A z tym eksperymentem było tak… Od dłuższego czasu uczę się sensownego korzystania z narzędzi AI. Czytam różne opinie, jedni zachwalają, inni ganią. A ja sprawdzam w działaniu jak na eksperymentującego przyrodnika przystało. Próbuję sam i uczę się od innych. W grudniu trafiłem na bezpłatny kurs AI online. Prelegent zachwalał i obiecywał cuda na kiju. Wysłuchałem jednego z tych webinariów, ale rzeczywistej treści było tam niewiele. W zasadzie była to reklama płatnego szkolenia i płatnych narzędzi, taka zajawka, coś na zachętę. Niczym pokaz garnków na limitowanym spotkaniu z prezentami za darmo. Było o tym, jakie to cudownie narzędzia to AI i jak obniża koszty pracy twego przedsiębiorstwa i jak zaoszczędzisz swój czas i swoje pieniądze. Takich szkoleń jest wysyp (wrócę do tego wątku później). Moda, nowinka a więc są ziarna i plewy. Jestem przyzwyczajony, obracając się w wśród edukatorów i naukowców, do dzielenia się wiedzą i wspólnego odkrywania. Ale między tym sporo jest komercjalizacji. A pośród szkoleń i książek skomercjalizowanych są te wartościowe jak i zwykłe marketingowe wydmuszki.
Na ponad godzinnym webinarium czegoś się jednak
dowiedziałem (niewiele ale jednak coś). I chciałem sprawdzić czy to działa. Jeden pomysł ze szkolenia, z
którego szybko, nawet z tej wersji bezpłatnej, zrezygnowałem. Sądzę, że
„bezpłatność” to pozyskanie adresów e-mail (do późniejszych celów telemarketingowych),
na który wysyła się mnóstwo reklam do udziału w płatnym szkoleniach. Reklama sprzedażowa
czystej wody. A więc postanowiłem sprawdzić czy zaprezentowany i zachwalany
cudowny sposób, magiczne zaklęcie, rzeczywiście działa. Cudowna recepta z AI na
30 dni i 30 postów. Przerobiłem po swojemu, dostosowałem. Już nie do salonu
kosmetycznego czy innego biznesu ale do pozyskania funduszy przez buycoffee na
prowadzenie mojego bloga. Bardziej chodziło mi o sprawdzenie czy to działa niż
pozyskanie funduszy, bo te nie są mi niezbędne. Piszę bo chcę. Owszem, wsparcie
by się przydało, zwłaszcza niebawem, gdy przejdę na emeryturę.
Napisałem dwa prompty, jeden by wygenerować pomysły na
tematy do social mediów, a drugi by stosować do wygenerowania konkretnej
treści z tak pozyskanej listy. I do tego grafika, tak jak sugerowano w szkoleniu. Wykorzystałem Gemini, czasem także Copilot.
Prompt 1. „Wciel się w biologa popularyzującego naukę i
zafascynowanego przyrodą, zaplanuj mi teksty na 30 dni w styczniu na
Instagramie dla profilu Profesorskie Gadanie. Posty mają mieć treść edukacyjną
i charakter poradników.” Otrzymałem szybko pierwszą listę tematów z Copilota.
Nie bardzo mi pasowała, bo była zbyt sztampowa i oczywista. Prompt nieco zmodyfikowałem i
doprecyzowałem, że ma być więcej o bezkręgowcach, w tym o owadach. Tym razem
generowałem z Gemini. Po góra dwóch minutach jest lista, pora do codziennej pracy. Czy rzeczywiście AI
zastąpi człowieka i da oszczędności w firmie? Było to pod koniec grudnia, nie
chciałem czekać aż do stycznia więc zacząłem przed świętami z planem, że dokończę
właśnie w styczniu. Ważne, że będzie 30 postów (i prawie codziennie).
Prompt 2 „Wciel się w copywritera piszącego w stylu
Stanisława Czachorowskiego i napisz mi ciekawy post na Instagram pod tytułem
[tu wklejałem temat z pierwszej listy]. Pisz ciekawie i wywołaj dyskusję. Na
końcu zachęć do wsparcia bloga Profesorskie Gadanie przez buycoffee.”
Słowa „na Instagram” dodałem dopiero po jakimś czasie. Bo
generowane treści miały za dużo znaków i nie mieściły się w instagramowym
limicie. Ale to uzupełnienie nic nie pomogło i tak otrzymywałem ciut za długie
teksty (wliczając hasztagi). Musiałem ręcznie skracać. Może powinienem w prompcie liczbowo wskazać
liczbę znaków? Poprawki były potrzebne, bo początkowo nie było śniegu za oknem
a AI pisało standardowo. Poprawiałem także niektóre zwroty. Otrzymywałem jednak
dobry językowo tekst, z zachętą do zabrania głosu, hasztagami i poprawnie
wpisanym adresem do profilu na buycoffee. Na pierwszy rzut oka wyglądało bardzo dobrze.
Ile czasu to trwało? Włączenie edytora, uruchomienie AI,
skopiowanie, poprawienie i umieszczenie na Instagramie zajmowało średnio 10-12
minut na każdy post. Wpis wymagał mimo wszystko poprawy, bo nie mieścił się w
ilościowym standardzie Instagrama i trzeba było ciut skracać, a przy okazji
nieco zmodyfikować treść. Czyli całkowicie nie da się tego zautomatyzować,
człowiek jest jednak potrzebny. Licząc sumarycznie niezbędny czas na miesiąc pisania
wychodzi jakieś 300-400 minut, czyli jakieś 6-7 godzin pracy. Jeden roboczy dzień
intensywnej pracy, jeśli zaplanować automatyczne publikowanie postów wg
ustalonego terminarza (czyli całość można wykonać jednego dnia i zaplanować
automatyczną publikację w określonym czasie). Ale pisanie miesiąc do przodu nie
daje możliwości dostosowania do bieżących zmian, np. pogodowych. Jeden dzień to
outsourcing dla zawodowego copywritera i jest to na pewno tańsze niż
utrzymywanie człowieka na etacie. Ale czy tańsze od zlecenia takich dodatkowych
obowiązków swojemu pracownikowi? Lub wykorzystanie swojego czasu, jako
inwestycji biznesowej i poszerzenie zakresu pracy? Fakt, pracownik lub kierownik (właściciel) musiałby mieć umiejętności pisania samodzielnego lub z AI i prowadzenia profilu w mediach społecznościowych.
Wybrałem opowieści przyrodnicze na styczeń, czyli zimę. Lecz
zacząłem pod koniec grudnia. Wtedy nie było śniegu, więc trzeba było nieco
modyfikować zimowe tematy. Potem niespodziewanie spadł śnieg i wraz z mrozem
długo się utrzymał. Nie dało się by tego przewidzieć na miesiąc wcześniej. Tylko
pozornie ta cudowna recepta jest taka cudowna. Oszczędność czasowa i finansowa
dla małej firmy? Na pewno. Czy to zawodowy, zewnętrzny copywritter, czy to
tanie narzędzie AI, ale bez stałego zaangażowania kogoś z firmy, daje kiepskie,
płaskie i sztuczne efekty. Brak wiarygodności, wynikającej z dobrego osadzenia
w kontekście miejsca i czasu. Widać tę sztuczność. Nawet jeśli ubrana jest w
piękne słowa.
Trochę więcej problemów było z grafiką. Prompty typu
„wygeneruj grafikę do tego tekstu”, nie były najlepszym rozwiązaniem, bo Gemini
umieszczał słowa na grafice. A generowanie słów nie wychodzi modelom językowym najlepiej.
Słowa i litery traktowane są jako obrazy i powstaje sporo błędów literowych,
czasem wręcz nierozczytywalnych. Czasem posiłkowałem się Copilotem. Lepsze
rezultaty osiągałem, gdy doprecyzowałem prompt, wskazując co ma być na
ilustracji. Czasem pojawiały się błędy merytoryczne, niby obrazek piękny i
ładny ale treść niezgodna z rzeczywistością, np. locha z młodymi warchlakami w
zimowej i śnieżnej scenerii. Owszem, okres godowy dzików przypada na zimę, ale
młode rodzą się dopiero wiosną. Tak było nawet w wygenerowany tekście. Zaletą
Gemini jest to, że na grafice umieszcza swój znak graficzny, co jest jasnym
sygnałem dla widza, że obraz wygenerowała sztuczna inteligencja. Nie trzeba już
umieszczać w podpisie wyjaśnienia.
Czego się przez ten miesiąc dowiedziałem? Że ten cudowny
sposób nie działa. Może działa dla salonów kosmetycznych i innych tego typu
biznesów. Ja nie uzyskałem żadnego efektu finansowego. Ani złotówka nie
wpłynęła na konto buycoffee. Gdzie leży przyczyna? Może mój produkt/usługa jest
po prostu w tej formie niesprzedawalna? I żadne magiczne zaklęcia generowane w
5 minut tego nie zmienią. Może gdzie indziej leży przyczyna niż w atrakcyjności pisania w mediach społecznościowych?
A zasięgi na Instagramie? Nigdy wcześniej tak regularnie nie
publikowałem. Poza postami z szablonu AI czasem pojawiały się także moje tradycyjne,
oryginalne zdjęcia i lakoniczny wpis. Posty wygenerowane wraz z grafiką (były
nawet hasztagi) nie uzyskiwały większych zasięgów niż dawniejsze, w pełni moje
własne z oryginalnymi zdjęciami i krótkimi tekstami, niedopracowanymi. Nie
widać jakościowej zmiany. Czyli nie było większych zasięgów, nie było dotarcia
do szerszej publiczności i nie było efektu finansowego. To po prostu tak nie
działa. Owsem w ciągu 30 dni przybyło chyba z 5. nowych obserwatorów. Ale czy
to efekt tekstów i grafik, wytworzonych przez AI, czy tylko efekt zwykłego
publikowania na Instagramie? Tego nie wiem. Za mało danych by móc to wiarygodnie
zweryfikować.
Czego się nauczyłem? Że AI nie zastąpi autentyczności i wiarygodności. I że nie ma cudownych dróg na skróty. Jest za to rozwijający się biznes z AI, od kursów, szkoleń, agentów itp. po e-booki i reklamę. Na to też trzeba czasu i środków.
Porady z darmowego szkolenia to w gruncie rzeczy bardziej reklama
płatnego szkolenia i płatnego narzędzia AI (złap haczyk i zapisz się na płatne
szkolenia oraz kup abonament do korzystania z dedykowanego narzędzia AI, do
pisania reklam, książek i czego tam jeszcze). Płatne szkolenie a nie dzielenie
się wiedzą. Jak wybrać z bogatej oferty by się nie dać nabrać na wydmuszkę i
sprzedawców marzeń? Trzeba mieć własną wiedzę, AI nas w tym nie zastąpi.
AI to nowe zjawisko. Pierwsi zwiadowcy przeznaczyli swój
czas na rozpoznanie i własną naukę. Wracają do nas ze swoją wiedzą i się nią
dzielą. Jedni w wersji bezpłatnej, edukacyjnej, inni w wersji płatnej,
skomercjalizowanej. Namnożyło się książek (e-booków) i kursów różnej wartości.
Ze szkolenia trwającego jedną godzinę (trwało dłużej, ale ja wytrzymałem tylko
tyle) przydał mi się zaledwie jeden prompt i jeden mały pomysł. Sprawdziłem i
okazał się nieskuteczny. Albo sam pomysł nie jest skuteczny albo moje wykonanie
nie było właściwe.
W tym długim webinarium reszta to wypełniacze, obietnice,
ogólniki i zachwalanie kompetencji szkoleniowca. Niczym komiwojażer sprzedający
żelazka, garnki i cudowne gadżety domowe. Znamy to z reklam od dziesięcioleci,
w tym z telewizji. Sprzedawcy marzeń.
Wspominam lata 90. i książkę o tym, jak szybko stać się
bogatym. Tak, na fali entuzjazmu lat 90. XX wieku, kupiłem i przeczytałem tę książkę. Wtedy lepiej zrozumiałem interesy sprzedażowe: zostań agentem i sprzedawaj cudowne produkty. Ale sam najpierw kup, by być agentem (tak działały nawet sprzedaże ubezpieczeń),
sny o wielkości i szybkim łatwym bogactwie. Teraz AI odświeża te marzenia. Efekt
piramidy i łańcuszka świętego Antoniego. Po raz pierwszy z tym mechanizmem
spotkałem się, gdy byłem uczniem szkoły podstawowej. Zbierałem pocztówki. I wtedy dostałem list z propozycją bym wysłał pocztówki do sześciu wskazanych osób a
sam dopisał się na końcu kilkupoziomowej listy. Z matematycznie uzasadnionej obietnicy wynikało, że
niebawem dostanę kilkaset pocztówek. Nie dostałem żadnej. Łańcuszek przynosi
efekty, ale tylko na początku, gdy dociera do ludzi z marzeniami. Potem pula się
wysyca i większość rezygnuje. Dałem się nabrać na te iluzje w wieku szkolnym. W
zasadzie zadziałało jak szczepionka, czegoś się nauczyłem. Potem, już jako
dorosły, spotykałem się z wieloma pomysłami na różne piramidy finansowe i inne
łańcuszki szczęścia. Nie tylko dzieci lecz i dorośli dają się zwieść marzeniom
szybkiego zarobku. Odwieczna wiara w „Stoliczku nakryj się” lub cudowne, magiczne
zaklęcia. Teraz AI jako nowość objawia się w formie cudownego narzędzia,
ułatwiającego pracę i dającego bogactwo. Łatwo i szybko. Trzeba tylko wykupić
dostęp do płatnego szkolenia, na którym poznasz to zaklęcie i wykupić dostęp do
czarodziejskiej różdżki, wzmacniającej owo zaklęcie (pakiet agentów AI). Sprzedawcy marzeń zawsze
znajdą chętnych, tak jak i wszelkie loterie.
Jaki morał z tej opowieści? Że solidna wiedza zawsze się przydaje, a do jej zdobycia potrzeba wysiłku i wytrwałości.
![]() |
| Jedna z niewykorzystanych grafik na Instagramie. |
![]() |
| Grafika wygenerowana przez Gemini (Nano Banana) na podsumowanie 30-dniowego projektu. |








