23.06.2019

Kto w łubinie zaśnie, już się nie obudzi

 
Prof. Dr. Otto Wilhelm Thomé; 
Flora von Deutschland, Österreich und der Schweiz
- 1885, Gera, Germany 
Bardzo zaintrygowała mnie ta tytułowa kwestia z łubinem. A było to tak. Przy okazji wspominania dziewczęcego sypania kwiatkami na procesji Bożego Ciała, administratorka fanpage W Szuwarach - ludzie tworzą cuda napisała "Moi rodzice i dziadkowie mówili mi, że łubin wydziela jakieś olejki usypiające. Gdy zaśnie się w polu łubinowym, a one długo działają, to zapadnie się w sen wieczny. Może warto sprawdzić czy tak jest faktycznie. Nigdy o tym nie myślałam przez tyle lat, teraz wróciła do mnie ta informacja ze wspomnieniem z dzieciństwa."

Owszem, w dziecięcych latach i w czasie wakacji spędzanych na mazowieckiej wsi, słyszałem coś o tym, by nie zasypiać w południe na polu. Już nie pamiętam, czy wspominano wtedy o południcy. W każdym razie spanie na słońcu grozi udarem słonecznym. Co najmniej kończyło się to bólem głowy, czasem i śmiercią. Nawet praca w polu w upalne południe narażała na udar słoneczny. Nic dziwnego, że nasi przodkowie widzieli w tym siły nieczyste i spersonifikowane do południcy - demona, ukrywającego się w zbożu. Ale o polnych demonach będzie niżej. Najpierw zajmijmy się łubinem.

Zatem znałem z dzieciństwa przestrogę by nie spać w południe na polu. A z etnografii znałem podania o południcach. Ale jak to ma się do łubinu, rośliny obcej, przybyłej do nas stosunkowo niedawno, chyba w wieku XIX? Na pewno w czasach już mocno chrześcijańskich. Przestroga przed spaniem w łubinie nie mogła mieć więc korzeni dawnych, przedchrześcijańskich. Może zatem to jakieś współczesne obserwacje?

Łubin najczęściej kojarzy się z kwiatami fioletowymi (łubin trwały), ale są i żółto kwitnące łubiny. I to one naprowadziły mnie na ślady dawne, być może związane z demonem południcą. Łubin trwały to zadomowiony antropofit, pochodzi z Ameryki Północnej. Klasyfikowany jest także jako kenofit i agriofit. Zasiedla stanowiska suche, w pobliżu lasów, na polanach i bezdrożach, kwitnie od czerwca do lipca. Jest rośliną lekko trującą aczkolwiek znane są odmiany nietrujące.

Rodzaj łubin (Lupinus) liczy około 200 gatunków. Największe zróżnicowanie gatunkowe występuje w Ameryce Północnej - tam też należny poszukiwać ewolucyjnego powstania tej rośliny. W obszarze śródziemnomorskim występują głównie rośliny jednoroczne. Rośliny z tego rodzaju zasiedlają zwykle siedliska wydmowe i pustynne: suche, piaszczyste lub kamieniste, a także zbiorowiska trawiaste. Niektóre gatunki uprawiane są jako rośliny pastewne, bogate w białko. Liczne gatunki są jednak trujące z powodu zawartości alkaloidów. W Polsce liczne gatunki są uprawiane, natomiast łubin trwały (ten o fioletowych kwiatach) jest zadomowionym antropofitem. Zatrzymajmy się przez chwilę przy alkaloidach chinolozydowych (lupanina, sparteina, anagryina) - efekt ich spożycia może powodować arytmię serca. Czyżby więc znany był skutek szkodliwy a może nawet śmiertelny i stąd przestroga przed spaniem w łubinie? No tak, tyle tylko, że alkaloidy to nie olejki eteryczne, trzeba łubin zjeść a nie wąchać. Może więc jakieś powiązanie z trującą rośliną i spaniem? Myślę, że chodzi o coś zupełnie innego i pomocne będzie rozważenie samej nazwy.

Łubin żółty (Lupinus luteus L.) to gatunek rośliny jednorocznej z rodziny bobowatych (dawniej motylkowe). Pochodzi z południowo-zachodniej Europy, Afryki Północnej i Azji Zachodniej. W Polsce roślina uprawiana i często dziczejąca (efemerofit). Żółty kolor kwiatów jest ważny dla dalszych rozważań, bowiem dawniej łubinem nazywano inne, rodzime rośliny polne o żółtych kwiatach: rzodkiew świrzepa, łopucha (Raphanus raphanistrum L.) oraz gorczyca polna, ognicha (Sinapis arvensis L.). I te rośliny mogli znać nasi słowiańscy, przedchrześcijańscy przodkowie. Tym bardziej, że to rośliny polne, jak najbardziej z południcą związane. Zatem tytułowe powiedzenie (przysłowie, przestroga) miałoby dawne korzenie i odnosiło by się do innych roślin, choć dawniej łubinem nazywanych. Z kolei do łacińskiej nazwy Lupinus dawniej powiązane były takie nazwy polskie: lubień, lupin, lupinus, łupin, łubin, pyszny jędrzej, słunecznik, słonecznik, wilcza stopa, wilczy groch, wilczyn. Niektóre nazwy aż o kolejne dygresje się proszą...

Jeszcze chwilę zatrzymajmy się przy dziwnym słowie świrzopa (w Panu Tadeuszu świerzopem określane). W słowniku etymologicznych języka polskiego Aleksandra Bruckera takie znalazłem objaśnienie tego słowa: 1. klacz lub ogier. 2. roślina - roślina, dzika, polna. Natomiast rdzeń "swer-" Brukner odnosi do "groźny", "dziki", "srogi". Mamy więc coś dzikiego, polnego i groźnego. Zasypianie w takim sąsiedztwie rzeczywiście musiało być niebezpieczne.

Rzodkiew świrzepa w Europie występuje od neolitu, uznana jest za archeofit, kwitnie od maja do sierpnia. Rozsiewa się wraz z nasionami zbóż. Zatem jej występowanie wiąże się z obecnością i aktywnością społeczeństw rolniczych. Naukowo ten proces rozsiewania nazywany jest spejrochorią i ergazjochorią. Obecnie rzodkiew świrzepa występuje na siedliskach ruderalnych i segetalnych (Trudne słowa? Przecież łatwo sprawdzić co oznaczaj). Spotkać ją można głównie w zbożach jarych oraz w uprawach okopowych. Jest rośliną trującą, niebezpieczną dla koni, bydła i owiec. Powoduje stany zapalne, podrażnienie błon śluzowych, brak apetytu, senność, drgawki, biegunkę i ogólne osłabienie.  Czy ta senność może być interesującym nas śladem? Dotyczy ona zwierząt, bowiem ludzie jedzą, na przykład sałatkę z młodych liści i pędów. A dawniej nasiona spożywano jako "gorczycę z Durham" - w smaku zbliżoną do gorczycy białej.

Przejdźmy teraz do gorczycy polnej, obecnie gatunek kosmopolityczny, zaliczany do archeofitów, obecną u nas od neolitu - roślina jednoroczna, miododajna. Spotkać ją można w siedliskach ruderalnych, na polach, miedzach, ugorach, preferuje gleby żyzne, gliniaste. Nasiona zachowują zdolność do kiełkowania nawet przez 35 lat. Jest lekko trująca ale dla koni i bydła, pogarsza jakość mleka. Uznawana jest za uciążliwy chwast. Dawniej z nasion wytwarzano olej i musztardę (teraz musztardę robimy z gorczycy białej i gorczycy czarnej). Gorczyca polna dawniej wykorzystywana była w lecznictwie - stosowano dla łagodzenia nieżytów żołądka. W większych ilościach jest rośliną trującą.

Zatem podsumujmy dotychczasowe rozważania: łubin to dawna nazwa innych roślin o żółtych kwiatach, m.in. rzodkwi świrzepy i gorczycy polnej, chwastów, związanych z polami uprawnymi. Rzodkiew świrzepa ma nawet właściwości nasenne ale dla zwierząt domowych. Ważniejsze jest jednak miejsce ich wzrostu - pola. I tu dochodzimy do prasłowiańskiego demona - południcy, zwanej także przypołudnicą, żytnią babą, rżaną babą, babą o żelaznych zębach. Według dawnych wierzeń słowiańskich był to złośliwy i morderczy demon, polujący latem na tych, którzy niebacznie w samo południe przebywali w polu. Lub spali na polu. Jest to w jakimś stopniu personifikacja zgubnego w skutkach udaru słonecznego. I doskonały powód, by w upalne lato przerywać pracę w polu i odpocząć w cieniu. Robota nie zając nie ucieknie, a i życie uratować można.

Południca była uważana za bardzo niebezpiecznego demona polnego płci żeńskiej. Powstawała z kobiety, która zmarła tuż przed własnym ślubem lub tuż po ślubie. Zazwyczaj odziana była w białe szaty. Wyobrażano sobie południcę jako chudą, kościstą i pomarszczoną  kobietę z dużymi i ostrymi zębami. Mieszkała wśród kłosów dojrzałego zboża. Czasami o jej obecności świadczył wir powietrzny (w upalne lato, przed burzą nic nadzwyczajnego w zjawiskach pogodowych).

"Kto w łubinie zaśnie, już się nie obudzi" - być może jest śladem dawnego życia i archaicznych wyobrażeń o przyrodzie. I przestrogą by nie zasypiać "na słońcu" w polu. Przestroga jak najbardziej właściwa, aczkolwiek obecnie inaczej byśmy ją uzasadniali.

Na poobiednią drzemkę w upalne lato polecam cień dużego drzewa.

6 komentarzy:

  1. Niezwykle ciekawe rozważania. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno "coś w tym jest", zresztą (myślę) na tej samej zasadzie jak przestroga by nie spać w świeżym sianie. Mądrość ludowa polegała na obserwacjach, nie posiadano w tamtym czasie i pośród ludu możliwości naukowego weryfikowania obserwacji. Zresztą kolejna mądrość mówiąca by na zimne dmuchać (dziś uznawana za "stygmatyzację") powodowała że lepiej było przestraszyć nazwą lub porzekadłem, niż ryzykować tragedię.

    OdpowiedzUsuń
  3. I właściwie po strachu. A ja przez tyle lat bałam się łubinu. Czyli wystarczy nie zjadać i powinno być dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za kolejne ciekawe i wyczerpujące wyjaśnienie.
    A już się bałam że łubin współczesny, który mi się podoba jako kwiat jest groźny.
    A skłonna jestem do stwierdzenia że południca to właśnie udar słoneczny.
    Pozdrawiam
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  5. Łubin oprócz alkaloidów może zawierać mykotoksyny produkowane przez endofityczny grzyb Diaporthe toxica. Wśród zwierząt gospodarskich kiedyś często obserwowano lupinozę - zatrucie którąś ze wspomnianych substancji (po spożyciu). Angielska Wikipedia wskazuje też na możliwość wystąpienia alergii podobnej do alergii na orzeszki ziemne, więc może łubin rzeczywiście jest groźniejszą rośliną niż się wydaje (a przynajmniej był w czasach masowej uprawy). Także na wilgotnych łąkach zdaje się mogą rosnąć inne "ciekawe" kwiatki, takie jak np blekot, barszcz Sosnowskiego czy kiedyś popularniejszy mak lekarski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roślin trujących jest więcej. Bogactwo możliwych opowieści.

      Usuń