14.10.2023

Relacja z nowego spojrzenia na edukację we Wrocławiu

 

Dlaczego ten tekst, bogato ilustrowany, tu się pojawia? Po pierwsze dlatego, że obiecałem w czasie wykładu (od nauczyciela do projekczyciela, konferencja: trendy i wyzwania edukacyjne dla uczelni wyższych). Po drugie planowałem jako element uzupełniający, asynchroniczny. A po trzecie (w powiązaniu z drugim) bo sprawdzam w działaniu i optymalizuję przekaz w rzeczywistości hybrydowej. Zaplanowałem interakcje z wykorzystaniem programu Mentimeter i umieszczam grafiki wspólnie wytworzone w czasie spotkania. Próbuję także wykorzystywać komentarze na blogu w celu prowadzenia dyskusji w trybie asynchronicznym, typowym dla kultury piśmienności. Dlatego zamieściłem streszczenie wykładu a teraz zamieszczam relację. Liczę na kontynuację dyskusji w formie komentarzy na blogu. Może czytelnicy mają doświadczenia w takich metodach i mogą coś podpowiedzieć?

Kontekst. Sala z obecnymi ponad stu słuchaczami. Obecni pracownicy Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, prawdopodobnie także studenci i goście zagraniczni z sieci uniwersytetów EU Green. Występowałem jako drugi. Część osób już w czasie pierwszego wykładu zaczęła wychodzić (w czasie mojego także), pojedynczo. W tym czasie także dochodzili inni, spóźnialscy lub powracający na salę wcześniejsi uczestnicy? Ogłoszone były godziny rektorskie po to, by umożliwić pracownikom i studentom udział w konferencji. Wykłady były w języku polskim, ale tłumaczenie symultaniczne umożliwiało odbiór treści zagranicznym gościom (przed salą można było wypożyczyć słuchawki by słyszeć tłumaczenie, tego co się dzieje na sali). 

Wychodzili z sali, bo może mieli inne obowiązki, inne plany, może na kawę, może do toalety. Chyba dla tłumaczy mówiłem za szybko, co na pewno sprawiało im kłopot (tak wynikało z informacji zwrotnych w kuluarach). Wcześniej przesłałem im swoją prezentację i streszczenie wykładu by mieli czas i możliwość się przygotować pod względem specyficznego słownictwa (np. używanych przeze mnie neologizmów). Wykłady były nagrywane, jest więc zapis wideo i z mojego wystąpienia. Po jakimś czasie zostanie udostępniony być może nie tylko obecnym (i zarejestrowanym na konferencję) słuchaczom. Nagranie wideo z wystąpienia to wydłużenie odbioru lub/i dodatkowa powtórka treści. Organizatorzy dodatkowo pomyśleli o przesłaniu uczestnikom plików pdf z wygłaszanych prezentacji jako   notatki ze spotkania. W mojej prezentacji były też slajdy dodatkowe, których nie pokazałem, ale przygotowałem na wypadek dyskusji. Taka rezerwa, którą uczestnicy konferencji dostaną w bonusie - odpowiedzi na nie zadane pytania i dodatkowe wątki wystąpienia.

Po około 10-15 minutach mojej prezentacji w Power Poincie włączyłem Mentimeter by uczestnikom umożliwić częściową formę aktywnej dyskusji. Bo jak inaczej dyskutować z publicznością w dużej sali? Technologia pomaga. I warto takie elementy wykorzystywać na uniwersyteckich wykładach dla studentów. Praktyczny przykład tego, o czym mówiłem w swoim wystąpieniu. 

Opowiadałem o tym, czego się nauczyłem a okazało się teraz zbędne (np. folie do rzutników pisma, bibliografia na papierowych, bibliotecznych fiszkach). Pierwszym pytaniem, z wykorzystaniem interakcji w programie Mentimeter, było: "Czego się nauczyłeś s teraz jest zbędne". W chmurze słów (ilustracja wyżej), pojawiło się dużo odpowiedzi (108 osób użyło swojego telefonu komórkowego by przez kod qr lub wpisanie adresu i kodu wpisać swoje odpowiedzi, spłynęło 175 reakcji i mikrowypowiedzi). Najwięcej (najbardziej widoczne) odpowiedzi wskazało na pismo techniczne i całki. Obu się uczyłem. Pisałem patyczkiem a potem i specjalnymi metalowymi piórkami (stalówkami). Po opuszczeniu szkoły nigdy z tego też nie korzystałem. W pracy naukowej, wykorzystywałem rystory oraz wzorniki pisma (opisy do rycin na kalce do publikacji). Teraz kaligrafia i pismo ozdobne to niszowa sztuka i hobby, choć kiedyś to forma komunikacji w dokumentach technicznych. Uczyliśmy się tego, co było wtedy potrzebne lecz nie w naszej przyszłej pracy.  Podobnie z całkami, ostatni raz używałem ich w szkole. Czy to, że nie używamy to dowód, że nie są potrzebne w edukacji? Może jakieś umiejętności z tego były potem przydatne, albo do dalszej nauki albo jako podbudowa do innych umiejętności? Może trening myślenia abstrakcyjnego? Wśród trzech najczęściej udzielanych odpowiedzi pojawiło się także "nic" - czyli dla respondentów nie ma takich rzeczy, których ktoś się uczył a potem nie było to potrzebne. Zachęcam to samodzielnego przejrzenia tej grafiki i pojawiających się tam słów. Moją uwagę zwróciła także "jazda samochodem". Ja także nauczyłem się jeździć i uzyskałem prawo jazy. A przecież z tego nie korzystam. Wolę komunikację publiczną. Któż mógł wtedy przewidzieć zmianę postaw społecznych?

Suma różnych odpowiedzi, różnych doświadczeń i różnego spojrzenia. Moją intencją było pytanie o umiejętności pedagogiczne i te wykorzystywane w pracy naukowej na uczelni. Pokazywania chmura słów jest punktem wyjścia do dalszej dyskusji, do dokładniejszego przemyślenia pojawiających się tam słów i zwrotów by zrozumieć ich kontekst. 

Kolejne pytanie brzmiało "czego teraz potrzebujesz?" i było nawiązaniem do pierwszego. Najbardziej potrzebujemy czasu, spokoju, urlopu. A w kontekście chwili "kawy", "przerwy" - sposób na wyrażenie obecnych potrzeb, wyrażonych anonimowo by dać jakoś znać organizatorom. I rzeczywiscie, po moim wystąpieniu zarządzono przerwę na kawę. Pojawiło się sporo różnych odpowiedzi, nawiązujących najpewniej do potrzeb nauczyciela akademickiego jak i studentów. Zachęcam do samodzielnego przeanalizowania tej chmury słów i ewentualnie skomentowanie w komentarzach pod niniejszym wpisem.

Mentimeter - tylko kilka slajdów (a można cały wykład poprowadzić w takiej, interaktywnej formie, z wykorzystaniem telefonów komórkowych słuchaczy - sprawdza się to zwłaszcza na sali z liczną publicznością i daje możliwość każdej osobie na wypowiedzenie się, bez czekania w kolejce na udzielenie głosu). Tylko kilka slajdów? Bo aby mieć pełna wersję to musiałbym wykupić licencję prywatnie. Za rzadko korzystam z wygłaszania referatów na zewnątrz uczelni a i nie zawsze na gościnnych występach jest internet (można oczywiście wykorzystywać internet z własnego telefonu komórkowego). Prywatnie zbyt duży koszt w stosunku do rzadkiego wykorzystywania. A na uczelni do zajęć nie mam służbowej licencji. Czy jak typowy nauczyciel mam dokładać z własnej kieszeni do zadań służbowych w ramach edukacji, w ramach szeroko rozumianej misji? Dokładać swoje materiały i swoje finanse by wspomagać zakład pracy, jak większość nauczycieli, w tym także akademickich? Tak robię, ale to dalekie od komfortu pracowniczego i ma swoje granice (teraz opłacam dwa programy, które wykorzystuję na zajęciach ze studentami). W odniesieniu do Mentimeter wykorzystuję więc wersję bezpłatną, z kilkoma slajdami, jako wstawki do głównej prezentacji w Power Poincie. Wymaga to przełączania się między prezentacjami (oknami w Windowsach). Widzę lepsze możliwości lecz nie ma możliwości ani zasobów by je w pełni wykorzystać także na zajęciach uniwersyteckich. Poruszam się w ramach moich możliwości finansowych. A może zwód nauczyciela szkolnego i akademickiego potraktować jako wolny zawód. I wtedy oczekiwać, że taki nauczyciel przyjdzie z własnymi narzędziami, tak jak murarz, robiący remont w domu czy malarz, malujący ściany w mieszkaniu? Taki freelancer wykorzystujące swoje umiejętności w szkole lub uniwersytecie? Za tym oczywiście powinna iść odpowiednia płaca lub odpowiednie możliwości podatkowe. Chcemy takich zmian w edukacji?
.
Wzrost wejść na blog Profesorskie gadanie w czasie trwania wykładu.

Jak uzyskiwać informacje zwrotne w świecie hybrydowym, z wymieszana rzeczywistością i wirtualnością? W spotkaniu bezpośrednim, zwłaszcza w małej grupie korzystać możemy z języka ciała i odczytywać reakcje publiczności. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest dyskusja, dialog. Na to trzeba więcej czasu i nieco innego scenariusza samego wykładu. Być może nowe warunki powszechnego dostępu do wiedzy z wykorzystaniem internetu zmienią także samą formę i cel wykładu. Na dużej sali można posiłkować się prezentacjami online typu Mentimeter. W każdym innym przypadku można zaglądać w statystyki wejść na stronę. Przykładem są dwie grafiki, zamieszczone niżej i wyżej. Ta wyżej to zrzut ekranu z podglądu statystyki odwiedzin bloga Profesorskie Gadanie. Logo i nazwa wyświetlały się w wielu fragmentach mojego wystąpienia. Widać wyraźny wzrost wejść w czasie wygłaszania referatu. Nie pojawiły się co prawda żadne komentarze lecz szacunkowo 20-40 osób z sali zajrzało na blog. Na pierwszym planie w tym czasie na wspomnianym blogu widoczne było streszczenie wygłaszanego referatu. Czy potem słuchacze jeszcze wracali do mojego bloga by ewentualnie spokojnie doczytać? Tego nie wiem. Nawet technologia nie pomoże w  zbieraniu pełnej informacji zwrotnej. Organizatorzy wyślą pdf z prezentacji do uczestników, więc będzie to dodatkowa forma notatek. W codziennej pracy akademickiej warto i z takiej formy skorzystać. Czy z bezpłatnego bloga można zrobić formę komunikacji asynchronicznej online? Jako formę notatek oraz przestrzeń do dyskusji? Sprawdzam od dawna. Na razie bez satysfakcjonującego mnie rezultatu. Coś na pewno trzeba będzie zmienić, zmodyfikować. Jestem na etapie eksperymentowania.



Statystyki wejść na blog dziennik refleksji, w czasie trwania wykładu.

W czasie wygłaszania referatu wspomniałem także o dzienniku refleksji jako mojej formie modyfikowania dydaktyki. Pokazał się także qr kod linkujący do bloga ze studenckimi dziennikami refleksji (statystyki na grafice wyżej). Tu również udało się dobrze uchwycić moment zwiększonej liczby wejść w czasie prelekcji. Czy tylko zajrzeli czy też coś przeczytali? A wtedy rodzi się wątpliwość - może w ten sposób rozpraszam słuchaczy i zajmują się czymś innym? 

Pokazywałem różne przykłady tworzenia środowiska edukacyjnego metodą chałupniczą: blog, Facebook, MS Teams, mailing z wykorzystaniem USOSa, Wakelet, You Tube itp. Wszystko to, co jest w zasięgu każdego nauczyciela akademickiego bez ponoszenia dodatkowych kosztów finansowych. Zaletą takich narzędzi i takiego podejścia jest to, że jest dostępne od zaraz dla każdego. Potrzeba tylko umiejętności i wiedzy. A czy doczekamy się komfortowych i profesjonalnych warunków by w pełni wykorzystywać swoje kompetencje? Myślę o edukacyjnych zwiadowcach, którzy eksplorują nowe możliwości jak i o codziennej aktywności zawodowej nauczyciela akademickiego. 

I na koniec ostatnia grafika z Mentimeter, z pytaniami oraz komentarzami, które mogli uczestnicy wpisywać w ciągu całego wykładu. Jak widać sam program się spodobał. Wydawał mi się już powszechnie znany, ale się myliłem. Pierwszy komentarz, na który chciałbym zwrócić uwagę, brzmi "przyszłość jest niepewna, ale potem okazuje się, że jest tak jak zawsze". Być może przemawia z tej wypowiedzi pesymizm co do możliwych zmian. Ale może jest to zwrócenie uwagi na to, że są sprawy niezmienne mimo powierzchowności zmian. W sumie dinozaury nie całkiem wyginęły. Przecież ptaki to linia ewolucyjna dinozaurów. Zatem mimo ogromnej katastrofy i zmiany coś pozostało "tak jak zawsze". Nie ma już dinozaurów lecz są ptaki. Zmienił się wygląd tych zwierząt i rola w ekosystemie. Coś jednak pozostało.

I drugie pytanie dotyczące tego czy istnieje możliwość połączenia szkoły pruskiej (a więc tej z epoki przemysłowej) z nowoczesną. Czy jednak wymagana jest totalna zmiana? Sadzę, że jedno i drugie. Wszystkie zmiany społeczne są w jakimś sensie ewolucyjne i wykorzystują stare struktury. Tak przecież było ze szkołą pruską. Była to daleko idąca modyfikacja istniejących już szkół kościelnych. Sądzę, że jest potrzebna totalna zmiana lecz może być ona osiągnięta stopniowo i z zachowaniem wielu elementów szkoły pruskiej. Trzeba tylko zastanowić się, które elementy są przydatne także w nowej rzeczywistości. Wiele zmian zachodzi już oddolnie. Ale potrzebna jest dogłębna dyskusja nad tym, do czego jest nam potrzebna edukacja, jakimi wartościami ma się kierować. Nie chodzi o zmianę dla samej zmiany lub chaotyczne zmiany w nadziei, że któraś przyniesie coś dobrego. Koszty zmian będą duże, dlatego potrzebny jest dogłębny namysł: co i w jakim kierunku zmieniać. Bezwład instytucji społecznych jest zazwyczaj duży. Nic się szybko i gruntownie nie uda zrobić. Podsumowując - nawet totalne zmiany można wprowadzać ewolucyjnie.

Refleksje z innych, wysłuchanych referatów, przedstawię za jakiś czas. Gdy je spiszę i uporządkuję. A było tam sporo ważnych dla mnie treści.

13.10.2023

Czy piramida (trójkąt) zapamiętywania jest mitem?

Ryc. 1. Piramida zapamiętywania zamieszczona na stronie portalu edukacyjnego Pi-stacja, darmowe wideolekcja https://pistacja.tv/. Zmodyfikowana i rozbudowane wersja modelu piramidy/trójkąta zapamiętywania.
 
Będzie długo i z dygresjami. Bo nie zawsze da się krótko i prosto. Sprawa jest ważna i ciekawa, dlatego poświęcam jej więcej miejsca. Rzecz dotyczy mitów czy pozornych mitów w naukach pedagogicznych. 1. Najpierw będzie więc o micie, czym jest i jak rozumieć to pojęcie. 2. Potem przykład z mojego spotkania z piramidą zapamiętywania. 3. Następnie krótko o zawiłości badań pedagogicznych. 4. Zasadniczą i najważniejszą częścią będzie analiza zarzutów pod adresem piramidy zapamiętywania. 5. A na koniec pojawi się podsumowanie i wnioski. Śródtytuły i wytłuszczenia ułatwią poruszanie się w całej wypowiedzi, uwidaczniając strukturę. Pojawią się także dygresje dotyczące nauki jako takiej, jak powstaje i czym jest.

Co to jest mit?

W słowniku języka polskiego PWN takie możemy znaleźć definicje mitu:
1. «opowieść o bogach, demonach, legendarnych bohaterach i nadnaturalnych wydarzeniach, będąca próbą wyjaśnienia odwiecznych zagadnień bytu, świata, życia i śmierci, dobra i zła oraz przeznaczenia człowieka»
2. «ubarwiona wymyślonymi szczegółami historia o jakiejś postaci lub o jakimś wydarzeniu»
3. «fałszywe mniemanie o kimś lub o czymś uznawane bez dowodu» [wytłuszczenia moje]

Od siebie dodam jeszcze jedno rozumienie, nawiązujące do definicji 1., w części "wyjaśnienia odwiecznych zagadnień bytu, świata". 4. W tym rozumieniu mit to swoiste rozumienie paradygmatu w nauce. Wolę oczywiście pojęcie paradygmat, bo jest już używane i dobrze zdefiniowane. 

W jakim sensie piramida zapamiętywania/uczenia się może być rozważana jako mit? W definicji 3 i 4. A więc jako fałszywe mniemanie  - w tym znaczeniu piramida uczenia się byłaby fałszywym mniemaniem o procesie uczenia się. Oraz jako mit-paradygmat, z którego wyprowadzane jest rozumienie procesów uczenia się. W tym znaczeniu nazywanie tego modelu mitem nie jest czymś złym, a wręcz przeciwnie - nadaje dużą wartość, tak jak tautologia darwinowska "przeżywa najlepiej przystosowany" : kto przeżywa - osobnik/gatunek najlepiej przystosowany. A który jest najlepiej przystosowany do środowiska? Ten, który przeżył. Niby tautologia a jakże płodna w liczne, dobrze zaplanowane i wykonane badania.

Moje spotkania z mitem piramidy zapamiętywania

Z piramidą zapamiętywania zetknąłem się chyba na jakimś szkoleniu lub zapoznałem się w trakcie lektury jakiegoś artykułu. To był początek mojej pracy, chyba lata 90 XX wieku. Nie pamiętam publikacji czy też wykładu. Ale główną ideę, główną myśl, zawartą w tym podejściu graficznym, na długo zapamiętałem. Może dlatego, że obrazy i proste schematy łatwiej zapamiętujemy? Łatwiej niż słowa, ułożone w długie zdania? Obraz głównej idei dobrze w głowie pozostaje. I łatwo odtworzyć czy raczej zbudować na nowo własną opowieść o edukacji. Dlaczego zapamiętałem? Bo już wtedy ta grafika (model) dobrze w moim odczuciu opisywała fakty i dyskusje, znane mi z innych źródeł oraz z autopsji. Moim zdaniem trafnie opisywała to, co już znałem i doświadczyłam. Ale także była inspiracją do dalszego zgłębiania i sprawdzania, czy to tak rzeczywiście jest.

Do czego wykorzystywałem? Na wykładach ze studentami, dla specjalności nauczycielskiej i na studiach podyplomowych dla nauczycieli. Jako wstęp do dalszych rozważań szczegółowych i projektowania zajęć. Dawno z tego schematu już nie korzystałem. Bo pojawiły się nowe, lepsze modele opisujące efektywność zapamiętywania i uwarunkowania procesu uczenia się. Lepsze jest wrogiem dobrego.

Do czego jeszcze wykorzystałem? Przede wszystkim jako inspirację dla siebie, by zmieniać swoją dydaktykę i odchodzić od wykładu podającego i zmierzać do większej samodzielności i aktywności studentów. Ponadto wspomniana piramida efektywności uczenia się stanowiła dla mnie ukierunkowanie refleksji i obserwacji czy to działa. I w jakim zakresie. Nie tylko mówić lecz i pokazywać (grafika, animacje na wykładzie w prezentacji Power Point itp.). Nie tylko słowa, lecz także obraz i animacje oraz przeplatanie wykładu różnymi aktywnościami, w tym dyskusją, metodą projektu itd. Lata pracy utwierdziły mnie w słuszności głównej idei. Być może warto w tym miejscu przypomnieć truizm: ważna jest także treść. Forma bez treści nie istnieje. Pomijam jednak w tych rozważaniach aspekt treści, bo traktuję jako oczywisty. Najpiękniejsza forma bez treści pozostaje pustką. Pustką pięknie opowiedzianą. Nic, efektywnie zapamiętane, dalej pozostaje niczym.

Wróćmy do zasadniczego wątku. Piramidę efektywności zapamiętywania spotykałem potem wielokrotnie, m.in. w niektórych podręcznikach, tak jak w znakomitym Rewolucja w uczeniu się. autorstwa G. Dryden, J. Vos,  (wyd. polskie z 2000 roku, ryc. 3, zobacz niżej). Pojawiły się wartości procentowe. Ale traktowałem je jedynie jako zobrazowanie grafiki a nie jakieś realne liczby. Bo proces uczenia się jest wielowymiarowy i wieloczynnikowy (o tym nieco dalej). Trudno więc pojedynczym czynnikom przypisać konkretne wartości liczbowe. Na dodatek współczesne wykłady akademickie i szkolne są bardzo zróżnicowane w zakresie wykorzystywanych form (po części to zapewne zasługa tegoż modelu piramidy).

Doświadczać, sprawdzać, zmieniać. Z refleksją przyglądałem się sobie, w jakich okolicznościach więcej zapamiętuję, a w jakich mniej. Obserwowałem siebie jak się uczę, co i dlaczego zapamiętuję. Pokrywało się z założeniami piramidy zapamiętywania. Ale później badania nad mózgiem i dokonania neuronauk dały dobre wyjaśnienie dlaczego tak się dzieje. Dlaczego im większa aktywność uczącego się, tym efektywniejsze zapamiętywanie. Nawet do warunków klasycznych, z wykładami i sprawdzaniem wiadomości można było to zastosować przez samodzielne wprowadzanie elementów aktywizujących w czasie powtarzania (polecam książkę Harwardzki podręcznik uczenia się).


Ryc. 2. Piramida (trójkąt) zapamiętywania w dwóch wersjach, piramidy i zestawienia liczbowego. Źródło: artykuł internetowy o metodzie odwróconej klasy. 


Wiedza naukowa jako produkt nie jest stała, bo w procesie poznawania pojawiają się co raz to nowe fakty, obserwacje, dane oraz nowe uogólnienia i paradygmaty (czytaj więcej). Nic w nauce nie jest raz na zawsze dane, bo po dobrych koncepcjach, modelach czy teoriach przychodzą jeszcze lepsze. Model piramidy zapamiętywania ma już prawie wiek. W tym czasie w naukach pedagogicznych jak i biologii mózgu wiele się wydarzyło. Niemniej można zauważyć wieloletni spór (dyskusja) między dwoma paradygmatami, dwoma nieco różnymi podejściami: skoncentrowaniu się na przedmiocie nauczania oraz skoncentrowanie się na uczniu i jego środowisku uczenia się. Toczą się rozliczne dyskusje, uzupełniane coraz to nowymi odkryciami i publikacjami. Dyskutowany jest także model piramidy zapamiętywania. Na stare problemy, sformułowane jeszcze w okresie dominacji behawioryzmu, patrzymy z perspektywy zupełnie nowych odkryć i nowych paradygmatów takich jak konstruktywizm czy konektywizm. 

Jak badać efektywność uczenia się?

W konwencji behawioryzmu starano się wyodrębnić pojedyncze elementy zjawisk psychologicznych czy pedagogicznych i badać je w laboratorium lub ściśle kontrolowanych warunkach. W efekcie odkryto wiele różnych procesów i zjawisk. Lecz rzeczywistość jest bardziej złożona. Zarówno gatunek w ekosystemie jak i uczeń (osoba) w społeczności znajduje się w sieci licznych powiązań i wielu równoczesnych oddziaływań. Jedne z nich działają antagonistycznie inne synergicznie. System nie jest więc prostą sumą pojedynczych oddziaływań. Tak jak w ekologii, tak i w naukach społecznych, pomocne okazały się inne metody badań statystycznych i analiz wieloczynnikowych. Dzięki rezonansowi magnetycznemu w neuronaukach można było osiągnąć znaczący postęp i obserwować aktywność mózgu w czasie rzeczywistym. Nowe metody badawcze przyniosły znaczący postęp, bo można było zobaczyć to, co dawniej było niewidoczne i nieosiągalne. 

Jako ekolog pracuję na układach ekologiczny, które także są złożone, wieloelementowe i z obecnością wielu różnych czynników. Nie wystarczy coś zbadać w izolacji i w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych. Bo mimo ułudy kontrolowania wszystkiego i zmieniania tylko jednego czynnika, potem obserwujemy organizmy w złożonych układach, gdzie działa wiele czynników jednocześnie, jedne są na dodatek antagonistyczne inne działają synergicznie. Potrzeba innego podejścia.

Badania pedagogiczne. Wątpliwości etyczne i metodyczne

Badania pedagogiczne nie są łatwe. Po pierwsze mamy wątpliwości etyczne. Chemik czy fizyk w laboratorium dowolnie może planować i realizować swoje eksperymenty. Łatwo jest zaprojektować eksperyment z próbą badawczą i próbą kontrolną. W badaniach pedagogicznych, podobnie jak w medycznych, dochodzą wątpliwości moralne: nie wszystko warto zrobić, co dałoby się zrobić teoretycznie. Eksperymentujemy przecież na żywych organizmach i na ludziach.  Czy możemy świadomie zrobić coś, co zaszkodzi w procesie uczenia się byleby tylko eksperymentalnie sprawdzić? Czy możemy jedną grupę uczniów uczyć gorszymi metodami tylko po to, by eksperymentalnie sprawdzić o ile gorzej wypadną? Lub o ile lepiej wypadnie grupa badawcza w porównaniu do kontrolnej? 

Nie da się wyizolować pojedynczych czynników i stworzyć dobrej próby kontrolnej. Jak zaplanować eksperyment by sprawdzić ile zapamiętujemy przez czytanie a ile przez słuchanie czy jednoczesne widzenie i słuchanie? Musiałaby być ta sama klasa, ten sam nauczyciel, ta sama treść - czyli już przez ten sam fakt nieosiągalne. Zatem wiele klas, podobnych, wielu nauczycieli o podobnych cechach i dalsza analiza statystyczna. Ale przecież działają inne czynniki dodatkowe. Ta sama treść napisana, pokazana czy opowiedziana w sposób nudny, nieuporządkowany, będzie gorzej odebrana i zapamiętana. Dziecko głodne słabiej się uczy od sytego. Różnego rodzaju problemy pozaszkolne, domowe także mogą wnosić "szumy". Zatem musiałoby być bardzo duża próba aby analizy statystyczne mogły w jakimś stopniu wyeliminować te niejednorodności. Potrzebne są więc złożone analizy statystyczne a nie wyizolowane eksperymenty "laboratoryjne". Trudno sobie wyobrazić tak szerokie badania. Pozostaje wykorzystywanie tak zwanych naturalnych eksperymentów czyli złożone badania w realnych klasach i realnych sytuacjach. Z uwzględnieniem zapamiętywania krótkotrwałego i takiego w perspektywie roku, kilku czy kilkunastu lat. Potrzebne jest systematyczne gromadzenie danych i analizy big data. Można wykorzystywać standardowe testy, przeprowadzane przez wiele lat, zarówno te krajowe jak i te międzynarodowe. Nie jest łatwo ale postęp jest widoczny.



Ryc. 3. G. Dryden, J. Vos, Rewolucja w uczeniu się. Wyd. Moderski i S-ka, Poznań 2000.

Czy piramida jest mitem?

Obserwujemy wieloletni spór między podejściem skoncentrowanym na przedmiocie nauczania a skoncentrowanym na uczniu, między zwolennikami stylu podającego i wykładu a zwolennikami metod aktywizujących,  między nauczaniem a uczeniem się. Dyskusja ta jest czymś normalnym w nauce (liczą się argumenty i nowe badania, czasem nowość pojawia się na skutek zastosowania zupełnie nowych metod badawczych). Ale w wersji publicystycznej dyskusja przyjmuje różne formy, czasem bardzo agresywne i powierzchowne.

Nauka rozwija się przez dodawanie informacji i przebudowywanie (rearanżację) już istniejących teorii i modeli. Gdy następuje duża przebudowa to mówimy o zmianie paradygmatu (zmianie paradygmatu lub konkurencji różnych paradygmatów). A potem następuje ewolucyjne modyfikowanie i rozbudowywanie modelu. Aż pojawi się ktoś, kto zaproponuje zupełnie inny model, lub przebudowa dotyczyć będzie całego modelu. Paradygmaty pojawiają się skokowo.

Piramida (stożek, trójkąt) efektywności uczenia się jest tego dobrym przykładem. Jego początki mają już blisko 100 lat. Być może inspiracją była piramida potrzeb Maslowa. Piramida efektywności uczenia się w jakiś sposób koncepcyjnie nawiązuje do pomysłu Maslowa. Najpierw Dale zaproponował stożek doświadczania (stosowanie metod audiowizualnych, książka pt. „Audio-Visual Methods in Teaching”). Potem pojawiła się piramida zaproponowana przez National Training Laboratories Institute, do której jeszcze później dodano wartości procentowe. Moim zdaniem wartości procentowe były jedynie innym sposobem wyrażenia idei piramidy. Potem pojawiły się różne mniej lub bardziej widoczne modyfikacje, nawet w formie odwróconej piramidy (trójkąta o podstawie zwróconej ku górze). Przykłady różnych wersji wspomnianej piramidy pojawiają się w całym niniejszym tekście. 
Ryc. 4. Letrud K., 2012. A rebuttal of NTL Institute’s learning pyramid. https://www.researchgate.net/publication/285798853_A_rebuttal_of_NTL_Institute%27s_learning_pyramid [dostęp: 19 września 2023 r.].

Tytuł artykułu jest mocny – obalenie mitu. Ale jest trochę na wyrost. Jest to ważny głos krytyczny ale do obalenia „mitu” jeszcze mu daleko. To ważne uwagi krytyczne – traktuję jako spór między dwoma różnymi paradygmatami - lecz odnoszą się tak na prawdę jedynie do fragmentu modelu a nie do całości. Artykuł i jego wnioski zostały podchwycone w wielu blogach. Co jest w tej pracy a czego nie ma, a na co powołują się różni publicyści i dyskutanci w sporze naukowym?

W artykule K. Letruda omówiono piramidę uczenia się, propagowaną przez National Training Laboratories Institute. Autor przedstawia i uzupełnia historyczną i metodologiczną krytykę piramidy uczenia się oraz wzywa Instytut NTL do wycofania swojego modelu. Zarzuty odnoszą się do trudności metodologicznych w zweryfikowaniu modelu (ale ta trudność uwidacznia się tylko na gruncie behawioryzmu i swoistego redukcjonizmu) oraz podważa zasadność wartości liczbowych piramidy zapamiętywania (owe 5%, 10% itd.). W żaden sposób nie obala wartości ani zasadności samego modelu piramidy jako takiej. Podważenie zasadności wartości liczbowych nie jest równoznaczne z podważaniem całego modelu – a na to powołują się blogowi publicyści, cytujący tę pracę. Powołują się na coś, czego w pracy nie ma.

Przede wszystkim główny zarzut dotyczy pytania o badania podstawowe, na których sformułowano model piramidy (stożka, trójkąta). W cytowanej pracy ich nie ma. W innych tekstach znalazłem wzmiankę, że badania te zaginęły. W nauce nie ma to znaczenia bowiem każde badania powinny być powtarzalne. Nic nie stoi na przeszkodzie w ich powtórzeniu. Letrud słusznie dopytuje się o badania jednakże autor sam nie przedstawia (ani nie cytuje) badań podstawowych, podważających model stożka (piramidy). Zatem jest to głos ważny lecz nie jest rozstrzygający. I to warto podkreślić.

W rozważaniach na temat teorii naukowych Letrud słusznie podkreśla, że modele teoretyczne (o ile mają mieć wartość), to powinny umożliwiać przewidywania (predykcję), wydedukowane z modelu i te przewidywania można testować, sprawdzać, falsyfikować. Weryfikowanie przydatności modelu dokonuje się poprzez wydedukowanie twierdzenia, które można sprawdzić empirycznie. Potwierdzona prognoza zwykle służy jako wsparcie dla modelu. Ale jest to dowód niewystarczający. Hipotezę (model) dopóty uznajemy, dopóki się nie uda się jest sfalsyfikować, jednoznacznie wykazać sprzeczność uzyskiwanych wyników z założeniami. Tego Letrud nie dokonał. Wskazał na ważne słabe strony modelu (wartości procentowe). Tyle i tylko tyle.

Czy z modelu piramidy można wyciągnąć błędne predykcje, błędne przewidywania? Przy pewnym interpretowaniu tak, lecz główna idea wartości metod aktywizujących skutecznie się broni. Nie tylko w oparciu o obserwacje pedagogiczne ale ostatnio także w oparciu o wyniki neuronauk (neurobiologia). Metody aktywizujące (dyskusje, przetwarzanie, opowiadanie innym, zastosowanie w praktyce) są efektywniejsze niż metody bierne, tylko podające.

Domaganie się danych źródłowych jest jak najbardziej zasadne. I domaganie się badań także. Wiedząc, że to nie takie proste, zwłaszcza w konwencji prostego redukcjonizmu. A to dlatego, że działa jednocześnie wiele różnych czynników.

Najważniejszy zarzut Letruda dotyczy wartości liczbowych z procentami. Moim zdaniem wartości liczbowe są tylko symbolicznym oddaniem piramidy i nie wynikały z badań (bo takowe byłoby niezwykle trudno wykonać). W wielu różnych przedstawieniach graficznych, także współczesnych, nie ma tych wartości procentowych a jedynie ogólne mniej, więcej itp. (przykład - ryc. 1). I w tym przypadku ważny zarzut traci moc. Bo tak na prawdę dotyczy tylko fragmentu modelu. Jeśli go zmodyfikować, to negująca argumentacja traci swą podstawę. Problemem może być to, że model graficzny z liczbami lub bez może być różnie, w tym niepoprawnie, interpretowany. W tym kontekście głos Letruda by wycofać się ze stosowania, wydaje się uzasadniony. Można jednak zmodyfikować sam model by był dużo bardziej edukacyjnie użyteczny (komunikatywny). I wtedy nie ma podstaw do rezygnacji. Choć osobiście uważam, że potrzebne są lepsze modele, lepiej i pełniej wykorzystujące współczesne badania. Bowiem od lat 60-tych XX wieku dużo w zakresie pedagogiki jak i neurobiologicznych podstaw uczenia się, osiągnięto. Tak jak heliocentryczny model układu słonecznego, zaproponowany przez Kopernika (koliste orbity) został zastąpiony modelem orbit eliptycznych. Zmieniono szczegół, fragment lecz nie zasadniczą istotę. Próba zanegowania teorii heliocentrycznej na podstawie tego, że koliste orbity zaproponowane przez Kopernika są błędne, jest bezzasadna. Dlaczego Kopernik zaproponował koła, mimo że niezgodne było z obserwacjami i dlatego wprowadzał dodatkowe epicykle? Bo bo odnosił się do greckiego pojęcia koła jako figury doskonałej. 

Wg Letruda, wersja piramidy z 1969 r. zawierała dane procentowe, pochodzące z badań z wczesnych lat czterdziestych XX wieku. Sam Letrud stwierdza, że odrzucenie modelu ze względu na brak wsparcia empirycznego może być pochopne. Aby jednak przetestować piramidę uczenia się i zmierzyć względną efektywność trybów uczenia się, podstawowe kategorie modelu muszą zostać gruntownie zmodyfikowane. Osobiście nie wiem czy współcześnie warto już tak do tego podchodzić i falsyfikować wartości procentowe. To w zasadzie rozwiązywanie dawnych problemów badawczych. Po części już nieaktualnych w takiej formie.

Zgadzam się z Letrudem, że piramida uczenia się Instytutu NTL jest trudna do testowania. Wszystko przez niejednoznaczność samego pojęcia "uczenie się". I w jakich odcinkach czasowych mierzyć tę efektywność uczenia się: dni, miesięcy, roku, wielu lat? Trudno jednoznacznie oddzielić słuchanie od dyskusji. W odniesieniu do czytania, wykładów, pomocy audiowizualnych i demonstracji, zwłaszcza, gdy zachodzą jakiekolwiek interakcje, to odróżnienie „otrzymywanie informacji od zdobywania informacji” staje się niezwykle trudne jeśli w ogóle możliwe. W dyskusji zarówno otrzymujemy informacje, jak i wnosimy własne. Podważanie na tej podstawie istoty modelu piramidy zapamiętywania jest bardzo karkołomne. Podobnie jest z rozmywaniem terminu "zastosowania wiedzy w praktyce". Np. "przećwicz to, czego się nauczyłeś" może oznaczać zwykłe powtarzanie jak i głębsze przetwarzanie w innych kontekstach i w powiązaniu interdyscyplinarnym z innymi elementami wiedzy i umiejętności. Może się wiązać z uzupełnianiem wiedzy i z powtarzaniem jako takim. 

Jest zrozumiałym, że kategorie takie jak słuchanie, oglądanie obrazów jak i przetwarzanie w dyskusji nie są ściśle od siebie odizolowane. Nawet ich ścisłe zdefiniowanie, jak sugeruje Letrud, nie umożliwią samodzielnego zbadania. W takim rozumowaniu kryje się przywiązanie do paradygmatu behawioryzmu (wyizolowania poszczególnych elementów i ich oddzielne badanie). Nauka poradziła sobie z takimi trudnościami poprzez stosowanie innych metod statystycznych i analizy wieloczynnikowej. Postęp odbywa się nie przez ścisłe zdefiniowanie i oddzielne badanie lecz zastosowanie innego aparatu badawczego. Prawdą jest, że nauczyciele, którzy przekazują swoją wiedzę, wcześniej tę wiedzę zdobyli w różny sposób: przez słuchanie wykładów, czytanie, dyskusje i pokazy. Także ćwiczyli – w obu znaczeniach tego słowa. Zatem ich kompetencje są wynikiem wszystkich, także tych nisko lub półefektywnych, sposobów uczenia się. 

Zarówno stożek Dale’a jak i piramida była zaleceniem dla prowadzących kursy i szkolenia. A te w większości odbywały się i odbywają w formie podającego wykładu lub pokazu. Sugerowano więc wprowadzanie metod audiowizualnych i innych aktywizujących, w tym dyskusji między uczestnikami czy zastosowanie wiedzy w praktyce. W szkołach od dawna wprowadzano ćwiczenia, eksperymenty, metody dyskusyjne i własną pracę domową. Współczesne wykłady mają charakter prezentacji audiowizualnych (a więc z metodami audiowizualnymi). Często obejmują one tekst, wykłady i demonstracje, co utrudnia prostą ocenę wpływu technologii audiowizualnej, jak i metod aktywizujących. Osiągnięcia m.in. neuronauk i poznanie procesów uczenia się i pracy mózgu powodują, że nie ma już potrzeby udowadniania tych wręcz oczywistych faktów w postaci grup badawczych i kontrolnych z prostymi różnicami w postaci wykładu mówionego, i z zastosowaniem metod audiowizualnych czy dyskusji. To warto było robić pół wieku temu (gdy powstawał model piramidy). Teraz jesteśmy już znacznie dalej. 

Sam Letrud zaznacza, że model piramidy zapamiętywania jest powszechnie używany i akceptowany dlatego, że przekazuje on pewne istotne prawdy na temat uczenia się. Nie można oprzeć się wrażeniu, że głównym powodem tak skutecznego rozprzestrzenienia się tej metody jest to, że odpowiada ona całej naukowej wiedzy różnych autorów na temat edukacji, a także ich doświadczeniu zawodowemu. Letrud przyznaje także, że najskuteczniejsze formy uczenia się takie jak dyskusje, praktyka, natychmiastowe wykorzystanie lub nauczanie innych, oferowane przez model piramidy zapamiętywania, wniosły znaczący wkład w nasze zrozumienie różnych zagadnień. Same w sobie są częściami procesów uczenia się, które obejmują uczęszczanie na wykłady, czytanie i pisanie, a ich odrębnego wkładu w te procesy nie można łatwo rozróżnić. Spór jest więc nie o mityczność (złudzenie) modelu piramidy uczenia się co o szczegóły interpretacyjne i niewłaściwe umieszczenie danych liczbowych z procentami.

Letrud zaznacza, że większość ma tendencję do podkreślania niższych i wyższych kategorii, ponieważ uważa, że piramida uczenia się potwierdza ich ogólną preferencję dla strategii aktywnego uczenia się nad pasywnymi, w związku z czym współbrzmi z kilkoma obecnie rozwijanymi teoriami pedagogicznymi. W swoich wnioskach autor omawianej publikacji wskazuje, że wszelkie próby przeprowadzenia testów empirycznych modelu piramidy napotkają poważne problemy metodyczne. I apeluje do Instytutu by nie rozpowszechniał tego modelu. Niestety nie znam odpowiedzi Instytutu. Trzeba będzie na to przeznaczyć znacznie więcej czasu i pracy w przeglądaniu bogatego piśmiennictwa. Być może warto z filozoficznego historycznego punktu widzenia by lepiej poznać tworzenie się paradygmatów i upowszechniania się różnych modeli. 

Praca Letruda znalazła odbicie w różnych dyskusjach i wpisach na blogach. W zasadzie tylko niektóre wnioski są podchwytywane, bez wnoszenia rzeczowych argumentów w postaci realnych badań.

Inne głosy krytyczne (na blogach, już w wersji bardziej popularnej

Ryc. 5. Wersja piramidy zapamiętywania z uwzględnieniem wartości procentowych.

Kolejną pracą, krytyczną w stosunku do modelu, którą chcę przedstawić to The Pyramid of Myth Randy Macdonalda (brak daty publikacji, sądząc po komentarzach nie później niż 2017, źródło i link). 
Randy Macdonald stwierdza, że w edukacji istnieje wiele mitów, w tym mit o piramidzie uczenia się, (stożek uczenia się) lub o błędnym przedstawieniu Stożka Doświadczenia Dale'a. Jako przykład podaje stożek z wartościami liczbowymi (podobny to tego z ryc. 5).

Jak pisze Macdonald, według piramidy uczeń zapamięta średnio tylko 5% wiedzy z wykładów, ale zapamięta 90% tego, czego uczy innych (są to wartości z piramidy). Stwierdza dalej, że to niepoprawne, bo te liczby w przenośni i dosłownie nie sumują się. „Zacznijmy od zapamiętania średnio 90% informacji poprzez uczenie innych... w jaki sposób uczeń zdobył informacje, aby móc uczyć innych? Jeśli nauczył się podczas wykładu, zapamiętał tylko 5% informacji. Zatem teraz ucząc innych owych 5%, które zapamiętał z wykładów, a teraz przekazuje innym jedynie 90% tej wiedzy? A co z zapamiętaniem uczącego się ucznia (nowego ucznia)? Jeśli uczeń przekazuje (audiowizualnie) nowemu materiał, nowy uczeń powinien zapamiętać średnio tylko 20% z 90% tego, co zapamiętał pierwszy uczeń.” Autor podkreśla, że to głupota. I nie trudno się z nim zgodzić. Przy takim rozumowaniu to rzeczywiście głupota. Lecz Macdonald nie bierze pod uwagę tego, że żeby uczyć innych, trzeba samemu powtórzyć, ustrukturyzować swoją wiedzę. I to, że widząc braki taki „nauczyciel” sam uzupełnia, doczytuje. Błędem jest mniemanie, że wysłucha i tylko z tego uczy (jakby nic się w mózgu i w interakcjach tego ucznia nie działo po wysłuchaniu treści). W tak skonstruowanym przykładzie całkowicie pomijane są dodatkowe aktywności nauczającego ucznia (powtarzanie, przetwarzanie, uzupełnianie brakującej wiedzy przez dyskusje, czytanie itp.).

Autor kontynuuje „Załóżmy, że uczeń uczy innego ucznia (średnio 90% zapamiętania) poprzez demonstrację (średnio 30% zapamiętania)… czy uczeń zapamięta teraz średnio około 120% materiału?" Trochę to karkołomna i naciągana argumentacja, sprowadzająca umyślnie przykład z liczbami do absurdu. Bo przecież uczeń dyskutuje i uzupełnia swoje informacje. Wykorzystanie w praktyce i nauczania innych (także opowiadanie innym) to dodatkowe czynności i dodatkowy czas. Sama sytuacja motywuje do dodatkowego wysiłku i dodatkowej aktywności. Na pewno niewłaściwe jest takie upraszczanie i takie interpretowanie modelu. Wątpię, żeby ktokolwiek rzeczywiście tak interpretował. Jest to więc dyskutowanie w oparciu o fikcyjną (hipotetyczną) sytuację.

Autor cytowanego materiału wyciąga niby logiczny wniosek, że z tych liczb wynika, „że istnieje jeden, najlepszy sposób nauczania w każdych okolicznościach. Z mojego doświadczenia wynika, że ​​jest to sprzeczne z filozofią różnicowania i personalizacji uczenia się w klasie.” [wytłuszczenie moje] Też się zgodzę, że to zły wniosek, oparty o błędne rozumowanie i błędne, jak mniemam, interpretowanie stożka efektywności zapamiętywania.
Fig 6. Przykład stożka efektywności zapamiętywania, zaczerpnięty z bloga, omawianego niżej. 

Kolejny blogowy przykład (bez autora i bez daty publikacji) pt. Mit i tajemnica piramidy uczenia się. W tym materiale omawiany jest mit stożka efektywności, z początkowym zaznaczeniem, że graficzny obraz Stożka Nauki Edgara Dale'a jest niezwykle kuszący. Dla osób, które są zwolennikami aktywnego uczenia się, piramida efektywności w obrazowy sposób pokazuje „że mówienie do ludzi i wygłaszanie wykładów to po prostu za mało. Jako nauczyciele i trenerzy radzimy sobie lepiej, jeśli pozwalamy uczniom widzieć, słyszeć, doświadczać, a także próbować przekazywać to innym. Dalej w tekście zaznaczono, że do pierwszej wersji stożka Dale'a z 1946 roku, później dodano wartości procentowe ale tego modelu z liczbami nie udało się potwierdzić wynikami badań (rozstrzygające jest nie tyle potwierdzanie co sfalsyfikowanie, podważenie eksperymentalne hipotezy). Ponadto te zależności nie są tak liniowe, jak to przedstawiono, gdyż nie można polegać na dodaniu „słyszenia i oglądania” do „czytania” oraz dodaniu do nauki kolejnych 10 lub 20%. Powtarzane są więc argumenty jak w publikacji Macdonalda, omówionej wyżej.

W dalszej części materiału powołuje się autor na badania przeprowadzone przez firmę Cisco w 2008 roku, zatytułowane „Uczenie się multimodalne za pośrednictwem mediów: co mówią badania”. Z przeprowadzonej metaanalizy wynika, że „Osoba(y), która dodała procenty do stożka nauki, szukała złotego środka, uproszczonego podejścia do złożonego problemu. Bliższe przyjrzenie się pokazuje, że jedna wartość liczbowa nie jest odpowiednia dla wszystkich uczniów. Jak się okazuje, działanie nie zawsze jest skuteczniejsze niż oglądanie, a widzenie nie zawsze jest skuteczniejsze niż czytanie. Świadomi nauczyciele rozumieją, że optymalny projekt zależy od treści, kontekstu i ucznia”. I ja się z tym w pełni zgadzam. Sformułowanie „nie zawsze” wynika z faktu, iż w procesie uczenia się działa wiele różnych zmiennych i uwarunkowań. Jednak za pomocą tej oczywistości trudno udowadniać mityczność czyli fałszywość modelu stożka. Co najwyżej można mówić o zbytnich uproszczeniach.

W dalszej części artykułu zbadano rodzaje pamięci, leżące u podstaw uczenia się ludzi, wpływ uczenia się „interaktywnego multimodalnego”, oraz podejście „nieinteraktywne, unimodalne” i podsumowano: „Rzeczywistość jest taka, że najskuteczniejsze projekty uczenia się dostosowują się do różnorodnych mediów, kombinacji modalności, poziomów interaktywności, cech ucznia i pedagogiki opartej na złożonym zestawie okoliczności. Ogólnie rzecz biorąc, wykazano, że uczenie się multimodalne jest bardziej skuteczne niż tradycyjne uczenie się jednomodalne. Dodanie elementów wizualnych do nauki werbalnej (tekstowej i/lub słuchowej) może skutkować znacznymi postępami w nauce podstawowej i wyższej. Wyniki metaanalizy zawarte w tym raporcie dostarczają wglądu w to, kiedy interaktywność wspomaga multimodalne uczenie się w przypadku tematów od umiarkowanych do złożonych, a kiedy korzystna jest dla uczniów indywidualna praca podczas uczenia się lub budowania automatyzmu przy użyciu podstawowych umiejętności”.

W omawianym wpisie blogowym podano kilka argumentów na tak i na nie dla modelu stożka zapamiętywanie. „Czy Piramida wskazuje nam właściwy kierunek? Tak i nie.” Powołując się na publikację autorstwa James Lalley i Roberta Miller pt. „Piramida uczenia się: czy wskazuje nauczycielom właściwy kierunek?” opublikowaną w „Edukacji” w 2007 r., zaznacza się, że nie można udowodnić stożka uczenia się (z tymi wartościami procentowymi), i przechodzą do zbadania bardziej wiarygodnych dostępnych badań na temat różnych metod uczenia się.

Argumentacja na nie: po przyjrzeniu się po kolei każdej metodzie, bezpośredniemu instruktażowi (wykładom), czytaniu, materiałom audiowizualnym, demonstracjom, wspólnemu uczeniu się, praktyce przez działanie i nauczaniu innych, doszli do wniosku, że zastosowanie każdej z metod wskazanych w piramidzie skutkowało zapamiętywaniem treści, przy czym żadna metoda (technika) nie była konsekwentnie lepsza od pozostałych i wszystkie były skuteczne w określonych kontekstach. Widoczna jest skuteczność i znaczenie czytania i bezpośredniego nauczania, które w pewnym sensie są umniejszane przez ich położenie na piramidzie (na szczycie piramidy ale z niskimi wartościami procentowymi). Za kluczowe uznano to, że 1. „wykład” nie obejmuje w pełni bezpośredniego nauczania, w które obecnie angażują się nauczyciele. W uczeniu się, wspomaganym przez nauczycieli, doszło do zmiany paradygmatu z „mędrca na scenie” na „przewodnika”, w ramach którego nauczyciele uwzględniają aktywne słuchanie, coaching, mentoring i facylitację. Stożek uczenia się Dale'a nie oddaje odpowiednio tej nowej rzeczywistości. Z tego względu można go moim zdaniem uznać za nieco archaiczny i nie uwzględniający zarówno nowszych badań jak i współczesnej praktyki edukacyjnej. W cytowanej publikacji uznano że, „czytanie” jest obecnie postrzegane nie tylko jako skuteczna metoda nauczania, ale także jako główny fundament uczenia się przez całe życie, a zatem stanowi kluczowy element doświadczenia edukacyjnego. Jest oczywiście różnica między samodzielnym czytaniem we własnym tempie a czytaniem slajdów z wykładu typu karaoke.

Wróćmy jednak do argumentów na tak z cytowanej publikacji „Gdybyśmy mieli wyciągnąć jakikolwiek wniosek na podstawie piramidy, byłoby nim taki, że metody należy postrzegać jako oparte na kontinuum, a nie na hierarchii. To prowadzi nas do twierdzeń Dale’a (1946) i Deweya (1916), że dla pomyślnego uczenia się uczniowie muszą doświadczać różnorodnych metod nauczania i że bezpośredniemu nauczaniu muszą towarzyszyć metody, które pogłębiają zrozumienie i rozpoznanie przez uczniów, dlaczego to, czego się uczą, jest przydatne.” Za błędną interpretację piramidy zapamiętywania należy uznać to, że istnieje jedna najskuteczniejsza metoda w każdej sytuacji i dla każdego ucznia.

Ryc. 7. Przykład wykorzystania piramidy zapamiętywania. 


Następna omawiana tu praca, z krytyką piramidy zapamiętywania, pochodzi ze strony https://lehrblick.de/en/myths a opublikowana została w kwietniu 2022 roku (zatem jest bardzo aktualna). Krytyczne uwagi pod kątem piramidy uczenia się sformułowano w oparciu o dwie prace 1. De Bruyckere, P., Kirschner, P. i Hulshof, C. (2015). Miejskie mity na temat uczenia się i edukacji [tytuł w tłumaczenie na polski] 2. De Bruyckere, P., Kirschner, P. i Hulshof, C. (2020). Więcej miejskich mitów na temat uczenia się i edukacji. Trudni edukatorzy, niezwykłe twierdzenia i alternatywne fakty [tytuł w tłumaczenie na polski] .

Na wspomnianej stronie napisano, że piramida uczenia się klasyfikuje różne modele uczenia się według ich efektywności (wskazania procentowe oraz ułożenie na piramidzie). Na przykład angażowanie się w dyskusje grupowe, czytanie lub ćwiczenia są uszeregowane na podstawie odpowiedniego stopnia zapamiętania jako najefektywniejsze. I dalej, na tej stronie znajduje się wskazanie, że próbując uzasadnić nauczanie multimedialne, ludzie często odwołują się do piramidy uczenia się, ponieważ potwierdza ona pogląd, że to podejście jest bardziej skuteczne niż metody czysto słuchowe. Często przytacza się to również jako dowód na to, że aktywne uczestnictwo studentów prowadzi do znacznie lepszych wyników niż zwykłe słuchanie wykładu.

Jeśli przyjmiemy piramidę zapamiętywania dosłownie, to możemy stwierdzić, za treścią zamieszczoną w omawianym artykule, że w przypadku oglądania demonstracji efektywność zapamiętywania jest trzy razy skuteczniejsza niż czytanie. Jednak po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że liczby i odstępy w piramidzie są tak równomiernie rozproszone, że autorzy artykułu zaczynają wątpić, czy opiera się to na faktycznych dowodach empirycznych. Osobiście podzielam te wątpliwości. (Sądzę, że procenty zostały dodane aby właściwie interpretować samą piramidę: na górze jest mniej znaczące a nie, że skoro na szczycie to najważniejsze). Co istotne, bardzo trudno byłoby zaprojektować badania wykorzystujące tak bardzo różne zmienne. Po pierwsze, ten sam instruktor musiałby uczyć tego samego tematu identyczną grupę uczniów w tym samym czasie. Różniłaby się tylko metodologia. Co więcej, każda zmienna musiałaby być prezentowana na tym samym poziomie jakości pod względem metod nauczania (niezależnie od definicji). Znacznie szerzej sformułowałem te wątpliwości na początku niniejszego tekstu, odnosząc je do behawioryzmu i podejścia redukcjonistycznego.

Można jeszcze przytoczyć więcej przykładów z dyskusją krytyczną wokół piramidy zapamiętywania w procesie uczenia się. Wypadałoby jednak dotrzeć także do prac i głosów doszukujących się pozytywnego wpływu tego modelu na projektowanie wykładów, kursów czy zajęć w edukacji formalnej i pozaformalnej. Byłby pełniejszy obraz szerokiej dyskusji, która toczy się wokół metod nauczania i warunków do uczenia się. Warto także zaznaczyć, że to nie jedyne pole dyskusji i debat. Nowe ustalenia naukowe przeniosły ciężar tej dyskusji w zupełnie inne obszary. Dla mnie osobiście bardzie inspirujące i przydatne jest wykorzystywanie chociażby cyklu Kolba i zawartych w tamtym modeli trybów uczenia się i 9. stylów uczenia się. 

Podsumowanie i wnioski

Osobiście uważam, że mimo różnych modyfikacji modelu piramidy (przykłady zamieszczone są w niniejszym tekście) warto poszukiwać innego podejścia. Na przykład takiego jak cykl Kolba. Modelu, który pełniej odda osiągnięcia współczesnej nauki w zakresie uczenia się i zawierał będzie proste i przejrzyste wskazania dla praktyków jakie metody i w jakich okolicznościach wykorzystywać. Dostrzegam jednak poważne różnice między paradygmatem skoncentrowania się na przedmiocie nauczania a paradygmatem skoncentrowania się na uczniu i na wielowymiarowym środowisku uczenia się. Te paradygmaty są konkurencyjne względem siebie. Być może świat naukowy wymyśli jeszcze inne podejście, łączące oba podejścia w jeden, uniwersalny model. Na tym polega rozwój nauki: nie tylko na dodawaniu nowych faktów, testowaniu hipotez, tworzenia modeli ale i na odkrywaniu szerszych uogólnień i modeli bardziej uniwersalnych.

W omawianym modelu piramidy (trójkąta, stożka) zapamiętywania w procesie uczenia się, trudno utrzymać wartości liczbowe. One tylko pokazywały kierunek interpretacji piramidy, bardziej jako powierzchnia w trójkącie - im mniejsza tym mniej skuteczne, aniżeli szczytowe położenie w piramidzie - a więc że na górze to niby najważniejsze. Jest to model historyczny, często modyfikowany lecz mało rozwojowy (moim zdaniem, choć mogę się mylić w tej ocenie). Ale w wersji takiej jak na ryc. 1. jest przejrzysty i poprawny, wyżej wymienione argumenty przeciw modelowi akurat tego ujęcia nie dotyczą. Ogólnie model piramidy jest  mało wygodny i o ograniczonej funkcjonalności. Jako grafika poglądowa tak, ale nie jako naukowy model z wykorzystaniem do predykcji (przewidywania). Nie jest mitem w sensie nieprawdziwości ale niektóre szczegóły, zwłaszcza dane liczbowe  zawarte w starszych ujęciach tego modelu, nie są dokładne, stąd ograniczone możliwości wykorzystania. Powtórzę, model piramidy nie jest mitem w sensie fałszywego mniemania, ale co najwyżej jest mitem w sensie paradygmatu naukowego. 

*  *  *

Uzupełnienie (14.10.2023). Ponieważ pojawiły się w innych miejscach komentarze odnośnie niniejszego wpisu zamieszczam jeszcze jedno syntetyczne podsumowanie najważniejszych tez:

1. Model piramidy nie został wyjęty z kapelusza, opracowany został na podstawie wielu badań i ówczesnych doświadczeń. Był więc wystarczająco uzasadniony z naukowego punktu widzenia, w chwili tworzenia. Powstał w konkretnym czasie, na konkretnym etapie wiedzy pedagogicznej, edukacyjnej i psychologicznej.

2. Rzetelna dyskusja, nawet najbardziej krytyczna, jest czymś normalnym i potrzebnym w nauce (choć nie wszystko co na blogach spotkamy jest dyskusją sensowną czy dyskusją naukową).

3. Prace przeciwników tego modelu, te naukowe jest i te publicystyczne, do których na razie dotarłem, nie formułują: A. precyzyjnych warunków falsyfikowania, czyli nie podają sytuacji, którą w warunkach badawczych  można byłoby sprawdzić (sfalsyfikować) dowolny fragment modelu lub jego całość. B. Nie podają żadnych badań empirycznych, podważających zasadność modelu ani nawet jego fragmentów. 

4. Obowiązek falsyfikowania spoczywa także na zwolennikach modelu. Tych prac jeszcze nie szukałem, dopiero teraz będę szukał. Budowanie opinii na podstawie jednostkowych publikacji jest czymś nierzetelnym (poszukiwanie jedynie potwierdzeń).

5. Argumentacja przeciwników (zwłaszcza tych publicystycznych) do jakiej na razie dotarłem, sprowadza się do "to jest trudne do sfalsyfikowania", "niektóre pojęcia trudne są do zdefiniowania " itp. Oczywiście, takie głosy w dyskusji naukowej są bardzo przydatne. Nie można jedynie na ich podstawie formułować kategorycznych wniosków (że niby w ten sposób coś się udowodniło).

6. Edukatorzy moją pełne prawo wykorzystywać ten model (także w wersjach zmienionych, uzupełnionych, poprawionych, poszerzonych) jako poprawny w swoich dyskusjach i argumentacjach. 

12.10.2023

Dlaczego student na wykładzie ma mieć gorzej ode mnie?

Dwie maskotki ręcznie robione, stanowiące gadżety wykładowe, do opowieści dla młodszych i starszych, wtedy gdy zajęcia odbywają się w terenie. Ale może wykorzystywać je także na wykładzie z rzutnikiem multimedialnym?

Dlaczego student ma mieć gorzej ode mnie? Spóźniłem się na wykład/spotkanie/webinarium. Chciałem, zaplanowałem ale niespodziewana sytuacja osobista uniemożliwiła mi udział w wartościowym webinarium. Zwolnienia lekarskiego nie mam. Czy zatem nieobecność będzie nieusprawiedliwiona? Będzie jakaś kara lub odrabianie? Nie, nic z tych rzeczy. To było spotkanie nieobowiązkowe, nikt listy obecności nie sprawdzał. Sam chciałem uczestniczyć, bo wydawało mi się przydatne w moim samodzielnym procesie uczenia się. Na szczęście webinarium było nagrane a nagranie szybko udostępnione online. I mogłem odtworzyć, wysłuchać, zanotować. Bardzo komfortowo, bo zatrzymywałem nagranie, by zrobić sobie kawę oraz by odpisać na maile czy toczące się dyskusje w mediach społecznościowych (wszak żyjemy hybrydowo, zanurzeni częściowo w świecie realnym i częściowo w wirtualnym). Było to więc słuchanie przerywane. Ale dzięki temu nic mi nie uciekło z ważnych treści. Co więcej, kilka razy zatrzymywałem wideo by spokojnie zanotować i zapisać ważne dla mnie myśli i refleksje. Na wykładzie, w czasie rzeczywistym, nie ma takich możliwości i często notuję w pośpiechu i z obawą (stresem), że nie zdążę, bo prowadzący za szybko zmieni slajdy. Lub jest tak dużo ważnych treści, że nie zdążę wszystkich zapisać. W tym swoich własnych refleksji i komentarzy. Pojawia się więc poczucie straty. Jedyne czego nie mogłem to zabrać głosu w dyskusji. Bo mnie w tym czasie w pokoju webinariowym nie było. Spotkanie było w trybie synchronicznym a ja uczestniczyłem asynchronicznie. Jakaś strata z powodu absencji, ale nie wszystko było stracone.

Cenię sobie nagrane wykłady, na których byłem i na których nie byłem. To doskonała forma notatki, powtórzenia i komfort słuchania bez strachu, że czegoś nie zdążę zanotować. Skoro jest to przydatne dla mnie to zapewne byłoby przydatne i dla studentów. Dlaczego im tego żałować? Bo wymaga zmiany przyzwyczajeń i większego wysiłku? Najpierw by się nauczyć nowego a potem by angażować się w dodatkowe czynności.

A dlaczego miałbym żałować takiego komfortu swoim studentom? Czasem są nieobecni, bo wykład jest o 8-mej rano lub w piątek po południu. Czasem są chorzy, czasem inne powody powodują, że są nieobecni. Nie dlatego, że są leniwi czy nieobowiązkowi. I co, przepadło? Czy współczesna technika nie pozwala na nagrywanie, transmisję czy inną formę notatek? Na pewno można przesyłać slajdy z prezentacji wykładowej. Do tej pory wysyłałem w pliku pdf po wykładzie. W tym roku spróbuję inaczej - wysłać przed. Na moich prezentacjach jest mało słów, dominują zdjęcia, grafiki, schematy (słowa wypowiadam a nie czytam ze slajdów). Może więc jakieś najważniejsze treści wpisywać w notatkach pod slajdami a studentom wysyłać pdf z widokiem notatek (slajd i moje notatki)? A może nagrywać, tak jak to robiłem w czasie wykładów online na Teamsach? Czasem hybrydowo, dla studentów zaocznych, dla tych na sali i z transmisją dla tych poza salą (dalekie dojazdy a czasem wypadaja uroczystości domowe, których nie sposób opuścić). A może warto włączyć studentów do nagrywania? Sam nie dam rady a nie mam pomocnika technicznego. Niech i studenci mają komfort w słuchaniu wykładów. I coś od siebie też niech dołożą.

Obserwuję jak ja obecnie się uczę (w świecie przesyconym informacjami i łatwym dostępem do wiedzy). Tak rzeczywiście a nie teoretycznie i zgodnie z podręcznikiem. Jest to element kształcenia ustawicznego przez całe życie. Mało jest więc długich i formalnych szkoleń z certyfikatem. Prawie wyłącznie są to mikroszkolenia, pojedyncze wykłady na konferencjach, webinaria, książki samodzielnie czytane, artykuły, które znajduję w mediach społecznościowych. Algorytm Facebooka, wyćwiczony na moich polubieniach, kliknięciach oraz wynikający z wyboru obserwowanych stron lub profili oraz "znajomych", codziennie podsuwa mi interesujące mnie materiały. Niczym sprofilowana i zindywidualizowana multimedialna gazeta codzienna. I ty także jesteś redaktorem swojej prywatnej gazety. Że wszystkim tego konsekwencjami.

Obserwuję sytuacje, w których się uczę i jak zorganizowałem sobie rzeczywiste środowisko edukacyjne. Uczę się przez dyskusje i konwersacje np. w mediach społecznościowych. Oczywiście są i te konferencyjne w spotkaniach bezpośrednich. Uczę się konektywnie w zbudowanej sieci kontaktów i relacji. I pies między wrony kracze, więc kluczowe jest zbudowanie swojego środowiska edukacyjnego z relacjami. 

Uczę się w końcu przez działania i ćwiczenia, przez natychmiastowe wykorzystanie w praktyce lub nauczaniu innych. W nauczaniu w szerokim sensie, w tym także w opowiadaniu na niniejszym blogu. Jak by nie było jest to powtarzanie i przetwarzanie treści. pobudzanie połączeń synaptycznych. A już samo linearne pisanie wymusza logiczność myślenia. Piśmienność jest inna niż mówioność. I warto z tego korzystać. A jeszcze czymś innym nowa piśmienność i nowa mówioność.

I jeśli ja się tak uczę, to czyż współczesny student nie żyje w takim samym świecie? Może uczy się tak samo? Czy mu żałować komfortu edukacyjnego? I czyż nie jest słusznym takie zmienienie form i sposobów przekazywania wiedzy na uniwersytecie (budowania środowiska edukacyjnego) by proces uczenia się przebiegał jak najbardziej efektywnie?  Czy też z uporem tkwić w starych wzorcach z innej epoki i innej sytuacji tylko dlatego, że "ja tak miałem, też sochą orałem pole i sierpem kosiłem żyto". Skoro wymyślono kosę, to dlaczego żąć sierpem, mimo że to mniej wydajne? Bo tradycja?

Jako ekolog przesiąknąłem paradygmatem ekologicznym i wyraźnie dostrzegam relacje i oddziaływania w złożonym środowisku. Oraz to, że budowa i funkcjonowanie organizmów zależą także od tego, w jakim organizm znajduje się środowisku. 

7.10.2023

Od nauczyciela do projekczyciela - trendy i wyzwania edukacyjne

 
Mam przyjemność uczestniczyć  w konferencji pt. "Trendy i wyzwania edukacyjne dla uczelni wyższych", zorganizowaną przez Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu. Ideą tej konferencji jest nowe spojrzenie na edukację, w szczególności tę na uczelniach wyższych. Jak sami organizatorzy zaznaczają ”Współczesna rzeczywistość to rzeczywistość nieustannej zmiany. Jak za nią nadążyć? Czy można się do niej przygotować? Te pytania nie są abstrakcyjnym wstępem do teoretycznych rozważań, ale kluczowym punktem wyjścia do budowania nowoczesnej edukacji. Edukacji, która nie tylko daje narzędzia, uczy ich zastosowania, ale też zapobiega wykluczeniu społecznemu ze względu na kompetencje cyfrowe i dostęp do nowoczesnych technologii, bez których nie da się funkcjonować we współczesnym świecie. 

Rynek pracy nie jest dzisiaj oparty wyłącznie na kierunkowej wiedzy. To jest już za mało. Tej wiedzy bowiem powinny towarzyszyć umiejętności łączenia wielu kompetencji, pracy w zespole, elastyczność, ale też świadomość, że uczenie się jest procesem ciągłym, który determinuje nie tylko osobisty sukces. 

Jakie będą szkoły i uniwersytety w przyszłości? To pytanie wielu badaczy i obserwatorów edukacji na całym świecie prowokuje nie tylko do rozważań z obszaru futurologii. Idą bowiem za tym pytaniem także analizy, które starają się zwrócić uwagę na różne trendy wpływające na edukację w średniej i dłuższej perspektywie. Nie trzeba zresztą sięgać po analizy, wystarczy przywołać swoisty wstrząs w systemie edukacji zarówno szkolnej, jak i akademickiej, jakim było przejście na kształcenie w trybie on-line ze wszystkimi jego konsekwencjami. Świadomość nie tylko istnienia nowych zjawisk, ale przede wszystkim możliwości, jakie ze sobą niosą, nie tylko pozwala szerzej spojrzeć na edukację, ale też określić potrzeby uczestników procesu dydaktycznego – tak studentów, jak i nauczycieli akademickich. To krok do opracowania metodycznego wsparcia rozwoju dydaktycznej ścieżki kariery akademickiej, ale też wykorzystania innowacyjnych narzędzi kształcenia.” [wytłuszczenia moje]

Na tej konferencji chcę się podzielić swoimi doświadczeniami i przemyśleniami, zapoznać się z wiedzą i opiniami innych ekspertów i przy okazji poćwiczyć. Poćwiczyć wykorzystanie nowych technologii na wykładzie by był bardziej interaktywny i jednocześnie tworzyć notatki w trybie asynchronicznym. Każda okazja jest dobra by poćwiczyć. W tym także poćwiczyć projektowanie przestrzeni edukacyjnej. Tradycyjny wykład kończy się wraz z wybrzmieniem ostatnich słów wykładowcy. Jeśli ktoś przysnął lub coś go rozproszyło, to te fragmenty są utracone. Po wykładzie może uczestnik (student) skorzystać z własnych notatek. Lub prosić o wgląd do notatek innych studentów.  Co można więcej zrobić? Udostępnić przed, w trakcie lub po slajdy z prezentacji, stanowiące notatki. Student nie musi się martwić, że jeśli czegoś nie zdążył zapisać, to już nie ma do tego dostępu. Teraz wykłady czasem są nagrywane (nawet w formie transmisji online). To nie tylko rozszerzenie grona odbiorców. Przeglądając nagranie można zatrzymać, zanotować i uruchomić dalszą część nagrania. Nic słuchaczowi nie ucieknie, wszystko zdąży na spokojnie zanotować, łącznie z obszerniejszymi, swoimi przemyśleniami. A jak coś jest trudniejsze, to może kilka razy odtworzyć dany fragment. Wykłady na wspomnianej konferencji będą nagrywane. Być może zostaną w całości lub we fragmentach udostępnione. Nagrywanie czy transmisja wymaga pracy zespołowej i pomocy technicznej. Zatem nie zawsze może być wykorzystane na każdym wykładzie. Można więc zachęcić studentów to wykorzystania wspólnej przestrzeni na gromadzenie notatek i dyskusje wokół treści wykładowych (powtarzanie oraz aktywna dyskusja czyli zwiększanie efektywności zapamiętywania). Z wykorzystaniem takich programów jak Mentimeter można dzielić się wytworzonymi w czasie wykładu materiałami (w tym efektami wspólnej dyskusji) i w ten sposób zachęcać do powtórzeń, dyskusji i innych form aktywnego powtarzania i przetwarzania treści. A czy blog można wykorzystać do zamieszczania streszczeń, omówień treści wykładowych oraz zachęcać do powykładowej dyskusji? Warto wypróbować. Co niniejszym czynię.


Na konferencji przedstawiam referat pt. "Od nauczyciela do projekczyciela", stanowiący zarówno przemyślenia jak i własne doświadczenia z praktyki edukacyjnej.

Po blisko 40 latach pracy akademickiej staję na rozdrożu. Skończyłem kierunek nauczycielski w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. To były solidne studia z wtedy pełną i aktualną wiedzą. Byłem dobrze przygotowany do pracy nauczyciela biologii. Potem systematycznie aktualizowałem swoją wiedzę na różnego rodzaju kursach, przez lekturę specjalistycznych książek i cały czas praktykowałem. A mimo to obecnie czuję spore braki. Tak, jakbym musiał się nauczyć roli edukatora od nowa. Stąd symbol drogowskazu na rozstajnych drogach. 

Co dalej z edukacją na uczelniach wyższych, w tym na moim uniwersytecie? I nie jest to tylko mój dylemat. Mój uniwersytet obchodzi właśnie 25 lecie swojego istnienia. Tyle samo co Google. W jakimś małym stopniu tworzyłem swój uniwersytet, nadziejami, dyskusjami, entuzjazmem i zaangażowaniem. Wystąpienie konferencyjne zawiera opowieść o mojej, blisko 40-letniej, akademickiej drodze od nauczyciela do projekczyciela (w formie studium przypadku) z odniesieniami do teorii edukacyjnych (mi.in. konstruktywizm, konektywizm). Nauczyciel rozumiany jest najczęściej jako zawód transmisji wiedzy (wiedza podająca), projekczyciel to neologizm łączący słowa nauczyciel i projektant. Termin projekczyciel zwraca uwagę na znaczenie środowiska uczenia się i konieczność projektowania przestrzeni i sytuacji edukacyjnych.

Nauczyciel wiąże się z nauczaniem, transmisją wiedzy. Współczesna szkoła, tak zwana pruska, powstawała w XVIII i XIX wieku, razem ze zmianami społecznymi i gospodarczymi. W tym okresie kształtował się także Humboldtowski uniwersytet. Wcześniej szkoła działała jako instytucja kościelna. Podobnie ze średniowiecznym uniwersytetem. W czasie drugiej rewolucji technologicznej i wraz z  narodzinami epoki przemysłowej, dokonały się spore zmiany, powstawały państwa narodowe i przemysłowe, znikało rolnicze społeczeństwo feudalne a rodziło się społeczeństwo przemysłowe. Pruska szkoła była dobrą odpowiedzią na tamte zmiany i wyzwania. Wprowadzono powszechną edukację szkolną, programy nauczania, system klasowo-lekcyjny i nauczyciela jako urzędnika państwowego. Uniwersytety zmieniły się, by dostosować się do wyzwań tamtego społeczeństwa.

Teraz jesteśmy na kolejnym rozdrożu. Wraz z narodzinami trzeciej rewolucji technologicznej i epoki komputerów, gospodarki opartej na wiedzy, epoki internetu i nowych technologii, dokonują się ogromne zmiany w edukacji, w tym także na poziomie wyższym. Zmieniamy szkołę i uniwersytety nie dlatego, że kiedyś zostały źle wymyślone, ale dlatego, że zmieniły się potrzeby i wyzwania. Zmieniło się środowisko społeczno-cywilizacyjne. I zmienia się to na naszych oczach.

Nagromadziło się zbyt dużo wiedzy i jest ona zbyt obszerna by dawna transmisja wiedzy miała sens (za dużo do zmieszczenia w pojedynczej głowie a na skutek ciągłych zmian trudno jest ustalić jeden wspólny kanon wiedzy podstawowej dla wszystkich). Jedyne co pewne to zmiana. Sam tego nieustannie doświadczam w ciągu całej aktywności akademickiej. Z trudem uczyłem się wielu rzeczy, które szybko stawały się niepotrzebne lub nieadekwatne (np. tworzenie bibliografii na papierowych fiszkach bibliotecznych, przygotowywanie prezentacji i wykładów na foliach). A jednocześnie ciągle uczyłem się nowych standardów przekazywania wiedzy i komunikacji. Jednoczesne zapominania i uczenie się (tego co zbędne i bezużyteczne w nowych warunkach).

Zmieniają się także teorie opisujące edukację i proces uczenia się. Odchodzimy od prostego behawioryzmu, właściwego dla transmisji wiedzy (transferyzm). Dostrzegamy, że wiedza jest systemem, konstruktem. A ten nie powstaje jako prosta suma informacji lecz bardziej jak rozwój organizmu (konstruktywizm). Zatem ważniejsze jest tworzenie warunków do rozwoju i uczenia się aniżeli prosta transmisja wiedzy (bo nie jest to możliwe w złożonym systemie społecznym z wieloma różnymi czynnikami i oddziaływaniami). Dostrzegamy relacje między ludźmi jak i komunikację. Wiedza jest rozporoszona (konektywizm) i tworzy się w relacjach między różnymi elementami osobowymi (ludzkimi) i nieosobowymi (książki, repozytoria komputerowe i internetowe). Coraz ważniejsze jest więc projektowanie przestrzeni i sytuacji do uczenia się. Stąd neologizm projekczyciel. Tak jak i nauczeń czyli uczeń + nauczyciel, a więc naprzemienne role nauczyciela i uczącego się ucznia. Analogicznie do prosumpcji w gospodarce (producent + konsument).

Moim zdaniem dobrze proces uczenia się opisuje cykl uczenia się przez doświadczanie Kolba: doświadczanie, refleksja, myślenie i działanie. Ciągłe wspinanie się jak po spiralnych schodach, doświadczanie, refleksja nad tym, czego się doświadczyło, próba abstrakcyjnego myślenia i tworzenia modeli by sprawdzić to w działaniu. I kolejny cykl z rosnącym doświadczeniem.

W ciągu długiej mojej pracy zmieniło się wszystko, wcześniej wyuczone umiejętności w dużej części okazały się już przestarzałe i nieadekwatne (nie tylko metody badawcze i stosowane przyrządy ale także np. folie do rzutnika pisma, biblioteczne fiszki z literaturą przedmiotu, technika pisania na maszynie). Nieustannie musiałem uczyć się nowych technik komunikacji i przekazywania wiedzy (od tablicy z kreda i rzutnika pisma do wykładu online). Sama idea wykładu podającego stała się również niewydolna i nieadekwatna we współczesnej rzeczywistości społecznej. Potrzebna jest zmiana zarówno indywidualna (indywidualny styl pracy) jak i instytucjonalna. A teraz pojawiają się algorytmy generatywnej sztucznej inteligencji. Zmienia się wszystko. Jak się w tym odnaleźć osobiście i jak instytucjonalnie? Czyli jaki ma być uniwersytet nie tylko jutra ale i dzisiaj?

Na edukację możemy spojrzeć z perspektywy ewolucji Homo sapiens jak i ewolucję komunikacji. Mowa umożliwiła postanie symboli i myślenia symbolicznego. Pismo było pierwszą formą pamięci zewnętrznej (i komunikacji zdalnej) a linearność pisma wykreowała myślenie logiczne i analityczne. Na tej podstawie powstał uniwersytet: miejsce zgromadzenia ludzi – wspólnoty uczących i nauczanych oraz biblioteki, jako zasobów z wiedzą. Wielowiekowa tradycja uniwersytecka – dyskusja i analizy tekstów oraz laboratoriów z eksperymentami, w sporej części nie pasuje do współczesnej, trzeciej rewolucji technologicznej. Internet i nowe media tworzą nowy rodzaj komunikacji, nazywanej roboczo nową oralnością i nową piśmiennością (są to zagrożenia jak i szanse). Dostęp do wiedzy i ludzi staje się coraz bardziej rozproszony (zdecentralizowany). Uniwersytet to już nie tylko miejsce i kadra oraz biblioteka. A przy gwałtownym przyroście wiedzy i zmieniających się warunkach społecznych nieustannie zmienia się kanon wiedzy aktualnej zawodowo.

Z nauczyciela i wykładowcy akademickiego stałem się nauczniem – nauczycielem i uczniem w jednym (neologizm nawiązujący do prosumpcji). W wielu aspektach studenci wiedzą więcej, potrafią więcej a zatem transmisja wiedzy staje się wielokierunkowa. W roli nauczyciela akademickiego ważniejsze stało się projektowanie przestrzeni i sytuacji, w której zarówno wykładowca jak i student uczą się i budują (konstruują) swój indywidualny konstrukt wiedzy jak i tworzą wspólny, konektywnie funkcjonujący system wiedzy. Nauka przez doświadczanie jest szczególnie łatwa na kierunkach przyrodniczych.

W trakcie wykładu przedstawiam własne próby projektowania przestrzeni do uczenia się, m.in., dziennik refleksji, hybrydowe zajęcia (stacjonarne z komunikacją online: Facebook, Messenger, MS Teams, publikowanie na blogu, wirtualna tablica i zasoby w chmurze), projekty studenckie, wykorzystanie AI, interaktywny skrypt i powtórzenia na Genial.ly, qr kody i gra terenowa jako zaliczenie, ocenianie kształtujące, mikrocertyfikaty. Jak zmieścić się w obecnym systemie sylabusów, ocen, wymogów akredytacyjnych z tymi pomysłami i innowacjami? Pamiętając, że dzisiejsza innowacja jest jutrzejszym archaizmem. Czy po wejściu na rynek takich narzędzi jak Chat PGT, Google Bard itp. uczymy na uniwersytetach promptowania (pisania poleceń dla czatów AI)? W ramach nowych przedmiotów czy raczej jako dodatkowe elementy na tradycyjnych przedmiotach? Ja ciągle nie mieszczę się w wyznaczonych schematach tabelek i starych szablonów. To jak wędrówka w ciasnych butach...

Tradycyjny wykład podający traci sens ale nie tracą sensu i wartości spotkania w kontakcie. Wykład może mieć formę dyskusji, odwróconej lekcji (podział na wykłady i ćwiczenia traci w pewnym sensie wartość) a kontakt wykładowcy ze studentami może mieć charakter synchroniczny i asynchroniczny. Czy utrzymać 1,5 godzinny wykład? Potrzeba więcej treści krótszych, 10-20 minutowych, do obejrzenia na telefonie w czasie jazdy pociągiem czy autobusem. Ale potrzebne są także te dłuższe formy wykładowe i książki by uczyć skupienia, wytrwałości i pracy głębokiej. Bo te umiejętności też są i będą potrzebne.

Jakie są wyzwania współczesności i przyszłości? Mikrouczenie się, mikrocertyfikaty, nacisk na kształcenie praktyczne i uczenie się ustawiczne. Walidacja wiedzy i certyfikowanie kompetencji oraz umiejętności jawią się jako nowa rola uczelni wyższej. Obserwujemy spadek zainteresowania studiami, zwłaszcza drugiego stopnia i rozwój e-learningu. AI rozwija algorytmizację edukacji oraz jej indywidualizację. Przykładem poszukiwań nowej formuły dla zajęć akademickich jest Akademickie Zacisze (a od 4 października Wirtualny Uniwersytet Pedagogiczny), prowadzone przez profesora Romana Lepperta z Bydgoszczy.

Wyzwaniem jest także plan zajęć by był dogodny także dla studentów pracujących - "co możemy dla Was zrobić, byście mogli pracować i studiować"? Dogodny plan zajęć i więcej materiałów hybrydowych? A jak zorganizować spotkania w kontakcie? Nietypowe godziny, nietypowe miejsca, nietypowa forma? Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego zaczęła pracę całodobowo. Czy jest to odosobniony ewenement czy zwiastun trendu?

Skoro trzeba szybko nowej wizji edukacji i innego sposobu projektowania oraz prowadzenia kształcenia na uczelniach wyższych, to jak przygotować własną kadrę? Czekać aż wymrą i przyjdą nowi (zbyt długo i niepewne, bo bez zmian dziedziczona będzie stara kultura pracy i dawna wizja edukacji podającej), nakazać dokształcać się (niech sami się dokształcają na różnego rodzaju kursach), zorganizować wsparcie i wewnętrzne sposoby podnoszenia i uaktualniania umiejętności oraz kompetencji? Przykładem akademickiej placówki doskonalenia dydaktycznego jest Centrum Nowoczesnej Edukacji Politechniki Gdańskiej (rozwój własnej kadry ale i trzecia misja uniwersytetu, oddziaływanie na otoczenie, budowanie wizerunku m.in. wśród kandydatów na studia). Jakie kompetencje będą potrzebne w czasach nieustannej zmiany? Kreatywność, współpraca, nastawienie na rozwój. Potrzebne są uczelniane i pozauczelniane grupy wsparcia zawodowego. Nauczyciele mają np. grupę Superbelfrów. Środowisko akademickie jeszcze takich grup nie ma.

Wobec bardzo znaczących i głębokich zmian cywilizacyjnych i społecznych, które mają bezpośrednie przełożenie dla szkół i uniwersytetów, potrzebne są kompleksowe zmiany w edukacji. I nad tym warto się zastanowić. Być może pomocą będą ministerialne projekty typu doskonałość dydaktyczna. Choć na pewno najważniejsza jest oddolna zmiana i dyskusja wewnątrzuczelniana. A może także w całym środowisku akademickim, bez zamykania się we własnych lokalnych podwórkach?

Czeka nas już rozpoczęta transformacja uniwersytetów, tak jak kiedyś powstanie Humboldtowskich uniwersytetów na początku epoki przemysłowej. Może potrzebna nam nowa Komisja Edukacji Narodowej (KEN) ale już o charakterze globalnym i międzynarodowym? Tymczasem każdy z nas zmagać się będzie z poszukiwaniem i dostosowywaniem do współczesności.

Sami musimy się uczyć zupełnie nowych rzeczy. Nowe programy nauczania? Będą kilka lat opracowywane, bo tak długo mielą akademickie młyny. To zbyt długo. Programy rozrywane są bojem o godziny i by wygodnie ułożyć plan dla osób najważniejszych. Kluczem jest więc kultura pracy na naszych polskich uczelniach. Tak jak lokalne warunki środowiskowe w sukcesji ekologicznej.  

Jak zmienić? Teoretycznie łatwo ale trudno instytucjonalnie. Zmiana jest jak sukcesja w ekosystemie, nawet po drastycznym wykoszeniu i zaoraniu pozostaje glebowy bank nasion, które przez długi czas jeszcze kiełkują i "przywracają" dawne gatunki. Podoba mi się także stwierdzenie zmiana chodzi w niewygodnych butach.

Zapraszam do dyskusji i zadawania pytań także w komentarzach pod niniejszym wpisem na blogu. 

1.10.2023

Dyskusja jako ważny element metody naukowej

Miejsce na sympozjum... dogodne do dyskusji, długich i spokojnych.
 

Myślenie krytyczne i weryfikacja różnorodnych informacji są jednymi z kluczowych kompetencji XXI wieku. Stąd duża potrzeba uczenia się metody naukowej. Wyrosła ona z poznania potocznego a przez wieki została udoskonalona. Na czym polega? Na zwiększaniu obiektywności i uniwersalności. Musi być otwarta i przejrzysta. Tym się różni alchemia od nauki. Mało kto pamięta, że Newton też zajmował się alchemią. Poszukiwano recepty na otrzymywanie złota, a więc bogactwa. Dlatego alchemicy szyfrowali swoje notatki, nie wymieniali między sobą informacji. W nauce było inaczej, dlatego nauka się rozwijała. Przejrzystość i jasność przekazu umożliwia powtarzanie eksperymentów i obserwacji. Nie wystarczy coś zaobserwować i odkryć. Inni muszą też to zobaczyć i potwierdzić, muszą powtórzyć eksperymenty. Nauka jest więc weryfikowalna. I podaje źródła, czyli skąd takie a nie inne informacje, wnioski, czy to z obserwacji, eksperymentów czy zaczerpnięte od innych autorów. Dzięki temu wszystko można powtórzyć, sprawdzić po wielokroć. W końcu metoda naukowa to logika wywodu i argumentacji.

W części eksperymentalnej mówimy o obserwacji (zdanie się na zmysły i przyrządy wyostrzające nasze zmysły), doświadczeniu (potwierdzanie hipotezy, główne w celach dydaktycznych, demonstracyjnych), eksperymencie (badawcza weryfikacja hipotezy). W języku codziennym stawiamy zazwyczaj znak równości między doświadczeniem a eksperymentem. Są między nimi jednak istotne różnice w celu wykonania. 

W metodzie naukowej bardzo ważna jest otwarta (i zrozumiała dla wszystkich) dyskusja. Sympozjum w swym rodowodzie wywodzi się ze starożytnej Grecji. Oznacza wspólne picie: syn - wspólny, posis - picie. Jednym słowem przyjazne dyskusje przy stole. I teraz na konferencjach mamy wodę, herbatę czy kawę oraz ciasteczka na przekąskę. A na spotkaniach wieczornych, mniej formalnych pojawia się także i wino lub inne wyskokowe napoje. Wszystko po to, by stworzyć przestrzeń i dogodną sytuację do dyskusji. Sztukę dyskutowania ludzkość doskonaliła przez wieki. W nauce dyskusję prowadzi się nie po to, by pokonać przeciwnika (jak np. w procesach sądowych) lecz by dojść do prawdy. By poznać lepiej badany przedmiot i spojrzeć na problem czy zagadnienie z różnych punktów widzenia. Oczywiście, ludzie są tylko ludźmi, nawet naukowcy. Nasza natura ujawnia się we wszystkich przejawach życia społecznego. Niemniej metoda naukowa rozwija i doskonali takie formy dyskusji by zmierzać do poznania a nie do pokonania i rywalizacji. Nieustanna optymalizacja i tworzenie zgodnych z duchem metody naukowej rutyn i rytuałów.

Jak przemycić tę wiedzę do szkoły i do podręczników? Jak upowszechnić metodę naukową?  Teraz się nad tym biedzę by przemycić jak najwięcej w podręczniku do biologii w szkole podstawowej. W klasie piątej pojawia się taki właśnie temat. Początek poznawania życia biologicznego zaczyna się od poznania metody naukowej. Staram się więc umieścić coś w podręczniku, w zeszycie ćwiczeń i w poradniku metodycznym dla nauczycieli. Tak, żeby było przejrzyste a jednocześnie w jak największym stopniu oddawało istotę sprawy a nie tylko powierzchowne wrażenie. I by było wygodne dla nauczyciela. Próbuję to osiągnąć we współpracy z WSiP (Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne) wraz z zespołem współautorek - czynnych nauczycielek ze szkół podstawowych i ponadpodstawowych. W zespole autorskim ja uzupełniam to spektrum jako przedstawiciel uczelni wyższej. Pełny profil edukacyjny i toczone dyskusje między nami, by efekt końcowy był jak najbardziej skuteczny w uczeniu jednej z kilku ważnych kompetencji teraźniejszości i przyszłości. 

Wiedza ma postać struktury, systemu powiązanych relacjami pojęć, symboli, definicji, znaczeń, przykładów. Konstrukt indywidulany (w głowie dowolnego ucznia, dowolnej osoby) powstaje ewolucyjnie, przez dodawanie elementów i przebudowę w długim procesie uczenia się. Nie jak budowla z kloców Lego, raczej jak rozwój owada, z przeobrażeniami (są owady z hipermetamorfozą a więc podwójną zmianą planu budowy). Bo w budowli z kloców po prostu dodajemy kolejno poszczególne elementy zgodnie z wcześniej przyjętym planem. Wiedza jednak nie jest prostą sumą informacji. Rozumienie tych informacji tworzy strukturę i szlaki synaptyczne w naszych mózgach. Edukacja zatem nie jest wlewaniem warząchwią wiedzy do pustych głów uczniowskich lecz bardziej hodowlą rośliny czy zwierzęcia: nieustane dokarmianie, zapewnianie dobrych warunków do rozwoju i obserwowanie jak rozwija i przebudowuje się organizm. Nie tylko podlewać i dokarmiać (transfer wiedzy) lecz przede wszystkim tworzyć warunki do wzrostu i rozwoju (w tym uczenie umiejętności i kompetencji przez przestrzeń i sytuacje dogodne do edukacji ).

Obserwacje to bierne poznawanie, czasem bez pierwotnego celu a czasem z ukierunkowaną uwagą na wybranych elementach. Doświadczenie to sprawdzanie zjawiska, procesu w kontrolowanych warunkach, bardziej dla potwierdzenia i efektu dydaktycznego (pokaz, demonstracja). Eksperyment to sprawdzanie hipotezy, często z wykorzystaniem próby kontrolnej. Mamy już jakąś wiedzę, dedukujemy hipotezę i projektujemy warunki do doświadczenia by sprawdzić (sfalsyfikować). Każdy efekt jest dobry, nawet jak się nie udaje. Czasem nawet te negatywne efekty są ważniejsze bo możemy za ich pomocą odrzucać hipotezy. I szukać kolejnych. Nauka to nieustanne popełnianie błędów ("nieudane" eksperymenty) i uczenie się przez wyciąganie wniosków. Nie byłoby to możliwe gdyby nie jasność formułowania myśli i weryfikowanie w dyskusjach ustnych, pisemnych i eksperymentalnych. Zmierzam do tego by wskazać na duże znaczenie dyskusji w metodzie naukowej. Zazwyczaj badania naukowe kojarzymy z przyrządami badawczymi. Ale najważniejszym przyrządem jest ludzki mózg i precyzyjna komunikacja.

Dyskusja, o której zazwyczaj zapominamy,  jest ważnym elementem metody naukowej. Nie tylko rozmyślanie i indywidualne analizy (logiczne myślenie, linearne pismo ułatwia logiczność myślenia), lecz w interakcjach z innymi. Przyrządy badawcze są po to, by zobiektywizować obserwacje. A czasem by zobaczyć więcej (mikroskop, teleskop itp.). Przez dyskusję wiedza naukowa ma charakter rozproszony i konektywny. Tworzy się i przechowuje w relacjach między ludźmi. Konektom to system powiązanych ze sobą i pozostających w relacjach ludzi, ze zgromadzoną w mózgach wiedzą indywidualną. Od czasu wynalezienia pisma w tym konektomie pojawiła się pamięć zewnętrzna (pozamózgowa) i nieludzkie elementy w tak rozumianym konektomie (listy, książki, napisy). Z czasem przybyło drukowanych książek, zmagazynowanych w bibliotekach. Potem pojawiły się zasoby internetowe. Nieludzkie elementy konektomu systematycznie się powiększają. W dyskusjach konfrontujemy się nie tylko z innymi ludźmi lecz i z książkami, gazetami, zasobami internetowymi. Nie wszyscy ludzie, z którymi rozmawiamy, mówią prawdę, czasem się mylą, czasami świadomie oszukują. Z tym borykaliśmy się przez setki tysięcy lat. Teraz mamy nadmiar nieosobowych, nieludzkich elementów z wiedzą (w tym algorytmy w mediach społecznościowych). Nadmiar informacji i to takich, które znakomicie oszukują nasze zmysły. Nie wystarczy zobaczyć by uwierzyć, że to prawdziwe. Oczy i uszy mogą nas mylić jak w iluzjach optycznych czy sztuczkach prestigitatorów. Zarówno zdjęcia jak i  filmy z głosem mogą być zmanipulowane i wykreowane. Metodę naukową możemy wykorzystać do weryfikowania prawdziwości docierających do nas informacji. Dlatego jest to ważna kompetencja XXI wieku. I dlatego tak ważne jest kształcenie tej kompetencji w edukacji szkolnej (także edukacji ustawicznej).

Edukacja to nie tylko przekazywanie informacji. Znacznie ważniejsze jest uczenie rozumienia tych informacji, danych i sprawdzanie wiarygodności. Czyli umiejętność wykorzystywania tych informacji. Truizmem jest - ale muszę to wprost napisać, bo zdarza się wypaczanie idei uczenia umiejętności i kompetencji - przypominanie, że umiejętności i kompetencji uczymy się przetwarzając konkretne informacje. Nie można więc uczyć umiejętności bez treści. Tyle tylko, że celem nie jest przyswojenie konkretnych informacji (nie ma kanonu obwiązującego wszystkich) lecz nauczenie się rozumienia tych informacji, danych. Aby zrozumieć czym jest owoc i jak powstaje, bez znaczenia jest to czy wyjaśnimy na przykładzie jabłka, gruszki czy pomidora. Do programu więc nie ma sensu wpisywanie, że ma być lekcja o pomidorze a w sprawdzaniu wiedzy tworzyć pytania, dotyczące pomidora. Lepiej zostawić wolny wybór nauczycielowi jaki owoc (a więc konkretne dane) wybierze by nauczyć umiejętności myślenia, weryfikacji danych i doboru źródeł oraz rozumienia czym jest owoc dla rośliny, jak powstał ewolucyjnie i co z tego wynika. 

Nauka jest rozumiana jako proces poznawania oraz jako jako produkt, czyli efekt tego procesu. Wiedza naukowa może być uformowana jako symbole w głowie, notatki, dyskusje, zapisane książki, publikacje, filmy, bazy danych, zasoby internetowe. W edukacji szkolnej nie powinniśmy zbytnio koncentrować się tylko na produkcje lecz także na procesie. Czyli na umiejętnościach i kompetencjach. One przecież nie są zawieszone w próżni. Powstają na bazie typowej wiedzy faktograficznej. W centrum postawione są jednak umiejętności a nie informacje i fakty. Tych ostatnich jest wiele. A odróżnienie faktów od faktoidów i fake newsów i zwykłej manipulacji jest podstawową umiejętnością współczesności. Odszukanie nieznanego faktu, np. kiedy urodził się Mikołaj Kopernik, zajmie kilkanaście sekund. Góra kilka minut. Natomiast nabycie umiejętności wyszukania tej (i każdej innej) informacji w wiarygodnym źródle wymaga znacznie więcej czasu (to co najmniej wysiłek na kilka tygodni, a jeśli zaczynamy od zera to znacznie dłużej). Bez porównania mądrzej jest dać wędkę i nauczyć wędkowania niż codziennie dawać rybę.

Uproszczony schemat czym jest nauka

Drugi uproszczony schemat tego, czym jest nauka jako proces i produkt.



A na koniec opowieść o nauce na przykładzie obrazu Nasze Niebo Kopernika