29.11.2020

Trzy sposoby uczenia się - indywidualnie i zbiorowo

 

Po pierwsze uczmy się w samotności, indywidualnie. Po drugie w grupie. Po trzecie w sposób uporządkowany, od mistrza, nauczyciela na kursach w szkole i innych instytucjach. 

Samouctwo. Uczymy się kontakcie z przyrodą, otoczeniem. Odkrywamy świat dla siebie w małej i dużej skali. Obserwujemy, odkrywamy, eksperymentujemy. Tylko my i świat wokół nas. W tym inni ludzie jako obiekt obserwacji i świat, który chcemy zrozumieć. A potem na niego wpływać. Sięgamy także do książek i samodzielnie je zgłębiamy, próbujemy zrozumieć, zapamiętać. Do samodzielnego uczenia się potrzebna po pierwsze ciekawość, po drugie silna motywacja. Zwłaszcza gdy nauka się przedłuża. Samouctwo to także podpatrywanie innych, czyli papugowanie i małpowanie (naśladowanie, odtwarzanie), takie jakby podglądanie ukradkiem.

Konektywnie, grupowo, w dialogu. Człowiek jest istotą społeczną, od zawsze funkcjonującą w grupie. Uczymy się z kimś, tak samo poszukującym, odkrywającym. To aktywny i społeczny sposób uczenia się. Potrzebna ciekawość i towarzyskość. Rozmawiamy, dyskutujemy, małpujemy, papugujemy i weryfikujemy w nieustannym dialogu. Na dodatek wiedza jest rozproszona w wielu mózgach. Konektywnie poznajemy i przechowujemy wiedzę o świecie od samego początku maszej ludzkiej aktywności. W erze Internetu jest to wyraźniej widoczne. W grupie uczymy się nawet w szkole, na uniwersytecie, rozmawiając z innymi uczniami, studentami, tak samo uczącymi się i odkrywającymi. W dialogu porównujemy naszą indywidualną wiedzę i wiedza innych osób, razem uwspólniamy i konektywnie rozproszoną wiedzę uogólniamy, ujednolicamy. Dobrze oddaje to neologizm nauczeństwo - raz ja informuję, uczę kogoś, raz ktoś inny uczy mnie. I to naprzemiennie. Towarzyszą temu emocje - radość odkrywania jak i przyjemność bycia w grupie.

Uczenie formalne, instytucjonalne. Uczymy się także inaczej, w sposób uporządkowany, tak jak przelewanie wody z wiadra do dzbanka. Od mistrza, od nauczyciela, który wiele wie, uczył się, zbudował spójny system wiedzy lub umiejętności. I teraz chcemy się od niego nauczyć. Jest duża różnica wiedzy i poziomu (mistrz i uczeń). Na przykład lepić garnki, piec chleb, szyć ubrania, dyskutować, snuć refleksje o świecie. Małe i duże porcje wiedzy. Jednak wiedza nie jest jak woda, którą można przelać do innego naczynia, czy jak zasób danych, które można skopiować z komputera na płytę CD lub inny, przenośny dysk. Wiedza jest konstruktem, który trzeba zbudować od nowa w swojej głowie (opisuje to konstruktywizm - wiedza jako konstrukt). Nauką jest w jakiś sposób sformalizowana, przemyślana, podzielona na porcje (zaplanowany proces). Najpierw praktykowaliśmy u mistrza, potem społeczeństwa stworzyły zinstytucjonalizowane szkoły. W mniejszych porcjach w taki sposób zdobywamy wiedzę na kursach, szkolenia itd. Nauczyciel (lub program stworzony zbiorowo) dzieli wiedzę na porcje i w takiej formie jest ona przekazywana. Uczeń nie zawsze widzi cel i sens, nie wie do czego i czy w ogóle dany fragment wykonywanych zadań mu się przyda. W uczeniu formalnym potrzebna jest wytrwałość. I zaufanie. W największym stopniu ujawnia się tu hierarchia, autorytet i tryb podający. Od  kiedy odkryliśmy, że wiedza to nie suma informacji i umiejętności a zwarty i całościowy konstrukt, który nie daje się w prosty sposób skopiować z głowy do głowy czy z podręcznika do głowy, w kształceniu sformalizowanym pojawia się coraz więcej metod aktywizujących i koncepcji tworzenia środowiska uczenia się a nie tylko programów kształcenia. 

W swoim życiu uczymy się wszystkimi, trzema sposobami, w różnych proporcjach w różnych okresach życia. Każdy z nich ma mocne i słabe strony. Edukacja potrzebuje wszystkich trzech sposobów uczenia się. "Nauczanie" odnosi się tylko do jednego, sformalizowanego na-uczania. Myśląc o współczesnej szkole i systemie edukacji, obejmującej uczenie się przez całe życie, trzeba raczej myśleć o ekosystemie edukacyjnym, środowisku uczenia się, obejmującym wiele różnych instytucji, podmiotów i aktorów życia społecznego. Uwzględniając także zasoby wiedzy zgromadzone w książkach (i bibliotekach) oraz zgromadzonych w Internecie. A także sztuczną inteligencję. 

Przykładowo - tymi trzeba sposobami ja uczę się umiejętności i kompetencji cyfrowych: 1. jako samouk eksperymentując z różnymi programikami, metodą prób i błędów, 2. w grupie, crowdlearningu z innymi, podobnymi "uczniami", dzieląc się swoimi odkryciami, umiejętnościami i pytając się innych co i jak można zrobić. 3. I w końcu uczę się na kursach (teraz tylko zdalnych), w sposób uporządkowany. Mam okazję świadomie obserwować i doświadczać wszystkich tych sposobów. Jest więc okazja do uporządkowanej refleksji o edukacji jako takiej. 

26.11.2020

Nowa butelka, choć stara, tym razem z okolic Opola


Historie blogowe żyją swoim życiem. Czasem ukrytym. Tak jak każda informacja. Lub jak nasiona (czy inne diaspory) w glebowym banku nasion - upadają i leżą długo zupełnie niewidoczne. Aż nagle kiełkują i wtedy je widać.

Zaczęło się trzy lata temu od butelki znalezionej w lesie (Historia dwóch nietypowych butelek,
Malowanie butelek, kamieni i dachówek czyli zasada 5 R (albo 7 razy R). Dwa lata później druga, podobna butelka została znaleziona na drugim końcu Polski. Udało się znaleźć jakieś informacje w przepastnym internecie w postaci butelek z etykietkami. I pojawiło się pytanie o to, skąd pochodzi taki nietypowy wzór, w jakiej hucie szkła były produkowane i gdzie docierały. 

Zupełnie niedawno, za pośrednictwem Facebooka pojawiała się kolejna informacja, sprowokowana tymi wcześniejszymi, publikowanymi na blogu i upowszechnianymi w mediach społecznościowych. Tym razem miejsce znaleziska jest Pustków k. Opola. Pan Leszek Cebula napisał "Butelka nie ma żadnych znaków ani szwów. Zrobię zdjęcie po oczyszczeniu. Jest przynajmniej jedna bańka powietrza w szkle. Moją również znalazłem w lesie Na zdjęciu jeszcze w trakcie czyszczenia. Pozdrawiam."

Tajemnica leśnej butelki. Sprawa błaha. Ale może posłużyć jako przykład powolnego poznawania świata. I na zwykłej butelce można nauczyć się metodologii badań naukowych jak i rosnącego znaczenia nauki społecznej (crowdscience?) - wielu różnych obserwatorów, konektywnie współpracujących w rozwikłaniu jakiejś prostej tajemnicy. Skąd wzięła się butelka w lesie. I zwykłe "ktoś wyrzucił" nie wystarczy, Ciekawość domaga się więcej.

Co znaczy ów pęcherzyk powietrza? Wskazuje na starą technologię (niedoskonałą). Myć może produkcję  jakiejś manufaktury. 

W czym problem? Jakie można postawić pytania badawcze? Po pierwsze kiedy i gdzie została wyprodukowana. Po drugie jaki trunek się w niej znajdował. Po trzecie kto i kiedy wypił i dlaczego znalazła się w lesie. Czy jest możliwe znalezienie odpowiedzi na niektóre lub wszystkie pytania? Wydają się poza zasięgiem naszych możliwości. Lecz to kwestia zaangażowania czasu, wiedzy i funduszy. 

A może Ty dorzucisz coś nowego do poznania historii tych nietypowych butelek? Jakieś hipotezy, domysły, informacje, wnioski?

Jeśli otaczający nas świat (i Wszechświat) jest całością, to za pomocą jednego elementu można opowiedzieć (poznać i zrozumieć) o rzeczach i zjawiskach bardziej ogólnych, rozległych. Może nawet o całym Wszechświecie. Dołączysz się do tej opowieści? Weźmiesz udział w głębszym zrozumieniu swoista wokół nas? Spróbujesz na któreś z trzech, postawionych pytań lub sformułujesz zupełnie nowe? Warunek jest jeden, mają w jakikolwiek sposób wiązać się z tymi znalezionymi, nietypowymi butelkami. 

A niżej zdjęcie podobnej butelki z okolic Radomska (znaleziona na Allegro). Na etykiecie napis "wódka czysta". 

25.11.2020

O tym, jak uczę się storytellingu


Wielokrotnie przekonywałem studentów, że muszą nauczyć się nieustanie się uczyć, być gotowym na ciągłe uczenie się przez całe życie. W sumie to nic dziwnego, bo Homo sapiens od swojego zarania uczy się całe życie. Nigdy jednak wcześniej środowisko wokół niego tak szybko się nie zmieniało, wymuszając ciągle i głębokie zmiany w swoim sposobie życia i działania. Sprawcą tych zmian jest sam człowiek i jego kultura. Dotyczy to także komunikacji i przekazywania wiedzy jak i całego systemu edukacji, od przedszkola po uniwersytet.

Homo sapiens opowiada już od co najmniej 70 tysięcy lat. A może i od 150? Wcześniej snuł opowieści pozawerbalnie. Opowiadanie, gawędziarstwo, bajanie, wykładanie, relacjonowanie i wiele innych terminów opisuje te bardzo zróżnicowane co do formy, długości i wewnętrznej konstrukcji, utwory słowa mówionego. W epoce pisma opowieści przybrały dodatkową, nową formułę. Powstała literatura. Ale dalej opowiadaliśmy. I uczyliśmy się przedstawiać krótsze lub dłuższe słowne narracje. 

Opowieści w edukacji  (referaty, przemowy, wykłady itd.) od dawna funkcjonują. Kiedyś przykładaliśmy do nich większą wagę (była np. retoryka jako przedmiot nauczania). W większości uczymy się sami, metodą prób i błędów, często zupełnie nieświadomie. Podobnie z nauką pisania tekstów naukowych... i popularnonaukowych. 

Dlaczego po ponad 30 latach pracy dydaktycznej uczę się storytellingu? Przecież powinienem już wszystko umieć? Dostrzegłem swoje kolejne niedostatki i braki. Im więcej się wie i umie, tym bardziej dostrzega się swoje własne braki. Albo chciałoby się uzyskiwać lepsze efekty w komunikacji, przekonywaniu, wpływaniu na innych, w edukowaniu. Dążność do perfekcji i większej efektywności.

Czy trzecia rewolucja technologiczna wnosi jakieś jakościowe zmiany w sztuce opowiadania? Tak, i to spore. Umożliwia odejście od liniowego przekazu i w jakimś sensie powrotu do korzeni kultury oralnej. A jednocześnie oferuje nowe narzędzia.... których po prostu trzeba się nauczyć. Niestety. Na przykład wystąpienia przed kamerą lub samodzielnego nagrania plików audio i wideo a potem ich zmontowania i udostępnienia w internecie. 

Pozostaje tylko ciągle się uczyć. I zapominać zbędne informacje, nieprzydatne już umiejętności. Na szczęście uczenie się jest przyjemne. O ile odbywa się bez presji czasu i odgórnych wymagań. 

Zwolnić by czuć przyjemność z uczenia się. Lub cieszyć się każda chwilą.... 

Zapraszam do dwóch kolejnych prób z tą samą opowieścią (ale w innej formie), jako swoista praca domowa w kursie storytellingu. Dlaczego pracę domową upubliczniam? Bo to moja koncepcja edukacyjna - robić coś na poważnie, na prawdę i nie bać się błędów. Nauka przez działanie (i kilka innych specjalistycznych terminów opisujących tę metodę). Staram się, aby tak uczyli się moi studenci ze mną, przez małe i duże projekty, bez pisania do szuflady czy tylko dla nauczyciela (kolokwia i sprawdziany które na wieki pogrzebane są w szufladzie, do jednorazowego przeczytania przez jedną osobę). Bo nie traktuję siebie jako wszystko-najlepiej-wiedzącego wzorca z Sevres... Niech utwór (dzieło) oceni otaczający świat i wiele osób a nie tylko jedna osoba. A przede wszystkim sami studenci, którzy mogą ocenić wartość swoje pracy w rzeczywistych warunkach.

A Noc Biologów i społeczna misja uniwersytetu? Jest w opowieściach o Basi. 

15.11.2020

Akademia Ciekawości UWM. Wielkie żarcie – czyli co się dzieje z liśćmi spadającymi z drzew?


Ruszyła Akademia Ciekawości UWM w Olsztynie. Inicjatywa studentów. Pozytywnie zaskakuje profesjonalne podejście i udostępnianie materiałów w wielu przestrzeniach społecznościowych. To nie tylko realizowanie społecznej misji uniwersytetu w upowszechnianiu wiedzy. To także przecieranie szlaków w udoskonalaniu dydaktyki. Tak może wyglądać zdalne nauczanie. 

Z zaciekawieniem przyjąłem zaproszenie studentów. Poszedłem z pewnym niedowierzaniem. No bo cóż studenci mogą zrobić? Poszedłem niejako na zwiady by poznać możliwości. Wtedy nie było jeszcze strony Akademii Ciekawości. Jedna wielka niewiadoma. Sprawdziłem i wiem że warto włączyć się do ich działań bo to także korzyść dla nas, wykładowców. 

Przygotuję więcej krótkich wykładów. I teraz, znając możliwości studia i montażu, lepiej się przygotuję. Będę także namawiał innych pracowników do udziału. Powstała jeszcze jedna przestrzeń do zdalnego upowszechniania wiedzy. Mam nadzieję, że zagości na stałe.

10.11.2020

Noc Biologów 2021: straszne, trujące, jadowite - tajemnicze istoty z miejskiej łąki


Noc Biologów 2021 w wersji zdalnej? Problem czy wyzwanie? Od chwili powstawania życia na Ziemi organizmy żywe zmagają się z najróżniejszymi problemami, trudnościami i zagrożeniami. To wyzwania dla ewolucji i przekraczania najróżniejszych granic przestrzennych i czasowych. Nasiona, zarodniki, diaspory - wszystkie służą do podróży przez niesprzyjające środowisko by, gdy znajdą odpowiednie miejsce i czas wykiełkować, obudzić się i rozpocząć wzrost. A może skrzydła i kończyny? Pędy i kłącza? Też pozwalają podróżować. Zdalna edukacja może być ekscytująca.

W styczniową noc, gdy zmrok szybko zapada i zdawałoby się, że żadnego życia nie widać, zbrodnia zdarzyć się może niesłychana. Czy to pani otruła pana? W parku na łące i całkowicie zdalnie? On line to zapewne dlatego by nie ułatwiać dyspersji wirusom SARS-CoV-2. I na razie nie wiadomo czy to pani zabiła pana, jak i dlaczego i czy zjadła czy zakopała. Trucizny lać się będą mililitrami a trup słał się będzie gęsto. Jak to w przyrodzie. Zbrodnia wirtualna i edukacyjna (instrukcja dołączenia do gry niżej, a kod aktywacyjny na samym dole).

Po wrześniowym, udanym debiucie ponownie zabieramy się do straszenia i zdalnego upowszechniania wiedzy (Lidia Bielinis, Stanisław Czachorowski). Tym razem w styczniowa noc w ramach Nocy Biologów 2021. Gra dla kreatywnych, wytrwałych i odważnych. 

Straszne, trujące, jadowite - tajemnicze istoty z miejskiej łąki

Lubimy rozmawiać o pogodzie. To temat do rozpoczęcia rozmowy nawet z nieznajomym. Jednak media lubią sensacje, zbrodnie i nieszczęścia. Zostań z nami dziennikarzem lub lub detektywem. Poszukaj śladów, rozwiąż zagadki, poznaj życie w miejskiej dżungli w skali mikro. Przechodzisz alejką parkową i nie widzisz tego, co się w trawie dzieje. A dzieją się tam rzeczy niesłychane! Nawet w zimie a zwłaszcza nocą.

Czy jest możliwe, żeby trup gęsto słał się na łące? Pomyślcie tylko... trudno to teraz sobie wyobrazić - nieprawdaż? A jednak to zdarzyło się na pewnej łące miejskiej w Olsztynie…

Gra on line, opowiadająca o przyrodzie z sensacjami, miłością, zbrodniami. Rośliny bronią się przed zjedzeniem trującymi substancjami, niektóre owady mają żądła, inne są toksyczne lub niesmaczne. Jeszcze inne upodabniają się do groźnych zwierząt (mimikra). Nieustanna walka, ucieczka, polowanie i poszukiwanie zdobyczy. Niesamowity i dziki świat pod naszymi stopami. Chcesz ten świat odwiedzić? Masz odwagę zostać reporterem i łowcą sensacji z miejskiej łąki?

Kto kogo, dlaczego i jakie miał motywy? Będzie to w pełni wirtualna podróż z zagadkami, będą rośliny, grzyby i zwierzęta z miejskiej łąki. Czyli to, co możemy spotkać na spacerze.

Bać się i uciekać czy może zjeść ze smakiem?

Zaryzykujesz z nami? Wchodzisz do gry?

W czasie gry nie da się wysiedzieć w domu, będziesz musiał(a) wyjść z domu do parku, do lasu, nad jezioro. Pamiętaj o zachowaniu dystansu. By nie ułatwiać dyspersji Covid-19


Instrukcja (opracowana przez Lidię Bielinis)

Aby poznać tajemnicze, straszne i trujące istoty z miejskiej łąki potrzebujesz smartfona albo tabletu z dostępem do mobilnego Internetu.

Twoim pierwszym zadaniem będziecie ściągniecie aplikacji do gry za pomocą Google Play albo App Store. Kliknij w jedną z tych ikonek na swoim smartfonie:

 

 Postępuj zgodnie z instrukcją załączoną poniżej

KROK 1


 KROK 2

 

KROK 3

 

KROK 4



Po kliknięciu przycisku „Scan code” (skanuj kod) zeskanuj QR kod startowy do gry, 

KROK 5


KROK 6 


KROK 7 

KROK 8 



Brawo, prawdopodobnie widzisz już okienko powitalne gry na swoim smartfonie! Wszystkie dalsze instrukcje będą się wyświetlać w aplikacji Actionbound.

W przypadku kłopotów z pobraniem aplikacji lub rozpoczęcia gry, skontaktuj się z Lidią Bielinis: lidia.bielinis@uwm.edu.pl

Kod startowy do gry  


08.11.2020

Genially - drugie podejście

Trening czyni mistrza, więc trzeba nieustannie próbować. Druga praca w Genial.ly. Uczę się krok po kroku i sprawdzam efekty. A przy okazji nieco inna opowosć o projecie Spotkania z nauką.

06.11.2020

O tym, jak kolory w przyrodzie nas wabią, straszą i tumanią

 

Skąd się wzięło piękno w przyrodzie? Czy jest to piękno samoistne czy tylko my je dostrzegamy a więc niejako jest naszym wewnętrznym, myślowym wytworem? Świat wokół nas jest piękny sam z siebie, obiektywnie czy tylko takim go czasami my widzimy. A więc piękno jest subiektywne, uznaniowe? Odpowiem na te pytania jako biolog. 

Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego podobają się nam, ludziom (Homo sapiens) kolory w przyrodzie? Takie ciepłe, czerwone (krasne), żółte, fioletowe? Może mniej te zielone, niebieskie a już na pewno nie brązowe, brudno-czarne. Czerwony, krasny już w samej nazwie jest piękny, „krasiwy” (w języku rosyjskim). Szaro-czarne kolory w nazwie są jakieś takie brudne, brązowe kojarzą się z nieprzyjemnymi odchodami. A przecież dla muchy czy żuka gnojowego piękno ma zupełnie inne barwy. My się ekscytujemy pachnącymi kwiatami a muchy pachnącymi inaczej odchodami. 

Zachwycamy się kolorami kwiatów, ale to piękno nie dla nas zostało przez ewolucję wytworzone. Kolory są przede wszystkim informacją. Tak jak kolory świateł w sygnalizatorach ulicznych. Ruszamy do przodu nie dlatego, że zielony bardziej nam się podoba niż czerwony. To informacja, że droga wolna, teraz my możemy poruszać się bezkolizyjnie i bezpiecznie. Czerwonego koloru nie sposób człowiekowi przeoczyć. Dlatego został wybrany jako kolor ostrzegawczy. To kolor smacznego, dojrzałego owocu ale i krwi, czyli niebezpieczeństwa.

Informacja czy piękno? Może piękno to tylko pochodna informacji? Ale jakiej? 

Dlaczego dla nas coś jest piękne? Zachwycamy się kolorami kwiatów. A przecież, w ewolucyjnym, biologicznym sensie, to piękno nie jest dla nas. To sygnalizacja dla zapylający owadów: „uwaga, uwaga tu jest coś smacznego do zjedzenia”. Kwiat zwabiają pokarmem – słodkim nektarem. To po nektar zlatują się skrzydlaci amatorzy słodkości. Zjawiają się także pyłkożercy, co dla rośliny nie jest już zbyt korzystne, bo traci wytwarzane do rozmnażania struktury. Można więc powiedzieć, że nektar to taka danina – napij się słodkiego nektaru a mój pyłek zostaw w spokoju. Ale dlaczego rośliny kwiatowe miałyby same z siebie dobrowolnie się opodatkować na rzecz zwierzęcych zjadaczy? Może dla odwrócenia uwagi od ważniejszego do rozmnażania pyłku? W środowisku wodnym gamety same mogą wędrować, poruszać się za pomocą np. witek i rzęsek. Ale jak mają się poruszać w suchym środowisku lądowym? Tak jak mszaki czekać na deszcz? 

A jak było przed owadami? Pyłek roznoszony był (i jest) przez wiatr. Roślina musi wyprodukować duuużo pyłku by choć nieliczne z wiatrem trafiły tam gdzie trzeba. Danina w postaci nektaru jest w gruncie rzeczy oszczędnością bo dzięki zapylaczom można produkować mniej pyłku. 

I wróćmy na chwile do owadów gustujących w odchodach lub padlinie. I je zwabiają niektóre rośliny, wabiąc zapachem i kolorem przypominającym rozkładającą się padlinę. My się takimi kwiatami (czy grzybami - jak sromotnik bezwstydny) nie zachwycamy.  

Rośliny same z siebie nie mogą się poruszać w celu wymiany gamet z innymi osobnikami swojego gatunku. Wyręczają się … owadami, czasem ślimakami, ptakami czy ssakami. Zwierzęta te, mobilne z natury, przylatują lub przypełzają by się najeść a przy okazji, niechcący zabierają na swoim ciele pyłek. Przy wizycie na kolejnym kwiecie mogą zostawić go na znamieniu słupka, doprowadzając do zapylenia a w konsekwencji do zapłodnienia krzyżowego. Rekombinacja genetyczna jest podstawą zmienności jakże pożądanej w ewolucji i przetrwaniu gatunków w zmiennym środowisku. 

Kolory kwiatów są więc przed wszystkim informacją dla owadów. W biologicznym interesie rośliny jest aby owad poleciał na kwiat tego samego gatunku. Bo co z pyłku zaniesionego w nieodpowiednie miejsce? Być może dlatego kwiaty są tak różnorodne w swoich kolorach jak i fenologicznych i dobowym czasie atrakcyjności pokarmowej. Czasem przywiązują do siebie  konkretne gatunki owadów.

Ale dlaczego kolorowe kwiaty  i nam się podobają? Być może dlatego, że przypominają owoce oraz są poprzednikami owoców (owoce pojawiają się na gałęzi tam, gdzie były wcześniej kwiaty). Nasi przodkowie byli owocożerami. I stąd nasza słabość do cukrów i słodkości. A także do alkoholu etylowego (powstaje w wyniku aktywności drożdży). Zapach alkoholu podoba się także muszkom owocowym. I dla nich i dla nas zapach alkoholu oznaczał obecność dojrzałych owoców, bogatych w cukier. Naszą ewolucyjnie zakorzenioną słabość do cukrów teraz wykorzystują perfidnie producenci różnych towarów spożywczych. Dodają cukier do wszystkiego, aby było bardziej smaczne i by ponownie zwabić .. do zakupu. Niczym kwiaty wabiące owady.  Na zdrowie to nam nie wychodzi. Producenci, niczym kolorowe kwiaty, tumanią nas i zwabiają. Kolorami oznaczają słodkie pokarmy. Ich interes jest różny niż nasz. 

A dlaczego słodkie owoce są kolorowe a przez to widoczne? Przecież narażają na niebezpieczeństwo własne nasiona czyli w pewnym uproszczeniu potomstwo. Słodkości zawarte w owocach wcale nie są substancjami zapasowymi dla kiełkującego nasiona. Są daniną dla owocożerów. Jaka to korzyć dla rośliny, że jej owoce z nasionami będą zjadane? Korzyścią jest dyspersja i roznoszenia nasion na duże odległości. Czasem nasiona są twarde, gorzkie i niesmaczne (jecie śliwki z pestkami?) by je owocożerca wypluł gdzieś na uboczu. A czasem znakomicie przechodzą przez przewód pokarmowy i wraz z odchodami trafiają daleko od macierzystej rośliny. Dalej, niż te wyplute. 

Kolory w przyrodzie także odstraszają. Informują, że coś jest trujące lub jadowite. To sygnał ”nie jedz mnie bo będzie źle”. Dlatego niektóre gatunki są jaskrawo ubarwione i dobrze widoczne. Zatem nie wszystkie owoce czerwone są zdatne do jedzenia. Mimo, że piękne. Nie wszystko złoto, co się świeci, nie wszystko smaczne, co pięknie wygląda.

W końcu kolory otumaniają. Bo u niektórych gatunków są sygnałem dla płci przeciwnej o gotowości rozrodczej. Są afrodyzjakiem. Kolory sprawiają, że jest się bardziej widocznym dla płci przeciwnej (udana prokreacja)..., ale i dla drapieżników (ryzyko śmierci). Nie jest więc bezpiecznie być atrakcyjnym i kolorowym. Przynajmniej zbyt długo. Dlatego wiele gatunków jaskrawo-kolorowe szaty przybiera tylko na okres godowy. No bo i po co być cały czas atrakcyjnym seksualnie, gdy ruja trwa krótko? Zbędny wydatek. Zaloty i namolne molestowanie niczemu by nie służyło a tylko zabierało by czas (i energię na oganianie się) i narażało na niebezpieczeństwo. Po drugie bardziej kolorowe bywają ... samce, tak jak u wielu ptaków czy owadów. Gdy zginie samiec to mniejsza strata dla gatunku. Do zapłodnienia wielu samic wystarczy tylko jeden. Niech więc to samce  narażają się swoją jakrawą widocznością a nie samice. Bywa i tak, np. u niektórych gatunków wazek, że po kopulacji samica barwami upodabnia się do samca. Przez to staje się mniej atrakcyjna seksualnie i mniej widoczna. Nie kusi i... nie jest namolnie molestowana przez samce, czasem wręcz brutalne.

Kolory są uzupełniającym do zapachów i feromonów sygnałem. Jak na razie (na szczęście!) nie udało się zsyntetyzować uniwersalnych feromonów Homo sapiens. Pozostają kolory i zapachy. Panie zwabiają nas i otumaniają kolorowym makijażem, ubiorem i kwiecisto-owocowym zapachem kosmetyków. 

W przyrodzie niektórzy perfidni łowcy podszywają się kolorami pod słodkodajne kwiaty i owoce. Zwabiają i zjadają nieszczęsnych. Tak, w życiu i w przyrodzie bardzo ważne są informacje i ich interpretacja. Od tego zależy nasze zdrowie życie.

Rozszerzona wersja feletonu "Kij w mrowisko" dla VariArtu



05.11.2020

Czy zajęcia w trybie zdalnym wymusiły zmianę w podejściu do prowadzenia zajęć?

Studio Akademii Ciekawości, inicjatywa samorządu studenckiego UWM. Jeden z wielu kroków doskonalenia zdalnej komunikacji i edukacji.


Przed IV Kongresmen Przyszłości Pani Daria Bruszewska-Przytuła z Gazety Olsztyńskiej, zadała mi kilka pytań. Bardzo trudnych. Bo nie jest łatwo na nie odpowiedzieć. 

Czy zajęcia w trybie zdalnym wymusiły na Panu zmianę w podejściu do prowadzenia zajęć? 

I tak i nie. To zależy na czym się skupić. Tak - w tym sensie, że nauczanie zdalne wymusza stosowanie innych narzędzi. Nie – bo istota nauczania się nie zmienia, nie zmienia się podejście do studenta (ucznia). Nie zmienia się filozofia kształcenia i patrzenia na edukację. Jeśli ktoś dyktował na sali wykładowej (klasie) to będzie dyktował do ekranu komputerowego i przez „internet”. Jeśli ktoś traktował ucznia podmiotowo, to dalej go będzie tak traktował. Jeśli ktoś stawiał na relacje, to dalej będzie szukał sposobów rozwijania relacji. Tego oczywiście nie widać. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, z zewnątrz. Nauczanie podające, autorytatywne może być realizowane w kontakcie bezpośrednim jak i zdalnym. Nauczanie z wykorzystaniem projektów może być realizowane w klasie i w kontakcie zdalnym. Inne muszą być tylko projekty. Nie tak łatwo zmienić swoje (lub innych) podejście do kształcenia. Na to trzeba lat a co najmniej miesięcy i bardzo intensywnej pracy. Nie da się zmienić jednym kliknięciem myszki komputerowej czy wolą jednego człowieka. Ale jak widzimy, szybko można zmienić formę kształcenia z bezpośredniej na zdalną w skali całego kraju. I od razu widać dawne zaniedbania. Tak jak w czasie odpływu morza – od razu widać, kto się kąpie bez majtek. 

Żeby lepiej wyjaśnić swoją myśl, postaram się to jakoś zobrazować: to jest tak jakby z furmanki (młodszym wyjaśnię, że jest to pojazd ciągnięty przez konia) na samochód. Kierunek podróżny pozostanie ten sam, tylko nie da się kierować samochodem przez okrzyki, „wiśta, wio, prrr” ani przez używanie bata. Trzeba nauczyć się nowego narzędzia (kierowania samochodem). 

Już dużo wcześniej wykorzystywałem narzędzia zdalne – jako forma uzupełniająca i wspierająca zajęcia w kontakcie (np. Facebook, Messenger, blog, strona www, Padlet, YouTube, Mentimeter, Clickmeeting itp.). Dalej próbuję je wykorzystywać ale uczę się nowych. Bo sytuacja jest inna. I muszę uczyć się w stresie, wynikającym z pospiechu i skali. 

Kontakt zdalny wymaga dużo większego wysiłku i dłuższego przygotowania ze strony nauczyciela/wykładowcy. To tak jak z instrukcją gotowania: w kontakcie bezpośrednim, gdy widzimy poczynania uczącego się, możemy szybko korygować i uzupełniać…. także własne braki i niedoskonałości przepisu. Jeśli napiszemy „dodaj szczyptę soli” (bardzo nieprecyzyjne polecenie) to od razu widzimy ile ktoś tej soli bierze i możemy szybko zainterweniować. Ale jeśli będzie to przepis wydrukowany w gazecie czy książce… to dodanie szczypty soli może być różne co do efektów. Zależy od doświadczenia uczącego się. Kiedy w czasach studenckich sam zacząłem czasem gotować w akademiku to długo zastanawiałem się ile to jest ta szczypta soli. Czy liczyć na wagę, na objętość, a może chodzi o liczbę kryształków? Zmierzam do tego, że zdalna edukacja nie pojawiła się nagle, liczy sobie już…. kilka tysięcy lat. Tyle, ile ludzkość korzysta z pisma. Powszechna stała się w epoce drukowanych książek. Napisanie dobrej książki jest dużo bardziej pracochłonne i trudniejsze niż opowiadanie lub pokazywanie w bezpośrednim kontakcie. 

Co się sprawdza, a co zupełnie nie? 

To zależy od osobowości i nauczyciela i ucznia. Oraz od możliwości i sytuacji. Wielu uczniów jest wykluczonych cyfrowo, z różnych przyczyn. Na przykład odświeżyłem i przekazałem swój stary laptop pewnemu uczniowi, bo nie miał żadnego sprzętu do zdalnego nauczania. Ale jeśli w jego domu nie będzie dostępu do Internetu nic to nie pomoże. Dalej będzie wykluczony, tylko potencjalnie trochę mniej. 

Pyta Pani o narzędzia? Wygodniejsze dla nauczyciela i ucznia są jednolite platformy. Na przykład Microsoft Teams czy Google Classroom. Z Teamsów zacząłem korzystać od marca br. Ma liczne wady. Dobry jest do pracy biurowej, korporacyjnej ale mało wydolny do zdalnego nauczania. Samemu nie można za bardzo zmieniać platform, bo to po pierwsze koszty, po drugie wygodniej dla uczniów/studentów, gdy nauczyciele w jednej szkole korzystają z tych samych narzędzi. Wygodniej jest poznać i korzystać z jednej aplikacji niż uczyć się kilku. Mimo, że ich "filozofia działania" pozostaje podobna.

W zakresie formy na pewno nie sprawdza się koncepcja realizacji lekcji i zajęć na uczelni czy szkole w modelu 1:1 czyli tyle samo godzin w kontakcie synchronicznym (nauczyciel i uczniowie w tym samym czasie siedzą przed komputerem) co było w planie, w zajęciach bezpośrednich. Takie proste przeniesienie planu zajęć do „komputerów”. Wygodne jest do kontroli i dobrego samopoczucia organu zwierzchniego (czasem i dla rodziców, bo dziecko jest „przykute” i nie trzeba się nim zajmować). Zajęcia się odbywają, wszyscy pracują. To model szkoły, której celem jest zajęciem się dzieckiem, przypilnowaniem (koncentracja na tym, żeby ktoś się dzieckiem zajął, zaopiekował i wypełnił mu czas). To wygodne dla wielu rodziców – dziecko jest w szkole i „mają je z głowy”. Zdarzają się rodzice, którzy dzwonią ze skargami do dyrekcji, kuratorium itd., np. że dany nauczyciel skończył zdalną lekcję 5 minut wcześniej… Podatnik czuje się zadowolony, bo inaczej to pewnie ci nauczycieli nic by nie robili, przecież mają 2 miesiące wakacji a teraz siedzą w domu i to rodzic musi zajmować się edukacją, a nauczyciele przysyłają tylko zadania do zrobienia.. Podatnik, a tym samym władza różnego szczebla, czuje się dobrze, że nauczyciel na pewno pracuje… Nie bimba bo siedzi przykuty do komputera. 

Tak długie przesiadywanie przed monitorem (tyle samo godzin co w szkole na lekcjach) jest bardzo niezdrowe dla dziecka jak i dla nauczyciela. Poza utratą zdrowia (własnym dzieciom to czynimy!) efektywność dydaktyczna jest bardzo niska. Brak sygnałów niewerbalnych utrudnia skupienie się i motywację. Uczniowie i studenci udają, że są i że słuchają. Prowokuje to do wymyślania różnych sposobów „sprawdzania aktywnej obecności" i „żeby nie ściągali”. Wysiłek idzie w rozbudowę kontroli a nie na edukację i motywację. Syndrom zarządzania kierowniczego i autorytatywnego (kiedyś było dobre ale w czasach gospodarki opartej na wiedzy staje się coraz mniej wydolne). Obie strony zdają sobie sprawę ze skali pozorowania i udawania… ale bezpieczniej jest nic nie mówić. Bo organ zwierzchni nie będzie miał pretensji… Brniemy więc w udawanie i pozorowanie, byle się „w papierach zgadzało”. Edukacja pozorów. Taka już była bo nie prowadzimy debaty jakiej edukacji chcemy. Takiej ogólnonarodowej, interdyscyplinarnej i międzysektorowej. Potrzebna jest nam szeroka, powszechna i dogłębna dyskusja nad edukacją! Od 30 lat nam jej brakuje. 

Ale edukacja zdalna ma ogromne zalety, z których warto skorzystać (mimo różnych, widocznych niedostatków). Po pierwsze personalizacja i indywidualizacja nauczania. To, o czym się postuluje od kilkudziesięciu lat. W klasie 20-30 uczniów musi pracować jednym tempem, dostosowanym do średniej przeciętnej. Zdolniejsi się nudzą, słabsi coraz bardziej odstają. Zdalne narzędzia do kontaktu asynchronicznego umożliwiają znacznie większe spersonalizowanie. Gdy słuchamy wykładu – to słuchamy go w tempie mówiącego. Nie możemy ani przyspieszyć ani zwolnić (gdy np. czegoś nie nadążamy zanotować a jest dla nas ważne). Wykład nagrany (wideo, audio) – tak jak czytana książka – może być odtwarzany w indywidualnym tempie ucznia czy studenta. Każdy odsłucha wtedy, kiedy chce, kiedy to dla niego wygodne, nawet na telefonie w czasie jazdy pociągiem lub w kolejce do fryzjera. Jak coś jest znane lub nudne - to można przekartkować, czy w przypadku filmu przewinąć do przodu. Jeśli zaśniesz na wykładzie – to treść stracona. Jeśli zaśniesz nad książką czy audiobookiem lub filmem, to zaczniesz ponownie od dowolnego miejsca, gdy już się obudzisz. Nic nie tracisz. A wyspany mózg na dodatek lepiej przyswaja. 

Zacząłem nagrywać wykłady prowadzone dla studentów, by mieli kopię (wcześniej przekazywałem slajdy wykładowe w formie pdf, ale umieszczam na slajdach mało słów za to dużo obrazów i schematów). By mogli odsłuchać ponownie w ramach powtórek lub ci, którzy na wykładzie z różnych przyczyn nie byli. Ale jakość nagrań na MS Teams czy Clickmeeting nie jest najlepsza. Należałoby nagrać osobno, najlepiej w studiu, z co najmniej dwoma kamerami, potem zmontować. I tak dla wykładu jedno godzinnego trzeba przeznaczyć co najmniej kilka- kilkanaście godzin pracy 1-3 osób (oglądający myśli, że to takie proste i krótkie, gdyż widzi tylko wierzchołek góry lodowej, a znacznie więcej jest ukryta). Samemu trudno wszystko opanować i zgromadzić niezbędny sprzęt. Niewątpliwie potrzebna jest praca zespołowa. Dlatego nauczyciele są przemęczeni i w fatalnej kondycji psychicznej: ciągle są poganiani, kontrolowani, pouczani, nie dostają należytego wsparcia merytorycznego i technicznego. Lada tydzień cały system edukacji może się załamać tak jak teraz system ratownictwa medycznego. 

Poza nagrywaniem na wideo krótkich wykładów (wymaga to także przearanżowania całego wykładu i podzielenia na krótsze, logicznie spójne i samodzielne części) uczę się nowych sposobów aktywizowania studentów, próbując ich włączyć do wspólnej pracy projektowek nad „skryptami” elektronicznymi. Teraz uczę się narzędzia Genial.ly oraz Wakelet. Korzystam także z różnych innych, bezpłatnych narzędzi lub wersji darmowych o okrojonych funkcjonalnościach. Na zakup licencji musiałby przeciętny nauczyciel wydawać miesięcznie 100-300 zł. Nie mówiąc o inwestycji w sprzęt. Ja muszę dokupić dobry mikrofon i oświetlenie. I bardzo dużo muszę się uczyć (tak jak każdy nauczyciel). W presji czasu. Wiem, że muszę nauczyć się robić podcasty… czyli nauczyć się opowiadać z dobrą dykcją oraz opanować kolejne, nowe dla mnie narzędzia… Droga od prowizorki do profesjonalizmu jest długa i wymagająca wysiłku oraz wytrwałości. 

Uczę się, próbuję i wiem, że jest to niedoskonałe niedopracowane, trochę prowizoryczne. Nie mam jednak komfortu by spokojnie zrobić i jak będzie gotowe, sprawdzone, dopracowane - uruchomić. Zajęcia  co tydzień. To tak jakby ktoś przerabiał furmankę na samochód i to w czasie jazdy... Ale lepsza prowizorka niż pozorowanie i samooszukiwanie się... i czekanie aż pandemia minie... 

Czy już wiemy, na co powinniśmy stawiać w przyszłości, kształcąc młodych ludzi (wśród nich także przyszłych nauczycieli), żeby uniknąć poczucia zagubienia, z jakim mamy teraz do czynienia, w kontekście edukacji zdalnej? 

Tak, wiemy. I wiedzieliśmy to od co najmniej kilkunastu lat. Kto słucha ekspertów? Polska szkoła wymagała zmian, ale ostatnia reforma ani odrobinę nie zmieniła na lepsze, nie wprowadziła żadnych zmian dostosowujących do przyszłości w zakresie edukacji. Wprowadziła tylko zamęt, zmęczenie nauczycieli i wiele nowych problemów, z którymi się teraz borykamy. Strata pieniędzy, strata czasu i ludzkiej energii. A efekt cofa nas mocno w edukacji. W czasie epidemii i masowego przejścia na nauczanie zdalne widać to jeszcze wyraźniej.

Poczucie zagubienia to nie tylko efekt kształcenia ale i otoczenia. Trzeba wyedukować całe społeczeństwo by odpowiednio traktować zawód nauczycielski. Dobrze uczy... szczęśliwy nauczyciel. Zatem po pierwsze trzeba zadbać o komfort pracy nauczyciela. Zupełnie tak jak w przypadku awarii w lecącym samolocie: dorosły najpierw ma sobie założyć maskę z dopływem powietrza a dopiero potem dziecku. Dlaczego nie odwrotnie? Bo jak rodzic straci przytomność (w czasie zakładania maski dziecku) to już dziecku na pewno nie pomoże. Czyli musimy stworzyć dobre środowisko edukacyjne i zadbać o dobrostan nauczycieli. Z tego będzie wynikać dobrostan uczniów i efektywna edukacja. Na to trzeba wielu lat wytrwałej pracy i sporych nakładów. 

Czego uczyć? Uczenia się, zapominania (oduczania zbędnych rzeczy) i ponownego uczenia się... przez całe życie. Uczyć kompetencji współpracy w zespole, w tym zespołach różnokulturowych, kompetencji cyfrowych, kreatywności, empatii, umiejętności budowania relacji. Wszystko to wiemy od co najmniej kilkunastu lat. Przyszłość już była i jest wokół nas. Trzeba tylko umieć patrzeć i dostrzegać. 

Ja już nauczyłem się wielu umiejętności.... które po kilku, kilkunastu latach stawały się zbędne. Na przykład pisania na maszynie do pisanie, przygotowywania wykładów z foliami do rzutnika pisma, przygotowywania bibliografii na papierowych fiszkach bibliotecznych. Inwestowałem swój czas, myślą, że to inwestycja na lata.... 
 
Pan się nowych technologii akurat nie boi, ale przecież dobrze wiemy, że nie wszystkim pedagogom przychodzi to z taką samą łatwością. 

Boję się, bo jak każdemu sprawia mi trudność. Nie przychodzi mi z żadną łatwością, raczej z dużymi oporami. Może ja tylko nie boję się popełniać błędów i nie wstydzę przyznawać się do porażek, kłopotów. Nie lubię  pozorowania i udawania, że wszystko idzie wspaniale. Bo nie jest. 

Cóż mógłbym poradzić nauczycielom? Niewiele. W większości zdani są na samych siebie. Ja korzystam z crowdlearningu – wspólnego uczenia się w grupie w sieci. A dzięki internetowi mam kontakt z rozproszoną po całym kraju grupą nauczycieli (Superbelfrzy RP). Korzystam z ich doświadczenia i wspólnie poszukujemy, dyskutujemy. Bo wiedza powstaje konektywnie, w sieci powiązań, dyskusji, relacji. W edukacji potrzebujemy mniej behawioryzmu a więcej konstruktywizmu i konektywizmu. 

Ze zdalną edukacją jest jak z ciążą – to się nie rozejdzie po kościach, nie da się uciec przed porodem. A skoro tak, to lepiej być w szpitalu pod fachową opieką i z dobrym, profesjonalnym wsparciem. Kiedyś pewna 19-latka na Śląsku uciekła ze szpitala położniczego mówiąc, że się rozmyśliła. Zdalnego nauczania nie da się przeczekać. Po Covidzie-19 w formie hybrydowej będzie się na całym świecie dalej rozwijała. Albo świadomie dołączymy do tego cywilizacyjnego nurtu, albo będziemy skansenem z którego młode pokolenie będzie systematycznie uciekać.

PS. Na zdjęciu nagrywanie wykładów dla Akademii Ciekawości. Będą udostępniane zdalnie, w sieci. To temat na osobna opowieść. 

03.11.2020

Sztuka opowiadania - uczymy się storytellingu już od kilkudziesięciu tysięcy lat

 

Mówić, czyli układać krótsze lub dłuższe opowieści, jako ludzkość uczymy się już... od co najmniej kilkudziesięciu tysięcy lat. Mowa to ważny element budowania więzi i nawiązywania relacji, niezwykłe ważnych u gatunków społecznych. Dźwiękowy język jest niezwykłą innowacją ewolucyjną Homo sapiens. Opowiadamy więc krótsze lub dłuższe historie, prawdziwe lub wymyślone, przez tysiące pokoleń. Emocje, relacja i treść. Mówiący (dobrze opowiadający) choć przez moment staje na szczycie hierarchii społecznej (grupowej). I nie ważne czy jest to "kawał" czyli krótka anegdota, dowcip, czasem tylko celna riposta, czy dłuższa opowieść, ciągnąca się przez wiele dni (opowiadana w odcinkach). Piękne, trafne, zajmujące czy nawet straszne historie opowiadamy sobie po wielokroć. Dobre opowieści roznoszą się między ludźmi jak.... wszy lub wirusy... Wymagają kontaktu.

W historii cywilizacji dość szybko zaczęto się świadomie uczyć opowieści. Dociekano istoty, dobrej struktury, właściwej kompozycji i zastanawiano się co sprawia, że jednych słuchamy a innych nie. Uczymy się, by być słuchanymi. I by w ten sposób wywierać wpływ. To duża przyjemność ewolucyjnie mocno wrośnięta w Homo sapiensCzłowiek rozumny a jeszcze bardziej człowiek opowiadający na różne sposoby, włączając pantomimę, mimikę, gesty, taniec, teatr, pieśń itd. No i oczywiście opowieść słowna, rymowana, z rytmem, z sensem, wzruszająca, edukacyjna, przejmująca....

A gdy pojawiło się pismo, jakieś kilka tysięcy lat temu, uczyliśmy się układać opowieści pisane. Słowa, zakodowane nie tylko literami, ułatwiały dopracowanie kompozycji i zapamiętywanie ułożonej przemowy, opowieści, historii. Ale potem literatura wypracowała swoje własne, specyficzne formy i gatunki. Dziś powiemy literackie, ale ja zostanę przy opowieściach. Pamięć zewnętrzna w postaci pisma, możliwość oglądania każdego fragmentu osobno i w dowolnej kolejności, pozwoliły dopracowywać kompozycję. 

Pismo - jako nowa technologia - umożliwiło coś jeszcze. Opowieści mówionej słuchamy w tempie mówiącego. Ale opowieść spisana może być przyswajana w tempie czającego. W sam raz, z możliwością pauzy, powrotu, wielokrotnego powtarzania itd. Piszący nie widzi czytającego, nie zna jego relacji, nie może niczego już wyjaśnić, doprecyzować, zmienić. Od jego empatii, wyobraźni i umiejętności literackich zależy to, czy i jak opowieść będzie czytana ("słuchana"). 

Jesteśmy w nowej epoce, w czasach trzeciej rewolucji technologicznej, w której mamy poszerzone i nowe formy opowieści. Nie tylko słowo mówione w bezpośrednim kontakcie, ale i opowieści spisane, zilustrowane zdjęciami, odsłuchiwane z radia lub odtwarzacza, oglądane filmowe opowieści. Nowe, zdalne technologie zwiększyły jeszcze bardziej zindywidualizowaną, spersonalizowaną formę odbierania opowieści. Nowe narzędzie, niczym kiedyś pismo, uczą nas nowych sposobów narracji.... i wywierania wpływu na innych ludzi (także tego edukacyjnego). 

W nowych czasach zwykła oralna opowieść nie straciła na wartości w edukacji. Przez wiele lat uczyłem się mówić. Potem pisać. Od kilkunastu lat uczę się tworzenia opowieści w nowych technologiach. W zasadzie ciągle chodzi o to samo. Treść, kompozycja i kanały komunikacji. 

Zostałem zaproszony przez panią Ewę Drobek na warsztaty storytellingu z Markiem Stączkiem. Ucieszyłem się wielce, bo od dawna czułem potrzebę podniesienia swoich kompetencji dydaktycznych. Kurs był zasponsorowany i nie musiałem wnosić opłaty (to ważne, gdy nauczyciele tak dużo muszą wydawać na własne podnoszenie kompetencji, inwertując w sprzęt i szkolenia). I miała to być praca ze znakomitymi nauczycielami (SuperBelfrzy RP). Liczyłem na transfer wiedzy wertykalny i horyzontalny. I tak też było. Mimo, że spotkania odbyły się zdalnie. 

Czego się nauczyłem, co podpatrzyłem? Nie tylko struktury krótkich opowieści. Mimowolnie podpatrywałem sposób prowadzenia zajęć w zdalnym kontakcie, i wielowymiarową strukturę organizowania kursów. Żadne narzędzie nie zastąpią dobrej opowieści. Narzędzie to narzędzie. Tylko i aż. Bez wątpienia warto uczyć się właściwego używania narzędzi. Ale wato także uczyć się opowieści. Storytellingu

Kurs w formie zdalnej trwa. A ja uczę się podwójnie. Zaczynam już wykorzystywać w codziennej, zdalnej dydaktyce.

Uczenie się jest przyjemnością. Doświadczam tego. I bardzo chcę by moi studenci też czuli przyjemność. Uczę się dla siebie i uczę się dla nich. 

PS. W czasie szkolenia bliżej poznałem fascynujących nauczycieli. Środowisko edukacyjne to nie tylko klasa, nauczyciel i podręczniki. To także inni uczniowie, studencki, kursanci. Crowdlearning, tworzenie relacji i praca zespołowa.

02.11.2020

Ożywianie posteru naukowego - następny poziom

Kiedyś już pisałem o ożywianiu posteru naukowego (https://profesorskiegadanie.blogspot.com/2019/06/mowiacy-poster-na-konferencji-naukowej.html). Pora na kolejny etap, poster na konferencję on line.... Czy publikować niedokończony post? Sprawdzam opcje wklejania skryptu. Jedna traci przezroczyste tłow w obrazkach, druga uniemozliwoa wygodne edytowanie posta. Mój blog jest dla ludzi wyrozumiałych i otwartych. Pokazuje prace w trakcie tworzenia. Nastęne beda już lepsze teczhnicznie.

01.11.2020

E(x)plory 2020 tym razem w Olsztynie i zdalnie

 

Po raz drugi brałem udział w niezwykle wartościowym edukacyjnie festiwalu naukowym E(x)plory. I również w roli naucznia (od nauczeństwo, przemieszanie ról nauczyciela i ucznia). Ten neologizm coraz bardziej mi odpowiada bo bardzo dobrze pasuje do procesów edukacyjnych, które coraz wyraźniej się uwidaczniają: uczenie się przez całe życie oraz inna rola nauczyciela - bardziej jako przewodnika niż wszystko wiedzącego mentora. Dostrzegamy coraz dobitniej, iż uczymy się w działaniu, w projektach. A jeśli te projekty realizujemy razem z uczniami lub studentami, to sami też się uczymy. 

Festiwal E(x)plory odbył się po raz dziewiąty. Wystartował w 2012 roku. Jest jednym z wielu elementów innego patrzenia na szkołę i nauczanie. Jest wiele olimpiad szkolnych ale w większości są to olimpiady wiedzy a nie naukowe. Nawet w olimpiadzie biologicznej, w której występuje część praktyczna w formie pracy badawczej ucznia, bardziej liczy się odpytywanie z wiedzy niż sama praca badawcze. E(x)plory to przede wszystkim uczenie się poprzez pracę badawczą. Laureaci to tylko wierzchołek góry lodowej - bardzo dużo zespołów przystępuje do konkursu, tylko część dochodzi do etapów regionalnych. Ale edukacyjny zysk jest dla wszystkich uczestników. Uczniowie pracują pod opieką nauczycieli i naukowców. Ważną rolę odgrywają uczelnie, parki naukowo-technologiczne i naukowcy pozaakademiccy. Uczniowie wykonują swoje prace badawcze ale uczą się także komunikacji i prezentowania wyników. Uczą się w trakcie konkursu. I to przez kilka lat. Mogą ubiegać się o stypendia naukowe na zakup materiałów do badań, uczestniczą w różnego typu warsztatach i doradztwie. A nagrody są znaczące. Ne tylko pieniężne ale i w formie wyjazdów na międzynarodowe, podobne konkursy naukowe.

Sama idea tego festiwalu jest bardzo mądra i nowoczesna, buduje kapitał ludzki (kapitał naukowy). Na szczęście przybywa w miejscowościach peryferyjnych (tak zwana prowincja) placówek i osób, wspierających uczniowskie eksperymentowanie i poszukiwanie wiedzy. Przez doświadczenia i prace inżynierskie. W tegorocznym konkursie było dwóch jurorów z UWM w Olsztynie. Poza mną także dr hab. Sławomir Kulesza, prof. UWM z Wydziału Nauk Technicznych. Lokalnych akcentów było dużo więcej: z Giżycka, Puszczy Rominckiej i Lidzbarka Warmińskiego.

Czego się nauczyłem (mimo, że byłem jurorem)? Po raz drugi uczestniczyłem w zdalnej konferencji, realizowanej na platformie Hopin. Najlepsze narzędzie jakie do tej pory widziałem w realizowaniu konferencji naukowych. Wszystko w jednym miejscu i dobrze oddające specyfikę konferencji: rejestracja, program, sale z wykładami, sale z seminariami a nawet sesja posterowa i dyskusja kuluarowa. Uczestnicy przygotowali swoje krótkie wideoprezentacje oraz postery a potem dyżurowali w swoich "pokojach" i udzielali odpowiedzi. Cyfrowe narzędzia do zdalnych konferencji, jeśli są dobrze zaplanowane, to mogą być bardzo użyteczne. Jestem pewien, że pozostaną nawet po ustaniu epidemii. Ułatwiają kontakty ludzi rozproszonych po całym świecie. 

Poza samym poznaniem narzędzia dostrzegłem nowe formy zdalnej komunikacji. I wiem, czego warto uczyć studentów, bo to im na prawdę będzie potrzebne. Już wiem, jak ich tego uczyć, nawet bez takich profesjonalnych platform. Będę im chciał pokazać takie rzeczywiste sytuacje, z jakimi się spotkają. I pokazać, czego warto się uczyć w zakresie komunikacji naukowej. Przyszłość już jest teraz, wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć.

Oby takie festiwale ja E(x)plory coraz częściej i powszechniej zaglądały do Olsztyna. Dzięki zdalnej komunikacji uczestniczyć w E(x)plory 2020 w Olsztynie mogło więcej uczniów z naszego regionu.