30.01.2020

Czy kobiety w internecie są bardziej aktywne? A jeśli tak, to dlaczego?



Zebrane wyniki dotyczą Nocy Biologów 2020, ale są zbieżne z kilkoma podobnymi analizami, jakie wykonałem dla kilku różnych wydarzeń o charakterze edukacyjnymi i popularnonaukowym. Statystyka zebrana przez Facebooka dotyczy założonego wydarzenia na Noc Biologów 2020. We wszystkich grupach wiekowych osoby płci żeńskiej są liczniejsze, w całości - ponad dwa razy więcej. Łącznie Facebook odnotował ponad 13 tysięcy osób. Jak interpretować te wyniki?

Wydarzenie zostało założone z profilu wydziałowego fan page (strony na Facebooku). Zatem w jakimś stopniu w większym stopniu dotarło przede wszystkim do osób, które tę stronę wcześniej polubiły (są subskrybentami). Upowszechniałem także na swoim profilu - może więc i moi znajomi oraz subskrybenci otrzymali informację w pierwszym rzędzie i to ich aktywność w jakimś stopniu także wpłynęła na ostateczny wynik? Zatem aktywność dotyczy tylko i wyłącznie osób obecnych na Facebooku i nie uwzględnia aktywności w innych przestrzeniach internetowych, w których obecne były informacje i relacje z pikniku naukowego Noc Biologów w Olsztynie 2020.

Biorąc pod uwagę listy obecności jak i wydane "paszporty" (karta do gry edukacyjnej) szacujemy, że bezpośredni udział w Nocy Biologów wzięło około 500 osób jako widzowie-uczestnicy. Kolejnych około 100 to pracownicy, doktoranci i studenci, przygotowujący i realizujące wszystkie działania edukacyjne w czasie tego jednodniowego pikniku naukowego. Wśród widzów zdecydowanie przeważała młodzież w wieku do 16 lat (co najmniej 400-450 osób). Na powyższym wykresie stanowią oni zaledwie ok. 1, 5% (jakieś 180) osób. Teoretycznie młodzież do 13 roku życia nie powinna mieć kont na Facebooku, więc nie mieli okazji w ten sposób zaznaczyć swojego zainteresowania. Ponadto ci, którzy kliknęli i w ten sposób zostawili ślad w omawianej statystyce, wcale nie musieli być uczestnikami pokazów "w realu". Z drugiej strony podawane liczby nie stanowią całkowitej aktywności uczestników Nocy Biologów na portalu społecznościowym Facebook. To tylko wycinek, związany z założonym wydarzeniem. Tak czy siak także i w tej najmłodszej grupie dziewczynek było dwa razy więcej niż chłopców.

Grupa wiekowa 18-24 może odnosić się do licealistów oraz studentów (w tym i doktorantów). Jeśli to byli studenci naszego wydziału to mogłoby to oddawać strukturę demograficzną - mamy więcej studentek niż studentów na Wydziale Biologii i Biotechnologii (studentki i studenci kierunków: biologia, biotechnologia, mikrobiologia). Tyle tylko, że Facebook odnotował blisko 4 tysiące osób. To dużo więcej niż wszyscy nasi studenci razem wzięci. Zatem musieli być to młodzi ludzie z innych wydziałów, innych uczelni i innych miejscowości (oraz spoza uczelni wyższych). Nadreprezentatywność kobiet jest nieproporcjonalna do demografii w tym przedziale wiekowym. Przynajmniej jeśli chodzi o aktywność na Facebooku i dotyczącej pikniku naukowego Noc Biologów. Z czego to może wynikać? W jakim stopniu jest to błąd metody a w jakim oddaje rzeczywiste zjawisko społeczne?

Kobiety były dwukrotnie liczniejsze także w przedziale wiekowym 24-34 oraz  35-44 lata, a więc osoby dorosłe w wieku produkcyjnym (zawodowo aktywne). Liczba tych osób wielokrotnie przewyższa liczbę pracowników wydziału a nawet całego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Zapewne to rodzice dzieci, uczestniczących w pokazach, warsztatach i wykładach w czasie Nocy Biologów. Tylko część uczestniczyła osobiście. Małą część stanowią zapewne także nauczyciele, szukający informacji edukacyjnych dla swoich klas. W zawodzie nauczycielskim niewątpliwie bardzo znacząco dominują kobiety.

Kobiety były bardziej widoczne przez swą aktywność na Facebooku także w grupie emerytów (pow. 65 roku życia). Zatem we wszystkich grupach wiekowych były aktywniejsze. Czy są bardziej zainteresowane edukacją? Wiele razy prowadziłem wykłady dla różnych uniwersytetów trzeciego wieku. Zawsze na sali było znacznie więcej kobiet niż mężczyzn. I nie da się tego wytłumaczyć krótszą średnią życia u mężczyzn (czyli strukturą demograficzną społeczeństwa). Kobiety są albo bardziej społeczne i szukają kontaktów międzyludzkich, albo bardziej zainteresowane edukacją szeroko rozumianą, nawet niezwiązaną z pracą zawodową. Chyba widać to także po zainteresowaniu studiami wszystkich możliwych kierunków. A w odniesieniu do Facebooka może są bardziej aktywne na portalach społecznościowych bo są bardziej uspołecznione (wyższa inteligencja społeczna)? Kilka przeprowadzonych analogicznych analiz przeze mnie wykazało bardzo zbieżne rezultaty.

Oczywiście, to zbyt mało danych i zebranych jedynie jedną metodą, by formułować mocne wnioski. Niemniej zaciekawiają i kreują hipotezy do sprawdzenia, zweryfikowania. W tym także metodami, które wyeliminują "skrzywienie" zastosowanej metodologii. Pytanie czy kobiety w Polsce, niezależnie od wieku, bardziej są zainteresowane wiedzą i edukacją oraz są bardziej aktywne w utrzymywaniu relacji na portalach społecznościowych, jest aktualne i wymaga wiarygodnej odpowiedzi. 

Korzystając z okazji przedstawię kilka innych wykresów. Pomocne mogą być tym, którzy chcą wykorzystywać Facebooka do informowania i upowszechniania wiedzy popularnonaukowej.



Jak widać z powyższego wykresu, największe zainteresowanie i "ruch" na facebookowym wydarzeniu odnotowane zostało na początku, gdy zostało utworzone i upowszechnienie wydarzenie (event). Kolejny wzrost "zainteresowania" widać w ciągu kilkunastu dni przed wydarzeniem, a więc wtedy gdy na wydarzeniu pojawiały się informacje szczegółowe, linki do programu, zdjęcia itd. (czyli dopływały nowe dane).  Relatywnie duży ruch był widoczny w trakcie i dzień po (wtedy pojawiały się relacje, zdjęcia, linki do artykułów w mediach). Można powiedzieć, że to taki cykl życiowy facebookowego eventu. 

Podobnie kształtowała się aktywność z kliknięciami "wezmę udział", przy czym największa aktywnośc była w pierwszym dniu uruchomienia eventu oraz w dniu Nocy Biologów. 

Zbieżne są także dane dotyczące wyświetlenia strony (Fan Page na Facebooku).

A z jakich miejscowości pochodzą osoby, interesujące się Nocą Biologów w Olsztynie? Statystyki Facebooka pokazują tylko kilka miejscowości z największą liczbą użytkowników. Przynajmniej taką sobie miejscowość wpisali na swoim profilu. Nie wiem czy jako miejsce zameldowania czy czasowego przebywania w czasie studiów. Niemniej nie budzi zdziwienie fakt, że zdecydowanie przeważają mieszkańcy Olsztyna. Zaskoczeniem może być wysoka pozycja Ełku, Warszawy, Iławy i Przasnysza. To ostatnie można interpretować tym, że część studentów pochodzi z tego mazowieckiego miasteczka oraz od jakiegoś czasu licealiści przyjeżdżają do nas na zajęcia (byli także w czasie Nocy Biologów). W dolnym wykresie, uwzględniającym osoby, które odpowiedziały na facebookowe wydarzenie, pojawia się także Ostróda i Szczytno. To także w jakimś stopniu oddaje udział uczestników. Z list obecności i zarezerwowanych miejsc na zajęciach, możemy wskazać konkretne szkoły z wielu różnych miejscowości, w tym spoza województwa warmińsko-mazurskiego. Z całą pewnością Noc Biologów w Olsztynie nie jest wydarzeniem edukacyjnym i upowszechniającym wiedzę tylko wśród mieszkańców Olsztyna.

Całkowity zasięg medialny (i informacyjno-edukacyjny) jest znacznie większy. Jeśli uwzględnimy informacje i relacje, które się ukazały w prasie, radiu, telewizji i internecie, to zasięg szacować trzeba co najmniej na milion osób (zobacz szczegółowe zestawienie relacji medialnych). I jest to szacunek bardzo ostrożny i zaniżony (odnosi się do zasięgu mediów, za pomocą których rozchodził się przekaz).





27.01.2020

Nadrzewek południowy (Meconema meridionale) czyli o tym co nowego w faunie Polski

(Nadrzewek południowy Meconema meridionale A. Costa, 1860, Fot. Zasil, Creative Commons)
Przyroda się nieustannie zmienia ale ostatnio dzieje się to zaskakująco szybko. Już nie tylko za sprawą antropogenicznego przekształcenia krajobrazu ale także na skutek szybkich zmian klimatu. Jedne gatunki lokalnie zanikają (wymierają), inne zmieniają zasięgi występowania. Wiele bezpowrotnie wymrze - to strata naszej globalnej bioróżnorodności. Regionalnemu zanikaniu gatunków towarzyszy ekspansja innych (sukcesja ekologiczna, dyspersja) a globalnemu wymieraniu towarzyszyć będzie ewolucja i niewątpliwie radiacje adaptacyjne. Procesy ewolucyjne zachodzą wolniej niż dyspersja i sukcesja w ekosystemach. W każdym razie dla przyrodników otworzyło się wielkie pole badawcze - dokumentować zmiany i szukać prawidłowości. W tym roku chcę powtórzyć po wielu latach przerwy badania chruścików (i innych wodnych bezkręgowców) w małych zbiornikach okresowych. Po zeszłorocznym doświadczeniu zaniku takich zbiorników w uprawach wierzby, obawiam się czy znajdę życie w być może wyschniętych zbiornikach...

Dzięki powszechnie dostępnej technologii cyfrowej wiele osób może się włączyć w dokumentowanie zachodzących zmian (fotografować siedliska czy konkretne gatunki). Potrzebna precyzja, systematyczność i współpraca. Wiele gatunków owadów jest na tyle charakterystyczna, że poprawne rozpoznanie dostępne jest dla wielu przyrodników-wolontariuszy. Wystarczy zrobić dobre zdjęcie i skonsultować się ze specjalistami.

Poprzednio pisałem o nadrzewku długoskrzydłym, od kilku lat występującym także w Olsztynie. Teraz przedstawię bliskiego kuzyna, którego także spodziewam się za jakiś czas w północno-wschodniej Polsce. Jeszcze go nikt tu nie widział. Kto będzie pierwszy? Modliszka też była zaskoczeniem.

Prostoskrzydłe (Orthoptera) są stosunkowo łatwe do obserwacji i rozpoznawania gatunków. Powstała nawet baza danych o gatunkach występujących w Polsce, zdjęcia tych gatunków oraz mapy rozmieszczenia. Własne obserwacje też tam można nadsyłać. I w ten sposób uczestniczyć w społecznym ruchu naukowym. Potrzeba wielu obserwatorów by poznać zmiany zasięgów występowania oraz lepiej zbadać różnorodność biologiczną Polski. Zwłaszcza, że tak szybko się zmienia. A my nie mamy nawet pełnego obrazu obecnej różnorodności biologicznej Polski...

(dane z bazy Prostoskrzydłe Polski, przed aktualizacją) 
Kilka dni temu, od znajomego entomologa, otrzymałem publikację z nowymi danymi o występowaniu w Polsce nadrzewka południowego Meconema meridionale.  Gatunek ten po raz pierwszy został stwierdzony w Polsce w 2013 roku. Najnowsza publikacja (Grobelny i in. 2019), dotycząca lat 2013-2019, przynosi dane o 29 nowych stanowiskach tego gatunku.

Imagines nadrzewka południowego obserwować można od lipca do listopada. Długość ciała samców wynosi 11-19 mm a samic 11-19 mm. Nadrzewek południowy jest małym pasikonikiem o skrzydłach zredukowanych do niewielkich łusek, co wyraźnie odróżnia go od blisko spokrewnionego, pospolitego już w Polsce, nadrzewka długoskrzydłego (Meconema thalassinum). Mało widoczne skrzydła mogą na pierwszy rzut oka wskazywać na stadium larwalne. Niewprawny obserwator może więc wziąć za postać młodocianą naszego pasikonika zielonego czy pasikonika śpiewającego.

We wspomnianej publikacji autorzy sugerują, że że nadrzewek południowy obecnie występuje już w niemal całej południowej Polsce. Jak zaznaczają, rozprzestrzenianiu tego gatunku sprzyja transport samochodowy i kolejowy. Naturalna dyspersja wspomagana jest dyspersją antropogeniczną. Jest to szczególnie ważne dla, takich jak nadrzewek południowy, gatunków nielotnych (brachypteria, krótkoskrzydłość).

Dane naukowe z lat 1900–1950 wskazują, że nadrzewek południowy występował jedynie w południowo–zachodniej Europie (Włochy, Sycylia, Korsyka, południowa Francja) oraz w południowych Bałkanach (Chorwacja, Słowenia, Bośna i Hercegowina). Później odnotowano jego obecność w  całej Francji, Hiszpanii, Szwajcarii, Niemczech, Austrii, Holandii, Belgii, Węgrzech, Wielkiej Brytanii, Bułgarii, Czechach, Słowacji, Serbii, Irlandii a w 2013 także w Polsce. W naszym kraju po raz pierwszy zauważono obecność nadrzewka południowego Krakowie, gdzie był obserwowany i odławiany na drzewach, krzewach i ścianach budynków.
(Źródło: Grobelny S., Żurawlew P., Kutera M., Brodacki M., Kupczyk M., Gwardjan M., Radzikowski P., Itczak A., Czyżewski Sz., 2019. Kolejne stanowiska nadrzewka południowego Meconema meridionale Costa, 1860 (Orthoptera: Tettigoniidae) w Polsce. Przegląd Przyrodniczy, 30 (3): 27-37.


Nadrzewek południowy zasiedla zadrzewienia z krzewami liściastymi. Jest drapieżnikiem, zjada małe bezkręgowce, zasiedlające liście i korę krzewów oraz drzew. Poluje także na minujące (drążące małe korytarzyki w liściach) larwy motyla szrotówka kasztanowcowiaczka (Cameraria ohridella). Prawdopodobnie i jego kuzyn nadrzewek długoskrzydły także odżywia się szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem. Po kilkunastu latach gradacji tego motyla, atakującego kasztanowce, pojawił się być może skuteczny, naturalny obrońca tych drzew. Z pewnością nadrzewek południowy jest gatunkiem obcym dla naszej fauny. Ale czy należy utrudniać mu ekspansję? Z jednej strony sprzyja mu ocieplający się klimat, z drugiej byłby być może naturalnym "obrońcą" kasztanowców w parkach. Dotychczasowe badania naukowe wskazują, że omawiany pasikonik pojawia się w siedliskach synantropijnych. W nowo skolonizowanych obszarach występuje najczęściej w dużych miastach i ich przedmieściach. Miasta jako wyspy ciepła i wrota dla migrantów? Tak, prawidłowość te obserwujemy na przykładach wielu gatunków.

Dotychczas zinwentaryzowane stanowiska nadrzewka południowego skoncentrowane były w środowiskach miejskich, blisko dróg i miejsc kempingowych, co bardzo wyraźnie wskazuje, że gatunek ten rozprzestrzeniania się poprzez transport samochodowy a prawdopodobnie także transport kolejowy.

Jeśli więc chcecie włączyć się w obserwacje zmian przyrody, to może tego roku zwrócicie uwagę i na dwa gatunki nadrzewków, w szczególności na nadrzewka południowego?

Bibliografia:
  • Seweryn Grobelny, Przemysław Żurawlew, Marcin Kutera, Michał Brodacki, Michał Kupczyk, Mariusz Gwardjan, Paweł Radzikowski, Aneta Itczak, Szymon Czyżewski, 2019. Kolejne stanowiska nadrzewka południowego Meconema meridionale Costa, 1860 (Orthoptera: Tettigoniidae) w Polsce. Przegląd Przyrodniczy, 30 (3): 27-37.
  • 16. Meconema meridionale A. Costa, 1860 [https://orthoptera.entomo.pl/index.php/mapy-rozmieszczenia/20-16-meconema-meridionale] (dostęp styczeń 2020)

26.01.2020

Nadrzewek długoskrzydły i zmiany klimatu

Nadrzewek długoskrzydły, samica, 2014
Zmiany klimatu wpływają także na zmiany zasięgu występowania wielu gatunków. Otrzymałem właśnie publikację o nowych stanowiskach nadrzewka południowego (Meconema meridionale), którego można będzie wypatrywać także w północnej Polsce. Ale zanim napiszę o tym gatunku, najpierw przypomnę innego migranta - nadrzewka długoskrzydłego (Meconema thalassinum), którego po raz pierwszy w Olsztynie spotkałem w 2014 roku, w sierpniu.

Sierpniowe wieczory muzycznie umilają nam pasikoniki. Duże, zielone i przepięknie cykające. Biolog powiedziałby – strydulujące (cykające dźwięki, powstające w wyniku pocierania podstawami skrzydeł pierwszej pary, podobne do dźwięków świerszczy – ale wprawne ucho wychwyci szybko różnice). Grają, „śpiewają”, strydulują samce, a samice słuchają ... uszami umieszczonymi na przednich odnóżach. I skoro zajmujemy się stereotypami, to warto wspomnieć, że pasikoniki wbrew powszechnej opinii są głównie drapieżnikami. Napadają na pogrążone w nocnym śnie muchy czy inne drobne owady. Wieczorami wspinają się na drzewa i stamtąd dobiega ich przepięknych, charakterystyczny „śpiew”. Czasem wpadają do mieszkania w bloku. Najczęściej jest to pasikonik zielony (Tettigonia viridissima) lub pasikonik śpiewający (Tettigonia cantans). Tak przynajmniej było jeszcze nie tak dawno temu.

Swego czasu odwiedził mnie w olsztyńskim blokowisku długoskrzydlak sierposz. Ale na początku sierpnia 2014 roku wieczorem zobaczyłem pod sufitem miniaturkę pasikonika zielonego. Larwy są podobne do owadów dorosłych, ale nie mają skrzydeł. A ten miał skrzydła, więc to musiał być owad dorosły. Na dodatek wyraźnie widoczne było pokładełko – zatem samica. Niewyrośnięty pasikonik?
Jak szybko w książkach odszukałem - to był inny pasikonik (bo z rodziny pasikonikowatych, z długimi czułkami) – nadrzewek długoskrzydły. Żona zapewne przyniosła go z kwiatem doniczkowym z balkonu.

Nadrzewek długoskrzydły (Meconema thalassinum) to niewielki (około 1,5 cm długości, u samic długość pokładełka zbliżona jest do długości odwłoka, więc sumarycznie jest owad jest dłuższy) jasnozielony pasikonik (owady z rzędu prostoskrzydłych – Orthoptera). Gatunek pospolity więc niby nic nadzwyczajnego. A jednak coś interesującego zawsze się znajdzie. Samce nie „ćwierkają”, bo nie mają aparatów strydulacyjnych. Wabią samice terkocąc, bębniąc odwłokiem o liście. Nie usłyszymy „cykania” a jedynie charakterystyczne warkotanie (uderza odwłokiem o liść, na którym siedzi). Samicom nadrzewka najwyraźniej takie dźwięki bardzo się podobają. Inaczej gatunek nie przetrwałby z braku potomstwa.

Nadrzewek długoskrzydły,
samiec
W niektórych książkach można spotkać informacje, że gatunek ten (mowa o nadrzewku długoskrzydłym) w Polsce nie występuje. Świat się zmienia i ta informacja stała się już nieaktualna. W Polsce obecnie spotkać go można od lipca do października, głównie na krzewach i drzewach, w lasach liściastych i mieszanych, a także w parkach i ogrodach, preferuje dęby. Spotykany coraz częściej w miastach (czy można mówić o synantropizacji lub synurbizacji?). Prowadzi nocny, nadrzewny tryb życia. Żywi się owadami o miękkich powłokach ciała, zjada więc mszyce. Z tego powodu możemy go uznać za owada pożytecznego. Możliwe, że dorosłego komara także zje. Więc sierpniowego gościa wcale nie wyrzuciłem. Jak mu (a w zasadzie jej) się znudzi, to sam wyjdzie przez otwarte okno.

A skoro o dziwnych prostoskrzydłych piszę, to warto wspomnieć także o niezdarce dziewicy (Saga pedo). Nazwa niezwykła. Ale ten największy (do 12 cm) środkowoeuropejski przedstawiciel pasikoników w Polsce jeszcze nie występuje. Z naciskiem na „jeszcze”. Zasiedla tereny stepowe w południowej Europie, spotykany w dolinie Renu w Szwajcarii. Znane są tylko dzieworodne samice. Są oczywiście drapieżne. Mało ruchliwy owad zasłużył na swoją nazwę – niezdarka. A że same dzieworodne samice to i dodatkowe określenie – dziewica. Czy wraz z ocieplaniem się klimatu i ten owad do nas za jakiś czas dotrze? Warto wypatrywać.

Kolejny raz nadrzewka długskrzydłego u siebie w domu gościłem w 2016 roku (a potem już co roku, najwyraźniej stał się liczny i pospolity w Olsztynie). Zmienność fenologiczną przyrody widać nawet w mieście (wystarczy tylko patrzeć przed siebie a nie np. w telefonie łowić Pokemony). Po zmieniających się gatunkach kwitnących roślin (barwy), po zapachu i po dźwiękach. I po gościach, odwiedzających nasze domy. W lipcu 2016, któregoś dnia rano znalazłem przy progu małego, martwego „pasikonika”. Taka miniaturka pasikonika zielonego . Ale miał skrzydła, więc to był niewątpliwie owad dorosły. U prostoskrzydłych nie ma przeobrażenia, więc larwy są podobne do dorosłych (ewentualnie odwrotnie). Nie mają tylko skrzydeł. Oczywiście cecha ta jest zwodnicza bowiem niektóre gatunki nawet jako dorosłe (stadium imago) są krótkoskrzydłe lub bezskrzydłe… więc wyglądają jak larwy. Na przykład opisywana wyżej niezdarka dziwica,

W tym samy czasie znajoma umieściła na fejsbooku zdjęcie tego samego gatunku. Też jest się „wpakował” do domu. Po konsultacjach eksmitowała go na balkon. I u mnie i u niej akurat trafił się samiec (co można nawet na zdjęciu rozpoznać po aparacie kopulacyjnym). Gatunek też łatwo ustalić – nadrzewek długoskrzydły (Meconema thalassinum). Taki mały pasikonik. Może młody i urośnie? Przypomnę, że owady w stadium imago nie rosną. Jego wielkość jest cechą charakterystyczną. Już raz ten gatunek odwiedzał mój dom. Poprzednim razem była to samiczka.

A dlaczego piszę o dźwiękach pór roku? Bo nie tylko ptaki dźwięki wydają ale i owady. Zazwyczaj w pełni lata słyszymy wieczorami pasikoniki (od niedawna w Olsztynie słychać także świerszcze). Nadrzewek w stadium imago pojawia się już pod koniec lipca. Towarzyszy nam aż do października. Co do dźwięków to już gorzej, bowiem nadrzewek nie gra (nie stryduluje). Nie na „skrzypek”. Za to bębni. Wabi samiczkę bębniąc tylnym odnóżem w podłoże (zazwyczaj liść). Nadrzewek jest mały (10–17 mm), więc ciszy nocnej nam nie zakłóci, zwłaszcza w mieście. Jego bębnienie przypomina warkot lub terkot, ale można usłyszeć z odległości ok. 1 metra. Nie usłyszymy zatem nadrzewka, chyba, ze specjalnie wybierzemy się na jego nocne koncerty miłosne (miłosne, bo wabi samiczki w wiadomym celu).

Nadrzewek długoskrzydły żyje na drzewach, głównie na dębach. Aktywny jest nocą, zjada mszyce i żywi się spadzią. Być może zjada także i komary. W tym przypadku warto by mieć takiego nadrzewka w domu, lub przynajmniej w sąsiedztwie. Ale muszą być drzewa. To jeszcze jeden aspekt dobrodziejstw z drzew w mieście. Zapalone światło w domu i otwarte okno najpewniej zwabiło rzeczonego nadrzewka do mnie. Za późno go znalazłem, by pokazać mu drogę za drzwi.

Przyrodę w mieście warto obserwować o każdej porze roku. Mamy bardzo ciepły i nietypowy styczeń. Rozejrzyjcie się po swoim domu, zobaczcie ile małych gości nas odwiedza. I przysłuchujcie się dźwiękom. Zmiany klimatu powodują, że i dźwięki są już nieco inne. Mam na myśli odgłosy przyrody. A jeśli chodzi o fenologię, to wyjrzyjcie przez okno: czy i które rośliny zaczynają tak nietypowo zakwitać już w styczniu?
(Samiec nadrzewka długoskrzydłego. Fot. Anna Mikita)
Zobacz też:

25.01.2020

Wyloguj swój mózg. Jak zadbać o swój mózg w dobie nowych technologii - Anders Hansen

ISBN 978-83-240-6042-9
Jestem uczestnikiem cyfrowego świata, sam doświadczam od samego początku internetu w Polsce. Wraz z innymi przeszedłem różne fazy rozwoju i dojrzewania technologii jak i głębokiego wnikania w życie społeczne. Z autopsji znam dobre i złe strony mediów społecznościowych i codziennego korzystania z mobilnego internetu w telefonie komórkowym. Bez wątpienia jesteśmy świadkami i uczestnikami wielkiego cywilizacyjnego i ewolucyjnego eksperymentu. Problem nie jest mi znany tylko z książek. Ale po książki chętnie sięgam by zapoznać się z badaniami i refleksjami innych.

"Wyloguj swój mózg. Jak zadbać o swój mózg w dobie nowych technologii" Andersa Hansena (wydana w Krakowie przez wydawnictwo ZNAK w 2020 r., tłumaczenie Emilia Fabisiak) to książka bardzo na czasie. Dobrze napisana i bardzo aktualna. Odpowiada na współczesne pytania: czy i jak korzystać z telefonów komórkowych w życiu zawodowym, w szkole, na wykładach czy na spotkaniu towarzyskim. Krótkie rozdziały z dobrymi tytułami, podsumowujące ramki z najważniejszymi treściami, zrozumiały język i przejrzysty wywód - to wszystko przemawia na korzyść tej książki. Jest jeden zgrzyt, który mnie irytuje: nazwa gatunkowa człowieka pisana jest z błędem: "homo sapiens" zamiast Homo sapiens. Nie wiem czy to błąd autora czy raczej polskiego tłumacza. Pozostałe treści biologiczne są poprawne.

Autor podkreśla już we wstępie, że "zmiana ludzkiego zachowania, jaką zaobserwowaliśmy w ciągu ostatniej dekady - chodzi tu o sposób komunikowania się i porównywania z innymi - jest nadzwyczaj rozległa i może mieć na nas głębszy wpływ, niż nam się wydaje." I tę tezę na 250 stronach rzeczowo udowadnia. "Badania nad wpływem cyfryzacji na mózg znajdują się jeszcze w powijakach, ale wiedza na ten temat wzrasta z każdym dniem." Autor zwraca uwagę, że krócej śpimy i mniej się ruszamy. Natomiast sam mózg znajduje się w świecie dla siebie nieznanym. W sensie ewolucyjnym i fizjologicznym.

Bardzo obrazowo Hansen przedstawia ewolucję człowieka i procesy zachodzące w mózgu, w tym jak funkcjonuje układ stresowy HPA (oś podwzgórze - przysadka - nadnercze) czy system alarmowy z ciałem migdałowatym. Dużo uwagi zwraca na emocję i na to, do czego one nam ewolucyjnie się przydawały. I objaśnia działanie neuroprzekaźników i hormonów, w tym kortyzolu, adrenaliny, dopaminy, serotoniny, endorfin, greliny. Wyjaśnia czym jest stres i lęk oraz skąd się ewolucyjnie wzięła ludzka zdolność do przewidywania przyszłości. Opisuje przyczyny depresji i zwraca uwagę nie tylko na powszechny dostęp do mobilnego internetu ale i łatwość w zaspokajania głodu. Bardzo poglądowo wyjaśnia fizjologiczne uwarunkowania uzależnienia od nadmiaru bodźców z telefonów komórkowych (czy telewizji). Łatwo zrozumieć jakie podłoże biologiczne leży u źródeł uzależnienia od mediów społecznościowych. Bardzo ciekawie opisuje wielozadaniowość i funkcjonowanie pamięci krótkotrwałej i długotrwałej.

Po takich fizjologicznych i neurobiologicznych wyjaśnieniach łatwiej jest czytelnikowi zrozumieć dlaczego zwłaszcza nastolatki tak chętnie sięgają po smartfony i o wiele łatwiej się uzależniają od mediów społecznościowych. Autor wskazuje także przyczyny depresji czy kłopotów ze snem, wywołane przez zbyt częste używanie smartformów. Tę książkę powinien przeczytać każdy nauczyciel i każdy rodzic. By wytłumaczyć młodzieży dlaczego i kiedy nie powininna mieć przy sobie telefonu, np. na egzaminie, na wykładzie, na ważnej lekcji czy na spotkaniu towarzyskim. Autor wyjaśnia w jakich okolicznościach i dlaczego media społecznościowe, takie jak Facebook, pomagają utrzymać relacje międzyludzki a w jakich znacznie im szkodzą. Dorosłym też polecam tę publikację. Dzięki niej można lepiej zrozumieć siebie i świat, w którym obecnie żyjemy.

W jednej z "ramek" znajdują się dobre rady dla ludzi epoki cyfrowej. Między innymi takie:
  • Kup budzik i zegarek na rękę. Nie używaj telefonu do funkcji, do których nie jest ci potrzebny.
  • Wyłącz telefon komórkowy na jedną lub dwie godziny dziennie.
  • W czasie spotkań towarzyskich wycisz telefon i trzymaj go z dala od siebie. Skoncentruj się na tych, z którymi spędzasz czas - wtedy będziecie się lepiej razem bawić!
  • Żadnych telefonów w klasie! Utrudniają naukę.
  • Daj dobry przykład. Uczymy się przez naśladowanie. Dzieci robią to, co ty, a nie to, co im każesz.
  • Każdy ruch jest dobry dla mózgu, ale najlepszy jest ten, który powoduje przyspieszenie tętna.
  • W mediach społecznościowych obserwuj tylko te osoby, z którymi chcesz aktywnie wchodzić w interakcje.
Uzasadnienie tych przykładowych zaleceń (w książce jest ich znacznie więcej) znajduje się w tekście książki, z dobrymi objaśnieniami funkcjonowania naszego organizmu. I to w kontekście ewolucyjnym.

Dla mnie lektura książki Andersa Hansena była nie tylko przyjemna i ciekawa ale bardzo edukacyjna. Mogłem skonfrontować ze swoimi doświadczeniami. W niektórych sprawach zmieniłem zdanie co do codziennych nawyków internetowych.

22.01.2020

Zespół Antropologii Niezdyscyplinowanej czyli czy archeologowi i etnografowi może być przydatna wiedza biologiczna?

Czy pisanie bloga może być pomocne w aktywności naukowej i zawodowej? Okazuje sie, że tak. Bo dotyczy komunikacji i przekraczania ograniczeń współczesności. To po prostu jeszcze jedna przestrzeń do porozumiewania się a dzięki wyszukiwarkom internetowym można dotrzeć tam, gdzie tradycyjna komunikacja naukowa nie sięga. Blogowanie jest głośną rozmową z samym sobą, słyszalną dla innych. Ale nie jest to podsłuchiwanie.

Badania interdyscyplinarne pociągały mnie od dawna. Część tych zainteresowań zakończyła się publikacjami oraz referatami na konferencjach. Subiektywnie uważam, że publikacje, wynikające z poszukiwań interdyscyplinarnych, to jedne z moich najlepszych i najważniejszych prac oraz ciekawszych odkryć. Od początku mojego zatrudnienia na uczelni prowadzę badania symultaniczne, czas i energię dzieląc na zoologię i ekologię z chruścikami (Trichoptera) w roli głównej oraz poszukiwania z zakresu filozofii przyrody czy ogólnej teorii systemów. Interdyscyplinarność zmusza do podróży i współpracy, do wychodzenia poza wąską strefę komfortu, wynikającego z poczucia pewności i kompetencji w wąskiej specjalności.

W tych interdyscyplinarnych poszukiwaniach Warszawę wspominam bardzo miło. Swego czasu, na samym początku mojej pracy zawodowej i przygotowywania się do egzaminów przed obroną pracy doktorskiej, jeździłem na konwersatoria filozoficzne, w których problem ewolucji był mocno akcentowany. Paradoksalnie w tamtym czasie łatwiej było znaleźć w opracowaniach filozoficznych nowinki z teorii ewolucji biologicznej niż w podręcznikach biologicznych. Teraz na szczęście to się zmieniło. Z tamtego okresy wyjątkowo sympatycznie wspominam profesora Władysława Kunickiego-Goldfingera. Przesłałem mu swojej wczesne pomysły, przyjął mnie i poświęcił swój czas jakiemuś młodzikowi z prowincji. Dla mnie było szczególnie przyjemnym spotkać się z człowiekiem, którego znałem z książek i podręczników akademickich. I porozmawiać. 

Najnowsze zaproszenie do Warszawy z wykładem, na spotkanie naukowe w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN, było dla mnie sporym zaskoczeniem. Jak mnie wyśledzili? Przecież to zupełnie inna dyscyplina, inne kręgi naukowców. Okazało się, że odszukano mnie przez blog... To znaczy, że świat się bardzo zmienia. Kiedyś specjalistów poznawało się przez ich książki, publikacje, spotkania na konferencjach. Z tego powodu udział w konferencjach naukowych i publikowanie było niezwykle ważne - by być w obiegu naukowym i by być znanym, by uczestniczyć w komunikacji naukowej. Nie bez przyczyny w ocenie aktywności naukowej liczył się udział w konferencjach czy publikacje. Raczej nie jest trudno poznać specjalistów z własnej, wąskiej dyscypliny. Przecież bywamy na tych samych konferencjach, czytamy podobne czasopisma, a więc jest duża szansa poznania dorobku danej osoby. A co ze specjalistami z innych dziedzin?

Wraz ze wzrostem liczby ludzi na świecie oraz znaczącym wzrostem poziomu edukacji i związanego z tym ogromnego przyrostu naukowców, obserwujemy postępującą specjalizację i zamykanie się w kręgach coraz węższych poddyscyplin. Gdy jest coraz większa liczba dyskutujących to muszą się tworzyć mniejsze grupki. Nasz mózg jest ograniczony ze wszystkimi na raz i z tak bogata treścia nie jestesmy w stanie się porozumiewać. Czas także jest ograniczony w kontekście doby i życia naukowców. W rezultacie nawet naukowcy z jednego kraju nie mają okazji spotykać się na tych samych konferencjach, nie czytają tych samych czasopism naukowych. Co roku na świecie wydawanych jest ok. 1,5-2 miliony nowych artykułów naukowych. Z konieczności musimy obracać się w coraz bardziej wyizolowanych specjalnościach. Już tylko z tego powodu trudniej o interdyscyplinarność. Zwłaszcza, że nauka na charakter ponadnarodowy, ogólnoludzki. Łatwiej więc spotkać specjalistów z własnej dziedziny pracujących na całym świecie niż polskich naukowców z różnych dyscyplin. Mimo, że łączy nas fizycznie mała odległość i jeden język. W zapracowaniu zanika nawet możliwość i chęć spotykania się na jednym uniwersytecie... na jednym wydziale... Czy naprawdę wiemy co robią koleżanki i koledzy "za ścianą"? Gdy spotykamy się to częściej rozmawiamy o tym za ile punktów kto opublikował a nie co odkrył i jakie to ma znaczenie....

W świecie internetowej elektroniki naukowcy mogą poznawać dorobek innych uczonych także przez nowe kanały. Na przykład blogi. Tak i było w tym, opisywanym przypadku. To mały kamyczek do tego, że warto być aktywnym w nowych przestrzeniach komunikacji, np. w portalach społecznościowych (także tych, dedykowanych dla naukowców) jak i blogach. Nie liczą się one jeszcze do oceny dorobku (i dobrze, więcej autentyczności!). Ale są użyteczne. Ale czy mądrze jest ograniczać aktywność tylko do spraw, które przynoszą oceny (punkty)? Uczymy się dla ocen czy dla siebie? Poznajemy świat dla punktów czy z ciekawości i poszerzenia wiedzy? W wielości ludzkich postaw znajdujemy i jedne i drugie...

Zaproszenie od archeologów przyjąłem z dużą radością. Zespół Antropologii Niezdyscyplinowanej brzmi obiecująco. Jedno słowo a dwa znaczenia. Jedno wydaje się oczywiste i dotyczy pewnego buntu, fermentu, nieposłuszeństwa, jakże ważnego w nauce. Drugie dotyczy tego, że w nowej ustawie o nauce część tradycyjnych dyscyplin pozbawiona została swoich autonomicznych dyscyplin. Połączeni zostali z innymi. Są więc nie z dyscypliny (owani). To samo spotkało antropologię.

Z czym pojechałem? Z tym, co mi od dawna w duszy gra i nie mieści się w wąskiej ekologii i entomologii, bo dotyczy spraw ogólno biologicznych a wręcz filozoficznych. Biologia jest jedną z najszybciej rozwijających się dyscyplin, Ogromna liczba naukowców oraz zastosowanie zupełnie nowych metod badawczych owocuje coraz to nowymi odkryciami. Wiele z nich nie mieści się w obowiązujących teoriach i paradygmatach. Tych wyjątków przybywa. Z tego powodu jesteśmy w fascynującym okresie poszukiwania nowego paradygmatu, nowej spajającej teorii. Ku mojemu zadowoleniu okazało się, że dotychczasowe strategie wyjaśniania przestają wystarczać także antropologom. Być może to właśnie ten dyskomfort poznawczy sprzyja poszukiwaniom interdyscyplinarnym i wymyślaniu nowych, nietypowych projektów badawczych. Do takiego procesu badawczego zostałem zaproszony. I zaproszenie to przyjąłem z dużą radością.

Do tej pory wielokrotnie sięgałem do etnologii by ubarwić opowieści o przyrodzie, łącząc wątki czysto biologiczne z tymi kulturowymi, osadzonymi w etnografii. A teraz wspolnie z antropologami społecznymi bedzie okazja przemyśleć i zbadać zupełnie nowe dla mnie obszary, gdzieś na styku dyscyplin. Antropologia społeczna jest dla mnie nieznanym wyzwaniem i wzbudza zaciekawienie.

Antropologia straciła swoją dyscyplinarną samodzielność. Ale biologia również podlega ogromnym zmianom. Jakiś czas temu przeczytałem, że w USA znikają z uczelni wydziały biologiczne. Ale nie znikają nauki biologiczne. Po prostu wydziały tworzone są w oparciu i inne kryteria i programy naukowe, już nie w nawiązaniu do klasycznego, dawnego podziału, ale zupełnie inaczej - według nowej koncepcji i nowych problemów. Być może i my znajdujemy się w tym procesie. Mój własny wydział od kilku lat nosi nazwę Wydział BIologii i Biotechnologii (mimo że biotechnologia jako dyscyplina umiejscowiona jest w innym miejscu i innych naukach niż biologiczne).

Wróćmy do interdyscyplinarnego spotkania z niezdyscyplinowanymi antropologami. Rodzi się nowy temat badawczy. Czy coś z tego będzie? Nigdy nie wiadomo, już sama próba jest intrygująca i inspirująca. Dyskusja z ludźmi niepokornymi naukowo i niezdyscyplinowanymi (nie ułożonymi w szufladki terminologii administracyjnej) może być bardzo twórcza. Taka współpraca będzie przyjemnością. Więc na nią liczę. Kolejna naukowa przygoda się rozpoczyna...

Zaproszono mnie bo wcześniej dyskutowali o śluzowcach. Czemu antropologia kulturowa poszukuje badań na śluzowcach i jakichś analogii? Zapewne z ciekawości i z chęci wyjścia poza dotychczasowe granice i poza obszary dobrze poznane. Osobiście często poszukuję analogii między  zjawiskami biologicznymi i społecznymi, wychodząc z założenia, że są to takie same systemy. Interdyscyplinarność jest koniecznością i wyzwaniem. Coraz silniej odnoszę wrażenie, że jesteśmy tuż przed rewolucją naukową, przed narodzinami nowego paradygmatu. Czekamy na nowego Darwina, Linneusza, Kopernika. A może już jest, tylko jeszcze nie upowszechniono tych przełomowych odkryć? Może te przełomowe uogólnienia jeszcze nie trafiły do obiegu naukowego i popularnego? Może więc warto zajrzeć na "inne podwórka" i sprawdzić czy nie ma tam czasem tych inspirujących, odkrywczych i porządkujących teorii. Może tylko w stadium zalążkowym ale już obecne.

Niezależnie od naszej woli i tak różne dyscypliny naukowe wywierają na siebie wzajemny wpływ. Ale odbywa się do w tle kulturowym, w obiegu popularnym i z bardzo dużym opóźnieniem. Pamiętamy z edukacji szkolnej zagadnienia z różnych dziedzin. Ale już wtedy były one nieco zapóźnione (najnowsze odkrycia zawsze pojawiają się w podręcznikach ze sporym opóźnieniem). Ponadto aktywni obecnie naukowcy edukację szkolną zakończyli kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. Zatem te wyobrażenia są mocno nieaktualne. Szczególnie widać to po biologii i znajdujące się w obiegu kulturowym wyobrażeniach czym jest ekologia, gatunek biologicznych czy ewolucja. Do badań interdyscyplinarnych potrzeby jest szybszy wzajemny wpływ i przenikanie, np. przez bliski i bezpośredni kontakt naukowców różnych specjalności, dyscyplin. Może się to odbywać w formie spotkań akademickich, konferencji czy projektów badawczych. I ku temu ostatniemu uczestnicy seminarium naukowego w Warszawie się najmocniej skłaniali. Bo projekt badawczy to dialog na konkretnym przykładzie. Tu i teraz. I z możliwością empirycznego weryfikowania.

W swoim krótkim wystąpieniu opowiadałem o ogólnej teorii systemów Bertalanffy'ego, o teorii wysp ekologicznych, o alternatywnych strategiach życia, o ewolucji integracyjnej, o biomomonie i hologenomie, o człowieku kształtujący biosferę i biosferze kształtującej  człowieka i ludzkość jako zbiorowość. Wspominałem o hipotetycznym nowym poziomie organizacji życia i nowej integracji. W dyskusji pojawił się temat nauki obywatelskiej, wykorzystania technologii z mobilnym internetem i języka, opisującego rzeczywistość. Z Warszawy wróciłem mocno zainspirowany. I z rozmyślaniami kogo w Olsztynie zaprosić do tych wspólnych, interdyscyplinarnych poszukiwań. By poszerzać grono współpracujących naukowców.

20.01.2020

Podziękowania za udział w zespołowym projekcie Belfer 2019

(6 maja 2013, "Majówka na zielono", leśnictwo Dzierzguny, wspólne sadzenie lasu)
Jeszcze raz składam podziękowanie studentom Wydziału Biologii i Biotechnologii za wyróżnienie mnie tytułem Belfra 2019 i nominowanie do drugiego, uczelnianego etapu (czytaj więcej). Głosowanie w plebiscycie uczelnianym jest już zakończone. Wyniki poznamy niebawem. Chciałbym jednak podkreślić, że sukces już jest i to podwójny. Niezależnie jaki będzie wynik końcowy dziękuję za wsparcie i współpracę oraz gratuluję zwycięzcom, których niebawem poznamy.

Po pierwsze jest to sukces pracy zespołowej. Sukces, bo podjęliśmy się współpracy i zespołowego wysiłku. Czyli czegoś, co nas spaja i uczy kompetencji społecznych. Niezależnie więc od końcowego wyniku jest to sukces. Już wygraliśmy, bo ważny jest proces a nie tylko efekt końcowy. Za ten wspólny wysiłek dziękuję studentom, pracownikom i przyjaciołom spoza uniwersytetu. Czuję się współtwórcą naszego wspólnego sukcesu. Zostają dobre wspomnienia i pogłębiona integracja. Ta ostatnia jest nam bardzo potrzebna. W trudnych chwilach wspomnienie tego sukcesu i wsparcia będą dodawać sił, mam nadzieję, że nie tylko mi.

Wiele razy realizowałem wspólnie ze studentami różnorodne projekty. Przykładem, jednym z bardzo wielu, jest projekt z 2013 roku sadzenia lasu w leśnictwie Dzierzguny (zdjęcie wyżej, czytaj o tym projekcie więcej i więcej i jeszcze więcej). Zrealizowany został w ramach przedmiotu ochrona środowiska (więcej zdjęć z sadzenia lasu). Wszystkie te projekty wynikały z założeń dydaktycznych, że nauczanie metodą projektu jest efektywne i znacząco uzupełnia tradycyjne, transmisyjne przekazywanie treści. Najczęściej  były to projekty w ramach ochrony środowiska, ekologii jezior, seminarium dyplomowego itp. Ale zawsze to ja wychodziłem z inicjatywą, jako wykładowca prowadzący zajęcia (co jest oczywiste, bo wynika z kontekstu sytuacji). W przypadku plebiscytu Belfer 2019 było inaczej. To studenci wyszli z inicjatywą i przez nominację zaprosili do wspólnego przedsięwzięcia i współpracy. Nie wypadało biernie stać z boku. I nie chciałem.

Po drugie było mi szczególnie miło zobaczyć tak wiele osób spośród pracowników i przyjaciół czy znajomych, którzy wspierali mnie i studencki projekt swoją aktywnością, pomysłami i wytrwałością. Bardzo wzmacnia widok życzliwych i wspierających osób. Dodaje siły. Praca zespołowa sprzyja tworzeniu wspólnoty nauczających i nauczanych jak i otwarcia uniwersytetu na zewnątrz. Wskazuje na potrzebę realizowania trzeciej misji uniwersytetu: upowszechniania wiedzy w szerokich kręgach społecznych. W tym kontekście naszymi (i moimi!) studentami są także słuchacze uniwersytetów trzeciego wieku, uczniwie ze szkół, w których prowadzimy zajęcia i wykłady oraz zapraszamy do edukacyjnego odwiedzania uniwersytetu, uczestnicy kawiarni naukowych i pikników naukowych, czytelnicy treści edukacyjnych, umieszczanych w internecie.  Razem budujemy dobre środowisko edukacyjne i coś istotnego dla regionu.  Razem uczymy się współpracy i rozwijamy kompetencje społeczne. Bo człowiek uczy się cale życie. Ja również teraz nauczyłem się czegoś nowego. I za to wspólne nauczeństwo dziękuję (o nauczeństwie czytaj także tu oraz tu). W dobrym towarzystwie przyjemnie jest się uczyć.

W plebiscycie rywalizowaliśmy (i ja osobiście także) z innymi wydziałami, innymi drużynami. Nie walczyliśmy przeciw sobie. To była wspólna, uniwersytecka zabawa - bo przecież nie wynik jest ważny ale rywalizacja, spajająca te różne drużyny. Wsparcie inicjatywy Samorządu studenckiego, jedna z wielu konkurencji Ligi Wydziałów. Kortowiada to nie tylko muzyka, koncerty i zabawa, to także wiele miesięcy zespołowej pracy w przygotowanie wielu konkurencji. Niejako poza programowymi zajęciami uczenie się kompetencji społecznych, ważnych dla studentów osobiście jak i ich kompetencji zawodowych. Uniwersytet to nie tylko zajęcia ujęte w siatce godzin i programie, to przede wszystkim przestrzeń edukacyjna. Do takiego uniwersytetu dążymy. I za to także serdecznie dziękuję - jesteście współtwórcami takiego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Uniwersytet jest jak góra lodowa - na "powierzchni medialnej" widać tylko fragment, np. paradę studentów w czasie Kortowiady. Nie oceniajmy pochopnie tańczącej na ulicach młodzieży. Wielu z nich przez długi czas pracowało, nie tylko na zajęciach ale i w różnego typu projektach społecznych, kołach naukowych, samorządzie, przygotowaniu małych i dużych imprez. To co najważniejsze i najbardziej wartościowe ukryte jest przez oczami przechodniów, oglądających paradę. Tak jak z sadzeniem lasu: efekty widoczne będą dopiero po wielu latach.

Jeszcze raz dziękuję za wsparcie. Dla mnie osobiście jest to ważne. I czuję się zobowiązany.




16.01.2020

O szarańczy i badaniu klimatu

A owa szarańcza bardzo ładnie się
na portrecie prezentuje.
Archiwum Polskiej Prowincji
Dominikanów w Krakowie
W niedawnej internetowej dyskusji o zmianach klimatu ktoś wspomniał, że warto przeglądać stare kroniki, np. klasztorne, bo jest tam sporo informacji. Na przykład o uprawie winorośli w Polsce itd. Miałoby to wskazywać, że ciepło to już u nas nie raz bywało (podobnie Grenlandii, jako zielonej wyspie).

Naukowcy często sięgają do różnych źródeł, także tych nietypowych, jak kroniki, różne zapiski handlowe, aby na ich podstawie uzyskiwać dane z przeszłości. Mimo że są niedoskonałe i dotyczą zazwyczaj czegoś innego, to zawsze coś tam można znaleźć. Bo do tej pory nie wynaleziono maszyny do podróżowania w czasie. Więc trzeba odtwarzać przeszłość z wykorzystaniem najróżniejszych śladów. W przypadku klimatu także korzysta się z kronik (a nawet malowideł naskalnych, malarstwa sztalugowego itd). Co prawda teraz mamy znacznie doskonalsze, nowe metody instrumentalne, ale nic nie zostaje pominięte. Botanicy, zoolodzy także z takich kronik korzystają.

Warto jednak przy okazji podkreślić, że nie jest łatwo ze starych kronik korzystać. Trzeba poznać kontekst i wiele różnych uwarunkowań by wyciągać poprawne wnioski. Za przykład niech posłuży zamieszczone obok zdjęcie z klasztornej kroniki oraz rysunkiem. Podpis wskazuje na obecność szarańczy w Polsce w połowie XVIII wieku. A zatem mamy dowód na nalot (pojawienie się, imigrację) tego gatunku w okolicach Kalisza? Wtedy entomologów nie było, nikt badań nie prowadził. Dla zoologów więc duża gratka odnotowania obecności migrującego gatunku.

W Katalog Braci Prowincji Ruskiej, w jednostce o sygn. Pr 18  zanotowano "nadejście" szarańczy w 1749 r. "Trzy takich szarańczy padło w Kaliszu w 1749 r. 1749 22 Aug Szarańcza szła przez Leduchów, w Piątek po południu przez godzin połtory ku Dubnu leciała". Przy okazji widzimy że język polski w tamtym okresie nieco różnił się od obecnego, jak i ortografia. Czy ten nieudolny rysunek i zapis w kronice wskazuje na obecność szarańczy?

Na rysunku widać wąsy i oczy... Owady takich oczywiście nie mają. Ale tak wtedy postrzegano świat. Tu mała dygresja: człowiek postrzega świat także przez pryzmat własnej wiedzy. Nie ma więc w pełni obiektywnie obserwowanych faktów, bo patrzymy na nie przez pryzmat własnej wiedzy, paradygmatu (również tego, co chcemy zobaczyć, czego spodziewamy się). Rysunek wydaje się nieudolny, niemalże dziecięcy. Można więc wywnioskować, że ówczesna wiedza - nawet u ludzi bądź co bądź wykształconych - była słaba (przynajmniej we współczesnym kontekście). Niemniej na rysunku zaznaczono kilka ważnych cech, które pozwalają zidentyfikować owada. Po pierwsze skrzydła - zaznaczony rysunek może odpowiadać skrzydłom prostoskrzydłych, takich jak pasikoniki czy sama szarańcza. Zakończenie odwłoka trochę nie pasuje do szarańczaków. O ile "wąsy" są krótkie i mogłyby odpowiadać szarańczy (w przeciwieństwie do pasikoników, które mają bardzo długie czułki) to zakończenie odwłoka i kształt kończyn już wzbudzają wątpliwości. Postać tej "szarańczy" ma sporo cech antropomorficznych.

Uwagę zwraca mała trupia czaszka na "piersi" (w takim ułożeniu u owada jest grzbiet). Czy to jakiś antropomorficzny znak? Może skojarzenie z niszczącą roślinność szarańczą i wynikającym z tego głodem w miejscach gdzie się by pojawiła? Jakieś antropomorficzne, artystyczne podsumowanie działalności tego owada?  Ta plama w kształcie trupiej główki nasunęła mi skojarzenie z motylem nocnym, zmierzchnicą trupią główką. I dlatego odszukałem inny rysunek, ze sztambucha saskiego generała, który u nas przebywał:
(Anno 1749: Taka Szarańcza padła na milę od Kalisza, z którey dwie złapano, y jednę serwują w Kapitule Gneźnieńzskiey, a drugą OO. Reformaci w Kaliszu, tę gdy wzięto w rękę skrzeczała jako Gacek, y pianę żółtą z pyska toczyła, cała była kosmata, jak axamit, Śmierć na piersiach, nogi dwie kosmate y zęby wiewiórcze mająca etc.)

Podobieństwo obu rysunków jest uderzające. Kroś od kogoś odrysowywał. Sądze, że to generał Jauch odwiedził klasztor, i na podstawie opowieści nieco poprawił rysunek (jego rysunek jest lepszy, ma więcej szczegółów). W jego sztambuchu było sporo realistycznych rysunków różnych owadów i innych zwierząt. Jego wiedza przyrodnicza umożliwiła nieco inne graficzne ujęcie (widział więcej przez pryzmat swojej przyrodniczej wiedzy). Niemniej na pewno sam tego owada nie widział.

"Generał Joachim Jauch (1684-1754) przez większość życia był porządnym protestantem. Imienin nie świętował, za to na urodziny otrzymywał od swoich bliskich wpisy do sztambucha. W pamiątkowym kajecie widnieją więc akademickie studia antycznych rzeźb, projekty architektoniczne, mitologiczne sceny, szkice i kopie grafik. Jauch – saski oficer wysłany do Warszawy – szybko robił karierę w wojsku i administracji. Znany jest głównie jako architekt odpowiedzialny za założenia urbanistyczne i zaprojektowanie bądź przebudowanie w nowym stylu wielu warszawskich budowli. Dyrektor Saskiego Urzędu Budowlanego w Warszawie, inżynier i artylerzysta, musiał w swojej karierze widzieć niejedno, a jako autor barokowych dekoracji dobrze znał całą mityczną i fantastyczną faunę. Z pewnością nie był głupcem i raczej nie dawał się zwieść złudzeniom. Na kilka lat przed śmiercią w jego sztambuchu pojawił się jednak wizerunek zdumiewającej istoty opatrzony dłuższym dwujęzycznym opisem." http://blog.polona.pl/2014/03/smierc-na-piersiach/

W pamiętniku generała pojawia się nazwa szarańczy i dużo dokładniejszy opis. Znacznie szerszy niż ten, zanotowany w klasztornej kronice. Na pewno więc odwiedził klasztor i rozmawiał z naocznymi świadkami. I właśnie z tego opisu można nabrać większej pewności, że tego roku pod Kaliszem wcale nie szarańcza wzbudziła taką sensację. Gdyby był nalot szarańczy wędrownej to liczba osobników byłaby wielokroć większa niż trzy. Ponadto pozostałe cechy: wydawane piski, "toczenie piany" itd. bardzo wyraźnie wskazują na nocnego motyla z grupy zawisaków, zwanego zmierzchnicą trupią główką (więcej o tym gatunki w zamieszczonych niżej linkach).

(Zmierzchnica trupia główka, Wikimedia Commons, autor Didier Descouens)

Zmierzchnica jest motylem nietypowym, nomatdycznym. Rozwija się w północnej Afryce i południowej Europie. Czasem zalatuje i do nas, ale nigdy w wielkiej liczebności tak jak szarańcza.

Dla entomologów notatki z klasztornej kroniki i generalskiego sztambucha są ważną informacją, wskazującą na pojawienie się w okolicach Kalisza tegoż właśnie nomadycznego gatunku. Informacje ze starych kronik są przydatne. Trzeba tylko umiejętnie je odczytywać. To nic, że pojawia się słowo "szarańcza". Nie oznacza ono gatunku "szarańcza wędrowna", odnosi się do zupełnie innego, niespokrewnionego owada. Podobnie z odczytywaniem klimatu ze starych kronik. Potrzebna wiedza i odpowiednia metodologia.

Naukowcy w poszukiwaniu danych raczej nie zaglądają do takich nietypowych źródeł. Ale inne osoby, jeśli przypadkiem trafią, to w epoce cyfrowej mogą znacznie szybciej dotrzeć do ekspertów i poprawnie zinterpretować napotkane ciekawostki i dane.


Więcej na temat zmierzchnicy trupiej główki: