2.01.2024

Jak to z tymi gzami jest: gryzą czy nie gryzą?

Fragment z książki "Trzy żywioły" Simony Kossak.
 

Jeśli jest coś dla Ciebie ważne to sprawdź w kilku źródłach. Nawet jeśli przeczytałaś (eś) w książce, której autorem jest ktoś z autorytetem naukowych. Mniejsze lub większe błędy mogą wynikać z różnych przyczyn, w tym z językowych. O jednym takim ciekawym przypadku jest niniejsza opowieść.

Popularne mylenie gzów (Osteridae) z bąkami (Tabanidae) wkrada się czasem do książek popularnonaukowych, pisanych przez naukowców. Zamieszczona w książce ilustracja dobra, dotyczy gza (fotografia wyżej). Ale opis w tekście już błędny. To nie gzy gryzą lecz Tabanidae czyli bąki, ślepaki, muchy końskie. Dorosłe gzy nawet nie pobierają pokarmu, nie mogą więc ugryźć. Nie mają żądeł więc i nie użądlą jak osy. Ich larwy pasożytują na bydle, czasem na człowieku. Te już gryzą, bo się naszymi tkankami odżywiają. To już oczywiście dłuższa historia, którą zawarłem niżej. Ale najpierw ogólniejsze wprowadzenie. Bo celem mojej opowieści nie jest tylko prostowanie dostrzeżonego błędu (w sumie kilku błędów, dotyczących owadów).

Życie biologiczne polega na błędach i naprawianiu błędów. Błędy w przekazie informacji genetycznej są podstawą ewolucji. Ale zbyt liczne mogą szybko doprowadzić do śmierci osobnika i całej populacji. Sporadyczne mutacje i błędy w powielaniu DNA są wykrywane i naprawianie przez specjalne procesy. Mimo rygorów jednak błędy w formie mutacji jednak się pojawiają. Zmienność jest potrzebna ale nie za duża. Stałość (bezbłędność) też jest potrzebna – ale nie za duża i niezbyt rygorystyczna. Czyli życie trwa dzięki swoistemu umiarowi w błądzeniu i naprawianiu błędów. 

Język ludzki podobny jest do dziedziczonego materiału genetycznego. Mowa podobna jest do RNA a pismo do stabilniejszego DNA. W mowie potocznej szybciej dochodzi do zmian i trudniej jest je naprawiać. W piśmie łatwiej wychwytywać błędy i łatwiej kontrolować zarówno ortografię jak i pola semantyczne słów. Przez powyższe porównanie szukam podobieństw w ewolucji biologicznej i ewolucji kulturowej. 

Jak to się stało, że w tekście profesor biologii wkradło się kilka błędów, związanych z owadami, w tym z tytułowymi gzami? Dostrzegam dwie przyczyny, dwa procesy: 1. popularny (ludowy) przekaz ustny i 2. przygotowanie gawęd radiowych w formie drukowanej, już po śmierci autorki (a więc bez możliwości autokorekty). Redaktor nie sprawdził starannie, wyszukał ilustrację i jeszcze pogłębił nieporozumienie z gzami. Profesor Kossak we wszystkich opowieściach odwołuje się do swoich doświadczeń, przeżyć i spotkań z przyrodą. Nadaje to jej opowieściom dużego uroku i sporej oryginalności. W odniesieniu do owadów nie zawsze jednak poprawnie zidentyfikowała organizmy i dochodzi do drobnych przekłamań czy pomyłek. Mieszane są różne obiekty i powstaje swoista hybrydowa postać, której próżno szukać w przyrodzie i realnym świecie. Znajdujecie podobne przypadki w literaturze i kulturze? Ja owszem, i to wiele. 

Słowa mają swoje desygnaty i swoje pole semantyczne. W procesie kulturowym, gdy następuje zmiana pola semantycznego, gdy znikają zjawiska to osierocone słowa zdobywają nowe znaczenie, zdobywają nowe pola semantyczne i desygnaty. Np. gzy i gzić się. Kiedyś spotykaliśmy się z pasożytami częściej. Zapewne dobrze je rozpoznawaliśmy, bo nie tylko słyszeliśmy po wielokroć słowa lecz i widzieliśmy ich desygnaty. Stąd poprawne stosowane. A jeśli rzadziej to i migracja znaczeń następuje znacznie łatwiej. Dla naszego przetrwania ważna była poprawna identyfikacja zagrożeń. Giez, ślepak, bąk – różne owady, różna ich szkodliwość, różne zwyczaje to i różne sposoby unikania lub ochrony przed nimi.

Książkę „Trzy żywioły” Profesor Simony Kossak przeczytałem z dużą przyjemnością. Zobaczyłem świat ptaków i ssaków w innym, ciekawszym i niebanalnym świetle. Zdziwienie spotkało mnie przy rozdziale „Owady gryzące”. Błąd z gzami wychwyciłem od razu. Ale zacząłem zastanawiać się skąd te błędy mogły się wziąć i jak rozwijać. Przy okazji znalazłem kilka innych pomyłek i niejasności. Owadów kąsających, gryzących i dokuczających, zwłaszcza w bagiennym lesie, spotkamy wiele. Różnie je nazywamy. Czasem jednak mylą się nam ich nazwy. Powstaje małe zamieszanie. Wato je sprostować. Co niniejszym czynię.

We wspomnianym rozdziale spotkałem kilka błędów w nazwach owadów krwiopijnych jak i opisie ich zwyczajów. Wymieszane zostały różne gatunki. Nastąpiła swoista hybrydyzacja (a z taką spotykamy się i w świecie biologicznym). Zlepek różnych opowieści i przez złe nazwy powstaje nieprawdziwy obraz. Nieprecyzyjny z zatartymi polami semantycznymi.

Simona Kossak w opowieści pt. „Owady gryzące” napisała „jak rąbnie giez, to koszmarnie boli”. Język potoczny, właściwy dla gawędy radiowej o owadach gryzących, które spotkać możemy w czasie leśnej wycieczki w Puszczy Białowieskiej. Dostrzegłem niezgodność opisu z użytą nazwą. Są oczywiście gzy i są krwiopijne owady, które pasują do opisu w książce. Ale to dwie różne grupy zwierząt o zupełnie odmiennej biologii i różnych cyklach życiowych. W tej opowieści zlały się w jedno, niczym jakaś hybryda (chimera). W opisie Autorka używa określenia „giez” lecz najwyraźniej pisze o krwiopijnych bąkach z rodziny bąkowatych (ślepaków, Tabanidae). I gzy i bąki czy ślepaki (inna nazwa to muchy końskie) należą do muchówek (Diptera), owadów dwuskrzydłych. Są więc morfologicznie do siebie podobne. W tekście chyba chodzi o bąka ale nie o bąka bydlęcego – bo ten jest duży i ma ponad 2 cm długości. Nie sposób go pomylić z innymi przedstawicielami tej rodziny. Ewentualnie, sądząc po „połyskliwych zielonych oczach”, pani Profesor miała na myśli ślepaka (rodzaj Chrysops). Zgadzałoby się nawet siedlisko Puszczy Białowieskiej. Larwy są hydrofile i odbywają cały rozwój w wodzie, występują we wszystkich typach wód. „Jak rąbnie, to ból jest straszliwy”. Zgadza się. Samice ślepaków, tak jak i wszystkie Tabanidae, rozcinają skórę i zlizują wypływająca krew. Ugryzienie jest bolesne, sam tego wielokrotnie doświadczyłem, w Puszczy Białowieskiej także. Bąkowate są na terenach podmokłych bardziej dokuczliwe od komarów. Bo ich ugryzienia są bardziej bolesne. 

Kolejna opowieść w rozdziale „Owady gryzące” jest o ślepaku, ale opis bardziej pasuje do jusznicy deszczowej. Ta sama rodzina lecz różne gatunki i łatwe do rozróżnienia. Oczywiście o ile się wie na co patrzeć. Ani ślepak ani jusznica deszczowa nie są hałaśliwe w locie. Łatwiej je zobaczyć niż usłyszeć. Jedynie bąk bydlęcy jest z daleka słyszany. Niczym trzmiel (dawniej brzmiel). Może dlatego czasami na trzmiele mówimy bąki? Bo kluczowe jest głośne bączenie w locie. To co buczy to bąk. I nie ważne czy owad czy ptak. 

Z opisu w mikroopowieści „jak rąbnie giez to koszmarnie boli” można wnioskować, że ewidentnie chodzi o inne owady niż gzy. Skąd więc pomyłkowe użycie nazwy? Autorka we wszystkich swoich opowieściach odwołuje się do swoich obserwacji i doświadczeń. Nie była entomologiem, słabiej znała owady. Zapewne na poziomie bardzo popularnym i w wykorzystaniem ludowego, pospolitego nazewnictwa. Słowo bąk w odniesieniu do owadów bywa czasami mylnie używane w odniesieniu do trzmiela. Współczesny człowiek rzadziej spotyka się z dużą różnorodnością owadzią i dlatego dawne nazwy się zacierają. Zacierają się ich pola semantyczne, bo rzadziej spotykamy się z ich desygnatami,

W książce obok tekstu jest ilustracją z gzem i nazwą łacińską, co dodatkowo pogłębia zamieszanie. Przypuszczam, że opowieści powstały jako gawędy radiowe (wskazuje na to drugi wydawca -  Radio Białystok). I dopiero po śmierci Autorki wydano wspomnianą książkę. Redaktor ozdobił książkę ilustracjami. W tym przypadku zasugerował się nazwą użytą w tytule podrozdziału i bardzo poprawnie odnalazł ilustrację gza. Tego prawdziwego gza. Ale nie sprawdził czy pasuje do opisu. Gdyby redakcja komentowanej książki była staranniejsza (wymagałoby to więcej czasu i pieniędzy) to może takie błędy udałoby się wyeliminować. Lub można było przynajmniej wyjaśnić w komentarzu, że chodzi o innego owada, że w tym przypadku "giez" oznacza coś innego. Ale skupiono się na opowieściach przyrodniczych i autorytecie naukowych Autorki. Zoolog to zoolog. Problem tylko taki, że dorosłe gzy… nie kąsają. Gzy są pasożytami, czasem ich aktywność dotyczy człowieka. Czyli coś się zgadza ale nie całkiem. Wymieszała się wiedza o groźnych gzach z groźnymi, krwiopijnymi ślepakami, bąkami.

Jest wiele grup owadów krwiopijnych i pasożytujących, podgryzających nas na wiele sposobów: pchły, wszy, oraz wiele rodzin z rzędu dwuskrzydłych czyli muchówek (w uproszczeniu zwanych muchami): komary, kuczmany, meszki, ślepaki, różne inne muchówki (np. bolimuszka). Larwy niektórych gatunków prowadzą pasożytniczy tryb życia i rozwijają się w ciele zwierząt, w tym i człowieka. Dorosłe nie wszystkich są krwiopijne. Choroby, wynikające z obecności tych larw w ciele nazywane są muszycami, (myiasis), inaczej larwa wędrująca – i to jest właśnie zaznaczone na grafice w książce.

Muszyca lub larwa wędrująca – choroba zwierząt i ludzi, powodowana przez pasożytnicze larwy muchówek, żywiących się martwą lub żywą tkanką gospodarza. Widziałem wiele ilustracji ale w naturze się nie spotkałem. Nasi przodkowie mieli częstszy kontakt z różnymi pasożytami. Rozróżnianie ich miało większe znaczenie praktyczne. Bo wraz z nazwami wiązało się to ze znajomością cyklu życiowego a więc i różnymi sposobami unikania czy radzenia sobie z nimi. Nawet jeśli w to wplątywana była mitologia i praktyki magiczne. Nawet jeśli wiedza naszych przodków była błędna (w porównaniu do obecnej wiedzy naukowej). 

Wróćmy jedna go gzów. Gzowate, gzy (Oestridae) to rodzina owadów z rzędu muchówek. Na świecie znanych obecnie jest około 1500 gatunków. W Polsce jest zaledwie chyba kilka lub kilkanaście (musiałbym sprawdzić w odpowiednich źródłach). Pasożytują na dużych zwierzętach jak i na małych gryzoniach. Pasożytniczy tryb życia na zwierzętach gzy prowadzą w stadium larwalnym. Pasożytują w drogach oddechowych, skórze lub zatokach ssaków. Powodują ciężkie schorzenia mogące prowadzić nawet do śmierci zwierzęcia, a w przypadku człowieka do kalectwa. Wyróżniane są cztery podrodziny: Cuterebrinae, Gasterophilinae – gzikowate, Hypodermatinae – podskórowate (wcześniej traktowane były jako odrębna rodzina Hypodermatidae) oraz Oestrinae. Zatem nawet giez gzowi nie jest równy. 

Giez bydlęcy duży (Hypoderma bovis) bo ten jest przedstawiony na ilustracji w książce, zarówno w stadium larwalnym jak i imaginalnym, zwany także gzem bydlęcym lub bydleniem (mianownik: bydleń) jest gatunkiem pospolitym, rzadko atakuje ludzi. Należy do podrodziny Hypodermatinae. Larwy są obligatoryjnymi pasożytami bydła, wywołują chorobę zwaną gzawicą (jedna z odmian muszyc). Samica składa jaja na skórze zwierząt. Larwy mogą atakować człowieka umiejscawiając się w oku lub innych narządach. Narażeni są pasterze, rolnicy, hodowcy zwierząt. Oprócz gza bydlęcego człowieka atakować mogą inni przedstawiciele gzowatych: giez owczy (Oestrus ovis), Rhinooestrus purpureus i inne Gastrophilidae.

Dorosłe owady gza bydlęcego są aktywne głównie od czerwca do września, w czasie upalnej i bezwietrznej pogody. W upalne dni, zwłaszcza przed burzą, aktywne są także krwiopijne ślepaki (Tabanidae). Samice gza bydlęcego składają jaja na sierści bydła, zazwyczaj u nasady przednich nóg. Z jaj wylęgają się larwy, które za pomocą wydzieliny o właściwościach histolitycznych (rozpuszczających tkanki), dostają się pod skórę zwierzęcia. Rozpoczynają bardzo złożoną wędrówkę po ciele, drążąc korytarzyki. Docierają do kanału kręgowego i przebywają tam przez cztery miesiące. Potem znowu przemieszczają się pod skórę w okolicy grzbietu (część krzyżowo-lędźwiowa). Tu przebywają około 11 tygodni. Powstaje guz z otworem, z którego wystają elementy oddechowe larwy. Dla hodowców oznacza to zniszczenie skóry (bo są otwory) i zniszczenie mięsa, bo są korytarzyki powygryzane przez larwy, nie mówiąc o osłabieniu zwierząt i mniejszej produkcji. Gdy larwa dojrzeje, to wypada prosto do gleby. Dzieje się to zazwyczaj wtedy, gdy bydło wiosną bydło wychodzi na pastwisko. W glebie następuje przepoczwarczenie. Zmiany sposobu hodowli bydła i dłuższe przebywanie w oborach zakłóca cykle życiowe pasożytów i mogą być one przez to mniej powszechne. Do tego dochodzi lepsza opieka weterynaryjna. Rezerwuarem mogą pozostawać zwierzęta dziko żyjące lub te, pozostające długo na wybiegu.

Składanie jaj przez samice gzów wywołuje u bydła instynktowny strach i paniczną ucieczkę całego stada. Ta reakcja bydła doczekała się swojej nazwy – gzić się. Termin ten używany bywa także w odniesieniu do zachowania ludzkiego, na podobne jak u bydła zachowania dzieci lub dorosłych, zwłaszcza podczas deszczu. Ja słyszałem określenie gzić się w odniesieniu do zachowań seksualnych. Lecz zapewne też jest to niezamierzona zmiana pola semantycznego, w oderwaniu od swojego pierwowzoru. Czyli panicznej ucieczki i to całego stada lub pojedynczych sztuk bydła. Po prostu zmieniają się nam nasze warunki życia i mniej obserwujemy zjawisk, które kiedyś były liczniejsze i doczekały się swoich odrębnych nazw. Zmienia się środowisko kulturowe człowieka i to co obserwujemy a wraz z tym zmienia się nam język, słowa zmieniają znaczenia (pola semantyczne).

Jak już wspominałem czasami gzy (w tym i giez bydlęcy) pasożytują na człowieku (dotyczy pasterzy, rolników, hodowców, ludzi kontaktujących się ze zwierzętami), larwy rozwijają się w oku lub innych narządach. Powikłaniem może być utrata wzroku oraz inne komplikacje zdrowotne. Jednym słowem nic przyjemnego. Zatem nic dziwnego, że słowo giez było w uzyciu wraz z zestawem innych wadzących nam owadów: bąków, meszek, komarów, bolimuszek itp. Sąsiedztwo ułatwia „przeskok” znaczenia danego słowa.

Jest jeszcze inny giez - giez jelitowy (Gasterophilus interstinalis) wywołujący gasterofilozę koni, czyli gzawicę żołądkowo-jelitowa, spowodowaną jest przez gza jelitowego (Gasterophilus intestinalis), gza dwunastnicy (Gasterophilus nasalis), gza odbytnicy (Gasterphilus haemorrhoidalis), gza kolcogłowego (Gasterophilus pecorum). Zarażenia mogą być zarówno jednym gatunkiem jak i wieloma. Cała gama pasożytów. Giez jelitowy jest gatunkiem kosmopolitycznym, w Polsce pospolitym. Samica składa jaja na sierści konia. Larwa dostaje się pod skórę i migruje. W końcu trafia do żołądka lub jelita. Dojrzałe larwy wydalane są z kałem. Dorosłe gzy jelitowe aktywne są latem. U człowieka okazjonalną (rzadko) wywołują muszycę żołądkowo jelitową. Przygodne pasożytnictwo w przewodzie pokarmowym człowieka zanotowano także w odniesieniu do larw muchówek takich jak: Drosophila, Piophila, Tachina, Sarcophaga, Cilliphora, Lucilia, Musca, Muscina, Aphiochaeta, Eristalis, Fannia itp. Są to przypadku bardzo incydentalne i medycznie mało znaczące. Przytaczam jedynie dla pokazania skali jak wiele różnych owadów może nas podgryzać na różne sposoby. Jest się czego bać i czego unikać, nawet w formie gzienia się .

Skąd pomyłka w nazwie w opisywanej książce? Może dawniej stosowano określenie giez dla kilku różnych owadów? Zajrzałem do „Słownika nazwisk zoologicznych i botanicznych polskich” Erazma Majewskiego z 1889 roku. Hasło giez odsyłało do: Cephalomyia (Oestrus), Cephenemyia, Cuterebra naevalis, Hypoderma, Oestrus, hasło giez koński – Gastrophilus equi, były także: gzik Gastrohphilus, Gastrus, Oestrus, gzik gies Oestrus equi oraz gzy Oestridae. Nie ma więc wątpliwości, że były rozróżniane bardzo precyzyjnie i nie były mylone z innymi muchówkami, w tym z bąkami i ślepakami. Jednak już nazwa bąk była wieloznaczna, bo w tymże dziele odsyłała i do trzmiela (bąk Apis terrestris) i do ptaków bąka i bączka, i do krwiopijnych owadów z rodziny bąkowatych bąk – Haematopota (czyli jusznica), Tabanus ale i do gzów bąk – Oestrus bovis, bąk Aestrus (zapewne błędnie zapisana nazwa Oestrus). O ile zatem można byłoby nazwać gza bąkiem (powołując się na historyczny casus) o tyle bąka gzem już nie. Nie było precedensów, zapisanych w literaturze.

Wróćmy jeszcze do książki „Trzy żywioły” i rozdziału „Owady gryzące” i mikroopowieści „Rój gryzących much”. Znalazło się tam zdanie „Problem w tym, że gryzące muchy wcale się nie różnią na pierwszy rzut oka od domowej, poczciwej muchy”. Mój dziadek zwykł mawiać, że jesienią czy późnym latem muchy stają się wredne i kąsają. Z opisu wnioskuję, że chodzi zapewne o bolimuszkę (Stomoxys calcitrans), zwaną także muchą jesienną. To kosmopolityczny i synantropijny gatunek, owady dorosłe bardzo podobne są do muchy domowej. Stąd ludowe powiedzenie, że jesienią muchy stają się złośliwe i gryzące. Ale to nie mucha domowa zmienia swój sposób zachowania, to pojawia się zupełnie innych gatunek. Samice bolimuszki składają jaja w nawozie końskim (do rozwoju potrzebna wilgoć i zacienienie). Imagines żywią się krwią zwierząt i ludzi (samce też! Inaczej niż u komarów czy ślepaków, gdzie krwiopijne są tylko samice). Jak sama nazwa wskazuje bolimuszka odpowiedzialna jest za bolesne ukłucia.

Błąd wkradł się także do kolejnego podrozdziału „Najmniejsza, a najbardziej uciążliwa”. W opisie pojawia się meszka wiosenna, nadbużańska lub białowieska. Niewątpliwie chodzi o małe meszki (rodzina Simulidae). Rzeczywiście są bardzo dokuczliwe. Też rozrywają tkankę i spijają krew. Przy dużej liczebności mogą prowadzić do śmierci bydła. Jednak wbrew opisowi Simony Kossak larwy meszek prowadzą wodny tryb życia. Zasiedlają cieki (strumienie, rzeki). Ale Autorka opisuje je tak „Owady te nierozerwalnie związane są z bydłem, dużymi zwierzętami (o czym mało kto wie). Błoto wyrabiane racicami, wymieszane z odchodami, jest pożywką dla larw.” Raczej odnosi się do bolimuszki. Ewentualnie odnosi się do muszki jesiennej, zgniłówki (Fannia canicularis), której larwy żywią się produktami spożywczymi i wydalinami. Gatunek synantropijny, żyjący w klimacie umiarkowanym i subtropikalnym. Czyli znowu wymieszane desygnaty i pola semantyczne. I kolejna hybryda pojęciowa (kulturowa). 

Larwy zgniłowki mogą wywoływać muszycę. Jej larwy pojawiają się na zwłokach kręgowców po 4–10 dniach. „Larwy przechodzą rozwój w różnego rodzaju rozkładającej się materii organicznej np. gnijących warzywach i owocach, ekskrementach, nawozie, padlinie kręgowców, owadów i mięczaków. Podawane były także z gniazd ptaków, ssaków, trzmieli i osowatych. Silnym atraktantem dla dorosłych osobników jest zapach moczu, stąd częste są w toaletach, stajniach i chlewach.” (za Wikipedią).

W świecie biologicznym pojawia się hybrydyzacja międzygatunkowa (np. u żab zielonych). Jak się okazuje w języku też zachodzą podobne procesy, gdy opisy dwóch lub więcej gatunków łączą się w jeden i powstaje obraz nierealny, mityczny. Powstaje chimera, semantyczna hybrydyzacja, hybrydyzacja desygnatów. Procesy ewolucyjne, zachodzące w informacji możemy obserwować na poziomie biologicznym i na poziomie kulturowym. Być może warto więc poszukiwać wzorców ogólnych, korzystając z ogólnej teorii systemów? 

Na koniec sprostuję jeszcze jeden drobny błąd, który pojawił się w opisywanej książce. Mam na myśli błędy także w określeniu "przepoczwarzenie" (opowieść o motykach i o żabach). Jest poczwarka to jest i przepoczwarczenie a nie przepoczwarzenie (bo nie ma poczwary). Ponadto w odniesieniu do płazów nie można pisać o przepoczwarzeniu lub przepoczwarczeniu "Kijanki dość szybko przestają rosnąć, tak że przepoczwarzające się żabki…”. Przepoczwarczenie nie jest synonimem metamorfozy. Każde przepoczwarczenie jest metamorfozą lecz nie każda metamorfoza jest przepoczwarczeniem.

Źródła:
  • Czesław Błaszak (red.) Zoologia, stawonogi tchawkodyszne, tom 2, część 2. Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2012
  • Antoni Deryło (red.), Parazytologia i akarologia medyczna. Podręcznik dla studentów, nauczycieli akademickich, lekarzy praktyków i pracowników laboratoriów diagnostycznych, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2011.
  • Simona Kossak, Trzy żywioły, wyd. Marginesy, Warszawa 2022.
  • Erazm Majewski, Słownik nazwisk zoologicznych i botanicznych polskich, wydane w 1889 roku.
  • Zgniłówka pokojowa. Wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Zgni%C5%82%C3%B3wka_pokojowa [dostęp grudzień 2023]
  • Giez bydlęcy duży, Wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Giez_bydl%C4%99cy_du%C5%BCy [dostęp grudzień 2023]

Okładka książki.

Edit (4.01.2024). Jak widać błąd jest częściej popełniany. W grupie na Facebooku taki dostałem przykład w książce dla dzieci (zdjęcia udostępniła Anna Puścian). Sądząc po "gryzieniu" i kolorystyce na rysunku jest jusznica deszczowa z rodziny Tabanidae (bąki, ślepaki). 




1.01.2024

Mam taką wiedzę, że nawet jak nie będę znał odpowiedzi to będę udawał, że wiem....


W rozmowach zwracamy uwagę na to, że Chat GPT tak został wytrenowany, żeby zawsze udzielał odpowiedzi. Nawet jak nie wie to chce zadowolić pytającego i po prostu halucynuje. Czyli po prostu bardzo wiarygodnie zmyśla i tworzy rzeczywistość. I robi to bardzo zgrabnie. Można uwierzyć. Jeśli się jednak zastanowić to nie jest to nic nowego i jest bardzo... ludzkie. Po raz pierwszy spotykamy się z tym w szkole. Czasem sprytny uczeń w taki językowy sposób lawiruje by sprawić wrażenie, że wie, że się uczył, że zna. Wszystko po to by uzyskać lepszą ocenę i nie zostać przyłapanym na nieodrobieniu pracy domowej czy zaległości w nauce. Najlepsi potrafili czytać wypracowanie z zeszytu... mimo, że nic tam nie było. Tworzyli ad hoc. Świadczyło to o dużej sprawności językowej. 

A jeśli poszukać dokładniej w naszym życiu społecznym to znajdziemy więcej przykładów takiego społecznego "halucynowania" czy konfabulacji. Nawet sam opowiadający wierzy w to co mówi, że sam widział, przeżył, doświadczył. Dlaczego zmyślamy? By zwiększyć swoją wiarogodność i przekonać do swoich tez czy argumentów. Od nauczyciela czy specjalisty oczekuje się, że wie. Więc nie wypada nie wiedzieć. I dlatego czasami jeden i drugi sprawiają wrażenie, że wiedzą. Duża erudycja i mówienie z dużą dozą pewności potrafi przekonać słuchacza. Zwłaszcza, gdy słuchający ma mniejszą wiedzę w danym zagadnieniu. Uwierzy we wszystko, ulegając urokowi autorytetu i pewności w wygłaszanych kwestiach. Działa więc zarówno autorytet jak i język ciała (wliczając informację głosu). 

Po przeciwnej stronie są uczniowie i studenci, gdy odpowiadają na zadane pytanie. Często ich odpowiedź brzmi ze znakiem zapytania, przynajmniej w intonacji głosu. Nie są pewni swojej odpowiedzi i językiem ciała ujawniają te niepewności, tak jak by pytali czy to dobra odpowiedź. "Czy zgadłem?"

Od autorytetów oczekujemy pewności i wiedzy. Oczekujemy więc odpowiedzi na wszystkie pytania, niczym dziecko od rodzica. A przynajmniej oczekujemy wrażenia, że wie. Na pewnej konferencji naukowej wynotowałem takie dowcipne zdanie, wypowiedziane przez prelegenta: "Proszę mnie pytać, mam na tyle dużą wiedzę, że jeśli nawet nie będę znał odpowiedzi na pytanie, to będę udawał, że wiem jaka powinna być odpowiedź."

Sztuczna inteligencja w dużych modelach językowych w jakimś stopniu naśladuje nasze zachowania komunikacyjne (językowe). Nie lubimy niepewności i nie lubimy nie wiedzieć. Przynajmniej dorośli lub autorytety powinny wiedzieć. A jak nie wiedzą, to niech udają, że wiedzą. Inaczej czulibyśmy się zagrożeni, zagubieni. Przynajmniej w niektórych sytuacjach. Być może dlatego lubimy wróżby i porady astrologów. Chcemy mieć pewność, że wszystko jest zapisane w gwiazdach, fusach, liniach papilarnych. Że wszystko jest pod kontrolą i tak właśnie ma być, tak jak jest. Może jest to jakaś potrzeba poczucia sensu i znaczenia, jakiejś kontroli nad rzeczywistością? Znam wróżbę, horoskop więc jakoś panuję nad tym, co się dzieje wokół.

Nauka wprowadza spory i nieustanny element niepewności. Nauka to przyznawanie się, że wszystkiego nie wiemy. A to co wiemy ograniczone jest jakimś prawdopodobieństwem, nigdy pewnością. Metodologia naukowa uczy nieufności co do już posiadanej wiedzy. I zachęca do poznawania, do odkrywania. W świetle dotychczasowych danych można spodziewać się tego i tego. Ale wszystkiego nie wiemy i istnieje możliwość, że jednak sprawy potoczą się nieco inaczej. I że warto poznawać to, czego nie wiemy. 

W nauce nie ma pełnej sytości i pełnej pewności. Ciągle jest coś do poznania, coś do odkrycia, zweryfikowania, sprawdzenia. Odpowiedź "nie wiem" nie jest rezygnacją czy kapitulacją lecz zaproszeniem do poznawania. Może należałoby mówić "jeszcze nie wiem". A skoro jeszcze, to mogę to uzupełnić, zdobyć nowe informacje w dodatkowych źródłach, zastosować nowe metody badawcze, sprawdzić na większej liczbie przypadków. Magiczne "jeszcze" nauczyciele wykorzystują w ocenianiu kształtującym: zamiast nie wiesz, nie umiesz, komunikują jeszcze nie wiesz, jeszcze nie umiesz. 

Można udawać, że się wie. A można zachęcać do odkrywania w ogromnej przestrzeni naszej niewiedzy. Kompetencją naukowca jest nie tylko udzielanie odpowiedzi lecz także umiejętność stawiania pytań. Na przykład, jak skonstruowana jest ta rzeźba na zdjęciu wyżej, że utrzymuje się "wbrew prawom fizyki"? Jak martwy przedmiot może uzyskać równowagę na linie? Jak może balansować? Znasz odpowiedz na to pytanie? Domyślasz się sposobu konstrukcji? I wiesz jak to sprawdzić eksperymentalnie lub udowodnić na przykładzie swoją hipotezę? Podzielisz się tą wiedzą w komentarzu? Lub pytaniami?

28.12.2023

Piszę na blogu jak jakiś eremita



Człowiek jest istotą społeczną a mimo to czasem poszukuje samotności. By w ciszy i z dala od życia społecznego przemyśleć, porozważać, snuć refleksje. Kiedyś wystarczyło nieco odejść od chaty czy obozowiska, by nad brzegiem rzeki, patrząc na przepływająca wodę, lub na łące czy na skraju lasu, patrząc na przepływające chmury, rozmyślać w pustelniczej ciszy. Nawet w dawnych społecznościach, gdy nie było jeszcze telewizji, radia, internetu, prasy i gwarnego życia ulicznego, ludzie uciekali "na pustynię", w puszczę, czyli tam gdzie pusto jest od innych ludzi. Czasem wystarczyło kilka chwil, czasem kilka dni a czasem było to wiele lat. 

Eremici i pustelnicy nie żyli jednak w pełnej izolacji. Odwiedzali ich inni ludzie by czerpać z pustelniczych przemyśleń. By korzystać z myśli, które rodziły się z dala od gwarnego życia społecznego. Z dala od agory, rynku gdzie informacje szybko się rozchodziły. Kiedyś z ust do ust, dzisiaj z telefonu do telefonu czy z laptopa do laptopa. Życie społeczne cechuje się wieloma kontaktami społecznymi, wieloma relacji i szybką wymianą informacji, także tych kto z kim i dlaczego. Być może w tym gwarze intensywnej wymiany informacji nie zauważamy rzeczy ważnych i bardzo istotnych. Stąd tęsknota do samotnego wyciszenia lub korzystania z przemyśleń eremitów. Oni to zrobili za nas. Pustelnicy - wyspecjalizowany zawód, rzemiosło. A taka specjalizacja możliwa jest w dużych, zorganizowanych społecznościach, w których można się specjalizować i dzielić zadaniami. W tym sensie nawet pustelnik nie żyje całkiem na pustyni. Trochę z boku a jednak w większej społeczności.

To, co przemyśli pustelnik, bardzo wolno się rozchodzi. Bo rzadko kto odwiedza pustelnika, rzadko jego myśli wysłucha i przeniesie dalej, do szybszego obiegu społecznego. Nawet jeśli taki eremita spisuje swoje refleksje to i tak dużo później docierają do krwiobiegu kulturowego. Na dodatek potrzebuje innych ludzi, którzy przekażą i upowszechnią jego przemyślenia. Jeśli jest w pełni odizolowany, to jego refleksje znikną bezpotomnie wraz z nim.

Piszę na blogu jak jakiś eremita. Mało kto przeczyta (w świecie z 8 miliardami ludzi), dlatego rozważania i refleksje wolno się rozchodzą. Czy treść trafi na odpowiedni grunt i będzie cytowana, przetwarzana dalej w kulturze i rozpowszechniania dosłownie lub w postaci przetworzonej? Mój tekst też jest w jakimś stopniu przetworzeniem tego, co już w kulturze jest. Myśli są jak materia krążąca w ekosystemie - nieustannie przetwarzana na każdym poziomie troficznym. Niby te same atomy lecz inaczej ułożone. 

Metabolizm myśli i treści - nie tworzymy z niczego, lecz z tego co sami zaczerpniemy z rozległej kultury, od innych osób, co sami przeżyjemy i doświadczymy. Ale przecież nawet te oryginalne doświadczenia i wynikające z nich przemyślenia się powtarzają. Przecież przed nami żyło tyle milionów ludzi, którzy kochali, płakali, obserwowali ptaki, motyle, żaby a nawet chruściki. Żyjemy w tym samy świecie, w tych samych prawach przyrody, w tych samych procesach. Czasem różne oryginalne odkrycia i refleksje są zapominane. By potem inni ludzie odkryli je na nowo. Na nowo ubrali w słowa i wprowadzili do kultury, na nowo uruchomili w metabolizmie ludzkiej kultury. 

Ucząc się także przetwarzamy. Każdy z nas samodzielnie wbudowuje nowe informacje do swojego, wewnętrznego systemu wiedzy. I tak przez całe życie zdobywamy nowe informacje, niczym pokarm, i przetwarzamy, a potem w mniej lub bardziej zmienionej postaci przekazujemy innym ludziom. 

Tak i ja, niczym skorupka jajka, czym wcześniej nasiąkłem, tym na blogu trącam. Wszystkiego dobrze trącanego w Nowy 2024 Roku.

27.12.2023

Mazurskie Centrum Bioróżnorodności i Edukacji "Kumak" w Urwitałcie

Widok na część wystawowa.
 

Miło zobaczyć coś dobrego edukacyjnie. A jeszcze milej, gdy czujesz, że to element szerszego trendu. Trendu, który obserwuję od czasu powstania Centrum Nauki Kopernik. I nie chodzi tu o edurozrywkę lecz o nowy element w edukacji. 

Z dużą ciekawością śledziłem poczynania CN Kopernik, uczestniczyłem w kilku konferencjach tam organizowanych, obserwowałem nauczycieli, korzystających z tych zasobów. Sporo eksperymentowano i obserwowano efekty z naukową dociekliwością. Zaczęły powstawać kolejne centra edukacji, liczne ścieżki i place edukacyjne, swoiste eksperymentatoria. W tym czasie koordynowałem kilka projektów edukacyjnych, w których zapraszaliśmy uczniów na zajęcia w mury uniwersytetu. Wszyscy się uczyliśmy tej nowej formy edukacji pozaformalnej. Powstało także Centrum  Popularyzacji Nauki i Innowacji Kortosfera w Olsztynie. Wszystko to działo się w czasie rozwoju Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Dlatego przy tej okazji warto odwołać się do małego jubileuszu 25-lecia UWM.

18 grudnia 2023 r. miałem przyjemność odwiedzić  Mazurskie Centrum Bioróżnorodności i Edukacji "Kumak" w Urwitałcie. Poproszono mnie o przygotowanie krótkiego wykładu w ramach konferencji pt. „Edukacja jako forma ochrony bioróżnorodności w regionie”. Zasadniczym celem spotkania w Urtwitałcie była dyskusja z udziałem róznych podmiotów, uczestniczących w ochronie przyrody i edukacji przyrodniczej. Mały element tworzenia sieci współpracy i ekosystemu edukacji szeroko rozumianej. A przy okazji zwiedziłem wystawę. Jej walorem jest duży udział akwariów z czasowo przetrzymywanymi zwierzętami naszego regionu. Bardzo nowoczesny sposób pokazywania przyrody i zjawisk w niej zachodzących, zsynchronizowany z rytmami pór roku. Widać duży potencjał. Być może w Urwitałcie, pod merytorycznymi skrzydłami Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, okrzepnie dobra sieć współpracy wokół szeroko rozumianej edukacji. Jeszcze jeden element globalnego trendu edukacyjnego.

W Urwitałcie powstało coś dla społeczności lokalnej jak i dla odwiedzających region turystów. Aktywnie poszukujemy nowych rozwiązań edukacyjnych na miarę XXI wieku. Moim zdaniem najważniejszym efektem będzie współpraca i sieciowanie. Gorąco temu kibicuję. Być może sam już niedługo przyjadę tu ze studentami na zajęcia terenowe. Na razie jednak myślę o współpracy. Jest kilka pomysłów i warto będzie spróbować. Oraz wykorzystać doświadczenie zdobywane przez kilkanaście lat w róznych działaniach i projektach. 

Mazurskie Centrum Bioróżnorodności i Edukacji "Kumak" im. Prof. Dobrowolskiego w Urwitałcie:
Edukacyjny plac zabaw, z domkami chruścików.


Modele owadów w powiększeniu.


Sporo przestrzeni do pracy indywidualnej i grupowej

Szkoda, że takich działań (sieciowanie, dyskusja, otwartość na współpracę) nie podejmuje Kortosfera. A przynajmniej takich prób nie widać. Coś bliskiego bo w tym samym kampusie. coś z czym wiązałem duże nadzieje a teraz trzeba szukać daleko współpracy i szansy na rozwój i realizację pomysłów, na wykorzystanie doświadczenia budowanego przez lata. Atutem Kortosfery miał być Uniwersytet i kapitał ludzki. Szkoda, że z tego Kortosfera nie korzysta (jeśli już to zaledwie w minimalnym stopniu). Możliwość to nie jest jeszcze skorzystanie i wykorzystanie. Potencjał zawsze jest tylko czymś deklaratywnym. Muszą zajść warunki, impuls do uwolnienia tego potencjału. 

W Kortosferze nie miałem jeszcze okazji być, po otwarciu. Musiałbym kupić bilet by zobaczyć wystawę lub zapisać się na zajęcia by zobaczyć laboratoria (o których tylko słyszałem i co nieco widziałem na zdjęciach w internecie). Niby tak blisko a jednak tak daleko. I paradoksalnie bliżej jest do Urwitałtu pod Mikołajkami niż do tego, co w kampusie się znajduje i to w zasobach uniwersytetu. Gorzkie słowa ale lepiej wypowiedzieć je szybciej niż zbyt późno. Teraz a nie wtedy, gdy będzie już za późno na jakiekolwiek budowanie współpracy i wykorzystanie kapitału ludzkiego (naukowego i dydaktycznego) UWM. Z Kortosferą wiązałem duże nadzieje w zakresie rozwijania nowych koncepcji edukacji i mocnego osadzenia w regionie i we współpracy z różnymi instytucjami. Nadzieja umiera ostatnia...

Estetyczne wnętrza.

Teren przy stacji jest bardzo atrakcyjny edukacyjnie.


Walorem Urwitałtu są akwaria i ich mieszkańcy.
Wygodne by obserwować podwodne życie.

20.12.2023

Życzenia Bożonarodzeniowe i Noworoczne

Grafika wygenerowana przez Dall-E
 

Wszystkim moim Czytelnikom, niezależnie jaki mają pogląd na świat ten materialny i ten duchowy, z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku przesyłam życzenia spokoju i pokoju. Oby przynajmniej na kilka dni zawitał pokój w Ukrainie, Palestynie i wielu miejscach na Ziemi, gdzie toczą się wojny i trwa przemoc. 

Życzę odpoczynku od uciążliwych małych i dużych trosk dnia codziennego, odpoczynku od mediów społecznościowych, licznych rozmów w kontakcie osobistym, spotkań zaplanowanych i niezaplanowanych, wyciszenia w samotności i radości w gwarnych spotkaniach, osobistych i ogólnych refleksji o świecie i o człowieku. 

Życzę nowych nadziei, możliwości dialogu z bardzo różnymi ludźmi i poglądami, życzę sił i odwagi do zakopywania rowów i rozbierania murów w naszych wspólnym świecie. A wierzącym życzę błogosławionych Świąt Narodzenia Pańskiego i nadziei dostrzeżonej w świetle gwiazdy Betlejemskiej. 

Niech Nowy Rok, symbolicznie przyniesie nam więcej pokoju w bliskim i dalekim świecie oraz naszych głowach. I niech zrealizują się dobre plany w Nowym Roku. Zregenerujcie siły fizyczne i duchowe by mieć odwagę realizować marzenia i głębiej poznawać świat wokół nas we wszystkich jego wymiarach. 

18.12.2023

Felietonowe podsumowanie roku 2023

Eksponat z łódzkiego Muzeum Kinematografii.
 

A było to tak, dostałem maila z Wiadomości Uniwersyteckich z prośbą o krótkie i nietypowe podsumowanie mijającego roku: „Chcemy w redakcji oczyma naszych felietonistów podsumować 2023 rok. Bardzo proszę zatem o przesłanie trzech Pana zdaniem najważniejszych wydarzeń mijających dwunastu miesięcy z krótkim, kilkuzdaniowym opisem. Mogą być dowolne - z dziedziny, którą Pan się zajmuje, zainteresowań osobistych, wydarzeń w kraju i na świecie.” I co tu wybrać? Skoro tyle ważnych rzeczy się wydarzyło? Wybrać z wielu ważnych dla mnie, z nauki i z życia uniwersytetu czy regionu? A może z wydarzeń z całego świata? I jeszcze napisać krótko...

Pisanie felietonów uczy zwięzłości. I krótkich form. Ćwiczyłem się w nich na blogu przez wiele lat. I dalej to czynię. Z felietonami moja przygoda rozpoczęła się w 2005 roku, gdy zacząłem pisać Profesorski blog (2005- 2008) dla Gazety Uniwersyteckiej – wkładki do Gazety Olsztyńskiej. Potem były felietony Z Kłobukowej dziupli (2007-2013) w Wiadomościach Uniwersyteckich (zobacz więcej o tych felietonach). W 2014 roku rozpoczęła się moja przygoda z VariArtem – pismem kulturalno-literackim, wydawanym przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Olsztynie. W ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie z okazji 15-lecia tego pisma. Współpraca trwa – ciągle pisuję Kij w mrowisko (zobacz więcej oraz relację z jubileuszu VariArta). Dlaczego w piśmie kulturalnym? Po pierwsze dlatego, że nauka jest częścią kultury, po drugie dlatego, że mieści się w idei uniwersytetu otwartego. A od 2023 roku ponownie goszczę na łamach Wiadomości Uniwersyteckich z felietonem Z Kłobukowej dziupli 2.0 (zobacz więcej). Staram się przenieść felietony z pisma papierowego także w świat cyfrowy. Trwający eksperyment. 

Jak już wspominałem, felietony to wprawki w pisaniu krótkich tekstów. Po latach rośnie w znaczenie mikrouczenie (wiedza i uczenie się w małych, samodzielnych porcjach), było i jest to więc dla mnie przygotowanie do wyzwań współczesnej edukacji. Uczenie się przez działanie. Ustawiczne uczenie się. 

Na podsumowanie roku wybrałem trzy wspomnienia: 1. Malowanie obrazu Nasze Niebo Kopernika, 2. Chat GPT i 3. Odkrycie eksklusomu.

Obraz Nasze Niebo Kopernika to wspólne malowanie w ramach obchodów Roku Mikołaja Kopernika. Nawiązuje do wcześniejszych podobnych akcji organizowanych w przestrzeni publicznej przez profesora Geno Małkowskiego oraz do planowanego w przyszłym roku wspólnego polsko-francuskiego projektu wspólnego malowania, połączonego z transmisją online. Będziemy w dwu różnych miejscach Europy a jednocześnie będziemy tworzyć razem. Wszystko w ramach obchodów 25-lecia UWM w Olsztynie. Wspólne malowanie Naszego Nieba Kopernika podkreśla znaczenie współpracy międzyludzkiej oraz integracji uniwersytetu ze swoim otoczeniem. Takimi akcjami UWM wychodzi poza swoje fizyczne i kulturowe przestrzenie. Inicjatorem społeczno-artystycznej akcji malowania Nieba Kopernika była Artystyczna Rezerwa Twórcza, grupa emerytowanych pracowników i absolwentów. Udział wzięli przedstawiciele różnych instytucji naukowych oraz mieszkańcy Olsztyna i okolic. Teraz obraz wystawiany jest w różnych miejscach i służy jako rekwizyt do opowiadania o tym, czym jest nauka. (zobacz więcej zdjęć i relacji z malowania i wystaw).

Chat GPT choć pojawił się w listopadzie ubiegłego roku to cały rok 2023 upłynął pod znakiem szybkiego rozwoju sztucznej inteligencji i wdrażania jej zastosowań w życiu codziennym. Stał się naszą codziennością, wywołując nie tylko gorące dyskusje co do przyszłości ludzkości i możliwych zmian społecznych. Mocno wpływa na zmiany w edukacji na wszystkich poziomach, także na uniwersytetach. Czy i jak wykorzystywać takie generatywne algorytmy do pracy ze studentami czy uczniami? Zabierze nam pracę czy wręcz przeciwnie? Zawody kreatywne mogą czuć się w jakiś sposób zagrożone. Tak jak kiedyś pismo zmniejszyło znaczenie pamięci, tak teraz Chat GPT zmniejsza znaczenie umiejętności tworzenia treści. Można będzie pisać treści szybciej. A co zrobić z zaoszczędzonym czasem? Przeznaczyć na wypoczynek czy jeszcze do kolejnej pracy? Mechanizacja ułatwia nam pracę ale nie pracujemy przez to krócej tylko dłużej. Może wreszcie teraz wykorzystamy technologie by ludzie mieli więcej czasu dla siebie, na bycie razem i budowanie relacji oraz na wspólne malowanie?

Eksklusom to nowo odkryte organellum komórkowe u ssaków. Zaskakujące jest to, że ciągle odkrywamy w biologii nowe struktury i zjawiska. Nauka jest piękna bo ciągle jest coś do zbadania i poznania. Eksklusom to taki pojemnik na plazmidy - małe, okrągłe nici DNA, które mogą replikować się niezależnie od chromosomów. Plazmidy do tej pory znane były jedynie u bakterii. Eksklusom jest obiektem występującym w osoczu komórkowym, co jest niezwykłe, gdyż w większości komórek z jądrem (eukariotycznych), DNA znajduje się w jądrze i jest upakowane w chromosomach. Część plazmidów obecnych w nowym organellum pochodzi spoza komórki, a inne z telomerów – specjalnych “czapeczek” ochronnych na końcach chromosomów. Szczególnie w niektórych komórkach nowotworowych telomery są regularnie odrywane i łączone, tworząc pierścienie. Funkcje eksklusomu nie zostały jeszcze poznane.

A jakie Ty, czytelniku Profesorskiego Gadania wybrałbyś 3 najważniejsze wydarzenia mijającego roku? Podzielisz się swoją opinią w komentarzach?

16.12.2023

E(x)plory w Olsztynie - mały epizod większego procesu

Uczennice prezentujące swój projekt, 15 XII. 2023, III L.OL w Olsztynie

Jeden mały epizod - lecz jeśli usadowić go w szerszym kontekście czasowym i środowiskowym, to zupełnie inaczej wygląda i nabiera innego znaczenia. Tym kontekstem jest dziejący się od dłuższego czasu przewrót Kopernikański w edukacji i obchodzony w tym roku jubileusz 25lecia Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Co ma piernik do wiatraka? Nie wiecie? To przeczytajcie. 

Z festiwalem edukacyjno-popularnonaukowym E(x)plory zetknąłem się kilka lat temu, niebawem minie 10 lat. Od razu w Warszawie pojawiłem się jako juror na finale ogólnopolskim. Czyli poznawałem od góry. Potem także w wersji online (bo to był czas pandemii) a teraz po raz kolejny biorę udział w szkolnym etapie tego znakomitego konkursu. Czym jest? Po pierwsze nie jest to tradycyjny konkurs wiedzy taki jak Olimpiada Biologiczna czy Olimpiada Wiedzy Ekologicznej. Nie ma testów i sprawdzania wiedzy teoretycznej. Owszem, przy ocenie uczniowskich projektów w jednym z kryteriów uwzględnia się ich wiedzę teoretyczną w zakresie prezentowanego pomysłu. Lecz na pierwszy plan wysuwa się uczestnictwo w projekcie badawczym i innowacyjnym. Uczniowie, przy wsparciu nauczycieli, rozwijają swój własny pomysł badawczy i projektowy. Duży nacisk położony jest na zastosowanie praktyczne i budowę prototypu. Na etapie szkolnym uczniowskie zespoły publicznie prezentują swoje pomysły oraz kameralnie odpowiadają na dodatkowe pytania jurorów. Uczą się więc komunikacji i prezentacji publicznych. W tym sensie każdy zespół uczniowski jest już zwycięski w momencie startu. Mają okazję praktycznie uczyć się całego procesu badawczego, łącznie z publicznym prezentowaniem projektu także w kontekście poszukiwania sponsorów czy grantodawców. Uczą się praktycznie wszystkich niezbędnych kompetencji. Od pomysłu, przez szukanie źródeł finansowania i budowanie prototypu po prezentację publiczną i testowanie. 

Laureaci konkursów szkolnych mogą uzupełniać i rozwijać swój pomysł by zaprezentować go w szerszym gronie w czasie konkursu wojewódzkiego a potem krajowego. Długi czas na doskonalenie, uzupełnianie i uczenie się. Niektórzy kontynuują już po opuszczeniu murów szkolnych i po rozpoczęciu nauki na uczelni wyższej. Czasem uczniowie mają możliwość korzystania ze współpracy i laboratoriów uniwersyteckich. Powoli wdrażani są do rzeczywistych procesów budowania wiedzy i konstruowania wynalazków. Całość konkursu Explory skoncentrowana jest na procesie badawczym a nie na produkcie czyli odpytywaniu z wiedzy. Nacisk położony jest na eksperymentowanie i pełne uczestnictwo w procesie badawczym. Uczestniczą w odkrywaniu świata. W tym sensie jest to przewrót kopernikański w edukacji. 

To jest właśnie szerzy kontekst środowiskowy. Coś ważnego zmienia się w całym systemie edukacji. Krok po kroku. Kolejnym elementem tego procesu jest głębsza współpraca uczelni wyższych ze szkołami oraz różnego rodzaju podmiotów pozaedukacyjnych: fundacji i biznesu. Pora na wskazanie związku z 25leciem UWM. W tej rewolucji Kopernikańskiej biorę udział od lat, jako przedstawiciel uczelni wyższej. W samym uniwersytecie, na moim podwórku, też dostrzegam zachodzące zmiany. Zaczęło się od udziału w Dniach Nauki. Potem systematycznie przybywało podobnych festiwali naukowych (np. Noc Biologów). Sam rozwijałem kilka projektów edukacyjnych (Uniwersytet Młodego Odkrywcy, Spotkania z Nauką itp.), w których systematycznie pogłębia się współpraca uniwersytetu ze szkołami w procesie edukacji. Uczniowie częściej odwiedzają uniwersyteckie laboratoria nie tylko przyjeżdżając na wykłady lecz i uczestnicząc w warsztatach, ćwiczeniach a nawet małych projektach badawczych. W ciągu tych 25 lat widać powolne rozrost i zakorzenianie się takiej wspołpracy. Z jednej strony poszerzamy krąg swoich studentów (odbiorców wiedzy): od przedszkolaka do seniora, a z drugiej, we współpracy z centrami nauki czy jednostkami edukacyjnymi parków krajobrazowych i narodowych czy NGOsami, tworzymy sensowny pozaszkolny system edukacji. Tworzy się swoista szkoła rozporoszona poza tradycyjnymi murami klas z ławkami. Głęboki przewrót dokonujący się ewolucyjnie. Te zmiany widać dopiero z większej perspektywy. 

Sam się kiedyś wiele lat uczyłem procesu badawczego. Najpierw doświadczałem, potem były refleksje i osadzanie w teorii (czyli w szerszym kontekście wiedzy). A teraz uczę innych. Projektuję sytuacje edukacyjne. Często ze studentami na seminariach dyplomowych, teraz także w ramach przedmiotu metodologia nauk przyrodniczych (prowadzę kilka ćwiczeń, wykorzystując pomysł z puszkami). Nawet zamieściłem treści i ćwiczenia w podręczniku szkolnym (biologia klasa 5, WSiP), niebawem się ukaże na rynku. To samo lecz opowiedziane (zaprojektowane) na różne sposoby by dopasować do konkretnego odbiorcy.

Tym razem wystąpiłem jako juror w III L.O. w Olsztynie i spotkałem przy okazji kolegów ze studiów oraz absolwentów. Juror, który mniej ocenia a bardziej doradza i przekazuje informacje zwrotne. Takie konkursy wymuszają zmiany w edukacji jako takiej. Mała rewolucja Kopernikańska, która trwa już od jakiegoś czasu. Kropla, która drąży skałę. Jest to także proces intensyfikowania współpracy między uniwersytetem a szkołami. Większy przepływ pomysłów i lepsze zrozumienie. Współdziałanie. W rezultacie i dydaktyka uniwersytecka się zmienia. Zajęcia i wykłady coraz częściej i intensywniej prowadzimy poza salami uniwersyteckimi i dla innych niż tradycyjni studenci słuchaczy. Wymaga to głębszego namysły nad celem i formą. Edukacja małymi porcjami lecz ustawicznie. Z wieloma elementami i wieloma pozaszkolnymi działaniami. Tego się nieustannie uczę i podnoszę kompetencje w tym zakresie już od kilkunastu lat. A może nawet dłużej.

Mam ogromna przyjemności i sposobność uczestniczyć w tym procesie, doświadczając go w róznych miejscach: na uniwersytecie, w szkole, na uniwersytetach trzeciego wieku, we współpracy z NGOsami, łącząc formy tradycyjnego wykładu, ćwiczeń, spotkań w kontakcie i spotkań online, projektowania wystaw w centrach nauki, pisząc podręczniki. W wielu miejscach ekosystemu edukacyjnego. Dlatego mam możliwość zobaczyć ten proces z różnych perspektyw. 

I na zakończenie jeszcze kilka informacji o samym Festiwalu Explory. Społeczność szkolna olsztyńskiego liceum miała szansę wziąć udział w festiwalowej części wydarzenia, czyli popularnonaukowych zajęciach edukacyjnych, obserwując i kibicując swoim koleżankom i kolegom.  15 grudnia 2023 r. miałem okazję, jako juror, uczestniczyć w szkolnym Festiwalu Explory. To już drugi raz w III Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika w Olsztynie. Festiwal jest organizowany przez Fundację Zaawansowanych Technologii. Łączy młodych naukowców i autorytety naukowe, promuje twórcze podejście do nauki. Aktywność uczniów, pracujących pod opieką nauczycieli, skupiona jest na procesie badawczych i poznawaniu metody naukowej. Uczniowie samodzielnie przeprowadzają badania i tworzą prototypy. Niektórzy rozwijają swoje projekty jeszcze na studiach, gdy opuszczą mury swojej szkoły. Spośród czterech zgłoszonych do konkursu projektów uczniowskich jeden ma szansę na kontynuację na UWM w Olsztynie. 


„Kopernikański przewrót w edukacji. On już trwa jakiś czas. Większe zwrócenie uwagi na proces niż na produkt – jak powstaje wiedza, jak dochodzimy do prawdy, a nie zapamiętywanie tylko i wyłącznie efektów tego dochodzenia” – powiedział prof. Stanisław Czachorowski na antenie Radia Olsztyn

Dodatkowe informacje:  
Wcześniejsze teksty o Explory: