28.03.2024

Czerwona kanka jako kapsuła czasu - Dzień Ziemi 2024

Kiedyś z taką kanką wchodziłem na drzewo i zrywałem wiśnie. Albo porzeczki lub agrest (ale to na ziemi, bez wchodzenia na drzewo). Albo przynosiłem ze sklepu mleko lub śmietanę. Brało się także na pole w niej napój, wodę z octem lub kompot. By było co pić przy pracy. To było dawno temu. Tamte czasy już minęły. Wszystko mija. Nawet nasza Ziemia. I żyjące na niej gatunki. 

Pomalowana kanka została uratowana. Przywróciłem jej użyteczność. Zakupiona była w instytucji naukowej do noszenia płazów lub innych małych zwierząt, złowionych do żywołownych pułapek w ramach badań naukowych. Leżała w magazynie i po wielu latach została spisana do kasacji. Trafiłaby na złom. Ale pomalowałem ją w motyle (pazik brzozowiec) i została już wykorzystana w grze terenowej w Bibliotece Uniwersyteckiej w czasie jednego z pikników naukowych. Kanka czeka na więcej.

W czasie Dnia Ziemi 2024 stanie się kapsułą czasu. Przyniosę ją na spotkanie do Planetarium pt. „Opera drzew, zamiast śmieci: Słowo – Muzyka – Obraz”. Każdy będzie mógł włożyć własną kartkę ze swoim przesłaniem. Możesz przygotować ją już w domu, przemyśleć swoje przesłanie. Albo dopiero w czasie spotkania, ad hoc napisać. I włożyć. Wszystkie zebrane kartki starannie przepiszemy i utrwalimy online. A potem schowamy je w słoiku pamięci i gdzieś na stałe wmurujemy, schowamy na strychu lub zakopiemy. A sama kanka będzie jeszcze służyła. By mówić o samoograniczeniu w konsumpcji. Przynieś swój przekaz i włóż do kanki.

22 kwietnia w Dniu Ziemi, w święto ustanowione przez ONZ spotkamy się w olsztyńskim planetarium na wydarzeniu „Słowo – Muzyka – Obraz”. Zobacz więcej w facebookowym wydarzeniu. 

Największym domem ludzi jest Ziemia. Wyjątkowo, 22 kwietnia, z okazji Światowego Dnia Ziemi, organizowanego w Olsztyńskie Planetarium, weźmie udział aktorka Irena Telesz-Burczyk. Wzmocni nasz głos w obronie naszej planety. I w obronie nas samych, abyśmy mieli przyszłość. „Opera drzew, zamiast śmieci”, to premierowa prezentacja refleksji i obrazów, w autorskim projekcie zespołu: Elżbieta i Andrzej „Andymian” Mierzyńscy, Anna i Rozalia Wojszel, Stanisław Czachorowski. Wystąpi także wspomniana wyżej czerwona kanka. Zapraszamy 22 kwietnia, godz. 18.00, do Planetarium w Olsztynie.

Czy Ziemia potrzebuje obrony? A jeśli tak, to przed czym, przed kim? Słońce, tak jak każda gwiazda, ma swój cykl życiowy. W ramach ewolucji gwiazdy możemy się spodziewać zwiększenia jasności i jej powiększenia. To oczywiście zagrożenie dla Ziemi i życia na niej. Ta kosmiczna katastrofa nastąpi za kilkaset milionów lat. Poza naszą, ludzką perspektywą. Ale nastąpi nieuchronnie. Jeśli będzie istniała jeszcze jakaś cywilizacja na Ziemi to będzie musiała przenieść się na inną planetę, do innego układu słonecznego. Kosmiczna wędrówka to kwestia długiej przyszłości. O tym teraz raczej nie myślimy. Ale myślimy o własnym przetrwaniu.

Stajemy oczywiście wobec zupełnie bliskiej katastrofy - katastrofy klimatycznej. To za sprawą aktywności człowieka podnosi się globalna temperatura Ziemi. Stanowi to zagrożenie bardzo bliskie, którego już nasze pokolenie doświadcza. Zmiany klimatu już są widoczne, np. w Polsce w ostatnich 50 latach średnioroczna temperatura zwiększyła się o 3 stopnie Celsjusza. Zmieniają się pory roku, pojawiają się wiosenne i letnie susze. Niby jeszcze nic strasznego?

Chronimy Ziemię by samemu przetrwać. Człowiek nie jest samotną wyspą. Jesteśmy częścią biosfery a biosfera jest częścią nas samych. Zmiana klimatu to pogarszające się warunki życia dla ludzi a przede wszystkim ogromne straty dla gospodarki. Jest nas 8 miliardów, praktycznie każdy nadający się do życia skrawek Ziemi jest już zaludniony. Nie ma wolnych miejsc, gdzie mielibyśmy się przenieść. Zmiany klimatu to masowe migracje ludności z całego świata. Już teraz ich doświadczamy a będzie dużo bardziej intensywnie. Systematycznie przybywa miejsc na Ziemi, gdzie temperatura wynosi powyżej 50 stopni Celsjusza. Człowiek jak i wiele innych zwierząt, nie jest wstanie przeżyć w takich warunkach. Umrze lub wyemigruje.

Jesteśmy w czasach globalnego wymierania gatunków i zmniejszania się różnorodności biologicznej. To zagrożenie dla stabilności ekosystemów a więc i dla produkcyjności (żywność dla nas) i odporności na klęski żywiołowe. Do tego ponoszący się poziom mórz i oceanów zaleje najbardziej zaludnione tereny Ziemi. Wrasta liczba gwałtownych zjawisk pogodowych, takich jak tajfuny, cyklony, gwałtowne burze, susze. To ogromne straty dla gospodarki jak i zagrożenie zdrowia i życia milionów ludzi. Były w okresie Ziemi cieplejsze okresy. Biosfera zawsze jakoś sobie poradzi. My nie. Ziemia może być ponownie bezludna…

Nasza Ziemia jest jak drzewo. Nie tylko samo dla siebie lecz z licznymi organizmami, związanymi z drzewem: roślinożercy, drapieżcy, pasożyty, symbionty, cały mikrokosmos. W dziupli znajdują się owady próchnojady, np. pachnica dębowa, na gałęziach znajdują się gniazda z ptakami, w cieniu skrywa się wiele innych organizmów. Cała zbiorowość. Życie powiązane ze sobą nierozerwalnymi więzami.

Ziemia jest jak drzewo, hologenom, mikrobiom, konsorcjum. Drzewo to dobry symbol naszego miejsca w przyrodzie, powiązania z innymi organizmami. Ogromna różnorodność biologiczna. A cóż my robimy tym drzewom? Stajemy wobec wyzwania samoograniczenia i myślenia o dobry całej ludzkości. W tak wielkiej skali tego jeszcze nie było w historii ludzkości.

Zagrożeniem dla Ziemi jest człowiek, a w zasadzie nasza nieposkromiona konsumpcja i rabunkowe odnoszenie się do świata. Konsumujemy ponad miarę i rozsądek. Na przykład opakowania jednorazowe, te plastikowe i te szklane. Pozyskujemy szkło i je wyrzucamy. Śmieci zalegają wokół nas. Nie tylko szpecą ale i zabijają małe bezkręgowce. Bo łatwo można wejść, lecz trudniej z takiej butelki, zalegającej w trawie czy jeziorze, wyjść. A gdyby tak wprowadzić kaucjonowanie butelek (i innych opakowań szklanych)? Oznacza to mniejsze zużycie energii i surowców. Oznacza to mniejszą emisję gazów cieplarnianych. Wszystko w naszym zasięgu. Wymaga to tylko rozporządzeń prawnych i codziennej praktyki. Wolimy rozpasaną swobodę i jednorazową konsumpcję. Przy okazji produkujemy zbyt dużo gazów cieplarnianych, takich jak dwutlenek węgla. Mamy wybór, możemy inaczej. Wiemy jak, tylko czy chcemy?

Globalne ocieplenie to przede wszystkim nasza sprawka. Zamiast samoograniczenia wolimy protestować i nie zgadzać się na jakiekolwiek ograniczenia. Czego przykładem są choćby protesty rolników. Nie mamy jednak planety B. Nasz Tytanik nie ma nawet żadnych szalup ratunkowych. Jak beztroskie dzieci chowamy głowę pod poduszkę by nie zauważać świata wokół nas i naszej odpowiedzialności. Na Tytaniku orkiestra gra…. Wiemy co było dalej. Teraz też przyszłość jest przewidywalna. Wiemy co się stanie. Ale czy potrafimy zadziałać? Wspólnie?

Co robić? Zmniejszać naszą konsumpcję i podzielić się światem nie tylko z innymi mieszkańcami Ziemi ale i z przyszłymi pokoleniami. To kwestia woli a nie wiedzy.

Drzewo w mieście. Symbol drzewa, sekwestracja węgla (magazynowanie w tkankach a nie w atmosferze), wilgoć, cień. Sadzić drzewa wokół nas. Bo są bardziej potrzebne niż dodatkowe parkingi dla samochodów czy widok na podwórko. Rosnące drzewa to magazynowanie (sekwestracja) węgla, to zwiększania wilgotności powietrza i obniżanie temperatury w mieście. To także miejsce życia dla wielu organizmów.

Co robić? Idź i przekonuj, zacznij od siebie - dobry przykład zawsze działa. Nie oglądaj się na innych, nie czekaj, że inni zaczną pierwsi. Już za późno na czekanie. Jest później niż sądzimy. Systematycznie przekraczamy kolejne granice planetarne. Globalna katastrofa już się rozpoczęła. Nie da się schować w żadnym bunkrze czy schronie.

Na spotkaniu w Planetarium będę opowiadał z rekwizytem, z czerwoną kanką – kapsułą pamięci. Przyjdź z gotowym przesłaniem. Lub napisz w czasie naszego spotkania na kartce i umieść w kance. Kanka to symbol naczynia wielokrotnego użytku. Stare lecz dobre. Zawartość pokażemy innym po spotkaniu. Przepiszemy i upublicznimy. Nasze przesłanie dla przyszłości. Naszej przyszłości.



25.03.2024

Wideo prezentacja - nowy sposób wypowiedzi, nawet w szkole

Ideatorium, uczymy się korzystać z telefonu i "kija". To tylko wydaje się zabawą a jest ważnym procesem nabywania kompetencji cyfrowych.
 

Czasem nadchodzi moment przebłysku i olśnienia. Niby jedna chwila, ale składają się na nią wcześniejsze i liczne obserwacje. Patrzysz codziennie, ale trzeba jednego momentu by uświadomić sobie to, co widzisz, to, co cię otacza. Tak było i ze mną, gdy uświadomiłem sobie obecność nowego sposobu przekazu. Już obecnego nawet w szkołach.

A było to tak. Jako juror wziąłem dział w konkursie filmowym dla uczniów, w ramach projektu be.eco. Chodziło o małe formy wideo na określony temat. Część w pełni nakręcona przez uczniów, część chyba z pomocą. Jedni radzili sobie lepiej, inni byli nieporadni zarówno co do scenariusza jak i warstwy technicznej. Ale to nie ma znaczenia. Chodzi o zupełnie inny styl wypowiedzi niż w formie pisemnej czy ustnej odpowiedzi przy tablicy. Trzeba nauczyć się czegoś nowego. A  w programie szkolnym jeszcze tego nie ma. Bo najpierw muszą nauczyć się i nauczyciele oraz dostrzec ludzie odpowiedzialny za układanie programów nauczania (czyli w ministerstwie). A dla nich to też nowość. Wsparciem są działania różnych fundacji i NGO. 

Odpowiedź ustna przy tablicy jest wprawką do wypowiedzi publicznych, ustnych. To się przydaje w życiu pozaszkolnym i warto ćwiczyć w tej sztuce uczniów przez całą edukację. Nie tylko uczyć opanowania stresu i tremy ale także scenariusza i konstrukcji takiej wypowiedzi. Łącznie ze sztuką dyskusji i przekonywania. I ta forma niemalże  "od zawsze" w szkole jest. Czasem tylko zapominamy o sztuce budowania scenariusza takiej wypowiedzi. Sama wypowiedź ustna wywodzi się z kultury oralnej, towarzyszącej ludzkości odkąd tylko przemówiliśmy. I przydaje się nawet w wieku XXI. Nie warto z tego rezygnować. Warto przypominać sobie cel i sens by uczyć tego lepiej. I by skupić się na istocie a nie tylko powierzchownych rytuałach.

Drugą formą, ćwiczoną w szkole, jest wypowiedź pisemna: rozprawka, esej, wypracowanie, sprawozdanie itp.. Uczymy się logiki i specyfiki wypowiedzi pisemnej przez wszystkie lata szkolnej edukacji. Ta umiejętność też jest obecna od dawna w szkole i przydaje się w życiu codziennym. Bo nawet w wieku XXI musimy umieć pisać e-maile, teksty na Instagramie czy blogu, listy urzędowe, zabierać publicznie głos, komentując różne sprawy w internecie. Od małych form typu sms, twet po dłuższe eseje, artykuły czy nawet książki. Przydaje się w życiu pozaszkolnym, przez całe dorosłe i emeryckie życie.

Do tych dwu dochodzi jeszcze zupełnie nowa: umiejętność wypowiedzi w formie krótkiego wideo, tak zwanej rolki (nagranie lub animacja lub łącznie te dwie formy w wersji hybrydowej). Zupełnie inna forma i inny sposób komunikacji. Już nie tylko wybrani reżyserzy, filmowcy ale każdy może i często musi się w taki sposób wypowiadać i przekazywać treści. To trzecia, ważna forma komunikacji społecznej. I gdzie się jej nauczyć? W szkole? Trochę potrwa, zanim sami nauczyciele się tego nauczą. Ale najpierw muszą dostrzec, zauważyć. Ja uświadomiłem sobie dopiero teraz. Na pewno włączę do zajęć dydaktycznych na seminarium czy w ramach przedmiotu prezentacje publiczne. A może i na wszystkich, uzupełniając wypowiedzi ustne, pisemne kolokwia i sprawozdania. Uważam, że uniwersytet powinien uczyć rzeczy przydatnych i aktualnych. 

A gdzie się młodzi i starzy ludzie uczą filmowych wypowiedzi? Na wyśmiewanym Tik Toku, Instagramie, Facebooku, You Tube itp., czyli w mediach społecznościowych. Kamerę ma każdy, bo jest nią smartfom. A najpierw w formie zabawy i uczestnictwie w mediach społecznościowych ogląda prace innych, potem sam dołącza i uczy sie dwóch rzeczy: filozofii i specyfiki krótkich rolek oraz techniki. Uczy się kadrować, nagrywać, edytować, montować, dodawać napisy (korzystanie z różnych aplikacji i to wszystko na telefonie z małym ekranem!). Kiedyś to był cały sztab filmowców i techników. A teraz trzeba to zrobić samemu. W ramach własnego hobby czy aktywnego uczestnictwa w mediach społecznościowych.

Czy to będzie przydatne? Taka umiejętność tworzenia krótkich filmików? Bez wątpienia! Przykład z konferencji naukowych: na Ideatorium 2024 w Gdańsku można zgłaszać postery w formie krótkich rolek: https://fb.watch/r0S5BzHtQn/. Czyli naukowcy już próbują na stałe osadzić formę krótkiego wideo do przekazu naukowego i komunikacji. Chciałbym i ja spróbować. A muszę się nauczyć sporo. Co prawda trochę już próbowałem na You Tube czy Tik Toku, ale to za mało. Tylko nieco liznąłem. Trzeba czasu i ćwiczeń. Przyda się wiele nowych umiejętności cyfrowych z edycją i montażem filmików. Przyda się oczywiście stara wiedza, dotycząca logiki wypowiedzi publicznej i skupienie się na odbiorcy. To ogólna teoria, którą teraz trzeba będzie zastosować w zupełnie nowej formie. Coś pozostaje niezmienne i coś się zmienia. 

Na razie awangardą nowych umiejętności są konkursy filmowe dla uczniów, taki jak ten w ramach projektu be.eco. Jako nieobowiązkowa praca domowa i aktywność pozaszkolna. Z czasem i na lekcjach będziemy tego uczyli. Potrzeba tylko, aby kadra nauczycielska się tego nauczyła. I całe pokolenie współczesnych ludzi. Łącznie z pracownikami uczelni wyższych. Uczymy się razem z młodymi, bo dla wszystkich to nowość, dla cyfrowych tubylców i dla cyfrowych imigrantów.

23.03.2024

Godzina dla Ziemi – wieki dla ludzi

Sielski, wakacyjny relaks w nadmorskim miasteczku. Czy nie zabraknie nam wody?

Czujemy się jak na wakacjach, woda w fontannie raźno tryska, przynosząc ochłodę i ciesząc oczy ładnym widokiem, a tu jacyś „ekolodzy” burzą sielski spokój i każą zastanawiać się na jakąś Ziemią, czystymi rzekami, konsumpcją.

Godzina to tak niewiele. Ledwie symbol. Zgasną światła na godzinę – będzie mały problem dla sieci energetycznej. Same kłopoty? Nic to nie zmieni a tylko problemy? Takie głosy często słychać. Ale ci, którzy biorą udział w Godzinie dla Ziemi na całym świecie, chcą zwrócić uwagę, że jest coś ważnego, dla nich i dla reszty, co warto na poważnie przemyśleć.

Godzina dla Ziemi to znak ostrzegawczy, zwrócenie uwagi. Tak jak sygnalizacją na przejeździe kolejowym, jak kontrolka ze stanem zdrowia czy bezpieczeństwa, jak monitory aparatury medycznej w szpitalu pokazujące stan pacjenta. Trzeba czasem spojrzeć na monitor i sprawdzić jaka jest akcja serca, ciśnienie krwi, poziom cukru we krwi czy aktywność mózgu. Bo można przespać, przegapić. A wtedy będzie już za późno.

Godzina dla Ziemi to tak naprawdę godzina dla człowieka, dla całej ludzkości. Wskazanie, że coś ważnego się dzieje. I są to sygnały bardzo ostrzegawcze, trzeba działać indywidualnie i zbiorowo. Indywidualnie możemy zmieniać swój styl życia na mniej zużywający zasoby Ziemi i zasoby dla innych ludzi. Podzielić się z innymi i z przyszłymi pokoleniami? To takie trudne a jednak możliwe.

W tym roku Godzina dla Ziemi w Polsce poświęcona jest jakości polskich wód powierzchniowych, polskim rzekom. Od transformacji z początków lat 90. XX wieku dużo zrobiliśmy, wybudowano dużo oczyszczalni ścieków. Czyli można, czyli stać nas na zbiorowy wysiłek. Wprowadziliśmy także surowsze wskaźniki jakości rzek w całej Europie. Więc łatwiej porównywać, między krajami, między poszczególnymi latami. Prowadzimy monitoring rzek by wiedzieć jaki jest stan i gdzie trzeba działać by polepszyć sytuację. Mierzone są wskaźniki fizyczne, chemiczne i biologiczne. Zwłaszcza z różnorodnością biologiczną nie jest najlepiej. Bardzo duży odsetek badanych rzek ma wody złej jakości. Wystarczy, że tylko jeden wskaźnik będzie zły a dany odcinek klasyfikowany jest jako zły. Może stłuc termometr to poprawimy sobie humor i samopoczucie? Dalej można będzie się cieszyć beztroskimi wakacjami? Ale wtedy przychodzą katastrofy takie jak w Odrze z ogromnymi stratami przyrodniczymi, społecznymi i gospodarczymi. A przecież katastrofa w Odrze nie była niespodzianką i zaskoczeniem. Tyle tylko, że lekceważyliśmy złe wskaźniki (i głosy ostrzegawcze naukowców), tłumacząc, że jakoś to będzie, że działanie jest kosztowne, że kopalnie, że wicie rozumicie. Bo zabrakło ludzi odważnych by podejmować bolesne lecz konieczne decyzje.

Jest źle. Nie ma co przymykać oczy na stan polskich rzek. Wiele starych problemów rozwiązaliśmy przez wybudowanie oczyszczalni ścieków w wielu miejscowościach. Dalej jednak zezwalamy na spuszczanie ścieków do polskich wód. Dalej zezwalamy na odprowadzanie zasolonych wód do Odry czy Wisły. Dalej meliorujemy i prostujemy rzeki i to za duże pieniądze. Realizujemy archaiczne projekty z dawnych epok nie słuchając naukowców. Wisła lepiej radzi sobie z zanieczyszczeniami (w tym wodami zasolonymi) bo jest mniej uregulowana niż Odra. Dlatego Odrę trzeba renaturyzować. Tak jak i inne rzeki.

Wraz ze zmianami klimatu i aktywnością kopalni odkrywkowych pojawił się nowy problem – brakuje wody w rzekach, niektóre na wielu odcinkach przestają płynąć. Mamy więc w Polsce zupełną nowość – rzeki okresowe. Tak jak w Afryce czy Australii. To ogromne zagrożenie zarówno dla bioróżnorodności jak i rolnictwa, przemysłu i zasobów wody pitnej dla przeciętnego Kowalskiego. W ostatnich latach w coraz większej liczbie gmin czasowo ograniczane są dostawy wody dla gospodarstw domowych. Po prostu zaczyna nam jej brakować. Wycinamy z miast drzewa a potem, w czasie upałów rozstawiamy kurtyny wodne, zużywając zasoby wody pitnej. Krótkowzroczne szaleństwo. Efektywniej jest schładzać temperaturę w miasta przez zwiększone nasadzenia drzew i krzewów. 

Nowym i słabo jeszcze rozpoznanym zagrożeniem jest zanieczyszczenie wód chemioterapeutykami (farmaceutyki). To zarówno pozostałość po lekach dla ludzi (m.in. antybiotyki, hormony) jak i pozostałości po pestycydach stosowanych w uprawie roślin jak i farmaceutykach (np. antybiotyki), stosowanych w hodowli zwierząt. Te związki biologicznej czynne nawet w mikroskopijnych ilościach wywołują duże zmiany w bioróżnorodności jak i w naszych organizmach.

Kolejnym nowym problemem jest mikroplastik obecny także w naszych rzekach. Finalnie trafia do naszych organizmów, nie mówiąc o wpływie na przyrodę.

Godzina dla Ziemi to nie żadne śmichy-chichy, to kwestia naszego przetrwania i naszego zdrowia. Tu i teraz. I tego roku latem nie ominą nas problemy z suszą (i wynikającymi z tego stratami w rolnictwie czy turystyce) i zanieczyszczeniem wód. Będziemy tracić kolejne miliony a raczej miliardy. Lepiej więc inwestować w lepszą przyszłość Ziemi i nas na niej żyjących. Zapobiegać a nie tylko leczyć.

Dlaczego mamy tak duże problemy z akceptacją społeczną dla niezbędnych działań na rzecz środowiska przyrodniczego (to są nasze zasoby i nasz kapitał) i rozwoju zrównoważonego? Bo przeciętny Kowalski musi poświęcić obecne, lokalne dobra (np. własna, chwilową wygodę) na rzecz dobra dla całej ludzkości. Czy czujemy się wspólnotą i potrafimy działać razem? Czy też przeważy indywidualny egoizm „moja chata z kraja”. Czy potrafimy w warunkach polskich myśleć o innych, o interesach i dobrostanie innych grup zawodowych, czy tylko o sobie. Myśleć o dobru nie teraz lecz dobru w przyszłości. Naszej przyszłości. Czy potrafimy myśleć o dobru jako rezultacie złożonego rozumowania, które przeciętny człowiek nie rozumie i musi przyjąć na wiarę od tak zwanych autorytetów i elit. Chyba, że sam podejmie wysiłek zrozumienia i własnej edukacji. Edukacja i próba zrozumienia zjawisk zachodzących w ekosystemach i całej biosferze wymaga wysiłku. A przeciętny człowiek nie jest skory do żadnego wysiłku. Łatwiej podważać, kontestować i uciekać w teorie spiskowe czy populizm. Tyle tylko, że płyniemy wszyscy na jednej szalupie ratunkowej, na jednym statku. Jeśli wspólnie nie będziemy starali się załatać dziur, to wszyscy pójdziemy na dno. Dlatego jest właśnie Godzina dla Ziemi – jest wołaniem na puszczy, jest jak sygnał ostrzegawczy: zobaczcie wreszcie problem, oderwijcie się od codziennych zakupów i patrzenia na seriale, jest coś ważnego do przemyślenia. A potem do działania.

Nie jest łatwo o takie globalne i lokalne działania bo różnica korzyści i kosztów jest różna dla różnych grup. Potrzebne jest nam myślenie o wspólnocie i solidarność. Nadchodzi dla nas Polaków i dla ludzkości chwila prawdy: czy jesteśmy i czy potrafimy stworzyć taką wspólnotę i myśleć o dobru wspólny? Czy potrafimy myśleć o naszym przeciekającym statku na oceanie? Nie mamy drugiej, zapasowej Ziemi. A jeśli jest, to gdzieś daleko w kosmosie, poza naszymi możliwościami podróży…

Wygoda dla mnie teraz (nie muszę za nic być odpowiedzialna/-ny) ) czy dobro dla całej ludzkości i dla przyszłych pokoleń? Może choć przez godzinę pomyśl o tym.


Czytaj także:


22.03.2024

Jak szybko napisać esej korzystając z czatu GPT?

Muzeum Kinematografii, Łódź. Graficzne nawiązanie do rozwoju technologii.
 

Tytułowe pytanie "Jak szybko napisać esej korzystając z czatu GPT?" pojawiło się w słoiku pamięci, który wykorzystuję na wykładach. Stosuję nie tylko elektroniczny sposób zbierania "feedbacku" i pytań ale i tradycyjny, analogowy sposób. Słoik się do tego znakomicie nadaje. Dostaję informacje zwrotne o tym, co studenci zapamiętali z wykładu oraz pytania. Na wszystkie staram się odpowiedzieć, albo na kolejnym wykładzie, albo online, w zespole na Teamsach lub na blogu (jeśli uznam, że problem nieco szerszy i być może zainteresuje więcej osób). Wychodzę z założenia, że nie ma tak zwanych głupich pytań - są tylko niewystarczające odpowiedzi.

Pytanie o Chat GPT pojawiło się zapewne dlatego, że na wykładzie razem ze studentami próbujemy rozpoznać narzędzia sztucznej inteligencji do pracy, np. nauczyciela szkolnego. Co z pytania wynika? Być może jest w nim ślad strategii na przetrwanie, dlatego akcent położony na "szybko". W każdym razie chcą się uczyć efektywnie pisać, czy to prace domowe czy  może w ramach wypowiedzi publicznych. Szybkość wynika z wprawy. Trzeba dużo ćwiczyć by potem takie same zadania wykonywać szybko i sprawnie. Potrzebna więc inwestycja i wytrwała praca by potem mieć wprawę i robić coś szybko, czy to chodzi o naleśniki, naprawianie samochodu czy pisanie esejów.

A jak wykorzystać w procesie pisania np. Chat GPT? Rozważmy najpierw na czym polega pisanie, np. eseju. Wbrew pozorom nie chodzi tylko o samo pisanie. Najpierw trzeba pomyśleć (pomyśl trzy razy nim raz coś zrobisz). Etapy pisania:

  1. Pomysł, główna myśl lub intryga ze scenariuszem.
  2. Kompozycja scenariusza, czyli jak poukładać argumenty, myśli i pytania.
  3. Kompozycja językowa, (piękno języka) - to etap finalny.
We wszystkich etapach może być pomocny Chat GPT lub inne narzędzie Gen-AI (generatywnej sztucznej inteligencji). I nie chodzi tylko o umiejętność pisania instrukcji (promptu). 




Ad. 1. Pomysł, główna myśl lub intryga ze scenariuszem

Zazwyczaj temat jest zadany, nie trzeba szukać. Ale sam temat to jeszcze nie pomysł na esej. To tylko wyznaczony kierunek, ramy i ograniczony obszar. Sami szukamy pomysłu na esej. Do tego potrzebne jest myślenie i rozmowy z innymi. Na przykład z innymi studentami. W rozmowie łatwiej o oryginalny pomysł, łatwiej o oryginalne ujęcie i podejście do zadanego tematu. Można oczywiście porozmawiać nie tylko ze studentami z grupy zajęciowej ale i z pracownikami akademickimi, np. w czasie konsultacji lub spotkań seminaryjnych. Można inspiracji szukać w źródłach pisanych: książkach, artykułach. Wypożyczamy z biblioteki (jeśli wiemy co) i czytamy. Ewentualnie wpisujemy słowa kluczowe w przeglądarce i wyszukujemy źródeł w sieci. Pozwoli to na zorientowanie się, co inni w tym temacie już napisali i stworzyli. Przy okazji głębiej wchodzimy w zagadnienie, co niewątpliwie przyda się na etapie końcowego pisania.

No dobrze, a co z czatem GPT? Czy i jak i czy może być przydatny? Może być sparing partnerem do dyskusji. Jego zaletą jest to, że jest od zaraz pod ręka, a więc szybko. Tu i teraz. Włączyć konwersacje i pytać, rozmawiać. Jak nie masz do dyspozycji człowieka, to jest AI. Trzeba tylko umieć promtować czyli pisać instrukcje. Niektóre programy AI udzielają nie tylko odpowiedzi ale i przesyłają linki do stron i źródeł. Zainwestuj więc w swoje umiejętności cyfrowe by zrozumieć istotę i ograniczenia Chata GPT oraz naucz się konwersować. Dzięki rozmowie, nawet ze sztuczną inteligencją, łatwiej dojrzeje w twojej głowie oryginalny pomysł na esej. 

Ad 2. Kompozycja scenariusza, czyli jak poukładać argumenty, myśli i pytania.

Masz już pomysł na esej. Co dalej? Teraz potrzebny jest dobry "scenopis" czyli intrygująco ułożona treść, kolejność podawanych informacji i ich dramaturgia. Dzięki takiemu scenariuszowi treści nawet zwykły temat i przeciętne informacje mogą wypaść znakomicie. Bo ważne będzie oryginalne ujęcie i podejście do tematu. Konspekt eseju jest ważny. Można przedyskutować z innymi, zapytać o wrażenia, może inni ludzie coś podpowiedzą, będą pierwszymi recenzentami i "grupą fokusową".  

Jeśli nie masz takich osób pod ręką a chcesz szybko, to znowu można wykorzystać generatywną sztuczną inteligencje, np. Chat GPT.  Tak, ma swoje ograniczenia. Ale i jedną zaletę - jest od zaraz i nie marudzi. Przyda się oczywiście umiejętność promptowania. I to będą inne instrukcje niż te wykorzystywane w rozmowie w czasie generowania pomysłu.

Ad. 3. Kompozycja językowa, (piękno języka) - to etap finalny.

Mamy już pomysł, konspekt z kompozycją, niczym wszystkie produkty do pieczenia ciasta. Teraz trzeba po prostu połączyć składniki i upiec. W eseju ważne jest piękno języka. Cały esej lub w częściach możesz dać do sprawdzenia i korekty językowej czatowi GPT lub zlecić napisanie. I kolejna umiejętność pisania promptów. Nieco inne instrukcje niż przy części 1 i 2. Gotowy tekst warto jeszcze raz samemu przeczytać i ewentualnie poprawić, uzupełnić, rozbudować. Zdecydowanie łatwiej jest poprawiać niż pisać od samego początku. Ale gotowy tekst jest jak koleiny, z których trudno się wyrwać

Chat GPT jak i inne narzędzia AI/SI to tylko narzędzia pomocne w pisaniu. Moim zdaniem bardziej pomocna i kreatywna będzie rozmowa z kompetentnym człowiekiem oraz dyskusja z zaangażowanymi studentami. Ale czat GPT, dostępny w telefonie, ma jedną ważną zaletę: jest dostępny od zaraz, o każdej porze dnia i nocy i w każdym miejscu (gdzie jest wi fi). Zadzwonisz do kolegi, koleżanki czy wykładowcy o 9-tej czy 10-tej w nocy by prosić o przedyskutowanie pomysłu na esej? Nie wypada. A Chat GPT dostępny jest cały czas. I nie marudzi, nie obraża się na nasze mało kulturalne zachowanie, jest cierpliwy i uprzejmy. Bo tak został zaprogramowany. To uczynne i grzeczne narzędzie, zarówno do dyskusji, konsultacji konspektu jak i szlifowania tekstu. I jak z każdym narzędziem - by dobrze służyło, trzeba najpierw nauczyć się je odsługiwać. Co ci z dobrego i szybkiego samochodu, jeśli kierowca nie umie jeździć i używa tylko pierwszego biegu? Czy wiarygodne będą jego biadolenia, że samochody są nieużyteczne, bo wolno jeżdżą i głośno wyją ich silniki?

Ale to nie koniec odpowiedzi. Na tytułowe pytanie odpowiedzieli żywi, konkretni ludzie na Facebooku. Oto ich porady:

Anna Ryksza - Oto kilka wskazówek, jak skutecznie wykorzystać GPT do pomocy w pisaniu eseju:
  • 1. Określ temat i rodzaj eseju
Zacznij od jasnego sprecyzowania tematu, na który ma być napisany esej. Podaj też rodzaj eseju (np. rozprawka, esej opisowy, interpretacyjny itp.).
  • 2. Zbierz materiały źródłowe
Podaj GPT linki, cytaty lub inne istotne informacje, które powinny być wykorzystane w eseju jako źródła. Im więcej kontekstu dostarczysz, tym lepsze będą wskazówki od GPT.
  • 3. Zaplanuj strukturę
Poproś GPT o pomoc w przygotowaniu planu, głównych punktów oraz struktury eseju. Może ułożyć wstęp, rozwinięcie i zakończenie.
  • 4. Wygeneruj fragmenty
GPT może napisać dla Ciebie całe fragmenty czy akapity eseju na podstawie Twoich wytycznych i materiałów źródłowych.
  • 5. Dopracuj i popraw
Wykorzystaj możliwości GPT do poprawiania, uzupełniania i ulepszania wygenerowanych fragmentów tekstu. Zwróć uwagę na spójność, styl i błędy.
  • 6. Zredaguj końcowy esej
Na podstawie wygenerowanych części, ułóż kompletny szkic eseju, który będziesz mógł jeszcze przeczytać, skorygować i ulepszyć. Pamiętaj, że GPT jest narzędziem wspomagającym, ale nie zastąpi w pełni Twojej pracy. Powinno być wykorzystywane do pobudzania pomysłów, ułatwiania pisania oraz poprawiania tekstu.

Anna Szczęsny: mam takie doświadczenia, że czat pomoże sensownie, jeśli dane wejściowe będą po angielsku. Robiłam parokrotnie porównanie na tym samym materiale: promptowanie po polsku dawało mało ciekawy efekt (również językowo i stylistycznie), natomiast na zapytanie po angielsku z odpowiednimi słowami-kluczami czat odpowiadał w formie niemal gotowej do wykorzystania. Można potem taki esej wrzucić w DeepL (Pro) i wychodzi niezła wersja polska.

Anna Turula: Odpowiedź: trzeba umieć dobrze promptować.

Iwona Cugier: prompt najważniejszy. Czyli empatyzowanie "Jesteś studentem dookreślić np. pedagogiki wczesnoszkolnej. Twoim zadaniem jest napisanie eseju na temat (podać temat np. autorytetu nauczyciela), korzystając z dostępnych źródeł. Esej ma mieścić się na kartce A4". Jowita Michalska wrzuciła przykłady promptów https://www.facebook.com/share/p/7xeDNGRapsBwS949/

Na koniec zapytałem SI (ekspert, dyskusja w ludźmi i na koniec Chat GPT). Wersja 3,5.

Prompt "Działaj jako nauczyciel akademicki, który wyjaśnia studentowi pedagogiki jak pisać esej z wykorzystaniem Chat GPT, napisz odpowiedź na pytanie "Jak szybko napisać esej korzystając z czatu GPT?", napisz w formie eseju."


ChatGPT:

Jak szybko napisać esej korzystając z czatu GPT

Pisanie eseju to proces wymagający czasu i wysiłku, jednak wykorzystując narzędzia jak Chat GPT, możemy zwiększyć efektywność i szybkość tworzenia tekstu. W niniejszym eseju omówię kroki, które należy podjąć, aby skorzystać z Chat GPT podczas pisania eseju w dziedzinie pedagogiki.

1. Definiowanie tematu i zbieranie materiałów

Pierwszym krokiem jest dokładne zdefiniowanie tematu eseju oraz zebranie materiałów źródłowych. Zrozumienie tematu pozwoli Chat GPT na dostarczenie bardziej precyzyjnych odpowiedzi. Im więcej informacji przedstawimy, tym bardziej Chat GPT będzie w stanie wygenerować treści zgodne z naszymi oczekiwaniami.

2. Formułowanie kluczowych pytań

Kolejnym krokiem jest sformułowanie kluczowych pytań, które chcielibyśmy poruszyć w eseju. Te pytania będą prowadzić naszą interakcję z Chat GPT. Ważne jest, aby sformułować pytania jasno i zwięźle, aby uzyskać klarowne odpowiedzi.

3. Interakcja z Chat GPT

Gdy mamy już zdefiniowany temat i kluczowe pytania, możemy przystąpić do interakcji z Chat GPT. Wpisując nasze pytania i potrzebne konteksty, możemy uzyskać różnorodne odpowiedzi i sugestie. Ważne jest jednak krytyczne podejście do uzyskanych informacji i ich ocena pod kątem wiarygodności i trafności.

4. Analiza i selekcja informacji

Po uzyskaniu odpowiedzi od Chat GPT, należy przeprowadzić analizę otrzymanych treści. Wybierz te fragmenty, które najlepiej odpowiadają na postawione pytania i posiadają wartość merytoryczną. Istotne jest również podanie źródła lub kontekstu, z którego Chat GPT czerpał informacje.

5. Redagowanie i kształtowanie tekstu

Kolejnym krokiem jest redagowanie i kształtowanie uzyskanych treści w spójny i logiczny tekst eseju. Należy zadbać o poprawność językową, logiczne łączenie zdań oraz klarowność w prezentacji myśli. Choć Chat GPT może dostarczyć treści, to ostateczna odpowiedzialność za ich wykorzystanie leży po stronie piszącego.

6. Korekta i ocena

Ostatnim etapem jest korekta tekstu oraz dokonanie oceny uzyskanego materiału pod kątem zgodności z założeniami tematycznymi, poprawnością językową oraz oryginalnością. Pomimo korzystania z Chat GPT, ważne jest, aby zachować własny styl i indywidualne podejście do tematu.

Podsumowując, wykorzystanie Chat GPT może znacząco przyspieszyć proces pisania eseju, jednak wymaga to również odpowiedniej selekcji, analizy i redagowania uzyskanych treści. Kluczowe jest zachowanie krytycznego podejścia oraz dbałość o jakość i autentyczność tekstu.

Copilot (ten sam prompt):

Jak szybko napisać esej korzystając z czatu GPT?

W dzisiejszych czasach, gdzie technologia informacyjna wkracza w każdą sferę życia, studenci szukają nowych metod, aby usprawnić proces pisania esejów. Jednym z narzędzi, które może znacząco przyspieszyć i ułatwić to zadanie, jest Chat GPT – inteligentny system oparty na sztucznej inteligencji.

Pierwszy krok to zrozumienie tematu i wymagań eseju. Chat GPT może pomóc w wygenerowaniu pomysłów, podpowiedzieć strukturę oraz dostarczyć informacje na dany temat. Warto jednak pamiętać, że dane, na których opiera się Chat GPT, są aktualne tylko do pewnego momentu w przeszłości, dlatego zawsze należy zweryfikować i uaktualnić informacje.

Drugi krok to stworzenie zarysu eseju. Chat GPT może zaproponować wstępny szkic, w tym tezę, główne argumenty oraz wnioski. To pozwala na szybkie zorganizowanie myśli i zaplanowanie struktury pracy.

Trzeci krok to pisanie właściwego tekstu. Tutaj Chat GPT może działać jako interaktywny asystent, pomagając formułować zdania i akapity, a także sugerując przejścia między nimi. Może również pomóc w uniknięciu plagiatu, generując oryginalne treści na podstawie podanych wskazówek.

Czwarty krok to redakcja i korekta. Chat GPT może wychwycić błędy gramatyczne i stylistyczne, a także zaproponować alternatywne sformułowania, co jest szczególnie przydatne dla osób, dla których język eseju nie jest językiem ojczystym.

Piąty krok to weryfikacja i dopracowanie pracy. Mimo że Chat GPT jest potężnym narzędziem, ostateczna odpowiedzialność za treść eseju spoczywa na studencie. Należy dokładnie sprawdzić wszystkie fakty, cytaty i argumenty, aby upewnić się, że praca jest rzetelna i spełnia akademickie standardy.

Podsumowując, Chat GPT to innowacyjne narzędzie, które może znacznie przyspieszyć proces pisania eseju. Jednakże, jak każde narzędzie, wymaga ono świadomego i odpowiedzialnego użytkowania. Pamiętajmy, że technologia jest tu, aby nas wspierać, ale nie zastąpi ludzkiego umysłu i krytycznego myślenia.

Wygenerowane przez Copilot z promtu "Wygeneruj grafikę do tego eseju, w stylu malarstwa Leonardo da Vinci"

Podsumowując: na pytanie zawarłem trzy rodzaje odpowiedzi 1. swoją, jako eksperta/wykładowcy, 2. dyskusję z innymi ludźmi za pośrednictwem mediów społecznościowych (trwała kilka dni), i 3. wygenerowaną przez Chat GPT na open.ai oraz Copilot w przeglądarce Edge. To nie wszystkie oczywiście możliwości, bo bezpłatny dostęp do narzędzi AI jest znacznie bogatszy. Nie mówiąc o płatnych, pełniejszych wersjach Chat GPT.

21.03.2024

Pracujemy by żyć czy z pasji?

Pokazy w czasie pikniku naukowego. Edukacja pozaformalna. Praca czy rozrywka?
 

Od wieków praca nadaje sens człowiekowi, jednak pracujemy by żyć.. a nie z pasji? Czym jest praca? Kiedyś bezpośrednio związana była z szukaniem i zdobywaniem pożywienia. Przez stulecia rozwoju społecznego i technologicznego coraz bardziej oddala się od tych prostych czynności przetrwania i zdobycia pożywienia. Staje się coraz bardziej abstrakcyjnym elementem naszego życia. Pracujemy a nie widzimy już bezpośrednio przełożenia na sytość, schronienie, miłość.

Na przykład taki nauczyciel czy wykładowca. Mówi do ludzi, opowiada, organizuje im środowisko do uczenia się. Za to dostaje wynagrodzenie. Kiedyś w postaci brzęczącej monety i szeleszczących banknotów. Teraz abstrakcyjnie pojawiają się cyferki na koncie bankowym. Te cyferki można zamieniać w sklepie na pożywienie, opłacić czynsz by mieć dach nad głową, imponować partnerowi by zdobyć jego miłość (jeśli nie duchową to przynajmniej seksualne obcowanie, coraz mniej związane z rozmnażaniem biologicznym). Coraz dłuższa droga zależności od stukania w klawiaturę do sytego obiadu czy poczucia fizycznego bezpieczeństwa. Można stracić logiczny i przyczynowo-skutkowy wątek.

Rozwój cywilizacyjny wygenerował maszyny i narzędzia, które znacząco ułatwiają nam pracę. Możemy zrobić to, co kiedyś lecz szybciej i więcej. Maszyny generują dobrobyt. Są jak niewolnicy pracujący za nas. Ale ten dobrobyt jest przede wszystkim dla właścicieli maszyn i kapitału. Systematycznie i nieustannie następuje koncentracja kapitału. Tak jak kiedyś koncentracja władzy czy ziemi. Feudał zdobywał i łączył ziemie wraz z ludźmi i zasobami tam się znajdującymi. Potem, w epoce przemysłowej, to nie ziemia (powierzchnia upraw rolnych i powierzchnia krainy) decydowała o władzy i potędze. Kapitał jest czymś bardziej abstrakcyjnym niż hektary, stada bydła czy wioski z chłopami (lub niewolnikami). Ale działa tak samo. 

Technologia może wzmagać dysproporcje i rozwarstwiać społeczeństwa. Ale są i dobre strony technologii, np. telefon komórkowy, internet - łączy ludzi i umożliwia nowe interakcje społeczne. Technologia zabiera pracę jednym a daje innym. Suma nie jest zerowa. Kobiece role trudniej zautomatyzować algorytmami. Opieka, edukacja, więzi społeczne trudno zautomatyzować i zastąpić urządzeniami, niemniej i w tych sferach wchodzą technologie, urządzenia i generatywna sztuczna inteligencja. 

A jeśli za nas zrobią prawie wszystko maszyny, to będzie żyło się nam lepiej? Świat bez pracy to zagrożenie czy nadzieja? Wszyscy awansujemy do klasy panów? Arystokracji z podległymi "niewolnikami" czy "służbą"? Jak podzielić się w takim świecie zasobami Ziemi i wytworzonymi dobrami? I czy maszyny z technologia będą pracowały dla wszystkich?

Skoro nie trzeba będzie pracować by przeżyć (zarobić pieniądze na życie), to zostanie praca wolontariatu? Praca tylko z i dla pasji? W wolontariacie istotna jest pasja i chęć tworzenia w społeczeństwie a nie fizyczna konieczność przeżycia. Człowiek do życia potrzebuje innych ludzi, kontaktu i interakcji z nimi. Do tej pory to w pracy znajdowaliśmy także i te aspekty życia społecznego: wspólne polowanie, wspólne przygotowywanie jedzenia, budowanie domu, śpiewy i rozmowy w pracy na polu i w fabryce czy biurze. Sfera społeczna mocno przenikała się z czysto praktyczną czy zawodową pracą (wytwarzanie, usługi). W części odczuwają to emeryci - już nie muszą wcześnie wstawać i wychodzić do pracy, gdzie spotykali się z ludźmi. Emeryci mają "stypendium ZUS" (jakiś analog podstawowego dochodu gwarantowanego). Nie muszą pracować by przeżyć. Czasem pracują ze względów społecznych - bo nie znajdują w społeczeństwie miejsca dla siebie innego jak praca. Inny aktywni są w wolontariatach, rozrywce i edukacji (uniwersytety trzeciego wieku i inne grupy). W Olsztynie na wielu imprezach kulturalnych frekwencję zapewniają właśnie emeryci. Są niejednokrotnie głównymi odbiorcami tych wydarzeń: odczytów, wernisaży, przedstawień. Zwłaszcza, gdy są bezpłatne. Inni sami udzielają się w wolontariacie dla innych. Jeszcze inni spełniają się w allorodzicielstwie (jako babcie i dziadkowie).

Bez koniecznej do przeżycia pracy, a często nawet nielubianej, będziemy mieli więcej czasu na życie społeczne? Na przykład w mediach społecznościowych? Tu również możemy być aktywni w mądrym wolontariacie: selekcjonować informacje i upowszechniać te wartościowe. Tworzyć i kanalizować, eliminować fake newsy, demaskować fałsz i mity. Czyli zrobić coś pożytecznego dla życia społecznego i dobrego obiegu informacji. Scalać i zwiększać integrację grupy zamiast podsycać konflikty. Udział w debacie i dzielenie się wiedzą może mieć różny charakter, w kontakcie i online. Media społecznościowe to rozpowszechnianie pomysłów i idei, realnie istniejący konektywizm.

Zaciera się granica między pracą a nie-pracą. Będziemy bardziej interdyscyplinarni niż byśmy chcieli. Kiedyś kształciliśmy się by całe życie pracować w zawodzie. A teraz? Będziemy się kształcić z czystej przyjemności zdobywania wiedzy i uczestnictwa w życiu społecznym? Przykładem jest rozkwit w ostatnich latach uniwersytetów trzeciego wieku oraz rewitalizacja kół gospodyń wiejskich. A przecież przykładów podobnych jest znacznie więcej. 

Praca, pasja (hobby), uczenie się, odkrywanie - coraz bardziej nawzajem się przenikają. Nie zmienia się jedynie to, że człowiek pozostaje istotą społeczną. I to, że do kręgu swojego "stada" włącza także nieożywione, nieludzkie elementy: książki, internet, sztuczną inteligencję. Być może postulowana przez Teilharda de Chardin noosfera właśnie się materializuje. I to coraz wyraźniej.

18.03.2024

Jak się współcześnie uczymy i czy jest kryzys edukacji?

Akwarela Wioletty Ustyjańczuk, marzec 2024.
 

W czasie pandemii pani Wioletta przypadkiem trafiła na kanał, na którym ktoś uczył rysunku i malowania. Zaczęła z nudów i z ołówkiem stolarskim, znalezionym w szufladzie. A więc bez przygotowania i w pełni nieprofesjonalnie. Zaczynała niemalże od zera. Przy dobrym motywowaniu prowadzącego wciągnęła się i zaczęła próbować, w tym także techniki akwareli. Dołączyła do grupy w social mediach, w której członkowie pokazywali swoje prace. Był więc nauczyciel i była społeczność ucząca się (z dobrymi i wspierającymi się relacjami). Szybko nauczyła się malować akwarele a jej prace są coraz lepsze i zachwycają doskonałością techniki. Do żadnych szkół nie chodziła i wykształcenia formalnego w zakresie sztuki nie ma. O jej umiejętnościach mówią jej prace (zobacz relację z wernisażu). To przykład pokazujący jak teraz uczymy się w internecie i na kursach, a nie tylko w szkole i na studiach. Tradycyjne szkoły i tradycyjne uniwersytety systematycznie tracą monopol i dominującą pozycję. 

Kiedyś uczyliśmy się w szkole lub pod bezpośrednim okiem mistrza. Teraz możemy uczysz się online. Krajobraz edukacyjny mocno nam się zmienia. Tylko nieliczni szybko się adoptują. Wiele uniwersytetów jeszcze nie zauważyło zmiany, nie mówiąc o próbach adaptacji i dostosowania się do nowych potrzeb i nowych możliwości.

W przytoczonym przykładzie z umiejętnościami malowania, widać efekty a nie program i stopnie. Nie widać nawet rankingów uczelni i szkół. Dyplomy i certyfikaty przydają się, ale bardziej przemawiają efekty. Pracodawcy coraz częściej pytają o umiejętności a nie dyplomy ukończonych szkół czy kursów. Mniej ważne jest gdzie i czego się uczyłeś, ważniejsze staje się co tu i teraz umiesz.

A jak ja się uczę? Oznaczania chruścików uczyłem się głównie sam, z książek i to w różnych językach (np. czeski, bo taki akurat miałem klucz do chruścików). Ciężko było. Jeździłem także do specjalisty w Krakowie by zweryfikował moje oznaczenia Co najmniej dwa dni w podróży, czasem wiele godzin w pociągu by spotkać się i porozmawiać przez 2-3 godziny. Specjalista trichopterolog podpowiadał i podsuwał kolejne publikacje. Nie miałem na studiach żadnego przedmiotu z oznaczania i biologii chruścików. Nawet entomologii nie miałem. Uczyłem się najpierw w kole naukowym a potem samodzielnie przez działanie. A teraz kontakt ze specjalistami i weryfikacja oznaczeń jest bardziej globalna i dostępna online. Wystarczy zrobić odpowiednie zdjęcie okazu i umieścić w dedykowanej chruścikom grupie. Szybko i sprawnie bez wielogodzinnej i kosztownej podróży. I z dostępem do specjalistów z całego świata. Zawsze któryś znajdzie czas i ochotę by pomóc.

Podobnie było z uczeniem się dydaktyki. Choć tutaj odbyłem formalne kształcenie na studiach pedagogicznych. Ale znacznie więcej nauczyłem się sam, przez działanie, dodatkowe kursy, czytanie książek i publikacji, udział w konferencjach, przez działanie metodą prób i błędów oraz w grupie ludzi, w relacjach. Od czasów internetu uczę się dużo w sieci. Ostatnio korzystam z różnych webinariów i spotkań online. Tylko z nielicznych uzyskuję jakiekolwiek potwierdzenia udziału czy certyfikaty. Dzięki internetowi i social mediom utrzymuję kontakt z szeroką i rozproszoną geograficznie grupą edukatorów i nauczycieli. W bezpośredni kontakcie nie byłoby to możliwe. Przecież nie stać mnie na wieczne studiowanie, trzeba pracować i zarabiać na życie. Kontakt online asynchroniczny i synchroniczny to umożliwia. Korzystam także ze wsparcia dydaktycznego z innych ośrodków akademickich. 

To relacje mają znaczenie i komunikacja w grupie. Czyli wyśmiewane kompetencje miękkie, społeczne. Rola takiej edukacji rośnie bo spada znaczenie dyplomów formalnych. Powtórzę: kluczowe są kompetencje komunikacyjne i społeczne bo umożliwiają efektywną współpracę nie tylko w grupie w kontakcie bezpośrednim lecz także w grupach online. W dawnej szkole nie zwracaliśmy zbytniej uwagi na kompetencje społeczne, bo one niejako były kształtowane poza szkołą. A nawet jeśli w szkole, np. przez harcerstwo, sport itp., to nie zwracaliśmy na nie uwagi. Skupialiśmy się na czytaniu, pisaniu, liczeniu i zapamiętaniu faktów. Bo szkoła w tych obszarach miała duży monopol. Teraz, dzięki technologii i zmianom społecznym, wyrosła duża konkurencja. Tak jak w biosferze pod wpływem zmian klimatycznych zmieniają się ekosystemy, tak w środowisku społecznym zmieniają się ekosystemy edukacyjne. Pewne elementy zostają, inne się pojawiają po raz pierwszy. I co ważniejsze, zmieniają się proporcje: gatunki dawniej dominujące spychane są na margines, stają się recedentami. A zupełnie inne stają się dominantami. Powierzchownie jest to samo (nie zmienia się istota funkcjonowania systemu) lecz zmiany są głębokie i wyraźne. Wystarczy się tylko uważniej przypatrzeć.

Kiedyś byliśmy skazani tylko na edukację formalną. Moje próby uczenia się rysowania w młodości były nieporadne. W szkole była plastyka ale nie było nauczycieli specjalistów. Rysunki czy plastyka była tak zwanym michałkiem. W ograniczonym stopniu zapoznawaliśmy się z podstawowymi technikami malowania farbami plakatowymi, techniką kolażu itp. Ani dobrych książek, ani szkolenia ani solidnej edukacji. Sam się uczyłem i to nieudolnie. Lubiłem rysować, to poświęcałem wiele godzin na tę aktywność. Rysowałem i kolorowałem dla przyjemności. Raz tylko udało mi się trafić na kilka lekcji do domu kultury pod oko specjalisty. Teraz miałbym znacznie łatwiejszy dostęp do specjalistów online, w formie tutoriali, informacji zwrotnych, pokazywania techniki, podpowiedzi. I udział w rozproszonych przestrzennie grupach osób o podobnych zainteresowaniach.

Uczymy się w szkole ale ostatnio skraca się edukacja formalna bo coraz więcej studentów, nie tylko w Polsce, kończy studia na licencjacie. A potem pozostaje kształcenie ustawiczne, na różnych kursach, studiach podyplomowych czy w źródłach internetowych. 

Jak się uczą nauczyciele? Ubyło kierunków nauczycielskich, pozostają krótkie kursy pedagogiczne. A potem systematyczna praca własna i dokształcanie się nie tylko w kontakcie lecz więcej online. Samokształcenie, uczenie się małymi porcjami i w różnych miejscach. W życzliwym środowisku społeczności uczącej się. Jak weryfikować kompetencje i doskonalenie zawodowe nauczycieli? Stare sposoby stają się chyba nieskuteczne. I mało wiarygodne.

Bez wątpienia edukacja bardzo się zmienia na skutek przede wszystkim rozwoju technologii. Tworzy się zupełnie nowy ekosystem edukacyjny, uzupełniony nowymi podmiotami i nowymi ścieżkami uczenia się. Na pewno uniwersytety powinny jak najszybciej dostosować się do nowej rzeczywistości. Ale idzie to bardzo opornie i zbyt wolno. A może to zmiany są nietypowo zbyt szybkie i dawne sposoby adaptacyjne są niewystarczające? Czyli nie tyle nasze braki co nietypowo zmienne otoczenie. Tak czy siak próbujemy nie zauważać świata wokół nas. Chyba rośnie potrzeba dobrej walidacji wiedzy i umiejętności. Czy uniwersytety przejmą tę rolę czy wyprzedzą nas zupełnie inne instytucje i narodzi się zupełnie innych styl weryfikacji wiedzy, umiejętności i kompetencji?

Żyjemy w czasach wielkiej rewolucji cywilizacyjnej i społecznej. Ktoś na tym skorzysta, ktoś inny straci. Ciągle żyje we mnie nadzieja na aktualność formuły uniwersyteckiej. Ale przetrwanie uniwersytetów zależy od zgromadzonego kapitału ludzkiego i zdolności to innowacyjnej transformacji. Nadchodzi chwila prawdy.... niczym spojrzenie w lustro. I co tam zobaczymy? Wyidealizowany obraz czy realny wygląd, na jaki nie jesteśmy psychicznie przygotowani?

Czy jest kryzys edukacji? Tak. Dla jednych kryzys oznacza zagrożenie dla innych szanse i nowe możliwości. Kryzys to zmiana. I do zmiany trzeba się przygotować. W historii ludzkości przechodziliśmy już wiele takich kryzysów, w tym związanych z edukacją. Niby nic nowego, a jednak dla nas tu i teraz oznacza spory wysiłek. Dla jednych to stresujący i męczący znój, dla innych wysiłek związany ze zdobywaniem nowych obszarów, nowej pozycji społecznej i nowych możliwości. 

15.03.2024

Biblioteka ciągle jest sercem uniwersytetu - Naukowe Środy na UWM

 

Z dużą radością przywitałem nową inicjatywę wykładów otwartych w Bibliotece Uniwersyteckiej. Naukowe Środy to kontynuacja wcześniejszych wykładów otwartych, w których uczestniczyło wiele osób, w tym młodzież szkolna. Stała i systematyczna popularyzacja nauki i upowszechnianie wiedzy.

Mimo cywilizacyjnych zmian biblioteka dalej pozostaje sercem uniwersytetu. I jest centrum popularyzacji nauki. Życzliwie przygarnia pod swoje dachy wiele innych akademickich inicjatyw artystycznych, popularnonaukowych i naukowych. Jest miejscem spotkań i to nie tylko z wiedzą zawartą w książkach. Także w formie spotkań bezpośrednich, człowieka z człowiekiem. 

Naukowe Środy to nie jedyna inicjatywa otwartych spotkań dla środowiska akademickiego i dla szerokiego otoczenia spółczyno-gospodarczego uniwersytetu. Biblioteka Uniwersytecka jest dla nas akademickim centrum upowszechniania nauki i jednocześnie innowacji w tym zakresie. Bo wiele inicjatyw tu się wylęga i ma szanse zaistnieć. Biblioteka jest swoistym poligonem doświadczalnym i laboratorium społecznym. Sam z tego wielokrotnie korzystałem. I będę korzystał w przyszłości. Dobra przestrzeń i otwartość bibliotekarzy. Miejsce gdzie warto często przychodzić, niezależnie od pogody. Pod dachem jest zawsze ciepło. 

Dlaczego ilustracja z lokomotywą? Instalacja z małej, warmińskiej wioski i aktywny udział tamtejszej szkoły. Próba organizacji przestrzeni publicznej, przyjaznej do spotkań w otoczeniu przystanku autobusowego. Nie dojeżdżają już tu autobusy komunikacji publicznej, ale jest przyjazne miejsce do spotkań. Symbolicznie Biblioteka Uniwersytecka niezmiennie jest taką kulturową lokomotywą, ciągnącą różne wagoniki inicjatyw akademickich. 


13.03.2024

Dyskusja o książce z profesorem lub z ... Gen AI

 

Czasem trzeba przypadkowej koincydencji by zauważyć to, co już się rodzi. Przebłysk i skojarzenie. I radość z małego, własnego, indywidualnego odkrycia. Tak właśnie było ze mną i skojarzeniem nowych możliwości sztucznej inteligencji.

Jakiś czas temu usłyszałem i wyczytałem, że Gen-AI działa w niecodzienny sposób. Można wrzucić pdf publikacji lub inny tekst i rozmawiać z czatem o publikacji. Można niejako rozmawiać z tą publikacją, zadając pytania do zawartej tam treści. Skoro można zadawać pytania, to znaczy, że inaczej i pełniej przetwarzamy tekst a więc lepiej rozumiemy i pamiętamy. Coś niby zaskakującego i zwiększające możliwości wykorzystania konwersacji z czatami Gen-AI (generatywna sztuczna inteligencja).

Niedawno, w czasie wykładu kursowego, gdy omawiałem jakieś zagadnienie i nawiązywałem do książki pomyślałem, że działaniem niczym czat GPT. Objaśniam i interpretuję książkę. Można mnie pytać i dyskutować o książce niczym z jakimś Chat GPT. I działo się tak przez wieki. Czytaliśmy książkę i relacjonowaliśmy studentom. Dyskusja wokół przeczytanej lektury, z profesorem czy w grupie dyskusyjnej. Przetwarzanie treści w interakcjach z ludźmi.

Czy na prawdę całkiem inaczej jako ludzie funkcjonujemy w porównaniu do modeli językowych AI? Oczywiście, interpretacja człowieka jest inna, z innymi skojarzeniami. Ktoś wiele lat studiuje, bada, rozważa by potem interpretować dzieło i je omawiać. Nie da się chyba w pełni zastąpić człowieka algorytmem AI, szkolonym na różnych tekstach. Z drugiej jednak strony dostęp do profesora lub specjalisty, który zna (przeczytał) książkę czy publikacje i można go pytać by lepiej zrozumieć o co w tym chodzie, jest utrudniony. Trzeba się zapisać na studia lub czekać na jakieś spotkanie. A czat Gen-AI jest pod ręka, kiedy tylko chcesz (chyba że znika wi-fi). Przeczytasz publikacje i możesz o niej z czymś/kimś od razu porozmawiać, podyskutować. Czyli inaczej przetwarzać wyczytane informacje. To lepszy sposób uczenia się niż kolejny raz czytać ten sam tekst. Bo myśli podążają tymi samymi koleinami. 

Jaka przyszłość przed nami i edukacją uniwersytecką? Czytać i dyskutować wokół treści. Tak było przez wielki na uniwersytetach. Omawianie lektur, dyskusje, interpretacja. Już w szkole omawiamy wiersze, utwory, całe książki (lektury). Człowiek jako objaśniacz treści i partner do dyskusji. A teraz można szybciej, pytasz AI... i rozmawiacie. Prawie jak z człowiekiem. Nie zastąpi to w pełni zapewne rozmowy z człowiekiem, bo człowiek jest bardziej kreatywny. Ale ułatwia powtarzanie przez przetwarzanie nieliniowe. Bez ciągłego podążania w tych samych koleinach. Nie tylko czytając wielokrotnie ten sam test. W interakcji z Chat GPT, tak jak w rozmowie z człowiekiem, myśli inaczej są formułowane, przez co łatwiej rozumiemy sens i więcej zapamiętujemy. 

Rodzi się całkiem nowa jakość, która zmieni uniwersytety. I szkoły. Czy lekturę szkolną można będzie omawiać na lekcji wraz z AI? A artykuł naukowy z doniesieniami z badań? Lub książkę. Skoro będą dedykowane czaty to może rola profesora i wykładowcy uniwersyteckiego się zmieni. Rośnie konkurencja i zmieni się nasza rola. Do podręczników przygotowujemy wykłady, ćwiczenia, zestawy quizów, pytań problemowych i kontrolnych. To teraz może będziemy projektowali odpowiednie czaty? Do przedmiotu, do wybranych zagadnień, do wybranych książek. Bardziej więc projektant nie tylko treści ale i ekosystemu edukacyjnego niż wykładowca omawiający książki i inne dzieła. 

Ta wielka zmiana już się rozpoczęła. Czytasz książkę lub publikację (artykuł) i chcesz o tym porozmawiać. Jak znaleźć partnera do dyskusji? Kluby czytelnicze, spotkania autorskie, czytanie recenzji i omówień? A na uczelni omawianie z wykładowcą i w grupie studenckiej? To wąski krąg. Czytasz książkę, tak jak ja teraz, i chciałbyś porozmawiać. Na świeżo po lekturze, by dokładniej zgłębić i zrozumieć, porozważać, poukładać sobie treść i zdobyte informacje. Inaczej szybko zapomnisz. 

Właśnie przeczytałam bardzo wartościową książkę pt. "Podróż ludzkości". W tematyce tej książki chciałbym pozostać myślami i rozważaniami. Czytać od początku jeszcze raz? Mogę przygotować wykład i wygłosić. Samo przygotowanie wykładu (lub napisane artykułu) jest już głębokim przetwarzaniem i powtarzaniem. A do tego może jeszcze dyskusja ze słuchaczami? A jak będzie odpowiednio dedykowany AI to włączam i już dyskutuję. Szybkie i dobre powtarzanie. Edukacja i lepsze uczenie się znacznie poszerzone. Nie muszę już pisać eseju, przygotowywać publicznego wykładu (gdzie i jak znaleźć publiczność?). Jeszcze takiego AI do tej książki nie ma. A może jest i tylko ja o tym nie wiem? Niemniej w bardzo szybkim czasie i dla mnie pojawią się szybkie i łatwe w użyciu narzędzia. Na telefon komórkowy lub komputer, z generowaniem mowy (żeby słuchać a nie czytać, żeby rozmawiać jak z człowiekiem). Niby to przyszłość, ale chyba bardzo nieodległa. I jak zmienią się wtedy uniwersytety? Jakich umiejętności od profesora uniwersyteckiego wymagać będzie pracodawca? Myślisz już o tym?

11.03.2024

Denializm edukacyjny


Denializm rozumiem (i w takim znaczeniu używam w niniejszym tekście) jako zaprzeczanie faktom i rozwijanie teorii spiskowych. Edu-denializm to proste i wypaczone wcielenie behawioryzmu, to  przywiązanie do autorytarnego nauczania czyli podającego trybu przekazywania wiedzy. To zakotwiczenie w przeszłości bez dostrzegania tego, co teraz za oknem.

Teorie spiskowe oraz mity miejskie wskazują, że są jacyś winni za wszystko, jacyś oni, jakaś ideologia, źli kołcze itp. Zatem konkretni ludzie lub spersonalizowane uogólnienia o modnie brzmiących nazwach. W każdym razie coś złego, bliżej nieokreślonego. Jeśli zapytać o szczegóły i konkrety to uwidacznia się mglista pustka, coś typu wicie rozumicie. I niezachwiana, zaangażowana wiara w swoją rację, podparta obowiązkowymi epitetami o mocnym zabarwieniu emocjonalnym. 

Co mówi edudenializm na różne propozycje zmian w edukacji? Nie ma dowodów, to tylko moda, mity, ideologia, lepszy jest sceptycyzm i branie na tak zwany ludzki rozum. Konserwatyzm, czyli przywiązanie do dawnych wzorców i tradycji, jest ogólnoludzki. Ma swoje pozytywne uzasadnienie: doświadczenia zebrane przez pokolenia w formie mniej lub bardziej przejrzystych zasad. Przejmujemy je bez większego zastanowienia. I to dla trwania społecznego zazwyczaj bywa dobre. Ale tylko w niezmiennych, stabilnych warunkach. Wtedy, gdy środowisko się zmienia, to konserwatyzm bywa kulą u nogi i kamieniem u szyi - mocno utrudnia progresywistyczne i kreatywne poszukiwanie nowych wzorców postępowania i aktywnego dostosowywania się do nowych warunków. 

Dyskusja jest potrzebna, także między konserwatyzmem a progresywizmem. Potrzebne jest tylko jasne wyrażanie swoich myśli i argumentów. Bez ukrywania ich w mętnym wywodzie, maskowania za epitetami itp. Rozważny taki przykład z lekarzem, bełkoczącym i mamroczącym pod nosem, z licznymi dygresjami nie na temat oraz wylewaniem żalu na kogoś z personelu lub sąsiada, co jabłka z sadu podkrada. Jeśli taki lekarz ma coś ważnego nam do przekazania, np. wynik badań o stanie naszego zdrowia (lub naszego krewnego), to będziemy go słuchali. Z trudem i bólem ale będziemy słuchali. Najwyżej będziemy się dopytywali czy dobrze zrozumieliśmy diagnozę. 

Zadbaj o treść przekazu a forma jest nieważna? To jedno z przesłań edudenialistów. Nie mają racji. Forma też ma znaczenie. Jeśli chcesz coś powiedzieć, napisać, przekazać, to pomyśl o słuchaczu i warunkach w jakich otrzyma od ciebie komunikat. Czy będzie miał dobre warunki i sposobność się  z tym przekazem zapoznać? Jakie mogą być zakłócające szumy? 

Denialista zazwyczaj pisze i mówi mętnie, bełkotliwie, z argumentami ad personam (typu twój ojciec księdzu kury kradł), z nadęciem emocjonalnym, w retoryce walki z urojoną ideologią (zawsze są jacyś oni). Znajdziemy to wśród piewców Wielkiej Lechii, płaskiej Ziemi, antyszczepionkowców, denialistów antyklimatycznych oraz denialistów edukacyjnych. "Bo to wszystko ściema w tej edukacji". W tym narzekaniu denialista nie przedstawia żadnej konkretnej alternatywy. W wywodzie zazwyczaj nie ma nic oprócz marudzenia i deprecjacji. Czasem pojawiają się jakieś cudowne recepty wyciągnięte z lamusa (skutkujące działaniami typu likwidacja gimnazjów, przywracaniem łaciny w szkole itp.). 

W każdej grupie jest Smerf Maruda, w środowisku edukacyjnym także ich nie brakuje. Stąd w pozorowanej dyskusji typowe są argumenty ad personam, epitety do osoby a nie do argumentów. Nie ma skupienia się na wywodzie logicznym z dobrze dobranymi argumentami. Bo pustki nie da się ubrać w dobre słowa - od razy byłaby widoczna. Stąd skrywanie się za mętnym językiem, zdaniami wielokrotnie złożonymi i dygresjami. Wróćmy do przykładu z lekarzem. Jeśli nie ma nic do przekazania, tym bardziej nie będziemy słuchać mamroczącego marudy. Bo po co?

Denialiści edukacyjni złoszczą się, gdy spotkają sprzeciw co do swojej mitologizacji. W jakimś stopniu wyglądają jak konserwatyści - dbają o dawne wartości. Nie zauważają tylko zmian w otoczeniu społecznym, wpływających na sam proces nauczania czy raczej uczenia się. To tak jakby ktoś latem upierał się, że należy chodzić w puchowej kurtce lub futrze, bo przecież dawniej (zimą!) tak się chodziło i było dobrze i zdrowo. Więc po co zmieniać ubranie? Że wiosna, że lato? Toż to wymysł mitycznych onych. Na pewno te zmiany propagują jacyś źli oni o niecnych zamiarach, lewacy, kołcze, szemrane grupy interesu. Trudno z denialistami dyskutować, mimo że w ich wywodach zawsze można znaleźć jakieś ziarno prawdy, jakieś wartościowe elementy. 

Zatem w dyskusji warto oddzielić ziarno od plew i skupić się na tym co przejrzyste i istotne. Bo na każde zagadnienie warto spojrzeć z różnych punktów widzenia. Nawet najbardziej oryginalnych. 

9.03.2024

Ile można mieć nieobecności na zajęciach?

 

Ten blog to jeszcze jedna (moja najstarsza) próba tworzenia poszerzonej przestrzeni do uczenia się na uniwersytecie. Jako forma uzupełniania wykładów, ćwiczeń i konsultacji. Nie zamiast tylko jako dodatek, poszerzenie i uzupełnienie. Przekazywać wiedzę i budować relacje można nie tylko na wykładach oraz spotkaniach i nie tylko zdalnie w czasie pandemii. Ten blog powstał dawno temu jako próba zaradzania nowym sytuacjom i konsultacjom ze studentami. Pytanie przesłane od magistranta smsem "jaki jest wzór na podobieństwo faunistyczne" sprowokowało do założenia bloga, dawno temu. Pisałem skrypty dla studentów, powielane na ksero. Ale komunikacja online jest szybsza i bardziej zaktualizowana. Dlatego z niej często korzystam. Uczę się jej krok po kroku. A zdobytym doświadczeniem chcę się dzielić, na przykład małymi porcjami na blogu.

Jest to tworzenie nowego środowiska edukacyjnego z nowymi obszarami. Nie tylko wykłady, podręczniki i skrypty, nie tylko tradycyjne konsultacje. Także współczesne  formy komunikacji zdalnej. Własna strona www (istnieje lecz nie jest aktualizowana) była trudniejsza w obsłudze niż blog na profesjonalnej platformie. Dlatego przestawiłem się na blog i media społecznościowe. A dlaczego niniejszy blog nie miałby być jedną z form przygotowywania treści do zajęć oraz budowania relacji? Co miałoby stać na przeszkodzie? Że dawniej tak się nie robiło? Ale ja to robię już od ponad 20 lat, więc prawem zasiedzenia i tradycji można uznać, że "dawniej też tak się robiło"...

W niniejszym wpisie blogowym odpowiadam na pytania z pierwszego wykładu (przedmiot edukacja społeczno-przyrodnicza). Na część odpowiedziałem na wykładzie, na część w Zespole na Teamsach - bo używam tej formy także w czasach popandemicznych - poszerzamy przestrzeń wspólnej edukacji i stwarzamy warunki do współpracy. I wykorzystujemy narzędzia już dobrze funkcjonujące w społeczeństwie, w edukacji i w pracy. Ale także odpowiadam na blogu, w uporządkowany sposób. I wypowiedź ta nie wybrzmi jak słowa na wykładzie. Można do tych słów zajrzeć w dogodnym dla studentem czasie i miejscu. Nawet z wykorzystaniem telefonu komórkowego. A może przy okazji skorzysta ktoś jeszcze? Bo być może znajda się w niniejszej wypowiedzi sprawy bardziej niejednostkowe i bardziej uniwersalne? Może podobne pytania padają i w innych miejscach?

Od dłuższego czasu przymierzam się by przygotować i zrealizować cały wykład z wykorzystaniem interaktywnego programu Mentimeter. Przydałaby się wykupiona licencja. Teraz korzystam tylko z małych możliwości z kilkoma slajdami, w ramach licencji bezpłatnej. Kupić samemu, jako element wyposażania indywidualnego, czy czekać na zakup licencji przez uczelnię? Ile można mieć różnych aplikacji, opłacanych prywatnie a wykorzystywanych do zajęć dydaktycznych na uczelni, czyli służbowo? Czy mam prawo oczekiwać od swojej firmy zagwarantowania nowoczesnych narzędzi dydaktycznych? To pytanie na marginesie, choć bardzo istotne i ważne. Czasem udawało mi się czasowo wykupić jakieś licencje, np. programu do webinariów (Click Meeting) w ramach projektu edukacyjnego. Projekt się skończył, fundusze także i tyle mojego, co sobie poćwiczyłem. 

Ale wróćmy do pytań i odpowiedzi.

Ile można mieć nieusprawiedliwionych obecności na zajęciach?
Ile jest nieobecności do wykorzystania?

Takie pytanie pojawia się dość często. Wynika z dotychczasowych doświadczeń oraz chęci ustalenia jasnych ram już na początku. Słusznie. Sam, w czasie studiowania, wyrosłem w tradycji, w której wykłady nie były obowiązkowe. Mała przestrzeń na wolność i odpowiedzialność za swoją edukację. Tej tradycji jestem wierny przez cały czas. Pamiętam znakomitego profesora, który bez mrugnięcia okiem czy skwaszonej miny prowadził wykład dla kilku osób. Przyszli ci, którzy chcieli. Ja dużo skorzystałem. Nieobecni zasponsorowali (bo przecież pensje wykładowców wynikają z zapisanych na wydział studentów). To tak jakby kupić bilet na spektakl teatralny a część widzów, którzy wykupili bilety, nie przyszła. Korzystają ci, którzy na spektaklu są...

Możliwie, że już w czasie wykładu pojawiła się odpowiedź na to pytanie. Niewątpliwie jest ono ważne, przynajmniej dla części ze studentek (bo akurat na tym roku są same panie - pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna). Domyślam się także, ze wynika z doświadczeń w dotychczasowym studiowaniu i różnych wymagań wykładowców. W warunkach zaliczenia przedmiotu nic nie mówiłem o obecności na wykładach. Mówiłem o programie i warunkach zaliczenia. Ocenę wystawię na podstawie systematycznej pracy i na podstawie efektów tej pracy. Na podstawie tego czy zakładane efekty kształcenia zostały osiągnięte. Nie wymagam obecności na wykładzie i nie sprawdzam listy. Na pierwszych zajęciach poprosiłem o wpisanie się na listę, żeby wiedzieć ilu mniej więcej studentów będzie uczęszczało na wykłady. Bo nie było jeszcze jej jeszcze w USOSie. A dopiero uzgodniliśmy, że dodatkowo kontaktujemy się w Zespole na Teamsach (nie było więc listy studentów z teamsowym zespole). Zatem nie ma obowiązku przychodzenia na moje wykłady – studenci mają prawo przychodzić na wykłady, słuchać, zadawać pytania, dyskutować. Oczywiście bardzo zależy mi na obecności wszystkich studentek na wszystkich wykładach. Dlatego będę się starał, aby wykłady były ciekawe i przydatne. By studentki chciały przychodzić na wykłady (a nie musiały). Są różne okoliczności życiowe, a to choroba, a to praca dodatkowa itp., które mogą kolidować z wykładami. Dlatego organizujemy hybrydową przestrzeń do uczenia się na Teamsach. Chciałbym aby i studenci zamieszczali w Zespole swoje notatki, spostrzeżenia, przemyślenia, ciekawe materiały. To nie obecność na wykładzie jest kryterium oceniania.

Odpowiadając wprost na to pytanie: można mieć wszystkie nieobecności i nie trzeba usprawiedliwiać swojej nieobecności. Jesteście osobami dorosłymi i same Panie podejmujecie odpowiedzialność za swój proces uczenia się i swoją edukację. Ja mogę tylko pomagać. Tak samo dla mnie wiarygodna jest informacja "byłam chora" jak okazane zwolnienie lekarskie. Ja po prostu ufam.

Pomyślę także czy nie udałoby się przynajmniej części wykładów nagrywać w formie transmisji na Temsach. Raz, że to forma notatek dla wszystkich by sobie przypominać, dwa szansa dla nieobecnych (z różnych przyczyn) na uzupełnienie wiadomości. Potrzebuję tylko pomocy ze strony studentów. Sam nie dam rady technicznie.

Jakie eksperymenty społeczno-przyrodnicze możemy wykonywać ?

Proste i bezpieczne dla dzieci. Bez specjalistycznej aparatury, z tym co pod ręką w kuchni i w przedszkolu czy szkole. Warto także wykorzystywać wyjścia do Muzeów, Centrów Nauki a nawet domów kultury. Tam często przygotowują proste warsztaty dla najmłodszych. Nauczycielka z przedszkola i szkoły nie musi umieć wszystkiego i mieć zgromadzone wszystkie przyrządy badawcze. Ważne jest także wiedzieć kogo zaprosić do przedszkola czy szkoły i gdzie udać się na proste warsztaty. W Olsztynie mamy Muzeum Gazety Olsztyńskiej (tam czasem różne warsztaty z drukiem i prasa drukarską), Planetarium, Kortosferę, Muzeum Przyrody, Muzeum na Zamku. Czasem różne warsztaty organizowane są w zagrodach edukacyjnych lub np. w wiosce garncarskiej pod Nidzicą. Panie, ze swoimi umiejętnościami, możecie także znaleźć prace nie tylko w przedszkolach lecz i innych instytucjach, które od czasu do czasu organizują wydarzenia edukacyjne. Nawet w galeriach handlowych. Bo edukacja może dziać się wszędzie: małymi porcjami i nawet w miejscach nieoczywistych, a Wasze umiejętności mogą i tam być wykorzystane.

Co nakłoniło Profesora do takiej zmiany w sposobie nauczania?
Osobna odpowiedź jest tu: https://profesorskiegadanie.blogspot.com/2024/02/co-nakonio-profesora-do-takiej-zmiany-w.html


Jaka forma zajęć jako biologa według Profesora jest najbardziej efektywna?

Odpowiem jak typowy naukowiec – to zależy. Na pewno warto włączać dużo zajęć praktycznych i wymagających sporej aktywności studentów/uczniów. Ale wykłady, jako forma uporządkowanej, całościowej wiedzy, są przydatne także. Jednak w przypadku wykładów warto włączać dużo elementów aktywizujących, prowokujących studentów/uczniów do aktywności w czasie wykładu. Czyli krótkie formy podające przemieszać z różnymi formami aktywności: dyskusji, notowania wizualnego, działań praktycznych itp. Sam próbuję w ten sposób zmienić formę wykładu by i wykład miał formę hybrydową. Czyli nie był tylko opowieścią lecz zawierał również krótkie formy aktywizujące studentów. Myślę, że warto także rozbudowywać elementy online. Nie tylko polecana lektura do przeczytania ale małe formy wideo czy w formie pracy własnej. W sumie to chodzi o stworzenie wszechstronnego środowiska edukacyjnego. Tak by student/uczeń miał możliwość uczyć się małymi porcjami, aktywnie w relacji z innymi oraz w formie mieszanej: w kontakcie i online. Kontakt jest niezwykle ważny lecz elementy online umożliwiają uczenie się zindywidualizowane, gdy student/uczeń korzysta z tej formy w dogodnym dla niego czasie i miejscu. Ze studentami staram się rozwijać kontakt w postaci Zespołu na Teamsach (wykorzystuje we wszystkich grupach i na wszystkich kierunkach, niezależnie od przedmiotu). Podsumowując: warto zorganizować wielowymiarowe środowisko edukacyjne z różnymi formami, zarówno kontaktu bezpośredniego, elementami wykładu podającego (uporządkowana treść), dyskusji, aktywności w eksperymentowaniu i działaniach praktycznych oraz elementami kształcenia online, zarówno w trybie synchronicznym jak i asynchronicznym. Przygotowanie takiego środowiska edukacyjnego wymaga nowych standardów. Warto się uczyć, ja je dopiero poznaję. Zachęcam do wspólnego testowania i sprawdzania, co się sprawdza dobrze a co niekoniecznie. W tym sensie wspólnie odkrywamy nowe, współczesne środowisko edukacyjne.

Jakie Pan Profesor ma oczekiwania względem nas?

Nie mam oczekiwań lecz byłoby mi bardzo miło, gdybyście panie wykazały się zaufaniem, zaangażowaniem i radością w odkrywaniu. Liczę na szczerość i autentyczność, bo tylko wtedy jest szansa na efektywniejsze uczenie się. Bez udawania i gry pozorów. Z przepływem informacji zwrotnej. Liczę na aktywność w dyskusji i odwagę wspólnego eksperymentowania. Nie obawiajcie się swoich błędów. Błędy można korygować, poprawiać. Są etapem rozwoju. Chciałbym także z paniami odkrywać i samemu się rozwijać. Do tego potrzebne są informacje zwrotne. No i szczerość, bez udawania.

Czy dziennik refleksji można zrobić w cztery osoby na popularnej platformie w formie filmików?

Tak. Można. Będzie okazja sprawdzić jak to wychodzi i czy jest to dobra forma. Więcej o dziennikach refleksji na stronie: https://dziennikirefleksji.blogspot.com/

W jaki kreatywny sposób można zachęcić dzieci do zajęć o charakterze przyrodniczym?

Na to pytanie nieustannie będę odpowiadał na wykładach (przedmiot edukacja społeczno-przyrodnicza). I z wami wspólnie odkrywał. Podzielę się swoimi doświadczeniami, także tym, co usłyszałem od nauczycielek z wieloletnią praktyką. Bo wiele razy pytałem się ich co będzie rzeczywiście przydatne przyszłym nauczycielkom, pracującym z małymi dziećmi. 

Wycieczka jako jedna z form zajęć przyrodniczych?

To z pewnością dobre rozwiązanie. Daje bezpośredni kontakt z przyrodą, niesie ze sobą niespodziankę, bo nie da się wszystkiego zaplanować . Przyroda jest zmienna i trzeba być gotowym na niespodzianki i improwizowanie. Dodatkowym walorem wycieczek są relacje międzyludzkie w grupie. A także możliwość poznawania dzieci w nietypowych, pozaszkolnych aktywnościach. Wycieczka jest czymś innym niż tradycyjne zajęcia w sali. Są oczywiście przygotowane różne ścieżki dydaktyczne z dodatkowymi pomocami, w formie tablic poglądowych, małych urządzeń do prostych aktywności (o tym opowiem na wykładach). Są także leśne przedszkola i leśne klasy, gdzie głównym sensem jest długie spędzenie czasu w warunkach „dzikich”, niezależnie od aktualnej pogody. Powstają teraz podwórka naukowe, edukacyjne. Czyli takie naukowe place zabaw z prostymi przyrządami do eksperymentowania na świeżym powietrzu. Zmienia się nasz pogląd na edukację i systematycznie przybywa nowych przestrzeni. warto je poznać by potem wiedzieć co i jak wykorzystywać.

Jak efektywnie nauczać dzieci przyrody ?

Chyba najlepiej aktywnie. I ważne jest zainteresowanie samej nauczycielki. Emocje są bardzo zaraźliwe, w tym entuzjazm czy znudzenie lub wypalenie zawodowe. Dlatego tak ważne jest dobre samopoczucie i dobrostan nauczycielek. U młodszych dzieci to za pewne także zabawa. Poznawanie przez zabawę. Dzieci (i ludzie w ogóle) ze swej natury są ciekawe świata. Trzeba im tylko pokazać te niezwykłości i samemu się zachwycać. Dobra jest metoda Klubów Młodego Odkrywcy czy metoda cyklu Kolba. Doświadczanie, refleksja nad doświadczeniem, próba interpretacji, modyfikacja i zastosowanie w praktyce czyli kolejne doświadczanie.

Na wykładach będę chciał systematycznie pokazywać Paniom niezwykłości przyrody wokół nas. By zachęcić do samodzielnego odkrywania i poszukiwania. Nie jestem w stanie opowiedzieć o wszystkim lecz opowiem o części, jako przykładzie. I liczę na wzbudzenie zainteresowania późniejszymi, własnymi poszukiwaniami. Będzie trochę ryby ale i dużo wędki wraz z instrukcją jak łapać.

Jak zachęcić dziecko do poznawania przyrody?

Najprościej – pozwolić mu odkrywać i wzmacniać w nim ciekawość oraz odwagę poszukiwania. I nie karać za błędy. Błędy, to nie porażka, to kolejne próby. I jak najwięcej działania, w tym samodzielnego doświadczania. Tak sądzę i tak podpowiadają wyniki badań w zakresie neurodydaktyki.

Inne odpowiedzi na pytanie studentek, znalazły się tu: Odpowiedzi studentkom czyli "Jaką śmieszną sytuacje pamięta Pan Profesor z wykładów?"

Były też pytania adresowane w gruncie rzeczy do całej grupy (do siebie samych).  I tu liczę na studenckie odpowiedzi, zarówno w Zespole na Temasch (grupa zamknięta) oraz w indywidualnych dziennikach refleksji (wypowiedzi publiczne, dostępne dla wszystkich). Zbiorowa mądrość i różnorodne doświadczenie. Nie bójcie się wyrażać własnych refleksji i własnego zdania. Tu w komentarzach na blogu jak i we własnych dziennikach refleksji. Jeśli pierwsza odpowiedź będzie niezadowalająca, z pewnym niedosytem, to zawsze można spróbować ponownie, uzupełnić, dopisać, dopowiedzieć.

Czytelników bloga zachęcam do odpowiedzi w komentarzach. Oto te pytania:
  • Jak postrzegamy przedmiot?
  • Jakie masz najciekawsze wspomnienia z edukacji przyrodniczej, z którymi spotkałaś się w szkole?
  • Jakie masz doświadczenia związane z edukacja przyrodniczą?

8.03.2024

Żyłem w 4 kulturach opowieści




Żyłem w czterech kulturach. Pierwsza z nich to kultura oralna, mówiona. Głębiej poznałem ją w dzieciństwie, kiedy niemalże już wtedy była reliktowa, trwająca w małym refugium. Wieś mazurska i niezliczone opowieści. Ktoś wracał z mleczarni, ze sklepu, z pola, z innej wsi czy z wyprawy do miasta i ... opowiadał. Przy stole albo na ławce pod domem lub płotem.  Co widział, co usłyszał, czego się dowiedział, co w przyrodzie zaobserwował. Takie poznawanie świata w opowieściach. Czasem, gdy deszcz padał, to były opowieści dziadka i babci o tym jak dawniej żyli. O rodzinie, o czasach, o przyrodzie, o przeżytych lub zasłyszanych przygodach. W domu było już radio i były gazety. A jednak głównie się opowiadało. W mniejszym czy większym stopniu kultura oralna gdzieś przetrwała w małych resztach, niczym przyrodniczych refugiach i gatunkach reliktowych. Zdążyłem nieco jej posmakować. Łatwiej było potem zrozumieć książki etnograficzne i antropologiczne. Znakomicie rozkwita, gdy nie ma przesytu nadmiarem ludzkich kontaktów, spotkań, gdzie nie ma ulicznego lub social medialnego tłumu i gwaru. Rozkwita w ciszy.

Kultura oralna znakomicie trwała, gdy mało się działo. Niewiele informacji docierało a dominował kontakt z człowiekiem. I z przyrodą. Była cisza. I między tą ciszą i wakacyjną nudą pojawiały się słowne opowieści. Proste relacje. Ale mające swoją specyfikę. Doceniłem, gdy kultura oralna odeszła i się nieco zmarginalizowała. Ale miałem to szczęście choć trochę jej dotknąć, powąchać i posmakować.. 

Potem była kultura pisma. Gdy nauczyłem się czytać to odkryłem biblioteki i przygodę z czasopismami, najpierw dla dzieci, potem popularnonaukowymi. Poznałem przygodę z niesamowitymi książkami. Niektóre zostawiły trwały ślad na lata. Inny rodzaj opowieści, inny rodzaj narracji. Nowy świat z wielką przygodą. Wciąż w nim tkwię.

Trzecią kulturą było radio i telewizja. Jeszcze inny sposób snucia opowieści i opowiadania o świecie. Dźwiękiem i obrazami. Przekaz bardziej jednostronny, bez interakcji ale jednak ze swoją specyfiką. Na przykład słuchania muzyki czy audycji wieczornych. To już był mój świat, który w pełni przeżyłem i doświadczyłem. Teraz jest wypierany jeszcze przez inną kulturę, staje się coraz bardziej zmarginalizowany ale trwa.

I w końcu czwarta kultura świata internetowego, post piśmiennego. Dopiero się rodzi i poznaję ją od chwili narodzin, w czasie wykluwania się. Ta kultura się powstaje i jest inna od poprzednich. Sporo zmienia. Świat mediów społecznościowych, krótkich przekazów, obrazów i memów z emocjami. mini-opowieści w natłoku informacji. Trwa w zgiełki, hałasie i nadmiarze. Stąd zdawkowe przekazy. Powoli wykluwa się jej styl i specyfika stylu.

Jestem z pokolenia czasów cywilizacyjnego przełomu, z niemalże różnych cywilizacji. Jestem człowiekiem międzykulturowym. Z pogranicza kilku światów, jedne jako archaiczne spychane są na margines. Inne, jako dopiero powstające, "rozpychają" się w moim świecie. A ja doświadczam konieczność ciągłego przełączania się z róznych trybów, niczym przechodzenia na inne języki komunikacji w społeczeństwie wielojęzycznym, międzynarodowy. Kultura to nie tylko identyfikujący język lecz także różny sposób snucia opowieści i komunikacji międzyludzkiej. 

Odrębność tych kultur społecznego funkcjonowania dostrzegam dopiero po latach, patrząc z dystansu. I odkrywam, że nieustannie układam opowieści. Te ustne, raczej w krótkich formach (bo przecież wiele się nie zapamięta). Typowe dla kultury oralnej oraz dla czwartej kultury mediów społecznościowych. Układam opowieści słowne-zapisane. Te łatwiej "zapamiętać" bo długo powstają i są dopracowywane. Liniowy przekaz. Pismo nie wymaga obciążania pamięci bo powstaje na zewnętrznym nośniku - kiedyś tylko odręcznie na papierze, teraz głównie wklepywany na klawiaturze. Potem nauczyłem się opowieści z prezentacja typu Power Point. Można na kolejnych slajdach zostawić kamienie milowe by potem łatwiej przypominać sobie scenariusz ułożonej opowieści. Czasem ze sporą ilością treści zapisanej na slajdach słowami, którą można odczytać i nie trzeba zapamiętywać. W końcu z notatką graficzną lub mapą myśli, rozrysowaną na jednej kartce. Cały wywód przed oczami, ułożony nieliniowo dzięki czemu dużo łatwiej o modyfikacje i improwizowanie w trakcie wykładu czy pogadanki I jeszcze kamishibai - teatr ilustracji, połączony z dyskretnie ukrytym tekstem. Warto wspomnieć jeszcze o podcastach i krótkich formach wideo (rolki). Bo dłuższe wymagają lepszego sprzętu i umiejętności monterskich. 

Różne kultury społecznego komunikowania się i różne sposoby budowania opowieści. W każdych czasach będziemy żyli w różnych kulturach. Być może więc warto najpierw dostrzegać te różne formy a potem uczyć się ich specyfiki. Niczym języków obcych. Ta sama treść lecz zupełnie inaczej wyrażona. 

Umiejętnością akademickiego wykładowcy jest znać i adekwatnie stosować te różne style opowieści. Umieć odnaleźć właściwy kontekst sytuacyjny i rozpoznać właściwą kulturę przekazywania treści. Wykładowca musi być poliglotą w innym, szerokim sensie. Piszę na blogu, bo to jest moja niezależna, otwarta "katedra", z dużą wolnością doboru treści, tematów. I nie mam jakiejś obowiązkowej podstawy programowej.