10.04.2019

Dlaczego nauczyciele strajkują? Wszystko przez te firanki w oknie.

Ten strajk to głos rozpaczy wołających o naprawę systemu edukacji. Najkrócej można odpowiedzieć na pytanie "dlaczego nauczyciele strajkują" - przez firanki w oknie, których nie było. A są.

A było to tak. Kiedy moja żona tuż po studiach rozpoczęła pracę w szkole w małym miasteczku na Mazowszu, był rok 1985 (późny Jaruzelski, szara bieda wszędzie). Z pierwszej wizyty w szkole (tu zaznaczę, że przed rozpoczęciem roku szkolnego już w sierpniu nauczyciele przychodzą do szkoły, by posprzątać i przygotować szkołę i klasy dla uczniów) przyszła zmartwiona. Swojej mamie powiedziała "tam nawet firanek w oknie nie ma". Usłyszała radę "to kup, przecież to nie jest majątek". Kupiła za swoje jak typowy nauczyciel, by było przynajmniej bardziej estetycznie, by uczniom było przyjemniej, i jej samej także. A ja w pierwszych latach jej pracy pomagałem wycinać jabłuszka, rysować pomoce dydaktyczne (oczywiście materiały kupowane za prywatne pieniądze, młodej nauczycielki i studenta, potem asystenta na uczelni). I tak już zostało.... Firanki są tylko symbolem.

I przez te ponad 30 lat nic w szkołach w Polsce niewiele się zmieniło. Ciągle nauczyciele dokładają ze swoich pieniędzy (pensji). Jak w anegdocie - nauczyciel to jedyny zawód, który okrada swój dom i wynosi do pracy. Jest cicha akceptacja całego społeczeństwa, i władz, i rodziców, że nauczyciele dokładają do oświaty ze swoich zarobków. Zgadzamy się na to i uważamy za oczywistą oczywistość. Judymowanie i Siłaczkowanie w czasach biedy było do zaakceptowania (za Jaruzelskiego pensja nauczyciela wynosiła 16 USD - w przeliczeniu). Ale przecież żyjemy już w innym świecie, z dużo wyższymi dochodami i ludzi i państwa. Czas głośno powiedzieć, że nie jest to normalne i nie powinniśmy tego akceptować jako społeczeństwo. To jest właśnie ten krzyk rozpaczy strajkujących nauczycieli.

Policzyłem ile moja żona w ciągu tych ponad 30 lat (i z racji wspólnego gospodarstwa domowego także i ja oraz pośrednio nasze dziecko) dołożyła z własnej kieszeni do systemu oświaty. Wyszło jakieś 50-100 tysięcy złotych (przeliczeniowo, na obecne ceny). I raczej ta druga kwota jest bardziej realna. Komputer do pracy kupiony prywatnie w 50 % wykorzystywany do celów służbowych. Drukarka ze skanerem kupiona prywatnie. To urządzenie jest wykorzystywane w 90% do pracy w szkole.  Oba trzeba kupować raz na kilka lat. Bo sprzęt się zużywa, starzeje i psuje. Tusz do drukarki 75 zł miesięcznie. Żona jest nauczycielką klas 1-3, więc sporo materiałów kseruje w domu, dużo drukuje kart pracy itd. Kolejne urządzenie to telefon. Ile wynosi miesięczny abonament? Przynajmniej 50 % czasu to rozmowy służbowe, z innymi nauczycielami, z rodzicami (do 22.00 albo i później) zwłaszcza w czasie wycieczek. Internet. Bo przecież nie tylko korespondencja z rodzicami ale i wypełnianie dziennika elektronicznego. Wiadomo, w domu. Przecież zdecydowana większość szkół nie zapewnia takich "drobiazgów" (w przepełnionych szkołach nie ma miejsca na pokoje pracy dla nauczycieli). Zatem internet potrzebny jest w domu do dziennika elektronicznego (uzupełnianie popołudniami a nie w czasie lekcji w szkole) oraz do wyszukiwania np. ofert wycieczkowych dla uczniów, wyszukiwania materiałów itd. Książek metodycznych nie liczę, wszak służą tylko rozwojowi samego nauczyciela.

Na co jeszcze wydaje nauczyciel? Na papier od kilku lat składają się rodzice, na różne pomoce, na cukierki dla dzieci. Są jeszcze poszczególne, indywidualne przypadki. Tam gdzie rodzic nie chce lub nie może zapłacić za wycieczkę, lody czy kanapkę, kino czy teatrzyk lub muzeum. Wielu nauczycieli płaci za obiady, za wycieczki pojedynczych dzieci (bo alternatywą jest, że dane dziecko nie pojedzie). Czasem bogatsi rodzice płacą za takie wycieczki innych dzieci (i zazwyczaj chcą być anonimowi). Poza nauczycielami do szkoły dopłacają sami rodzice.

Albo jest akcja zbiórki książek dla dziecka w szpitalu, chorego na raka. Wszyscy zbierają, wspaniała akcja. A nauczyciel wysyła. Kto płaci porto lub inne opłaty? Najczęściej nauczyciel. Ze swoich prywatnych pieniędzy. I tak już jest od kilkudziesięciu lat. Teraz, przy okazji strajku starają się nauczyciele powiedzieć dość! Dość wolontariatu, dość wspierania finansowego oświaty z własnych pieniędzy. Czy usłyszymy ten głos wołających na puszczy?

To jeszcze przypomnę, że w zdecydowanej większości szkół (jeśli gdziekolwiek) nie ma miejsca, ze stanowiskiem pracy dla nauczyciela, gdzie mógłby przygotować się do lekcji na sprzęcie służbowym. Nauczyciele strajkują przede wszystkim by uleczyć polską oświatę.

A najbardziej by nauczyciele chcieli (przynajmniej zdecydowana większość) poprawy warunków edukacji, poczynając od odchudzenie przeładowanych programów, zmniejszenia liczebności klas, zatrudnienia na etatach szkolnych psychologów, pedagogów itd.

Niżej grafika, którą opracowali nauczyciele (skupieni w grupie Superbelfrzy RP) w ostatnich dniach, by przebić się przez negatywną propagandę. Przyjrzyjmy się tej górę lodowej, zaglądając pod wodę.

17 komentarzy:

  1. Brawo za tekst. Tak po prostu jest. Przyzwyczailiśmy się do tego, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak by chciano naprawić system to było 25 lat na to.
    Te strajk jest na zapotrzebowanie polityczne zorganizowany przez pana Broniarza który jest politykierem (kto wprowadził ZNP w szeregi SLD?). Zorganizowanym celowo w takim terminie aby maksymalnie zaszkodzić PiSowi przed wyborami do UE parlamentu.
    Tyle i tylko tyle.
    Nauczyciele jak kiedyś pielęgniarki czy osoby niepełnosprawne zostali po prostu wykorzystani przez politycznych cwaniaczków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. "było 25 lat na to." no przecież ostatnia zmiana trwa od 3-4 lat, znacząco pogarszając sytuację oświaty. 2. "było 25 lat na to." - rozumiem, że dobro oświaty leży Ci na sercu, więc z radością powinieneś powitać i wspierać te zmiany, bo wreszcie ktoś ich chce :). 3. A te "zapotrzebowania polityczne" to możesz sobie zachować. Przeżyłem PRL i już się uodporniłem na takie politruckie dyrdymały.

      Usuń
    2. Serio?
      To proszę mi wytłumaczyć czemu nie strajkowano w zeszłym półroczu tylko teraz tuż przed wyborami do parlamentu UE?

      Usuń
    3. W zeszłym roku, już w sierpniu związki zawodowe zgłaszały problem i sygnalizowały domaganie się podwyżki płac. Potem był protest w grudniu. W wyniku nie podjęcia żadnych rozmów, i ignorowania, obecna władza doprowadziła do strajków. Strajki nie pojawiają się z dnia na dzień. Procedura sporu zbiorowego jest długa. A strajk może być finałem, jeśli nie podejmuje się dialogu.

      Usuń
    4. "sygnalizowały domaganie się podwyżki płac"... Czyli co robiły konktretnie?
      A prawo zwiazkowe znam, aby zastrajkować nie potrzeba pół roku...

      Usuń
  3. Dziękuję za ten tekst, trafił Pan w samo sedno.Dzisiaj wstyd mi za okradanie rodziny ...mogłam odkładać te pieniądze, pokryłabym dziurę budżetową po strajku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba się wstydzić, Judymowanie (Siłaczkowanie) jest czymś dobrym i szlachetnym, godnym pochwał i nagród. Teraz jesteśmy już w kraju rozwiniętym i bogatym. Stać Polskę na profesjonalizm a nie wolontariat w edukacji. Chwalmy Siłaczkowanie, ale teraz najwyższa pora na zmianę. Na normalnść. jesteśmy już 70 lat po wojnie.

      Usuń
  4. Trafione argumenty. Tak właśnie jest. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Cała prawda o Nas.
    Niech żywi nie tracą nadziei...

    OdpowiedzUsuń
  6. 25 lat temu to ja miałam 10 lat :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nauczyciele to nie jedyna grupa zawodowa która okrada swój dom. Każda praca z dziećmi, niepełnosprawnymi, czy marginesem społecznym jest obciążona ryzykiem dopłacania do interesu. I jest mi przykro, że nauczyciele wyciągają już argumenty o uzdrawianiu oświaty, kiedy ja pracuje za podobne stawki,jak stażysta 40 h dziennie, w domu z dzieckiem odrabiam furę zadań domowych, bo nie ma kiedy w szkole, a później szukam pomysłów na prace z moimi podopiecznymi. Jest mi przykro, że kiedy brakuje na materiały dokładam z budżetu domowego, a dla nauczycieli jest to powód do pokazania jak im źle i to jedyna grupa zawodowa która dokłada. Ja rozumiem, że chcecie zarabiać więcej i do interesu nie dokładać, ale w całej tej sprawie ideologie które już budujecie są dla mnie smutne. Co więcej w szkole mojego syna, wmawia się dzieciom, że nauczyciele strajkują by dzieci się mniej uczyły, a postulaty dotyczą poprawy pracy nauczycieli , ich zarabiania i zagrywka polityczna o dymisji pani minister. Smutne to i dla mnie z każdym dniem strajku bardziej frustrujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Główny powód to pokazanie, że sytuacja jest niezdrowa i trzeba ją uzdrowić. Nauczyciele nie po raz pierwszy protestują, teraz przybrało to formę strajku. Wynika od z frustracji i ciągłego poniżania. To jest strajk o godność. Czego chcą nauczyciele strajkujący? Oto co przed chwilą wyczytałem, zwięźle i konkretnie "Musi nastąpić zmiana. Jakość nie ilość. Kompetencje. Serce. Relacje. Współpraca. Koniec wyścigu szczurów. Mniej oceniania, więcej doceniania. Więcej chcę niż muszę." Co do pani minister, to wystarczyłoby na początek gdyby z nauczycielami rozmawiała i rozpoczęła negocjacje.

      Usuń
    2. Marusiu - aż prosi by dodać że praca z dziećmi niepełnosprawnymi (znam ptzykłady tych z zespołem Downa) orzynosi naprawdę dobre rezultaty, a oświata całkiem marne.
      Albo weźmy psychologów i pedagogów z Ośrodków Interwencji Kryzysowej tak samo marne place, ogromny stres i ... nie strajkują.

      Usuń
    3. Co do niepełnosprawnych, to reforma pani Zalewskiej "wyrzuciła takie dzieci ze szkół. A protest ubiegłoroczny niepełnosprawnych w sejmie zakończył się fiaskiem - władze całkowicie ich zignorowały. Cieszę, że że przypomniałeś i poruszyłeś te sprawę. Zdaje się, że opiekunowie dzieci niepełnosprawnych zapawiadają na maj kolejna falę protestów.

      Usuń