03.12.2018

Niepodległość w świecie przyrody, z dygresjami

(Gdzieś na podwórku w średnim mieście z szuwarami)
Jest rocznicowo i jubileuszowo więc wszyscy piszą, malują, recytują a nawet maszerują. Do tych uroczystych celebracji dołączam i ja, na swój, przyrodniczy i podwórkowy sposób. A na załączonej fotografii jest i biel i czerwień. I na dodatek ładnie jest. A wśród tej podwórkowej rabaty toczy się życie.

Czy niepodległość może być przyczyną rozpadu? Taką wewnętrzną i systemową? Świat przyrody jest bogaty w swej różnorodności i może być dobrą inspiracją do niepodległościowych rozważań. A że świat ożywiony istnieje już parę miliardów lat, to i przykładów można znaleźć wiele. Życie biologiczne uzyskało „niepodległość” wraz z powstaniem błony komórkowej, oddzielającej komórkę od świata zewnętrznego i dającej komórce samodzielność oraz częściowo izolującą granicę. A potem był wzrost i ewolucja. I ciągła utrata tak rozumianej niepodległości, samodzielności, suwerenności, poprzez relacje w układach ekologicznych, poprzez nieustanną integrację z innymi gatunkami w biosferze. Ale można na to spojrzeć jeszcze inaczej, jako na rozrastającą się „niepodległość” i włączanie do systemu ożywionego coraz większej liczby elementów. Wzrost, różnicowanie się i doskonalenie organizacji. Od małej komórki prokariotycznej do całej ziemskiej biosfery, z człowiekiem i antropocenem włącznie.

Rodzi się komórka (komórka tylko z innej komórki, choć naukowcy od lat trudzą się nad stworzeniem syntetycznego życia zupełnie od nowa). Dostrzegamy samodzielny byt, który rośnie i rośnie. I się rozpada (dzieli) na mniejsze komórki potomne. Wszystko za sprawą praw fizyki i praw organizacji. Budowa danej komórki-organizmu wydaje się optymalna w danym moemencie. Dobrze żyje w swoim środowisku, jest przystosowana. Ale gdy rośnie to wielkość (np. długość) zwiększa się liniowo. Jednocześnie jej powierzchnia zwiększa się do kwadratu (a więc szybciej i bardziej) a objętość do sześcianu (czyli jeszcze bardziej i nieproporcjonalnie). I wtedy pojawiają się dodatkowe problemy. Wymiana tlenu czy innych substancji ze środowiskiem odbywa się przez powierzchnię komórki. Ale gdy ona rośnie to objętość szybciej wzrasta niż jej powierzchnia i wtedy wymiana gazowa (lub innych substancji) przez błonę komórkową może stać się niewystarczająca. Wzrost zmienia wiele w funkcjonowaniu. I albo na drodze ewolucji pojawiają się nowe struktury (np. u organizmów wielokomórkowych skrzela i płuca, znacząco zwiększające powierzchnie wymiany), albo…. organizm się dzieli. W jakimś sensie rozpada na dwa lub więcej potomnych. I proces się powtarza. Chyba że zajdzie integracja… czyli w jakimś sensie nastąpi utrata części niepodległości (samodzielności, autonomii).

Często jednokomórkowe organizmy tworzą kolonie. W grupie łatwiej i bezpieczniej. W takiej kolonii pojedyncza komórka jest tylko elementem o częściowo utraconej samodzielności i „niepodległości”. Swoje funkcje musi dostosować do potrzeb całej kolonii, dzielić się dobrodziejstwami natury i wspierać pozostałe elementy w chwilach trudnych. A jeszcze większa integracja takich pojedynczych komórek nastąpiła z chwilą ewolucyjnego powstania organizmów wielokomórkowych. Większa integracja to w jakimś sensie mniejsza niezależność, mniejsza niepodległość. Ale i większa współpraca. Nie żyjemy w pustce i samodzielności doskonałej. Nawet nasz, ludzki organizm na wiele sposobów uwikłany jest w relacje z innymi. Ot chociażby relacje społeczne i mniejsza czy większa współpraca z innymi ludźmi. Albo wrogość i agresja. Uzależnieni jesteśmy także ekosystemowo od organizmów (gatunków), które są dla nas pokarmem. Jak i od gatunków pasożytniczych, chorobotwórczych. Co więcej, mocno związani jesteśmy z mikroorganizmami, które żyją w naszym przewodzie pokarmowym (mikrobiom), na skórze oraz w tkankach. Korzystamy z cudzych genów, tych bakteryjnych i innych mikroorganizmów. Biolodzy sformułowali pojęcie hologenomu. Sami byśmy już nie przetrwali. W takiej biologicznej perspektywie i analogii utrata części samodzielności może być rozpatrywana jako postęp oraz powstawianie bardziej złożonych układów, organizmów, lepiej radzących sobie z niesprzyjającymi okolicznościami środowiska. Paradoksalnie możliwa jest większa niezależność od świata zewnętrznego przez integrację. W tym kontekście świat zewnętrzny jest rozpatrywany szeroko. Niepodległość na wyższym poziomie złożoności.

A skoro wtykam kij w mrowisko, to wspomnijmy o owadach społecznych, takich jak pszczoły, osy, termity czy mrówki. W jakimś sensie każdy osobnik z tej społeczności (rodziny) traci część swej niezależności, autonomii, swoiście rozumianej niepodległości, na rzecz całej owadziej społeczności. I mrówka-robotnica broni niezawisłości z narażeniem swojego życia. Tyle, że dla całej kolonii, dla całego mrowiska, a nie dla siebie.

W jakimś sensie ludzkość podobnie się łączy w coraz większe struktury (a te mniejsze systematycznie tracą niezależność, strukturalną i funkcjonalną odrębność). Od hordy i plemienia o kilkuset osobnikach, poprzez księstwa i królestwa liczące tysiące osób aż po państwa z milionami obywateli. A teraz tworzymy międzynarodowe organizacje i unie, liczące miliardy ludzi. Sytuacja dla nas ewolucyjnie i społecznie nowa. Niepodległość przesuwa się na coraz wyższy poziom. I bez zrzeczenia się części narodowej suwerenności nie rozwiążemy globalnych problemów, zagrażających nam wszystkim. Przykładem niech będzie globalne ocieplenie. Albo razem, albo jako ludzkość nie przetrwamy.

Tekst wysłany do VariArtu (nieco zmieniony). W grudniu 2018 VariArt obchodzi swoje dziesięciolecie istnienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz