29.08.2026

Relacja z VI Konferencji Ochrony Wód

Fot. Zofia Szulgit.

W Nowym Młynie nad rzeką Wełną (Wielkopolska) odbyła się VI Konferencja o Ochronie Wód. Byłem drugi raz i ponownie wracam bardzo zadowolony, z wieloma nowymi informacjami i pomysłami.  Uczestniczyli w tej konferencji naukowcy z różnych polskich uczelni i dyscyplin oraz przedstawiciele władz samorządowych i organizacji pozarządowych. Naukowcy spotykali się z praktykami by dyskutować o problemach ochrony wód, w tym wynikających ze zmian klimatu. Przedstawiano zarówno podstawy teoretyczne jak i przykłady praktycznych działań w różnej skali.

Konferencja wydaje się nietypowa, bo obrady i dyskusje odbywały się nie w jakimś hotelu czy na uczelnianej auli ale w terenie. Czyli tam gdzie się chroni wodę i gdzie najbardziej widać lokalne problemy z zasobami wodnymi. Tematyka konferencji widoczna była tuż obok, np. przepływająca rzeka Wełna i krajobraz rolniczy. Taka formuła do skuteczne wyjście z wiedzą naukową do społeczności lokalnej i szybki transfer wiedzy z uniwersytetu do praktyki. Formuła tej konferencji jest nietypowa i bardzo trafna. Warto ją naśladować w innych częściach Polski. Polecam uwadze i zachęcam do udziału w przyszłym roku.

Najkrócej konferencję możnaby streścić jednym zdanie: "rzeki to infrastruktura klimatyczna". Konferencja „Ochrona Wód” była dla mnie nie tylko spotkaniem specjalistów zajmujących się gospodarką wodną. Była przede wszystkim rozmową o tym, jak chcemy żyć w świecie, w którym woda staje się coraz bardziej deficytowym zasobem. Zmiany klimatu oznaczają przecież nie tylko wzrost temperatury. To także susze, gwałtowne opady (i wynikające z tego wysokie stany wód oraz powodzie błyskawiczne), powodzie, pożary i coraz większa nieprzewidywalność obiegu wody. Pytanie „co zrobić, gdy brakuje wody?” przestaje być pytaniem na przyszłość. Staje się pytaniem o teraźniejszość.

Jednym z kluczowych słów tej dyskusji jest retencja. Warto jednak patrzeć na nią nie tylko przez pryzmat pieniędzy wydawanych na budowę zbiorników. Każda złotówka przeznaczona na zatrzymanie wody może być bowiem także inwestycją w oszczędności. Jeżeli zatrzymamy wodę w krajobrazie, możemy później wykorzystać ją zamiast pobierać kolejne zasoby z głębszych warstw wodonośnych. Retencja jest więc nie tylko kosztem, lecz także formą naturalnej infrastruktury. W tym kontekście interesujący jest przykład rowów melioracyjnych. Sam rów nie zatrzymuje wody. Jeżeli ma jedynie szybko odprowadzać ją poza teren, działa przeciwko retencji. Potrzebne są działające zastawki, tradycyjnie nazywane szandrami, i przede wszystkim ich regulacja (musi ktoś je opuszczać i podnosić w odpowiednim czasie). Dopiero wtedy system melioracyjny może stać się systemem gospodarowania wodą, a nie tylko jej odprowadzania. W lasach czasem wystarczy bardzo proste rozwiązanie: zastawienie rowu jutowym workiem wypełnionym ziemią wydobytą z tego samego rowu. Nie zawsze potrzebujemy więc wielkiej betonowej inwestycji. Czasem potrzebujemy przede wszystkim wiedzy, wyobraźni i dobrego gospodarowania krajobrazem.

Ważna jest również zmiana naszego myślenia o rzekach. Przez dziesięciolecia wiele miejscowości odwracało się od rzek. Traktowano je jak przeszkodę, ściek albo kanał, który należy ujarzmić. Dzisiaj obserwujemy proces odwrotny. Miasta i wsie zaczynają zwracać się ku wodzie. Rzeka staje się miejscem spaceru, odpoczynku, rekreacji i spotkania. Odzyskujemy rzeki dla mieszkańców, bo zaczynamy rozumieć, że są one nie tylko elementem hydrologii, ale także częścią lokalnej tożsamości i przestrzeni publicznej. Taka przemiana dokonuje się w wielu miejscach Polski i Europy, choć oczywiście wymaga inwestycji i konsekwentnego planowania.

Równocześnie trzeba pamiętać, że nie każda forma retencji jest równie dobra. W coraz cieplejszym klimacie duży, płytki zbiornik z otwartym lustrem wody może być bardzo skutecznym „urządzeniem” do jej odparowywania. W wielu sytuacjach lepszym rozwiązaniem są mokradła, torfowiska, bagna czy płytkie zbiorniki porośnięte trzciną i inną roślinnością. Roślinność zacienia powierzchnię i ogranicza parowanie, a gleba i mokradła mogą przechowywać ogromne ilości wody. Zamiast więc trzymać wodę przede wszystkim na słońcu, powinniśmy uczyć się zatrzymywać ją w glebie i mokradłach.

Dolina rzeczna powinna być także korytarzem swobodnej migracji rzeki. Rzeka nie jest prostą rurą, którą można dowolnie przesuwać i prostować. Jej naturalna dynamika jest częścią funkcjonowania całego ekosystemu. Woda zajmuje bowiem nie tylko powierzchnię, którą widzimy. Woda to przestrzeń: trzy wymiary obejmujące atmosferę, powierzchnię terenu, glebę i wody podziemne. Dopiero tak rozumiany obieg wody pozwala zobaczyć, jak bardzo jesteśmy od niego zależni.

Woda nie znika sama z siebie. Zmienia miejsce, stan skupienia i drogę przepływu, a człowiek może ten obieg poważnie zaburzyć. Uszczelniamy powierzchnie, osuszamy mokradła, regulujemy rzeki, odprowadzamy wodę z krajobrazu, a później dziwimy się, że podczas suszy jej brakuje, a podczas ulewy pojawia się jej nagle zbyt dużo. Dlatego potrzebujemy nie tylko planów, lecz także mechanizmów ich wykonywania. Potrzebujemy „sojuszy zlewniowych”, czyli współpracy samorządów i instytucji znajdujących się w obrębie tej samej zlewni. Rzeka nie zna przecież granic gmin, powiatów ani województw. Jeżeli jeden samorząd zatrzymuje wodę, a drugi poniżej przyspiesza jej odpływ, trudno mówić o skutecznej gospodarce wodnej. Prawo wodne dotyczy nie tylko Wód Polskich. Dotyczy również samorządów wszystkich szczebli. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast mogą zrobić bardzo dużo.

W tej zmianie myślenia ważną rolę mogą odegrać także muzea. Muzeum jest swoistą świątynią wiedzy, ale zarazem miejscem dialogu nauki ze społeczeństwem i budowania narracji o świecie. Wystawy mogą więc nie tylko opowiadać o przeszłości, lecz także pomagać zrozumieć przyszłość. Mogą pokazywać, czym jest retencja, dlaczego mokradła są ważne i dlaczego rzeka jest częścią klimatycznej infrastruktury miasta. Bo rzeki rzeczywiście są infrastrukturą klimatyczną. Ich zanik, podobnie jak osuszanie mokradeł i degradacja gleb, może być początkiem kolejnych katastrof. Ochrona wód nie jest więc zadaniem wyłącznie hydrologów, przyrodników czy administracji. To zadanie społeczne.

I chyba właśnie o to chodziło w konferencji „Ochrona Wód”: nie tylko o to, jak gospodarować wodą, ale o to, jakiej zmiany potrzebujemy w naszym myśleniu. Antropocentryzm nie musi oznaczać przekonania, że człowiek stoi na szczycie wszystkiego i może podporządkować sobie przyrodę. Można rozumieć go inaczej: człowiek jest w centrum odpowiedzialności, a nie na szczycie hierarchii stworzonej przez siebie samego.

Dlatego warto pytać nie tylko, ile kosztuje retencja. Warto zapytać, ile kosztuje jej brak. I jeszcze ważniejsze pytanie: w jakim świecie chcemy żyć i co właściwie rozumiemy przez dobre życie? Jeśli odpowiedzią ma być świat, w którym możemy spacerować nad żywą rzeką, korzystać z czystej wody i przetrwać kolejne fale suszy oraz ulew, musimy zacząć zatrzymywać wodę tam, gdzie spada. I zrobić to wspólnie.

Ja na komentowanej konferencji przedstawiłem referat pt. „Czy i dlaczego bioróżnorodność małych zbiorników wodnych jest zagrożona?”. W referacie zawarte były wyniki wieloletnich badań (ponad 40-letnich) nie tylko nad nad chruścikami i nie tylko zbiorników z Warmii i mazur ale i wielu części Polski. Najwięcej oczywiście informacji było z okolic Olsztyna, jako przykład problemu i zachodzących zmian.
 
Materiały z konferencji publikowane są nie tylko w formie tradycyjnych, tekstowych streszczeń referatów ale i w formie nagrań widea i bezpłatnie dostępne w kanale https://www.youtube.com/@KonferencjaJaracz



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz