04.04.2018

Cykl życiowy referatu czyli Uniwersytet Twórczy 9

24 godziny w dziesięć minut, czyli cykl życiowy referatu

Czy jest sens przeznaczyć dobę na wygłoszenie 10 minutowego referatu? 10 minut mówienia to tylko wierzchołek góry lodowej. A żeby wygłosić krótki referat trzeba przeznaczyć wiele godzin na podróż. Do tego dochodzi przekaz w wersji internetowej i refleksje po dyskusji.

Najpierw jest zadany temat, który prowokuje do przemyśleń. I w pewnym sensie spotkanie dyskusyjne już trwa, mimo że się jeszcze się nie zaczęło.  Inspirujący dialog trwa znacznie dłużej niż tylko te "regulaminowe" dziesięć minut. Taki jest efekt dobrej (dopasowanej do aktualnych potrzeb naukowca) konferencji naukowej. W komunikacji ważny jest dialog. Potem są rozmyślania i przygotowywanie wystąpienia. Zbieranie danych, informacji, poszukiwanie najlepszej koncepcji wystąpienia. Trzeba się czegoś o miejscu i publiczności dowiedzieć. Żeby mówić do ludzi i mieć szansę na dyskusję a nie tylko wygłosić swoje i pojechać z powrotem. Lubię też długie podróże pociągiem - przed konferencją pozwalają na spokojne przemyślenia i dopracowanie referatu (zatem ta doba to nie strata ale zysk). A po konferencji na "przetrawienie" i powtórne poukładanie w głowie zasłyszanych informacji, zdobytych wrażeń. Te 10 minut jest znacznie dłuższe niż się mogłoby wydawać. A jak przedłużyć wypowiedź? Do referatu, o który zostałem poproszony, dołączyłem tekst na blogu (do poczytania, jeśli temat zaciekawi) a na slajdzie przygotowałem QR kod z linkiem do tekstu. 

Gdy dostałem zaproszenie z Łodzi, to zaintrygował mnie tytuł cyklu spotkań: Twórczy Uniwersytet. Miało to być już 9. spotkanie.  Tym razem poświęcone promocji i popularyzacji nauki.  Pierwszym, miłym zdziwieniem było to, że ktoś w Łodzi o mnie wie i chce posłuchać moich pomysłów i doświadczeń w promocji i upowszechnianiu nauki.  Drugie było zaciekawienie łódzkimi spotkaniami Twórczego Uniwersytetu. Jak oni to robią? W duchu życzliwie im zazdrostkę takich spotkań i dobrych metod upowszechniania wiedzy. Zatem pojechać i zobaczyć. Może udałoby się i w Olsztynie coś podobnego zrobić i rozwinąć pomysł z Olsztyńską Kawiarnia Naukową Collegium Copernicanum?

Twórczy Uniwersytet – promocja i popularyzacja nauki -  rozpoczął się 10 stycznia 2018 r. w Pałacu Biedermanna, o godzinie 16:00. Zobaczyłem Łódź całkiem inną niż z mojej pamięci z dawnych czasów.  Ideą Twórczego Uniwersytetu jest twórcza wymiana myśli, a także jednoczenie środowiska, nie tylko uczelnianego. Starają się wychodzić poza środowisko akademickie. W ośmiu dotychczasowych edycjach Twórczego Uniwersytetu wykładowcy i studenci poszukiwali ciekawych metod nauczania, a także łączyli naukę i biznes w debacie nad wspólnotą celów (zobacz kronikę tych spotkań: http://kronika.uni.lodz.pl/). Uczyli się uważnego słuchania, rozmawiali o wolności i świadomości studiowania, szczególnie istotnych na rynku pracy kompetencjach, kreatywności w dydaktyce i biznesie. Owocem spotkań Twórczego Uniwersytetu są dwie publikacje naukowe.

10 stycznia 2018 w sali Kominkowej w Pałacu Biedermanna dyskutowano o potrzebie popularyzacji nauki. Konferencję otworzył JM Rektor Uniwersytetu Łódzkiego Antoni Różalski. W programie były także wystąpienia: Elżbieta Żądzińska Prorektor Uniwersytetu Łódzkiego ds. nauki,  Piotr Kępski - "Otwarty dostęp do publikacji a popularyzacja nauki", Stanisław Czachorowski "Trzecia kultura czy promocja i popularyzacja nauki", Tadeusz Wibig "O konieczności popularyzacji nauk ścisłych", Natalia Osica - "Po co naukowcom promocja - na przykładzie doświadczeń Science PR", Anna Rolczak, Paweł Śpiechowicz - "W prostych słowach - sposoby na promocję nauki", Marcin Frątczak - "Blogi naukowe jako alternatywne narzędzie prezentacji publikacji naukowych", Lidia Mikołajuk - "Widoczność dorobku naukowego w Internecie jako element jego promocji". Na zakończenie "Czy i jak popularyzować naukę?" -  panel dyskusyjny z udziałem w/w prelegentów. (relacja wideo z konferencji

Wspomniane już kilkakrotnie 10 minut (czas trwania przeciętnego referatu na konferencji) nie bierze się znikąd. Biologicznie można spojrzeć na cykl życiowy referatu (porównanie do systemów żywych w konwencji ogólnej teorii systemów).  Rodzimy się, żyjemy i umieramy. Ale skąd się wziąłem i czy i jakie zostawię potomstwo? System to pytanie o stan poprzedzający (żywe z żywego). System ma historię i ewoluuje. Można także mówić o dyspersji i pomnażaniu/rozmnażaniu. Całość (system) to coś więcej niż suma części. To także organizacja i relacje między elementami. Mój referat także nie wziął się znikąd.  Powolne wieloletnie dojrzewanie i przemyślenia dotyczące ogólnej teorii systemów, porównywania ewolucji biologicznej i kulturowej, społecznej misji uniwersytetu i otwartej nauki. W końcu także wieloletnie doświadczenia w popularyzacji nauki i promocji... uniwersytetu (czy innych instytucji naukowych i edukacyjnych). I chciałem te przemyślenia w jakiś sposób przedstawić. Na głos o nich porozmawiać. Dlatego tytuł mojego krótkiego referatu brzmiał:

Trzecia kultura a idea otwartego uniwersytetu 

Nie chciałem tradycyjnie mówić o promocji i popularyzacji. Chciałem mocniej nawiązać do społecznej misji uniwersytetu i trzeciej kultury i to w czasach trzeciej rewolucji technologicznej i zmiany środowiska społecznego, w którym funkcjonuje  uniwersytet.

Czy w czasach spadku liczby studentów (przyczyny demograficzne) i rozwoju nowych technologii, pozwalających szybko i łatwo uczestniczyć w wykładach na uniwersytetach całego świata, polskie szkoły wyższe nie wymrą jak dinozaury? Czy w dobie mody i popularności przeróżnych teorii spiskowych i ruchów antynaukowych środowisko akademickie jest jeszcze potrzebne?

Moim zdaniem zapotrzebowanie na wiedzę jest ogromne. tyle tylko, że zmienia się sposób edukacji i zmieniają się nasi studenci. Uczymy nie tylko na sali wykładowej ale poprzez przekaz kierowany do społeczeństwa i to z wykorzystaniem nowych technik. Zatem blogi, audycje popularne, fanpage itd. to nie tyle promocja co bezpośredni i aktualny przekaz wiedzy. Trzecia kultura to skrócenie drogi przekazu. Wymusza to na kadrze akademickiej uczenia się nowych form komunikacji i przekazywania wiedzy. Stąd nawiązanie do trzeciej kultury. Tak jak nie wyginęły dinozaury (przecież ptaki są potomkami dinozaurów), tak nie "wyginą" uniwersytety. One tylko ewoluują, zmieniają się i dostosowują do środowiska (społecznego) i możliwości technicznych.

Rewolucja naukowa zaczęła się w Renesansie, gdy uczeni odeszli od studiowania jedynie ksiąg i zaczęli weryfikować poglądy w terenie przez obserwację obiektów i eksperymenty. W czasach nowożytnych, wraz z rosnącą specjalizacją i tworzeniem się coraz większych instytucji naukowych i edukacyjnych, w nauce nastąpiło duże przyspieszenie. Wiedza tak szybko i tak obszernie się zmienia (i to w ciągu życia jednego pokolenia!) że nie sposób nauczyć się tego wszystkiego w szkole. Konieczne jest edukacja ustawiczna. I pozaformalna.

Przy szybko zmieniającej się wiedzy przestajemy rozumieć świat. Pośrednicy w przekazywaniu wiedzy niejednokrotnie... przekazują już informacje przestarzałe. Dlatego uniwersytety muszą się bardziej otworzyć i to sami naukowcy muszą nauczyć się przystępnie opowiadać o swoich odkryciach, przemyśleniach, ustaleniach.

Zmieniły się także techniki komunikacji. Kiedyś funkcjonowała tylko kultura słowa. Żeby się czegoś dowiedzieć, to trzeba było udać się do mistrza i go posłuchać. Akademie i licea tworzyły się wokół filozofów. To świat starożytny. Gdy pojawiło się pismo, szybkość i zakres przekazu znacznie się zwiększył. Sercem uniwersytetów stały się biblioteki - repozytoria wiedzy. Już nie tylko uczeni i studenci ale i biblioteki. Żeby się czegoś dowiedzieć, trzeba było udać się do uniwersytetu. Tam były książki i naukowcy (czytać i chodzić na wykłady oraz uczestniczyć w eksperymentach w laboratoriach). A teraz trwa trzecia rewolucja technologiczna. Żyjemy w globalnym świecie, gdzie dostęp do wiedzy w coraz ważniejszym stopniu odbywa się za pośrednictwem internetu. I do tych zmienionych warunków muszą się dostosować współczesne uniwersytety. I chyba jesteśmy świadkami tych głębokich przemian. One zachodzą na naszych oczach.

A zatem nie tyle promocja i upowszechnianie co trzecia misja (społeczna) uniwersytetu (poza badaniami naukowymi i kształceniem "tradycyjnych" studentów). Trzecia kultura za pośrednictwem (z udziałem) uniwersytetów w trzeciej rewolucji technologicznej.

O tym mówiłem w swoim krótkim wystąpieniu.

Ale jeszcze kilka refleksji i myśli zasłyszanych w czasie tego spotkania. Dlaczego ważna jest popularyzacja? Bo społeczeństwo chce wiedzieć na co wydawane są pieniądze z podatków. Dlatego niezwykle ważne są otwarte zasoby (otwarty dostęp do wiedzy - nie możemy dopuścić do zawłaszczania wiedzy i być więźniami punktów). Współczesny naukowiec musi nie tylko opublikować swoje odkrycia w specjalistycznym (często niszowym) czasopiśmie ale i poinformować "świat" o swoich odkryciach. Współczesny naukowiec musi być medialny. Musi wyjść z laboratorium czy gabinetu i poinformować co tam się dzieje. Uniwersytet musi być także na "YouTubie". Z kolei społeczeństwo potrzebuje tożsamości i wyjaśniania językiem zrozumiałym, świata wokół nas. To wzmacnianie racjonalności obserwowanego świata. Rolą uniwersytetów jest również to, by wspomagać rozwój społeczeństwa i dać ludziom szersze zrozumienie otaczających nas zjawisk. Tym bardziej, że obserwujemy napór irracjonalności.

Jak promować (i upowszechniać) naukę? Pisać na blogach, stronach www i portalach społecznościowych (nie zapominając o tradycyjnych czasopismach popularnych). Mówić na spotkaniach, wykładach otwartych itd. Pokazywać, w formie nagrań wideo. Żyjemy w czasach przeładowania informacjami dlatego potrzebujemy wybiórczości. I pomocnych autorytetów, ułatwiających szybki dostęp do wiarygodnych informacji. Mówić i pisać prostym językiem - proste i zrozumiałe słowa, prosty i wyraziste formy.

Promocja nauki potrzebna jest także dlatego, by łatwiej było znaleźć partnerów do badań. Nowe formy i technologie pozwalają dotrzeć do potencjalnych partnerów także z gospodarki.

Straszylla czyli dlaczego pojechałem do Łodzi
Czy jest sens przeznaczyć dobę (tyle trwała podróż do Łodzi i z powrotem) na wygłoszenie 10 minutowego referatu? Nie warto wszystkiego liczyć w kategoriach czasu. Ważne są inspiracje i wartościowe przemyślenia. Ważna jest wolność badań a nie ciągłe sprawdzanie, raporty, granty, sprawozdania. Naukowcy potrzebują więcej czasu na nieskrępowane poszukiwania. Trzeba im zaufać a nie męczyć biurokratyczną sprawozdawczością. Podobnie z innymi zawodami. Kluczowe jest jednak zaufanie. Czy warto przeznaczyć całą dobę na udział w konferencji, która nie liczy się w żaden sposób do awansu, dorobku naukowego i oficjalnej sprawozdawczości? Uważam, że warto. A skąd biolog ma wziąć pieniądze na udział w takiej konferencji? Czy z dydaktyki, czy z badań statutowych? Ani jedno ani drugie nie pasuje do sztywno poustawianych rubryk. Wolność poszukiwania nie mieści się w sztywnych rubrykach... Trudności te nie powinny nas jednak odstraszać od udziału w wartościowych dyskusjach.

I jeszcze ta straszylla. To nazwa owada z czasów dinozaurów, wojsiłki. O odkryciu i publikacji dowiedziałem się na Facebooku, gdy jeden z łódzkich naukowców zamieścił krótką notatkę na ten temat. Zainspirowany przygotowałem wykład na olsztyńską Noc Biologów 2018 nawiązujący własnie do straszyli (tematem była ewolucja skrzydeł u owadów). Zatem dobrze by naukowcy o swoich badaniach pisali także na portalach społecznościowych. Efekt upowszechniania wiedzy jest. A że nie ma tego w indeksie cytowań i impact factor? Nie wszystko da się zmierzyć i wyliczyć. Sprawozdawczość nie powinna zajmować zbyt wiele czasu. Po prostu trzeba zaufać w sens pracy naukowców i funkcjonowania uniwersytetów.

Co zostaje z dziesięciu minut? Jeśli spotkanie (konferencja) jest wartościowa, to dużo.

3 komentarze:

  1. Poruszyłeś bardzo ciekawy wątek - popularyzacja nauki. Ja się zastanawiam nad tym od dawna, dlatego też zacząłem pisać swojego bloga. Mimo, że nie jestem żadnym naukowcem, raczej hobbystą. Za to chciałbym przekazać wartościowe treści dalej.

    Ale komu?
    Wszystkim? I tak i nie.
    Naukowcy lub ludzie zawodowo powiązani z jakąś branżą muszą sobie radzić, chociaż ze studiów pamiętam, że i w tej materii jest bardzo dużo do roboty. Chociażby wspomniane przez Ciebie referaty - jak my, jako studenci mieliśmy pisać coś takiego a później to wygłosić to lepiej było iść i się zakopać. 99% 10-minutowych referatów było ciągnącymi się przez godzinę glutami. Piszesz: "mówić i pisać prostym językiem - proste i zrozumiałe słowa, prosty i wyraziste formy".
    Ja sam mam z tym sporo kłopotu, ale jakiś czas temu wysłuchałem świetnego wywiadu z Pawłem Tkaczykiem - specjalistą od prezentowania informacji. Prowadzi również własnego bloga. Może spotkałeś się kiedyś z pojęciem "storytelling"?
    Czy znasz może programy z serii "dlaczego ja" lub "trudne sprawy"? Myślę, że obaj zgodzimy się, co tego typu rozrywka reprezentuje. Mimo, że nie oglądam telewizji jako takiej, udało mi się w życiu trafić na coś takiego. I wiesz co? Mimo, że mam świadomość czym te programy są, to również uczciwie przyznam się, że są zrobione w ten sposób, że bardzo przyciągają uwagę. Trudno mi się od nich oderwać (naturalnie jestem człowiekiem dorosłym i nie mam problemów z podjęciem tego typu decyzji ale również wiem co czuję). A ostatni poniedziałek, po lekturze wpisów Pawła Tkaczyka na temat struktur storytellingu obejrzałem świadomie fragment "trudnych spraw". I teraz myślę nad tym, jak te schematy mogę wykorzystać na swoim blogu.

    Przepraszam za długi wpis, niestety nie zawarłem w nim wszystkich swoich przemyśleń odnośnie twojego artykułu ale nie chcę już więcej mącić.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można (i trzeba) uczyć studentów mówienia referatów (np. na seminariach) krótko, we właściwym czasie, ciekawie i przejrzyście. Staram się to robić. To ma być komunikacja a nie pusty rytuał. I warto o tym głośno mówić, by wielu tak robiło. Nie jest łatwo nauczyć się mówić krótko i przejrzyście. Trzeba wysiłku i świadomych działań,. Ale można.

      Usuń
  2. Zawsze warto innym dać coś od siebie, nawet (albo zwłaszcza) gdy "to se ne vrati". Taki altruizm nie będącyh altruizmem bo wszak propaguje się swoje memy...

    OdpowiedzUsuń