Obserwowanie sukcesji ekologicznej wymaga czasu. Ale można ją obserwować na spacerze w ulubionych miejscach. Wystarczy tylko systematyczność, cierpliwość i notatki robione telefonem. Park Centralny w Olsztynie odwiedzam od samego jego założenia. Parku a nie Olsztyna. A nawet wcześniej, gdy były tam tylko dzikie nieużytki i ogródki działkowe oraz sporo śmieci, jak to na obrzeżach miejskich ulic. Schronienie dla bezdomnych i pokątnych pijaczków. Obserwowałem jak powstaje park, jak dosadzają kolejne rośliny, jak koszą w ramach prac pielęgnacyjnych i jak zakładają łąki kwietne. Tu niestety brak systematyczności i wiedzy, więc te łąki dość słabo się prezentują zarówno pod względem estetycznym jak i funkcjonalnym. Natomiast rzeka Łyna pięknie na tym odcinku wygląda, bo tu nie docierają kosiarki wodne Wód Polskich. Można więc podziwiać niemalże naturalne, wodne zbiorowiska. Gorzej z tymi nadwodnymi, szuwarowymi.
Prace pielęgnacyjne to w dużej części koszenie trawników. Koszą roślinność rodzimą, bo jest niska. Ale systematycznie omijają obcego i inwazyjnego rdestowca. Więc ten ma się dobrze i systematycznie poszerza swoje płaty nad brzegiem rzeki i powoli wypiera roślinność rodzimą. Dlaczego nie wykaszają? Bo on taki wysoki, dorodny, wygląda jak celowo zasadzone rośliny ogrodowe. Więc kosiarze omijają. A władze miasta i gospodarze terenu z mocy przepisów prawa powinni przede wszystkim usuwać ekspansywny gatunek obcy. To jednak wymaga sporej wiedzy i systematyczności. Nie wystarczy raz skosić czy polać herbicydem. I w konsekwencji rdestowiec ma się całkiem dobrze. Jednego roku wybrałem się z sekatorem i w jednym miejscu trochę powycinałem. Ale to za mało. Może trzeba w Olsztynie zielonego wolontariatu i zespołowego usuwania gatunków obcych i inwazyjnych? Bo kosić trzeba selektywnie.
Rdestowiec, gatunek obcy, obecny jest nad Łyną od dawna. Omijają go kosiarki. Ale tym razem zobaczyłem coś nowego, jakieś pnącze na rdestowcu. Pierwsze skojarzenie z daleka, że to może chmiel lub kolczurka (ten drugi to także gatunek obcy). Podszedłem bliżej i zobaczyłem coś całkiem nowego dla mnie. Może już widywałem wcześniej w różnych miejscach lecz nigdy nie zwróciłem uwagi? Zrobiłem zdjęcia i w domu poszukałem. Najpierw z wykorzystaniem rozpoznawania obrazu przez AI. A potem zajrzałem dla weryfikacji do książki „Rośliny synantropijne”. Bo zawsze trzeba sprawdzić w niezalenym źródle. I wiarygodnym. Mimo tej weryfikacji pozostaję w niepewności.
To przestęp biały lub przestęp dwupienny. Oba to gatunki obce i potencjalnie inwazyjne. Na dodatek roślina lecznicza i trująca. Żeby mieć pewność co do gatunku, to muszę wybrać się jeszcze raz lub poczekać na owoce. Czy będą czarne czy czerwone. Może coś jeszcze innego uda się wtedy zaobserwować? Najlepiej oznaczać w terenie lub zebrać roślinę do swojego zielnika. Wtedy można wracać do okazu i sprawdzać ważne cechy diagnostyczne. A jak się robi zdjęcie to często nie wiadomo na jakie cechy rośliny zwrócić szczególną uwagę. I nie ma jak sprawdzić tego, czego na zdjęciu akurat nie ma (nie jest widoczne). Najłatwiej będzie poznać po owocach (czy są czarne czy czerwone). A na to będę musiał poczekać.
Wystarczy czasem przejść się brzegiem rzeki, żeby zobaczyć coś, czego nie znajdziemy w podręczniku. Nie dlatego, że podręcznik nie opisuje takich zjawisk. Przeciwnie. Problem w tym, że przyroda jest znacznie ciekawsza wtedy, gdy oglądamy ją na żywo. Gdy ją doświadczamy i porównujemy z wiedzą podręcznikową (czyli coś już w naszej głowie musi być). Albo zbieramy doświadczania by je potem zweryfikować w podręcznikach. Obrazy i wrażenia pozostają w naszej głowie, by wypłynąć w nieoczekiwanym momencie w trakcie lektury treści podręcznikowych.
W pierwszej dekadzie sierpnia 2026 r., nad Łyną w Olsztynie zwróciłem uwagę na niepozorną roślinę wspinającą się po rdestowcu. Bylina czyli wieloletnia roślina zielna. Drobne, zielonkawobiałe kwiaty, delikatne pędy, spiralnie skręcone wąsy czepne i charakterystyczne, głęboko powcinane liście. To najprawdopodobniej przestęp biały (Bryonia alba). A jego podporą był potężny rdestowiec.
I wtedy zobaczyłem coś więcej niż tylko dwie rośliny rosnące obok siebie. Przestęp biały nie jest bowiem rodzimym elementem polskiej flory. Według bazy Instytutu Ochrony Przyrody PAN jest w Polsce gatunkiem obcym, zadomowionym i zwiększającym swój zasięg, klasyfikowanym jako potencjalnie inwazyjny. Możemy go nazwać epekofitem. Do Polski został sprowadzony przez człowieka już około XVII wieku, między innymi jako roślina ozdobna.
Rdestowiec, choć na pierwszy rzut oka wygląda jak zwyczajny składnik nadrzecznej zieleni, również ma historię napisaną poza Europą. Rdestowiec japoński (Reynoutria japonica) pochodzi z Azji Wschodniej. Do Europy sprowadzano go jako roślinę ozdobną i użytkową. Dzisiaj w Polsce jest szeroko rozpowszechnionym, bardzo inwazyjnym gatunkiem obcym. Nie mam jednak pewności, który z rdestowców rośnie w tym konkretnym miejscu. W Polsce spotykamy bowiem także rdestowca sachalińskiego oraz mieszańca – rdestowca czeskiego. Wszystkie trzy rdestowce są obcymi, azjatyckimi taksonami o dużych możliwościach ekspansji. Nie mając pewności, który to gatunek pozostanę przy bezpiecznej nazwie – rdestowiec.
Ale dla tej opowieści dokładna identyfikacja rdestowca nie jest nawet najważniejsza. Najciekawsza jest relacja czy to co się dzieje w zbiorowisku roślinnym. Rdestowiec tworzy wysokie, gęste łany. Przestęp jest pnączem, które potrzebuje podpory. Wąsami czepnymi wykorzystuje więc to, co znajduje w swoim otoczeniu. W tym przypadku znalazł roślinę, która sama jest świetnym przykładem biologicznego sukcesu gatunku obcego. Można na to patrzeć jak na przypadkowe spotkanie dwóch przybyszów. Ale można też zobaczyć w nim coś znacznie ważniejszego: nową przyrodę tworzącą się na naszych oczach. Dlatego można mówić także o procesach czyli o sukcesji ekologicznej a nawet o cenofilogenezie. W tym drugim przypadku możemy zakładać, że w wyniku relacji biocenotycznych ewoluują same gatunki i zmieniają się ich cechy.
Ekologia coraz częściej nie jest już opowieścią o przyrodzie „takiej, jaka była kiedyś”. Jest opowieścią o przyrodzie, która się zmienia. O przyrodzie, która się staje na naszych oczach. Człowiek przenosi rośliny, zwierzęta i mikroorganizmy z kontynentu na kontynent. Buduje drogi, kanały, miasta, nasypy kolejowe. Prostuje rzeki, zmienia ich brzegi, porzuca pola albo pozostawia miejsca po budowie. A potem organizmy zaczynają korzystać z tych nowych warunków. Nie wszystkie gatunki obce stają się inwazyjne. To ważne rozróżnienie. Obcy nie oznacza automatycznie szkodliwy. Dopiero część gatunków po przeniesieniu do nowego środowiska osiąga dużą liczebność i powoduje istotne zmiany w funkcjonowaniu ekosystemów. Na przykład wypiera inne, wcześniej tam obecne gatunki. Rdestowiec jest jednym z najbardziej spektakularnych przykładów. Tworząc zwarte łany, ogranicza dostęp światła i utrudnia rozwój wielu rodzimych roślin. Jego obecność może prowadzić do zmniejszenia różnorodności biologicznej. Można to sprawdzić na najbliższej wycieczce terenowej. Podejdźcie bliżej i sprawdźcie czy i co rośnie w łanach rdestowca.
Przestęp biały jest znacznie mniej efektowny. Nie tworzy takich monstrualnych łanów. Nie rzuca się w oczy. Właściwie łatwo go przeoczyć. A jednak właśnie dlatego warto go zauważyć. Bo przyroda nie zawsze zmienia się wielkimi krokami. Czasami zmiana zaczyna się od jednego nasiona, jednego kłącza, jednej rośliny, jednego wąsa czepnego.
Patrzę więc na zdjęcia znad Łyny i myślę, że to nie jest po prostu fotografia dwóch roślin. To mały obraz współczesnej ekologii. Dawne granice biogeograficzne coraz częściej przestają być granicami dla organizmów. Gatunki podróżują razem z człowiekiem, a potem spotykają się w miejscach, których ich przodkowie nigdy nie znali. Rdestowiec z Azji i przestęp, którego naturalny zasięg obejmuje południową Europę i zachodnią Azję, spotkały się nad olsztyńską Łyną. Co z tego spotkania wyniknie? Trzeba czasu i systematyczności w obserwacjach. Dwa gatunki obce. Jedna rzeka. Jeden krajobraz. I historia globalnych zmian przyrody opowiedziana w kilku metrach nadrzecznej roślinności. Owszem, nad rzeką w Olsztynie jest więcej gatunków obcych, np. nawłoć kanadyjska czy niecierpek gruczołowaty. To właśnie dlatego warto czasem zatrzymać się przy brzegu rzeki. Nie po to, żeby tylko zobaczyć roślinę. Po to, żeby zobaczyć zmianę.
Ale wróćmy jeszcze do przestępu białego (Bryonia alba). Ma pojedyncze, nierozgałęzione wąsy czepne, głęboko klapowane liście, drobne, zielonkawobiałe kwiaty, sposób wspinania się po wysokiej roślinie. Jest byliną, należąca do rodziny dyniowatych (Cucurbitaceae). Oficjalna baza Instytutu Ochrony Przyrody PAN podaje B. alba jako gatunek obcy w Polsce, zadomowiony i potencjalnie inwazyjny. Występuje także w siedliskach częściowo lub silnie przekształconych przez człowieka. Co ciekawe, rdestowiec jest dla przestępu znakomitą podporą. To właśnie dzięki wąsom czepnym przestęp może wspinać się na wysokie rośliny i osiągać nawet około 4 m długości.
Podsumujmy, przestęp biały jest byliną, pnączem (jak na rośliny dyniowate przystało), hemikryptofitem (hemikryptofity to rośliny, których pąki, umożliwiające roślinie odnawianie się, znajdują się tuż przy powierzchni ziemi, albo na niej, albo tuż pod nią, to sposób przystosowania do przetrwania zimy), jest epekofitem (określnie wskazujące na czas przybycia i stopień zadomowienia w rodzimej florze). Jest także rośliną owadopylną, która kwitnie od czerwca do lipca. Ja ją spotkałem kwitnącą na początku sierpnia. Czyli albo w granicach błędu albo nieco przedłużającą okres kwitnienia. Ciekawe dlaczego?
Przestęp biały rośnie w zaroślach, na przydrożach i siedliskach ruderalnych, co jest typowe dla gatunków synantropijnych. Podobne siedliska wybiera przestęp dwupienny (Bryonia dioica). Jest gatunkiem rzadszym w Polsce i jak sama nazwa wskazuje jest rośliną dwupienna czyli na jednej roślinie występują kwiaty żeńskie a na inne – męskie. Tym się różni od przestępu białego, który jest jednopienny, a więc na jednej roślinie występują kwiaty żeńskie i męskie. Przestęp biały ma czarne owoce, a dwupienny – czerwone. Po tej cesze najłatwiej jest je odróżnić. Oba gatunki siedliska dobrze naświetlone i średnio wilgotne.
Oba przestępy są roślinami trującymi. Liście, owoce i korzenie są dość silnie trujące. Zawierają trujące glikozydy i saponiny, wywołujące ciężkie zapalenie układu pokarmowego objawiające się wymiotami i biegunką, wywołują też silne podrażnienia skóry. Przy dużych ilościach może spowodować nawet zatrzymanie oddechu. Ale były i są wykorzystywane w medycynie. Wykorzystywana jest także w homeopatii. Ze względu na burakowato zgrubiały korzeń dawniej była wykorzystywana do fałszowania mandragory. Czyli zamiast magicznej mandragory sprzedawano korzenie przestępu. Magiczności pewnie to nie przeszkadzało.
Przestęp biały zaciekawił mnie na tyle, że będę go odwiedzał. Zobaczę jakie ma owoce. Wtedy upewnię się co do gatunku. I sprawdzę jak się te dwa gatunki obce ze sobą mają. Wspierają czy konkurują? I jakie owady na nich się pojawiają.





