
Często jestem pytany o wypowiedź ekspercką przed kamerą telewizyjną, radiowym mikrofonem lub do prasy pisanej (papierowej lub internetowej). Krótka i konkretna wypowiedź na zadany temat. I wtedy czuję się trochę tak jak uczeń w czasie odpowiedzi przy tablicy – wszyscy patrzą, słuchają i oceniają. Jak wypadnę? Jaka będzie ocena, ta formalna i ta nieformalna? Myślałem, że jak skończę szkołę to odpytywania przy tablicy się skończą. Byłem w błędzie. Może więc warto poświęcić uczniowski pot i łzy by się na uczyć, bo to nie rozejdzie się po kościach po dzwonku szkolnym na koniec roku. Składna wypowiedź jest elementem życia dorosłego, pozaszkolnego.
Do dziś pamiętam ten charakterystyczny dreszcz. Nauczyciel podnosił wzrok znad dziennika (a wtedy były te papierowe) i wypowiadał kilka słów, które potrafiły skutecznie podnieść poziom adrenaliny. Jako uczniowie staraliśmy się zniknąć z pola widzenia, schować się za plecami koleżanki czy kolegi, pod ławkę lub za filar, którego nie było. „Proszę do tablicy”. To już jakaś namiastka odpowiedzi publicznej, gdy wiele oczu patrzy i uszu słucha. Potem następowało pytanie. O fotosyntezę, ewolucję człowieka, rozbiory Polski albo twierdzenie Pitagorasa. Zadanie wydawało się proste: powiedzieć wszystko, co się wie na zadany temat. Im więcej udało się wydobyć z pamięci, tym lepiej. Świadczyło to o tym, że się coś z lekcji zapamiętała a w domu powtórzyło i douczyło. A jak się nie wiedziało, to trzeba było wiarygodnie halucynować niczym współczesne AI. A jednocześnie należało mówić składnie, logicznie i najlepiej bez dłuższych pauz. Nauczyciel słuchał, czasem kiwał głową, czasem dopytywał. Czasem złośliwie komentował, innym razem chwalił. Na końcu stawiał ocenę. Sam nie wiem co było gorsze: ocena w dzienniku czy ogólne wrażenie w tej publicznej odpowiedzi na oczach wszystkich słuchających uczniów. Czułem się niczym aktor na scenie lub wykładowca za uniwersytecką katedrą. Albo komentujący ekspert przed telewizyjną kamerą.
Człowiekowi wydaje się, że po ukończeniu szkoły to kłopotliwe doświadczenie odpowiedzi przy tablicy odchodzi w przeszłość. Nic bardziej mylnego. Przynajmniej w przypadku naukowca lub popularyzatora nauki i eksperta. Owszem, można udawać, że mnie nie ma, nie odbierać telefonów, mówić, że ja się nie znam, że niech Kowalski powie. Ale czy warto uciekać przed życiem i wyzwaniami? Trzeba prędzej czy później nauczyć się opanowywać tremę i udzielać poprawnych odpowiedzi o dobrej konstrukcji. Teraz inaczej patrzę na te szkolne odpowiedzi – były przygotowaniem do prawdziwego życia. Szkoda, że wtedy tego nie wiedziałem!
Od wielu lat media lokalne, regionalne i ogólnopolskie regularnie proszą mnie o krótkie wypowiedzi. Telefon z redakcji brzmi zwykle podobnie: „Panie profesorze, potrzebujemy dwóch minut do telewizji/radia”, „Czy znajdzie Pan chwilę na komentarz przed kamerą?”, „Można prosić o krótką wypowiedź do mikrofonu/kamery?”. Zawsze zaczyna się od pytania. Czasem o komary, czasem o sinice w jeziorach, czasem o korowódkę, suszę, powódź, czasem o sztuczną inteligencję, edukację albo ochronę środowiska. I wtedy czuję, że znowu stoję przy szkolnej tablicy. Czy mam czas na przygotowanie się do odpowiedzi? Zazwyczaj tak. Ale jest go niewiele. Poszukać i uzupełnić informacje a przede wszystkim przemyśleć konstrukcję wypowiedzi. A przecież najczęściej i tak wybiorą tylko fragment i to niekoniecznie ten moim zdaniem najważniejszy. Tak więc to, co usłyszą inni jest czymś innym niż pierwotna moja wypowiedź do kamery czy mikrofonu. Czasem dziennikarz autentycznie pyta bo chce się w imieniu słuchaczy/czytelników dowiedzieć a czasem ma już ukuta tezę i potrzebuje tylko cudzej wypowiedzi jako ilustracji. Wtedy czuje się w roli dekoracyjnej paprotki. W szkole, przy tablicy, tez czasem bywało, że nauczyciel chce tylko udowodnić, że uczeń nie wiem i należy mu się dwója (teraz jedynka). Albo chce pokazać prymusa, który sie nauczył jak należy.
Bywa też tak, że dziennikarz zadaje pytanie, a ja mam kilkadziesiąt sekund na odpowiedź. Trzeba powiedzieć wszystko, co najważniejsze, ale nie wszystko, co się wie. To dwie zupełnie różne umiejętności. W czasach szkolnych uczeń stara się powiedzieć wszystko co wie. Naukowiec przez lata uczy się dodawać przypisy, wyjątki i zastrzeżenia. Telewizja natomiast nie przepada za zdaniami rozpoczynającymi się od: „To zależy...”. Kamera lubi konkret. Mikrofon nie cierpli długich dygresji z dodatkowymi przypisami. A przecież świat przyrody składa się głównie z wyjątków. Nauka jest złożona i wypełniona różnymi niuansami. Trzeba się ćwiczyć w krótkich formach, które bardziej przypominają fraszkę niż powieść.
Stres? Oczywiście, że jest. Nieco inny niż przed tablicą, ale bardzo podobny. Dawniej człowiek obawiał się złej oceny. Dziś wie, że przejęzyczenie może zostać w mediach i w internecie na wiele lat. (W szkole tez czasem bywało, że lapsus z odpowiedzi ustnej stawał się przezwiskiem lub powodem do wyśmiewania). Niespecjalista nie zaważy lecz telewizję oglądają inni specjaliści i ci wychwycą. Kiedyś słuchała klasa licząca dwadzieścia kilka osób. Dziś odpowiedzi wysłuchać mogą tysiące widzów albo słuchaczy. Kiedyś ktoś z pracowników miał do mnie pretensję, że przed kamerą występowałem bez marynarki i bez krawata… A przecież jako pracownik akademicki powinienem godnie się prezentować.
Jeszcze ciekawszym przypadkiem jest wykład akademicki. Tu pozornie sytuacja wygląda inaczej. Nikt nie zadaje pytania. Temat został ustalony wcześniej. „Ewolucja człowieka”, „Ekologia jezior”, „Sztuczna inteligencja w edukacji szkolnej”. Wykładowca wychodzi przed studentów i… właściwie znowu odpowiada na pytanie. Tyle że pytanie brzmi: „Proszę opowiedzieć wszystko, co najważniejsze na ten temat”. Dobry wykład nie jest przecież przypadkowym zbiorem informacji (wszystko co wiem). Podobnie jak dobra odpowiedź szkolna powinien mieć początek, rozwinięcie i zakończenie. Najpierw trzeba zainteresować słuchaczy, potem uporządkować fakty, pokazać związki między nimi, a na końcu zostawić odbiorców z jedną lub dwiema myślami, które zapamiętają. Wiedza sama w sobie nie wystarcza. Trzeba jeszcze nadać jej strukturę. Ludzki mózg lubi opowieści bardziej niż listy faktów. Tym bardziej, że obecnie mały łatwy dostęp ogromnej ilości informacji. Wręcz odczuwamy nadmiar. Co więc wykładowca może nowego i interesującego studentom powiedzieć na konkretny temat. Coś, czego sami sobie nie znajdą?
Jeszcze częściej niż przed kamerą staję przed publicznością. Prowadzę wykłady na uniwersytecie, ale równie często wyjeżdżam z nimi do szkół, bibliotek, domów kultury, na konferencje czy festiwale nauki. Za każdym razem temat jest inny, lecz schemat pozostaje zaskakująco podobny. Jest tytuł wykładu, a moim zadaniem jest opowiedzieć wszystko, co najważniejsze. I dostosować formę i poziom do konkretnego odbiorcy. Czy to nie przypomina odpowiedzi przy tablicy? A może bardziej pożądana jest zajmująca opowieść, nowe spojrzenie na znany temat? Czy w szkole uczymy struktury odpowiedzi ustnej czy raczej skupiamy się na przepytywaniu z katalogu zapamiętanych informacji?
Na wykładzie nie wystarczy posiadać wiedzę. Trzeba jeszcze nadać jej odpowiednią konstrukcję. Każda dobra opowieść potrzebuje początku, rozwinięcia i zakończenia. Najpierw warto zaciekawić słuchaczy, potem uporządkować fakty, pokazać zależności, a na końcu pozostawić ich z jedną myślą, która będzie pracowała jeszcze długo po zakończeniu spotkania. Wiedza bez struktury przypomina rozsypane puzzle. Wszystkie elementy są obecne, ale obraz pozostaje niewidoczny. I tak jak do bardzo krótkiej wypowiedzi przed kamerą trzeba poszukać jednej, najważniejszej myśli, wniosku lub interpretacji, tak na wykładzie trzeba się skupić na uwypukleniu najważniejszego. Nie o ilość informacji chodzi lecz o sensowną strukturyzację wiedzy.
W szkole odpowiedź oceniał nauczyciel. Na wykładzie sytuacja jest znacznie ciekawsza. Formalnie nikt stopni nie wystawia, ale ocen jest znacznie więcej. Publiczność głosuje uwagą. Jeśli po kilku czy kilkunastu minutach słuchacze zaczynają dyskretnie spoglądać na telefony, wiem, że coś poszło nie tak. Jeżeli po wykładzie ustawiają się z pytaniami albo dyskusja przeciąga się jeszcze na korytarzu, to chyba najlepsza możliwa recenzja. Największym komplementem nie są brawa, lecz zdanie: „Nigdy wcześniej nie patrzyłem na to w ten sposób”. Różnica między wykładem przed publicznością a wypowiedzią telewizyjna jest taka, że widzę reakcje słuchających i moge szybko coś zmienić. Materiał nagrany przed kamerą edytuje realizator. Czuję obecność dużej publiczności (stad stres) ale nie widzę ich reakcji. Nic niż nie zmienię, nie poprawię. Zupełnie tak samo jak z opublikowanym artykułem w prasie czy publikacji naukowej,
Zauważyłem jednak jeszcze jedno zjawisko. Zarówno podczas wywiadów, jak i wykładów bardzo łatwo pomylić występ publiczny z odpowiedzią szkolną. Człowiek zaczyna wtedy gorączkowo zastanawiać się, jaka odpowiedź jest oczekiwana. Jaki jest właściwy klucz? Co chciałby usłyszeć dziennikarz? Czego oczekuje organizator? Jaką odpowiedź publiczność uzna za poprawną? To szkolny odruch, który zostaje z nami na długo. Tymczasem nauka nie jest konkursem odgadywania odpowiedzi nauczyciela. W nauce często najuczciwszym zdaniem jest: „Jeszcze tego nie wiemy”, „To zależy od warunków, od szerszego kontekstu”, „Istnieje kilka możliwych wyjaśnień”. Paradoks polega na tym, że właśnie takie odpowiedzi bywają najmniej medialne. Świat mediów lubi prostotę, podczas gdy świat nauki kocha złożoność.
Im dłużej pracuję jako naukowiec i popularyzator nauki, tym bardziej jestem przekonany, że nigdy naprawdę nie wychodzimy ze szkoły. Może więc warto docenić szkołę i szkolne odpowiedzi? Przez całe życie ktoś zadaje nam pytania. Czasem jest to nauczyciel, czasem student, czasem dziennikarz z mikrofonem, a czasem przypadkowy słuchacz po wykładzie. Wciąż odpowiadamy. Zmieniają się jedynie tablice przy których stajemy do odpowiedzi. Raz jest to szkolna tablica z kredą, innym razem ekran telewizora, sala wykładowa czy mikrofon radiowy. W szkole były prace klasowe i dyktanda, teraz są felietony i blogowe eseje oraz publikacje naukowe. A jeśli tak, to może trzeba pozwolić uczniom i studentom „ściągać” czyli korzystać ze słownika ortograficznego i z innych materiałów? Przecież potem tak właśnie będziemy pracowali. Być może warto tylko pamiętać o jednej rzeczy. Nie odpowiadamy po to, aby trafić w czyjś klucz odpowiedzi. Odpowiadamy po to, aby pomóc drugiemu człowiekowi lepiej zrozumieć świat. A to jest znacznie trudniejsze niż szkolna piątka czy współczesna szóstka. I jednocześnie o wiele bardziej satysfakcjonujące.
Może inaczej uczniowie patrzyliby na odpowiedzi przy tablicy i szkolne wypracowania, gdyby zobaczyli, że to jest coś przydatnego w życiu pozaszkolnym? Może zapominamy by to dogłębniej wyjaśnić uczniom i studentom? Ale jeśli nie będą mieli własnych doświadczeń, to takie uwagi będą zbyt abstrakcyjne. Chyba, że na stałe włączymy do szkoły te „nie tablicowe” doświadczenia z wypowiedziami dla mediów i szkolnych gazetek. Łącznie ze stresem. Nie unikajmy trudności.
A gdyby tak egzamin dyplomowy lub z ważnego przedmiotu wyglądał jak wystąpienie publiczne? Na konferencji lub jak wypowiedź dla mediów. Kontekst sytuacji być może sporo by zmienił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz