19.09.2018

Blog: nie piszę a czytają?

Wirtualna rzeczywistość ciągle jest dla mnie zaskakująca. Nowy świat, który dopiero trzeba poznawać. Ponad pół roku temu przeniosłem blog pod nowy (niniejszy) adres internetowy. Na starym nic już nie piszę nowego. W ciągu 13 lat opublikowałem tam 1923 wpisy. Myślałem, że po kilku miesiącach nieaktywności na starym miejscu spadnie liczba odwiedzin. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że ciągle jest czytany (o czym świadczą m.in. pojawiające się komentarze) a liczba odwiedzin wcale nie spadła. W ostatnim tygodniu było 5808 wizyt, blog zajmował 13 miejsce w rankingu blogów na Blox.pl i pierwsze wśród blogów z kategorią "nauka". Pozycja w rankingu zmienia się nie tylko ze względu na liczbę wejść na mój blog ale także liczbę wejść na inne porównywane. Oba wskaźniki są dynamiczne i ciągle się zmieniają. Niemniej w ostatnich miesiącach na starym blogu jest 500-1000 wejść dziennie. To więcej niż na aktualnie prowadzonym pod nowym adresem. Jak wyczytać można ze statystyk, na stary adres  wejścia są głównie z wyszukiwarek. Nie wiem tylko jakich słów kluczowych wirtualni podróżnicy poszukują. Pośrednio można się domyślać po zamieszczanych komentarzach (wskazują, które treści były wyszukiwane)..

Dlaczego stary blog ciągle żyje? Najpewniej ze względu na zgromadzaną tam treść. Efekt kumulacji. Tak jak zapisana książka, autor jej już nie pisze (bo wydana drukiem) a czytelnicy czytają.

Jedno się tylko zmieniło na starym adresie - brak trolowania i brak wpisów troli. Stracili z oczu. I to mnie cieszy. Jest spokojniej. Dla troli tamten adres zniknął, dla czytelników pozostał.

Na koniec wniosek wysuwam taki: liczy się przede wszystkim treść, znacznie mniej aktywizowanie do odwiedzin i przypominanie o blogu. Wytrwała kumulacja treści.

8 komentarzy:

  1. Nie chcę smucić, ale liczne wejść nie oznacza livzby czytelników. To jak z księgarnią, to że ktoś wziął do ręki nie znaczy że kupi i przeczyta.
    O niemalejącej liczbie czytelników świadczyły by komentarze... a czy są nowe tego Profesorze nie piszesz, więc nie wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest sposób. Metodologia naukowa zakłada, że wszystko musi być możliwe do zweryfikowania. Wystarczy więc przejrzeć wpisy na moim blogu (stary adres), zanotować daty komentarzy i wszystko będzie jasne. Samemu można sprawdzić, policzyć. I jeszcze jedno, nawet jak komentują, to nie znaczy, że czytają. Wielu "komentatorów" wypowiada się po przeczytaniu tytułu lub kilku zdań (czyli nie wiem, nie znam treści, ale się wypowiem). Jesteś tego znakomitym przykładem :)

      Usuń
    2. Ps. Przeczytaj jeszcze raz cały tekst (można powoli nawet ze dwa razy) a potem swój komentarz. Zrozumiesz, dlaczego jesteś dobrym przykładem...

      Usuń
  2. Cenzura działa...
    No dobrze pojawiły się nowe komentarze...
    Aż sobie sprawdzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sprzątaczka, usuwa agresywne badziewie i tandetne zachwyty.

      Usuń
    2. Jasne...
      Bym się przejął, ale wiem z kim mam do czynienia, więc sobie do glowy nie dobieram.
      Ps. Pamiętaj Profesorze że jest coś takiego jak zrzuty ekranowe.

      Usuń
    3. Dziękuję za podpowiedź. Postaram się pamiętać i stosować.

      Usuń
    4. Ps. na upierdliwe trole jest kilka podobno sposobów: ignorowanie, dowcipne komentowanie lub kasowanie. na Ciebie jak na razie najskuteczniejsze jest kasowanie :). Zarówno złośliwych komentarzy jak i tandetnych i wazeliniarskich pochwał. We mnie jeszcze drzemie nadzieją na edukację. Może coś zaiskrzy, może coś dotrze. Może zechcesz jeszcze dyskutować a nie tylko monologować (poczucia sprawstwa Ci brakuje?). Dopóki człowiek żyje, dopóty jest nadzieja...

      Usuń