homo sapiens, od naszego dążenia do przeżycia i reprodukcji. Jest to cecha ogólnobiologiczna. W ciągu ostatnich kilku stuleci nasz tryl życia przeszedł zasadnicza przemianę. Odnosi się to także do edukacji i formalnego wykształcenia. Może łatwiej będzie zaplanować zmiany w edukacji, jeśli weźmie się za tło zachodzące procesy społeczne i gospodarcze oraz cywilizacyjne?

Jeszcze nie tak dawno o zmierzchu świat społeczny zamierał. Było ciemno, bez elektryczności.  Zaskakujący skok jakości życia ostatnich stuleci to efekt gwałtownej transformacji. Dlaczego w jednych społeczeństwach dokonał się szybciej a dlaczego w innych później? I dlaczego zdecydował o dużym rozwarstwieniu w poziomach życia? Pierwsza duża rewolucja nastąpiła wraz z nastaniem rolnictwa. Od tego czasu średnia długość życia ludzkiego zwiększyła się ponad dwukrotnie a dochody średnie na głowę mieszkańca wzrosły czternastokrotnie w skali całej planety a dwudziestokrotnie w społeczeństwach rozwiniętych. To niewyobrażalna transformacja.

Aż do epoki przemysłowej postęp technologiczny miał marginalny wpływ na długookresowy dobrobyt poszczególnych społeczeństw, w których powiększała się liczba ludzi. Rosła liczebności gęstość zaludnienia ale warunki życia pozostawały na poziomie przetrwania. Za wyjątkiem nielicznych elit. Podczas rewolucji technologicznej postęp technologii przekroczył poziom krytyczny. Wskaźniki płodności zaczęły spadać, w rezultacie wzrost demograficzny przestał niwelować wzrost poziomu życia i nastał długotrwały dobrobyt. Utrzymuje się on do dzisiaj. Kosztem eksploatacji zasobów Ziemi. Proces wzrostu powoduje degradację środowiska i zmiany klimatyczne. Czy w związku z tym grozi nam katastrofa i załamanie? Autor przedstawia tezę, że osiągnięty punkt krytyczny, który spowodował spadek płodności oraz przyspieszone długotrwałe tworzenie kapitału ludzkiego i innowacji technologicznych, pozwoli złagodzić te szkodliwe skutki i w opinii autora umożliwi nasze długotrwałe i wygodne życie na Ziemi. Już bez wyczerpywania jej zasobów.

Co zadecydowało o sukcesie Homo sapiens? Pojawienie się kilku cech kulturotwórczych, korzystnych dla rozwoju. A są nimi współpraca, zaufanie, równość i i nastawienie na przyszłość. Epidemie miały przez długi czas negatywny skutek na wydajność rolnictwa i pracy, na inwestycje w edukację. Z kolei bioróżnorodność miała korzystny wpływ na rozwój społeczeństw rolniczych.

Aby wyjaśnić pierwotne przyczyny nierówności w bogactwie narodów i możliwości jej złagodzenia autor przedstawił interdyscyplinarną opowieść ewolucji społeczeństw, od samego początku Homo sapiens, przez kulturę łowców-zbieraczy, rolnictwo aż do epoki przemysłowej i współczesnych przemian technologicznych. Klucz do rozkwitu społeczeństw we współczesności autor widzi w edukacji, tolerancji i równości płci.

Początek tej cywilizacyjnej wędrówki zaczyna się analizą wielkości mózgu człowieka i przedstawieniem kilku hipotez: hipoteza ekologiczna, hipoteza społeczna, hipoteza kulturowa. W tej ostatniej podkreślane jest doświadczanie innych i umiejętność uczenia się. Wzrost demograficzny oraz zmiany klimatyczne skłoniły ludzkość do przejścia na rolniczy (osiadły) tryb życia. Społeczeństwa rolnicze korzystały ze znacznej przewagi technologicznej w porównani społeczeństw zbieracko-łowieckich i koczowniczych. W kilku podrozdziałach autor omawia zmiany demograficzne, spadki liczebności, wywołane chorobami oraz ich wpływ na poziom płac. W kolejnych rozdziałach przedstawiana jest rewolucja przemysłowa, wraz z jej tłem demograficznym oraz przyczynami tempa innowacji technologicznych. Duża liczebność społeczeństw sprzyja specjalizacji i tworzeniu wiedzy fachowej a także przyspieszeniu wymiany idei i wymiany handlowej. Przykładem związku między wielkością populacji a poziomem innowacyjności jest prasa i rewolucja drukarska. Jako biolog w wielu miejscach dostrzegam ekologiczne strategii r i K, choć autor ich nie nazwał.

Szczegółowo opisana jest rewolucja przemysłowa, z próbą wyjaśnienia dlaczego zaczęła się w tych a nie innych miejscach geograficznych. Za jedną z ważniejszych cech epoki przemysłowej autor uważa fakt, że oświata stanęła w samym centrum rozwoju ekonomicznego i że stała się dostępna dla szerokich mas społecznych. Sporo miejsca poświęca omówieniu powszechnego szkolnictwa publicznego. Jest to lektura pouczająca nie tylko dla ekonomistów. Kapitał ludzki stał się najważniejszym czynnikiem wzrostu produktywności przemysłu. Industrializacja doprowadziła zatem do rewolucji edukacyjnej. Wrogie nastawienie do szkolnictwa publicznego obserwowano w społeczeństwach z resztkami feudalizmu i opartych na dużych własnościach ziemskich. Przykładem było polskie ziemie pod zaborem rosyjskich. I Rosja jako taka. W książce jest więcej przykładów z róznych części świata.

Dużo miejsca zajmują analizy dzietności i długości życia oraz ich związek z zamożnością społeczeństw. Zmiana demograficzna: z rodzin wielodzietnych na rodziny z małą liczba dzieci,  traktowana jest jako ważna zmiana dla całych społeczeństw. I powiązana z technologią oraz jakością życia. Autor nazywa to przejściem demograficznym. Na tym tle w kolejnych rozdziałach autor szczegółowo analizuje i omawia początki oraz źródła nierówności społecznych. Dużo miejsca poświęca instytucjom oraz czynnikowi kulturowemu. Porównuje społeczeństwa i instytucje inkluzyjne oraz społeczeństwa demokratyczne i autorytarne. Dobrze napisana opowieść więc lekko się czyta.

Na zakończenie tej fascynującej analizy, autor szczegółowo bada źródła nierówności społecznych, poświęcając dużo uwagi instytucjom oraz czynnikowi kulturowemu. Porównuje społeczeństwa inkluzyjne i demokratyczne z autorytarnymi, wskazując na dziedzictwo rewolucji rolniczej i przemysłowej oraz ich wpływ na współczesny świat. Na koniec autor powraca do tematu edukacji i zastanawia się nad przyszłością. Podkreśla, jak kluczową rolę odgrywa edukacja w kształtowaniu społeczeństw i jak ważne jest zrozumienie tego, co napędza nasz postęp i jakie stoją przed nami wyzwania.

Ta książka jest nie tylko pouczająca, ale także wciągająca. Mnie wciągnęła i czasami do nie wracam, do notatek poczynionych na marginesie i do podkreśleń z ciekawszymi fragmentami. Autor potrafi przedstawić złożone zagadnienia w przystępny i angażujący sposób, co sprawia, że lektura jest przyjemna i łatwa do przyswojenia. Zachęcam do przeczytania tej fascynującej pozycji, która nie tylko poszerza wiedzę, ale także zainspiruje do refleksji nad naszą przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.

"Podróż ludzkości. O pochodzeniu bogactwa i nierówności." to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, jak ewolucja społeczna i technologiczna wpłynęła na nasze życie i jak możemy kształtować naszą przyszłość. Niezależnie od tego, czy jesteś ekonomistą, socjologiem, historykiem czy po prostu zainteresowanym czytelnikiem, ta książka dostarczy wielu cennych informacji i spostrzeżeń. Porządkuje wiele faktów z róznych dyscyplin. Jako biolog dorzuciłbym kilka swoich.