27.09.2019

Łynostradowe opowieści o przyrodzie czyli idź na jesienny spacer

(Fot. Natalia Piotrowska)
Idź na spacer i poczytaj, książka już czeka na Ciebie. Przy pięknej, jesiennej pogodzie warto wybrać się na spacer. I to codziennie. Odrobina ruchu i przebywanie w otoczeniu przyrody sprzyja zdrowiu. A czytanie? Wystarczy telefon komórkowy z dostępem do internetu i zainstalowanym czytnikiem qr kodów (aplikacja bezpłatna). Smartfon jest w kieszeni i torebce praktycznie każdego. Nie rozstajemy się z nimi nawet na spacerze. A teraz wystarczy tylko wyciągnąć swój niezbędnik komunikacyjny i.... poczytać.

Na fodcinku Łynostrady, przebiegających przez dawne, osuszone Jezioro Płociduga Duża, od ul. Tuwima do ul. Kalinowskiego (koło Hotel Parku), wzdłuż ścieżki spacerowej porozwieszaliśmy około 100 zalaminowanych, odpornych na wilgoć karteczek z qr kodami. Ponad 50 różnych opowieści o niezwykłej przyrodzie wokół nas. Kilka zdań wprowadzenia i qr kod, linkujący do krótkiej opowieści o roślinach, grzybach, zwierzętach. Zostały przygotowane jako element wycieczki dla młodzieży szkolnej w ramach Olsztyńskich Dni Nauki (czytaj więcej) ale teraz mogą służyć każdemu spacerowiczowi. Zdejmiemy je dopiero za 2-3 tygodnie. W czasie wycieczek dla młodzieży była opowieść "analogowa", było tajemnicze porwanie przez Rusałki i Topielicę, było szukanie z wykorzystaniem psa tropiącego. Teraz są tylko opowieści. Trzeba je jednak wcześnie odszukać. Niczym skarbu.

Poszukaj - przeczytaj - skomentuj. Lub napisz o swoich observance przyrody na dnie wyschniętego jeziora i na dawnej wyspie ze stanowiskiem archeologicznym.

Moje małe eksperymentowanie z upowszechnianiem wiedzy, z edukacją pozaformalną i wiedzą dostępną wszędzie. Umieszczałem qr kody na kamieniach, dachówkach i starych, malowanych butelkach. Opowiadające kamienie w tym roku pojawiły się w Ostródzie i Ornecie. Rok tremu - na potrzeby zajęć ze studentami - też porozwieszałem kartoniki z qr kodami na Płocidudze Dużej. Ale wtedy wilgotne powietrze i poranna mgła uszkodziły moje "prototypy". Teraz kolejny eksperyment z już udoskonalonymi rozwiązaniami technicznymi. Powolne dopracowywanie pomysłu i ciągłe uczenie się. Bo uniwersytet to dobre miejsce do wspólnego ze studentami eksperymentowania. A gotowa, sprawdzona wiedza potem transferowana jest do małych i dużych przedsiębiorstw wprost z uniwersytetu. Bo taka jest m.in. misja Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

W tym roku qr kody kierują do tekstów. Ale zamierzam w niedalekiej przyszłości nagrać filmiki z przyrodniczymi opowieściami. Powoli odchodzę więc od kultury pisma ku kulturze postpiśmiennej z bezpośrednim transferem przeżyć i wrażeń. Człowiek uczy się całe życie.... a wciąż jest wiele do odkrycia i umiera jako głupiec.

Tymczasem zapraszam na jesienny spacer, poszukiwanie karteczek z qr kodami i rozmyślania o przyrodzie. Zapraszam na Łynostradę.

(Fot. Natalia Piotrowska)

(Fot. Natalia Piotrowska)

(Fot. Natalia Piotrowska)

26.09.2019

Jak się komunikować ze słuchaczami (studentami, uczniami) w czasie wykładu, czyli o wynikach pewnego eksperymentu

(2 września 2019,  137 Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Roberta Schumana w Warszawie, na chwile przed inauguracją, sala powoli zapełnia się uczniami)

Wstęp

Żyjemy w czasach trzeciej rewolucji technologicznej. Zmiany dotykają także codzienności akademickiej i edukacyjnej. Wdzierają się w sposoby komunikacji międzyludzkiej. Nowa sytuacja w społeczeństwie cyfrowym i z przenikaniem sztucznej inteligencji do kultury, wymaga poszukiwania nowych i adekwatnych kanałów komunikacji (lub sensownego ich wykorzystania w tej komunikacji). Codzienność ze smartfonami w ręku stwarza zupełnie nowe problemy. Odkrywaniu nowych możliwości towarzyszy narzekanie na uczniów i studentów, wpatrzonych w ekrany smartfonów. Walczyć i zakazywać używania telefonów czy nauczyć się sensownie je wykorzystywać? Piszę "nauczyć się" a nie "nauczyć", bo wszyscy jesteśmy w nowej sytuacji. Nauczyć się muszą zarówno nauczyciele jak i uczniowie/studenci. Zmienia się także język ciała (czytaj też Smarfonowy język ciała). Szkoła i nauczyciel stracili monopol na wiedzę. Nie tylko radio i telewizja (te media przeżywają już pewien zmierzch) ale internet i ujawniające się cyfrowe źródła zupełnie zewnętrze (pozaszkolne, poza podręcznikowe), zarówno w formie jak i treści tworzą zupełnie nowe środowisko edukacyjne. Warto wspomnieć o Wikipedii, Khan Academy i rozwijającym się  crowdlearnigu. Łatwy dostęp do wiedzy i relacji. Jest nawet nadmiar, który w niezamierzony sposób rozprasza.

Od jakiegoś czasu próbuję poznawać i eksperymentować z nowymi technologiami, wykorzystywanymi w trakcie wykładów. Próbuję włączyć swoiście rozumiane "przestrzeń rozszerzoną" - dodatkowe materiały, uzupełniające zajęcia w postaci treści umieszczanych w źródłach internetowych (czytaj więcej: W odpowiedzi na pytania uczniów z PasłękaMówiący poster na konferencji naukowejTworzenie przestrzeni edukacyjnej i kamienie, które opowiadają historie - czyli rzecz o slow science i nowych przestrzeniach komunikacji).

Język ciała w komunikacji jest najstarszym sposobem ale jeszcze w jakimś stopniu wykorzystywanym. Dostępny tylko w bezpośrednim i bliskim kontakcie wzrokowym. Potem było słowo mówione i kultura oralna. W praktyce edukacyjnej i akademickiej kanał ten ciągle wykorzystujemy choć w mniejszym stopniu niż kiedyś (wykłady, seminaria, ćwiczenia). Potem pojawiło się w ludzkim społeczeństwie słowo pisane. To zaledwie kilkanaście wieków funkcjonowania w kulturze. Dzięki wynalezieniu druku oraz upowszechnieniu się umiejętności pisania i czytania, pismo (i związany z nim styl myślenia) funkcjonuje w naszej kulturze w znacznie szerszej skali (zaledwie kilka wieków). W edukacji są to pisane podręczniki i pisemne prace zlecane studentom, w tym prace dyplomowe. Potem było radio, telewizja, telefon (pojawiały się w edukacji ale ma małą skalę). Trzecia rewolucja technologiczna przyniosła komputery i internet. Dawne lekcje i wykłady wygłaszane ustnie, z wykorzystaniem kredy i tablicy (pismo i rysunki, schematy), w ostatnich dziesięcioleciach wzbogacone zostały, a w części nawet zastąpione, prezentacjami multimedialnymi. A teraz, wraz z upowszechnieniem się mobilnego internetu, rodzi się nowa rzeczywistość postpiśmienna bezpośredniego transferu przeżyć. I w tej nowej rzeczywistości kulturowej tworzą się zupełnie nowe kanały komunikacji, mocno wpływające także na nasz sposób myślenia i uczenia się. Trzeba je okryć, wypróbować i zaadoptować. A przynajmniej oswoić dla dydaktyki szkolnej i akademickiej.

Uniwersytet to miejsce, gdzie odkrywa się nowe światy, nowe obiekty, gdzie się eksperymentuje. Studenci a także uczniowie mogą w tym uczestniczyć a nie tylko czekać na gotowe rozwiązania. Mogą czerpać nie tylko z wiedzy jako produktu (gotowego produktu) ale także z wiedzy jako procesu (a to powoduje nieco inne funkcjonowanie nauczania w szkole). Współudział w eksperymencie to uczestnictwo w tym procesie. I dlatego liczę na komentarze, głosy w dyskusji, polemikę czy dzielenie się doświadczeniami.

Materiał i metody

Kolejny eksperyment na sobie i na uczniach miał miejsce w dniu 2. września 2019 roku w czasie wykładu inauguracyjnego dla licealistów z Warszawy. Na wykład inauguracyjny przygotowałem tradycyjną prezentację multimedialną, by za pomocą obrazów, schematów, zdań oraz krótkiego filmiku, opowiedzieć o zmianach klimatu i metodzie naukowej. Na sali było jakieś 200-300 osób, nie tylko uczniowie pierwszych klas ale i starszych. Daleki kontakt wzrokowy (bo duża sala gimnastyczna). Język ciała praktycznie nie do odczytania z tej odległości. Nie da się więc wyczuć czy słuchają i jak reagują. Kompletny brak informacji zwrotnej (szybkiej). Były brawa na koniec, ale może były tylko rytualne i grzecznościowe?

Uzupełnieniem wykładu był tekst umieszczony na blogu. Na slajdzie tytułowym umieściłem qr kod, linkujący do tego tekstu. Tuż przed wykładem sprawdzałem na miejscu: w części sali dało się swobodnie odczytać qr kod na moim telefonie komórkowym i przejście do tekstu (być może inne urządzenia i inne aplikacje nie działały tak samo). Ale nie wiem czy z galerii na balkonie i z lewej strony sali było technicznie możliwe odczytanie wyświetlanego qr kodu. Nie wiem także czy wszyscy uczniowie mieli zainstalowane czytniki kodów qr. To było pierwsze ich spotkanie po wakacjach więc nie było szansy przekazania informacji uczniom, by mogli się przygotować i w razie braku - zainstalować. Dlatego głośno wymieniłem nazwę bloga, by mogli wyszukać w wyszukiwarce internetowej.

Dodatkowo - już na zajęcia wyjazdowe - przygotowałem kilkadziesiąt kartoników z qr kodami, linkującymi do różnych tekstów przyrodniczych na blogu. Zalaminowane kartki były uzupełnieniem zajęć terenowych na obozie adaptacyjny.

Kolejnym elementem eksperymentu było wykorzystanie programu Mentimeter (pozwala na interaktywność z publicznością za pomocą telefonów komórkowych a wyniki od razu pokazywane są na ekranie). Pierwszą była chmura słów i skojarzeń. Zdając sobie sprawę, że napisy na ekranie mogą być niewidoczne dla części słuchaczy, podyktowałem adres i kod ustnie. Wyniki chmury słów były widoczne dla wszystkich. Następnie przełączyłem na kolejny slajd z możliwością zadawania pytań. Program działa w tle a ja na ekranie uruchomiłem właściwą prezentację z wykładem. Pod koniec wystąpienie włączyłem ekran programu Mentimeter. I obiecałem odpowiedzieć na wszystkie pytania na swoim blogu.

Wyniki i dyskusja

Po wykładzie sprawdziłem w statystyce bloga - nie odnotowano wejść w tym okresie z użyciem nazwy "profesorskie gadanie" (zatem albo nikt nie próbował w ten sposób, albo statystyka bloggera tego nie wychwyciła). Statystyka wejść może jedynie wskazywać na zwiększoną liczbę wejść tuż po wykładzie (wykres niżej). O godz. 12-tej, tuż po wykładzie, widać wyraźny wzrost wejść na komentowany blog. Można więc wnioskować, że qr kod na slajdzie tytułowym i końcowym spełnił swoją rolę. Przy takiej jednak procedurze nie ma pewności czy byli to uczniowie siedzący na sali. Można tylko przypuszczać, że co najwyżej jakieś 20-30 osób mogło zajrzeć na bog z wykorzystaniem qr kodu (bo o tyle mniej więcej była większa klikalność w tym czasie - to ważna wskazówka ale nie jest to rozstrzygający dowód). Wieczorem pojawiły się dwa komentarze, ale raczej nie są to wpisy uczniowskie. Tak przynajmniej interpretuję m.in. na podstawie sformułowań tam zawartych i tego, że po południu link do tego tekstu pojawił się w innej grupie (osoby dorosłe, nauczyciele).
(Statystyka wejść na blog w dniu wykładu)
W czasie, gdy uczniowie byli na obozie adaptacyjnym, wyraźnie wzrosła liczba odsłon bloga i to w odniesieniu do tekstów, do których linkowały qr kody. Nie odnotowano jednak w tym okresie nowych komentarzy pod odwiedzanymi tekstami. Nie udało się więc zachęcić uczniów do dyskusji na blogu. Podobne efekty uzyskano z uczniami z Pasłęka (W odpowiedzi na pytania uczniów z Pasłęka,). Także studenci nie są zbyt skłonni do wypowiadania się w dłuższej formie, w postaci komentarzy pod blogiem (Dlaczego studenci są tak mało aktywni cyfrowo i internetowo?). Albo nie chcą, albo nie potrafią wchodzić w takie publiczne dyskusje. To oczywiście bardzo robocza hipoteza. Być może jest zbyt duży "próg wejścia" - wymaga od ucznia/studenta poświęcenia czasu w późniejszym terminie oraz sformułowania dłuższej wypowiedzi. Ze statystyk wynika że zaglądają i czytają, ale nie podejmują dyskusji.

Na postawioną hipotezę roboczą i pytanie czy wpisy na blogu, jako uzupełnienie do wykładu, są formą efektywną i czy da się przedłużyć lub rozpocząć dyskusję w komentarzach na blogu z uczniami, nie ma przekonującej odpowiedzi. Na razie nic na to nie wskazuje by było to skuteczne. Być może zbyt duża jest "bariera wejścia" (zbyt trudno włączyć się do dyskusji). Jedna obserwacja nie wystarczy do formułowania wniosku. Potrzeba znacznie większej liczby powtórzeń. Z uczniami był to drugi raz. Przy nadarzającej się sposobności będę próbował ponownie, wprowadzając nowe elementy lub warunki środowiska edukacyjnego.

Znacznie aktywniejsi uczniowie byli w przypadku programu Mentimeter - mogli od razu wykorzystać swojej telefony komórkowe oraz efekty były od razu widoczne. Interaktywność na wykładzie była widoczna. O ile w chmurze słów aktywnie włączyło się 155 osób, to w zadaniu z zadawaniem pytań aktywnych było 75 osób (prawdopodobnie mniej, bo jedna osoba mogła zadać więcej niż jedno pytanie/komentarz). Na sali było szacunkowo 200-300 uczniów. Aktywność z wykorzystaniem programu Mentimeter  rzędu 50% powtarza się także w innych próbach, jakie przeprowadzałem w mniejszych grupach, zarówno uczniowskich jak i studenckich.

Nie wiem czy wszyscy na sali uczniowie mieli ze sobą telefony z dostępem do internetu. Nie wiem więc jaki procent, dysponujących możliwościami technicznymi i własnymi umiejętnościami cyfrowymi, skorzystał z tej formy. Bardzo szacunkowo licząc to jakieś 50-80% obecnych na sali. To raczej dużo (biorąc pod uwagę także moje wcześniejsze, analogiczne doświadczenia). Zatem można sformułować kolejny wniosek cząstkowy: program Mentimeter stwarzał możliwość szybkiej interakcji oraz dostarczał informacji zwrotnych znacznie efektywniej niż język ciała i kontakt wzrokowy (w tych konkretnie warunkach).

Spośród 75 aktywności (w części z pytaniami), reakcje były bardzo rożne. Szczegółowo opisałem je w poprzednich wpisach na blogu (zestawienie z linkami niżej). Dużą część stanowiły próby i proste, niemerytoryczne reakcje, od postawienia kropki do prostych pozdrowień i komentarzy, w tym informacje o słabej słyszalności i temperaturze na sali. Zatem jeśli mają możliwości to wchodzą w interakcje za pośrednictwem nowych technologii. Pojawiło się także sporo pytań i komentarzy bardzo merytorycznych, związanych z tematem wykładu. Tak dużej liczby pytań nie udałoby się zebrać w tradycyjny, ustny sposób. Oczywiście, można by było rozdać kartki i potem zebrać. Pomijając większą trudność logistyczną nie ma pewności czy równie licznie i chętnie dzieliliby się swoimi wątpliwościami, komentarzami i pytaniami.

Czy uczniowie mieli już kontakt z takimi formami komunikacji i interakcji w szkole? Zapewne duża część miała styczność z Kahootem. Ale jest to rodzaj quizu. A tu musieli napisać coś od siebie. Nieco inny rodzaj aktywności (więc chyba dla nich sytuacja całkiem nowa). Trochę trudniej, zwłaszcza jeśli w szkole dominuje przekaz odtwórczy (z naciskiem na "jeśli" bo takiej pewności nie mam). Być może nie wszyscy, którzy mieli możliwości techniczne i nawet weszli na wskazana stronę, zdecydowali się na aktywny udział. Tego nie wiemy ale warto takie wątpliwości uwzględnić przy wyciąganiu wniosków. Niby zadanie było bardzo proste, napisać trzy słowa, kojarzące się z zadanym pytaniem. Ale było to "nagłe i niespodziewane wywołanie do tablicy", praktycznie 2-3 minuty na wykonanie zadania. Żeby napisać sensowne i wiążące się z tematem słowa, trzeba mieć po pierwsze wiedzę (czyli zrozumieć pytanie i dobrze je umieścić w kontekście kulturowym), po drugie mieć umiejętności sprawnej komunikacji z wykorzystaniem smartfona (w tym konwersacji). Trudne, zwłaszcza przy pierwszym spotkaniu z taką formą interakcji. Gdyby dać uczniom więcej czasu to odpowiedzi mogłyby być inne (mniej lub bardziej). To hipoteza, którą można sprawdzić, zweryfikować, sfalsyfikować. Kolejna mała dygresja: jedno małe badanie i jak wiele różnych, wielowątkowych hipotez! Taka jest własnie nauka, zupełnie różna od szkolnego zgadywania "poprawnej odpowiedzi".

Na podstawie wypisanych skojarzeń można wnioskować, że uczniowie mają dość dobre rozeznanie w problemie globalnego ocieplenia i jego skutków dla człowieka i biosfery. Przebija także poczucie zagrożenia. Są raczej dobrze poinformowani o zagrożeniach, związanych z antropogenicznym, globalnym ociepleniem. Pozostaje pytanie, jak i gdzie zdobyli tę wiedzę? Ze szkoły, z radia, prasy, telewizji, internetu? Żeby to sprawdzić, to trzeba zaplanować kolejne badania lub sięgnąć do literatury i sprawdzić, czy już ktoś te kwestie badał, analizował itd.

Dlaczego w turze pytań (Mentimeter) była o połowę mniejsza aktywność niż przy chmurze słów? Może trudniej jest zadać pytanie niż zapisać kojarzące się z tematem słowo? Żeby zadać sensowne pytanie to trzeba mieć już jakąś wiedzę i umieć formułować myśli. A może po prostu słuchali wykładu i nie mieli czasu na skupienie się przy zadawaniu pytań? Niemniej liczba nadesłanych pytań jest spora. Nawet informacje, że ktoś się nudzi w danym momencie (pytanie typu "kiedy koniec"). W jakimś sensie są to informacje zwrotne, swoisty język ciała, który na dużej sali nie jest widoczny w tradycyjnych kanałach komunikacji.

Komunikacja i interakcje z wykorzystaniem telefonów i mobilnego internetu na "tradycyjnym" wykładzie są przydatne i pogłębiają kontakt ze słuchaczami. Owszem, lepiej taka funkcja z pytaniami sprawdza się, gdy są na bieżąco wyświetlane na ekranie i gdy od razu na nie udziela się odpowiedzi. Będę to musiał sprawdzić.

Wnioski:

Nowe technologie cyfrowe oraz rozwijająca się sztuczna inteligencja coraz mocniej wkraczają w nasze życie i komunikację międzyludzką. Powinny za tym podążać formy dydaktyczne. Z wielkiej różnorodności programów warto wybrać te najbardziej efektywne i przydatne. Środowisko edukacyjne zostało wzbogacone o przestrzeń internetową i bezpośrednio dostęp do szeroko rozumianej informacji. Skoro telefony komórkowe z dostępem do internetu są już codziennością i praktycznie są wykorzystywane przez każdego, warto je wykorzystać do aktywizacji i poszerzonego odbioru treści. Z przeprowadzonych przeze mnie do tej pory prób wynika, że qr kody dobrze się spisują jak również programy takie jak Mentimeter, umożliwiające bezpośrednie reakcje uczniów na treści pojawiające się na ekranie w trakcie części wykładowej. Przydatne mogą być do inicjowania dyskusji zwłaszcza w dużej grupie. Pozwalają także na szybkie zbieranie informacji zwrotnej, można więc traktować je jako swoisty detektor "języka ciała". Teksty umieszczane na blogu działają raczej w formie podającej i nie są dobrą przestrzenią do dyskusji (dwustronnej dyskusji, nie ułatwiają wypowiedzi uczniów czy studentów).

Czytaj także (omówienie eksperymentu i odpowiedzi na pytania uczniów):

21.09.2019

O biogospodarce, rozwoju zrównoważonym i o Olsztynie

Przyszłość już jest tyle, że nie w każdym miejscu tak samo wyrazista. Wykluwa się powoli i nie zawsze zdajemy sobie sprawę z jej obecności. Mimo że pracuję na uczelni sam jestem zaskoczony, gdy uświadamiam sobie obecność i narodziny jutra. Mam na myśli nowe technologie. Na przykład taka bioekonomia, biogospodarka czyli włączenie zarówno bioróżnorodności jak i biotechnologii w obieg gospodarczy. Sam w tym w jakiś sposób uczestniczę. Do tej pory zajmowałem się głównie badaniami hydrobiologicznymi ze szczególnym uwzględnieniem chruścików (Trichoptera). Ale od kilku lat uczestniczę w badaniach, dotyczących wykorzystania biomasy m.in., do celów energetycznych (moja działka to badanie skutków ekosystemowych i dotyczących bioróżnorodności). Z młodymi ludźmi (doktorantami) oraz naukowcami z innych dyscyplin (innych niz moja) odkrywam zupełnie nowe obiekty i zjawiska (nieco więcej na ten temat na końcu tego tekstu).

We wrześniu Olsztyn na kilka dni stanie się krajowym centrum badań nad biogospodarką. Nowoczesność to nie tylko elektronika ale i biogospodarka, która jest szansą rozwoju także i naszego regionu. Biogospodarka i rozwój zrównoważony są jednym z ważniejszych wyzwań współczesności. UWM w Olsztynie już od wielu lat uczestniczy w międzynarodowych badaniach, związanych z bioekonomią. Wrześniowa konferencja będzie drugim spotkaniem w grupie międzynarodowej, zorganizowanym w Polsce, szóstym w Europie. Na Uniwersytet Warmińsko-Mazurski przyjadą przedstawiciele ośrodków naukowych pracujących nad rozwiązaniami dla biogospodarki - ze Stanów Zjednoczonych, Grecji, Francji, Włoch, Austrii i Niemiec i oczywiście z Polski. Na razie naukowcy dyskutują we własnym gronie ale wiele rozwiązań już trafiło do gospodarki. Kogo zainteresują jakieś dyskusje naukowców? Tym bardziej, że niektóre sesje są zamknięte. Tajne badania? Tak, do czasu opublikowania prace nie są upowszechniane. Bo w grę wchodzi także gospodarka.

VI Międzynarodowa Konferencja Dobrych Praktyk Środowiskowych „Schematy zrównoważonego rozwoju produktów biologicznych w ramach biogospodarki o obiegu zamkniętym”, (6th International Environmental Best Practices Conference “Sustainability schemes for bio-based products in the framework of the circular bioeconomy”), odbędzie się w dniach 22-26 września 2019 r. w Olsztynie.

Konferencja jest także dobrą okazją do promocji województwa warmińsko-mazurskiego oraz Polski. Uczestnicy konwencji w ramach wizyt studyjnych obejrzą wybrane, wiodące przedsiębiorstwa w zakresie biogospodarki, znajdujące się w naszym regionie oraz zapoznają się z wybranymi aspektami kultury i dziedzictwa narodowego. Partnerem konferencji jest Województwo Warmińsko-Mazurskie. Być może choć ten aspekt wzbudzi zainteresowanie w mediach.

Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie uczestniczy w realizacji wielu projektów krajowych oraz międzynarodowych, związanych z rozwojem biogospodarki czyli gospodarki zorientowanej na przemysłowe produkty powstające z biomasy (żywność, pasze, biomateriały, biochemikalia, bioenergia – energia ze źródeł odnawialnych). Koncepcja zrównoważonego rozwoju gospodarki, w tym biogospodarki o obiegu zamkniętym, zakłada efektywne gospodarowanie odnawialnymi zasobami naturalnymi i minimalizację odpadów. Takie rozumienie zrównoważonego rozwoju jest dzisiaj podstawą rozwijanych programów badawczych Unii Europejskiej. Dzisiejsze badania w tym zakresie będą skutkowały nowym rynkiem bioproduktów i nową nauką – bioekonomią. W skali kraju UWM (w tym utworzone Centrum Biogospodarki i Energii Odnawialnych) jest jednym z niewielu ośrodków naukowych, który prowadzi badania w szerokim kontekście nowych produktów powstającego rynku.

Konferencje organizowane są po to, by naukowcy mogli skonfrontować swoje przemyślenia, obserwacje, wyniki eksperymentów  z wynikami badań i rozwiązań stosowanych na świecie. Nauka zawsze ma charakter międzynarodowy. Dlatego też w dniach 22-26 września 2019 r. UWM organizuje międzynarodową konferencję, poświęconą zrównoważonemu rozwojowi produktów biobazowych pt. „Sustainability schemes for bio-based products in the framework of the circular bioeconomy”. Jest to ważne przedsięwzięcie organizacyjne, związane z promocją olsztyńskich badań w kraju i na świecie oraz z ich weryfikacją na tle rozwiązań światowych.

Zrównoważone przejście gospodarki z surowców kopalnych na alternatywne, pochodzące z biomasy jest największym wyzwaniem badawczym do zrealizowania na nadchodzących dziesięcioleciach. Po pierwsze, rozwój gospodarki opartej na biologii wymaga interdyscyplinarnego podejścia badawczego, ponieważ tylko poprzez konwergencję osiągnięć na styku wielu nauk, w tym chemii, biotechnologii, nauk technicznych, rolniczych, środowiskowych, społecznych i ekonomicznych, można uzyskać efekty synergiczne. Po drugie, badania stosowane nad systemem gospodarczym, opartym na biologicznych łańcuchach wartości, które zakładają przepływ materiałów w kierunku zerowej ilości odpadów i zanieczyszczeń, zintegrują trzy podstawowe obszary zrównoważonego rozwoju: gospodarkę, środowisko i społeczeństwo.

Wdrożenie obiegu zamkniętego w ramach szeroko rozumianej biogospodarki wymaga zbadania procesów, w tym w kontekście analizy cyklu życia produktów (od powstania, poprzez użytkowanie aż do utylizacji), która obejmuje opcje wycofania produktów biologicznych i restytucję środowiska. W rzeczywistości sektory biogospodarki rozwijają się szybciej niż przepisy związane z wejściem na rynek produktów biologicznych. Tworzące się luki w standardach, systemach certyfikacji i oznakowaniu produktów biologicznych, trzeba zidentyfikować i zaproponować zmiany legislacyjne, nadążające za rozwojem technologicznym biogospodarki. Dlatego kwestie omawiane podczas konferencji będą syntezą osiągnięć naukowych w zakresie regulacji związanych ze zrównoważonym rozwojem rynku produktów biologicznych.

Biomasa jest jedynym surowcem, który może zastąpić nieodnawialne zasoby kopalne i złagodzić obserwowane i prognozowane zmiany klimatu. Badania nad zasobami biomasy i efektywnym wykorzystaniem muszą być zgodne z usługami ekosystemowymi polegającymi na dostarczaniu żywności i surowców do wielu produktów biologicznych, wspieraniu recyklingu składników odżywczych, regulacji różnorodności biologicznej i dobrobytu kulturowego. 

Proces transformacji w kierunku biogospodarki jest ściśle związany z postępem badań nad przetwarzaniem biorafineryjnym, w których biomasa jest racjonalnie przekształcana w kaskadę produktów opartych na wielu biologiach, ponadto wszelkie odpady produkcyjne stanowią surowiec dla innych produktów pochodzenia biologicznego oraz fermentacje tlenowe i beztlenowe stanowią integralną część układu.

Zielona chemia i biotechnologia wyznaczają nowe obszary badań mających na celu redukcję niebezpiecznych substancji w procesach i produktach oraz usuwanie toksycznych odpadów. Główny nacisk kładziony jest na projektowanie nowych produktów biologicznych, które przez cały cykl życia nie mają negatywnego wpływu na dobrostan środowiska, gospodarki i społeczeństwa. Proces standaryzacji naturalnych produktów farmaceutycznych obejmuje zestaw testów biologicznych in vitro, a także fitochemicznych do oceny surowca, przetwarzania oraz produktów pośrednich i końcowych w celu potwierdzenia zgodności z normą. W trakcie konferencji omawiane będą także bieżące badania, dotyczące norm i powiązanych procedur dla naturalnych produktów farmaceutycznych.

Badania nad zrównoważonym rozwojem produktów biologicznych obejmują uwzględnienie całego cyklu życia produktu z punktu widzenia ochrony środowiska, gospodarki i społeczeństwa. Do tej pory głównym celem certyfikacji i etykiet zrównoważonego rozwoju był pomiar wpływu na środowisko przy użyciu wskaźników, takich jak emisje gazów cieplarnianych (GHG), ocena cyklu życia (LCA) lub ślad węglowy produktu (PFC). Wyzwaniem badawczym jest połączenie oceny oddziaływania na środowisko z oszacowaniem skutków gospodarczych i społecznych.

A o moim, niewielkim wkładzie w tę tematykę przeczytać można tu (jat m.in. o jadalnych owadach): http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C78363%2Cw-olsztynie-o-wzorcowej-ekogospodarce.html

20.09.2019

Adam Małysz i Lwów zawsze Polski czyli pytania o ocieplenie klimatu

To pytanie pojawiło się na ekranie, na początku wykładu dla uczniów  CXXXVII Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Roberta Schumana w Warszawie, rozpoczynających nowy rok szkolny. Na wykładzie inauguracyjnym wspomniałem o udziale w eksperymencie. Chciałem sprawdzić czy i jak można wykorzystać nowe formy komunikacji w szkole (i na uczelni też). Jest to jedna z kilku zaplanowanych prób (czytaj więcej: W odpowiedzi na pytania uczniów z PasłękaMówiący poster na konferencji naukowejTworzenie przestrzeni edukacyjnej i kamienie, które opowiadają historie - czyli rzecz o slow science i nowych przestrzeniach komunikacji). Dlaczego taki eksperyment? Nowa sytuacja w społeczeństwie cyfrowym i z przenikaniem sztucznej inteligencji do kultury, wymaga poszukiwania współcześnie adekwatnych kanałów komunikacji. Trzeba się nam wszystkim odnaleźć w nowej rzeczywistości. A uczniowie mogą być współuczestnikami takiego eksperymentu. Codzienność ze smartfonami w ręku stwarza zupełnie nowe problemy. Walczyć i zakazywać używania telefonów czy nauczyć się sensownie je wykorzystywać? Piszę "nauczyć się" a nie "nauczyć", bo wszyscy jesteśmy w nowej sytuacji. Nauczyć się muszą zarówno nauczyciele jak i uczniowie/studenci.  Próbuję odkrywać potencjał jak i słabe, szkodliwe strony, by mądrze wykorzystywać. Jednym z elementów metodologii naukowej jest dzielenie się obserwacjami i dyskusja. I to niniejszym czynię (czytaj też Smarfonowy język ciała).

Powyższe pytanie przez moment wyświetlone zostało na ekranie z uruchomionym programem Mentimeter. Po chwili kontynuowałem wykład a w tle działał program i uczniowie mogli wpisywać swoje pytania (widzieli je tylko w swoich telefonach). Teraz na nie odpowiadam, w kolejnym odcinku i w ostatniej już porcji.
Skoro wykład się już dawno skończył to i odpowiedź na nie jest już nieistotna (nikt na odpowiedź już nie czeka). Jest to dla mnie jakaś informacja zwrotna, że być może,w którymś momencie ktoś się niecierpliwił. Sam wykład był z założenia krótki, tak ok. 20 minut. Bo przecież to uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. Uczniowie starszych klas spotkali się po wakacjach i być może mieli ze sobą sporo spraw do omówienia. Być może uczniowie z pierwszych klas byli zagubieni i ktoś się czymś niecierpliwił? A może po prostu nie chciał już słuchać. 

Na sali było 200-300 uczniów. Wcześniej już komentowałem chmurę słów, kojarzących się im z klimatem (Klimatyczna chmura słów czyli w odpowiedzi uczniom ze 137 L.O. w Warszawie, cz. 1.). Pośród wielu trafiło się także kilka, które można zaklasyfikować jako wypowiedzi denialistów klimatycznych, czyli osób negujących antropogeniczne ocieplenie klimatu. Z takim bagażem przekonań na wykład przyszli. Szacunkowo nie więcej niż 1% było takich skojarzeń i reakcji. Na przykład w chmurze słów pojawił się zwrot "Lech mistrzem Polski". Dlaczego wiążę kibiców sportowych z denializmem? Bo z takimi koincydencjami spotykam się na co dzień. Niżej kilka wypowiedzi, która pojawiły się w czasie wykładu a które zinterpretowałem jak głos denialistów. Jedna osoba mogła wpisywać więcej komentarzy dlatego trudno mi osądzić czy jest to efekt aktywności jednej czy 4 osób. Uwzględniłem także "Adama Małysza" i nacjonalistyczne slogany. 



Bardzo budujący jest fakt tak nikłego odsetka antyklimatycznych wypowiedzi. W dużej grupie różnorodność postaw jest zawsze większa. Budująca jest duża świadomość ekologiczna i dojrzałość licealistów.
Ten komentarz można włączyć do powyższej grupy lub zupełnie inaczej interpretować. Może ktoś próbuje nawiązać relację? Może nie ze mną a z kolegą? Interpretacja tych komentarzy jest trudna. Nie możliwa do wyłapania w formie języka ciała.
Bo czy taki (ten wyżej) komentarz można interpretować inaczej niż emocjonalne, pozamerytoryczne wypowiadania się? Postawa negacji, zaznaczenie swojego dystansowania się. Możliwe, że w stosunku do wysłuchanych treści. Może to też denialista klimatyczny? Teraz nie sposób to sprawdzić.
Dylematy ucznia. Raczej w niewielkim stopniu związane z ociepleniem klimatu. Informacja zwrotna, zdradzająca emocje i problemy słuchacza. Anonimowość wypowiedzi ułatwia zebranie także i takich emocji-informacji. Zdolność do skupienia uwagi na wykładzie i omawianym temacie wynika także z tych przyniesionych emocji i problemów.

Wykład odbył się w czasie upałów, początek września 2019 roku. Nawet na przestronnej sali gimnastycznej było gorąco. Bardzo prawdopodobne jest, że komentarze dotyczące gorąca i potu są właśnie komentowaniem tej sytuacji. Na pogodę nie mam wpływy, a w drugiej połowie września, gdy piszę odpowiedź, jest już chłodno. Umieszczam bo po pierwsze jest to kolejny przykład informacji zwrotnej, po drugie obiecałem ustosunkować się do wszystkich pytań i komentarzy.
Nie wiem czy można przekonać denialistów argumentami rzeczowymi. Bardzo trafne hasło zauważyłem w czasie Młodzieżowego Strajku Klimatycznego w dniu 20 września "Dlaczego każacie nam się uczyć jeżeli nie słuchacie uczonych".  Może bardziej należałoby odnosić się do kultury, do wartości i emocji a nie do argumentów merytorycznych? Czy wszyscy umrzemy? Raczej nie. Na pewno nie od razu i nie wszyscy. Ale spadek liczebności ludzi to upadek cywilizacji i katastrofa organizacyjna. Brak wydolności wielu systemów to także brak prądu, brak internetu, upadek handlu, być może ogromny regres cywilizacyjny. Spróbuj sam przeżyć bez wsparcia dobrodziejstw cywilizacyjnych, zapewnianych przez aktywność innych ludzi. W historii mamy wiele podobnych przykładów. Ale dlaczego uczeń swój komentarz i pytanie napisał w języku angielskim? Efekt kultury globalnej? Czy może swoisty żargon i chęć zawężenia grona odbiorców? Tego nie wiem i nie potrafię odszyfrować.
Pytanie wynika z przedstawionej na wykładzie ilustracji: w mieście idący człowiek z lodem i mewa, która wyrwała mu z dłoni ten deser. Zdziwiona mina człowieka. Na wykładzie wyjaśniłem ale teraz powtórzę: to przykład synurbizacji, gatunki przystosowują się do miejskiej bazy pokarmowej. Wśród tych przystosowań jest i żebranie o pokarm (np., głębie, kaczki, łabędzie w parku) a nawet rabowanie-zabieranie. W przypadku mew dotyczy to tylko rzeczy jadalnych. Sroki natomiast zbierają także świecidełka.
Tak, zdecydowanie. W odniesieniu do bydła to także produkcja metanu. Ale także transport zwierząt, paszy dla nich i w końcu samych produktów spożywczych. Ograniczając spożycie mięsa możemy zmniejszyć swój "ślad węglowy". Tym bardziej, że społeczeństwa rozwinięte konsumują dużo mięsa, więcej niż organizm ludzki potrzebuje.
Najpewniej chodzi o kubki jednorazowe. Mniejsze zużycie towarów jednorazowych, w tym przypadku kubeczków jednorazowych, to mniejsze zużycie energii i surowców, w tym transportowanych na duże odległości. Rozsądnie jest zmniejszać swoja konsumpcję towarów jednorazowych.
Najlepszą metodą jest zaczynanie zmian od siebie, zwłaszcza że Polska należy do krajów rozwiniętych o dużej produkcji i konsumpcji. Nie ma nic bardziej demoralizującego niż szczytne hasła poparte złym przykładem. A zatem zaczynajmy od siebie. Potem możemy przekonywać i na forum międzynarodowym możemy namawiać i wymuszać konkretne rozwiązania. I nie chodzi mi o groźby militarne lecz o umowy handlowe oraz wybór konsumencki. Przy nie spełnianiu określonych wyrobów możemy nie kupować z tych krajów określonych produktów. To skuteczna forma nacisku. 
Tak, można. May wiedzę i możliwości by skutecznie działać na rzecz poprawy zarówno emisji gazów cieplarnianych jak i poprawy jakości powietrza. To ostanie przekłada się na nasze zdrowie i jakość życia. Ale oprócz wiedzy potrzeba jest wola działania. Jeszcze nikt nie wyzdrowiał od samego czytania recepty. Czytanie nie wystarczy, trzeba leki wykupić i stosować zgodnie z tą receptą. Wysiłek i wydatek finansowy. Ale alternatywą jest choroba i śmierć...
Możliwe, że to wyraz zniecierpliwienia wykładem. Lub też dotyczy czasu jaki nam pozostał na uniknięcie negatywnych skutków globalnego ocieplenia. Pytanie można zrozumieć różnie. Do satysfakcjonującej odpowiedzi potrzebne byłyby dodatkowe informacje i bezpośrednia rozmowa. Zaprezentowany program i sytuacja umożliwia szybkie zebranie pytań i informacji zwrotnych od dużej liczby słuchaczy na wykładzie. Ale nie zawsze informacje te są czytelne. Nie ma metod doskonałych.
Tego na przykład zupełnie nie rozumiem i nie potrafię nawet z grubsza zinterpretować. Ale podobnie jest przecież z językiem ciała i odczytywaniem informacji zwrotnych poprzez uważne patrzenie na słuchaczy.
Nie wiem czy jest możliwe w produkcji wykorzystywanie wody morskiej. Po pierwsze lokalizacja fabryk, związanych z przemysłem motoryzacyjnym. Jeśli nie znajdują się nad morzem to transport wody morskiej wymagałby dużych nakładów energetycznych. Po drugie nie wiem czy zastępowanie wody słodkiej ta słoną byłoby to możliwe z przyczyn technologicznych
Robaki to zapewne owady. I owady i pająki mogą brać się z samego mieszkania (i mieszkań sąsiednich). Dotyczy to gatunków synantropijnych, czyli takich które się już ewolucyjnie przystosowały do życia w warunkach antropogenicznych. Nasze mieszkania są ich siedliskiem życia. Po drugie mogą to być owady i pająki z otoczenia domu, czyli trafiające do naszych mieszkań przypadkiem. Szybko giną bo nie znajdują warunków do życia i najczęściej nie potrafią się wydostać z tej "pułapki".
Najwyraźniej był jakiś problem z nagłośnieniem i dźwięk nie docierał w dobrej jakości do wszystkich miejsc. Taką informacja zwrotna jest wartościowa gdy szybko ją dostrzeżemy, w trakcie wykładu. Ewentualnie wtedy, gdy spotkania odbywają się cyklicznie. Znając problem można go rozwiązać przed kolejnym spotkanie.
Eksperyment? Może ktoś chciał sprawdzić jak działa interaktywność w tych warunkach.

I to już wszystkie odpowiedzi i komentarze. Pozostało jeszcze wyciągnąć wnioski z eksperymentu. To już w następnym wpisie.


Czytaj także:

18.09.2019

Dlaczego ludzie są głupi i czy wyginiemy?

Jedno, krótkie spotkanie a tyle pytań. Ale skoro obiecałem to odpowiadam. Na wszystkie. Powyższe pytanie "dlaczego ludzie są głupi" padło w określonym kontekście treści wykładowych, dotyczących globalnego ocieplenia klimatu. Skoro mamy tak dużą wiedzę co do przyczyn i skutków oraz możliwości przeciwdziałania, to dlaczego jak idioci nie podejmujemy racjonalnych działań, tylko jakieś irracjonalne? Pytanie o głupotę ludzi nie jest nowe. Stawiane jest w każdym pokoleniu. Nazwaliśmy się Homo sapiens, to dlaczego tego myślenia nie ma? A przynajmniej dlaczego jest tak mało przy podejmowaniu decyzji, tych małych i tych dużych? Myślenie naukowe rozwinęło się z myślenia potocznego, tak zwanego zdroworozsądkowego. Metodologia nauki wypracowała przez wieki procedury, które ograniczają tę "głupotę". Mimo wad człowieka, procedury myślenia naukowego pozwalają na stały postęp. Tak, Homo sapiens potrafi myśleć racjonalnie, analizować i dedukować. Ale to tylko jedna strona medalu. Decyzje podejmujemy także przez emocje. Najpierw są emocje a potem może pojawić się myślenie racjonalne. Emocje są szybkie, bazują na schematach i uproszczeniach. W życiu codziennym naszych przodków to była dobra strategia (boję się to uciekam a nie zastanawiam się czy strach ma jakieś racjonalne uzasadnienie i czy coś rzeczywiście grozi - lepiej dziesięć razy uciekać bez powodu niż raz dać się zabić). Na dodatek człowiek jest istotą społeczną. Inteligencja społeczna i emocje, pozwalające szybko rozpoznać pozycję w grupie i ustalać relacje (koterie itd.), były więc dla nas ważne. To one decydowały o sukcesie osobniczym. Ważniejsze jest "z kim się trzyma", jak zawiera się sojusze, kogo i jak obgadać niż rzeczywista wartość dla grupy. Jeszcze bardzo dużo z tego w nas zostało. Negowanie zmian klimatu ma więc znaczenie przede wszystkim identyfikacji z grupą. Ważniejsze jest to, żeby być akceptowanym w danej grupie niż wartość rzeczywista danego działania czy poprawność osądu, wiedzy itd. Jesteśmy więc wielokrotnie głupi... bo chcemy być akceptowani. Nawet ze szkodą dla siebie jako jednostki i ze szkodą dla całego społeczeństwa. 

Ciąży nad nami przeszłość ewolucyjna. Czy coś się zmienia? Możliwe, bo żyjemy w coraz liczniejszych społecznościach. Są osoby mniej inteligentne społecznie, słabo potrafiące zadbać o swoje "układy" i pozycję w grupie. Bardziej nastawione są na zasady niż korzyści indywidualne. Być może w uproszeniu jakimś ubocznych efektem takich cech są różne formy spektrum autyzmu - osoby czasem zupełnie społecznie bezradne. I najpewniej nie chodzi o pojedyncze geny lecz wiele różnych, działających synergicznie i kumulatywnie. Z punktu widzenia ewolucyjnego na pewno autyzm upośledza i teoretycznie powinien był być wyeliminowany. A jednak jest i można nawet sądzić, że się upowszechnia. Może więc zachowania ze spektrum autyzmu w jakiś sposób powiązane są z innymi cechami, które nazwalibyśmy prospołecznymi (nastawienie na zasady). Grupy z większą liczbą osób "autystycznych" a mniej potrafiących zabiegać o swoją pozycję "w dziobaniu", odnoszą sukces bardziej niż grupy społeczności z dominacją osób o bardzo wysokiej inteligencji społecznej (rozumianej w sensie zadbania o swoje relacje z najważniejszymi i z przywódcami). Dolina Krzemowa przesiąknięta jest "autystami". Zysk dla społeczeństwa wielki. Analogicznie można podejść do niektórych chorób genetycznych, takich jak anemia sierpowata czy mukowiscydoza. Przecież te mutacje powinny były być wyeliminowane przez dobór naturalny. W przypadku anemii sierpowatej wiemy, że ułatwia przeżycie w środowisku z malarią. Upośledza jednostki ale jednak daje szansę całej grupie. A mucowiscydoza pomogła przeżyć całym społecznościom gruźlicę.  Nawet, jeśli w szczególnych przypadkach powoduje śmierć osobników to utrzymywany pewien poziom tych "szkodliwych" genów sprzyja całej społeczności. 

Można jeszcze spojrzeć inaczej i uwzględnić dobór płciowy. U wielu gatunków samce, zwłaszcza młode, chcąc zwrócić na siebie uwagę, zachowują się bardzo ryzykownie. To nie tylko kolorowe ubarwienie (drapieżnik łatwiej zauważy a więc większe ryzyko). Młodzi chłopcy często podejmują ryzykowne zachowanie. Przynajmniej w części by zaimponować płci przeciwnej. Być może część ludzkiej głupoty możnaby tym wytłumaczyć. 
Do tego pytania można podejść literalnie i banalnie stwierdzić, że każdy umrze, i to jest absolutnie pewne. Ale może intencją pytającego było zastanawianie się czy katastrofa klimatyczna i jego dotyczy. Dotyczy. Negatywne skutki dotkną naszego pokolenia a nie tylko tych przyszłych.  
Nauka nie jest wróżeniem. Opiera się na modelach. Nie przepowiada przyszłości tylko tworzy scenariusze: jeśli będzie tak i tak, to można się spodziewać tego i tamtego. Jak w równaniu matematycznym, jak w prawie przyrody. Takie prognozy formułowane są przede wszystkim dlatego by zmienić nasze postępowanie. Zupełnie jak z jazdą samochodem czy rowerem. Jeśli zbliżamy się do zakrętu i dalej będziemy jechali prosto, to wypadniemy z jezdni, zderzymy się z drzewem lub budynkiem. Dzięki prognozie mamy możliwość zmiany kierunku jazdy. Możemy skręcić. Katastrofa klimatyczna też nie jest koniecznością. Ale się wydarzy jeśli szybko nie zmienimy sposobu postępowania, zarówno w aspekcie indywidualnym jak i grupowym. Koniecznie musimy ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, w tym dwutlenku węgla oraz zwiększyć sekwestrację węgla (możliwości jest wiele). W tym kontekście ostatnie polskie działania, ograniczające rozwój energetyki ze źródeł odnawialnych i powrót do węgla jest działaniem szkodliwym i nierozsądnym. W takim kontekście jak najbardziej można zapytać "dlaczego jesteśmy tacy głupi"...
Zapewne by utrzymać akceptację grupy, środowiska społecznego. Ważniejsza jest emocjonalna tożsamość i przynależności do grupy niż efekt i skutek środowiskowy. Tak się jakoś złożyło, że negowanie antropogenicznym zmianom klimatu najbardziej popularne jest wśród grup o poglądach prawicowych. Nie tylko w Polsce. Nie zawsze tak było. Czyli nie wynika to z istoty konserwatyzmu, nie jest prawicowością jako taką zdeterminowane. Ale teraz to właśnie te środowiska hołdują takim własnie przekonaniom. Dla poczucia identyfikacji z grupą emocjonalnie będą nie dostrzegać faktów. Zaprzeczać im. I tutaj nie ma argumentacji racjonalnej tylko emocjonalna. Dla całego społeczeństwa jest to bardzo ryzykowne i szkodliwe. Być może przy coraz dotkliwszym rozdźwięku między ideologią grupy a rzeczywistością będzie coraz bardziej dochodziło do autorefleksji. Tyle tylko, że mamy coraz mniej czasu.

Trudno podać datę. Bo po pierwsze proces jest powolny. To tak, jakby spytać młodego człowieka kiedy stał się dorosły. Czy potrafi podać konkretną datę? Negatywne zmiany klimatyczne będą pojawiały się stopniowo i kumulatywnie. Nie będzie jednej daty końca. W jednych regionach negatywne skutki uwidaczniają się szybciej, w innych później. Złe warunku spowodują duże migracje, w skali milionów ludzi a nie dziesiątek tysięcy. Mogą na tym tle pojawiać się wojny. Po drugie bardzo dużo zależy od nas samych czy i jak zaczniemy działać już teraz. Katastrofa jest do uniknięcia. Nawiązując do porównania z jazdą samochodem i zakrętem. Najpierw trzeba zwolnić a potem wykonać skręt. Jeśli zbyt późno podejmiemy decyzję (uznamy, że jednak droga skręca) to wjedziemy w zakręt zbyt szybko i nawet skręt kierownicą nie uchroni przed kolizją. A jeśli w ogóle nie zareagujemy, upierając się że droga jest prosta a tylko malkontenci wymyślili jakiś mityczny zakręt, to katastrofa będzie w pełnym wymiarze. Ze wszystkimi skrajnie negatywnymi skutkami.
To będzie, w odniesieniu do antropogenicznego przegrzania Ziemi, podnoszenie się poziomu mórz i oceanów, które zaleją najbardziej zaludnione tereny. Skutkiem będzie nie tylko śmierć iluś tam ludzi ale i masowe migracje. Skutkiem będą coraz liczniejsze i intensywniejsze huragany, ze skutkami jakie już znamy. Tyle że więcej i częściej. Kolejnym skutkiem będzie jeszcze szybsze wymieranie gatunków oraz narastająca susza. A to oznacza głód i kolejne migracje. Przy dużych migracjach i głodzie można spodziewać się wojen lokalnych i globalnych, nawet z użyciem broni jądrowej. W ciągu kilkudziesięciu lat zginąć może nawet kilka miliardów ludzi. Skala niewyobrażalna. Oczywiście, nie wszyscy zginą. Tyle tylko, że cywilizacja na pewno zginie. Ludzkość będzie musiała zaczynać od nowa. Z bardzo niskiego pułapu. Zdecydowanie lepiej będzie zareagować. I to zależy od nas.

c.d.n (bo zostało jeszcze kilka pytań)

14.09.2019

Czy istnieje prawdziwa sztuczna inteligencja?

(Slajd z prezentacji, wykład dla licealistów:
Katastrofa klimatyczna: czy wiemy co się stanie czyli po co nam wiedza ekologiczna)

Ciągłe się nam wydaje, że myśleć może tylko człowiek, że tylko myślenie odróżnia nas od wszelkich innych istnień. Pytanie, postawione przez ucznia, należy do tych najważniejszych, z jakimi zmagamy się i będziemy się jeszcze długo borykać. AI - od angielskich słów sztuczna inteligencja (artificial intelligence). Czy istnieje? Tak, stykamy się z nią na co dzień. To inteligencja niebiologiczna. Ale uczeń podkreślił "prawdziwe AI", czyli takie, które potrafi myśleć.

Dyskusja wymaga uściślenia terminologii. Jeśli za Tegmarkiem uznać, że inteligencja to zdolność do osiągania złożonych celów, to taka sztuczna, niebiologiczna inteligencja już istnieje. Stworzyliśmy ją. Co więcej, proces ewolucji i doskonalenia różnych form sztucznej inteligencji ciągle się dokonuje. Czy i kiedy będziemy mogli uznać, że potrafi myśleć? A po czym poznajemy, że ktoś/coś potrafi myśleć? Jeśli taka sztuczna, myśląca inteligencja jeszcze nie istnieje... to niebawem się pojawi. I co wtedy? Wtedy będziemy zastanawiali się nad świadomością. Jak ją zdefiniować, jak poznać że ktoś/coś ma świadomość swojego istnienia.

Niezwykle ważne i istotne pytanie. Musimy szybko poznać odpowiedź by wiedzieć jak dalej postępować. Bo kolejnym pytaniem jest czy możliwa jest sztuczna inteligencja nieszkodliwa dla człowieka. I jakie już teraz czynić międzynarodowe porozumienia by nie doszło do katastrofy, by sztuczna inteligencja nie służyła złym celom. Bo wtedy ludzkość będzie zagrożona. Właśnie dlatego pytanie jest niebanalne i niezwykle ważne.

Odsyłam do znakomitej książki Maxa Tegmarka pt. "Życie 3.0. Człowiek w erze sztucznej inteligencji", wydanej w 2019 r. przez Przószyński i S-ka, w serii "Na ścieżkach nauki". Każdy filozof powinien przeczytać. Biolog także.

PS. Pytanie postawione w czasie wykładu dla licealistów w Warszawie. Trzy wyzwania współczesności, o których wspominam na zamieszczonym slajdzie z wykładu, to biotechnologia i zdolność człowieka do autokreacji ewolucyjnej, sztuczna inteligencja i katastrofa klimatyczna, wywołana działaniami człowieka. Wykład dotyczył tej trzeciej.

11.09.2019

Dlaczego pasożyty istnieją czyli odpowiedzi na pytania uczniów 137 L.O. w Warszawie, cz. 5.

(Pasożytnicza przywra Leucochloridium macrostomum, w czułkach ślimaka bursztynki (Succinea sp.)


Przytoczony przykład z pasożytami (w tym właśnie ten z bursztynką i przywrą na zdjęciu wyżej) w czasie  wykładu pt. Katastrofa klimatyczna: czy wiemy co się stanie czyli po co nam wiedza ekologiczna  dla uczniów z CXXXVII Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Rober ta Schumana w Warszawie, zapewne jest źródłem powyższych pytań. Zostały zadane za pośrednictwem programu Mentimeter i telefonów komórkowych. Na koniec wykładu obiecałem uczniom na wszystkie pytania odpowiedzieć. 

Dwa podobne pytania można rozpatrywać oddzielnie. Drobna semantyczna różnica pozwala spojrzeć na nie nieco inaczej (nie wiem czy zgodnie z intencjami pytających). Pytanie "dlaczego" można traktować jako pytanie o przyczynę - dlaczego i jak to się stało, że pasożyty są na świecie. Drugie pytanie można rozpatrywać w kategorii sensu i celu. Pytanie o sens istnienia implikuje podmiot, który ten sens dostrzega (czy można byłoby postawić pytanie o sens gdyby nie było świadomości, w tym przypadku człowieka? Wykracza to poza nauki ścisłe aczkolwiek jest pytaniem wartościowym. Łatwiej je rozpatrywać na gruncie np. filozofii.

Część odpowiedzi na tytułowe pytanie już zawarłem wcześniej w tekście p. Humanitaryzm w świecie przyrody czyli po co są kleszcze na świecie. Teraz rozszerzę i uzupełnię tamtą wypowiedź. 

Dlaczego istnieją? To pytanie o ewolucję i ekologię w najszerszym znaczeniu. W kontekście poszczególnych gatunków i grup można analizować filogenezę i skupiać się na różnych momentach w tej długiej, ewolucyjnej drodze. W sensie ekologicznym można zastanawiać się dlaczego w ekosystemach istnieją pasożyty. Czyli odnosi się do prób zrozumienia funkcjonowania układów złożonych. Tym w jakimś sensie zajmuje się Ogólna teoria systemów Bertalanffy'ego i ekologia jako taka (nauka przyrodnicza). Dlaczego i skąd się bierze tak duża złożoność i różnorodność, skomplikowane cykle życiowe, tak jest dużo gatunków i tak dużo zależności ekologicznych w ekosystemie? Nie ma prostych i łatwych odpowiedzi. Nauka ich poszukuje. Mamy natomiast dużo wyjaśnień opisowych i obszernych wyjaśnień. W najkrótszym zapisie "jednego wzoru", obejmującego całość wiedzy ekologicznej i ewolucyjnej, brzmiałoby tak: Wszystko ze wszystkim (jest powiązane), wszystko ze wszystkiego (pochodzi, powstaje). Sformułowane przez Greków w starożytności. Łatwe do zapamiętania. Ale cały szkopuł tkwi w rozwinięciu o szczegółowym objaśnieniu.

Na początek warto wyjaśnić niektóre zawiłości terminologiczne, występujące w podręcznikach do ekologii. Pojęcia i terminy są elementem teorii i w nich funkcjonują. Na przestrzeni wielu dziesięcioleci i stuleci rozwoju nauki tych terminów (i teorii) nagromadziło się sporo.Tak jak w starym mieszkaniu spotkać można wiele mebli, pochodzących z różnych okresów i stylów. Nie wszystko jest ze sobą w pełni kompatybilne.Gospodarze ciągle poprawiają, dokupują nowe meble, niektóre stare wyrzucają lub raczej przerabiają, rearanżują wystrój wnętrza. Te same meble ustawiają w innych kompozycjach itd.  Rolą nauki jest porządkowanie i układanie ich według jednej, spójnej teorii. Ale to trwa. Ekologia i ewolucjonizm są dyscyplinami w ciągłym rozwoju. 

Pasożytnictwo to jeden z typów zależności między gatunkami. Można je rozpatrywać w kategorii zysku i straty. W tym kontekście pasożytnictwo to takie relacje, w których jeden gatunek odnosi korzyść (pasożyt) a drugi stratę (żywiciel).  Podział wydaje się prosty. Tyle tylko, że względne jest samo pojęcie korzyści i straty w przyrodzie (korzyść/strata to czysto ludzkie i subiektywne pojęcie). W przyrodzie zjawiska są bardzo złożone a ich granice bardzo nieostre. Czy tę korzyść/stratę rozpatrywać w kategoriach krótkoterminowych czy długoterminowych? Jeśli uznać, że zależności takie jak m.in. pasożytnictwo są także w skutkach sposobem regulacji liczebności populacji, to korzystne jest dla gatunku, że w ekosystemie istnieją takie "zawory bezpieczeństwa". Ponadto przy długotrwałych ewolucyjnie relacjach uzależnienie obu partnerów od siebie może być tak duże, że bez siebie już nie mogą istnieć. Wcześniej w ekologii pojawił się termin "symbioza" na określenie takich ścisłych zależności międzygatunkowych i odnosił się zarówno do obligatoryjnego pasożytnictwa jak i tego, co współcześnie nazywamy mutualizmem. W podręcznikach do botaniki można znaleźć cztery hipotezy powstania porostów, które mówią o... pasożytnictwie. I żeby było ciekawiej, trzy mówią o pasożytnictwie grzyba na glonie a jedna odwrotnie, że to glon pasożytuje na grzybie. Innym przykładem może być teoria cyklicznej endosymbiozy. Nasze eukariotyczne komórki nie mogą istnieć bez mitochondriów (organella, których przodkami są jakieś bakterie). Ale czy powstanie tych organelli wiązało się z pasożytnictwem, nieudanym drapieżnictwem czy innymi zależnościami? W każdym razie skutek jest korzystny obecnie dla obu komponentów.

Pasożytnictwo to relacja międzygatunkowa typu eksploatacji, tak jak roślinożerność i drapieżnictwo. Mieści się w zależnościach pokarmowych, troficznych. Wiąże się z przepływem energii i krążeniem materii w ekosystemach. Najogólniej ekologia wyróżnia heterotrofy i autotrofy. Heterotrofy to organizmy cudzożywne, korzystają z materii organicznej (i energii tam zawartej) innych organizmów. Autotrofy są organizmami samożywnymi, czerpiącymi energię np. z fotosyntezy. Zatem pytanie o pasożyty możemy rozszerzyć o pytanie o heterotrofy. Czy mógłby istnieć świat samych autotrofów? Jakkolwiek organizmy w tym świecie by się nie zjadały to i tak konkurowałyby o zasoby. W przypadku konkurencji też przecież możemy mówić o zysku i stracie.  Oraz o zależnościach antagonistycznych. Dlaczego w ludzkiej kulturze pasożytnictwo ma raczej pejoratywne znaczenie, natomiast drapieżnictwo i roślinożerność już nie? Bo Homo sapiens jest i roślinożerca i drapieżnikiem? 

Eksploatacja to takie zależności jak: roślinożerność, drapieżnictwo, pasożytnictwo i parazytoidy. Rozróżnianie tych zależności wynika z innych kryteriów, np. stosunku wielkości konsumenta i ofiary. Roślinożercy to takie gatunki, które wyłącznie lub głównie zjadają rośliny (wliczając w to glony, czyli ogólnie konsumują autotrofy). Drapieżniki są zazwyczaj większe od swoich ofiar lub zbliżonej wielkości. Dlatego zjadają (zabijają) swoje ofiary (w sensie osobnik, jednostka). Ale w jakimś sensie eksploatują czy nawet pasożytują na populacji. Zjadają osobniki ale cała populacja ofiar jest żywa i trwa. Pasożyt jest zazwyczaj dużo mniejszy od swojej ofiary. Zjada np. komórki ale pasożytuje-eksploatuje na osobniku. Osobnik jest osłabiony ale cały czas żyje. Parazytoidy to coś pośredniego - zabiją swoją ofiarę... ale po troszeczku i na raty. W interesie pasożyta jest aby nie zabijać swojej ofiary (bo znikną zasoby i środowiska życia, śmierć ofiary to także śmierć pasożyta) a w interesie drapieżcy jest aby populacja ofiary cały czas egzystowała. Możemy więc rozpatrywać także i pasożytnictwo jako element regulacji w ekosystemie. Wtedy sens i przyczyny przenosimy na grunt rozważania nad strukturą i funkcjonowaniem ekosystemu. Bardzo ważnym zagadnieniem pozostaje rozróżnianie części  i całości. Na dodatek jest to względne, bo konkretny osobnik można rozpatrywać jako całość (dla jego części składowych, komórek, tkanek, organów) i jako część ... w populacji czy ecosystem. Wszystko ze wszystkim jest powiązane, na różne sposoby i w różnej skali.

Jeśli wprowadzić kryterium zysku i straty, wtedy pasożytnictwo zaliczymy do relacji antagonistycznych (w których przynajmniej jeden partner ponosi stratę: drapieżnictwo, konkurencja, amensalizm, pasożytnictwo). W tej konwencji możemy mówić także o zależnościach neutralnych (brak relacji widocznych, nie ma więc zysków i strat) oraz o zależnościach nieantagonistyczny czyli protekcjonistycznych (protokooperacja, mutualizm) - gdy obaj partnerzy odnoszą korzyści. 

Dlaczego są pasożyty? Bo mogą, bo ewolucja ich nie wyeliminowała. Bo znalazły dla siebie niszę, miejsce w ekosystemie. Są jednym z wielu elementów regulacyjnych w ekosystemie. Swoistym zaworem bezpieczeństwa. A jaki jest sens ich istnienia? Takie pytanie stawiać może tylko świadomość, istoty obdarzone świadomością i inteligencją. Jest to pytanie o celowość we wszechświecie. Skoro są, to jaki jest sens ich istnienia? Może regulacja w ekosystemie, może jest to droga na zwiększanie złożoności życia? Może niezbędny etap rozwoju złożonego życia? Niezwykle ważne pytanie, których nauki przyrodnicze z definicji nie podejmują (bo nie poddają się falsyfikacji). Ale podejmuje filozofia. Ponadto nauki przyrodnicze dostarczają danych, które można w takiej dyskusji filozoficznej wykorzystać. Trudne i ważne pytania o sens... są cechą charakterystyczną dla Homo sapiens. Niewątpliwie warto je stawiać i nad nimi się zastanawiać. 

I jeszcze na koniec opis tego co na zdjęciu i na filmiku wyżej. Jest to ślimak bursztynka z pasożytująca przywrą Leucochloridium macrostomum. Ślimak jest żywicielem pośrednim. Przywry rozwijają się, rosną i wędrują do czułków simaka. Zmieniaj także jego zachowanie. Ślimaki wspinają się wysoko na roślinność, stają się przez to dobrze widoczne dla ptaków. Na dodatek przywry cały czas "pulsują", przez co czułki ślimaka upodabniają się do poruszających się larw owadów. Ptaki skuszone takim widokiem atakują i albo zjadają całego ślimaka albo tylko zjadają same czułki. Dla ślimaka to ewidentna strata (utrata życia lub okaleczenie). Dla przywry to zysk, bo dostaje się do żywiciela ostatecznego, w którym kończy rozwój. 



Czytaj także:
c.d.n.