Człowiek (Homo sapiens), należy do gatunków społecznych. Sukces człowieka zależy od wielkości społeczności (“stada”), w której żyje i którą współtworzy. Społeczność to taki trochę superorganizm, złożony z wielu osobników. Wydaje się że sukces Homo sapiens w porównaniu do Neandertalczyka wynikał z faktu tworzenia większych społeczności (lepszej i szerszej współpracy), a więc od jego umiejętności tworzenia i zapamiętania relacji z większą liczbą pobratymców. Większa grupa, horda, “stado” to więcej relacji i szybsza innowacyjność, bo wynalazki szybciej się rozchodzą i zakorzeniają w większej, konektywnej sieci. Zatem mózg społeczny był bardzo ważną cechą przystosowawczą człowieka jako gatunku społecznego. W przyrodzie liczą się nie tylko indywidualne kły i pazury lecz współpraca w możliwie dużej grupie (dlatego też powstały wielokomórkowe organizmy i różnego rodzaju kolonie oraz stada). Do własnego "stada" włączaliśmy inne osobniki, imigrantów, podbite grupy, czy nawet Neandertalczyków czyli osobników z innego gatunku. Własne plemię to nie była i nie jest stała, zamknięta grupa rozrodcza. Kultura jest znacznie bardziej otwarta i bardziej włączająca niż nam mogłoby się wydawać.
Warto w tym miejscu wspomnieć ewolucyjną hipotezę
Czerwonej Królowej i nieustanną pogoń przystosowawczą za zmieniającym się
środowiskiem. A skoro ciągle się biologicznie przystosowujemy to nie jesteśmy
idealnie przystosowani... bo środowisko nam nieustannie „ucieka”. Trzeba więc
biec... by być w tym samym miejscu przystosowania. Dlatego właśnie współczesny człowiek w wielu aspektach nie jest przystosowany do środowiska, które sam tworzy. Jednym elementów tego nieprzystosowania są nasze społeczne mózgi.
Nasz mózg umożliwia konkretną liczbę relacji
międzyludzkich, rozpoznawanie i utrzymywanie więzi. Dobrze to opisuje tak zwana
liczba Dunbara. Hipoteza sformułowana przez Robina Dunbara zakłada, że człowiek
jest poznawczo zdolny do utrzymywania około 150 stabilnych relacji społecznych.
Ograniczenie to wynika z architektury mózgu (ukształtowanej ewolucyjnie),
przede wszystkim z rozmiaru i organizacji neokorteksu. W świecie analogowym limit
ten miał charakter praktyczny - to liczba osób, z którymi mogliśmy realnie
współpracować, wymieniać informacje, budować zaufanie. Nie tylko rozpoznawać
konkretne osoby, ale i pamiętać wcześniejsze z nimi sytuacje, przykre i
pozytywne doznania, ich wiedzę.
Współcześnie obserwujemy zjawisko antropomorfizowania
urządzeń AI. Traktujemy je jako przyjaciela, znajomego a więc członka naszej
społeczności, z którym nawiązujemy typowo ludzkie relacje. Stąd agenci i czaty
traktowani są jako osoby. Pojawiły się nawet próby ślubów z takimi nieludzkimi
osobami. Co AI zmienia w relacjach społecznych? Dużo. A jesteśmy dopiero na
początku tego procesu i nie znamy jeszcze wszystkich skutków. Zrozumiałe są więc
różnorodne niepokoje i bicie na alarm. A przynajmniej nawoływanie do
ostrożności i potrzeby nowych regulacji prawnych lub społecznych. Niczym Czerwona Królowa musimy szybko biec... za szybko zmieniającym się środowiskiem.
Dodać warto, że to nie pierwszy nasz nieludzki mózg zewnętrzny i nieludzki członek ludzkiego stada. Wcześniej taką rolę pełniły już książki, bohaterzy literaccy (a więc postacie fikcyjne), zwierzęta domowe a nawet amulety czy pluszowe maskotki. W epoce AI i mediów cyfrowych sytuacja staje się bardziej złożona. Powstaje pytanie: czy technologie rozszerzają nasze możliwości społeczne, czy też raczej tworzą iluzję ich rozszerzenia?
Jednym z ważnych pytań jest to czy AI staje
się (stanie się) „protezą poznawczą” relacji międzyludzkich? Systemy oparte na
sztucznej inteligencji przypominają o urodzinach, podpowiadają odpowiedzi,
agregują historię kontaktów, analizują sieci społeczne, symulują rozmowę i
empatię. W tym sensie AI działa jak zewnętrzny bufor pamięci społecznej (a wcześniej działały na nas tak samo media społecznościowe).
Teoretycznie może to pozwolić nam utrzymywać większą liczbę kontaktów przy
mniejszym obciążeniu poznawczym (odciążanie mózgu). Ale czy to możliwe, ze względu na biologiczne
ograniczenia naszego mózgu? Rodzi się zasadnicza kwestia: czy
podtrzymywanie kontaktu algorytmicznie wspieranego jest tym samym co relacja
oparta na wzajemnym zaangażowaniu emocjonalnym? Czy media społecznościowe i
konwersacyjne czaty AI to są rzeczywiście kontakty społeczne?
Liczba Dunbara (o niej więcej w dalszej części
tekstu) dotyczy relacji znaczących, a
nie wymiany sygnałów komunikacyjnych. AI może zwiększyć ilość komunikacji, ale
niekoniecznie pogłębia jej jakość. Media społecznościowe tworzą zjawisko
„inflacji więzi”. Mamy w mediach społecznościowych setki lub tysiące
„znajomych”. Te media są bardziej prosumpcyjne niż rzeczywiście społeczne. Wymuszają one stałą wymianę mikrointerakcji i angażują naszą uwagę. Reakcje są szybkie w
formie emotikon lub nieco bardziej angażujących komentarzy. W rezultacie jest
to niskokosztowe potwierdzanie obecności. Czy są to realne więzi społeczne czy
tylko ich atrapa?
W warunkach takiej inflacji zmienia się
ekonomia uwagi. Zasobem krytycznym nie jest już czas, lecz zdolność do regulacji
uwagi i emocji. Człowiek nadal posiada biologiczne ograniczenia przetwarzania
społecznego, wynikające z możliwości naszego mózgu, który społecznie
kształtował się od kilku milionów lat do kilkuset tysięcy lat temu. Nasz mózg w
dalszym ciągu jest mózgiem paleolitycznego łowcy-zbieracza. Pozwala nam rozpoznawać
kontekst relacji, pamiętać historię interakcji, empatycznie współodczuwać czy utrzymywać
normy wzajemności. Jednak gdy liczba bodźców przekracza zdolności regulacyjne,
dochodzi do zjawiska przebodźcowania.
Żyjemy w bardzo przegęszczonym społeczeństwie.
Spotykamy znacznie więcej ludzi na ulicy i w pracy oraz niewyobrażalnie wielu
przez ekrany telewizorów, ekrany komputerów i telefonów. To dużo
więcej niż nasz mózg może biologicznie przetworzyć. Przebodźcowanie ekranami i „kontaktami z
ekranu” wynika z generowania ciągłych powiadomień i skutkuje fragmentaryczną
uwagą, skróconymi cyklami komunikacyjnymi oraz presją natychmiastowej reakcji. Z
neurokognitywnego punktu widzenia oznacza to podwyższoną aktywność układu
nagrody (neuroprzekaźnik dopamina), skrócenie okresów głębokiej koncentracji oraz powierzchowną
obróbkę sygnałów społecznych. Już teraz obserwujemy u młodego pokolenia skrócenie
uwagi, co przekłada się na konkretne umiejętności poznawcze i możliwości
uczenia się. Dostosowując się do tej sytuacji powinniśmy przebudować cały system edukacji i stosowane do tej pory metody dydaktyczne. Obserwować będzie więc narastający efekt domina.
W relacjach twarzą w twarz przetwarzamy mikroekspresje, ton głosu, rytm oddechu, synchronizację gestów. To wszystko tworzy ważny w komunikacji międzyludzkiej pozawerbalny język ciała. Kontakt ekranowy redukuje znaczną część tych danych. W efekcie powstaje relacja uboższa sygnałowo, ale liczniejsza ilościowo. Taka sytuacja prowadzi do paradoksu - mamy więcej kontaktów lecz mniej głębokich więzi.
Czy AI może zmienić liczbę Dunbara, liczącą ok.
150 głębszych i trwalszych relacji z innymi osobami? Moim zdaniem możliwe są trzy scenariusze, choć zapewne
nasza wyobraźnia może stworzyć ich znacznie więcej. AI jako narzędzie
organizacyjne pozwala utrzymać większą sieć relacji, minimalizując koszt
koordynacji tych relacji. W tym sensie media ekranowe i urządzenia wspomagane przez AI byłyby
ewolucyjnie ważnym elementem przystosowawczym gatunku społecznego jakim jest Homo sapiens. Drugą
możliwością jest to, że pod wpływem tych zwiększonych bodźców i zmienionego
środowiska liczba 150 przesuwa się w górę (będzie większa). Tak więc zmieniają się powoli nasze
biologiczne możliwości a sam mózg ulega biologicznej ewolucji. Trzecim
scenariuszem jest to, że formalna liczba kontaktów rośnie, ale rdzeń relacji
znaczących (5–15 osób) pozostaje niezmienny. Przebodźcowanie i rozproszenie
uwagi spowodują spłycenie nawet najbliższych relacji, co w praktyce zmniejsza
realną liczbę więzi opartych na zaufaniu. Alokacja więzi społecznych i zróżnicowanie
liczby Dunbara czyli silne więzi ograniczone do kilku osób oraz poszerzona liczba Dunbara
oznaczająca więcej płytszych i krótkotrwałych relacji.
Empiryczne dane sugerują, że mimo tysięcy
kontaktów online, liczba stabilnych relacji nadal oscyluje wokół zakresu
przewidywanego przez Dunbara. Technologia nie zmieniła architektury mózgu. Być
może zbyt mało czasu jeszcze upłynęło i byt mało pokoleń wystawionych zostało
na tę nową sytuację by zmiany biologiczne utrwaliły się w architekturze mózgu. Ale może będziemy stawać się kulturowym symbiontem tak jak
mitochondria czy plastydy w komórkach eukariontycznych. Ta międzygatunkowa
integracja na zasadzie symbiozy znacząco poszerzyła biologiczne możliwości
gospodarza. I nawet nie wiemy czy na początku tych ekologicznych relacji była
współpraca, jakaś protokooperacja, czy też drapieżnictwo lub pasożytnictwo.
Znamy efekt końcowy – głęboka symbioza i wzajemne uzależnienie od siebie.
Komórka nie może istnieć bez mitochondriów, a mitochondria nie są w stanie
samodzielnie istnieć poza komórką. Analogicznie może być z naszym mózgiem i urządzeniami
ekranowymi: biologicznie mózg się nie zmieni ale zmieni się cały
holotechnobiontyczny układ. Zmiana następować będzie nie przez ewolucję
biologicznych możliwości naszego mózgu tylko przez relację i integrację z
urządzeniami pozabiologicznymi - naszą pozabiologiczną pamięcią zewnętrzną.
Zatem spójrzmy na AI
jako na nowy typ relacji z naszym środowiskiem w sensie ekologicznym. Może jako na zewnętrzną protezę, przyspieszjącą biologiczną ewolucję człowieka? Taka
symbioza lecz w formie holotechnobionta. Termin holotechnobiont jest neologizmem, określeniem koncepcyjnym, łączącym biologię z technologią. Odnosi się do rozszerzonej koncepcji holobiontu.
Holo- (z gr. holos - cały) w kontekście biologicznym
odnosi się do całości organizmu wraz z jego mikrobiomem (holobiont). Techno- odnosi
się do technologii, narzędzi, sztucznych elementów, -biont (z gr. bios - życie) czyli żywy organizm.
Holotechnobiont można zatem interpretować jako organizm zintegrowany z technologią. Jest to więc koncepcja, w której żywy organizm (holobiont, np. człowiek, zwierzę) jest ściśle powiązany z technologią (implanty, protezy, sztuczna inteligencja), tworząc nową, hybrydową całość. Ten neologizm poszerza teorię holobiontu. Tradycyjny holobiont to gospodarz i jego mikrobiota (bakterie, wirusy, jednokomórkowe protisty, grzyby itp.). Dodanie "techno" sugeruje, że współczesny organizm (szczególnie człowiek) współewoluuje również z technologią, która staje się częścią jego funkcjonowania, częścią jego organizmu. W takim ujęciu poszerzamy nieco rozumienie środowiska w sensie ekologicznym.
W kontekście relacji społecznych Homo sapiens pojawia się jednak nowa zmienna. Są to relacje człowieka z systemami AI. Jeśli człowiek zaczyna powierzać AI swoje emocje, traktować system jako rozmówcę oraz doświadczać wsparcia społecznego ze strony algorytmu, to powstaje pytanie, czy takie relacje konkurują z relacjami międzyludzkimi o zasoby uwagi i czasu? Z perspektywy liczby Dunbara kluczowe jest to, że ograniczeniem nie jest tylko pamięć, lecz emocjonalna inwestycja. Każda relacja, nawet ta z systemem, zużywa naszą uwagę i energię.
W kontekście wspólnot edukacyjnych (co jest mi szczególnie bliskie) grupy przekraczające próg 150 osób tracą charakter wspólnoty i stają się strukturą administracyjną. Ale przecież od tysięcy lat żyjemy we wspólnotach plemiennych i państwowych, znacznie przekraczających liczbę Dunbara (150 osób). Niemniej nadmiar cyfrowych kanałów komunikacji może osłabiać realne więzi w grupie. Głębokie uczenie się wymaga stabilnych, zaufanych mikrorelacji. Współczesne środowisko informacyjne wymaga zatem higieny poznawczej czyli ograniczania liczby kanałów komunikacji, świadomego zarządzania uwagą oraz tworzenia przestrzeni dla kontaktu bez ekranów. Jeśli chcielibyśmy pozostać takimi jak do tej pory.
Pora na wniosek
końcowy. AI nie znosi biologicznych ograniczeń człowieka. Może zwiększyć
liczbę interakcji, lecz niekoniecznie liczbę znaczących relacji. Suma i
zintegrowana nowa całość (holotechnolbiot) może być tą nową jakością. To
całkiem nowy świat. Nie znamy go i nie wiemy jaki będzie. Czy lepszy? Czy
gorszy? Dla nas chyba obcy.
W tekście wielokrotnie powołuję się na liczbę Dunbara. Pora więc na dokładniejsze opisanie tej koncepcji i znaczenie tego terminu. Liczba Dunbara to hipoteza z zakresu antropologii ewolucyjnej i psychologii społecznej, sformułowana przez Robina Dunbara. Oznacza poznawcze ograniczenie liczby stabilnych relacji społecznych, które człowiek jest w stanie jednocześnie utrzymywać. Najczęściej podawana wartość to około 150 osób. Chodzi w niej o liczbę relacji, w których znamy daną osobę, wiemy, jak jest powiązana z innymi, utrzymujemy względnie stały kontakt, relacja opiera się na zaufaniu i wzajemnym zobowiązaniu. To nie jest liczba „znajomych na facebookowej liście kontaktów”, lecz liczba realnych, społecznie funkcjonujących więzi.
Skąd się wzięła liczba Dunbara? Dunbar badał zależność między wielkością neokorteksu (kory nowej), a wielkością grup społecznych u naczelnych. Na podstawie regresji między objętością neokorteksu a średnią wielkością grup u różnych gatunków naczelnych oszacował, że dla człowieka (Homo sapiens) przewidywana liczba członków stabilnej grupy wynosi ok. 150. Dunbar zaproponował także model koncentrycznych kręgów społecznych:
- ~5 osób - najbliżsi (rodzina, partner, absolutnie bliscy przyjaciele)
- ~15 osób - bliscy przyjaciele
- ~50 osób - dobrzy znajomi
- ~150 osób - stabilna grupa społeczna
- ~500 - znajomi
- ~1500 - twarze rozpoznawalne
Każda warstwa wymaga innej inwestycji czasu i uwagi. Dla potwierdzenia tych liczb przywoływane są przykłady: wielkość tradycyjnych wspólnot łowiecko-zbierackich, liczebność kompanii wojskowych, średnia liczba osób w wioskach neolitycznych oraz wielkość efektywnych zespołów w firmach. Warto zaznaczyć, że są to korelacje, nie dowód ścisłej „biologicznej granicy”.
Czy media społecznościowe zmieniły liczbę Dunbara? Badania sugerują, że mimo tysięcy „znajomych” online, liczba realnie utrzymywanych, stabilnych relacji nadal oscyluje wokół 100–200 osób. Technologia zwiększa zasięg kontaktu, ale nie zwiększa radykalnie pojemności poznawczej. Warto przy tej okazji podkreślić, że nie ma jednej stałej liczby. Jej zakres może wynosić od ok. 100 do ok. 250. Może to wynikać z różnić biologicznych między osobnikami lub jakichś różnic kulturowych lub warunków socjalizacji. Raczej na pewno czynniki kulturowe i instytucjonalne modyfikują dynamikę relacji.
Jakie znaczenie ma liczba Dunbara dla edukacji i organizacji społecznych? Optymalna wspólnota uczenia się powinna być mniejsza niż 150, jeśli ma opierać się na realnych więziach. Poczucie przynależności, współpraca i zaufanie mają poznawcze ograniczenia. W edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej mikrogrupy są bardziej zgodne z naszym „ewolucyjnym dziedzictwem społecznym”.
Liczba Dunbara nie jest jedynie ciekawostką
antropologiczną. Jest przypomnieniem, że wspólnota ma skalę biologiczną, uwaga
jest zasobem ograniczonym a głęboka relacja wymaga czasu, ciszy i obecności. W
epoce ekranów i algorytmów największym wyzwaniem nie jest rozszerzenie sieci
społecznej, lecz ochrona jakości więzi przed inflacją kontaktów.
Kiedy Robin Dunbar analizował zależność między wielkością neokorteksu
a rozmiarem grup społecznych u ssaków naczelnych, nie mógł przewidzieć świata, w którym
człowiek będzie codziennie „spotykał” setki osób poprzez ekran. A jednak jego
hipoteza, mówiąca o poznawczym limicie około 150 stabilnych relacji, brzmi dziś
zaskakująco aktualnie. Liczba Dunbara nie opisuje liczby kontaktów w telefonie
ani obserwujących w mediach społecznościowych. Oznacza krąg osób, wobec których
potrafimy utrzymać realne zobowiązania, pamiętać kontekst relacji, rozumieć
subtelności emocjonalne i podtrzymywać zaufanie.
Epoka sztucznej inteligencji wprowadza w ten porządek nowe napięcie. Z jednej strony AI działa jak proteza pamięci społecznej. Przypomina o urodzinach, podsuwa odpowiedzi, porządkuje historię interakcji, analizuje sieci kontaktów. Teoretycznie zmniejsza koszt poznawczy utrzymywania relacji. Można więc odnieść wrażenie, że biologiczny limit przestaje mieć znaczenie. Skoro system pamięta za nas, podpowiada za nas i inicjuje kontakt, to może jesteśmy w stanie „obsłużyć” więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej? Problem polega na tym, że liczba Dunbara dotyczy nie sygnałów komunikacyjnych, lecz więzi. Relacja nie jest tylko wymianą informacji. Jest strukturą emocjonalną, która wymaga czasu, uwagi i zaangażowania. Każda znacząca więź oznacza inwestycję poznawczą: pamiętanie historii, interpretowanie intencji, reagowanie empatyczne, utrzymywanie norm wzajemności. Tego nie da się w pełni zautomatyzować. AI może wspierać logistykę relacji, ale nie przejmie za nas emocjonalnej odpowiedzialności.
Równolegle rośnie zjawisko inflacji kontaktów. Media społecznościowe tworzą środowisko, w którym setki mikrointerakcji (polubień, krótkich komentarzy, emotikonów) generują wrażenie intensywnej obecności społecznej. Mamy poczucie bycia w nieustannym kontakcie, choć jest to kontakt fragmentaryczny i niskokosztowy (coś na kształt ekologicznej strategii r – więcej niskokosztowych relacji zamiast mniej wysokokosztowych czyli strategii K). Zasób krytyczny (nasza uwaga) nie zmienił się jednak od czasów małych wspólnot. A ta uwaga ma charakter skończony.
Tu pojawia się problem przebodźcowania. Stała
ekspozycja na powiadomienia, krótkie komunikaty i szybkie zmiany kontekstu
osłabia zdolność do głębokiego przetwarzania informacji społecznych. Relacje
ekranowe są uboższe sygnałowo: redukują mikroekspresje, synchronizację ruchów,
subtelne zmiany tonu głosu. Otrzymujemy więcej kontaktów, ale mniej danych o
ich jakości. Mózg, bombardowany bodźcami, przechodzi w tryb skrótowego
przetwarzania. W efekcie rośnie liczba relacji powierzchownych, a maleje
zdolność do pielęgnowania więzi głębokich.
Sztuczna inteligencja wprowadza jeszcze jeden
element - możliwość tworzenia relacji z systemem. Jeśli człowiek zaczyna
traktować AI jako rozmówcę, powierzać mu refleksje czy emocje, powstaje nowy
typ więzi asymetrycznej, lecz psychologicznie realnej. Taka relacja również
konsumuje uwagę i czas. W perspektywie Dunbara oznacza to konkurencję o
ograniczone zasoby poznawcze. Nie chodzi o to, czy AI „liczy się” jako osoba,
lecz o to, że każda relacja, nawet z algorytmem, angażuje nasze mechanizmy
społeczne.
Czy zatem liczba Dunbara przestaje
obowiązywać? Dotychczasowe obserwacje sugerują, że rdzeń najbliższych więzi -
kilka do kilkunastu osób - pozostaje zadziwiająco stabilny. Możemy zwiększyć
liczbę interakcji, rozszerzyć zasięg komunikacji, utrzymywać szeroką sieć
luźnych kontaktów. Jednak krąg osób, z którymi dzielimy realne zaufanie i
odpowiedzialność, nie rośnie proporcjonalnie do liczby powiadomień.
Paradoks epoki AI polega więc na tym, że
technologia radykalnie zwiększyła przepustowość komunikacji, lecz nie zmieniła
architektury ludzkiego mózgu. Możemy być w kontakcie z tysiącami, ale naprawdę
obecni jesteśmy wobec niewielu. Przebodźcowanie ekranami nie rozszerza naszych
możliwości relacyjnych. Wręcz przeciwnie - często je rozprasza.
W tym sensie liczba Dunbara pozostaje nie tyle ograniczeniem, ile przypomnieniem o biologicznej skali wspólnoty. W świecie nadmiaru sygnałów kluczowe staje się nie pytanie „ile relacji możemy utrzymać?”, lecz pytanie „które z nich zasługują na naszą ograniczoną uwagę?”. AI może być narzędziem wspierającym więzi, ale nie zastąpi czasu, ciszy i uważnej obecności a więc fundamentów każdej trwałej wspólnoty.
Być może jednak, zgodnie z koncepcją holotechnobionta, rodzi się nowa jakość i być może nowy gatunek ssaka naczelnego. Jak go nazwać? Homo artificialis?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz