5.09.2026

O wierze, niewierze i denialiźmie



Człowiek od zarania dziejów poszukuje sensu w otaczającym go chaosie, tworząc narracje mające oswoić lęk przed niewiadomą. W współczesnym świecie relacja między rozumem a iluzją przybrała jednak specyficzną, wypaczoną formę. Obserwujemy dziś osobliwy dramat, w którym wiara nie dotyczy już sfery sacrum, lecz przybiera postać denializmu – zorganizowanego odrzucenia ustaleń naukowych. To ludowa wiara, gdzie każdy może być prorokiem. Może ta sprawczość tak kusi? Szeregi antyszczepionkowców, zwolenników teorii spiskowych czy osób kwestionujących kryzys klimatyczny nie poszukują prawdy, lecz dogmatu dającego poczucie złudnej kontroli. Ta nowa wiara rzadko jednak powstaje w próżni. Nierzadko stanowi ona przemyślny biznes, w którym cyniczni oszuści żerują na naiwności ludzkiej, oferując cudowne terapie na nowotwory czy metafizyczne recepty na skomplikowane problemy współczesności.

Biegunowo przeciwną postawą jest niewiara, utożsamiana tu z metodą naukową. Nauka z natury swojej nie „wierzy”. Nauka, jako proces badawczy, wątpi, weryfikuje i poddaje bezwzględnym testom empirycznym każdą postawioną hipotezę. Odrzuca zabobon na rzecz żmudnego procesu poznawczego. Jednak konfrontacja między naukową niewiarą a denialistyczną wiarą nie jest czystą dysputą intelektualną. Denializm, aby skutecznie uwodzić odbiorcę, stosuje strategię głęboko zakorzenioną w biologii czyli mimikrę.

W świecie przyrody mimikra jest sztuką kamuflażu i przetrwania. Bezbronny organizm przybiera barwy gatunku jadowitego, a drapieżnik upodabnia się do niewinnego otoczenia, by oszukać ofiarę. Analogicznie pseudonaukowy denializm przyobleka szaty prawdziwej nauki. Używa skomplikowanego, quasi-medycznego języka, powołuje się na zmanipulowane statystyki, tworzy własne instytuty i przyznaje stopnie naukowe w fikcyjnych dziedzinach. Ta ewolucyjna wręcz adaptacja kłamstwa pozwala mu zwieść ludzki umysł. Denializm udaje racjonalność, by niepostrzeżenie wstrzyknąć do świadomości odbiorcy emocjonalny fałsz, czerpiąc z tego procederu materialne zyski. Niczym pasożyt mylący i dezorientujący system obronny organizmu, wnika do środka i tam ujawnia swoją pasożytniczą naturę.

Dlaczego tak łatwo ulegamy tej mimetycznej iluzji? Odpowiedź leży w naszej własnej przeszłości ewolucyjnej. Nasze umysły kształtowały się w warunkach, w których szybkie decyzje emocjonalne miały bezpośrednie znaczenie adaptacyjne. Dostrzeżenie kształtu przypominającego węża wymagało błyskawicznej ucieczki i to bez zbędnego zastanawiania się, czy dany osobnik jest jadowity, czy całkowicie niegroźny. Koszt błędu poznawczego w przypadku zwłoki był zbyt duży. Inaczej traktowaliśmy obiekty nieruchome, takie jak grzyby. Widząc grzyba w lesie, nasi przodkowie nie uciekali w popłochu; zatrzymywali się, analizowali, porównywali i oceniali ryzyko zatrucia. Zastanawiali się na spokojnie: czy trujący czy jadowity czy może jednak jadalny?  Czasem ostrożnie próbowali mały kawałek lub obserwowali zwierzęta. I czekali na rezultaty. Zasięgali opinii innych: czy ktoś zjada takie grzyby i jak się po nich czuł? Długi namysł i powolna analiza. W przypadku ruchliwych zwierząt, potencjalnie niebezpiecznych, lepsza była szybka i emocjonalna reakcja niż spokojne i powolne zastanawianie się.

Tragedia współczesnego człowieka polega na tym, że mechanizm ucieczki przed wężem przeskoczył w sferę abstrakcyjnych pojęć. Teorie spiskowe i denialistyczne dogmaty uruchamiają w nas ten właśnie pierwotny, emocjonalny odruch – szybką aktywację lęku lub oburzenia, która wyłącza powolną, analityczną refleksję. Między naukową niewiarą a denialistyczną wiarą toczy się zatem walka o to, jak potraktujemy docierające do nas informacje: czy jak groźnego cienia, od którego należy natychmiast uciec w ramiona prostej iluzji, czy jak nieruchomy grzyb, nad którym trzeba się pochylić, zachować dystans i spokojnie sprawdzić, co naprawdę kryje się pod jego kapeluszem.

Być może właśnie na tym polega jedno z największych wyzwań współczesności. Nasz mózg wciąż reaguje jak organizm z sawanny sprzed setek tysięcy lat, podczas gdy żyjemy w oceanie zalewającej nas informacji. Mimikra nie zniknęła wraz z rozwojem cywilizacji. Zmieniła jedynie środowisko. Dziś nie udaje liścia ani osy. Udaje naukę. Udaje fakty i sprawdzone informacje.

A nauka? Nauka pozostaje wierna swojej niewierze. Nie ufa pozorom, nie zachwyca się podobieństwem, nie ulega emocjonalnym skrótom. Sprawdza. Powtarza. Wątpi. I właśnie dlatego, choć często przegrywa wyścig o pierwsze wrażenie, ostatecznie pozostaje najskuteczniejszą metodą odróżniania prawdy od jej doskonale wykonanej imitacji.

Zmieniona i poszerzona wersja felietonu dla VariArtu "Kij w mrowisko".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz