23.04.2022

O skójce z grubą skorupką, monitoringu środowiska i guzikarstwie

Skójka gruboskorupkowa, zdjęcie z Internetu, dotyczące wystawy pt. „Sochocińskie guziki – ślad dawnej tradycji”, szczegóły w tekście.

Wojna zmienia wiele, w tym łańcuchy dostaw surowców i produktów w gospodarce. Powstają zupełnie nowe warsztaty i nowe oddziaływania na środowisko. Ślady tych procesów możemy zobaczyć w muzeach lub obserwować na bieżąco skutki wojny w Ukrainie. Możemy także uczestniczyć w szerokim monitoringu i ocenie oddziaływani na środowisko. Małże są dobrym obiektem do takich obserwacji i analiz.

Jako dziecko wakacje spędzałem zazwyczaj nad małą rzeczką. Uregulowana, płytka, piaszczysta. Wtedy żyły tak jeszcze raki szlachetne i kiełbie. W płytkiej wodzie rzeki Liwnej i Sołki zbieraliśmy muszle małży. Teraz wiem, że były to skójki malarskie. Ale z pewnością było tam więcej gatunków. Muszle zachwycały mieniącą się masą perłową.

Z dzieciństwa pamiętam jeszcze jakieś starodawne, nierówne guziki z masy perłowej. Mieniły się, ale każdy był jakiś ciut inny. I było ich mało. Więc do zabawy chętniej wybierałem jednakowe guziki plastikowe. To były czasy bez gier komputerowych więc guziki były armiami, walczącymi ze sobą w wymyślanych przygodach, inspirowanych książkami, filmami lub w pełni wymyślanymi histriami.

Wspomnienie guzików z masy perłowej przywołały mi dwa fakty, wcześniejsze odwiedziny z Muzeum Mazowieckim w Płocku i wystawy o sochocińskiej manufakturze guzikarskiej i wyjazdy terenowe, związane z monitoringiem skójki gruboskorupowej (Unio crassus). No i wcześniejsze wpisy na blogu poświęcone szczeżui pospolitej, po których zacząłem się zastanawiać czy ze szczeżui wyrabiano guziki? (czytaj 1, 2, 3)

Skójka gruboskorupkowa (Unio crassus) , jako gatunek naturowy, została objęta monitoringiem państwowym. Niestety na mapie badanych rzek brakuje tych z Warmii i Mazur. Może więc warto odnotowywać miejsce jej występowania (zob. Skójka gruboskorupowa w Olsztynie). Liczną populację skójki gruboskorupowej widziałem w rzece Pasłęce, od Bażyn aż po Pelnik. Jest liczna i ma się dobrze. Od lat widuję ją w rzece Łynie, w Lesie Warmińskim, Olsztynie i na wysokości Smolajn. Pojedyncze okazy spotykałem także w rzece Kirsnie. Natomiast na mapce rozmieszczenia tego gatunku w Polsce, nasz region to jedna wielka biała plama („Poradniki ochrony siedlisk i gatunków – skójka gruboskorupowa 1032”, Katarzyna Zając). Po prostu brakuje informacji o tym gatunku. Aż dziwne.
 
Zdjęcie z Internetu, dotyczące wystawy pt. „Sochocińskie guziki – ślad dawnej tradycji”, szczegóły w tekście.

Skójka gruboskorupkowa jest stosunkowo dużym słodkowodnym małżem. Średnie wymiary muszli mogą różnić się znacznie w zależności od stanowiska, w Polsce znajdowane muszle o wielkości 4,4 do 7,2 cm (K. Zając, „1032 Skójka gruboskorupowa”, Biblioteka Monitoringu Środowiska, i dalsze informacje). Tak dużych muszli nie sposób przeoczyć w czasie badań terenowych, nawet okazów martwych, żyjących wcześniej w danym siedlisku. Wygodne do inwentaryzacji są puste muszle, po martwych małżach. Wyraźnie palcami można wyczuć, że muszla jest grubsza niż u innych skójek. Ponadto nie niepokoimy tego gatunku (nie wyjmujemy z wody żywych małży).

Skójka gruboskorupowa jest filtratorem, odżywiającym się sestonem (odfiltrowuje z wody glony, drobne zwierzęta planktonowe, martwą materię organiczna). Na ogół przebywa zakopana w osadach dennych (tylko tylny koniec muszli z syfonami wystaje ponad powierzchnię dna), ale jest widoczna gołym okiem. Dojrzałość płciową osiąga przy długości muszli 30–40 mm. Do rozrodu przystępuje wiosną (kwiecień i maj). Tak jak i inne skójkowate w cyklu życiowym ma pasożytnicze glochidium (czytaj więcej). Żywicielami glochidiów skójki gruboskorupowej są: ciernik (Gasterosteus aculeatus), cierniczek (Pungitius pungitius), jelec (Leuciscus leuciscus), kleń (Leuciscus cephalus), strzebla potokowa (Phoxinus phoxinus), okoń (Perca fluviatilis), wzdręga (Scardinius erythrophtalamus) i głowacz białopłetwy (Cottus gobio). Inne gatunki mogą być nieodpowiednie – przyczepiające się glochidia mogą być przez system odpornościowy usuwane i uśmiercane. Sporym kłopotem mogą być gatunki obce i inwazyjne. Układ pasożyt-żywiciel to złożony system, kształtujący się przez wiele lat.
Jeżeli potencjalne ryby, żywiciele glochidiów skójki gruboskorupowej występują a skójki brakuje, to najwyraźniej siedlisko jest nieodpowiednie dla przeżycia tego małża.

Pasożytowanie trwa zwykle około czterech tygodni, po czym młode małże opuszczają ciało żywiciela i rozpoczynają samodzielne życie. Przez 2–5 lat żyją zakopane w osadach dennych (w tym stadium jest trudne do wykrycia w cieku, bez specjalistycznego sprzętu nie zobaczymy ich w rzece). Starsze osobniki najczęściej tworzą skupienia, składające się z osobników obu płci.
Skójki należą do organizmów długowiecznych. Maksymalna długość życia osobników różni się w zależności od populacji, złożone z osobników krótko żyjących, w których maksymalna długość życia wynosi 8 lat, oraz długo żyjące – 23 lata. W Skandynawii dożywają 70 lat. Można postawić pytanie, czy na Warmii i Mazurach są przyjazne warunki do długiego życia skójek?

Długi okres życia sprawia, że jeśli w danej rzece skójka gruboskorupowa pojawiała się nawet okazjonalnie, to pozostawałyby żywe lub martwe dorosłe osobniki. Stabilność siedliska w skali wieloletniej jest ważna dla przetrwania tego gatunku. Dlatego został wybrany do monitoringu stanu środowiska.

Siedliskiem skójki gruboskorupowej są czyste wody bieżące (duże potoki, strumienie i rzeki) z piaszczystym lub piaszczysto-żwirowym dnem, małż ten preferuje rzeki krainy lipienia i brzany. Zdarza się, że występuje także w innych siedliskach, np. w rejonie, gdzie rzeki wpadają do jeziora i w wypływach rzek z jezior.

Skójka gruboskorupowa zasiedla rzeki dość szybko płynące w porównaniu do cieków zasiedlanych przez inne gatunki skójkowatych, jednak osobniki tego gatunku występują zazwyczaj w takich miejscach, gdzie prędkość przepływu wody spada, przeważnie w strefie przybrzeżnej. Jako gatunek wrażliwy na zanieczyszczenia, skójka gruboskorupowa jest bardzo dobrym wskaźnikiem czystości wód. Zatem to zanieczyszczenie wód jest głównym czynnikiem sprawiającym zanikanie tego gatunku z naszych wód. Drugim jest melioracja, czyli bagrowanie rzek (zobacz zdjęcia z innego wpisu). Dla pogodzenia celów odwodnieniowych i ochrony bioróżnorodności proponuje się etapowe pogłębianie cieków, tak aby z części niebagrowanych organizmy zdążyły przejść do już oczyszczonych.

Zwierzęta te prowadzą na ogół osiadły tryb życia. W wypadku, gdy warunki pogorszą się (np. na skutek spadku poziomu wody), skójki mogą przemieszczać się na stosunkowo niewielkie odległości, w ciągu godziny są w stanie pokonać dystans około dwóch metrów. Tak więc dyspersja tego gatunku odbywa się przede wszystkim w stadium larwalnym, w okresie pasożytowania na rybach (zobacz też wpis o szczeżui). O obecności gatunku (kolonizacja, rekolonizacja cieków) w dużym stopniu decyduje obecność odpowiednich gatunków ryb. Przyroda jest całością, jeśli znikają pojedyncze ogniwa łańcucha, to skutki widoczne są także w innych częściach, powiązanego ze sobą ekosystemu.

Wędrówka małża przez osady denne pozostawia charakterystyczne rowki w podłożu, szczególnie dobrze widoczne w drobnych osadach (cecha ta ułatwia wykrycie obecności gatunku w rzece). Gdy niekorzystne warunki mają większy zasięg w przestrzeni i czasie (np. powódź, zima) małże spowalniają metabolizm, rezygnują z normalnej aktywności i w takim stanie usiłują przetrwać. W ostatnich kilkudziesięciu latach wiele siedlisk skójki gruboskorupowej uległo degradacji lub daleko idącym przeobrażeniom, głównie na skutek zanieczyszczenia wody oraz regulacji rzek. Czy na występowanie skójki i wielkość populacji tego gatunku mogło mieć wykorzystywanie jej jako surowca do produkcji guzików?

Zachęcam do obejrzenia wystawy pt. „Sochocińskie guziki – ślad dawnej tradycji” lub odszukania w internecie towarzyszącej jej broszurze. Chyba trzeba udać się do Sochocina i sprawdzić, z jakich mięczaków wyrabiano tam guziki. Na razie udało mi się dotrzeć, do dwóch fotografii ( http://xenna.com.pl/sochocinskie-guziki/, http://tc.ciechanow.pl/fotoreportaz-172-sochocinskie_guziki.html#/resources/image/fotoreportaze/big/172/200912151850550.jpg
Na zdjęciu widać, że do produkcji guzików wykorzystywano skójki, w tym skójkę gruboskorupowa, malarską i zaostrzoną. Nie widać szczeżui. Być może dlatego, że szczeżuje mają zbyt cienką muszlę. Najbardziej odpowiednia do wyrobu guzików wydaje się skójka gruboskorupowa.

Sochocin, zlokalizowany na północnym Mazowszu, niedaleko granicy naszego regionu, lokowany był na prawie chełmińskim w 1385 r. Położony nad Wkrą oraz w pobliżu jej dopływów (m.in. rzeki Łydyni). Jakie małże tam teraz żyją? Ciekawe. Wkra mnie zawsze kusiła pod względem chruścików. Trzeba będzie kiedyś wreszcie zrealizować marzenia i zaspokoić ciekawość.

Kiedy rozwinęła się manufaktura guzikarska w Sochocinie, w drugiej połowie XIX w. Sochocin był miejscowością typowo rolniczą. Rzemiosło i handel były słabo rozwinięte. Mieszkańcy poszukiwali nowych źródeł zarobkowania. I tak powstały tam zakłady rzemieślnicze guzikarskie. Być może, guziki, które pamiętam z dzieciństwa tam zostały zrobione.

W tym czasie, pod rosyjskim zaborem w Królestwie Polskim, rozwijał się przemyśl włókienniczy (zwłaszcza w okolicach Łodzi, Kalisza, Sieradza, Warszawy). Wzrosło więc zapotrzebowanie na guziki. Kiedyś wyrabiane z drewna, potem były produkowane z muszli mięczaków (ale morskich). W 1866 r. powstała pierwsza na północnym Mazowszu fabryka guzików z masy perłowej w Krasnem. Surowcem do produkcji guzików były muszle małży morskich, pochodzące z basenu Morza Czerwonego i Oceanu Indyjskiego. Produkcja więc opierała się na importowanej bioróżnorodności.
Nieznane są dokładnie gatunki dużych i twardych muszli morskich mięczaków, z których przed II wojną światową sochocinianie produkowali guziki. W samym Sochocinie zostały pojedyncze fragmenty muszli morskich, które dawniej po wycięciu krążków, usypywano w wielkie hałdy lub wyrzucano na drogi w celu ich utwardzenia. Nie dziwmy się więc obecności na Mazowszu muszli egzotycznych mięczaków. Kultura łączy się z przyrodą czasami w zaskakujący sposób.

Po II wojnie światowej, w czasie które wymordowano Żydów i wielu polskich mieszkańców, produkcja guzików w Sochocinie powoli się odradzała. Zmieniły się warunki gospodarcze i zabrakło importu czarnomorskich i indyjskich muszli mięczaków. A zapotrzebowanie na guziki było duże. Najpierw korzystano z tego, co pozostało na wysypiskach. Z niektórych muszli udawało się jeszcze wyciąć coś na guziki. Ale i to szybko się skończyło. Zainteresowanie sochocińskich guzikarzy zwróciło się w kierunku rodzimych małży. Czy wykorzystywano małże z Wkry? Być może, ale albo było ich za mało, albo było to głównie szczeżuje. Od dawna działająca cukrownia w Glinojecku zapewne przyczyniła się do zamieszczenia Wkry i zaniku wrażliwych skójek, w tym skójki gruboskorupowej.

Wcześniej już pisałem o tym, że małże nasze skarmiano świniom. Zapewne jako uzupełnienie paszy białkowej. Rolnicy nadwiślańscy, od Dobrzynia nad Wisłą aż po, Wyszków czy Nowy Dwór Mazowiecki co roku wypływali łodziami na połów małży (na bezrybiu i małż ryba?). Płynęli aż do Narwi i Bugu (a więc nie tylko z Wisły małże pochodziły). Następnie parzyli je wrzątkiem, otwierali i wyjmowali ze środka mięso, którym karmili zwierzęta. Bezużyteczne muszle usypywali w ogromne pryzmy. To był odpad poprodukcyjny. Te bezużyteczne mięczakowe hałdy wypatrzyli sochocinianie i wyprosili możliwość zabrania muszli niby w celu wysypania ich na błotniste uliczki i utwardzenia podłoża. Kiedy wydało się, że służą do wyrobu guzików, później nadwiślańscy rolnicy zaczęli żądać zapłaty, początkowo symbolicznej, potem wyższej.

Ale nie cena przyczyniła się do upadku sochocińskiego guzikarstwa. Eksploatacja mięczaków wynikała z potrzeb rolniczych. Guzikarstwo wykorzystało tylko odpad „poprodukcyjny”. Ciekawe jest jednak to, jak dawna była tradycja skarmiania świniom rzecznych małży i jaki skutek wywierało to na populacje tych mięczaków. Dane współczesne, już bez eksploatacji, pokazują ze najbardziej szkodliwe jest zanieczyszczenie wód oraz regulacja rzek.

Rzemieślnicy z Sochocina po swojemu nazywali surowiec. Ciekawe czy nazwy: „wiślanki”, „bużanki” oraz „narwianki” wiązały się z konkretnymi gatunkami małży i ich przydatnością do produkcji guzików, czy też z innego powodu nadawali takie nazwy. Wątpię także czy do produkcji guzików wykorzystywano szczeżuje (ale na pewno te muszle docierały). Resztki muszli, pozostałe po wyborowaniu krążków na guziki, wysypywano na ulice celem utwardzenia nawierzchni. Teraz to znakomity materiał badawczy do poznania bioróżnorodności. Dziedzictwo kulturowe wspaniale łączy się z dziedzictwem przyrodniczym.

Państwo socjalistyczne niechętnie patrzyło na przydatne rzemiosło. To była pierwsza przyczyna upadku sochocińskiego guzikarstwa. Drugim było wprowadzenie łatwych w produkcji i w bogatym wzornictwie guzików plastikowych. Guzikarstwo w Sochocinie, bazujące na lokalnej bioróżnorodności, zakończyło się przed rokiem 1963. A więc przed moim narodzeniem. Zostały tylko gdzieś pojedyncze guziki w pościeli czy koszulach.

Czy na fali rosnącej mody na lokalność i rękodzieło, powróci zainteresowanie muszlami krajowych małży? Może ozdoby, pamiątki, może w sztuce użytkowej? I czy potrafimy korzystać z lokalnej bioróżnorodności nie niszcząc jej? To znaczy umiejętnie korzystać z zasobów przyrodniczych, umożliwiając jej odtwarzanie się? 

Pierwszym krokiem do odpowiedzi na te pytania powinna być inwentaryzacja. Małże sa stosunkowo łatwe do przyżyciowej inwentaryzacji. Jest to wyzwanie dla przyrodników, wolontariuszy i dla nauki obywatelskiej. I Ty także możesz być naukowcem. Potrzebna jest uważność, systematyczność i upowszechnianie (dzielenie się) wynikami obserwacji w standardowy i usystematyzowany sposób. 

20.04.2022

A tymczasem na łące w Kieźlinach biegacze gajowe dokazują

Biegacz gajowy, Kieźliny pod Olsztynem, fot. Alicja Tomaszewska.
 

Zdjęcie dostałem w drugiej połowie kwietnia, zrobione na Łące Wiedźmy Kieźliniuchy. Już wcześniej z tego miejsca otrzymałem parę oleic. Łąka edukacyjna, na której wiele ciekawych rzeczy można zobaczyć. Potrzeba tylko uważności. 

Gatunek biegaczy (Carabidae) ze zdjęcia zidentyfikowała dr hab. Agnieszka Kosewska, prof. UWM. To kopulująca para Carabus nemoralis – biegacza gajowego. Piękne, stosunkowo duże owady. Długość ich ciała osiąga 2,0-2,6 cm. Jest to gatunek pospolity ale prowadzi nocny tryb życia więc nie łatwo go zobaczyć. I jak sama nazwa wskazuje biegaczowate szybko biegają. Nie jest łatwo zrobić im zdjęcie. te najwyraźniej były czymś ważnym dla przetrwania gatunku zajęte.

Biegasz gajowy zamieszkuje lasy liściaste i mieszane, rzadziej spotykany jest w ogrodach i parkach. Spotkać można od wiosny do jesieni. Zimuje w stadium imago, zazwyczaj w próchniejących pniach i pod mchem. Zapewne dlatego trzyma się lasu mieszanego. Tak jak i wiele innych gatunków biegaczowatych jest drapieżnikiem w stadium larwalnym i owada doskonałego (imago). Zjada głównie dżdżownice choć w źródłach pisanych można spotkać informację, że odżywia się także ślimakami i larwami owadów (np. gąsienicami motyli).

Wokół nas jest dużo niepospolitych gatunków i dziejących się zjawisk przyrodniczych. Nawet w mieście. Wystarczy tylko wybrać się na spacer i cierpliwie obserwować. Przed nami długi majowy weekend i kolejna okazja na poznawanie przyrody. Ćwiczmy swoją inteligencję przyrodniczą w dostrzeganiu różnic, rozpoznawaniu i klasyfikowaniu. Telefon z aparatem zawsze jest pod ręka. To, czego nie znamy, można sfotografować i przesłać do specjalisty, który pomoże zidentyfikować gatunek. A tedy w przepastnym Internecie (lub papierowych książkach) znajdziemy kolejne informacje o naszym obiekcie. Dzięki tej wiedzy zobaczymy znacznie więcej. I lepiej zrozumiemy otaczający nas świat.

Ekscytujących obserwacji życzę!

19.04.2022

Zainwestuj w naszą planetę czyli Dzień Ziemi 2022

Olsztyn, Łynostrada. Miejsce jakich wiele, które czekają na mądre inwestycje.
 

W piątek 22 kwietnia przypada międzynarodowy Dzień Ziemi. Tegorocznym hasłem Dnia Ziemi jest "Zainwestuj w nasza planetę". Tak, ochrona naszego domu, naszej biosfery to nie filantropia lub fantasmagorie "ekologów" lecz inwestycja w naszą przyszłość. To ogólnoświatowe święto narodziło się w Stanach Zjednoczonych w 1970 roku. Początkowo obchodzone było 21 marca, potem 22 kwietnia. W Polsce dzień Ziemi obchodzimy od 1990 roku. 

Dzień Ziemi to jeszcze jedna inicjatywa wynikająca z troski o Ziemię i globalny ekosystem. Tego dnia odbywają się sympozja, warsztaty, akcje i inne wspólne działania, promujące rozwój zrównoważony (ekorozwój). Potrzebna nam wiedza o funkcjonowaniu przyrody, o lokalnym i globalnym wpływie człowieka na przyrodę. 

Inwestować możemy indywidualnie jak i instytucjonalnie. Mamy prawo wymagać od rządów i instytucji międzynarodowych by w sposób zorganizowany i długofalowy inwestowały w nasza dobrą przyszłość w postaci troski o Ziemię. To na przykład odchodzenie o paliw kopalnych takich jak węgiel, ropa naftowa, gaz ziemny  i inwestowanie w energią odnawialną. Wojna w Ukrainie pokazała dobitnie jak ważne są to działania także z punktu widzenia bezpieczeństwa samej Europy. Zmniejszenie emisji dwutlenku węgla to inwestycja w zatrzymanie globalnego ocieplenia klimatu Ziemi.

Inwestować możemy w retencję wody, zwiększanie  ilości obszarów zadrzewionych. Mogą to być także działania indywidualne i inwestowanie w zmianę stylu życia. Posadź drzewo, załóż łąkę kwietną, zwiększ recykling i zmniejsz koszty recyklingu. Potrzebne są nawet drobne działania, np. odkręcenie korka i zgniecenie plastykowej butelki zanim wyrzucić do pojemnika z segregowanymi odpadami (zmniejszasz objętość odpadów i ułatwiasz dalsze procesy recyklingu). Wymagaj od własnego rządu, samorządu i od siebie samego. To Twoje święto o Twoja przyszłość.

Można zainwestować, np. w dzień bez samochodu. Lub we własną edukację by wiedzieć więcej i rozumieć procesy zachodzące wokół nas. Bądź odporny na demagogię denialistów różnej maści. Ale do tego potrzeba więcej rzetelnej wiedzy i wysiłku w analizowanie upowszechnianych treści. Licz swój ślad węglowy i ślad wodny czyli sprawdź jaki skutek na emisję dwutlenku węgla i zużycie wody wywiera Twoja konsumpcja. 

Nawet z pozoru banalna sąsiedzka czy szkolna akcja sprzątania terenów w mieście, na wsi i w dzikiej przyrodzie ma głęboki sens. Po pierwsze to element wspołpracy i samoorganizacji społecznej, po drugie to okazja by przemyśleć i dyskutować o naszej konsumpcji i gospodarce odpadami, po trzecie to coś konkretnego dla naszej przyrody. To nie tylko efekt estetyczny ale i zmniejszenie negatywnego oddziaływania na środowisko przyrodnicze. 

Każda inwestycja wymaga rzetelnej wiedzy, współpracy międzyludzkiej i woli działania. Pomyśl o tym w czasie Dnia Ziemi. 22 kwietnia można coś zacząć lub zintensyfikować dotychczasową aktywność. Każdy może coś zrobić i każdy może wymagać mądrych, rządowych czy korporacyjnych działań inwestowania w naszą planetę (nasz dom!).

Ja wysieję trochę nasion roślin łąkowych pod moim blokiem, zasadzę kilka drzewek. Drobne działania, które przyczynią się do zwiększonej sekwestracji węgla w glebie oraz pozytywnie wpłyną na czynną ochronę bioróżnorodności na terenach zurbanizowanych, łagodzenie negatywnych skutków wysokiej temperatury w miastach oraz ochronę przed pyłem i hałasem w mieście. Nie tylko jednego dnia. Działania i inwestowanie potrzebne są każdego dnia i w każdym miejscu. Nie będę stał biernie z boku.

I Ty także zainwestuj w nasza planetę, nasz ekosystem, nasz dom w szerokim znaczeniu tego słowa. Zainwestuj w jakość życia Homo sapiens.

18.04.2022

Czy dawniej jedliśmy szczeżuje i skójki?

skojkowate
Muszle skójek i szczeżui

Liczne są chwile, gdy o jedzeniu rozprawiamy dużo częściej. Zazwyczaj w czasie świątecznych biesiad, wspominamy dawne potrawy. Czasami wracamy w poszukiwaniach kulinarnych do przeszłości. Próbujemy na nowo odkryć dziedzictwo kulinarne własnego kraju czy regionu. Francuska kuchnia jest niezwykle bogata i wyrafinowana. Podobno dlatego, że mieszkańcy tego kraju przeżyli kilka klęsk głodu. A wiadomo, że z głodu to różne rzeczy się zje. Wyobraźnia kucharza jest niewyczerpana. W czasach niedostatku jedzono żołędzie (mimo, że gorzkie), mielono korę z drzew i dodawano do mąki. Byleby czymś brzuch wypełnić. Z części tego bieda-jedzenia zrezygnowaliśmy a dziś na powrót odkrywamy (pokrzywa, lebioda, komosa, czosnek niedźwiedzi, podagrycznik). Inne zostały wcześniej nobilitowane i trafiły na salony, np. kawior, pizza, bigos. Czy chociażby owoce morza. Przecież to nic innego jak jakieś „robactwo”.

Skoro jemy owoce morza, jakieś omułki, ostrygi to czy jedliśmy kiedyś słodkowodne małże: skójki, szczeżuje? Prusowie zjadali wiewiórki, łabędzie, Kurowie jeszcze w wieku XX zjadali wrony. Jedliśmy pokrzywę, lebiodę i inne chwasty. Francuzi jedzą żabie udka. Jedliśmy i jemy ślimaki winniczki. A co z naszymi małżami z rzek i jezior? Łatwo je złowić – nie uciekają, nie gryzą, nie drapią. I chyba nie są trujące.

Jeszcze na początku XX wieku w Polsce, nad Wisłą, Narwią i Bugiem karmiono świnie małżami. wybierano z rzeki i parzono wrzątkiem, wybierano mięso a muszle wyrzucano. Ktoś inny wypatrzył te leżace muszle i w czasie wojennej blokady zaczęto wyrabiać z nich guziki (ale to już inna opowieść). To może wcześniej sami jedliśmy małże? Jeśli nawet nasi przodkowie żywili się słodkowodnymi małżami, to niematerialne dziedzictwo kulinarne przepadło. Brak ciągłości. Teraz w Internecie spotkać może wiele zapytań o przepisy. Ale to raczej eksperymentowanie survivalowe a nie tradycja.

Warto przy okazji przypomnieć, że szczeżuja wielka i szczeżuja spłaszczona są pod ochroną, podobnie jak skójka gruboskorupkowa i skójka perłorodna. Zanim więc łakomym okiem spojrzymy na małże z naszych jezior czy rzek, warto się poduczyć w ich rozpoznawaniu by nie łamać prawa i nie niszczyć krajowej bioróżnorodności. 

Kiedyś wody były bardziej czyste to i małży było więcej. Na skutek zanieczyszczeń wód oraz regulacji koryt rzecznych (zobacz zdjęcie niżej) wiele skójek i szczeżui niepotrzebnie zostało wyniszczonych. Wystarczy przyjrzeć się osadom, wybranym z rzeki w czasie pogłębiania przez meliorantów.

A jeśli nasi przodkowie żywili się słodkowodnymi małżami to ciekawe jak kiedyś je jedzono? Teraz można spotkać na nowo tworzone przepisy, marynowane z cytryną, oliwą i ziołami (dawniej u nas cytryn i oliwy nie było), potem grillowane. Inne przepisy to posypywanie przyprawą do ryb, skrapianie cytryną i smażenie na patelni grillowej. Jeszcze inny przepis: „w rondlu roztopić masło, poddusić cebulkę, zetrzeć trochę marchewki. Wrzucić małże, podlać winem, dusić do czasu aż się muszle otworzą, czyli ok. 20 min. Mieszać od czasu do czasu, w razie konieczności podlać odrobiną wody. Na koniec wrzucić natkę pietruszki.” Czyli gotowanie, aby małże się otworzyły. Podobnie parzono dla świń, ale w samej wodzie, bez dodatków przypraw czy wina. Gotowanie jest chyba wygodnym sposobem dobrania się do umięśnionej nogi. Małż zamyka się w swej muszli i bardzo trudno go otworzyć. Po co się męczyć z nożem, kiedy wystarczy zagotować w rondlu? Tak jak omułki.

A co zrobić z pustymi muszlami? Ozdoby? Narzędzia, np. do wyczesywania włókien? A może nawozić pole lub zrobić guziki? O guzikowej manufakturze będzie kolejnym razem. I odnosić się będzie głównie do skójek.

Wyrzucone na brzeg mięczaki w czasie "czyszczenia" koryta rzecznego, rzeka Łyna w okolicach Smolajn

 
skojka
Skójka grubosporupkowa

15.04.2022

Sukcesja ekologiczna

Rzeka Guber koło Kętrzyna, erozja brzegów odsłania nowe warstwy mineralne, uruchamiając sukcesją

Sukcesja ekologiczna to jedno z ważniejszych pojęć, stosowanych w ekologii. Odnosi się do zmienności biocenoz. Bywa rozmaicie rozumiane. W wersji najbardziej pierwotnej Clementsa zakłada istnienie quasiorganiuzmalnego, całościowego zbiorowiska, superorganizmu i uzależnienia kierunkowość zmian od klimatu (stąd pojęcie klimaks). Inni autorzy pojęcie sukcesji ekologicznej traktują mniej ortodoksyjnie i  zakładają większą przypadkowość w tworzeniu się biocenoz. Ponadto obserwować możemy zmiany na poziomie całego ekosystemu lub tylko na poziomie biocenozy (koncepcja zbiorowiska jako superorganizmu w fitosocjologii).

Biocenozy mogą zmieniać się w czasie albo kierun­kowo w przestrzeni, w gradiencie jakiegoś czynnika siedlisko twórczego (sukcesja), albo niekierunkowo (cyklicznie). Większość prac nad zmianami, zachodzącymi w bio­cenozach było poświęconych roślinom, ale te same zasady stosują się do zespołów zwierzęcych.

Biocenozy w przyrodzie nie są stabilne przez dłu­gi okres z powodu zmian klimatu (lub innych krótkoterminowych czynników środowiskowych) oraz cyklicznych zmian procesów wzrostu i rozkła­du. W przypadku większości biocenoz obserwujemy zmiany w czasie, ale nie znamy wszystkich czynni­ków, które je powodują; dlatego trudno jest nam proponować, co zrobić, aby zmienić kierunek niepo­żądanych zmian. Problem ten ma szczególne znacze­nie w biocenozach przekształconych w wyniku dzia­łalności człowieka.

Sukcesja ekologiczna dotyczy zarówno świata roślinnego jak i zwierzęcego (a także grzybów i mikroorganizmów, bo wszystkie składają się na biocenozy i ekosystem). Jednakże ze względu na „nieruchliwość” roślin jak i bardziej zaawansowane badania fitosocjologiczne w porównaniu do zoocenologii, większość modeli sukcesji opracowano na podstawie zmian w szacie roślinnej. Ewentualnie na podstawie morskich organizmów osiadłych takich jak gąbki i koralowce. Większość opisywanych przykładów sukcesji dotyczy albo roślin, albo organizmów osiadłych (np. morskie osiadłe skorupiaki, gąbki i koralowce). Zgrupowania zwierzęce, zoocenozy dłużej się opierają uogólnieniom. Trudniej dostrzec prawidłowości u ruchliwych obiektów, jakimi są zwierzęta.
 
Wydaje się, że w odniesieniu do zwierząt - bardziej mobilnych i ruchliwych - przydatniejsze do oceny i badania zmian składu gatunkowego jak i struktury biocenoz wydaje się podejście równowagi zastosowane w biogeografii wysp oceanicznych opracowany przez MacArthura i Wilsona. Potem model ten wykorzystywano do innych układów, np. zbiorników wodnych, śródpolnych zadrzewień itp., formułując nowy termin „wyspa siedliskowa”. W odniesieniu do lasów wykorzystywano model luk leśnych. 

Drugim teoretycznym elementem, który wykorzystałem w niniejszym artykuliku, jest analiza alternatywnych cykli życiowych i dostrzeżenie prawidłowości na poziomie cykli życiowych i strategii życia.

Pojęcie sukcesji używane było i jest w różnych kontekstach i znaczeniach. Pomijając szczegółowe omówienie mechanizmów sukcesji, pojęcie „sukcesja” używane jest w czterech znaczeniach:

  1. Zmiany zgrupowań w czasie (gradient czasu, nieciągłość w czasie),
  2. Zmiany zgrupowań w gradiencie przestrzeni (nieciągłość środowiska, zmienność w przestrzeni, tak jak na załączonym wyżej zdjęciu)
  3.  „Altruistyczne” udostępnianie zasobów (to właśnie klasyczne ujęcie rozwinięte przez Clementsa),
  4. Cenofilogeneza (proces zmian, uwzględniający ewolucję samych gatunków a nie tylko biocenozy).
Dwa pierwsze podejście to ujęcie demograficzne: zgrupowania kształtują się jako wynik interakcji między różnymi gatunkami i konkretnymi parametrami środowiska (zróżnicowane cechy gatunków i zmienne środowisko). Trzecie podejście zakłada istnienie quasi-organizmalnego (prawie jak organizm) układu o charakterze całości (superorganizm). To klasyczne podejście Clementsa. Czwarte uwzględnia zmiany ewolucyjne gatunków pod wpływem interakcji w biocenozie, w wyniki długotrwałego wzajemnego oddziaływania (koewolucja).

Ponieważ sukcesja (niezależnie od kontekstu) realizuje się w przestrzeni, na początku określmy układ (układy) podlegający temu zjawisku (tej zmienności).

Krajobraz (fizjocenoza, „krajobraz ekologiczny”) charakteryzuje się pewną ziarnistością i niejednorodnością (różna skala niejednorodności). Ponadto możemy mówić o hierarchii układów ekologicznych (różna wielkość - zawieranie się w sobie, różna złożoność). Zjawisko sukcesji odnoszone jest do różnych poziomów organizacji ekologicznej, bardzo rozbieżnych terytorialnie i być może funkcjonalnie.

Bez wnikania w istotę tej hierarchii oraz klasyfikację poziomów, poprzestańmy na stwierdzeniu, że istnieją układy naturalnie wyodrębnione. Będą one wyodrębniającymi się terytorialnie, strukturalnie lub funkcjonalnie układami ekologicznymi o różnym statusie hierarchicznym (ekosystemy, biogeocenozy, zbiorowiska, konsorcja, siedliska, synuzja, biochory, strefy itp.).

Układem naturalnie wyodrębnionym (nazwijmy go „wyspą”) może być zarówno żywiciel w stosunku do pasożyta, wyspa siedliskowa, drobny zbiornik, zadrzewienie śródpolne, wyspa oceaniczna, luka leśna. Układy takie cechuje różny stopień wyodrębnienia z otoczenia. Na przykład zbiornik wodny bardziej wyodrębnia się z otoczenia niż zadrzewienie śródpolne – bo większe są różnice w charakterystykach środowiskowych.

Organizmy żywe są przystosowane do różnych czynników środowiskowych (parametrów itp.). Nie ma jednak organizmu (gatunku), który byłby przystosowany maksymalnie do wszystkich elementów. środowiska w szerokim rozumieniu. Pewne czynniki środowiskowe, np. niska temperatura, duża wilgotność itp., negatywnie i ograniczająco oddziałują na jedne gatunki (zmniejszają szanse przeżycia - całkowicie lub tylko częściowo), podczas gdy inne gatunki są do nich zaadoptowane i znoszą je bez szkody (lub przynajmniej z mniejszą szkodą). Są jednocześnie takie oddziaływania abiotyczne, które niszczą wszystkie organizmy. To są właśnie lokalne katastrofy (pożar, wybuch wulkanu).

Niezależnie od powyższych różnic przystosowawczych gatunków do gradientów środowiskowych, obserwujemy strategie życiowe przystosowane (korzystne) do nieprzewidywalnych zmian (nieciągłość i niepowtarzalność zmian, nieregularność, niecykliczność). Możemy wyróżnić dwie skrajne strategie (na osi kontinuum): oportunistów i specjalistów.

Strategia oportunistyczna (łapacza okazji, korzystającego z okazji, gatunku o szerokiej walencji ekologicznej) jest korzystna w warunkach niestabilnych, nieprzewidywalnych, dużej zmienności w czasie i niejednorodności w przestrzeni (duża nieciągłość środowiska). Strategia specjalisty korzystniejsza jest w warunkach stałych, stabilnych, ciągłych, powtarzalnych.

Mechanizmy sukcesji

Na zjawisko sukcesji ekologicznej można spojrzeć pod kątem strategii życiowych. W tak rozumianej sukcesji główną rolę odgrywają trzy mechanizmy:

1. Eliminacyjne działanie czynników zaburzających (stresy, katastrofy): udostępnianie przestrzeni lub zasobów w układzie naturalnie wyodrębnionym, pojawianie się wolnych, nieskolonizowanych wysp, luk, niezapasożyconych żywicieli itp.

2. Różna zdolność gatunków do kolonizowania nowo powstających wysp, wolnych przestrzeni lub wolnych zasobów pokarmowych. Jedne są szybszymi kolonizatorami, inne wolniejszymi.

3. Zdolność do rozwoju w warunkach imigracji (pojawiania się nowych gatunków), zdolność do wygrywania w konkurencji z innymi gatunkami (specjaliści sprawniejsi w wykorzystywani zasobów). Jedne gatunki są lepszymi konkurentami, inne przegrywają w tej konkurencji.

W konsekwencji w przebiegu sukcesji następuje wymiana gatunków o różnych (alternatywnych) strategiach życiowych, a w szczególności wymiana gatunków oportunistycznych (przystosowanych do siedlisk niestabilnych, zmiennych, nieciągłych czasowo i przestrzennie) na gatunki wyspecjalizowane, typowe dla siedlisk stabilnych, ciągłych, niezmiennych.

We wczesnych etapach sukcesji, w układach udostępnionych, (nowo-powstałych wyspach lub lukach) lub układach często zaburzanych, dominują gatunki, których strategia życiowa polega na dużej dyspersyjności i łatwości w kolonizowaniu: duża liczba nasion łatwo się rozprzestrzeniających, duża liczba jaj lecz z małą ilością substancji zapasowych, liczne larwy dyspersyjne. Gatunki te odznaczają się szerokimi zakresami preferencji siedliskowych, pokarmowych, ekologicznych itd., cechują się zazwyczaj małymi rozmiarami, szybkim wzrostem i zakończeniem całego cyklu rozwojowego zanim zostaną wyparte przez konkurentów lub zanim „wyspa zatonie”. Gatunki tej grupy (strategia r, oportunizm ekologiczny) inwestują energię w większości w produkcje diaspor lub dużą liczbę potomstwa.

W dalszych etapach sukcesji (dalej w czasie  lub w przestrzeni od zaburzeń i nieciągłości) lub układach o rzadkich nieprzewidywalnych, nieregularnych i niepowtarzalnych zaburzeniach, zaczynają dominować gatunki przystosowane do niskiego poziomu stresów (bardzo wrażliwe na stresy i zaburzenia), przystosowane do środowiska stabilnego i powtarzalnego - ciągłego. Gatunki z tej grupy (strategia K, specjaliści) odznaczają się znacznie mniejszą dyspersyjnością i wolniej (później z braku odpowiednich przystosowań do kolonizacji) pojawiają się na powstających wolnych „wyspach”, wolnych przestrzeniach lub zasobach. Charakteryzują się węższymi zakresami preferencji ekologicznych, niską rozrodczością, małą liczbą nasion (nasion rozsiewanych na niewielkie odległości) lub potomstwa, lecz zaopatrzonego w substancje zapasowe ewentualnie występuje opieką nad potomstwem. Energia inwestowana jest w sukces potomstwa nie zaś jego liczebność. Gatunki te charakteryzują się wolnym wzrostem w młodości i długowiecznością i zazwyczaj dużymi rozmiarami. W konsekwencji osiągają dominację w biocenozach o stabilniejszych warunkach.

Wariant 1 (gradient czasu) i wariant 2 (gradient przestrzeni) wydają się być obrazem tego samego zjawiska: zróżnicowanego sukcesu alternatywnych strategii w różnych warunkach pod względem ciągłości-nieciągłości, zmienności-niezmienności. Porównywanie zmian czasowych i zmienności w przestrzeni możliwe jest na gruncie modelu demograficznego; zróżnicowanego sukcesu w zależności od ciągłości/nieciągłości środowiska.

Altruizm i cenofilogeneza

Niezależnie od wyżej przedstawionego poglądu, sukcesja bywa rozpatrywana pod kątem tworzenia przez organizmy żywe nowych warunków siedliskowych i troficznych (działalność życiowa modyfikuje środowisko; zużywanie jednych zasobów, udostępnianie, uaktywnianie innych). Umożliwia to imigrowanie i osiedlanie się innych gatunków. Gatunki więc tworzyłyby nowe wyspy siedliskowe. Nic dziwnego, że czasem traktowane są te gatunki jako altruiści umożliwiający osiedlenie się i życie innym gatunkom. Część tych zmian możemy rozpatrywać jako zmiany ekosystemowe.

Zmiany w środowisku (wyspie siedliskowej) mogą wynikać z wyczerpywania się zasobów (rośnie znaczenie większej efektywności i silniejszej konkurencyjności) i pogarszania się warunków życia. W tym kontekście same organizmy poprzez swoje oddziaływania troficzne i konkurencyjne wpływają na dynamikę struktury dominacji. Także i ten aspekt sukcesji daje się sprowadzić do wyżej omówionego modelu „demografii wyspy”. Oddziaływania biotyczne można potraktować równorzędnie z innymi zaburzeniami, czynnikami środowiska. W wyniku działalności życiowej gatunków następuje udostępnienie lub utrudnienie dostępu do zasobów lub przestrzeni (przestrzeń często sprowadza się do zasobów, np. dla roślin dostęp do światła).

Powyższe punkty widzenia sprowadzają się do rozpatrywania sukcesji jako zmian gatunkowych w gradiencie zmian środowiska (zmiany w przestrzeni lub czasie). W takim rozumieniu zakłada się niezmienność preferencji ekologicznych gatunków (gatunki są niezmienne w czasie). Zasoby genotypów są niezmienne.

Uchylając powyższe założenie (uproszczenie!) rozpatrzmy sytuację, w której gatunki (ewentualnie organizmy, populacje) zmieniają się w czasie, zmieniają swoje genotypy, czyli podlegają ewolucji: zmieniają się i przystosowują do nowych warunków i czynników środowiskowych. W konsekwencji ich preferencje ekologiczne (siedliskowe, pokarmowe) ulęgają bardziej lub mniej powolnym zmianom.

W końcu więc sukcesja może być rozpatrywana jako zjawisko koewolucyjnego integrowania układu ekologicznego. Możemy mówić o filocenogenezie, w wyniku której następuje zmiana preferencji ekologicznych lub/i cykli życiowych (ze strategią włącznie). Oportuniści mogą ewoluować w kierunku specjalizacji, zaś specjaliści zmieniać się w oportunistów. Mierzalnym efektem tego procesu jest zmniejszanie się liczby i intensywności stosunków antagonistycznych, a zwiększanie się liczby związków mutualistycznych w ekosystemach (obserwowane na poziomie ekosystemu). Długotrwałe, wzajemne oddziaływanie najczęściej zmniejsza patogeniczność pasożytów lub nawet powoduje wytworzenie się typowej symbiozy mutualistycznej.

Proces filocenogenezy możliwy jest jedynie w układach ciągłych czasowo, układach stabilnych i niezmiennych w dłuższym czasie, przynajmniej więcej niż długość trwania jednego pokolenia rozpatrywanego gatunku. Inaczej selekcja nie może zmienić częstości genów ułatwiających szansę przeżycia. Na tym etapie możliwe jest także powstawanie nowych gatunków poprzez tworzenie się izolowanych populacji (zmiana strategii poprzez specjację, jak i radiację adaptacyjną). Omawiany proces można nazwać ewolucją biocenozy i rozpatrywać jako zjawisko odmienne od sukcesji. Na odmienność tych procesów zwracało uwagę już wcześniej wielu autorów.

W aspekcie ewolucyjnym najczęściej chyba obserwowanym procesem jest przechodzenie od strategii oportunistycznej do strategii specjalisty (wszelkie wielkie radiacje po wielkich wymieraniach), zachodzące w warunkach ustabilizowanych, ciągłości (przy braku „gotowych” imigrantów). Jednakże proces przeciwny: od specjalisty do oportunisty również występuje, i to chyba wcale nie tak rzadko! Często poprzez zjawisko pedogenezy czy neotenii.

Specjacja przez zmianę lub rozszerzenie zakresu preferencji ekologicznych możliwa jest przy braku konkurentów. Proces specjacji i ewolucyjnego powstawania gatunki jest dłuższy niż imigracyjne pojawianie się „gotowego” specjalisty. Dlatego specjacja (np. z oportunisty do specjalisty, lub z roślinożercy na drapieżcę itp.) możliwa jest albo przy kompletnym braku gatunków przystosowanych do danej niszy (a zachodzi to zwłaszcza po wielkim wymieraniu, ekstynkcji gatunków), albo silnej izolacji, uniemożliwiającej imigrację „gotowych” gatunków z terenów sąsiednich.

Wolna niezasiedlona przestrzeń (w aspekcie fizycznym lub pokarmowym) kolonizowana jest przez nowopowstających (nowo wyewoluowanych) „osadników”. Jest to więc specyficzna migracja do nowych siedlisk, nowych „wysp”. Brak sprawniejszych i efektywniejszych konkurentów umożliwia powolną kierunkową adaptację...

Procesy ekologiczne przeplatają się z ewolucyjnymi. To dwa obrazy tego samego zjawiska.   

Na podstawie:
  • Czachorowski S., 1994. Sukcesja ekologiczna. Biologia w Szkole, 2 (238): str.: 79-85
  • Czachorowski S., 1997. Wpływ nieciągłości krajobrazu na liczbę i  liczebność gatunków - model symulacyjny. W:  T. Puszkar i L. Puszkar (red.) Współczesne kierunki ekologii - ekologia behawioralna, Wyd. UMCS, Lublin, str.: 399-412.

14.04.2022

Mariupol - nie tylko ukraińskie Termopile

Małe miasteczko w północnej Polsce, cukiernia. Miejsce jakich teraz wiele, gdzie organizowana jest obywatelska pomoc dla Ukrainy.
 

Laboratorium i uniwersytet nie są odizolowane od świata. Wszelkie problemy i niepokoje docierają i wpływają na klimat do pracy. Lub do niepokojów. Nauka w czasie wojny jest przygaszona i zajęta innymi sprawami. Wojny, dziejącej się w sąsiedztwie nie da się przemilczeć. Nie da się nie zauważać. Pracujemy tak jak dawniej lecz nasze głowy zaprzątnięte są również i innymi myślami, innymi niepokojami. W tle rodzi się jednak jakaś ogólna refleksja nad procesami społecznymi cywilizacyjnymi.

Dzisiaj jest 50 dzień napaści putinowskiej Rosji na Ukrainę. Kolejny dzień zbrodni i ludobójstwa, jakiego dopuszczają się Rosjanie w Ukrainie. Ogromna przewaga militarna a jednocześnie spektakularna klęska drugiej armii świata. Pęka iluzja i propagandowa bańka w konfrontacji z bohaterstwem Ukraińców. Walczą o wolność nie tylko dla Ukrainy ale i dla Europy.

Kolejny dzień obrony Mariupola. Niezwykłe bohaterstwo Ukraińców. Mariupol jest jak Termopile. Wiąże walką znaczne siły zbrodniczego agresora, przez co Rosja nie może wszystkimi siłami atakować na pozostałych kierunkach działań. Porównanie do Termopil jak najbardziej uzasadnione, obrona europejskich demokracji przed inwazją azjatyckiej satrapii i despotii. Walka z przeważającymi siłami i skazana na porażkę? Obrońcy wiedzą, że swoim poświęceniem dają czas i wytchnienie całej Ukrainie. A najpewniej i całej Europie. Dają szansę na skuteczną obronę.

Putinowska despotia miała i ma sporo zwolenników w Europie, w tym w Polsce. Putin mówi o wstawaniu z kolan, o ratowaniu konserwatywnych wartości przed ponoć "zgniłym Zachodem" i używa języka homofobii. Taką retorykę znajdziemy także w polskich środowiskach prawicowych, łącznie z PiSem. Skąd to zaskakujące "wstawanie z kolan"? Jeśli weźmiemy pod uwagę nacjonalizm, kult siły, szowinizm to rzeczywiście wstaje on z kolan. Nacjonalizm mocno został skompromitowany przez zbrodnie hitlerowskich Niemiec. Teraz także wraz z rosyjskim putinizmem wstawał z kolan i zyskiwał przychylność wielu nacjonalistycznych środowiskach. I teraz ponownie ludobójstwo i zbrodnie Rosjan w Ukrainie kompromitują ten sposób myślenia o świecie o państwie i o Europie. To nic dobrego nawet dla samych zbrodniarzy.

Dlaczego Rosja przegrywa w Ukrainie mimo ogromnej przewagi militarnej? Bo "wielkość" nacjonalizmu i siły to propagandowa wydmuszka. Demagogia na pokaz w czasie defilad na ulicach Moskwy. Nie wystarczy ubrać w wielkie słowa i przepasać patriotyczną flagą by coś rzeczywiście zyskało na wartości. Każda kleptokratyczna despotia tworzy dwór klakierów, którzy będą schlebiać i wychwalać. A jednocześnie rośnie korupcja.  Armia rosyjska była już zdemoralizowana przed inwazją. To nie stało się tylko na skutek niepowodzeń wojskowych. Korupcja, kłamstwa i brutalność są w Rosji od dawna. Armia jest taka jak i społeczeństwo, w którym powstała. 

Putin zaatakował Ukrainę by zniszczyć Ukraińców, ich wolność i ich poczucie narodowe. Zamierzał to zrobić metodami policyjnymi. Liczył, że Ukraina padnie po tygodniu a Kijów po trzech dniach. Czy gdyby Ukraińcy nie stawiali oporu, gdyby zrezygnowali ze swojej wolności, to nie byłoby zbrodni wojennych i ludobójstwa? Putin odmawia Ukrainie prawa do istnienia, a wraz z nim duże kręgi Rosjan. Gdyby Ukraina poddała się bez walki to Rosjanie i tak przybyli z listami proskrypcyjnymi i tak by aresztowali wielu Ukraińców i ich zakatowali. A co z resztą cywili? Zostali by wcieleni do rosyjskiej armii tak jak mieszkańcy Donbasu i ginęliby na kolejnych frontach w Europie jako "mięso armatnie". Posłuszna uległość nie zagwarantowałaby bezpieczeństwa. Despotia nie liczy się z ofiarami swoich wrogów ani z ofiarami własnego narodu. Bo jednych i drugich traktuje jako niewolników. 

Putinowska Rosja przyszła by niszczyć Ukrainę. Mordowani są cywile, gwałcone kobiety i dzieci, niszczone szkoły, teatry, muzea, cała infrastruktura. Ponuro wygląda ten "ruskij mir". Poprzez agresję i zbrodnie na długie dziesięciolecia dokonało się pęknięcie między Rosjanami a Ukraińcami. Skutek odwrotny od zamierzeń. Atak miał chronić Rosję przed NATO? Jeszcze w tym roku, na skutek rosyjskiej agresji, do NATO chce dołączyć Finlandia i Szwecja. 

Wojna dzieje się blisko nas. Na co dzień widzimy jakich zbrodni dopuszcza się nacjonalizm i szowinizm, w tym przypadku rosyjski. I widzimy jak silne jest społeczeństwo ukraińskie. Ich przywiązanie do wolności. Za swoją wolność płacą wielką cenę i pokazują wielkie bohaterstwo. Nie sposób o tym nie myśleć, nie dyskutować. I nie sposób nie wspierać. 

Czytam i słucham wielu wypowiedzi i refleksji. Taki przyspieszony kurs zrozumienia Rosji i despotii. Jak i procesów społecznych, zachodzących na świecie. I codziennie wyczekuję wieści z Ukrainy... ze współczesnych Termopil i o współczesnych Leonidasach. Ogrom zbrodni, ogrom cierpień i ogrom bohaterstwa oraz przywiązania do wartości europejskiej demokracji. Dni, które odmieniają oblicze całej Europy. 

11.04.2022

Co szczerzy szczeżuja, skoro zębów nie ma? I co ma wspólnego z czesaniem?

Szczeżuja pospolita

Rozróżnianie, tego co dostrzegamy  przyrodzie, mieści się w inteligencji przyrodniczej. Na tym bazuje nasza umiejętność klasyfikacji. A jak już coś dostrzeżemy i wyróżnimy z otoczenia, to nazywamy. nadajemy nazwy.  Zapewne odkąd człowiek nauczył się mówić (a nie tylko wydawać dźwięki). Nazywamy tak jak potrafimy. Albo przejmujemy nazwę od innych, od przodków lub tubylców, gdy się osiedlamy w nowym środowisku. I tylko czasem się zastanawiamy, czy nazwa jest adekwatna.

Wszystko zależy od kontekstu, a ten się zmienia to i nazwy wydają się niezrozumiałe lub opacznie interpretowane. Zastanówmy się więc skąd się wzięła nazwa dla szczeżui pospolitej (Anodonta anatina), naszego słodkowodnego małża. Dlaczego szczeżuja ma taką nazwę? Czy się szczerzy i czym? Jeśli spojrzeć na małża, żyjącego w rzece czy jeziorze, gdy otwarty ma syfon i filtruje (dolne zdjęcie), to rzeczywiście wydawać by się mogło, że szczerzy do nas jakiś zęby. Syfon wlotowy, wygląda jak gęba z zębami, jakby rzeczywiście szczerzyła zęby.

Ale wiemy przecież już ze szkoły (teraz wszyscy chodzi do szkoły, chcą czy nie chcą), że mięczaki, a w każdym razie małże z rodziny skójkowatych, zębów nie mają (otwór gębowy zaopatrzony jest w dwie pary orzęsionych płatów przygębowych, wspomagających przesuwanie pokarmu - i te orzęsione płaty mogłyby od biedy uchodzić za otwór gębowy z małymi "zębami"). Może nasi przodkowie nie mieli szerszej wiedzy biologicznej i nazwali szczeżuję tak jak się wydawało i tak, jaką wiedzę o świecie mieli?

Szczerzyć pochodzi prawdopodobnie od szczerby, szczerzyć zwykle pojawia się w odniesieniu do zębów: obnażać, odsłaniać, pokazywać (np. w uśmiechu lub złości, mizdrzyć się, podlizywać itd.). Zwierzę pewnie szczerzy zęby, aby odstraszyć lub przestraszyć. W każdym razie nic dobrego to nie wróży. Człowiek może szczerzyć zęby w uśmiechu, choć i w złości także. Więc na dwoje babka wróżyła – sympatia lub antypatia.

A szczeżuja? Gdyby od szczerzenia wzięła nazwę to by była szczerzuja? Chyba, że nastąpiły zmiany w ortografii, tak jak w przypadku chruścików, które po reformie ortograficznej w drugiej połowie XX wieku zaczęto pisać przez u otwarte – chruściki (owady wodne z rzędu Trichoptera). Pierwotna pisownia pozostała jedynie w nazwie porostu – chróścik. Albo inny przykład, wieś Bożewo z północnego Mazowsza. Dawniej pisano jako Borzewo, bo nazwa pochodziła od boru lub imienia Borek. W czasie zaboru rosyjskiego cyrylicą pisano Божево. Po odzyskaniu niepodległości zapisano już w alfabecie łacińskim jako Bożewo. Widać zapomniano pierwotną nazwę a kojarzyło się z Bogiem a nie borem. Może więc jak Borzewo zmieniło się Bożewo, lub chróścik w chruścika, tak i szczerzuja zmieniła się w szczeżuję? Analizy etnograficzno-lingwistyczne są jak analiza DNA - docieka przeszłości i funkcji.

A może od żucia szcze-żuja? Ale tym bardziej małże nie przeżuwają, są filtratorami.

Pora więc coś więcej o szczeżui pospolitej napisać. Jest to gatunek małża, po łacinie zwany Anodonta anatina, z rodziny skójkowatych (Unionidae). Szczeżuja pospolita, jak sama nazwa wskazuje jest (w przynajmniej była w czasach, gdy jej nazwę przydawano), szeroko rozprzestrzeniony w zachodniej Palearktyce. Żyje w wodach bieżących (rzeki, kanały, rowy melioracyjne) i stojących (jeziora, stawy). Jest stosunkowo dużym gatunkiem, bo muszla osiąga długość do 10 cm. Większe od niej są dwa inne gatunki (w tym jeden obcy, niedawno się u nas pojawił w Jeziorach Konińskich). Szczeżuja zagrzebuje się częściowo w mule (tylko częściowo wystaje z dnia), a porusza się przy pomocy organu zwanego nogą. Odżywia się odfiltrowując (odcedzając) pokarm z wody. Pokarm stanowią drobne jednokomórkowe organizmy wodne (fitoplankton i zooplankton) oraz seston. W Polsce szczeżuja jest gatunkiem pospolitym, niepodlegającym ochronie gatunkowej i siedliskowej, cennym przyrodniczo i łatwym do monitorowania.

Na równi ze skójkami szczeżuja pospolita stała się jednak małżem coraz rzadziej spotykanym, gdyż wymaga czystej wody. Tak więc w nazwie pospolita w naturze pospolita już za bardzo nie jest. Nazwy mogą mylić i się … dezaktualizować.

Wróćmy jednak do pochodzenia nazwy tego małża. W słowniku etymologicznym Aleksandra Brϋckera znalazłem starsze nazwy: szczeżuła, szczeszuja, szeszelinki, czasołki, czasula (o rybiej łusce, czaszce orzecha czy żołędzi) i w końcu czeżuja i czeszuja. Czyżby szczeżuja nazwę swoją wzięła od czesania? Grzebienie z niej robiono? Chyba o inne czesanie chodzi – czesanie, czochranie (czuchranie), czosanie. Więcej się dowiemy, gdy przypomnimy sobie dawne czynności z czesaniem wełny, drapaniem, czesaniem, ocieraniem. I pewnie muszla szczeżui nie do czesania wełny ale raczej do czesania czyli odzierania z paździerzy lnu lub prędzej pokrzywy czy konopi. Bo i pokrzywa nad wodą i szczeszuja-czeszuja w wodzie, przy brzegu, lub pusta muszla nad woda. Pokrzywa była kiedyś rośliną włóknistą.

A że nie są to czcze wymysły to cytat ze strony survivalowej, przytaczającej dane techniki: „Plemię Ajnów z Sachalinu tak robiło włókna z pokrzywy: Późną jesienią zbierali łodygi pokrzywy, kładli je na leżącym pniu i krawędzią muszli oddzierali włókno i części zdrewniałe. Następnie włókna przemywali i suszyli rozwieszone. Potem było już tylko skręcanie sznurków albo przędzenie nici”.

A czemu nie muszla skójki? Bo są mniejsze i mniej wygodnie układają się w dłoni. Muszla szczeżui jest większa i chyba wygodniejsza jako narzędzie prostej pracy, do uchwycenia w dłoni. Słowianie dawniej żyli nad wodami. W zasięgu ręki była pokrzywa (jak i inna roślina włóknista – wierzbówka) oraz muszle małży w rzece. Stąd może i nazwa od czesania się wzięła, od czesania włokiem przy wyrabianiu sznurka z pokrzywy lub włokiem do przędzenia i tkania płótna.

To nie wszystko o szczeżui i słodkowodnych małżach. W kolejnej opowieści będzie o zjadaniu szczeżui, wyrabianiu guzików i dziwnych pasożytach co się larwami małży okazały. c.d.n. 

Szczeżuja częściowo zakopana w osadach dennych rzeki.