9.02.2026

Bajka o Chruściku Upartym, który pomylił nurt

Grafika wygenerowana przez Chat GPT. Niby wszystko ładne, ale uważne oko specjalisty dostrzeże małe błędy merytoryczne w budowie chruścików i jętek. Szybko i powierzchownie ładne lecz w szczegółach fałszywe. Może to jedynie mało istotne szczegóły?
 

W czasach AI pisać może każdy - trochę lepiej lub trochę gorzej. Nie każdy odczyta aluzję tego pierwszego zdania. W oryginale chodziło o śpiewanie w wykonaniu Jerzego Stuhra. To zdanie, choć brzmi banalnie, trafnie oddaje skalę zmiany, z jaką mamy dziś do czynienia. Umiejętność, która przez tysiąclecia była rzadka, wymagająca i społecznie selektywna, stała się powszechna. Pisanie przestało być barierą, a zaczęło być funkcją dostępną niemal „na żądanie”. Polacy zaczęli masowo pisać.... gdy pojawiły się smartfony. To esemesy. Wcześniej nigdy tak wielu i tak dużo nie pisało. Papierowy list wymagał jednak większego wysiłku i przygotowania  pomocy: papieru, długopisu lub pióra, koperty, znaczka pocztowego. I trzeba było iść na pocztę lub do najbliższej skrzynki pocztowej. A smartfon był zawsze pod ręką i nie trzeba było szukać poprawnego adresu odbiorcy. Ten telefoniczny etap mikro pisarstwa mamy już za sobą. Pora na więcej.

Kiedyś tworzenie było trudne. Niewielu potrafiło układać opowieści, a jeszcze mniej je zapisywać. Kultura opierała się więc na pamięci. Łatwiej było zapamiętać krótką historię i ją powtarzać, niż wymyślić nową. Krótkie bajki, długie baśnie, a nawet całe epopeje funkcjonowały jako struktury utrwalone w ludzkich umysłach, przekazywane z pokolenia na pokolenie (z imprezy na imprezę, ze spotkania na spotkanie). Twórczość polegała głównie na rekombinacji znanych motywów, lekkim przetwarzaniu zasobów pamięci zbiorowej. Z tego samego powodu łatwiej było sięgnąć po przysłowie lub powiedzenie niż stworzyć nowe i wprowadzić je do obiegu kulturowego. Oryginalność była kosztowna a przez to rzadka.

Pojawienie się pisma, a później książek, radykalnie zmieniło relację człowieka z pamięcią. Zapisywanie na papierze odciążyło umysł. Nie trzeba już było pamiętać wszystkiego - wystarczyło wiedzieć, gdzie zajrzeć. Książka na półce stawała się zewnętrznym magazynem pamięci. Chcąc przeczytać dziecku bajkę, należało jedynie odnaleźć właściwy tom i odpowiednią historię, najlepiej z pasującym morałem. Twórczość nadal była trudna, ale dostęp do treści coraz łatwiejszy. Archiwa rosły, biblioteki pęczniały, a kultura coraz bardziej przesuwała się od pamięci ku wyszukiwaniu.

Sztuczna inteligencja wykonuje kolejny, jakościowo inny krok. Nie tylko przechowuje treści, ale aktywnie je wytwarza (przetwarza to, co zassała). Dzięki AI pisać może każdy i to bez treningu, bez warsztatu, bez wieloletniej praktyki. Próg wejścia został drastycznie obniżony (przygotowaniem było pisane esemesów). To, co wcześniej wymagało kompetencji językowych, stylistycznych i kulturowych, dziś często sprowadza się do sformułowania polecenia (promptu). Pisanie przestaje być umiejętnością elitarną, a zaczyna przypominać rozmowę z narzędziem.

Rodzą się więc pytania fundamentalne. Czy w takim świecie w ogóle trzeba będzie coś zapamiętywać? Czy sensowne pozostanie archiwizowanie treści w bibliotekach, skoro w dowolnym momencie można wygenerować nową i to na swoim telefonie komórkowym? Po co przechowywać tysiące bajek w dziesiątkach książek na półce, skoro każdą z nich można stworzyć „na miarę”, dopasowaną do wieku dziecka, aktualnego nastroju, konkretnej sytuacji wychowawczej? Bajka przestaje być obiektem, a staje się usługą. Nie jest już dana raz na zawsze, lecz powstaje tu i teraz, na chwilową potrzebę.

Ta łatwość ma jednak swoją cenę. Gdy pisanie staje się powszechne, traci status czegoś wyjątkowego. Wartość nie leży już w samym fakcie wytworzenia tekstu, lecz w intencji, selekcji i odpowiedzialności za sens. Paradoksalnie, im łatwiej pisać, tym trudniej powiedzieć coś istotnego. AI może wygenerować tekst poprawny, spójny i stylistycznie gładki, ale to człowiek nadal decyduje, po co w ogóle pisać i co uznać za warte wypowiedzenia.

Być może więc nie stoimy u progu końca pamięci ani bibliotek, lecz zmiany ich funkcji. Zamiast magazynów treści staną się one punktami odniesienia, kotwicami znaczeń, źródłami kryteriów jakości. W świecie, w którym „każdy może pisać”, kluczową kompetencją nie będzie już samo pisanie, lecz myślenie: umiejętność zadawania pytań, oceniania sensu i rozpoznawania wartości. AI nie znosi potrzeby kultury, zmusza nas jedynie do jej przemyślenia na nowo.

Przecież w dowolnym momencie stworzysz sobie własną bajkę, do aktualnych potrzeb. Tak jak opowiadanie dowcipu w towarzystwie. Szukać w pamięci wcześniej zasłyszanych w innym gronie? Wyszperać w książkach, zapamiętać i zabłysnąć? Oczywiście anegdota musi pasować do kontekstu. Tak jak i bajka. Niby pełna fantazja a jednak coś ma powiedzieć o tym, co tu i teraz. Inna forma przekazu. Wydaje się bezpieczna. Zatem sięgamy do telefonu, włączamy AI, wpisujemy prompt... i po kilku minutach (wliczając pisanie promptu), możemy zabłysnąć dowcipem, czy edukacyjną bajką. 

Jak powstała niżej zamieszczona opowiastka w formule bajki? W czasie warsztatów w galerii handlowej w ramach WOŚP. Przygotowałem małą kartę postaci, do wypełnienia długopisem. Potem można było zeskanować wypełnioną kartę postaci i wraz z promptem zadać zadanie dowolnemu LLM (dużemu Modelowi Językowemu czyli AI). Dwa elementy twórczości: charakterystyka postaci a potem zadanie głównego tematu, grupy docelowej oraz morału lub motta dla całej opowieści. W holu galerii handlowej jest mało czasu i dużo zgiełku. Chciałem pokazać innym jak to zrobić i samemu sprawdzić w tych niecodziennych warunkach. Pomyślałem o chruścikach i o akceptacji błędu w dydaktyce akademickiej. I tak oto pojawiła się bajka o Chruściku Upartym.

Prompt "Napisz bajkę edukacyjną dla studentów biologii z Olsztyna w wieku 20 lat. Użyj tonu dowcipnego i populanonaukowego. Bajka ma być o Postaci Chruścik Uparty, który mieszka w rzece Łynie. Mottem bajki jest to, że nie należy bać się swoich błędów bo błędy prowadzą nas do wiedzy. Użyj załaczonej karty postaci" (pisownia oryginalna, zachowane literówki i błędy interpunkcyjne).

Bajka o Chruściku Upartym, który pomylił nurt

W rzece Łynie, tej samej, nad którą studenci biologii z Olsztyna uczą się rozróżniać makrobezkręgowce zanim nauczą się odróżniać poniedziałek od wtorku, mieszkał Chruścik Uparty. Miał trzy miesiące, był w stadium larwy i wyglądał dokładnie tak, jak larwy chruścików powinny wyglądać: niepozornie, robakowato i jakby ktoś zapomniał dodać im ambicji. Ale Chruścik miał ambicje. I to jakie.

Każdego dnia moczył się w wodzie, budował swoją kryjówkę z piasku, patyczków i wszystkiego, co nurt uznał za „przydatne”, a potem zjadał mszywioły, bo tak kazała ewolucja i zdrowy rozsądek. Czasem, dla rozrywki, pokonywał hydrę (mentalnie) i zjadał larwy jętek, co uważał za dowód osobistego rozwoju. Lubił czystą wodę i piosenki folkowe, których oczywiście nikt w rzece nie słyszał, ale on twierdził, że rezonują w jego hemolimfie. Nie znosił śmieci w rzece, bo nawet larwa wie, że plastik nie jest elementem naturalnego siedliska. Jego przyjaciółmi były jętki, ważki i skorupiaki — każdy z inną strategią życiową, ale wszyscy zgodni co do jednego: ryby, zwłaszcza te, które zjadają bentos, to problem systemowy.

Pewnego dnia Chruścik postanowił być mądrzejszy niż nurt.

— Popłynę pod prąd — stwierdził. — Bo tak robią silni osobnicy.

Popłynął. Źle. Zamiast do spokojnej zatoki trafił w miejsce o silnym przepływie, mętnej wodzie i podejrzanej ilości osadu. Mszywiołów było mało, za to ryby krążyły jak studenci przed sesją — nerwowo i głodne. Chruścik spanikował. Zrobił wszystko nie tak: źle się zakotwiczył, źle ocenił substrat, źle zinterpretował sygnały środowiskowe. Przez chwilę był przekonany, że to koniec jego kariery larwalnej.

Ale wtedy wydarzyło się coś ważnego. Zauważył, że w silniejszym nurcie kryjówka musi być cięższa, w mętnej wodzie filtracja pokarmu działa inaczej, a ryby częściej patrolują miejsca, gdzie bentos popełnia błędy. Chruścik uczył się na własnych pomyłkach. Nie dlatego, że był genialny, tylko dlatego, że przeżył wystarczająco długo, by je zrozumieć. Po kilku dniach wrócił w bezpieczniejsze miejsce. Z nową kryjówką. Z lepszą strategią. Z wiedzą.

Wieczorem, gdy rzeka Łyna szumiała jak prezentacja PowerPoint puszczona bez narracji, Chruścik opowiadał bajki swoim przyjaciołom.

— Błędy nie są porażką — mówił powoli, bo był trochę taktowny i lubił długie spanie. — Błędy to dane. A dane prowadzą do wiedzy.

Jętki kiwały głowami. Ważki notowały mentalnie. Skorupiaki udawały, że wiedziały to od zawsze. A gdzieś nad rzeką studenci biologii robili kolejne nieidealne notatki terenowe, mylili larwy, źle oznaczali gatunki i… uczyli się dokładnie tak samo jak Chruścik Uparty. Bo w biologii - i w życiu - nie chodzi o to, by nie popełniać błędów. Chodzi o to, by przeżyć wystarczająco długo, żeby je zrozumieć.

*  *  *

Liczyłem, że i inne opowieści (a powstało ich kilka) uda się zebrać w jeden e-book. Ale ciągle czekam na przesłanie od innych, galeriowych twórców. A może współtwórców?  A skoro tak łatwo można tworzyć ładnie i spójnie wyglądające małe i duże formy opowieści, skoro tak dużo będzie pisarzy, to czy teraz nie zabraknie czytelników? Skoro pisanie stało się łatwiejsze to czytanie i słuchanie przeszło na pozycję pożądanego deficytu. Może więc również AI zatrudnimy do czytania? Skoro nam będzie brakowało czasu na czytanie, słuchanie i delektowanie się treścią? I tak oto, krok po kroku rodzi się świat opowieści tworzonych i czytanych prze z AI. I być może ten świat komunikacji będzie mógł istnie bez człowieka? Lub z tylko niewielkim naszym udziałem? Świat myśli, świat kultury, jako nakładka na cywilizacji ludzkiej? I to stopniowo się uniezależniający. W zjawisku życia biologicznego taki proces zachodził już wiele razy. Nie będzie więc żadnej nowości tylko kontynuacja globalnego procesu. A my z korony stworzenia staniemy się jedynie epizodem, przemijającym stanem pośrednim. Niczym jakiś Australopitek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz