6.01.2023

Czy sztuczna inteligencja zagraża człowiekowi a jeśli tak, to jak?

Coraz więcej rzeczy z mojego życia spotykam w skansenie. Wycieczka jak do innego kraju, do innego świata. 

Główna teza tej wypowiedzi brzmi: sztuczna inteligencja i algorytmy wnoszą ogromną zmianę w nasze życie i są ciągiem innych, ewolucyjnych procesów, już od dłuższego czasu trwających. Sztuczna inteligencja (algorytmy) jako taka nie zagraża człowiekowi. To sam człowiek zagraża sobie samemu. Przed nami ogromne wyzwanie by nauczyć się żyć w nowym środowisku i z nowymi relacjami z nieludzkimi elementami naszego ekosystemu społecznego. 

cytat znaleziony gdzieś na stronie zachwalającej algorytmy sztucznej inteligencji:,

"Celem sztucznej inteligencji nie jest wyeliminowanie człowieka, ale wyeliminowanie rutynowych i nudnych zajęć. Dzięki temu ludzie będą mogli zajmować się rzeczami ważnymi, kreatywnymi, ciekawymi."

Podobne nadzieje pokładano w czasach rodzącej się mechanizacji w drugiej połowie XIX wielu. Czas pracy miał się skrócić do 2 h dziennie. Nie skrócił się, maszyny nas wyręczają a my pracujemy coraz więcej. Dlaczego tak się dzieje? Nie możemy żyć bez pracy? Nie potrafimy zajmować się rzeczami ważnymi kreatywnymi? Wspomniane czynności zabierają dużo energii i nie jesteśmy w stanie poświęcić im więcej czasu i uwagi? Regenerując swój umysł do kreatywności i szukając inspiracji "nic nie robimy" a to jest odbierane jako wałkonienie się i naganne nic-nie-robienie? Za co mielibyśmy otrzymywać wynagrodzenie? Ciągle jeszcze bardziej cenimy umęczenie się do siódmego potu?

Zastąpienie w czynnościach rutynowych, nużących, męczących i brudzących. To samo w dawnych czasach mówiono o niewolnikach, mieli wykonywać czynności męczące, nużące, brudzące ciało i ręce. W urządzeniach i algorytmach szukamy nowych niewolników do pracy. Ale czy cała reszta będzie klasą panów? Uprzywilejowanych? Nie, tylko mały procent, reszta pozostanie na lodzie. Tak jak  w przypadku mechanizacji i automatyzacji. Profity z automatyzacji rozdysponowane zostały nierównomiernie. Co być może wynika ze społecznego charakteru ludzi i hierarchii społecznej. 

W epoce przemysłowej w edukacji kształciliśmy się (powszechna edukacja i alfabetyzacja) by zająć się innymi czynnościami a nie tylko nużącymi, fizycznymi, niewykwalifikowanymi. Teraz te czynności zabierają komputery i algorytmy sztucznej inteligencji oraz dalsza mechanizacja. Mieszkanie posprząta nie służąca czy niewolnik lecz samobieżny i samodzielnie odkurzający robot czyszczący, odkurzacz nowej generacji. Pralka upierze, TV zabawi, jedzenie zamówisz telefonicznie i ci dowiozą. A w autonomicznym domu lodówka sama zamówi kończące się produkty - nie musisz o tym pamiętać i zaprzątać sobie głowy takimi "drobiazgami".. Samochód autonomiczny zawiezie cię tam gdzie chcesz. Nie musisz mieć własnego szofera. Służba i zarzadzanie służbą jest przejmowane przez nowe technologie i algorytmy sztucznej inteligencji. Będziemy jak rozkapryszona, dawna arystokracja, która nie potrafi sama się ubrać i zrobić coś do jedzenia? Władcza lecz i jednocześnie bezradna w wielu aspektach życia codziennego.

Nie problem z AI (SI). Problem z ludzkim rozwarstwieniem i nierównym podziałem dóbr. Najwięcej jest do zmienienia w ludzkiej i społecznej mentalności. A może się nie da, bo mamy taką ewolucyjnie ukształtowaną biologiczną kondycję gatunku społecznego, stadnego?

Niewolnicy się wyemancypowali, kobiety i dzieci się wyemancypowały, to teraz mechanizacja i sztuczna inteligencją będą nowym niewolnikiem. Ale kto będzie czerpał korzyści? I czy będzie. 

Rozwój technologii, w tym sztucznej inteligencji, to mniej lub bardziej wspólny dorobek całej ludzkości, wielu pokoleń, wynalazczości, współpracy, konektywnego tworzenia wiedzy. Nowy rodzaj wspólnego pastwiska. Czym było wspólne pastwisko na dawnej wsi? Terenem wspólnym, z którego korzystać mogli wszyscy  członkowie społeczności. Były i złe strony takiego gospodarowania, bo trudno było uzyskać konsensus ile krów, owiec czy koni można utrzymywać na tym pastwisku by nie doszło do przeeksploatowania i zniszczenia (utraty żyzności). Indywidualny egoizm i chciwość kontra długofalowy interes wspólny.  W pewnym momencie, na skutek zmian społecznych, nastąpiło grodzenie pól i podział na indywidualne działki owego dawniej wspólnego pastwiska. Jednym z efektów była większa wydajność w produkcji żywności. Ale czy czerpali z tego korzyści wszyscy? Dla biedoty wiejskiej nic nie starczyło i zostali pozbawieni skromnego dochodu. Podobny dylemat wspólnego pastwiska możemy zauważyć w epoce przemysłowej i w traktowaniu zasobów Ziemi. Nadmierna eksploatacja i doprowadzanie do katastrofy ekologiczne z jednej strony a z drugiej dzielenie, grodzenie i korzystanie z zasobów tylko przez nielicznych. Znowu ktoś został "na lodzie" i poza ogrodzeniem. Czy tak samo będzie przy korzystaniu z dobrodziejstw sztucznej inteligencji? Kto będzie czerpał beneficja? Czyje ręce i czyje głowy uwolnione zostaną od nużących prac?

Kto nie pracuje to nie je, jaką więc pracę będziemy wykonywali, gdy za nas pracować będą automaty i algorytmy? Wyrugowani chłopi przenieśli się do miast i zasilili rodzącą się klasę robotniczą (fabryczną). Przekwalifikowali się. Tkacze stali się robotnikami. Czy zajęli się pracą bardziej ważną, twórczą? Cena produktu spadła, można było produkować więcej i taniej. Rynek szybko się wysycił. Więc rzeczy są jednorazowe, by ciągle było na nie zapotrzebowanie (sztuczne postarzanie produktu). Moda kreuje kupowanie nowych rzeczy, gdy stare są jeszcze dobre.

Komputery wyrugowały urzędników. Ich nudne i powtarzalne czynności zostały zautomatyzowane. I co się stało ze średnim personelem? Czy zajęli się czymś ważnym i kreatywnym? A przecież mogliby. Algorytmy sztucznej inteligencji pozbawiają pracy ludzi piszących (dziennikarze), grafików komputerowych i prawdopodobnie także nauczycieli. Ciąg zmian cywilizacyjnych.

W edukacji znaczna część czynności może być zautomatyzowana: sprawdzanie testów jest szybkie. Ankieta online, sortowanie pytań - to wszystko zrobią za nas algorytmy komputerowego oprogramowania. A czy można bardziej złożone treści automatyzować by nauczyciel nie musiał sprawdzać kartkówek, wypracowań i esejów? Czy nowe generacje ChatGPT przejmą te czynności? Nauczyciel zajmie się pracami ważnymi. Czyli czym? Motywowaniem do nauki, pokazywaniem sensu? Czy też więcej dostanie do pracy. Więcej i szybciej i taniej. I mimo automatyzacji dalej będzie długo pracował. Jedynym zyskiem będzie to, że zrobi więcej. A więc i mniej nauczycieli będzie potrzeba? Bo jeden wystarczy za dwóch lub trzech? A może i za dziesięciu.

Niewolnicy wyręczyli panów w pracy ciężkiej i powtarzalnej. Ale kto czerpał korzyści. Lud rzymski? Czym się kończy rozwarstwienie społeczne? Poza klęskami ekologicznymi? Rosnące rozwarstwienie generuje wiele różnych problemów społecznych i często wywołuje krwawe rewolucje. 

Jeszcze nie tak dawno uważaliśmy, że Murzyn to nie człowiek, więc może być niewolnikiem. Podobnie myślano i niestety myśli się jeszcze, że kobieta to nieczłowiek lub nie całkiem człowiek. Dlatego może być wykorzystywana. I mam być posłuszna. Maszyna to nie człowiek, może pracować dużo i nie mieć żadnych praw. Nie wzbudzi żadnych wątpliwości etycznych, nie pojawią się związki zawodowe czy ruchy abolicjonistów. Ale czy mogą nieliczni zawłaszczać dorobek setek pokoleń ludzkich i całych społeczeństw? Zawłaszczanie wspólnego dorobku tak jak gruntów wiejskich czy pastwisk? Czy jako ludzkość potrafimy podzielić się światem i czasem wolnym, zasobami i czasem wolnym? To tkwi w nas a nie w SI (sztucznej inteligencji). Dlatego uważam, że to nie algorytmy są dla nas problemem lecz my sami. Ludzie z krwi i kości. Narzędzie jest tylko narzędziem. Może być różnie wykorzystywane.

Kluczem byłby gwarantowany dochód podstawowy. Ale kto nie pracuje ten nie je? A co z klasą próżniaczą? Też nie pracują a zarabiają krocie. Nie z zasług a z faktu zajmowania uprzywilejowanej pozycji. Wynika z przypadku, z dziedziczenia, czasem z okoliczności. Teraz wszyscy mielibyśmy stać się zdegenerowaną klasą próżniaczą? Chyba, że nauczymy się korzystać z czasu wolnego i zachowamy niezarobkową aktywność. Rosnąca przestrzeń dla wolontariatu. To wszystko mieści się w szeroko rozumianych kompetencjach społecznych. I tego powinna uczyć współczesna szkoła. Nie pracy na obrabiarce, korzystania z arkusza kalkulacyjnego i wielu innych, niegdyś ważnych umiejętności. Teraz kluczowe stają się kompetencje społeczne: kreatywność, zdolność do dialogu, współpraca, empatia itp. Zmieniło się środowisko i potrzeby społeczne to i zmienia się szkoła. W której na pewno na trwałe zagoszczą algorytmy sztucznej inteligencji. Nauczyciele będą musieli się przekwalifikować... I być może ich głównym zadaniem będzie uczenie algorytmów, takich jak ChatGPT. W jakimś sensie nie ryba a wędka, którą przekażą sztucznej inteligencji. I skupią się na budowaniu dobrego środowiska edukacyjnego, niczym projektanci złożonych ekosystemów. Oraz jako opiekunowie uczniów oraz pomocnicy AI. Ten proces już zachodzi od wielu lat - ale to temat na osobny wpis i oddzielne rozważania.

Hierarchiczność jest immamentną cechą społeczeństw ludzkich. Być może trzeba ją uznać za naturalne prawo przyrody jako przykład kompartymentacji układów złożonych.

Bardzo trafnie wyzwania edukacji w czasach SI sformułował Marcin Zaród:

Najważniejsze jest JAK się uczyć. To, czego się uczymy, w epoce SI staje się drugorzędne.
Zapożyczone z grupy tai chi i zmodyfikowane do epoki ChatGPT"


Moim zdaniem ujął problem trafne. Przybywa materiału do opanowania, np. z biologii. A biologia należy do szybko się rozwijających dyscyplin i po jakimś czasie pewne informacje się dezaktualizują, wymagają modyfikacji i poprawek. Wszystkiego nie da się opanować, nawet na studiach. Ale ważny jest sposób myślenia. W przypadku biologii, moim zdaniem kluczowa jest teoria ewolucji oraz rozumowanie ekologiczne (relacyjne i interakcje systemowe). W skrócie: wszystko ze wszystkim (jest powiązane) i wszystko ze wszystkiego (pochodzi). Także w kontekście rozwoju embrionalnego (evo-devo - ewolucja i rozwój). Do tego trzeba dodać genetykę na poziomie molekularnym. Upraszczając: nie ważne czy budowy kręgowca nauczymy się na przykładzie konia, świni czy człowieka. Ten sam plan budowy choć są wyraźne różnice, wynikające z przystosowania do środowiska. Trudne byłoby ustalenie tego, jak rozumieć część biologiczną edukacji. Ale już trzeba nad tym się zastanawiać i dyskutować. W zakresie paradygmatu naukowego ważne byłoby nauczenie metody: dostrzeganie problemu, określanie celu, dobór materiału i metod, opis czyli omówienie wyników i dyskusję, czyli interpretację wyników w nawiązaniu do tego co już wiemy (jako ludzkość). Jestem jak najbardziej za tym, że ważne jest jak się uczymy. W kategorii JAK - ważne jest, że w dialogu z innymi, że stawiając pytanie i dobierając argumentację.

Sama sztuczna inteligencja w niczym nie zagraża. To ludzie są zagrożeniem i to, w jaki sposób ułożymy społeczne zasady i podział zasobów oraz beneficjów.

Przykład z wykorzystania AI jako farmę troli. Przecież odpowiedzi takiego czatu (udającego człowieka) nie muszą być prawdziwe. Czat GPT zmyśla i wymyśla. Dla zleceniodawcy w farmie troli to atut: szybko, dużo, tanio i bezpiecznie (taki czatbot nie będzie miał rozterek moralnych). Nie będzie wyrzutów sumienia, nikt się nie zbuntuje, nie sypnie, nie rozniesie się. Właściciel farmy troli przyjmie każde zlecenie i tanio wykona. Pozycjonowanie stron? Reklama? Hejt? Sterowanie opinią publiczną a w konsekwencji i wyborami? W zasięgu ręki. Tanio. Pracę stracą wyrobnicy w farmie troli. Czym się zajmą? Czymś ważnym i kreatywnym? Przekwalifikują się?

Jest potencjał w edukacji dla AI. Ale kluczowa jest motywacja. By się chciało chcieć uczyć się. Ktoś musi pokazać sens. By przymuszony niewolnik nie szedł na skróty i nie ściągał, by nie poświadczać oszukanych umiejętności, wiedzy czy kompetencji. A przecież doświadczamy tego od dziesięcioleci w edukacji, ze ściąganiem, wyciekiem pytań egzaminacyjnych, plagiatami, pisaniem na zlecenie, kupowaniem dyplomów na bazarze itd. Nic nowego.

Do czego potrzebny jest czy będzie człowiek w wieku XXI? Czyli już teraz. W obecności automatyzacji i algorytmów. Czyli nieludzkich podmiotów i aktorów życia społecznego, gospodarczego, cywilizacyjnego. Są obok nas. Współtworzą rzeczywistość i nas samych.

Bez wątpienia AI i algorytmy mocno zmieniają życie społeczne, zmieniają nas cywilizacyjnie. Czy potrafimy się dostosować? Odkryć dobre strony AI i sensownie je wykorzystać? Narzędzie jest tylko narzędziem. Nóż może posłużyć do krojenia chleba jak i do zabijania. To od użytkownika tego narzędzia zależy jak zostanie wykorzystane.

Dla kogo w edukacji narzędzia takie jak czat GPT są zagrożeniem? Dla tych co wymagają od uczniów pracy odtwórczej, pamięciowej (bo te narzędzia AI pomogą ściągać). Zagrożona jest wiedza podająca: wykładanie i sprawdzanie czy zapamiętany został przekazany materiał. Gdy własna wiedza (sprawdzającego) stanowi punkt porównawczy, niczym wzorzec z Sevres. Dla innych nie stanowi zagrożenia. O narastającym rozdzieleniu w zawodzie nauczycielskim, niczym ze specjacją rozrywającą, jeszcze napiszę. Bo to niezwykle ciekawe.


Przeczytaj tez:

4.01.2023

Chat GPT niebezpiecznie wiarygodnie konfabuluje

Przykład z kamishibai, teatrem ilustracji, dawnym japońskim wynalazkiem, który obecnie zyskuje na edukacyjnej popularności. Temat nawiązuje do zamieszczonego teksu. Rzecz jest o mówieniu.
 

Kiedy pojawia się nowa osoba w towarzystwie to wzbudza zainteresowanie i każdy chce z nią porozmawiać, zapoznać się. Takie zainteresowanie społeczne wzbudził ChatGPT, nowy podmiot sztucznej inteligencji, stworzony do konwersacji. Chyba (niepewność dotyczy konwersacji a nie zainteresowania ChatGPT). Niewątpliwie gwiazda socjologiczna ostatnich dni, ciesząca się ogromnym zainteresowaniem.  I ja także dołączyłem do tego grona przepytywaczy, szukających słabych punktów lub odkrywających mocne strony nowego bytu towarzyskiego. Towarzysko przepytać ku zachwytowi lub uciesze. Efektem było spore zdziwienie i zaniepokojenie. 

Najpierw spytałem o Jana i Cecylię w kontekście lektur szkolnych i miłości. ChatGPT (zwany dalej także Czatbotem)  z dużą pewnością w wypowiedzi i przekonującym, elokwentnym językiem udzielał odpowiedzi. Językowo zdania poprawne i niebanalne, przyjemnie się czytało. Jak okołoświąteczną literaturę. Jana i Cecylię zamiast w "Nad Niemnem" umieścił w "Lalce" i dodał wymyślone nazwiska. Ktoś, kto nie czytał i nie zna obu książek mógł uwierzyć w wygenerowana historię i omówienie lektury. My mieliśmy zabawę przy świątecznym stole (bo oczywiście odczytałem na głos konwersację z Czatbotem). Zgodnie odnieśliśmy wrażenie, że ChatGPT odpowiadał jak nieprzygotowany uczeń, który bezczelnie zmyśla, bazując na językowej elokwencji i kompetycjach komunikacyjnych. Brzmiało wiarygodnie i ciekawie. W szkolnych anegdotach o podobnych i rzeczywistych wyczynach ludzi z krwi i kości, czasem opowiadaliśmy w dawnych czasach. Sposób na wymiganie się z negatywnej oceny i udawanie, że się przeczytało zadaną lekturę. Ta "rozmowa" z Czatbotem była dla nas towarzyską zabawą, niczym opowiadanie wesołych historii. Ale gdyby uczeń chciał w ten sposób odrobić lekcje lub poszukać szybkiej odpowiedzi? Mógłby łatwo się zwieść. Dlatego uważam, że jest to niebezpiecznie  wiarygodne zmyślanie.  Zupełnie nowy poziom fake newsów. Przydatne do niezobowiązującej konwersacji i zabawy towarzyskiej lecz szkodliwe w budowaniu wiedzy i szukaniu odpowiedzi na nurtujące kogoś pytania.

Ale może zasób materiału wsadowego dla Czatbota był skromny w języku polskim? Być może nie miał z czego czerpać i wymyślał. Nie przyznał się do braku wiedzy tylko zmyślał. Popłynął jak to się czasem mówi. Postanowiłem sprawdzić jak poradzi sobie z pytaniami, dotyczącymi biologii. Jak rasowy egzaminator spytałem o to, co sam wiem. Najpierw zapytałem o oddychanie u dżdżownicy. W zakresie wiedzy biologicznej - w zasadzie uniwersalnej i niezależnej od języka odpowiedzi ChatGPT były błędne ale wyglądały na wiarygodne. Z oddychaniem dżdżownicy w niektórych fragmentach i mnie wprowadził w zakłopotanie, bo nie mogłem stwierdzić, czy pisze dobrze czy też całkowicie błędnie. Aż sam musiałem sprawdzać, bo odpowiedzi wydawały się błędne, lecz podane tak wiarygodnie, że było przekonywujące. Te same pytania zadawane w języku angielskim otrzymywały lepsze merytorycznie odpowiedzi. Może ChatGPT miał więcej tekstów w języku angielskim niż polskim, na których się uczył? A może to także błąd w tłumaczeniu? 

Zamieszczam przykład z omułkiem. Odpowiedź była kuriozalna. Jak można zaliczyć małża morskiego, mięczaka do ssaków a konkretnie do fok? Może to efekt złego tłumaczenia? Źle zrozumiał moje pytanie? Może są jakieś podobne słowa dla omułka i morskich ssaków?  Fragment, dotyczący zamykania otworu nosowego w czasie nurkowania wydał się poprawny i wiarygodny. Trudno, żeby było inaczej. To skoro pisze w tym fragmencie poprawnie, to może i dalej będzie dobrze? Długo nurkujące ptaki czy ssaki muszą rozwiązać problem z oddychaniem i potencjalnym brakiem tlenu. Ale żeby gromadzić w specjalnych gruczołach tlenowych? Nie słyszałem o czymś takim. Ale jeśli nie słyszałem to może ja mam braki w wiedzy o fokach? Nie da się znać na wszystkim w szczegółach. Z ciekawości więc sprawdziłem. Zacząłem od Wikipedii. I znalazłem różne wyjaśnienia, dotyczące problemów z oddychaniem przy głębokim nurkowaniu. U fok tlen gromadzony jest w krwi i mięśniach.  Zatem Czatbot opisał właściwy problem lecz zawarł zmyślone informacje. Googlałem gruczoły tlenowe by znaleźć ewentualne źródło błędu. Zero rezultatu. Przynajmniej w polskojęzycznych źródłach tego nie było. Najwyraźniej Czatbot konfabulował. 

Wnioski. Jeśli uczeń zapyta w nadziei na pomoc, to przynajmniej w zakresie wiedzy biologicznej otrzyma fałszywe informacje, ubrane w wiarygodnie wyglądającą wypowiedź. I ta wiarygodność językowa i argumentacyjna jest groźna. Tak jak groźny jest sprytny i doskonały oszust. Łatwo może wyprowadzić w pole. Jak patologiczny kłamca, który oszukuje i zmyśla nawet bez potrzeby. Bo przecież Czatbot nic nie zyskuje, nic mi nie sprzedał, do niczego nie namówił. Może tylko zainteresowanie konwersacyjne i moją uwagę. Zatrzymał przy ekranie.

Do czego przydatna może być taka sztuczna inteligencja? Do rozmowy towarzyskiej? Do zabawiania klientów? W zakresie literatury fikcji na pewno bardzo kreatywny, "wygadany", szybki i przydatny. Różnego typu czasy AI funkcjonują na stronach wielu przedsiębiorstw. Ich zadaniem jest udzielenia odpowiedzi na proste i powtarzające się pytania. Wyręcza w czynnościach powtarzalnych i nużących. Człowiekowi trudno psychicznie byłoby wytrzymać przy udzielaniu ciągle takich samych odpowiedzi. Czy testowany publicznie ChatGPT będzie przydatny do udzielania informacji handlowych, firmowych? W moim odczuciu w takich zadaniach  jest mało przydatny. Bo konfabuluje i może klienta wyprowadzić w pole. Bardzo przydatny dla farmy troli - bo tam z założenia nie chodzi o prawdę tylko na wyrabianie opinii i skłaniania do konkretnych działań, do oszukiwania i wyprowadzania w pole. 

Do czego się przyda? Mi się przydał do poprawy zdania. Chciałem, żeby napisał innymi słowami sformułowaną myśl. Ta sama merytorycznie treść tylko nieco inaczej ujęta. To zrobił chat GPT bardzo dobrze. Zaoszczędził mi pracy i wysiłku.

Refleksją z pogawędki z AI jest to, że niezwykle ważne w edukacji są kompetencje cyfrowe i komunikacyjne. Bez nich człowiek będzie niczym organizm z niedziałającym systemem odpornościowym - wnikną wszelkie zarazki i pasożyty. Tak jak i dawniej, tak i w cyfrowym świecie z coraz częstszą obecnością AI, wymagana jest umiejętność weryfikowania uzyskiwanych informacji w innych źródłach. Ja sprawdzałem np. w Wikipedii. Wikipedia nie jest pozbawiona wad. Ale jest budowana przez ludzi, pozostających ze sobą w dialogu, spierających się i powołujących się na rzeczywiste źródła. CzatGPT wymyśla źródła, podaje nieistniejące hasła w Wikipedii, nieistniejące artykuły i publikacje. To sprawdziłem gdy pytałem o chrząszcze ambrozyjne i korniki. Ale to już zasługuje na osobny tekst (niebawem się ukaże).

Wróćmy do kompetencji cyfrowych. W dawnym, analogowym świecie uczyliśmy się języka ciała  by z mimiki twarzy, intonacji głosu czy gestykulacji wykryć kłamstwa i manipulacje. Teraz kulturowo spotykamy się ze starymi problemami ale w zupełnie innym opakowaniu. Musimy odróżnić prawdziwy obraz czy nawet film od tego wygenerowanego i zmanipulowanego. Bo ChatGPT to tylko narzędzie, za którym stoi człowiek. Kompetencje cyfrowe są tak ważne jak sprawny układ odpornościowy. 

Co jest potrzebne w zakresie wiedzy przyrodniczej? Absolwent szkoły musi mieć własny szkielet wiedzy, paradygmat, który jest drogowskazem w odszukiwaniu brakujących szczegółów. Trzeba znać podstawowe prawa przyrody. Ale to nie wystarczy. Trzeba umieć szukać w różnych źródła i umieć odróżnić źródła wiarygodne od tych mniej wiarygodnych czy wręcz z założenia fałszywych. Kiedyś fałszowano pieniądze, złoto i cenne towary. Teraz można fałszować wiedzę i informacje. Zresztą kłamstwa i manipulacje towarzyszą człowiekowi od samego zarania Homo sapiens. W kontekście społeczny jest jak z pojawieniem się nowego patogenu - minie trochę czasu aż nabierzemy odporności grupowej. W tak zwanym międzyczasie będą straty, tak jak przy każdej epidemii.

Za sprawą algorytmów sztucznej inteligencji znaleźliśmy się w nowym środowisku. To tak, jakby do naszej grupy towarzyskiej dołączyły zupełnie nowe i nieznane osoby. Musimy je poznać, ocenić ich wiarygodność, poznać dobre i złe strony. I nauczyć się z nimi żyć jakie by nie były, dobre lub złe.. Wobec upowszechniających się czatbotów sama edukacja na wszystkich poziomach musi się zmienić. Bo to nie tylko nowe sposoby na ściąganie przez uczniów i chodzenia na skróty, drogami, których nie zaplanował nauczyciel. To także nowe osoby (nieludzkie) w naszym otoczeniu. W naszym społecznym środowisku. Co nas nie zniszczy to nas wzmocni. Dawne pasożyty mogą stać się pożytecznymi symbiontami.

Tak na gorąco myślę, że trzeba uczyć faktów, podstaw, ogólnego systemu wiedzy. Swoistego szkieletu. I umiejętności weryfikowania w różnych źródłach oraz prowadzenia dialogu. Co w biologii jest taką podstawą? Można byłoby powiedzieć - jaka powinna być ta podstawa programowa? To jest pytanie, nad którym się teraz głowię. Jak w ogromie wiedzy, której przez swą ilość nie da się w całości opanować, wybrać to, co najistotniejsze i najważniejsze? Kiedyś, jeśli nie miałeś w głowie, to nie miałeś w ogóle, Bo książek było mało a biblioteki daleko i niekompletne. Stąd zrozumiały nacisk na wiedzę pamięciową, nawet w odniesieniu do literatury faktu i poezji, którą można było zabłysnąć towarzysko. Teraz mamy pamięć przenośną i zewnętrzną w stosunku do naszego mózgu. Moim zdaniem dużego znaczenia nabierają kompetencje społeczne: umiejętność prowadzenia dialogu, argumentowania, sprawdzania źródeł, współpracy. One powinny być oczkiem uwagi we współczesnej szkole. 

I na zakończenie jeszcze jeden przykład konwersacji z Czatbotem. Żyrytwa to drapieżny pluskwiak wodny (owad). Komary każdy zna i nie trzeba objaśniać. Na pewno ChatgPT dobrze radzi sobie z błędami literowymi. I jest bardzo twórczy w wymyślaniu. Zagrażać może twórcom literatury fikcji. Pisarze literatury faktu mogą na razie czuć się niezagrożeni. Chyba, że pojawią się oszuści, którzy wykorzystają ChatGPT i podobne algorytmy do tworzenia fałszywej literatury faktu. Taka pasożytnicza mimikra kulturowa.  Nie będą pierwszymi, tyle tylko, że teraz będą mieli łatwe narzędzia do szybkiego generowania treści. Bez zbytniego wysiłku. Mniejszego niż tworzenie literatury faktu czy nawet literatury fikcji. Bo narzędzie jest bardzo sprawne językowo i narracyjnie.


Żyrytwa to owad a żyrafa to ssak.
Trzy różne jednostki systematyczne
w jednym zdaniu: owad, ptak i ssak.
Nieco dalej niekonsekwencja,
bo wcześniej uznana za ptaka a potem za ssaka.   

3.01.2023

O biologii na przykładzie ekologii smoków (Noc Biologów 2023)

Biologia czasem wydaje się nauką pamięciową: ogrom faktów i informacji o o dużej różnorodności. Sformułowane zależności i prawidłowości tylko w niewielkim stopniu ujęte są w prosty język matematyki (wzory). Nic tylko "brać na pamięć"?

Biologia jest nauką logiczną. Wiele różnorodnych fenomenów układa się w powtarzalne wzorce. W dużym stopniu te różnorodność porządkuje teoria ewolucji i prawa ekologiczne. Biologie można zrozumieć i z odkrytych praw przewidywać zdarzenia, które dopiero nastąpią. A w codzienności szkolnej oznacza to także to, że jeśli zrozumiemy prawa nauk biologicznych to można sporo wydedukować i odpowiadać na pytania, do których się nie uczyliśmy. 

Złożoność zjawisk biologicznych potrzebuje nieco innych metod matematycznych, np.  teorii zbiorów rozmytych. Prosta algebra nie jest wystarczająca. Potrzeba więcej prawdopodobieństwa a nie tylko arytmetyki. Język matematyczny nieco trudniejszy. Trzeba więc czasu by na stałe się zakorzenił i był powszechniej używany.

Jak opowiedzieć o prawach biologicznych? Na przykład zastanawiając się nad życiem mitycznych zwierząt, takich jak smoki. W ramach dwunastego pikniku Noc Biologów (zobacz program)  w dniu 13 stycznia zapraszam na opowieść o ekologii smoków.

Ekologia smoków (godz. 10.00-11.00), online na platformie MS Teams.

Czy smoki mogły latać i ziać ogniem oraz pożerać piękne dziewice? Czy da się to wyjaśnić, korzystając z praw ekologii? I czy smoki są tylko istotami mitologicznymi? Będzie to opowieść o tym, że biologia to nauka logiczna i oparta na prawach przyrody a nie zapamiętywaniu słabo ze sobą powiązanych informacji. Wykład o ekologii i ewolucji na przykładzie smoków. I i poczuciu humoru naukowców, którzy ożywili Smoka Wawelskiego. Taki trochę Park Jurajski w innym wydaniu.

Zgłoszenia e-mail: stanisla.czachorowski@uwm.edu.pl  (dla uczestników wysłany zostanie adres do webinarium na MS Teams).

Z kolei wieczorem, o godz. (18.00- 19.00) zapraszam na opowieść o chruścikach.
Co chruściki robią w nocy?

Chruściki to owady, których larwy żyją w różnych typach wód śródlądowych. Dorosłe – imagines prowadza lądowy, zazwyczaj nocny tryb życia. Co larwy chruścików robią w nocy w rzece, jeziorze, źródle czy strumieniu? Czym się zajmują, czy w tym czasie przędą jedwabne sieci, czy gdzieś wędrują? I dokąd lecą nocą dorosłe chruściki? Czego szukają?

Rezerwacja miejsc (link do webinarium zostanie wysłany mailem): stanislaw.czachorowksi@uwm.uwm.edu.pl

1.01.2023

Chrząszcze ambrozyjne, które spotkać możemy na spacerze do lasu

Ślady żerowania  kornika ogłodka brzozowca (Scolytus ratzeburgi),
który jest typowym kambiofagiem
(rozpoznanie żerowiska -  Tomasz Mokrzycki)

Rzeczy zadziwiające dzieją się obok nas. Trzeba jednak wiedzy i uważności by je dostrzec. Przykładem są chrząszcze ambrozyjne. Co to są chrząszcze to nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Ale co to są te  chrząszcze ambrozyjne? Czyli jakie?

Samo słowo ambrozja kojarzy się zapewne z pokarmem bogów w mitologii greckiej. Pokarm ten zapewniał nieśmiertelność i wieczną młodość. Ambrozja była uzupełnieniem nektaru czyli napoju bogów, o tych samych właściwościach. Nektar na trwałe przeniknął do biologii jak określenie słodkiego produktu roślinnych kwiatów, zwabiającym owady zapalające. Nektar nie daje owadom ani nieśmiertelności ani wiecznej młodości. Ale jest dobrym, energetycznym pokarmem.

Co więcej wiemy o mitycznej ambrozji? Że jej źródło znajdowało się w ogrodzie Hesperyd i przynosiły ją gołębie. Nic dziwnego, że w języku potocznym ambrozja stała się synonimem przysmaku. Z młodości pamiętam lody o takiej nazwie. W szarym PRL-u deser lodowy i owocami i bita śmietaną był dla nas ambrozją.

A czy biologia poza nektarem zaadoptowała także ambrozję? Tak, na co najmniej dwa sposoby. Nic dziwnego, przecież biolodzy musieli mieć wyksztalcenie a przez wiele lat w edukacji przewijało się dużo elementów greckiej mitologii. Pierwszym jest nazwa roślin, drugim określenie dla pewnej grupy chrząszczy i typie ekologicznego oddziaływania miedzy gatunkami.

Zacznijmy od roślin noszących nazwę ambrozja (Ambrosia L.). Jest nim rodzaj roślin należących do rodziny astrowatych (dawniej złożone), obejmujący 45 gatunków. Tę botaniczną ambrozję spotkać można w Ameryce Północnej i Południowej. Ale jeden gatunek (Ambrosia maritima) rośnie w basenie Morza Śródziemnego. Botaniczne ambrozje można spotkać także w Polsce lecz są zadomowionymi antropofitami, czyli zostały sprowadzone przez człowieka i rosną w naszym klimacie. Być może spotykacie je na wycieczkach terenowych i nawet nie wiecie, że mijacie boskie ambrozje.

Ciekawsze wydają się chrząszcze ambrozyjne. W ekologii pod pojęciem ambrozja kryje się określenie na symbiotyczną relację między grzybami a owadami takimi jak termity, mrówki i niektóre chrząszcze takie jak korniki. Owady te odżywiają się grzybami, rozwijającymi się na roślinach. W przypadku korników grzyby rozwijają się wydrążonych przez te chrząszcze korytarzykach. Grzyby korzystają także z odchodów owadów. Mamy więc uprawę i nawożenie, jak w typowym ludzkim rolnictwie.

Uprawę roślin i grzybów uważamy za wynalazek człowieka. Jednak znacznie wcześniej roślinne i grzybowe uprawy wykorzystywały owady. Dobrze znamy przykłady egzotycznych termitów czy mrówek grzybiarek. Ale obok nas podobnie żyją chrząszcze uprawiające grzyby. Są nimi właśnie korniki.

Jaką korzyść z tej relacji mają grzyby? Dostają pokarm w postaci tkanek roślinnych (w przypadku korników jest to ułatwianie wnikania do wnętrze rośliny), odchodów owadzich oraz transport czyli dyspersja. Znanych jest około 80 gatunków korników ambrozyjnych (w tym powszechnie znamy kornik drukarz). Każdy gatunek chrząszcza ma swój gatunek grzyba. Te symbiotyczne grzyby nie mogą istnieć bez korników. 

Dlaczego naukowcy interesują się ambrozyjnymi chrząszczami? Jak w każdej uprawie mogą pojawiać się szkodniki i chwasty. I przed nimi trzeba się jakoś bronić. Czy w uprawach chrząszczy ambrozyjnych można będzie odszukać jakieś gatunki, które potem wykorzystamy jako antybiotyki bakteryjne? Trzeba poszukać. Wiedza podstawowa wydaje się taka mało użyteczna. Jest jednak przydatna by do analiz laboratoryjnych i hodowli wybrać rokujące sukces gatunki owadów oraz ich symbiotyczne grzyby. Nauka dla czystej wiedzy jest niezwykle wciągająca. I może być wykorzystywana do całkiem praktycznych wynalazków.

O roślinnych ambrozjach więcej napiszę innym razem.


Edit (2.01.2023), uzupełnienia od Tomasza Mokrzyckiego: Chrząszczami ambrozyjnymi są wszystkie gatunki korników należące do rodzaju drwalnik (Trypodendron) oraz plemienia rozwiertków (Xyleborini). Co ciekawe, wszystkie gatunki korników rozwijające się w drewnie są chrząszczami ambrozyjnymi. Poza kornikami gatunkiem ambrozyjnym jest spokrewniony wyrynnik dębowiec (Platypus cylindrus).


Na zdjęciu grzybnia ambrozyjna w żerowisku nieparka pospolitego Anisandrus dispar (fot, T. Mokrzycki)

31.12.2022

Sztuczna inteligencja jest jak gatunek inwazyjny w ekosystemie edukacyjnym

 

Gdy do ekosystemu wnikają nowe gatunki (obce, inwazyjne), zaczynają się zmiany i reorganizacja w całym systemie. Relacje układają się od nowa, te troficzne jak i te regulacyjne. Może dlatego zaczynam od takich ekologicznych analogii, gdyż moje myślenie przesiąknięte jest myśleniem biologicznym? A może dlatego, że świat traktuję jako całość. Tak, jak w ciągłym widmie fal elektromagnetycznych można wyróżnić różne barwy światła (barwy, widziane naszym okiem), tak w spektrum zjawisk można wyróżnić przestrzenie biologicznie i społeczne. Rozróżnialne lecz jednak części większej i ciągłej całości. W systemach społecznych widzę te same prawidłowości co w systemach biologicznych. Ewolucja biologiczna stopniowo przechodzi w ewolucję kulturową. Dlatego w odniesieniu do np. sztucznej inteligencji używam analogii biologicznych. Może to nawet należałoby uznać za homologię?

Do naszego ekosystemu edukacyjnego coraz silniej przenika nieosobowy (nieludzki) element - AI - algorytmy sztucznej inteligencji. Maszyny i algorytmy wypierają nas i wyręczają w pracy nawet tej umysłowej. W konsekwencji w edukacji coraz ważniejsze stają się kompetencje społeczne (dialogowanie, umiejętność współpracy, kreatywność) jako bardziej unikalne, niepowtarzalne. Trzeba na nowo przemyśleć to, co w edukacji jest ważne, to co bardzo ważne i to co mniej istotne. Trzeba na nowo przemyśleć zajęcia na uniwersytecie, by nie iść tylko siłą inercji i tradycji lecz by szybciej dostosować się do potrzeb i wyzwań. Bez czekania na odgórne dyrektywy komisji akredytacyjnych i innych ciał. 

Armia ukraińska jest skuteczniejsza, ponieważ decyzje podejmują w dużym stopniu niżsi oficerowie, bez czekania na rozkazy generałów. W dobie zmian system autorytarno-feudalny jest wyraźnie mniej skuteczny od systemu ze zdecentalizowaną decyzyjnością, a więc z większym zaufaniem do podwładnych i z większą kolegialnością. Bo ten drugi szybciej adoptuje się do zmian i myśli konektywnie. W tym sensie wojna podobna jest do edukacji. A może jest to uniwersalna cecha systemów znajdujących się w szybko zmieniającym się środowisku? Takie alternatywne stany zarządzania i adaptacji do środowiska.

Końcoworocze rozmyślania o edukacji. I planowanie tego, co przyjdzie. Kompetencje społeczne czyli te kluczowe stają się coraz ważniejsze, wobec obecności AI. Powstaje całkiem nowy ekosystem edukacyjny, niczym z nowymi gatunkami inwazyjnymi. Tak, jak wraz ze zmianami klimatu tworzą się nowe ekosystemy. Nic już nie będzie takie jak dawniej... To zarówno zysk jak i strata. Jedni czują zagrożenie inni dostrzegają nowe szanse,

Jako biolog i nauczyciel akademickim staję przed dwoma dużymi wyzwaniami. Pierwsze dotyczy zmian bioróżnorodności wraz z antropogenicznym przekształceniem ekosystemów oraz wraz z globalnymi zmianami klimatu Ziemi. Jedne gatunki zanikają, inne - jako obce - się pojawiają. Jak zmienia się fauna chruścików (Trichoptera) środkowoeuropejskich rzekach, źródłach, jeziorach, drobnych zbiornikach? Brak mocy przerobowych by te wszystkie zmiany przynajmniej udokumentować. Tu potrzebna jest szeroka współpraca z wieloma osobami i instytucjami. A badania ekologiczno-faunistyczne nie są w modzie i brakuje na nie funduszy. Dlatego w najbliższym roku zajmę się cyfryzacją i udostępnianiem moich danych, zgromadzonych przez ponad 40 lat pracy badawczej. Pierwszy (a w zasadzie kolejny) kroku już zrobiony:  Czachorowski S, Szczęsny B (2022). Digital Catalogue of Biodiversity of Poland — Animalia: Arthropoda: Hexapoda: Insecta: Trichoptera. Polish Biodiversity Information Network. Checklist dataset https://doi.org/10.15468/xq5gtr accessed via GBIF.org on 2022-12-09. https://www.gbif.org/dataset/347031a4-b0bb-4553-85a3-39e39848cca9

Po drugie doświadczam bardzo głębokich zmian w edukacji, zachodzących także na poziomie wyższym. To nie tylko rosnące znaczenie algorytmów i sztucznej inteligencji ale i głębokie zmiany społeczne. Na nowo trzeba się zastanowić nad celem i sensem edukacji: co jest ważne i niezbędne a co jest tylko dekoracyjną tradycją. Muszę i chcę odnaleźć się w nowym ekosystemie edukacyjnym. Rozpoznać zjawisko i od razu wdrożyć praktyczne rozwiązanie. Coś z zakresu nauk stosowanych a nie tylko badań podstawowych. 

Nowy Rok jest datą symboliczną. Proces trwa już od jakiegoś czasu. To kontinuum a nie dyskretne obiekty z wyraźnymi granicami. Tak czy siak nowy 2023 rok zapowiada się bardzo pracowicie, kreatywnie i poszukująco. Wielka niespodzianka, która trzeba odkryć i do niej się zaadoptować. 

Tak jak każda nowość ma dwie twarze: są zagrożenia i są szanse (wyzwania, nadzieje).

29.12.2022

Dlaczego (nie zawsze) nie sprawdzam listy obecności na zajęciach?

 

Dlaczego nie sprawdzam (najczęściej) listy obecności na zajęciach? Czy lekceważę zajęcia? Nie mówię zazwyczaj studentom, że nie sprawdzam listy. Czyli w jakiś sposób  "żeruję" na nawykach, wykształconych przez innych, straszących "drapieżników". Niczym mimikra motyla przeziernika, który udaje groźną osę. 

Nie sprawdzam, bo szkoda mi czasu. Do czego przydatne jest sprawdzanie listy obecności? Gdy zajęcia są płatne to sprawdzamy czy ktoś nie przyszedł bez rejestracji (bez opłaty). Tak jak bilety w kinie czy w autobusie. Więc występujemy w roli biletera przy wejściu. 

Sprawdzanie listy obecności można zaliczyć do czynności porządkowych na początku lekcji. Jakiś rytuał, jak w szkolnej klasie. Coś, co jest znane, pozwala nieco wyciszyć się. I wiadomo, że jest to czas gdy nauczyciel nie pyta i nie wzywa do tablicy. Bo sprawdza listę, jest czymś zajęty. Uczeń czuje się bezpieczny... Poza rytuałem sprawdzanie listy jest jakimś sposobem na poznawanie uczniów/studentów. Zapamiętywanie nazwisk i przyporządkowanie sobie w mózgu twarzy do nazwisk. Można by więc powiedzieć, że to jakaś czynność integracyjna.

Sprawdzanie listy jest często wypełniaczem czasu. Tym razem to nauczyciel/wykładowca chce dobrnąć od dzwonka do dzwonka. Ale pustkę i tak uczniowie/studenci zobaczą. Nie da się jej przykryć wypełniaczami, takimi jak przedłużające się przerwy, sprawdzanie listy czy jałowe zagadywanie. Lepiej już skończyć zajęcia wcześniej niż na siłę wypełniać "trocinami", by towar w przesyłce się nie potłukł. Ale strach przed przełożonymi - dlaczego wcześniej taki nauczyciel kończy zajęcia? Nie jest przygotowany? Albo może w programie za dużo zaplanowano godzin? Godziny to pensja, pracowanie na dniówki a nie na akord. Nie opłaca się zrobić szybciej i sprawniej bo i tak nic się nie zyska. Brak motywacji i dla ucznia i dla nauczyciela. Jest brak zaufania to i jest gra pozorów. 

A jak sprawdzać listę i nie tracić czasu? Może jakiś czytnik elektroniczny, który automatycznie sprawdzi obecność studenta, gdy pojawi się w drzwiach? Na razie możliwe tylko na zajęciach online, gdy się zaloguje. Niby jest obecny ale może być jednocześnie nieobecny, bo zajęty czymś innym. W klasie też można być ciałem lecz nieobecnym duchem. Znam to z autopsji z analogowej szkoły. Wracając do automatycznego sprawdzania obecności - mechanizacja w wielu miejscach wyrugowała ludzkich bileterów. Są automatyczne bramki i użytkownik sam sprawdza swoją obecność. Czy to przykładając bilet czy to pasek magnetyczny. Możliwe, że i taka automatyzacja AI dotrze do szkół i uczelni oraz przejmie na siebie obowiązek sprawdzania listy obecności. I wyśle mailem raport. A czy sprawdzi uważność na zajęciach? Był lecz czy uważał, słuchał, był aktywny? 

Sprawdzanie listy i inne wypełniacze pozwalają uczniowi przetrwać do "dzwonka". Przy sprawdzaniu listy jest bezpiecznie, bo nauczyciel nie zapyta. Taka spokojna poczekalnia. 

To w ogóle nie sprawdzam? Nie. Sprawdzam inaczej, przez wykonanie i podpisanie prac w czasie zajęć. Wiem kto jest lecz nie wyczytuję na głos. Po efektach pracy widzę. Sprawdzam automatycznie, niczym czytnikiem elektronicznym, już po zajęciach. Prawie jak AI. Tylko więcej czasu mi zajmuje i to już po zajęciach.

Jeśli nie liczyć rytuału początku lub fazy integracyjnej to sprawdzanie listy obecności jest zbędną aktywnością. Integrować można się lepiej i pełniej. Na to jednak trzeba trochę więcej czasu i wysiłku. Czy to wygląda niepoważnie - takie aktywności integracyjne? W zasadzie wyczytywanie listy pomocne jest do zapamiętywania twarzy i nazwisk studentów. Do niczego więcej. Bywa jeszcze na dużej sali lista obecności samodzielnie wypisywana, taka kartka puszczone po sali. Ale ma to sens tylko pierwszy raz. Potem i tak mogą dopisywać martwe dusze. Więc po co taka terroryzująca kontrola? Rytuał udawania? USOS robi już to automatycznie, wystarczy zajrzeć na swój profil, by dowiedzieć się ilu i którzy studenci uprawnieni są do obecności na zięciach. A jak przyjdzie ktoś z zewnątrz? Student z innego kierunku lub wydziału? 

Sprawdzanie listy obecności jest jakąś aktywizacją, ale tylko jednej osoby w danym momencie, tej wyczytywanej. Reszta jest bierna. Może czuje się bezpieczna przez tę chwilę? To poprawiałoby samopoczucie. 

Wiem jedno, że jeśli na początku nie nawiążę z nimi kontaktu, to oni nawiążą kontakt ze swoimi smartfonami. Czy to jawnie czy w ukryciu. Lepiej jednak widzieć i wiedzieć niż żyć pozorami. To może zakazać smartfonów i laptopów? Ale przecież niektórzy mają otwarte notebooki i laptopy, niczym notatniki. Na tych urządzeniach można notować tak, jak kiedyś w zeszycie. Nie można więc zakazywać korzystania z notatników. Chcemy by uczniowie/studenci notowali. A jeśli korzystają z Internetu (czy na laptopie czy na smartfonie) to może dodatkowo taki student sprawdza niezrozumiałe dla niego kwestie? Aktywnie uczestniczy, słucha i szybko korzysta z zasobów zewnętrznych?  Czyli może być smartfon i laptop przydatny do notowania w czasie zajęć. Zakazać używania smartfonów? To spirala strachu, agresji i udawania. Muszą się kiedyś nauczyć kulturalnego i tak zwanego dobrego wychowania (zachowania) w miejscu publicznym, na spotkaniach z innymi ludźmi. Jednym słowem społecznej empatii. 

Owszem jest problem, lecz nie da się go sensownie rozwiązać nakazami, kontrolą i karami. Potrzeba więcej wysiłku w zainteresowanie i zmotywowanie do pracy. Albo też zajęcie smartfonów zadaniami zleconymi przez nauczyciela/wykładowcę. Uczący się nie ma podzielności uwagi więc trzeba tę uwagę skupić na temacie spotkania i zadaniach, w których studenci/uczniowie będę się uczyć. Wiem, to nie jest łatwe i nie zawsze się udaje. I to widać, czy uważają czy są myślami daleko. I nie ważne czy tę podróż odbywają rysunkami w notesie czy skrolowaniem w telefonie. Zwłaszcza, gdy się czeka od dzwonka do dzwonka, gdy brnie się przez pustkę wypełnianą rytualnymi czynnościami. Albo z innych przyczyn, całkowicie niezależnych od wykładowcy/nauczyciela.

Nadmiar bodźców rozprasza, tak jak nadmiar kolorowych bilbordów i reklam na miejskiej ulicy. Może więc smartfon rozpraszać. Szkoła to miejsce, gdzie można się nauczyć sensownego korzystania  z takich urządzeń. By pomagały a nie rozpraszały. Czasem również metodą prób i błędów. Doświadczać na sobie by lepiej zrozumieć. 

Pozwalam korzystać z telefonów w czasie zajęć. Dorośli ludzie sami muszą przejąć odpowiedzialność za siebie i swoją  edukację. Jedyne co robię to aktywizuję kontakt przez qr kody i programy takie ja Mentimeter. Planuję w większym zakresie wykorzystać różne quizy. I widzę, gdy korzystają ze swoich elektronicznych urządzeń. A jak nie wiąże się to z aktywnością na zajęciach, to wiem, że nie za bardzo w tym momencie słuchają. Czyli zajęcia tracą swoją siłę. Ich umysły są czymś innym zajęte. Przecież w czasach analogowych, otwarty zeszyt i notowanie wcale nie oznaczały uważnego słuchania i notowania wykładu. Sam pisałem coś innego czy rysowałem (a przecież rysunek to też forma notowania). Mogą pisać i czytać zupełnie coś innego. Lepiej więc widzieć wszystkie sygnały ciała i informacje zwrotne. Nawet te niezamierzone. Po co pozory i udawanie aktywnego słuchania? Pozorowanie jest typowe w kulturze strachu, kary i podających treści. Niech sami biorą odpowiedzialność za swoją edukację. Są już dorośli. A przynajmniej powinni. 

Rozliczam za wykonywanie zadań a nie za obecność. A w zasadzie nie rozliczam tylko wysyłam informacje zwrotne. Można konia przyprowadzić do wodopoju lecz nie można go zmusić by się napił.  Większa wolność i swoboda dla studenta dla mnie oznacza dodatkowy wysiłek (by zainteresować, by chcieli przychodzić) ale i w konsekwencji lepsze przemyślenie zajęć i efektów. Szybciej dostaję informacje zwrotne. Szybciej mogę zmieniać metody, treść lub formę zajęć.

Jak sprawdzę i po czym poznam, że opanowali zaplanowany materiał (wiedzę, umiejętności, postawy)? Tu jest spory problem, bo z biegiem lat jestem mniej pewien tego, czego powinni się nauczyć. Bo na przykład czy mam trzymać się utartych wzorców co do treści i formy,  czy też szybciej reagować na zmiany cywilizacyjne i społeczne? Także w sensie indywidualnym i lokalnym. Nie da się dobrze zaplanować na kilka-kilkanaście lat do przodu treści i formy dostosowanych do wszystkich. Obecnie widzę z jednej strony deficyty a z drugiej większą przydatność umiejętności społecznych, takich jak współpraca w grupie, dyskutowanie, dialogowanie, kreatywność. Uznać, że to nie moja działka, że to powinno być wcześniej, na innych przedmiotach? Trzymać się ściśle algorytmu niczym AI czy też  kreatywniej reagować na potrzeby chwili i sytuacji? Może w tym drugim ludzie są jeszcze lepsi od AI? 

Chcę wiedzieć czy przychodzą z ciekawości i dla przyjemności zdobywania wiedzy, dyskutowania czy może ze strachu. Dlatego najczęściej nie sprawdzam listy obecności. Po co? Jak już ich poznam, to skończą się zajęcia i przyjdą zupełnie nowi.... Krótki szarpany kontakt. Potrzebna dodatkowa przestrzeń i dodatkowe sytuacje, w których tworzą się relacje i niemalże mityczne zależności mistrz-uczeń. Przestrzeń edukacyjna uniwersytetu to nie tylko obowiązkowe zajęcia w formie wykładów i ćwiczeń.

Może już niebawem w całości częścią administracyjną zajmie się AI? A ja będę mógł skupić się na czynnościach ważnych, twórczych? No tak, tylko które są te ważniejsze, nie rutynowe, nie nudzące? I ile na nie potrzeba czasu? Tak jak w tabletce, część do substancja lecznicza a część to wypełniacz.

W nowym roku  będę intensywniej poszukiwał tego sensu i poznania czynności ważnych w edukacji. Uwolniony przez algorytmy od czynności nudnych, powtarzalnych, nużących, będę wreszcie mógł zająć się tymi kreatywnymi? Chyba, że zła macocha ponownie wysypie mak do popiołu i każe wybierać...

19.12.2022

Czy jest sens zakazywania przynoszenia smartfonów uczniom do szkoły?

 

Czasem wybuchają gorące dyskusje o smartfonach w szkole, łącznie z postulowanym zakazem przynoszenia telefonów komórkowych przez uczniów do szkoły. Podobno takie zakazy są w Australii, Chinach i Francji. Jaki jest sens zakazów, gdy to jest urządzenie osobiste, wykorzystywane praktycznie przez każdego? Jakie są głosy za i jakie przeciw? 

Zwolennicy zakazów podkreślają, że smartfony rozpraszają uwagę, uzależniają, utrudniają kontakty, izolują społecznie itp. Samo zło, przed którym trzeba ochronić młode pokolenie. Przypomina to trochę ruchy luddystów z XIX wieku, sprzeciwiające się maszynom w fabrykach. Tak więc czy są to słuszne ostrzeżenia czy jałowa walka z postępem?

Czy problem jest w samych telefonach komórkowych i social mediach czy też z umiejętnością (lub brakiem takiej umiejętności) korzystania z urządzeń i social mediów? I czy szkoła powinna uczyć korzystania z narzędzi, z którymi i tak poza szkoła się spotkamy? Chronić i izolować czy jednak uczyć korzystania? 

Do czego są przydatne telefony? Na przykład do kontaktu z rodzicem, gdy uczeń jest chory i trzeba zabrać go ze szkoły. Jeśli potrzebny kontakt, a same smartfony są nieodpowiednie, to można przecież wykorzystywać służbowe telefony, np. automaty dostępne na korytarzu. Problem tylko z zapamiętaniem numeru. Powszechne korzystanie ze smartfonów i to, że numery są zapisane w urządzeniu a nie w naszej głowie, powoduje, że jeśli nie masz ze sobą  urządzenia to i nie znasz numeru telefonu, pod który należałoby zadzwonić. Ale i tę trudność dałoby się rozwiązać. Wystarczy na początku roku szkolnego polecić zapisanie numerów telefonu do rodziców czy opiekunów. A uczeń nosiłby je w dzienniczku czy specjalnym notesie. Może przy okazji byłoby to ćwiczenie pamięci? Na takie utrudnienia można byłoby się zdecydować, gdyby zagrożenia odsmartfonowe były rzeczywiście duże i groźne.

Co jest problemem? Uzależnienie behawioralne, nadmiar bodźców i rozpraszanie? Na to samo narażeni są dorośli. Może więc sensowniejsze jest nauczenie zdrowego korzystania niż izolowanie? Bo gdzie mieliby się nauczyć? Obecni dorośli nie mieli szansy w szkole się nauczyć, bo smartfony pojawiły się, gdy byli już dorosłymi i gdy zakończyli naukę szkolną. Niech więc i kolejne pokolenie uczy się samo, metodą prób i błędów? To oddanie meczu walkowerem.

Warto jednocześnie podkreślić, że smartfony to także urządzenia edukacyjne do czytania qr kodów, udziału w quizach itp. Czy warto z takiego narzędzie edukacyjnego rezygnować? Ale może wystarczy by w każdej klasie były tablety i smartfony dostępne dla każdego (szkolne, służbowe). I wtedy, gdy trzeba to po prostu rozdać uczniom i niech korzystają z tych urządzeń w celach edukacyjnych. Tu rodzi się pytanie:  zadbać o wyposażenie klas czy raczej o wyposażenie ucznia? Jeśli klasowe smartfony to potrzeba dodatkowego czasu na ich konserwację i czyszczenie ze zbędnych plików. Bo gdy z jednego tabletu korzysta wiele osób, to trzeba "sprzątać". Kolejne godziny pracy dla szkolnego personelu. Przecież nauczyciel nie ma  już tego wolnego, dodatkowego czasu na porządkowanie i kontrolę zainstalowanych narzędzi. A czasem nie ma nawet takich umiejętności. Po drugie, dlaczego nie uczyć ucznia sensownego korzystania z własnego urządzenia, z którego korzysta uczeń stale? Szkoła i życie pozaszkolne to mają być dwa nieprzystające i izolowane światy?

Czy zbicie termometru wyleczy z choroby? Może smartfony i social media jedynie wchodzą w pustkę zaniedbanych relacji międzyludzkich? Może są objawem choroby a nie jej przyczyną? A jeśli tak to lepiej cały wysiłek skupić na przyczynach a nie maskowaniu objawów. 

Czy smartfony same w sobie są zagrożeniem? Moim zdaniem nie są. Ale niewłaściwe z nich korzystanie jest już problemem i zagrożeniem. Tak jak w przypadku każdego narzędzia. Czy siedzenie w szkolnej ławce może być przyczyną wad postawy i skrzywienia kręgosłupa? Tak. Samo siedzenie nie jest właściwe dla człowieka, zwłaszcza długotrwałe. Czy pozbyliśmy się ławek i krzesełek ze szkół? Na szczęście nie (bo w zyciu pozaszkolnym także dużo siedzimy). Ale dostrzegając problem wprowadzone zostały konkretne zasady: dostosowanie wysokości ławek do wzrostu ucznia (a ten stale rośnie!) oraz zaprojektowano najlepsze dla postawy ciała krzesełka. Dostrzeżone zagrożenie rozwiązano lecz nie przez eliminację ławek ze szkół. Inny przykład - noże na stołówce szkolnej. Przecież uczniowie mogą się skaleczyć i zrobić sobie krzywdę. Więc wyeliminować sztućce ze szkół? A może jednak wystarczy nauczyć się nimi posługiwać? Na szczęście wybrano to drugie.

Jak i kiedy oraz gdzie nauczyć korzystania z social mediów i internetu i wielofunkcyjnych smartfonów? Dorośli nie mieli szansy nauczyć się w szkole. Urządzenia pojawiły się, gdy oni byli już dorośli. Smartfony i social media to zjawisko nowe, dorośli uczą się razem z dziećmi. I bardzo często nie mają dobrych nawyków czyli przekazują złe wzorce swoim dzieciom. Np. smartfon jako niania, która zajmuje się dzieckiem - dorosły daje smarfon małemu dziecku do ręki, by się nim zajął i nie przeszkadzał. Kiedyś było to starsze rodzeństwo (obowiązek pilnowania młodszego rodzeństwa). Obecnie, przy takiej a nie innej strukturze demograficznej, starsze wzorce nie są możliwe do zastosowania. Smartfony na trwałe wchodzą w relacje międzyludzkie i są stałym elementem naszego życia. Są urządzeniami osobistymi i wielofunkcyjnymi. Czasem służą tylko do zabawy. A może właśnie w szkole byłaby okazja pokazać, że są to urządzenie do komunikacji i edukacji?

Jeśli nie w szkole to gdzie mają się nauczyć? Używanie urządzenia to nie jest jeszcze kompetencja cyfrowa. A czy kompetencje cyfrowe powinny być kształtowane w szkole? To jak? Na wykładzie i z notowaniem do zeszytu by w domu poćwiczyli na realnym smarfonie?

Jak korzystać z internetu i telefonów? Nawet studenci często nie wiedzą, że można i jak wykorzystać Faceook do kontaktów służbowych. Smartfon tylko jako urządzenie towarzyskie a nie urządzenie edukacyjne? No bo gdzie mieli się tego nauczyć?

Równolegle trzeba nauczyć nauczycieli (dorosłych) korzystania z nowych technologii, to wtedy odpowiednio wykorzystają w szkole i nauczą dzieci. Wiedząc o rzeczywistych zagrożeniach rozpraszania uwagi i nadmiaru bodźców. Nadmiar rzeczywiście rozprasza. I jest tak z telewizorami oraz ulicznymi reklamami. Trzeba nam więcej wyciszenia i uważności. I trzeba się tego nauczyć w realiach świata współczesnego. Tego świata, w którym smartfony występują powszechnie jako urządzenia osobiste. 

Zakazać? To oznaka bezradności. I zupełnie nieskuteczne. Smartfon to osobiste urządzenie do kontaktów, także w social mediach. Zakazywanie to tworzenie kalekich cywilizacyjnie ludzi.

Zyski i straty z obecności czy zakazu smartfonów w szkole. Jaki wyjdzie bilans? Moim zdaniem najsensowniej jest poznać problem i przeciwdziałać negatywnym skutkom a jednoczesnie wzmacniać pozytywne nawyku i umiejętności.

Tak, jestem zdecydowanie przeciw zakazom odgórnym. Zdaję sobie sprawę z zagrożeń. I dlatego właśnie potrzebne jest wsparcie merytoryczne dla szkół i nauczycieli by wiedzieli jak korzystać mądrze i efektywnie. Może wystarczy regulamin/zwyczaj: dziecko/uczeń ma smartfon ze sobą lecz na lekcji korzysta tylko w określonych sytuacjach. I to nauczyciel podsuwa zadania i pokazuje jak korzystać z określonych aplikacji. Social media i nternet są dla nas zjawiskami nowymi cywilizacyjnie. Uczymy się z nich korzystać także do budowania (a nie osłabiania) relacji międzyludzkich. Musimy więc rozpoznać zarówno zagrożenia jak i ewidentne korzyści i je wykorzystywać.