![]() |
| W wydarzeniu znalazły się także rozmowy w formule Akademickiego Zacisza, czyli próba przeniesienie spotkań wypracowanych online do spotkania bezpośredniego. |
Nawet nie wiadomo jak to wydarzenie nazwać. Wymyka się prostym klasyfikacjom i utrwalonym schematom. Czy to była konferencja naukowa, pedagogiczna, popularyzująca edukację? A może spotkanie artystyczno-dyskusyjne? Lub warsztatowe spotkanie na temat współczesnej edukacji? Nie znajduję właściwych słów. Pod koniec czerwca spotkali się naukowcy pedagodzy, edukatorzy praktycy i nauczyciele już po raz trzeci w gościnnych progach Centrum Nauki Młyny Rothera.
W kategoriach standardowego myślenia o konferencjach naukowych wydarzenie było po nic. Ale to nic dla wielu bardzo dużo znaczy. Po nic, bo nie było wpisowego, identyfikatorów, tomików streszczeń z referatami, nie było zaświadczeń i dyplomikowych potwierdzeń udziału. Czyli tak jak klasówka bez ocen. W kategoriach awansu zawodowego na uczelniach wyższych (punktoza) czy w szkołach wydarzenie było po nic. Żadnych z tego punktów do dorobku naukowego czy awansu zawodowego nauczyciela. To „po nic” przewijało się w wielu miejscach dyskusji o szkole czy nawet uniwersytecie. Spotkanie było bardzo ważne dla uczestników, czyli jednak po coś przyjechali z czymś wartościowym wyjechali. Z czymś niemierzalnym prostą ocenozą czy punktozą. Ja wróciłem z wieloma inspiracjami i teraz powoli je intelektualnie i edukacyjnie trawię. Pisanie na blogu ułatwia mi to wspomniane trawienie.
Konferencja w niecodziennej formie ale z głęboką treścią. Nie było typowych referatów z Power Pointem, nie było sesji posterowej. Były za to znakomite stand-upy, w tym naukowca i pedagoga z rekwizytem. Konferencja, której się nie zapomina i która głęboko zapada w pamięć.
Tegoroczny Kompas Edukacji zatytułowany był: Czy człowiek ma trzecią rękę? Wyobraźnia jako moc sprawcza. A honorowym gościem wydarzenia był profesor Ryszard Łukaszewicz. Przekaz był różnorodny, nie tylko tradycyjnie słowem z referatami czy dyskusją. Było w pewnym sensie poznawanie różnych przedsięwzięć i pomysłów edukacyjnych przez doświadczanie i uczestnictwo. Było praktykowanie różnych form prezentacji dokonań pedagogicznych. I zaistniał przekaz nie tylko werbalny. A może to warto częściej naśladować także w murach uniwersyteckich?
Mogło niektórych zdziwić, gdy prowadzący konferencję profesor Roman Leppert na otwarciu pojawił się w krótkich spodenkach. Gospodarz poważnej konferencji w krótkich spodenkach, jak chłopczyk? Wygląda niepoważnie? Bo upały? Nie, to podkreślenie głównego tematu konferencji - wyobraźni jako trzeciej ręki. Mieć wyobraźnię jak mały chłopiec. Może jak Mały Książę? To wiarygodność przekazu. Dziękuję za tak inspirującą spójność niewerbalnego przekazu. Czasem jeden obraz wart tysiąca słów. I podobnych, niewerbalnych przekazów w czasie Kompasu było więcej.
Przyjechali licznie pracownicy uniwersyteccy, w tym ci utytułowani. Ale to uczniowie byli w centrum i z możliwością pokazania się, z imienia i nazwiska, a nie jako ktoś anonimowy i jako dekoracja dla kogoś innego, hierarchicznie ważniejszego. Nie jako dekoracja do błyszczenia innych. Szansa na rozwój a nie tylko jako „chłop pańszczyźniany” do pomocy. W takiej pełnoprawnej roli pojawili się na tej konferencji studenci i uczniowie. Było to praktykowanie przykładem i możliwością zobaczenia różnych efektów pedagogicznego działania. Niedawno byłem na spotkaniu absolwenckim swojego liceum z okazji 120-lecia. Wspominaliśmy czasy szkolne, ale dopiero na Kompasie Edukacji głębiej zrozumiałem sens niektórych działań szkolnych. Zrozumiałem sens i znaczenie tego, co się w moim liceum wydarzyło ponad 40 lat temu.
Zobaczyłem pedagogikę praktykowaną przykładem a nie tylko pięknie brzmiącymi teoriami spisanymi lub uczenie zreferowanymi. Przemawianie nie tylko słowem ale i obrazem, działaniem i rekwizytem z niedopowiedzeniami. To widz i słuchacz musi sobie dopowiedzieć i zintegrować z własną wiedzą. Przeżywanie treści, doświadczeń, przykładów edukacyjnych z różnych miejsc. W Bydgoszczy spotkali się pedagodzy, którzy tworzą. Było także Centrum Nowoczesnej Edukacji z Gdańska. Jakiś znak, że nowe wiatry wieją nie tylko w edukacji szkolnej lecz i tej uniwersyteckiej.
Dialog, rozmowa, opowieść, obraz, taniec, śpiew zamiast typowego referatu. Duży powiew świeżości dla akademików. Ja wyjechałem mocno zainspirowany, także z pomysłami na małe modyfikacje moich zajęć dydaktycznych.
Prof. Leppert witał gości przy wejściu, było to autentyczne i dobre otwarcie. To nie przypadek, to sposób patrzenia na świat i na ludzi. Otwarty i życzliwy. W czasie konferencji profesor R. Leppert wszystkich wymienia z imienia i nazwiska, nawet w podziękowaniach dla personelu technicznego. Stwarzał przestrzeń dla wszystkich. Ludzie nie są dla niego tłem lecz podmiotem, który pokazuje światu, nawet jeśli są to „tylko” uczniowie czy studenci.
Na Kompas edukacji do Bydgoszczy przyjeżdżają ciepło witający się ludzie. Znają się z działań, z internetu i z kontaktów bezpośrednich. Nie da się wszystkiego streścić. Ta relacja jest mocno chaotyczna. Sporo jeszcze w mojej głowie intelektualnie buzuje i długo będzie wydawało owoce. Czy te opowieści zaprezentowane przez Łowców Słów nie mogłyby pojawiać się na wykładach? Jako element tradycyjnych wykładów. Była na początku opowieść z morałem: „co byś osiągnął, gdybyś umiał pisać – byłbym portierem w burdelu” (wiem, motto bez pełnej opowieści jest niezrozumiałe). Czasem niektóre nasze braki mogą być szansą na rozwój i osiągniecie sukcesu. Opowieść nie jest przejrzystym, linearnym i logicznym wywodem akademickim. Jest obrazem z niedopowiedzenia i koniecznością samodzielnej interpretacji.
Moją uwagę zwróciły także „Naukowe place zabaw”. Jeden taki jest już w Olsztynie. Kolejny raz doświadczyłem, że Młyny Rothera są miejscem spotkań i ćwiczenia wyobraźni. Podoba mi się tak działające centrum nauki. A skoro młyny, to pojawiła się także mąka. Torebka z mąką w prezencie dla artystów i występujących prelegentów. Mąka, z której można coś upiec realnie i symbolicznie. Może za rok będą patyki z lasu? Dlaczego patyki? Bo te także pojawiły się w relacjach z eksperymentów edukacyjnych. Takie, zwykłe podwórkowe a jednak z bogatą treścią.
Miałem okazję pełniej zapoznać się z Wrocławską Szkołą Przyszłości. Zaistniała jako eksperyment już wiele lat temu. I jest ciągle aktualna w sowich dokonaniach. Ważne jest nie tylko to, co jest napisane. Nawiązuję jeszcze do formuły Kompasu Edukacji. Przekaz artystyczny w postaci tańca i prezentacji wokalnych studentów oraz uczniów jako efekty pracy pedagogicznej to opowieść konkretem oraz przykładem bez wzniosłych teorii.
Metoda zmyślnych okazji to projektowanie okazji do zadań zamkniętych, zadań otwartych i wielości rozważań. Szkoła ma generować odpowiedzi ale i pytania. W szkole najważniejsze są pytania. Szkoła ma: 1. Prowokować, 2. Oferować, 3. Wybierać. A narracja to sposób rozumienia świata. „Świat jest moja walizką” – jeden z rekwizytów i porównań, które głębiej mi utkwił w pamięci. Wiedza jest stawianiem pytań w podróży a nie tylko odpowiedzi. Bo odpowiedzi nie są najważniejsze. A zapytałeś dlaczego? Dlaczego na przykład wśród potraw z ziemniaków znalazł się kisiel?
A skoro z Kompasu Edukacji nie ma zaświadczeń o udziale, to może wzorem niektórych rozwiązań szkolnych samemu sobie narysuję świadectwo ukończenia spotkania? Albo napiszę? Świadectwo zakończenia zajęć - narysuj swój portret, opisz co lubisz, scharakteryzuj to, co lubisz. Powstanie w ten sposób świadectwo alternatywne. A dlaczego nie zaadaptować takich rozwiązań na studiach? Oczywiście po odpowiednim przetworzeniu by zachować sens lecz by pasowało do nowej sytuacji edukacyjnej na uniwersytecie. Świadectwa szkolne tak na prawdę też są po nic. Są tylko wystandaryzowanym „po nic” z promocją do kolejnej klasy.
Najbardziej korzystam z wydarzeń (konferencji), gdy na nich coś robię. To może być wygłaszany referat, przewodniczenie sesji, kręcenie filmu z relacją, pisemna notatka lub sprawozdanie (tak to czynię na niniejszym blogu). Dokumentuję by potem opowiedzieć komuś innemu. Robię zdjęcia, dyskutuję, referuję, komentuję, opisuję. To aktywne przetwarzanie wiedzy a więc lepsze i głębsze zapamiętywanie. Notowanie przez dyskutowanie lub opowiadanie może na pierwszym rzut oka wydać się paradoksalne.
Świat jest moją walizką. Włożę do niej nowe rzeczy. A studentom pokaże, co w niej schowałem. Na przykład patyki znalezione w lesie. Nie da się streścić dwudniowego wydarzenia w jednym krótkim tekście. Zbyt wiele treści, zbyt wiele pomysłów. Każdy z nich zasługuje na staranne i oddzielne opowiedzenie. I tak się zapewne stanie. Na razie relację zakończę tym, że przestrzeń jest trzecim nauczycielem. Pierwszym są szkolni czy uniwersyteccy pedagodzy, drugim są uczniowie z klasy (i studenci z kampusu). A trzecim jest właśnie przestrzeń i okazja do niezaplanowanych spotkań i relacji.
„Nie to jest ładne co jest ładne, lecz to, na co zagłosujemy”. Wiedza z przypowieści Łowców Słów. A Ty Czytelniku, dopowiedz sobie resztę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz