19.12.2022

Czy jest sens zakazywania przynoszenia smartfonów uczniom do szkoły?

 

Czasem wybuchają gorące dyskusje o smartfonach w szkole, łącznie z postulowanym zakazem przynoszenia telefonów komórkowych przez uczniów do szkoły. Podobno takie zakazy są w Australii, Chinach i Francji. Jaki jest sens zakazów, gdy to jest urządzenie osobiste, wykorzystywane praktycznie przez każdego? Jakie są głosy za i jakie przeciw? 

Zwolennicy zakazów podkreślają, że smartfony rozpraszają uwagę, uzależniają, utrudniają kontakty, izolują społecznie itp. Samo zło, przed którym trzeba ochronić młode pokolenie. Przypomina to trochę ruchy luddystów z XIX wieku, sprzeciwiające się maszynom w fabrykach. Tak więc czy są to słuszne ostrzeżenia czy jałowa walka z postępem?

Czy problem jest w samych telefonach komórkowych i social mediach czy też z umiejętnością (lub brakiem takiej umiejętności) korzystania z urządzeń i social mediów? I czy szkoła powinna uczyć korzystania z narzędzi, z którymi i tak poza szkoła się spotkamy? Chronić i izolować czy jednak uczyć korzystania? 

Do czego są przydatne telefony? Na przykład do kontaktu z rodzicem, gdy uczeń jest chory i trzeba zabrać go ze szkoły. Jeśli potrzebny kontakt, a same smartfony są nieodpowiednie, to można przecież wykorzystywać służbowe telefony, np. automaty dostępne na korytarzu. Problem tylko z zapamiętaniem numeru. Powszechne korzystanie ze smartfonów i to, że numery są zapisane w urządzeniu a nie w naszej głowie, powoduje, że jeśli nie masz ze sobą  urządzenia to i nie znasz numeru telefonu, pod który należałoby zadzwonić. Ale i tę trudność dałoby się rozwiązać. Wystarczy na początku roku szkolnego polecić zapisanie numerów telefonu do rodziców czy opiekunów. A uczeń nosiłby je w dzienniczku czy specjalnym notesie. Może przy okazji byłoby to ćwiczenie pamięci? Na takie utrudnienia można byłoby się zdecydować, gdyby zagrożenia odsmartfonowe były rzeczywiście duże i groźne.

Co jest problemem? Uzależnienie behawioralne, nadmiar bodźców i rozpraszanie? Na to samo narażeni są dorośli. Może więc sensowniejsze jest nauczenie zdrowego korzystania niż izolowanie? Bo gdzie mieliby się nauczyć? Obecni dorośli nie mieli szansy w szkole się nauczyć, bo smartfony pojawiły się, gdy byli już dorosłymi i gdy zakończyli naukę szkolną. Niech więc i kolejne pokolenie uczy się samo, metodą prób i błędów? To oddanie meczu walkowerem.

Warto jednocześnie podkreślić, że smartfony to także urządzenia edukacyjne do czytania qr kodów, udziału w quizach itp. Czy warto z takiego narzędzie edukacyjnego rezygnować? Ale może wystarczy by w każdej klasie były tablety i smartfony dostępne dla każdego (szkolne, służbowe). I wtedy, gdy trzeba to po prostu rozdać uczniom i niech korzystają z tych urządzeń w celach edukacyjnych. Tu rodzi się pytanie:  zadbać o wyposażenie klas czy raczej o wyposażenie ucznia? Jeśli klasowe smartfony to potrzeba dodatkowego czasu na ich konserwację i czyszczenie ze zbędnych plików. Bo gdy z jednego tabletu korzysta wiele osób, to trzeba "sprzątać". Kolejne godziny pracy dla szkolnego personelu. Przecież nauczyciel nie ma  już tego wolnego, dodatkowego czasu na porządkowanie i kontrolę zainstalowanych narzędzi. A czasem nie ma nawet takich umiejętności. Po drugie, dlaczego nie uczyć ucznia sensownego korzystania z własnego urządzenia, z którego korzysta uczeń stale? Szkoła i życie pozaszkolne to mają być dwa nieprzystające i izolowane światy?

Czy zbicie termometru wyleczy z choroby? Może smartfony i social media jedynie wchodzą w pustkę zaniedbanych relacji międzyludzkich? Może są objawem choroby a nie jej przyczyną? A jeśli tak to lepiej cały wysiłek skupić na przyczynach a nie maskowaniu objawów. 

Czy smartfony same w sobie są zagrożeniem? Moim zdaniem nie są. Ale niewłaściwe z nich korzystanie jest już problemem i zagrożeniem. Tak jak w przypadku każdego narzędzia. Czy siedzenie w szkolnej ławce może być przyczyną wad postawy i skrzywienia kręgosłupa? Tak. Samo siedzenie nie jest właściwe dla człowieka, zwłaszcza długotrwałe. Czy pozbyliśmy się ławek i krzesełek ze szkół? Na szczęście nie (bo w zyciu pozaszkolnym także dużo siedzimy). Ale dostrzegając problem wprowadzone zostały konkretne zasady: dostosowanie wysokości ławek do wzrostu ucznia (a ten stale rośnie!) oraz zaprojektowano najlepsze dla postawy ciała krzesełka. Dostrzeżone zagrożenie rozwiązano lecz nie przez eliminację ławek ze szkół. Inny przykład - noże na stołówce szkolnej. Przecież uczniowie mogą się skaleczyć i zrobić sobie krzywdę. Więc wyeliminować sztućce ze szkół? A może jednak wystarczy nauczyć się nimi posługiwać? Na szczęście wybrano to drugie.

Jak i kiedy oraz gdzie nauczyć korzystania z social mediów i internetu i wielofunkcyjnych smartfonów? Dorośli nie mieli szansy nauczyć się w szkole. Urządzenia pojawiły się, gdy oni byli już dorośli. Smartfony i social media to zjawisko nowe, dorośli uczą się razem z dziećmi. I bardzo często nie mają dobrych nawyków czyli przekazują złe wzorce swoim dzieciom. Np. smartfon jako niania, która zajmuje się dzieckiem - dorosły daje smarfon małemu dziecku do ręki, by się nim zajął i nie przeszkadzał. Kiedyś było to starsze rodzeństwo (obowiązek pilnowania młodszego rodzeństwa). Obecnie, przy takiej a nie innej strukturze demograficznej, starsze wzorce nie są możliwe do zastosowania. Smartfony na trwałe wchodzą w relacje międzyludzkie i są stałym elementem naszego życia. Są urządzeniami osobistymi i wielofunkcyjnymi. Czasem służą tylko do zabawy. A może właśnie w szkole byłaby okazja pokazać, że są to urządzenie do komunikacji i edukacji?

Jeśli nie w szkole to gdzie mają się nauczyć? Używanie urządzenia to nie jest jeszcze kompetencja cyfrowa. A czy kompetencje cyfrowe powinny być kształtowane w szkole? To jak? Na wykładzie i z notowaniem do zeszytu by w domu poćwiczyli na realnym smarfonie?

Jak korzystać z internetu i telefonów? Nawet studenci często nie wiedzą, że można i jak wykorzystać Faceook do kontaktów służbowych. Smartfon tylko jako urządzenie towarzyskie a nie urządzenie edukacyjne? No bo gdzie mieli się tego nauczyć?

Równolegle trzeba nauczyć nauczycieli (dorosłych) korzystania z nowych technologii, to wtedy odpowiednio wykorzystają w szkole i nauczą dzieci. Wiedząc o rzeczywistych zagrożeniach rozpraszania uwagi i nadmiaru bodźców. Nadmiar rzeczywiście rozprasza. I jest tak z telewizorami oraz ulicznymi reklamami. Trzeba nam więcej wyciszenia i uważności. I trzeba się tego nauczyć w realiach świata współczesnego. Tego świata, w którym smartfony występują powszechnie jako urządzenia osobiste. 

Zakazać? To oznaka bezradności. I zupełnie nieskuteczne. Smartfon to osobiste urządzenie do kontaktów, także w social mediach. Zakazywanie to tworzenie kalekich cywilizacyjnie ludzi.

Zyski i straty z obecności czy zakazu smartfonów w szkole. Jaki wyjdzie bilans? Moim zdaniem najsensowniej jest poznać problem i przeciwdziałać negatywnym skutkom a jednoczesnie wzmacniać pozytywne nawyku i umiejętności.

Tak, jestem zdecydowanie przeciw zakazom odgórnym. Zdaję sobie sprawę z zagrożeń. I dlatego właśnie potrzebne jest wsparcie merytoryczne dla szkół i nauczycieli by wiedzieli jak korzystać mądrze i efektywnie. Może wystarczy regulamin/zwyczaj: dziecko/uczeń ma smartfon ze sobą lecz na lekcji korzysta tylko w określonych sytuacjach. I to nauczyciel podsuwa zadania i pokazuje jak korzystać z określonych aplikacji. Social media i nternet są dla nas zjawiskami nowymi cywilizacyjnie. Uczymy się z nich korzystać także do budowania (a nie osłabiania) relacji międzyludzkich. Musimy więc rozpoznać zarówno zagrożenia jak i ewidentne korzyści i je wykorzystywać. 

1 komentarz:

  1. Zasadniczo można by zrezygnować z klasycznej szkoły z tablica., ławkami i nauczycielami w zamian za szkołę w smartfonach z przewodnikiem który pokazywał by jak samodzielnie zdobywać potrzebną wiedzę.

    OdpowiedzUsuń