6.07.2026

Słoik pełen świata czyli III etnograficzne Biennale w Kwiatkówku

Pomalowana, niepotrzebna już kanka, i filiżanka ręcznie ulepiona z gliny.


Kiedyś słoik był po prostu słoikiem. Mieszkały w nim ogórki kiszone, kompot z wiśni albo dżem z czarnych porzeczek. W spiżarni pełnił funkcję praktyczną i nikt nie przypuszczał, że nadejdą czasy, gdy stanie się płótnem malarskim, kapsułą czasu, schowkiem na marzenia, a nawet nośnikiem kodów QR. Ewolucja przedmiotów codziennego użytku okazuje się czasem równie fascynująca jak ewolucja organizmów żywych. Czasem zaskakująca i nieprzewidywalna.

Malowałem już na starych dachówkach, kamieniach, płytkach ceramicznych znalezionych po remoncie, butelkach a nawet na starej kance. Takiej, w które nosiło się mleko prosto od krowy lub do której zrywało się wiśnie, siedząc na wysokim drzewie. Malowałem także na zużytych słoikach. Przyznam, że lubię takie przewrotne pomysły. Bo czym właściwie jest sztuka, jeśli nie próbą nadania nowego sensu temu, co wydawało się już dawno zdefiniowane? Lub wyrzucone jako niepotrzebne, przestarzałem.  Słoik przestaje być naczyniem. Zaczyna być opowieścią. I to opowieścią przezroczystą.

Właśnie dlatego podczas III Biennale Malarskiego w Kwiatkówku 19 lipca nie będziemy malować na płótnie. Nie będziemy malowali także na glinianych doniczkach ani na drewnianych krążkach. Tym razem będziemy malować na szkle. Na zwyczajnych słoikach. Tych samych, które pamiętają wiejskie kuchnie, jesienne przetwory i zapach piwnicy u babci. Tyle że tym razem zamiast ogórków lub pasztetu z zająca zamkniemy w nich wyobraźnię.

W naszych umysłach pojawiają się wyobrażenia. Narzędzia takie jak pędzel i farba służą do tego., by te wyobrażenia pokazać innym. Wydobyć z umysłu na światło dzienne. W czasie pleneru własne wyobrażenia będziemy przenosili na szkło słoików. A z pomocą innego narzędzia - AI czyli sztucznej inteligencji i własnych smartfonów - stworzymy opowieści o tym, co w trawie piszczy i w zwierzu drzemie. Narzędziem jest pędzel i słoik, ale także prompt i AI. i za ich pomocą przenieśmy swoją wyobraźnię by i inni ją zobaczyli.

Temat tegorocznego spotkania brzmi: „Co w trawie piszczy…, a w zwierzu drzemie. Zwierzęce anioły i demony”. Już sam tytuł sugeruje, że nie będzie to zwykły plener malarski. Spotkają się tu biologia, etnografia, filozofia, sztuka i folklor. Spotkają się także zwierzęta prawdziwe z tymi, które istnieją wyłącznie w ludzkiej wyobraźni. Bo przecież od tysięcy lat człowiek patrzy na zwierzęta nie tylko oczami zoologa. Patrzy również oczami poety, szamana, dziecka, czarownicy i artysty.

Ćma nie była tylko nocnym motylem, była tajże duszą zmarłego. A motyl bielinek zobaczony wczesną wiosną wróżył urodzaj na zboża i w konsekwencji obfitość mąki. Co innego cytrynek latolistek, ten wróżył obfite miodobranie. Wilk nigdy nie był wyłącznie wilkiem. Głuszec nie był tylko leśnym kurakiem ale i Kłobukiem. Kot od dawna prowadzi podwójne życie. Raz śpi na piecu, a raz towarzyszy czarownicom. Sowa bywa symbolem mądrości, ale wystarczy zmiana kultury i już staje się zwiastunem śmierci. Bocian przynosi dzieci, choć biologowie do dziś nie znaleźli u niego odpowiedniego mechanizmu transportowego. Człowiek od zawsze dopisywał zwierzętom kolejne rozdziały ich biografii. Jedne były aniołami, inne demonami. Jedne prowadziły dusze do nieba, inne wyprowadzały na bagna. Wszystko zależało od miejsca, epoki i wyobraźni.

Dolina Bzury ma w tej dziedzinie wyjątkowe szczęście. Skoro w okolicy mieszkał diabeł Boruta, to zwykła rzeczywistość nigdy nie była tu wystarczająco interesująca. Każde drzewo mogło coś pamiętać. Każde bagno mogło coś ukrywać. Każdy cień miał własną historię. A zwierzęta? Były posłańcami pomiędzy światem ludzi, przyrody i tego wszystkiego, czego nie potrafimy racjonalnie wyjaśnić.

Najciekawsze jest jednak to, że dziś do tego dawnego świata dołącza sztuczna inteligencja. Dawniej nowe demony rodziły się przy darciu pierza, łuskaniu fasoli albo podczas zimowych wieczorów przy piecu. Dzisiaj współautorem opowieści może być algorytm. Czy AI stworzy nowe bestie zamieszkujące okolice Łęczycy, Tumu i Góry Świętej Małgorzaty? Czy wymyśli zwierzę, którego jeszcze nie śniło się średniowiecznym kronikarzom? Zapewne tak. Ale przecież nie będzie to nic nowego. Każda epoka korzystała z najnowszych dostępnych narzędzi do produkowania własnych mitów. I uzewnętrznianiu własnych wyobrażeń o świecie. Jedni mieli ognisko. Inni druk. My mamy generatory obrazów i modeli językowych. No i mamy słoiki. 

Nie oznacza to jednak końca ludzkiej wyobraźni. Wręcz przeciwnie. AI jest kolejnym pędzlem. Ani lepszym, ani gorszym od poprzednich. Po prostu innym. Dlatego podczas biennale będziemy malować zwierzęta realistyczne, fantastyczne, opiekuńcze i demoniczne. Będziemy rozmawiać o przyrodzie Doliny Bzury, oglądać filmy, wspominać własne spotkania z naturą i opowiadać historie zasłyszane od babć, dziadków oraz sąsiadów. Być może ktoś przypomni sobie lisa, który okazał się duchem. Ktoś inny opowie o bocianie przynoszącym szczęście albo o czarnym psie pilnującym granicy między światami. Ktoś inny opowie o niebieskiej świteziance nad rzeką lub rusałce admirał nad łąką. A jeszcze inny opowie swoją przygodę z fruczakiem gołąbkiem. A może pojawi się pieśń, której nikt wcześniej nie planował zaśpiewać. Tak właśnie rodzi się kultura. Nie z harmonogramu, lecz z ludzi siedzących razem. Lub pracujących razem jak to dawniej często na wsi bywało.

Najbardziej podoba mi się jednak pomysł Drzewa Życzeń i Mocy. Choć organizatorzy uczciwie uprzedzają, że wcale nie musi przypominać drzewa. I bardzo dobrze. Najciekawsze drzewa często rosną w naszej wyobraźni. Na gałęziach zawisną pomalowane słoiki. Każdy stanie się osobnym mikrokosmosem. Do środka będzie można włożyć drobiazg: kamyk znaleziony nad rzeką lub przy drodze, muszlę, guzik, kapsel, kawałek starej ceramiki albo kartkę z życzeniem. Albo kartkę z zaklęciem. Można też zamknąć w słoiku kod QR prowadzący do opowieści. Dawne zaklęcia spotkają się z nowoczesną technologią. Zamiast pergaminu mamy teraz smartfon. Zamiast pieczęci z wosku jest internet. Mechanizm pozostaje jednak ten sam. Człowiek chce zostawić ślad po sobie.

Biolog powiedziałby zapewne, że człowiek jest gatunkiem magazynującym informacje. Filozof dodałby, że magazynuje przede wszystkim znaczenia. A artysta zauważyłby, że najlepiej przechowuje się je właśnie w przedmiotach, które kiedyś służyły do przechowywania czegoś zupełnie innego. A co powiedziałby archeolog przeszukujący grodzisko w Starej Łęczycy?

Może dlatego słoik jest tak wdzięcznym symbolem. Jest przezroczysty. Niczego nie ukrywa, a jednocześnie wszystko chroni. Pozwala zajrzeć do środka, ale nie pozwala od razu wszystkiego zrozumieć. Dokładnie tak samo działa kultura. Widzimy jej powierzchnię. Dopiero po chwili odkrywamy, ile znaczeń zostało zamkniętych pod słoikową pokrywką.

Być może za sto lat ktoś odnajdzie taki pomalowany słoik. Nie będzie wiedział, kim byliśmy. Nie pozna naszych twarzy ani codziennych trosk. Ale zobaczy zwierzę namalowane na szkle, przeczyta ukryte życzenie albo zeskanuje zachowany kod (choć śmiem twierdzić że słowa na papierze są trwalsze) i odkryje, że na początku XXI wieku ludzie nadal opowiadali historie. Nadal wierzyli, że świat przyrody jest większy od encyklopedii biologii. Nadal szukali demonów i aniołów, choć coraz częściej mieszkali w cyfrowej rzeczywistości.

I może uśmiechnie się wtedy na myśl, że jego przodkowie potrafili zamknąć kawałek wyobraźni w zwykłym słoiku po ogórkach. albo po majonezie. To wcale nie jest takie głupie. Bo świat od zawsze najlepiej przechowuje się właśnie w słoikach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz