2.09.2026

O maglu, rozmowach w pociągu i o zazdrości podsycającej nienawiść

Magiel w muzeum w Nikiszowcu, odtworzenie klimatu dawnego miasta.
 

Nie każdy współczesny człowiek, zwłaszcza ten młody, wie czym był magiel. W kulturze zostało tylko powiedzenie o treściach i opowieściach z magla. Czyli plotkach mało wartościowych. Ludzie, jako gatunek społeczny, od najdawniejszych czasów rozmawiali przy pracy. A magiel do dodatek do pralni. W przemysłowych miastach, dla robotników, mieszkających w domach, budowano pralnie i magle zbiorowe. Nie trzeba było prać w domu (mało miejsca i groźba zawilgocenia murów). W pralni były odpowiednie miejsca na tarę, na gotowanie bielizny. A że żelazka były jeszcze jedynie nowinką to maglowanie było najlepszym sposobem na gładkie ubrania. I w prani był magiel. Kobiety przychodziły tu na wiele godzin, czasem z dziećmi. I był czas na plotkowanie czyli bardzo krótkie opowieści i rozmowy. Teraz nazwalibyśmy je small talk. Krótkie rozmowy, w których swoją analizą i swoim „zdrowym rozumem” staramy się zabłysnąć i zaimponować innym, że wiemy, i znamy wiedzę tajemną, ukrytą przed innymi, że jesteśmy na szczycie hierarchii społecznej, bo jestesmy dobrze poinformowani i to najnowszymi informacjami. Magiel nie był jedynymi miejscem na takie rozmowy.

Także w pociągach zawsze się rozmawiało. Siedzenia w przedziałach były ustawione frontem do siebie, co ułatwiało kontakty i rozmowy. Teraz takich ustawień jest mniej. Ale są. I są rozmowy w czasie podróży. Takie krótkie pogwarki niczym w maglu.  

W czasie urlopowych wojaży, w  pociągu na Górnym Śląsku, mimowolnie przysłuchiwałem rozmowie młodych ludzi. Jechali na weekendowy wypoczynek gdzieś w Beskidy albo do Czech. Dominowali w rozumie mężczyźni. Byli bardziej aktywni. Rozmawiali o różnych rzeczach. W tym o Ukraińcach w Polsce. I z całej rozmowy wywnioskowałem, że mimowolnie polska prawica bardzo zazdrości Ukraińcom. I dlatego ich dyskredytuje, jak każdy zazdrośnik. Czego nieświadomie zazdroszczą? Że teraz to Ukraińcu są „Chrystusem narodów” Europy, że uwaga świata skupia się na ich cierpieniu, na ich walce i na ich bohaterstwie, pozostawiając równocześnie Polaków w cieniu. I nasze chwalebne cierpienia z przeszłości. U nas teraz spokój, nikt nam bomb z samolotów nie zrzuca, w więzieniach nie wyklina, nie jesteśmy pod zaborami ani okupacją. To Ukraińcu są teraz przedmurzem Europy i bronią nas przez dzikimi, azjatyckimi zbrodniarzami. Bronią również Polaków. A my tylko na grillach gardłujemy. Są więc Ukraińcy bardzo ważni. I co najważniejsze, cierpią. W mentalności zajmują uprzywilejowana pozycje, trwale przecież zarezerwowaną dla cierpiętniczej i "wyklętej polskości". I jak tu się z innymi narodami licytować: "Pani choroba to moja zdrowie".

I jak tę zazdrość polska prawica wyraża? A, że Ukraińcy to nie są (prawdziwi) Europejczycy, że są jak wschodni Rosjanie, że nie to co my. Zatem nie można ich przyjmować do UE. Że ich rozwój technologii wojskowej to fikcja. Przecież cały świat chwiali ukraińskie drony. A tu zazdrość, że to pic, że są nic nie warte itd. Nie to co nasze! A najgorsze, że cierpią w bombardowaniach i inne narody im współczują. A jakżeż to tak, przecież to my, prawi Polacy, cierpimy lub cierpieliśmy za miliony, to my byliśmy skrzywdzeni, i nikt nas w krzywdzie nie może wyprzedzić, nie może być bardziej skrzywdzony. Stąd i chyba z tej zawiści rodzi się nienawiść. A przynajmniej zazdrość daje dużo paliwa do postaw antyukraińskich. Bo czymże jest Ruch Obrony Granic na odrzańskim moście czy palenie rac w Berlinie? Tam nic nie grozi, co najwyżej mandat. A odwagi by zapalić race na Placu Czerwonym i przypomnieć 17 września nijak nie starczy… Pozostaje więc zazdrość i rosnąca złość z detronizacji…

To była tylko jednostkowa rozmowa czworga młodych osób. A z jednego przykładu nie można wyciągać jeszcze wniosków ogólnych. Bo byłby to anegdotyczny dowód. Niemniej wydaje mi się, że w tym pociągu, niczym w dawnym maglu, coś było można między wierszami wyczytać. Coś z nastrojów społecznych i sposoby rozumowania. Czy ta diagnoza polskiej martyrologicznej zazdrości jest słuszna? Nie wiem. To już trzeba byłoby przeprowadzić bardziej dokładne i szerzej zakrojone badania socjologiczne.

Wspólnych magli i pralni już nie ma. Pozostają więc przygodne rozmowy w pociągach. By na moment zabłysnąć przed innymi swoją błyskotliwa analizą sytuacji. A jak tam, panie, Chińczyki, czy się trzymają?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz