12.11.2018

Wtyk amerykański, z dygresjami o cenofilogenezie

 Wtyk amerykański, 
Gryfice, zachodniopomorskie, 06.11.2018 , fot. Żaklina Kańczucka
Niezwykłości przykuwają większą uwagę niż rzeczy zwykłe. Dotyczy to także zjawisk przyrodniczych. Piszemy częściej o gatunkach rzadkich, chronionych, czy obcych. O pospolitych piszemy niewiele (w publikacjach, w prasie). Wydają się po prostu oczywiste i pospolite. Podobnie w mediach informacje o wypadkach pojawiają się znacznie częściej niż o bezwypadkowych, bez krwi, nieszczęść czy sensacji. Jednym słowem nadreprezentatywność niezwykłości, sensacji, wyjątkowości.

Niezależnie od tego przyroda wokół nas szybko i znacząco się zmienia. Nie tylko zmieniają się całe ekosystemy za sprawą działalności człowieka, ale wiele gatunków niegdyś pospolitych staje się coraz rzadsze, inne wymierają. Pojawiają się także zupełnie nowe. Czasem były wokół nas ale teraz stają się dużo częstsze i pospolitsze. Czasem przybywają z daleka i są całkowicie nowe dla nas i ekosystemów nas otaczających.

Wtyk amerykański, 
Gryfice, zachodniopomorskie, 06.11.2018 , fot. Żaklina Kańczucka
Wtyk amerykański (Leptoglossus occidentalis) z rodziny wtykowatych (Coreidae), kuzyn naszego pospolitego wtyka straszyka (Coreus marginatus) jest sporym pluskwiakiem, który po raz pierwszy został stwierdzony (czyli zaobserwowany i udokumentowany) w Polsce w 2007 roku (we Wrocławiu u okolicach Krakowa – w Miechowie). Potem pojawiło się więcej doniesień z różnych części kraju o jego obecności. Bo uwaga przyrodników została już ukierunkowana. Na ogół, jak coś spotykamy dla nas nowego, to sięgamy do atlasów, przewodników, kluczy do oznaczania z fauną krajową. Jeśli nie możemy znaleźć, to uznajemy, że może w kluczu tego gatunku nie ma (wiele jest jeszcze luk w opracowaniach fauny krajowej). Albo czasami mniej wprawni obserwatorzy wybierają najbardziej podobny gatunek i uznają, że to właśnie on. Ogromne zmiany przyrody wymuszają poszukiwania w opracowaniach zagranicznych oraz ciągłego aktualizowania zestawień krajowych (czego przykładem jest na przykład niedawno wydany Atlas płazów i gadów Polski).

Wtyk amerykański w swoim naturalnym środowisku (Meksyk, Kanada, USA) jest uważany za szkodnika drzew iglastych. W Europie po raz pierwszy odnotowany został w 1999 roku (we Włoszech). Z ziemi włoskiej do Polski... chciałoby się powiedzieć. U nas także spotkać go można w lasach sosnowych, na zrębach, w ogrodach. Nawet w miastach i na osiedlach, bo tam też są drzewa iglaste, w tym sosny. Dorosłe i larwy wtyka amerykańskiego wysysają nasiona z szyszek sosnowych, prawdopodobnie także innych drzew iglastych (jak będziecie mieli okazje, to poobserwujcie, może coś nowego dla wiedzy uda się zobaczyć). Dlatego uważany jest za szkodnika. Jako gatunek nowy w naszych ekosystemach zapewne nie ma jeszcze "wrogów naturalnych", np wyspecjalizowanych drapieżników czy chorób. Ale to kwestia czasu. Proces takiego "wrastania" w ekosystemy można określić jako filocenogeneza. Nie tylko sukcesja ekologiczna (czyli wymiana gatunków w ekosystemie) ale także ewolucyjne dostosowywanie się (dopasowywanie) gatunków do siebie. Dlatego pojęcie filo- (nawiązujące do filogenezy, w tym przypadku nie grup systematycznych ale całego ekosystemu), ceno- (odnoszące się do zbiorowiska zgrupowania) i -geneza (powstawanie, tworzenie się). I to wszystko dzieje się na naszych oczach na dużą skalę. Jest co obserwować i notować. Bo są to procesy długotrwałe. Potrzebne więc długotrwałe obserwacje i skrupulatne gromadzenie notatek. By za jakiś czas statystycznie analizować duże zasoby danych a nie pojedyncze obserwacje.

Wtyk amerykański należy do gatunków obcych szybko zauważonych a to dlatego, że pojawia się w naszych domach, w których szuka miejsc do zimowania. Zimuje w stadium imago (owada doskonałego). Ze względu na szybko powiększający się areał występowania został zaliczony do gatunków inwazyjnych. A swoją drogą ciekawe jest, kiedy wtyka amerykańskiego ktoś zaobserwuje w Olsztynie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz