25.11.2020

O tym, jak uczę się storytellingu


Wielokrotnie przekonywałem studentów, że muszą nauczyć się nieustanie się uczyć, być gotowym na ciągłe uczenie się przez całe życie. W sumie to nic dziwnego, bo Homo sapiens od swojego zarania uczy się całe życie. Nigdy jednak wcześniej środowisko wokół niego tak szybko się nie zmieniało, wymuszając ciągle i głębokie zmiany w swoim sposobie życia i działania. Sprawcą tych zmian jest sam człowiek i jego kultura. Dotyczy to także komunikacji i przekazywania wiedzy jak i całego systemu edukacji, od przedszkola po uniwersytet.

Homo sapiens opowiada już od co najmniej 70 tysięcy lat. A może i od 150? Wcześniej snuł opowieści pozawerbalnie. Opowiadanie, gawędziarstwo, bajanie, wykładanie, relacjonowanie i wiele innych terminów opisuje te bardzo zróżnicowane co do formy, długości i wewnętrznej konstrukcji, utwory słowa mówionego. W epoce pisma opowieści przybrały dodatkową, nową formułę. Powstała literatura. Ale dalej opowiadaliśmy. I uczyliśmy się przedstawiać krótsze lub dłuższe słowne narracje. 

Opowieści w edukacji  (referaty, przemowy, wykłady itd.) od dawna funkcjonują. Kiedyś przykładaliśmy do nich większą wagę (była np. retoryka jako przedmiot nauczania). W większości uczymy się sami, metodą prób i błędów, często zupełnie nieświadomie. Podobnie z nauką pisania tekstów naukowych... i popularnonaukowych. 

Dlaczego po ponad 30 latach pracy dydaktycznej uczę się storytellingu? Przecież powinienem już wszystko umieć? Dostrzegłem swoje kolejne niedostatki i braki. Im więcej się wie i umie, tym bardziej dostrzega się swoje własne braki. Albo chciałoby się uzyskiwać lepsze efekty w komunikacji, przekonywaniu, wpływaniu na innych, w edukowaniu. Dążność do perfekcji i większej efektywności.

Czy trzecia rewolucja technologiczna wnosi jakieś jakościowe zmiany w sztuce opowiadania? Tak, i to spore. Umożliwia odejście od liniowego przekazu i w jakimś sensie powrotu do korzeni kultury oralnej. A jednocześnie oferuje nowe narzędzia.... których po prostu trzeba się nauczyć. Niestety. Na przykład wystąpienia przed kamerą lub samodzielnego nagrania plików audio i wideo a potem ich zmontowania i udostępnienia w internecie. 

Pozostaje tylko ciągle się uczyć. I zapominać zbędne informacje, nieprzydatne już umiejętności. Na szczęście uczenie się jest przyjemne. O ile odbywa się bez presji czasu i odgórnych wymagań. 

Zwolnić by czuć przyjemność z uczenia się. Lub cieszyć się każda chwilą.... 

Zapraszam do dwóch kolejnych prób z tą samą opowieścią (ale w innej formie), jako swoista praca domowa w kursie storytellingu. Dlaczego pracę domową upubliczniam? Bo to moja koncepcja edukacyjna - robić coś na poważnie, na prawdę i nie bać się błędów. Nauka przez działanie (i kilka innych specjalistycznych terminów opisujących tę metodę). Staram się, aby tak uczyli się moi studenci ze mną, przez małe i duże projekty, bez pisania do szuflady czy tylko dla nauczyciela (kolokwia i sprawdziany które na wieki pogrzebane są w szufladzie, do jednorazowego przeczytania przez jedną osobę). Bo nie traktuję siebie jako wszystko-najlepiej-wiedzącego wzorca z Sevres... Niech utwór (dzieło) oceni otaczający świat i wiele osób a nie tylko jedna osoba. A przede wszystkim sami studenci, którzy mogą ocenić wartość swoje pracy w rzeczywistych warunkach.

A Noc Biologów i społeczna misja uniwersytetu? Jest w opowieściach o Basi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz