5.05.2026

Co robię na Warmińskim Szlaku Kulinarnym? Opowiadam !



Co ja robię na Warmińskim Szlaku Kulinarnym? Najprościej byłoby powiedzieć: opowiadam. Ale to zdanie, choć prawdziwe, jest tylko wierzchołkiem opowieści, która zaczęła się wiele lat temu. Wtedy  postanowiłem, że nauka nie może być zamknięta w murach uczelni, a biolog – jeśli chce być pożyteczny – musi czasem wyjść z laboratorium i wyruszyć w teren. Terenem tym okazała się Warmia, jej krajobrazy, ludzie, małe przedsiębiorstwa, lokalne smaki i codzienność, która – jeśli tylko się pochylić – pulsuje wiedzą, historią i ekologią.

Warmiński Szlak Kulinarny to nie tylko mapa miejsc, gdzie można dobrze zjeść, czegoś się dowiedzieć itp. To mapa relacji, mikrohistorii, lokalnych innowacji i tradycji, które wciąż żyją, choć czasem trzeba je wydobyć spod warstwy codzienności. A ja, naukowiec, biolog i ekolog, znalazłem się na tej mapie nie przypadkiem. To świadomy wybór, konsekwentnie realizowany od lat, by popularyzować naukę tam, gdzie ludzie naprawdę żyją i pracują.

Od dawna wierzę, że uniwersytet powinien być otwarty. I nie tylko w sensie symbolicznym, ale dosłownym. Otwarty na region, na jego potrzeby, na przedsiębiorców, na mieszkańców. Otwarty na rozmowę. W tym sensie Warmiński Szlak Kulinarny jest dla mnie naturalnym przedłużeniem trzeciej misji uniwersytetu: społecznej, partnerskiej, zakorzenionej w lokalności.

Kiedy odwiedzam kolejne miejsca na Szlaku, nie jestem turystą. Jestem słuchaczem i obserwatorem. Rozmawiam z właścicielami małych firm, pytam o ich wyzwania, o to, co ich cieszy, co ich martwi, czego potrzebują. Pytam o wartości. I opowiadam o przyrodzie, o etnografii, o dziedzictwie przyrodniczym, o tym, jak nauka może im pomóc, choćby w najmniejszych rzeczach. To jest transfer wiedzy, ale taki, którego nie widać w raportach i tabelach. Cichy, codzienny, oparty na zaufaniu. Ale realny i znaczący.

Warmia jest naturalnym środowiskiem dla idei cittaslow. Tu powolność nie jest wadą, lecz wartością. To powolność, która pozwala zauważyć szczegóły: smak chleba na zakwasie, lemoniadę z pokrzyw, królewieckie marcepany, zapach ziół z przydomowego ogródka, historię ukrytą w starym przepisie lub rekodziele. Lub przyrodę na przystanku autobusowym wymalowaną. W tym klimacie moja popularyzacja nauki znajduje swoje miejsce. Bo nauka też potrzebuje uważności. Potrzebuje zatrzymania się, rozmowy, wspólnego odkrywania. Współtworząc Wimlandię czy nawet tak nieoczywiste projekty jak „maść czarownic do latania”, uczyłem się, że lokalność jest przestrzenią twórczą. Że współpraca z małymi przedsiębiorstwami może być inspiracją dla dydaktyki, a dydaktyka może być wsparciem dla przedsiębiorców. To właśnie w takich miejscach wspólnie z restauratorami i studentami wspólnie przygotowywaliśmy całkiem nowe potrawy z owadami. I je z ciekawością jedliśmy... Satysfakcja z odkrywania i ze spotkania. Oraz ze wspólnego działania, niczym ze wspólnego darcia pierza czy łuskania fasoli. 

Wspólne doświadczenia z wcześniejszej współpracy a teraz skrystalizowane w Warmińskim Szlaku Kulinarnym, stały się jednym z fundamentów kierunku Dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze. Bo dziedzictwo to nie tylko zabytki i rezerwaty. To także smak, zapach, sposób wytwarzania, opowieści przekazywane przy stole. Albo opowiadane w Radiu Olsztyn lub pisane na blogu. Kiedy prowadzę zajęcia, często wracam do tych rozmów z regionu. Do historii o tym, jak powstaje lokalny kozi ser, jak prowadzi się małą pasiekę, jak zmienia się krajobraz w oczach ludzi, którzy żyją z ziemi i z turystyki. Studenci słyszą wtedy nie teorię, lecz żywą praktykę. A ja – dzięki tym spotkaniom – mogę uczyć bardziej autentycznie. A w zasadzie projektować sytuacje edukacyjne. 

Co więc robię na Warmińskim Szlaku Kulinarnym? Wędruję i poszukuję. To moja metoda popularyzacji nauki – szeroka, otwarta, zanurzona w lokalności. Wędrowanie pozwala mi zobaczyć region nie jako mapę administracyjną, lecz jako sieć powiązań: ludzi, smaków, krajobrazów, mikrohistorii. To także smakowanie tradycji – dosłownie i metaforycznie. Bo tradycja jest jak ekosystem: żyje, zmienia się, adaptuje. Trzeba ją badać, ale też doświadczać. Dlatego blog „Profesorskie Gadanie” znalazł się na mapie Warmińskiego Szlaku Kulinarnym. Nie jako przewodnik kulinarny, lecz jako towarzysz drogi. Jako miejsce, gdzie spotykają się nauka, lokalność i opowieść. W bardzo dobrym i kreatywnym towarzystwie, bo Warmia potrafi łączyć ludzi, którzy chcą działać z pasją.

A ja? Ja po prostu idę dalej. Słucham, opowiadam, smakuję, zapisuję. I wierzę, że właśnie tak wygląda współczesny uniwersytet otwarty: zakorzeniony i ukorzeniony w swojej społeczności, obecny w jej codzienności, gotowy do rozmowy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz