19.05.2026

Najlepszy jest pomnik, którego nie widać




Kontekst naprawdę potrafi namieszać. Tak jak sztuka czy streetartowa instalacja. Weźmy choćby Olsztyn: miasto zielone, z wieloma jeziorami, ale jeśli chodzi o sztukę w przestrzeni publicznej, to raczej skromne. Mało jest pomników, rzeźb czy instalacji. Dlatego pomysł ustawienia w parku rzeźby jelenia z brązu brzmi całkiem sensownie. Zwierzę szlachetne, sylwetka efektowna, a spacerowiczom zawsze miło, gdy coś im niespodziewanie „mrugnie” z krzaków, nawet jeśli to tylko metal. Tyle że… odlew z Chin. Chiński jeleń w warmińskim parku. Brzmi jak żart, który opowiada się przy ognisku, a nie jak decyzja inwestycyjna. Bo czy naprawdę nie mamy w Polsce, w Europie, w regionie ludzi, którzy potrafią odlać jelenia? Przecież to nie jest gatunek egzotyczny. Po taniości? To może z włókna szklanego, tak jak ta krowa na wypasie, która się pojawiła na krótko także w Parku Centralnym w ramach działań artystycznych? W czymże krowa gorsza od jelenia? Że nie z dostojnego i arystokratycznego brązu?

Ale to dopiero początek. Bo rzeźba nie została jeszcze odsłonięta, a już wywołała burzę większą niż ta, która potrafi przejść nad Jeziorem Ukiel w lipcu. Największe emocje wzbudziła geneza przedsięwzięcia: myśliwi i sympatycy łowiectwa zbierali łuski po nabojach, by sfinansować zakup brązu. Przedstawiciele różnych organizacji prozwierzęcych nie kryją oburzenia, co utrwaliło Radio Olsztyn (Rzeźba jelenia w olsztyńskim Parku Centralnym. Dar myśliwych budzi skrajne emocje).

Ich zdaniem to makabryczny pomysł: pomnik zwierzęcia finansowany ze śmierci innych zwierząt. Trudno odmówić temu pewnej dramaturgii. Pierwotnie jeleń miał być odlany właśnie z tych łusek. Ostatecznie jednak sprzedano je, by obniżyć koszty, a samą rzeźbę wykonano w Chinach. I tak powstała konstrukcja, która łączy w sobie polskie lasy, chińskie odlewnie i europejską debatę o sensie symboli. Wywołujący emocje i dyskusje streetart w pełnej krasie. I to na bogato, bo odlany z brązu. Niczym pomniki jelenia z czasów niemieckich cesarzy, którzy upamiętniali swoje polowania tu i tam. Dostojne dowody arystokraty "tu byłem, tu polowałem". 

Ale zostawmy jelenia w spokoju, niech stoi, skoro już przepłynął pół świata. W całej tej historii jest bowiem jeden element, który mnie autentycznie cieszy: rzeźba stała się pretekstem, by myśliwi… posprzątali po sobie. Tak, dobrze czytasz. Zebrali łuski. Jeśli do tak podstawowego odruchu potrzeba motywacji w postaci zbiórki na pomnik, to trudno, dobre i to. Ołowiu ze śrutu, niestety, nie pozbierają, bo ten jest drobny i trudno go wyzbierać z gleby czy dna zbiornika wodnego. Jeden Kopciuszek by nie wystarczył. Ale może kiedyś zgodzą się na stalowe śruciny? Fakt, mniej efektywne niż te ołowiane, ale żelazo w środowisku nie czyni takich zanieczyszczeń jak ołów. A to już byłby zysk. Kto wie, cuda się zdarzają, skoro już mamy chińskiego jelenia jako symbol polskiego łowiectwa.

Wróćmy do sedna czyli do śmieci. Bo w tej historii, paradoksalnie, to one są najważniejsze. Łuski to tylko wierzchołek góry odpadów, które zostają w lasach, na torfowiska, mokradła, nad jeziorami i nad rzekami. Gdyby myśliwi nie zostawiali pod ambonami nęcisk wyglądających jak śmietnik po nieudanym pikniku. Gdyby wędkarze nie porzucali butelek, puszek i plastykowych opakowań po przynęcie i własnych przekąskach na brzegach jezior. Gdyby spacerowicze i turyści nie traktowali lasu jak wielkiego kosza, w którym „przecież nikt nie widzi”. Gdyby… Ale nie idźmy tą drogą, bo lista „gdyby” jest długa jak Warmia szeroka i Mazury długie.

Zamiast tego powiedzmy prosto: jesteś w lesie, nad jeziorem, nad rzeką to zabierz swoje śmieci ze sobą. Są lżejsze niż to co przyniosłeś (aś) czy przywiozłeś (aś). To nie jest filozofia zen, to nie wymaga doktoratu z ekologii. To tylko jeden ruch ręką. Jedna reklamówka. Jedna decyzja, że nie zostawiasz po sobie śladu, który będzie straszył następnych sto lat. Nie trzeba do tego rzeźby, zbiórki, fundacji ani medialnej burzy. Wystarczy jedna reklamówka i odrobina przyzwoitości. Pomnika z tego nie odleją. Nie będzie uroczystego odsłonięcia 19 czerwca jelenia w Parku Centralnym w Olsztynie, nie będzie wstęgi, fanfar ani przemówień. Ale za to będzie czysto. A czysty las, czysta rzeka, czyste jezioro to jest sztuka, której nie trzeba sprowadzać z Chin. Nie będzie brązowej figurki przedstawiającej turystę z pełnym workiem śmieci. Czy wędkarza nad brzegiem rzeki. Ale za to będzie czysto. A czysty las, czyste jezioro, czysta rzeka jest sztuką, której nie trzeba sprowadzać z Chin ani z USA. To jest sztuka, którą możemy zrobić sami, codziennie, bez fanfar, bez odsłonięcia, bez przecinania wstęgi.

I może właśnie to jest najpiękniejszy pomnik, jaki możemy postawić przyrodzie: taki, którego… nie widać. Taki, który zostaje po nas w postaci braku śmieci. I taki, który nie budzi kontrowersji, bo nie ma się do czego przyczepić. Dosłownie. 

W zasadzie to pomyliłem sie. Takie pomniki widać, bo widać piękno niezaśmieconego, niezeszpeconego krajobrazu. I nic, że to nie z brązu. Ani z marmuru. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz