04.05.2021

Dlaczego naukowcy zajmują się smokami, rusałkami, topielicami i wieszczycami?




Czy to możliwe i pożądane, że świat mitów i bajek, ze smokami włącznie, przenika do laboratoriów badawczych? Czy zaciera się granica między myśleniem magicznym a metodologią naukową? Czasy mamy tak dziwne, że być może i nie zdziwi obecność smoków, rusałek, świtezianek i innych demonów w naukowych publikacjach biologów. Tak, nie o etnografów czy literaturoznawców chodzi a o przyrodników z krwi kości. Nic, tylko załamywać ręce i się użalać nad upadkiem współczesnej cywilizacji? Bez obaw, opowiem o całkiem sympatycznym przenikaniu się świata bajki i fantazji ze światem przyrodniczym. Szkiełko i oko przenika się z romantycznym czuciem i sercem całkiem bezpiecznie.

Dawno, dawno temu ludzki świat wiedzy był przemieszany. Jak komórki macierzyste, wszystko w jednym, niezróżnicowane i o potencjale na specjalizację. Fantazje, mity i baśnie integralnie związane były z ludzką wiedzą, nie było granicy. Potem się rozdzieliły i tak powstała nauka oparta o obiektywne metody poznania. A mity z magicznymi demonami dalej żyły w osobnej części ludzkiej kreatywności. Zdawałoby się ze najróżniejsze smoki i rusałki raz na zawsze oddzielone zostały od obiektywnie istniejącego świata przyrody. Brzytwa Okhama (nie mnożyć bytów ponad potrzebę) raz na zawsze oddzieliła fantastyczne spekulacje od naukowo obserwowanych zjawisk. 

Bogactwo przyrody przekracza nawet ludzką bogatą fantazję. A gatunków do nazwania jest niezmiernie dużo. Tak dużo, że słów i fantazji brakuje. Dlatego czasem mityczne i baśniowe postacie pojawiają się w biologii. Nauka schodzi na psy? Nic z tych rzeczy. Nadaje dawnym słowom inne znaczenie, niejako wprowadza te słowa ponownie do obiegu ale z innym znaczeniem.

Świat przyrody i fantastycznej baśni przenikają się. Pisarze, gawędziarze i poeci zawsze czerpali inspiracje z otaczającego nas świata przyrody. Za pomocą zwierząt czy roślin opowiadali o… człowieku i problemach społecznych. To z jednej strony ucieczka przed cenzurą, z drugiej próba uogólnienia. By nie skupiać się na jakiejś konkretnej osobie ale zjawisku i uogólnionym wzorcu. W tym sensie baśń to pierwsza, mało precyzyjna forma uogólnienia naukowego. Swoisty model.

A czy w drugą stronę też następuje przepływ inspiracji? Tak. Naukowcy czerpią z mitów i baśni. Wiele terminów naukowych swój źródłosłów bierze na przykład z mitologii greckiej czy rzymskiej (np. hipoteza Gai, hipoteza Medei – to w odniesieniu do modeli biosfery). Nowożytna nauka narodziła się w kręgu cywilizacji grecko-łacińskiej ale już dawno rozeszła się po wszystkich kontynentach i kulturach. I czerpie z szerokich zasobów kultury, mitów i baśni wielu narodów, wielu kultur.  

W XIX wieku, gdy biolodzy nazywali odkrywane bogactwo gatunkowe istot żywych, a istniejące nazwy ludowe roślin, grzybów i zwierząt były niewystarczające do nazwania ogromnej różnorodności biologicznej, wtedy poza nazwami naukowymi (łacińskimi) polscy przyrodniczy zaczęli wymyślać nowe nazwy zwyczajowe (polskie). Wykorzystali między innymi słowiańską demonologię i tak pojawiły się w nazwach owadów świtezianki (ważki), rusałki (motyle), topielice (pluskwiak wodny), wieszczyce (chruściki) i wiele, wiele innych. Przemijający świat mitów i dawnej kultury w jakimś stopniu został utrwalony w nazwach gatunkowych. Ocalony od zapomnienia. W tamtym czasie, jeszcze w okresie zaborów, był to jeszcze jeden sposób na budowanie tożsamości narodowej i nobilitowanie polskiej kultury.

Dowcip i czerpanie z rodzimej kultury jest stałym elementem nauki. Na przykład na początku XXI wieku polscy naukowcy powołali do życia Smoka Wawelskiego. I nie chodzi o jaką wersję Parku Jurajskiego a więc eksperymenty genetyczne i przywracanie do życia wymarłych gatunków - bo czyż można w ten sposób ożywić postacie mitologiczne? Po prostu jednemu z odkrytych dinozaurów nadano nawę naukową Smok wawelski. Zgodnie z kodeksem zoologicznym nazwy gatunkowe są dwuczłonowe i zapisywane w języku łacińskim. Do opisu ogromnej różnorodności już dawno zabrakło słów łacińskich (nazwy gatunkowe nie mogą się powtarzać) dlatego od biolodzy tworzą słowa, które przypominają łacinę. Używane są nazwiska (dla uhonorowania naukowców), imiona oraz postacie mityczne. W taki sposób Smok wawelski (nazwy naukowe, łacińskie zapisujemy kursywą, a pierwszy człon odnoszący się do nazwy rodzaju, pisany jest dużą literą) trafił do podręczników zoologii i paleontologii.

Smok wawelski narodził się dla świata nauki w 2010 roku… i to od razu jako dawno wymarły gatunek. Tylko biolodzy potrafią wykreować takie paradoksy: narodził się jako wymarły od wielu milionów lat…. Teraz Smok wawelski trafił na międzynarodowe, naukowe salony i będzie o nim rozprawiało całkiem poważnie wielu naukowców aż po wsze czasy. Oczywiście, bez związku z szewczykiem Dratewką. Tu mała dygresja – sposób zapisu ma znaczenie. Co innego znaczy lód a co innego lud. To wiemy. Ale Smok wawerski to gatunek dinozaura a Smok Wawelski to postać bajkowa . Natomiast polska nazwa dla tego gatunku będzie brzmiała: smok wawelski. Niewielka różnica zapisu, nie każdy od razu dostrzeże różnice, a sens zupełnie inny: nazwa gatunkowa, nazwa zwyczajowa (polska) i nazwa postaci mitycznej, baśniowej. Te różnice zapisu są niewielkie a przy nieprecyzyjnym zapisie w internetowym słowniku PWM i słabej wiedzy przyrodniczej w wielu książkach i artykułach pojawiają się błędy w zapisie nazwy gatunkowej człowieka: Homo sapiens to nie to samo co homo sapiens

Nie tak dawno dr Katarzyna Grzelak z Uniwersytetu Łódzkiego opisała trzy nowe dla nauki gatunki morskich bezkręgowców – ryjkogłowych (Kinorhyncha). Te małe „robaki" żyją w morzach i oceanach. Dr Grzelak gatunkom złowionym w rejonie Spitsbergenu nadała nazwy, zaczerpnięte z „Gry o Tron". Tak pojawiły się dwa nowe i żyjące współcześnie: Echinoderes drogoni (na cześć smoka Drogona) i Echinoderes rhaegali (ku pamięci smoka Rhaegala). Jesli więc drogi Czytelniku usłyszysz o żyjących wspołczesnie smokach, dopytaj o szczegóły. 

Nie dziwcie się także, gdy spotkacie w książkach naukowych Dziwneono. Dziwnie brzmi tylko dla Polaków, dla reszty świata naukowego to nazwa rodzajowa australijskich pluskwiaków. Rodzaj został opisany w 1972 przez Irenę Dworakowską. Oto przykład gatunków z tego rodzaju: Dziwneono alfa, Dziwneono olszewskii, Dziwneono etcetera. Dowcipnie wzbogacona różnorodność biologiczna.

Tak, biolodzy tworzą dziwny o jakich się nawet pisarzom nie śniło. Ani filozofom.


Rozszerzona wersja felietonu dla VariArtu. Na zdjęciu prace Marzeny Dadasiewicz, wystawa Grupy A*R*T w Bibliotece Uniwersyteckiej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz