15.06.2021

Jak podróżuje się bez samochodu?

 
Bez własnego samochodu podróżuje się trudniej i dłużej, bo wiele małych miejscowości jest wykluczona komunikacyjnie (i chodzi tu o ludzi tam mieszkających a nie same miejscowości). Nie dojeżdża tu komunikacja publiczna, ani autobusy, ani pociągi, nie ma na miejscu wypożyczalni rowerów. Trzeba dojść pieszo. Bez własnego samochodu podróżuje się.... ciekawiej. Bo podróżuje się wolniej, z namysłem, refleksją, jest czas na uważne kontemplowanie rzeczywistości i niespieszne rozmyślania. I jest czas na ruch oraz wysiłek fizyczny, 

Jadąc w samochodzie osobowym, nawet jako pasażer, dość szybko wpadam w rytm rywalizacji, wyprzedzania, denerwowania się korkami. Wyścigi: szybciej, sprytniej, w nieustannej walce. I w ciągłym stresie pokonywania przeszkód i innych uczestników samochodowej podróży. Wyprzedzić i zyskać 2-3 minuty. I co robią kierowcy z tak pięknie zaoszczędzonym czasem? Przeznaczają go na dalszą podróż. A może potem idą na siłownię czy inny fitness by spalić zbędne kalorie i zażyć trochę ruchu, potrzebnego w siedzącym trybie życia. Zza okien samochodu krajobrazy szybko migają. Kierowca musi patrzeć na drogę.

Podróż środkami komunikacji trwa dłużej. I nie wszędzie można dotrzeć. Jesteśmy ograniczeni połączeniami, czasem. Na dodatek takie podróżowanie wymaga planowania, sprawdzania połączeń i dostosowywania się do sytuacji. I zawsze wiąże się z czekaniem, często na dworcach i przystankach. Czekanie niespieszne. Niczego nie zmienisz. Najczęściej znika też rywalizacja. Zwalniasz. Jest czas na rozmyślania i uważne przyglądanie się otoczeniu. W takim podróżowaniu dostrzega się więcej. 

Podróżowanie bez własnego samochodu jest jak wakacyjna wyprawa z przygodą. Dostosowujesz się do rytmu otaczającego świta, odczuwasz lokalność. Więcej czasu ale i więcej zysku. Bo podziwianie świata trwa niemalże cały czas. I jest dobroczynny ruch fizyczny, bo nawet jak podróżujesz pociągiem do i tak musisz chodzić. Dużo chodzić.

Jakaś jedna sprawa, której załatwienie trwa pół godziny. Drugie tyle podróż pociągiem. Z własnym samochodem zajęłoby ci maksymalnie dwie godziny. A jednak ja, jako podróżujący komunikacją publiczną, przeznaczam na to ponad pół dnia (bo muszę). Nie da się wpaść, załatwić i wrócić. Pociąg powrotny jest za kilka godzin. Co robić? Można iść by zobaczyć więcej. Na przykład do następnej miejscowości z przystankiem kolejowym. Świat widziany przez pieszego jest zupełnie inny. Widać więcej kwiatów polnych, więcej śmieci w rowie, czuć więcej zapachów, słychać więcej głosów przyrody i wiejskiego życia. I dostrzegamy zdecydowanie więcej detali. Nie spieszysz się, bo wiesz, że pociąg nie przyjedzie szybciej. Nie ma jak "wyprzedzać", nie można wcisnąć pedału gazu. Poddajesz się rytmowi świata. Patrzysz i rozmyślasz. Lubię takie podróżowanie.

W chwilach podróży wydaje się, że posiadanie własnego samochodu osobowego to oszczędność czasu. No dobrze, a co zrobisz z tym zaoszczędzonym czasem? Dłużej posiedzisz przed telewizorem? Ponadto samochód wymaga nieustannej inwestycji czasowej, doglądania, naprawy, tankowania, mycia - jednym słowem dbania i utrzymywania w dobrym stanie. Tę inwestycję odbierasz potem w szybszej podróży. Jednym słowem, czas zaoszczędzony na szybszym podróżowaniu przeznaczać na.... samochód. I nie piszę tu o wykorzystaniu zawodowym - są profesje i są aktywności wymagające codziennego korzystania z samochodu. Osobiście potrzebowałbym samochodu raz na jakiś czas.  I dlatego wolę podróżować środkami transportu publicznego. Czas, który w ten sposób "marnuję", przeznaczam na uważność i refleksję. W zaganianym, codziennym życiu jednego i drugiego mi brakuje. 

Pociągami podróżuję już ponad pół wieku. Pamiętam parowozy i linie, które teraz dawno są zamknięte a tory rozebrane. I pamiętam wiele dworców kolejowych. Teraz stoją opuszczone, zabite deskami, ślad dawnego życia. Ślad świata, który przeminął... Nie tylko w tym aspekcie mój świat przeminął. Staje się historią. Podróże to także wyprawy historyczne i sentymentalne. Trzeba umieć tylko odczytywać ślady, pozostawione w krajobrazie. Dawne drogi, drzewa, starą rozwalającą się mleczarnię i przystanki autobusowe, z których nikt już nie odjeżdża. Ani na nich nie wysiada. Spostrzegasz detale a widzisz znacznie więcej. Widzisz przeszłość. Widzisz nieistniejące światy. A przez to egzotyczne.

Teraz dużo gorzej chodzi się pieszo. Drogi w zasadzie przeznaczone są tylko dla samochodów, często między jezdnią a barierką nie ma już miejsca dla pieszego (wyobraź sobie siebie między barierka a pędzącym tirem). Trzeba wybierać inne trasy. Ale i tam polne drogi zarosły, bo rzadko ktoś tam się pojazdem porusza. I tylko tak jak dawniej wędrowcy potrzebna jest laska. Teraz zrozumiałem dlaczego. By się podpierać? W najmniejszym stopniu. Kij jest potrzebny by odganiać się od psów puszczonych samopas. W mediach sporo jest o "groźnych" wilkach. Ale to nie ich boi się wędrujący turysta czy pielgrzym. Boi się psów puszczonych samopas. Zagryzają zwierzynę leśną, kaleczą ludzi. Kij jest potrzebny. Tak jak przed setkami lat, przed tysiącami. No i koniecznie trzeba uważać na samochody, wyprzedzające na trzeciego, prowadzone przez podchmielonych kierowców lub takich, którzy zbyt szybko jadą. Wiadomo, spieszą się. 

Bez własnego samochodu nawet bliskie wyprawy są dalekie. Niczym do obcych krajów. Ze względu na czas, klimat przygody i na fakt, że więcej się dostrzega. I odkrywa. Jest o czym porozmyślać. 

Nie od razu nauczyłem się podróżować. Na początku był stres i zdenerwowanie, dlaczego nie ma autobusu czy pociągu wcześniej. O dogodnej dla mnie porze! Z czasem nauczyłem się dostosowywać do lokalnego rytmu i do akceptowania świata. I nauczyłem się nudy na dworcu kolejowym. Wyciszenie, w którym zaczyna się słyszeć własne myśli. I można uważniej obserwować świat. Jest sposobność i czas by porozmawiać z ludźmi. Nauczyłem się pełniej przeżywać tu i teraz. I dostrzegać przemijanie. 

Powolne podróżowanie jest jak czytanie książek. Że wolniej? Że marnuje się czas? Ja patrzę na to inaczej. Wiele się zyskuje. W tym czas, w którym można rozmyślać. Bo gdybyś siedziała lub siedział na jakimś przystanku lub na polnej miedzy lub przydrożnym rowie lub na ławce w parku, to czytałabyś ten tekst powoli. W Twoim tempie a nie w tempie zaganianego świata. 

3 komentarze:

  1. śmiać się czy płakać? Samochód to narzędzie, takie samo jak dobre buty, kije trekkingowe czy plecak. Widać profesorze że wyrosłeś w "kulcie automobilizmu" dlatego teraz z nim walczysz. W rzeczywistości samochód pozwala w sensownym czasie dotrzeć do miejsc w których musimy być i w sensownym czasie z nich wrócić. Reszta, to jak przeżyjemy podróż to już nasza wewnętrzna sprawa. Możemy czuć zapachy łąk jadąc samochodem i nie czuć niczego poza gniewem idąc najpiękniejszymi z górskich szlaków!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały tekst i taki prawdziwy. Przygoda w podróży to cos pięknego. W pogoni za czasem tracimy go codziennie. Zgadzam sie całkowicie. Ja tez czesto podchodzę sobie kilka przystanków, lub obserwuję świat dookoła... a zawsze jest na co patrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "W pogoni za czasem tracimy go codziennie." - bardzo trafne.

      Usuń