20.05.2019

O nocy świętojańskiej, maści czarownic, lataniu na miotle i kwiecie paproci czyli dawnych i współczesnych gusłach

Germany - Saarland - 05/2006, 
Autor OrchiWikimedia Commons.
Biolodzy odczytują z DNA dawną, zapomnianą przeszłość. Historycy i etnografowie poszukują śladów przeszłości w słowach, zwyczajach, niepozornych okruchach. Niedawno dowiedziałem się skąd się wzięło i co znaczyło powiedzenie "a niech cie dunder świśnie". W dzieciństwie używałem i słyszałem, ale jako puste i nic nie znaczące powiedzenie, zwrot, przerywnik. Poznanie dziedzictwa nawet w tak prostych rzeczach jest bardzo przyjemne. Widzi się więcej i rozumie się więcej. Tak, jakby krótkowidz założył okulary.

Zabobony i gusła to określenia pejoratywne, wskazujące na głupotę, ciemnotę i bezsensowne praktyki, oderwane od rzeczywistości i skuteczności. Wszystko jednak zależy od kontekstu i tego, jaką im przypisujemy wartość (znaczenie). Czy będzie to próba tworzenia surogatu religii czy też etnograficzna próba zrozumienia przeszłości i… współczesności. Odkrywanie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego może być także elementem budowania ciekawej oferty turystycznej, przygody oraz może być elementem edukacji pozaformalnej. A także przywracaniem utraconego dziedzictwa kulinarnego. O wielu gatunkach roślin jadalnych i przyprawowych już zapomnieliśmy, zachwycając się tymi, sprowadzanymi z daleka. Dostrzeżenie głębszego kontekstu kulturowego w wykorzystaniu chwastów, takich jak bylica czy pokrzywa to nie tylko niezwykła przygoda kulinarna ale i ochrona lokalnej różnorodności biologicznej.

Im mniej wozimy towarów z daleka tym mniejsza jest niepotrzebna emisja gazów cieplarnianych. Pokrzywę udało się w Olsztynie już wprowadzić na wykwintne, gastronomiczne salony. Pora na kolejne zapomniane „chwasty”, np. bylicę pospolitą. „To czego nie rozumiemy głupim nam się wydaje.” Przysłowia, tak jak poezja, są syntetycznym zebraniem doświadczeń różnych społeczeństw. A że zmienia się kontekst przyrodniczy i kulturowy to i niektóre przysłowia wydają się nam głupie, zabobonne. Tak jak i zwyczaje. Ale jeśli rozpocząć podróż etnograficzną, to wtedy w każdym guśle dostrzeżemy jakąś logiczną przeszłość i sposób patrzenia na świat innych ludzi. Inny, przeszły świat. To pogłębiona turystyka – bo dostrzega się nie tylko obce miejsca ale i inne, czasem zaginione kultury.

Aby przeżyć przygodę nie trzeba jechać daleko. Wystarczy się zagłębić w kulturę. Bo na przykład ile jest sensu w odtwarzaniu maści czarownic do latania lub w poszukiwaniu kwiatu paproci? Obie te kwestie w jakimś stopniu wiążą się ze zbliżającą się nocą świętojańską i ziołami, które można spotkać na talerzu. Maść czarownic do latania istniała naprawdę, ale nie chodziło o latanie na miotle, jak to teraz ugruntowało się popkulturze i kreskówkach dla dzieci. O współczesnej maści do latania opowiadałem już kilka lat temu,  w restauracji Cudne Manowce, w noc świętojańską. A poetem przy innych okazjach. Manowcowa maść czarownic do latania jest przykładem tworzenia produktów lokalnych w nawiązaniu do dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego regionu. Zabobony wymyślamy ciągle. Zapewne ze strachu, obaw, próbując wpłynąć i podporządkować sobie rzeczywistość. To nie żadna religia, wierzenia, to natura człowieka. Studniówkowe czerwone podwiązki, przydeptywanie indeksu, zaginanie ostatniej kartki w indeksie papierowym (ten zabobon, zwyczaj, zabawowy rytuał znika, bo znikają indeksy papierowe), przydeptywanie książki lub notatek gdy upada na podłogę, przed egzaminem itd. Ciągle wymyślamy nowe. Przetwarzamy i aktualizujemy to, co wymyślili nasi przodkowie i wymyślamy nowe.

Kultura jest jak ekosystem, ciągle się zmienia a jednocześnie zachowuje ciągłość. Pojawiają się gatunki nowe na drodze dyspersji (gatunki obce), czasem wywołują „zamieszanie” i zmiany w ekosystemach, ale i ewoluują gatunki stare. Jest w tej zmienności ekosystemów sukcesja ekologiczna (wymiana gatunków) jak i cenofilogeneza - koewolucyjne zmiany starych gatunków. Podobnie i w kulturze, ciągłe mieszanie się różnych trendów – rodzimych i obcych - zanikanie niektórych elementów kultury, powstawianie nowych, powracanie „żywych skamieniałości” itd.

Dla zabawy ożywiamy stare gusła, przesądy, „magiczne obrzędy”. Bo chcemy się ze sobą spotykać i być ze sobą częściej i nie tylko przed monitorem komputera. To nie jakaś głębsza wiara czy religia, to forma rytualnych elementów kultury, często powierzchownych, zabawowych, oderwanych od szerszej całości. Teraz wykorzystywanych do urozmaicania zabaw ale i pretekst do poznawania dawnych kultur. Zabobony, które mają charakter edukacyjnych.

Ilustracja nasięzrzała Carl Axel Magnus Lindman -
C. A. M. Lindman  (1917-1926)
Bilder ur Nordens Flora, Tavl. 510,
Wikimedia Commons. 
Każdy przeciętnie wykształcony człowiek wie, że paprocie to rośliny zarodnikowe a więc kwiatów nie mają. Ale w każdej bajce jest ziarno prawdy, ponadto świat istot żywych jest tak różnorodny, że i niemożliwe staje się możliwym. Nie wierzycie? To czytajcie dalej. 

Znamy legendy o świętojańskiej nocy i szukaniu kwiatu paproci. Skąd się ona wzięła? Dawniej wiedza biologiczna nie była tak dokładna jak teraz. Być może więc co innego brane było za kwiat. Paprocie są roślinami, a rośliny mają kwiaty. Są paprocie z wyjątkowo pięknymi kłosami zarodnionośnymi – piękne i ozdobne niczym kwiaty.
Przykładem jest nasięźrzał (Ophioglossum vulgatum), przypominający kwitnącą konwalię, lub długosz królewski (Osmunda regalis) – z kłosami zarodnionośnymi niczym kwiatostany różnych gatunków szczawiu.

Na świętojański kwiat paproci najbardziej pasuje nasięźrzał. Skąd taka dziwna nazwa? Aleksander Brückner wyjaśnia, że nazwa jest bardzo stara, odnotowana już w XV wieku. Pierwotnie zapisana jako nasieźrze (podobnie dziwnie brzmi jak nazwa rośliny nietubyć – ale i język się zmienia), później dopiero jako nasięźrzał. Była to roślina „miłośnicza”, sprawiająca, że na się źrzeć (zerkać, spoglądać) będą. Nic dziwnego, że skoro miała w wierzeniach moc miłosną, to była pilnie poszukiwana w noc Kupały (lub raczej kupalnockę), późnej zwaną świętojańską.

Dawniej nasięźrzał nazywany był także językiem żmii – bo rzeczywiście kłos zarodnionośny języczek tego gada przypomina. Taką też ma nazwę w języku łacińskim (naukową), a pochodząca z języka greckiego: ophis – wąż, glossa – język. Max Toeppen także pisze o zielu wężonym, które kwitnie tylko w noc świętojańską i to bardzo krótko. Ale tłumacz i redaktor nowego wydania z 2014 r. (Oficyna Retman, Moja Biblioteka Mazurska) próbuje przypisać tę nazwę do bylicy estragon (bylica głupich, draganek). Dalej Toeppen, zbierający w książce zabobony (wierzenia) ludu mazurskiego z XIX w., pisze wprost o paproci, która zakwita w noc świętojańską o północy. 

Nasięźrzał jest małą paprocią (od 5 do 30 cm wysokości), ale z wieloma prymitywnymi cechami, nawiązującymi do całkowicie wymarłej grupy staropaproci. Jak wyczytałem, jest to roślina szczególna, bo posiadająca około 1260 chromosomów, co jest niewątpliwie rekordem, przynajmniej wśród roślin. Z pionowego kłącza wyrasta jeden liść na długim ogonku. Z tego liścia, z jego pochwiastej nasady, wychodzi cienki kłos zarodnionośny (zarodnikowanie od czerwca do sierpnia, więc na noc świętojańską pojawia się i „zakwita”). Wygląda to jakby język węża wychodzący z liścia. Nasuwa się analogia z wężem kuszącym Ewę w raju, oraz z Ewą kuszącą Adama. Być może dlatego nasięźrzał był uosobieniem sceny kuszenia i mającą mieć zdolność jednania miłości. Żeby się chłopaki za dziewczynami oglądały.

Afrodyzjak i tajna, magiczna broń kobieca. Tak jak odnotował Zygmunt Gloger w „Encyklopedii Staropolskiej”: 
Nasięźrzale, nasięźrzale, 
Rwę cię śmiale, 
Pięcią palcy, 
szóstą dłonią, 
Niech się chłopcy za mną gonią; 
Po stodole, po oborze, 
Dopomagaj Panie Boże. 

Skąd taka moc miłosnego afrodyzjaku? Czy tylko przez skojarzenie kształtu, czy też może dawniej utrwalone było to jakoś w tradycji i praktykach? Od zapachu, smaku czy czegoś jeszcze? Podobno ten kwiat paproci ujawnia swą moc dopiero wtedy, gdy będzie zebrany w szczególny sposób, bądź jeżeli nad rośliną tą wymówi się magiczną formułę. Dziewczyna chcąc zyskać miłość upatrzonego chłopca musi zdobyć tę paproć w szczególniejszy sposób. A więc upatrzywszy za dnia miejsce, gdzie rośnie nasięźrzał (wilgotne łąki, których coraz bardziej współcześnie brakuje!), musi iść tam o północy nago i obróciwszy się tyłem – żeby jej diabeł nie porwał – rwać go, wymawiając pewną formułę, którą wyżej zamieściłem. Tak przynajmniej odnotował Gloger.

Współcześnie do zwyczajów świętojańskich i kupalnocki przypisujemy mocno znaczenie seksualne. Ale czy tak było dawniej? Na świat patrzymy przez pryzmat własnego wnętrza, a na przeszłość i przyszłość przez pryzmat współczesności. To nasza kultura końca XX wieku i początków XXI jest przesycona seksem, golizna wyziera z każdego miejsca, sprawność i atrakcyjność seksualna jest powszechnie pożądana, co widać w kulturze jak i reklamach. I ten swój współczesny obraz tego, co w życiu najważniejsze, przenosimy na przeszłość. Wątpliwe czy poprawnie. Dawniej ludzie w dorosłość wchodzili znacznie wcześniej. Dziewczyny szykowały się do zamążpójścia już w wieku kilkunastu lat. A w tym wieku – tak jak i obecnie – jedną z najważniejszych rzeczy jest potrzeba akceptacji i atrakcyjności. Najważniejszym problemem jest to czy będzie się kochanym i czy samemu potrafi się kochać. Zatem pragnienie by chłopcy się za dziewczyną gonili (zwracali uwagę) „po stodole, po oborze” wcale nie musi nieść pragnień orgiastycznych. Wyjście za mąż dawało przepustkę do dorosłości, samodzielności, wyższej pozycji społecznej. Młode dziewczęta poszukiwały więc prawdopodobnie kwiatu paproci z chęci łatwego zyskania akceptacji i zamążpójścia (kariera, awans) a nie żadnego rozpasania seksualnego.

W przykładach, jakie zebrał Max Toeppen kwiat paproci ziele wężowe, kwitnące w noc świętojańską, także przynosi szczęście. Ale w dawnych czasach za szczęście (rzecz najważniejszą) uważano bogactwo. Seksualność nie była tak eksponowana jak współcześnie (choć była codziennością). Tak więc kto nosi przy sobie kwiaty tego ziela, temu przekazuje ono cudowną moc. Na przykład pozwala odgadnąć gdzie znajduje się skradziony koń lub można dowiedzieć się o ukrytych w ziemi skarbach. No cóż, dla jednych szczęście to miłość i zamążpójście, dla innych (albo w innych okresach życia) to pieniądze i bogactwo. W tym jesteśmy bardzo podobni do naszych przodków.

Wróćmy jednak do wierzeń ludu mazurskiego, zebranych przez Toeppena. Kwiat paproci przynosi szczęście, ale rzadko kto odważy się wyjść w nocy - by je odnaleźć i zerwać – ze strachu przed diabłem i czarownicami. Siły demoniczne pokonać (obłaskawić) można różnymi rytuałami czy wypowiedzianymi zaklęciami. Tak jak i dzisiaj… zrywamy gałązki brzeziny z ołtarzy z procesji Bożego Ciała, nie stawiamy damskiej torebki na podłodze by pieniądze nie uciekły itd.

Wiemy, że kłosy zarodnionośne pojawiają się od czerwca do sierpnia. Czyli wiemy kiedy szukać kwiatu paproci. Ale gdzie go szukać? Nasięźrzał pospolity (Ophioglossum vulgatum L.) to gatunek umiarkowanie światłolubny, rośnie więc w miejscach umiarkowania oświetlonych (nie zupełnie na słońcu, nie zupełnie w głębokim cieniu). Rośnie na glebach wilgotnych, na łąkach, w zaroślach. A więc kwiatu paproci w lesie raczej szukać nie będziemy, raczej na polanach i to wilgotnych, gdzieś na skraju torfowisk lub w pobliżu wód, na łąkach. A jest to gatunek rzadki, więc trudno go obecnie spotkać. Na dodatek to gatunek chroniony, więc jak nawet spotkamy, to zrywać nie wolno i niszczyć w żaden inny sposób.

W Polsce nasięźrzał jest obecnie rzadko spotykany i jest na Czerwonej liście roślin i grzybów Polski w grupie gatunków narażonych na wyginięcie (kategoria zagrożenia V). Objęty jest ścisłą ochroną gatunkową od 2004. Jako ciekawostkę można jeszcze dodać, że nasięźrzał żyje w mikoryzie z grzybami. Rozmnaża się także przez pączki przybyszowe, powstające na korzeniach. Występuje w Europie, północno-zachodniej Afryce, Azji Mniejszej, na Kaukazie i Bliskim Wschodzie, także w zachodniej Azji, w Japonii i Ameryce Północnej. W Polsce spotkać go można na kilu rozproszonych stanowiskach.

W dawnych mitach kwiat paproci, zakwitał raz w roku, w czasie przesilenia letniego (najkrótszej nocy). A jeśli nie zakwitał tylko jednego dnia, to może warto go było zrywać w tę jedną noc, bo wtedy miał moc magiczną, miłość gwarantującą lub znalezienie skarbu ze złotymi monetami. Według niektórych entobotaników legenda o kwiecie paproci wywodzi się ze zwyczaju smarowania się przez kobiety liśćmi nasięźrzału, w trakcie obchodów nocy świętojańskiej, co miało w magiczny sposób podnieść ich atrakcyjność. Smarowania się, a więc jakiś sok-kosmetyk co urody dodawał lub zapach zniewalający mężczyzn wydzielał po roztarciu. Podobnie działać miało ziele bylicy pospolitej, które zawiązywały kobiety na udzie, by doznania seksualne były silniejsze lub wiły wianki lub przepasywały się bylicą. Zważywszy na higienę dawnych czasów każda roślina aromatycznie i miło pachnąca ułatwiała zbliżenie… Nie musiał być to afrodyzjak w naszym rozumieniu. Możliwe, że moc swoją nasięźrzał miał ze względu na skojarzenia z językiem żmij, węża czy innego gada. Działałby więc jak placebo (a czyż my nie stosujemy masowo leków homeopatycznych?). A może miało to ziele jakieś właściwości, o których już nie pamiętamy, a ze względu na rzadkość rośliny badać już nie będziemy (pod kątem zawartości różnych związków biologicznie czynnych).

Jeśli dobrze poszukać to niemożliwe staje się możliwe i nawet paproć „zakwita”. Wystarczy tylko dobrze poszukać w naszych przepastnych zasobach dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Skoro istnieje kwiat paproci… to i maść do latania istnieje.

C.d.n.

4 komentarze:

  1. Nasięźrzał - wystarczyło poszukać pięknych zdjęć na polskich blogach, choćby u Kucharzyka ( http://napogorzu.blogspot.com/ ).

    Kanał na YouTubie prowadzi od lat dr. Łukasz Łuczaj i opowiada o ciekawych (głównie jadalnych) roślinach i grzybach (swoją drogą, wygląda na to że praktycznie wszystko jest jadalne ;D)

    Czyli nihil novi sub sole

    Natomiast rozerotyzowanie nocy świętojańskiej, to akurat nie my, ani nie nasi rodzice ale... Mickiewicz i jego współcześni, to wtedy, na skrzydłach romantyzmu (i bagnetach wojsk napoleońskich) w Europie pojawiły się mody i zwyczaje rzekomo ludowe (w Baroku też, choćby słynne "pastereczki" i "Arcadia" - ale nie miały smaczku erotycznego, lecz wręcz platoniczny)a w rzeczywistości będące mieszczańskimi wyobrażeniami na temat kultury ludowej.

    OdpowiedzUsuń