13.08.2018

Muzeum Romantyzmu w Opinogórze i zębniczek północny

Gdziekolwiek się będzie, tam zawsze można obserwować przyrodę. Nawet w Muzeum Romantyzmu w Opinogórze. Wakacyjna wycieczka rodzinna, nastawiona kulturalnie i historycznie. Ale dziedzictwo przyrodnicze zawsze łączy się z dziedzictwem kulturowym, więc można coś przyrodniczego "w bonusie" zaobserwować.

Muzeum Romantyzmu w Opinogórze po raz pierwszy odwiedziłem prawie 40 lat temu, gdy udaliśmy się na wycieczkę szkolną. W tamtym czasie „przerabialiśmy” romantyzm. Później byłem już rodzinnie, jakieś 18 lat temu. No i w te wakacje kolejny raz. Zmiany ogromne. Na lepsze. Dzięki projektom unijnym i funduszom, odzyskujemy zapomniane (nawet i częściowo) dziedzictwo. Różnorodność regionów ma swój praktyczny wymiar.

Moja uwaga jest jednak ukierunkowana: rozglądam się za starymi parkami podworskimi, przelatującymi owadami, drzewami dziuplastymi i tym co pod nogami pełza. Spacerując w dworskim, romantycznym parku w Opinogórze (ostatnio przebudowany w stylu angielskim a teraz częściowo zrewitalizowany), przyglądałem się starym kasztanowcom. Liście nieco pożółkłe od minujących larw motyla szrotówka kasztanowiaczka (Cameraria ohridella). Ale nie on zwrócił moją uwagę lecz duży grzyb rosnący na starym kasztanowcu. W pierwszej chwili pomyślałem, że to nietypowy źółciak siarkowy (Laetiporus sulphureus). Kształt owocnika wydał mi się znajomy, już gdzieś coś takiego w jakichś opracowaniach widziałem. Zdjęcie zrobiłem trochę niewprawnie – należało jeszcze w zbliżeniu udokumentować kilka szczegółów. Dysponowałem tylko aparatem komórkowym. Okazuje się jednak, że wystarczy (szybko latających ważek nie udało się uchwycić w kadrze).

(Wprawne oko dostrzeże pozostawiony w gałęziach
plastykowy kieliszek. Śmiecacych niestety nigdy
nie zabraknie... Niezbyt chlubne dziedzictwo.)
Wróciłem do domu i zacząłem szukać w moim podręcznym księgozbiorze. Najbardziej podobny był wachlarzowiec olbrzymi zwany także flagowcem olbrzymim (Meripilus giganteus). Jednak opis nie bardzo się zgadzał. Skorzystałem więc z internetu: umieściłem zdjęcie w grupie przyrodników na Facebooku oraz skorzystałem ze sztucznej inteligencji – szukanie obrazu. Pierwsza próba była pudłem, bo sztuczna inteligencja skupiła się na korze i odesłała mnie do jakiegoś dębu. Druga próba była lepsza – znalazłem bardzo podobne zdjęcia i tak trafiłem na kilka stron z opisem zębniczka północnego (Climacodon septentrionalis). Dodatkowe potwierdzenie przyszło także z grupy na Facebooku. Kilkanaście minut i jest już rozwiązanie. Tego gatunku w moich książkach po prostu nie było. Ale nic dziwnego, to gatunek rzadki.

Zębniczek północny (Climacodon septentrionalis) po raz pierwszy dla nauki opisany został w 1821 r. przez Eliasa Friesa, który nadał mu nazwę Hydnum septentrionale. Obecną nazwę, uznaną przez Index Fungorum,  nadał mu w 1881 r. Karsten, przenosząc równczesnie ten gatunek do rodzaju Climacodon (informacje z polskiej Wikipedii). Owocniki zębniczka są jednoroczne, masywne, osiągają szerokość do 50 cm. Składają się z wielu dachówkowato, jeden nad drugim, ułożonych kapeluszy. W stanie świeżym ma przyjemny zapach, ale podczas suszenia nieprzyjemnie pachnie zjełczałym tłuszczem. Smak ma przyjemny. Ani nie wąchałem ani nie kosztowałem, wierzę na słowo (pisane).

Zębniczek północny występuje w Ameryce Północnej, Europie i Japonii. Jest gatunkiem rzadkim w Polsce i wpisanym na czerwoną listę gatunków zagrożonych wyginięciem (Czerwona lista roślin i grzybów Polski). Ma status R (rzadki) – gatunek potencjalnie zagrożony z powodu ograniczonego zasięgu geograficznego i małych obszarów siedliskowych. Znajduje się na listach gatunków zagrożonych także w Niemczech i Danii (za polską Wikipedią). W Polsce podawanych jest wiele stanowisk lecz spotykany jest rzadko. Nie wiem czy z okolic Opinogóry był już wykazywany, niemniej rzadkie gatunki warto odnotowywać.

Z ekologicznego punktu widzenia uznawany jest za pasożyta (wywołuje białą zgniliznę drewna), występuje w lasach liściastych i mieszanych na starych drzewach liściastych. W Polsce zanotowano występowanie na jaworze, kasztanowcu, brzozie brodawkowatej, grabie i buku. Stare parki dworskie nie jedną ciekawostkę przyrodniczą mogą skrywać. A próchniejące drzewa dziuplaste są wartościowym przyrodniczo siedliskiem nie tylko dla grzybów ale i bezkręgowców. Na północnym Mazowszu starych lasów nie ma, jedynym siedliskiem z martwym, próchniejącym drewnem są stare parki podworskie i cmentarze, czasem aleje przydrożne. Ostatnie relikty pierwotnej puszczy. Warto o nie zadbać i nie wycinać pod pozorem cięć „sanitarnych”.

Mam wrażenie, że północne Mazowsze, szybko zmodernizowane, jest nieodkrytym regionem turystycznym z wieloma tajemnicami i atrakcjami (kulturowymi i przyrodniczymi). Nie trzeba jeździć daleko by zobaczyć niezwykłości i nasze dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze. A pomocne w tym są zarówno programy Unii Europejskiej jak i Internet (na jedno i drugie nie brakuje głupawego i nieuzasadnionego narzekania).

Na koniec coś uroczego z Muzeum Romantyzmu (kawiarnia w oranżerii), bo przecież nie samą przyrodą podróżnik żyje (więcej zdjęć na Facebooku).


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza