![]() |
| Zdjęcie ze śląskiego muzeum porcelany. Muzea są jednym z miejsc upowszechniania wiedzy. |
Czym jest dla mnie popularyzacja nauki? Popularyzacja nauki jest dla mnie formą trzeciej kultury czyli przestrzenią, w której nauka spotyka się z humanistyką, sztuką i codziennością, tworząc nowy język opowieści o świecie. Jest bezpośrednim komunikowaniem nauki do przeciętnego odbiory bez pośredników. Nie jest to ani czysta akademia, ani czysta literatura, lecz coś pomiędzy: hybryda, która pozwala mówić o złożoności życia w sposób dostępny, ale nie uproszczony. To właśnie w tej trzeciej kulturze rodzą się nowe kanały komunikacji: podcasty, felietony, spacery terenowe, kawiarniane rozmowy przy współczesnym darciu pierza. Popularyzacja nie jest dla mnie dodatkiem do nauki — jest jej naturalnym przedłużeniem, jej społecznym oddechem.
Uczę się komunikacji w epoce postpiśmienności i
koegzystencji ze sztucznymi inteligencjami (bo czy jest jedna AI czy wiele różnych?
Tak jak z pytaniem czy jest jedno zjawisko życia czy wiele niezależnych
obiektów, różnych „żyć”). Żyjemy w epoce postpiśmienności, w której tekst nie
jest już jedynym nośnikiem wiedzy. Nowa mówioność - ta nowa, cyfrowa, emocjonalna,
dialogiczna - staje się równie ważna jak publikacja. Dlatego popularyzacja to
dla mnie także nowa mówioność (wracamy w jakimś sensie do epoki mówioności,
epoki kultury oralnej lecz teraz hybrydowo połączonej z nowymi technologiami):
umiejętność opowiadania o nauce w sposób, który angażuje, buduje relację,
pozwala zadawać pytania. Nie jest tylko recytowaniem z pamięci
encyklopedycznych i erudycyjnych faktów, ale jest skupieniem się na rozumieniu,
na poszukiwaniu praw ogólnych. Nie chodzi o to, by mówić „łatwo”, lecz by mówić
„blisko”. Blisko ludzi, ich doświadczeń, ich wątpliwości, ich ciekawości.
Blisko świata, który nieustannie się zmienia, na przykład za sprawą AI czyli
LLM-ów.
Popularyzacja jest też dla mnie formą współpracy z
otoczeniem uniwersytetu - z lokalną społecznością, z mediami, z instytucjami
kultury, z uczniami (zajęcia dla szkół) i seniorami (wykłady dla UTTW). To
realizacja trzeciej misji uczelni, która nie kończy się na dydaktyce i
badaniach naukowych, lecz obejmuje także odpowiedzialność za budowanie kultury
wiedzy w społeczeństwie. Nie popularyzuję dla punktów w dorobku, nie dla awansu
zawodowego. Popularyzuję, bo chcę i lubię. Bo wierzę, że nauka ma sens tylko
wtedy, gdy jest dzielona. To jest takie dzielenie, w którym przybywa. Bo widzę,
jak bardzo ludzie potrzebują opowieści o świecie, które są zakorzenione w
faktach, ale otwarte na rozmowę.
Popularyzacja to dla mnie także konkretne formy działania.
Jest kawiarnią naukową, w której przy herbacie rozmawiamy o ewolucji, owadach, grzybach,
mikroświecie zimy czy o tym, jak język kształtuje nasze rozumienie przyrody.
Jest współpracą z mediami społecznościowymi - Instagramem, Facebookiem, blogami
- które pozwalają tworzyć mikroopowieści, ilustracje, cykle edukacyjne. Jest
też współpracą z mediami tradycyjnymi: telewizją, radiem, prasą, lokalnymi
gazetami, które wciąż mają ogromną siłę oddziaływania, zwłaszcza w mniejszych
społecznościach.
Wreszcie, popularyzacja jest dla mnie pisaniem podręcznika do biologii dla szkół. Nie jako obowiązku, lecz jako aktu komunikacji. Podręcznik to przecież nie tylko zbiór definicji, lecz także narracja o życiu, o jego różnorodności, o jego kruchości i pięknie. To forma popularyzacji, która ma szansę trafić do młodych ludzi w momencie, gdy ich ciekawość świata dopiero się kształtuje. Popularyzacja nauki jest więc dla mnie nie tyle metodą, co postawą. Jest otwartością, gotowością do dialogu, do tłumaczenia, do słuchania. Jest formą obecności nauki w świecie - nie jako instytucji, lecz jako żywego głosu. I właśnie ten głos chcę wzmacniać w 2026 roku i dalej.
Dlaczego o tym piszę? Bo rok 2026, który ogłoszony w Polsce
Rokiem Popularyzacji Nauki, staje się symbolicznym momentem, w którym nauka
przestaje być domeną zamkniętych laboratoriów, a zaczyna pełniej oddychać
powietrzem życia społecznego. Decyzja Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa
Wyższego, ogłoszona podczas konferencji „Razem budujemy przyszłość nauki!”
przez sekretarz stanu Karolinę Zioło‑Pużuk, nie jest jedynie gestem
administracyjnym. To deklaracja zmiany kulturowej: uznania, że wiedza ma sens
dopiero wtedy, gdy krąży, inspiruje, tłumaczy świat i pomaga podejmować
mądrzejsze decyzje. W tym sensie rok 2026 nie jest tylko datą w kalendarzu,
lecz zaproszeniem do nowego sposobu myślenia o roli naukowców i edukatorów. I
ja takie zaproszenie z chęcią przyjmuję. Tym bardziej, że taki sposób
rozumienia popularyzacji nauki uprawiam już od wielu lat.
W centrum tej zmiany znajduje się idea, że popularyzacja
nauki nie jest dodatkiem do „prawdziwej” działalności badawczej, lecz jej
naturalnym przedłużeniem. Podczas wspomnianej konferencji podkreślano potrzebę
włączenia działań popularyzatorskich do formalnej oceny jednostek naukowych. To
ważny sygnał: naukowiec, który potrafi opowiedzieć o swojej pracy w sposób
zrozumiały i inspirujący, nie wykonuje pracy mniej wartościowej niż ten, który
publikuje w prestiżowych czasopismach. Obie te aktywności są częścią tego
samego ekosystemu – ekosystemu, który może funkcjonować tylko wtedy, gdy wiedza
przepływa swobodnie między uczelniami a społeczeństwem.
Rok Popularyzacji Nauki to także konkretne działania.
Zapowiedziano I Kongres POP Science, który odbył się w grudniu 2025 roku w
Katowicach i miał stać się przestrzenią spotkania naukowców, edukatorów,
dziennikarzy i twórców kultury. Powołano również Zespół Doradczy ds.
Popularyzacji Nauki, złożony z osób, które od lat budują mosty między światem
badań a codziennością odbiorców. To właśnie takie inicjatywy mogą sprawić, że
popularyzacja przestanie być rozproszonym wysiłkiem pojedynczych pasjonatów, a
stanie się spójną, systemowo wspieraną praktyką.
Z perspektywy biologa i popularyzatora nauki ten rok niesie
szczególną obietnicę. Nauki przyrodnicze – od ekologii po mikrobiologię – są
dziś kluczowe dla zrozumienia wyzwań, przed którymi stoimy jako społeczeństwo.
Kryzys klimatyczny, utrata bioróżnorodności, zmiany w ekosystemach miejskich,
zdrowie publiczne – wszystkie te tematy wymagają nie tylko badań, lecz także
umiejętności opowiadania o nich w sposób, który nie straszy, lecz angażuje i
daje poczucie sprawczości. Rok 2026 może stać się przestrzenią, w której
naukowcy wyjdą do ludzi z nową energią, a odbiorcy – z nową ciekawością.
Popularyzacja nauki to jednak nie tylko przekładanie
trudnych pojęć na prostszy język. To także budowanie relacji, w których nauka
staje się częścią kultury, a nie odrębną wyspą. W Polsce widać coraz wyraźniej,
że społeczeństwo potrzebuje opowieści o świecie opartej na faktach, ale podanej
w sposób, który porusza wyobraźnię. W tym sensie popularyzatorzy pełnią rolę
tłumaczy, mediatorów i przewodników – ludzi, którzy potrafią pokazać, że w
kropli wody kryje się cały wszechświat, a w miejskim parku – opowieść o
ewolucji, współzależnościach i kruchości życia.
Rok Popularyzacji Nauki może więc stać się impulsem do
odnowienia społecznego zaufania do wiedzy. Może też wzmocnić tych, którzy od
lat pracują na styku nauki i edukacji, często bez formalnego uznania. Jeśli uda
się wykorzystać tę okazję, polska nauka zyska nie tylko większą widoczność,
lecz także głębsze zakorzenienie w codzienności obywateli. A to właśnie tam – w
szkołach, bibliotekach, domach kultury, mediach społecznościowych, na spacerach
terenowych i w rozmowach przy stole – rodzi się prawdziwa ciekawość świata.
W tym sensie rok 2026 jest nie tyle świętem popularyzacji,
ile początkiem nowej opowieści o tym, czym może być nauka w życiu publicznym.
Opowieści, którą będziemy współtworzyć wszyscy: badacze, nauczyciele, studenci,
dziennikarze, artyści i odbiorcy. Jeśli potraktujemy to zaproszenie poważnie,
nauka stanie się nie tylko źródłem wiedzy, lecz także przestrzenią spotkania,
dialogu i wspólnej troski o przyszłość.
Codzienna popularyzacja nauki jest jak fotosynteza życia
intelektualnego: odbywa się niepozornie, w małych dawkach, ale to ona
podtrzymuje cały ekosystem. W kontekście Roku Popularyzacji Nauki warto mocno
podkreślić, że prawdziwa zmiana nie dokona się dzięki kilku spektakularnym
wydarzeniom transmitowanym w mediach, lecz dzięki tysiącom drobnych interakcji,
rozmów, postów, warsztatów, spacerów terenowych i zajęć, które dzieją się
każdego dnia w szkołach, bibliotekach, domach kultury, na uczelniach i w przestrzeni
cyfrowej. To właśnie ta cicha, codzienna praca edukatorów, nauczycieli,
studentów i pasjonatów tworzy glebę, na której mogą wyrastać większe
inicjatywy.
Wielkie kongresy, konferencje i kampanie mają swoją wartość
– nadają ton, przyciągają uwagę, budują prestiż. Ale to codzienna popularyzacja
(choćby te uciążliwe, krótkie wypowiedzi dla mediów) sprawia, że nauka staje
się częścią życia, a nie jednorazowym fajerwerkiem. Kiedy biolog opowiada
dzieciom w parku o zimujących owadach, kiedy nauczycielka fizyki tłumaczy z
pasją, dlaczego niebo jest niebieskie, kiedy studentka ekologii nagrywa krótkie
wideo o mchach na Instagram, kiedy bibliotekarz organizuje małe spotkanie o
grzybach – wtedy właśnie rodzi się trwała ciekawość. To te drobne momenty,
często niezauważane przez instytucje, budują kulturę, w której pytanie
„dlaczego?” staje się naturalnym odruchem.
Warto też pamiętać, że codzienna popularyzacja ma zupełnie
inną dynamikę niż wydarzenia masowe. Jest bardziej intymna, bardziej
dialogiczna, bardziej zakorzeniona w lokalnym kontekście. Pozwala reagować na
realne potrzeby odbiorców, a nie na abstrakcyjne założenia programowe. W małych
grupach łatwiej o rozmowę, o wspólne odkrywanie, o poczucie, że nauka nie jest
czymś narzuconym z góry, lecz czymś, co można współtworzyć. To właśnie w takich
sytuacjach ludzie zaczynają widzieć naukę nie jako zbiór faktów, lecz jako
sposób myślenia – narzędzie do rozumienia świata.
Rok Popularyzacji Nauki może więc pełnić rolę katalizatora,
ale nie zastąpi codziennej pracy. Jeśli ma przynieść trwały efekt, musi
wzmocnić tych, którzy od lat wykonują tę cichą robotę: edukatorów terenowych,
nauczycieli, animatorów kultury, popularyzatorów działających w mediach
społecznościowych, naukowców prowadzących blogi i podcasty, studentów
organizujących warsztaty dla młodszych kolegów. To oni są prawdziwymi
bohaterami popularyzacji – nie dlatego, że występują na scenie, lecz dlatego,
że są obecni tam, gdzie rodzi się ciekawość.
W tym sensie rok 2026 może być nie tyle celebracją
popularyzacji, ile jej codziennym świętem. Może przypomnieć, że nauka nie żyje
w laboratoriach, lecz w rozmowach, pytaniach, zachwytach i drobnych odkryciach,
które dzieją się każdego dnia. Jeśli uda się to zrozumieć, popularyzacja
przestanie być dodatkiem do nauki, a stanie się jej naturalnym rytmem – tak jak
oddychanie jest naturalnym rytmem życia.
W roku 2026 chcę popularyzować naukę nie tylko od święta,
lecz przede wszystkim w rytmie codzienności. To dla mnie rok intensywnej pracy,
ale też rok ogromnej satysfakcji, bo każda z zaplanowanych aktywności jest
okazją, by spotkać się z ludźmi, którzy chcą rozumieć świat głębiej. Właśnie
dlatego moje działania będą rozproszone, różnorodne i zanurzone w lokalnych
społecznościach – od dużych wydarzeń po kameralne rozmowy. A zaczynam od tego
wpisu na blogu.
Potem będzie to, co od lat jest dla mnie naturalnym
środowiskiem: pikniki naukowe. Noc Biologów, Noc Sów, letnie spotkania terenowe
i wydarzenia w plenerze to momenty, w których nauka staje się doświadczeniem
zmysłowym. W 2026 roku chcę być obecny wszędzie tam, gdzie można dotknąć
przyrody, zajrzeć pod kamień, wsłuchać się w nocne głosy lasu albo zobaczyć,
jak i gdzie latają świetliki lub co robią chruściki w wodzie. Planuję także
udział w pikniku popularnonaukowym w Augustowie, bo takie wydarzenia pozwalają
pokazać, że biologia nie jest abstrakcją, lecz częścią codziennego życia –
nawet podczas rodzinnego spaceru nad jeziorem.
Równolegle będę kontynuował moje małe formy słowne.
Felietony dla Wiadomości Uniwersyteckich i dla czasopisma VariArt
to dla mnie przestrzeń, w której mogę łączyć naukę z kulturą, sztuką i lokalną
wrażliwością. W 2026 roku chcę pisać regularnie, tworząc cykl tekstów, które
nie tylko tłumaczą zjawiska przyrodnicze, lecz także pokazują ich miejsce w
naszej codzienności. Do tego dochodzą felietony radiowe dla Radia Olsztyn –
krótkie, ale intensywne opowieści, które mogą towarzyszyć słuchaczom w drodze
do pracy, podczas gotowania czy wieczornego odpoczynku. Radio ma w sobie coś
intymnego, a popularyzacja nauki w takiej formie pozwala dotrzeć do ludzi,
którzy nie szukają nauki aktywnie, ale chętnie ją przyjmują, gdy pojawia się
obok nich.
Ważną częścią moich planów są także wydarzenia w formule
kawiarni naukowej. Dzień Darwina, Dzień Nauki Polskiej, spotkania tematyczne i
dyskusje przy kawie to okazje, by naukę odczarować, uczynić ją rozmową, a nie
wykładem. Chcę tworzyć przestrzeń, w której można zadawać pytania bez obaw,
dzielić się wątpliwościami i wspólnie szukać odpowiedzi. W takich spotkaniach
nauka staje się dialogiem, a nie monologiem.
Nie zabraknie również działań artystycznych. Biennale i plener
malarski w skansenie w Kwiatkówku to dla mnie wyjątkowy projekt, bo łączy
biologię z twórczością, obserwację przyrody z ekspresją artystyczną. To
przykład współczesnego darcia pierza, w czasie którego można, ale nie trzeba
mówić. W 2026 roku chcę rozwijać tę formułę, pokazując, że nauka i sztuka nie
są odległymi światami, lecz dwoma sposobami patrzenia na tę samą rzeczywistość.
Ważnym elementem mojej pracy będą także wykłady dla
uniwersytetów trzeciego wieku oraz dla uczniów szkół podstawowych i średnich.
Te dwa światy – dojrzałych słuchaczy i młodych odkrywców – są dla mnie równie
ważne. Seniorzy przynoszą ze sobą doświadczenie, ciekawość i chęć zrozumienia
zmian zachodzących w świecie. Uczniowie – świeżość spojrzenia, spontaniczność i
pytania, które potrafią wywrócić do góry nogami każde przyzwyczajenie. W obu
przypadkach popularyzacja nauki jest spotkaniem, które wzbogaca obie strony.
Rok 2026 będzie więc dla mnie rokiem ruchu, rozmów, pisania, słuchania i bycia blisko ludzi. I poznawania nowego, społecznego współbycia ze sztuczną inteligencją. Chcę ją wspólnie z innymi odkrywać, starać się poznać, zrozumieć. I dyskutować o wszystkich spostrzeżeniach i refleksjach. Chcę, by nauka była obecna nie tylko w laboratoriach i salach wykładowych, lecz także na łąkach, w skansenach, w radiu, w gazetach, w szkolnych klasach i w kawiarniach. A także w mediach społecznościowych. Wierzę, że właśnie w takich miejscach rodzi się prawdziwa ciekawość – ta, która nie kończy się po jednym wydarzeniu, lecz zostaje na lata. I że w takich sytuacja rodzi się rozumienie świata.
Przede mną kolejny rok odkrywania konektywizmu i konstruktywistycznego budowania wiedzy przez dialog z innymi ludźmi, w dyskusji bezpośredniej, przez media, przez publikacje różnego typu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz