7.09.2026

Weź mnie czyli zostaw swój ślad na Ziemi

Przykład pozostawionej książki w Katowicach. 
 

Każdy człowiek chce zostawić jakiś ślad na Ziemi. Ślad po sobie. Proste „tu byłem”, niczym pies zaznaczający swoją obecność i swoje terytorium. Albo terytorialny gatunek oznaczający swój rewir zapachem lub głosem. Nawet terytorialne chruściki z rodzaju Hydropsyche strydulując zaznaczają swój teren "ja tu łowię". W samym pragnieniu pozostawienia śladu nie ma zresztą niczego złego. Przeciwnie, jest ono częścią naszej ludzkiej natury i gatunku terytorialnego, społecznego. Zostawiamy fotografie, książki, budynki, obrazy, drzewa, wspomnienia. Chcemy, żeby po naszym przejściu przez świat coś pozostało.

Problem zaczyna się wtedy, gdy jedynym pomysłem na "nieśmiertelność" jest bazgroł na cudzej elewacji. Wulgarne napisy, pseudonimy, symbole klubowe czy przypadkowe kreski na murach nie są przecież żadnym twórczym śladem. Kibolskie gangi oznaczają swój teren  demolując ławki, przystanki lub wypisując mało estetyczne napisy na elewacjach. To zwyczajny wandalizm. Podobnie jak nacinanie drzew scyzorykiem, wydrapywanie napisów na ławkach czy niszczenie przystanków. Czasem ktoś chce w ten sposób powiedzieć „tu byłem”, ale w rzeczywistości mówi coś zupełnie innego: „nie obchodzi mnie, że to jest wspólne i że inni będą musieli za moje zachowanie zapłacić”. Niszczenie i dewastacje to jedyny pomysł na zaistnienie i zaznaczenie swojego bycia, swojego istnienia?

Jest w tym zresztą coś paradoksalnego. Człowiek chce być zauważony, a jednocześnie pozostawia po sobie coś, co większość przechodniów chciałaby jak najszybciej usunąć. Kosztowne odmalowanie elewacji, wymiana szyby na przystanku czy czyszczenie zabytkowego muru stają się rachunkiem wystawionym całej społeczności. Prywatna potrzeba zaznaczenia własnego istnienia zamienia się w publiczny koszt i wspólną szpetotę.

Najbardziej przykre jest to, że podobne „tu byłem” trafia czasem w miejsca, które powinny być dla nas szczególnie ważne. Widziałem takie ślady nawet na Jasnej Górze. Widziałem je również na średniowiecznych freskach w jednej z kaplic w Lublinie. Człowiek, który wydrapuje swoje imię w zabytku mającym kilkaset lat, najwyraźniej chce konkurować z historią. Tyle że jego podpis nie staje się przez to bardziej wartościowy. Jest tylko kolejną warstwą zniszczenia. To już lepiej zrobić swoje selfie "tu byłem" i umieścić w mediach społecznościowych... 

A przecież można zostawić po sobie ślad zupełnie innego rodzaju. Można zostawić komuś książkę. Bookcrossing jest pięknym przykładem kultury dzielenia się, w której przedmiot nie jest własnością zamkniętą w domowej biblioteczce, lecz zaczyna wędrować między ludźmi. Szczególnie podoba mi się zwyczaj zostawiania książek na przystankach. Anna Wojszel, warmińska artystka z Wipsowa, tworzy takie małe punkty wymiany książek. Tam, gdzie pomaluje przystanek, tam zostawia na dobry początek kilka książek. Wcześniej zbiera książki od innych, te niepotrzebne. Jeśli mamy w domu książkę, której już nie potrzebujemy, możemy ją tam zostawić. A jeśli akurat nie mamy czego podarować, możemy odwiedzić półkę bookcrossingową, zabrać książkę i po przeczytaniu przekazać ją dalej. Możemy nawet napisać w niej kilka słów od siebie. Taki dopisek będzie śladem człowieka – ale śladem, który nie niszczy, tylko łączy.

Innym sposobem są malowane kamyczki. Mały kamień, ozdobiony kolorowym obrazkiem czy krótkim przesłaniem, może powędrować z rąk do rąk i z miejsca na miejsce. Ktoś go znajdzie, uśmiechnie się, zrobi zdjęcie, zostawi w innym miejscu. Zamiast dewastacji mamy więc grę, sztukę, niespodziankę i społeczną opowieść. Małe rzeczy a jednak zupełnie inny stosunek do świata i znacznie trwalszy ślad. 

Ślad po człowieku nie musi być raną zadaną krajobrazowi ani samopoczuciu innych ludzi. Ani raną zadana innemu człowiekowi czy estetyce. Może być prezentem. Może być książką, obrazkiem na kamyku, posadzonym drzewem, dobrym słowem, fotografią albo wiedzą przekazaną drugiemu człowiekowi. Dobre wspomnienia w naszych głowach zostają na dłużej, niż te bolące, nieestetyczne, agresywne, czy wulgarne.

Stać nas przecież na więcej niż prymitywne „tu byłem”. Jeśli naprawdę chcemy zaznaczyć swoją obecność na Ziemi, zróbmy to tak, aby świat po naszym odejściu był choć odrobinę lepszy, ciekawszy i piękniejszy. To dopiero będzie wartościowy ślad. I znacznie trwalszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz