8.06.2018

Fruczak gołąbek czy dłużniec gwiaździk - nomadyczny gość z południa, przypominający kolibra

(7.06.2018, Władysławowo, fot. Wojciech Szweda
Organizmy żywe od samego początku zmagają się ze zmiennością środowiska (już kilka miliardów lat życia na Ziemi). Pozostanie w tym samym miejscu oznaczać może wyginięcie, prędzej czy później. Stąd potrzeba dyspepsji i migracji, bo gdzieś dalej w danym momencie mogą być warunki przyjazne do życia i rozmnażania. Trzeba biec, zarówno w czasie jak i przestrzeni, by pozostać w tym samym miejscu. Dyspersja jest procesem przemieszczania się organizmu (gatunku) z miejsca narodzin w inne miejsce. Dotyczy to zwierząt i roślin. Organizmom osiadłym dyspersja też jest potrzebna, a realizują to w jakimś okresie cyklu życiowego, np. stadium larwalnym. Rośliny rozprzestrzeniają się zarówno przez powolne rozrastanie się przez kłącza, rozłogi itd., jak i dyspersja następuje poprzez nasiona (zarodniku, urwistki, wszelakie propagule itd.). Owoce, którymi zachwycamy się kulinarnie, to też przystosowanie roślin do dyspersji za sprawą mobilnych zwierząt. Wiele nasion może przejść bez uszkodzenia przez przewód pokarmowy zwierzęcia. I znaleźć się daleko od rośliny macierzystej. U ruchliwych z natury zwierząt dyspersja wydaje się łatwiejsza. Ale nie należy mylić jej z migracjami. Bo tak zwane gatunki filopatryczne, mimo że sezonowo migrują nawet daleko, to swoje potomstwo wydają blisko miejsca swojego urodzenia. Migracje dalekie a dyspersja niewielka. Dyspersja jest podstawą procesów rozszerzania zasięgu i kolonizacji nowych terenów.

I jeszcze słowo ważna w kontekście gatunku, o którym teraz piszę (ćma fruczak gołąbek) - nomadyzm. W odniesieniu do ludzi oznacza tryb życia, polegający na ciągłym przenoszeniu się z miejsca na miejsce, charakterystyczny jest dla ludów pasterskich i łowieckich. Inaczej nazywany jest koczownictwem, koczowniczym trybem życia. Nawet u ludzi skłonność do nomadyzmu zróżnicowana jest populacyjnie (jedne osobniki bardziej skłonne są do nomadyzmu, inne mniej – w części uwarunkowane jest to zapewne kulturowo, w części na podłoże biologiczne – genetyczne). Ale nawet różnice są w płciach – we wszystkich kulturach chłopcy wcześniej i dalej oddalają się od domu. Skłonność do migracji zmienna jest także w różnym wieku naszego życia. Młodzi bez porównania chętniej i dalej wędrują. Ale wróćmy do nomadyzmu u zwierząt. To skłonność do przemieszczania się na inne tereny w dużej grupie zwierząt. Na przykład wiele osobników danego gatunku owadów przelatuje setki lub tysiące kilometrów dalej i tam składa jaja. Rozwija się jedno lub kilka pokoleń i nagle „znikają” – podejmują wędrówkę dalej. Nomadyzm stwierdzono u niektórych gatunków ważek i u motyli. Nie wiem, czy jakieś gatunki chruścików są nomadyczne. Dorosłe prowadza nocny tryb życia, więc trudniej je obserwować. A wnioskowanie po samej obecności larw może być mylące. Nomadyzm jest dobrą strategią w zmiennym, heterogennym środowisku. Lokalne wyczerpywanie się zasobów może być czynnikiem stymulującym do pojęcia masowej wędrówki. Możliwe, że nomadyzm jest w jakimś stopniu swoistą „ucieczką” przez patogenami, pasożytami i drapieżnikami.

7 czerwca 2018 otrzymałem kilka zdjęć owada w sumie niezwykłego w swoim zachowaniu (zdjęcie zrobione po godz. 10-tej rano).

„Dzisiejszego poranka podlewając ogródek zauważyłem owada którego wcześniej nie spotkałem. (…) Zrobiłem szybkie zdjęcie w trakcie jak spijał jak nektar z jednego z kwiatów. Zdjęcie wykonałem we Władysławowie nad morzem, dzielnica Cetniewo stara część (…).” Wojciech Szweda.

Na zdjęciach – o ile dobrze rozpoznaję – jest moty nocny (ćma) z grupy zawisaków – fruczak gołąbek. Latają za dnia, co jest nietypowe dla nocnego motyla. I jest gatunkiem, którego można posądzać o nomadyzm, przynajmniej okresowy. Ostatnio można go spotkać nawet w Ameryce Północnej. Ten wędrowny gatunek odbywa przeloty na tak duże odległości, że trudno określić granice jego stałego zasięgu występowania. W latach, w których migruje, może pojawić się nawet w obszarach podbiegunowych lub wysoko w górach. W danym miejscu gatunek może utrzymywać się przez kilka lat by następnie wycofać się do krajów południowych. W Europie Środkowej obserwowano poczwarki, które skutecznie przezimowały. Ale po kilku latach gatunek znikał z niewiadomych przyczyn. Jak na nomadę przystało.

Zawisaki (Sphingidae) to motyle nocne. Nazwę są biorą od zachowanie niektórych przedstawicieli – zawisania w locie niczym koliby. Zawisają nad kwiatem a w tym czasie swoją trąbką (rurką-ssawką) spijają nektar z kwiatów. Znakomitym przykładem jest fruczak gołąbek Macroglossum stellatarum L. (syn. Macroglossa stellatarum). W starszych opracowaniach lot fruczaka porównuje się do lotu trzmiela, obecnie do kolibra. To chyba efekt upowszechniania wiedzy z dalekich krajów najpierw przez telewizję a teraz internet. Po prostu porównujemy do tego, co znamy (co widzieliśmy) - a świat przyrodniczy chyba bardziej znamy z książek, telewizji i internetu niż obserwacji we własnym otoczeniu. Nie tylko ja czasem pytany jestem „czy to możliwe, że w Olsztynie widziano kolibra”. Kolibra na wolności to raczej na pewno się u nas nie zobaczy (chyba, że akurat uciekł komuś z hodowli) ale zawisaki to jak najbardziej. A że fruczak gołąbek aktywny jest za dnia, to jego najczęściej widujemy.

Fruczak gołąbek ma rozpiętość skrzydeł  od 4,3 do 4,5 mm, jest więc stosunkowo duży. Jest gatunkiem palearktycznym, występującym (lub pojawiającym się) w całej Europie. W Polsce w niektórych latach jest często spotykany. Ale nie co roku. Co jest chyba typowe dla gatunku nomadycznego. Pojawia się u nas w maju i czerwcu (niektórzy autorzy wskazują, że już nawet w kwietniu, pewnie do zależy od roku i pogody). Przylatuje z Południowej Europy. Dorosłe motyle lubią wygrzewać się na ziemi lub na ciepłym kamieniu. Odwłok pokryty jest włoskami i łuskami, spłaszczony – motyl posługuje się nim jak ptak ogonem – ułatwia sterowanie w locie.

Drugie pokolenie, już nasze, pojawia się w lipcu (lub później) i oglądać imagines można do października. Gąsienice – zielonkawe lub brązowe, z charakterystycznym rogiem na końcu odwłoka, obserwować można od czerwca do sierpnia lub nawet września i paździenika. Gatunek zimuje częściowo w stadium motyla, częściowo poczwarki. Jednak niektórzy autorzy podkreślają, że większość osobników u nas nie przeżywa zimy ze względu na niską temperaturę i mrozy. Masowe przeloty można obserwować we wrześniu. Odlatują na zimę do ciepłych krajów, ale ponownie w maju czy czerwcu wracają nie osobiście, tylko ich dzieci (potomstwo). Zachwycamy się migracjami sezonowymi ptaków, a przecież u bezkręgowców to zjawisko także zachodzi (choć trudniej je zaobserwować).

Fruczaka gołąbka spotkać można na śródleśnych łąkach, ugorach, przydrożach, parka i ogrodach. Latają za dnia, najczęściej w godzinach popołudniowych. Ale jak widać i późnym rankiem można spotkać tego niezwykłego motyla. Osobiście fruczaka widziałem kilka lat temu, w centralnej Francji, w słoneczny dzień, na kwiatach ogrodowych. Fascynujący widok.

Nazwa współcześnie nietypowa. Automatycznie chce się poprawić na furczak (od furczenia). Dlaczego fruczak? Nie wiem. Nazwa łacińska wskazuje na długi język. Na zdjęciach widać tę cienką, długą ssawkę (trąbkę). W XIX wieku na fruczaka gołąbka mówiono także dłużniec gwiaździk. Natomiast na motyle z rodzaju Macroglossa: długoryjec, dłużniec, gołębi ogon, gołębiec, fruczak. Można się domyśleć, że te nazwy dotyczyły w większości fruczaka gołąbka. W Polsce występuje także fruczak trutniowec (Hemaris tityus) i fruczak bujankowiec (H. fusciformis) ale jak łatwo zauważyć mają inne nazwy rodzajowe (a skrzydła przezroczyste niczym o błonkoskrzydłych, co można traktować jako mimikrę, upodabniające je do trzmieli). U Majewskiego fruczak trutniowiec występuje pod nazwą rodzajowa Macroglossa.

Fruczak gołąbek nie jest rodzimym gatunkiem w Polsce, ale coraz częściej można go spotkać na terenie całego kraju. Przylatuje wiosną z południa Europy. Długodystansowy lot migracyjny może odbywać się na kilka tysięcy kilometrów. Często składa jaja, a jego gąsienice żerują na liściach wiciokrzewu i przytulii. Gąsienica ma barwę zieloną lub brązową, zakończoną niebieskim rogiem-kolcem (tak jak na gąsienice zawisaków przystało). Przepoczwarczenie następuje w luźnym oprzędzie na ziemi lub płytko w ziemi. Dorosłe osobniki, pokolenia, które rozwinęło się u nas, można zaobserwować pod koniec sierpnia (czasem już w lipcu). Prawdopodobnie nie zimują w naszym klimacie, ale zdania specjalistów na ten temat są na razie podzielone. Przydałoby się więcej zaplanowanych i systematycznych obserwacji (badań). Jest gatunkiem wędrownym, nomadycznym.

Fruczak gołąbek ma krępą budowę ciała, skrzydła szarobrązowe, pokryte czarnymi liniami, tylne zaś - pomarańczowe. W spoczynku, skrzydła przednie przykrywają drugą parę wiec motyl doskonale się maskuje. Dopiero w locie uwidacznia się pomarańczowa, druga para skrzydeł. Być może kolor ma znaczenie odstraszające (mimikra do żądlących błonkówek). Porusza skrzydłami bardzo szybko (80 uderzeń na sekundę), że stają się prawie niewidoczne. Widać to na zamieszczonych zdjęciach. Lata także szybko – może osiągać prędkość do 50 km/h.

Motyle dorosłe chętnie odwiedzają kwiaty floksów, bodziszków, petunii, chabrów czy żmijowca. Samice składają jaja pojedynczo na liściach roślin pokarmowych gąsienic: przytulii pospolitej, przytulii leśnej, przytulii właściwej, rzadziej na innych roślinach (chabry, gwiazdnica)

Źródła:

  • Buszko Jarosław, Atlas motyli Polski. Część II. Prządki, zawisaki, niedźwiedziówki. Grupa Image, Warszawa 1997. 
  • Heintze Jerzy, Motyle Polskie. Atlas. WSiP, Warszawa 1990. 
  • Kozłowski Marek, Owady Polski. Multico, Warszawa 2008.
  • Majewski Erazm , Słownik nazwisk zoologicznych i botanicznych polskich, zawierający ludowe oraz naukowe nazwy i synonimy polskie, używane dla zwierząt i roślin od XV-go wieku aż do chwili obecnej, źródłowo zebrane i zestawione z synonimami naukowemi łacińskiemi, Tom II, Warszawa 1894. 
  • Motyle Europy https://lepidoptera.eu/species/168 [dostęp czerwiec 2018]. 
  • Novak Ivo, Severa Frantisek, Motyle. Delta, Warszawa.
  • Reichholf Josef, Obserwujemy motyke (tłum. Jarosław Buszko), PWRiL, Warszawa 1993.

7.06.2018

Nowe dla nauki wirujące bruzdnice, z polskimi i greckimi słowami, zapisanymi jako łacińskie

 Bruzdnice. Encyclopædia Britannica,
1911Volume 8, Slice 5.,
available freely at Project Gutenberg
Tytuł może wydać się zagmatwany i mocno złożony. Ale taka jest nasza wiedza – powstająca przez wieki. W tych zawiłościach jest długa historia i zmienne losy języka nauki. Współczesna wiedza ma swoje korzenie w Grecji. Stąd greckie słowa na opisywanie wielu obiektów i zjawisk. Potem rozwijała się nauka w starożytnym Rzymie. Stąd język łaciński, który potem przez długie wieki był międzynarodowym językiem nauki. Mimo, że współcześnie językiem nauki jest angielski, to dużo łaciny zostało w… nazwach gatunkowych organizmów żywych. Od czasu Linneusza dwuczłonowe nazwy gatunkowe zapisywane są w łacinie lub przypominające słowa łacińskie (naśladujące). Dlaczego? Bo jest bardzo dużo opisanych gatunków a słów i wyobraźni nie starcza. Kodeks nomenklatury dopuszcza zatem słowa podobne do łaciny. Tak, jakby ten język był żywy. I w jakimś sensie jest.

Swojego kolegę hydrobiologa czasem widzę na zdjęciach dość nietypowych. Ubrany w strój płetwonurka… na tle gór. Konkretnie Tatr. Zdjęcia robione tak dla żartu? Zamiast nart czy sprzętu wspinaczkowego pokazuje się w stroju, kojarzonym raczej z morzem czy jeziorami? Ale i w górach są zbiorniki wodne. Wspomniany hydrobiolog - dr Paweł Owsianny - zajmuje się tak zwanymi glonami (pierwotniakami). Nazwy grup biologicznych nieustannie się zmieniają, a w obiegu są także te starsze. Na przykład glony. Dr Owsianny z Piły bada bruzdnice (Dinoflagellata). Ale, żeby je obejrzeć pod mikroskopem, najpierw trzeba je wyłowić. A jezioro jest w górach to nadźwigać się trzeba.

Niby Polska już dawno jest przebadana wzdłuż i w szerz. A jednak ciągle z terenu naszego kraju opisywane są gatunki nowe dla nauki. I trzeba je nazwać. Nazwy muszą być niepowtarzalne i w języku naukowym czyli łacińskim. Czasem są dowcipne, np. Dziwneono – to nazwa rodzajowa owada. Albo Smok wawelski. Czasem wplatane są nazwiska. Dla upamiętnienia czy uhonorowania konkretnych osób.

Dr Paweł Owsianny z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu razem z naukowcami z uniwersytetów w Monachium i Osnabrück odkryli i opisali nowe dla nauki gatunki bruzdnic z Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zostały nazwane na cześć mieszkańców Piły (bo tam w Nadnoteckim Instytucie UAM pracuje dr Owsianny) - Grzegorza Marciniaka i Krzysztofa Trawińskiego: Parvodinium marciniakii i Parvodinium trawinskii. Informacja o tych nowych dla nauki gatunkach ukazała w publikacji pt. „The Hot Spot in a Cold Environment: Puzzling Parvodinium (Peridiniopsidaceae, Peridiniales) from the Polish Tatra Mountains" w czasopiśmie Protist, w roku 2018.

Bruzdnice (Dinoflagellata) to glony jednokomórkowe, aczkolwiek spotykane są także kolonijne, mają charakterystyczne komórki wzmocnione celulozowymi płytkami. Dwie wici umieszczone są w pionowej bruździe (stad polska nazwa), i umożliwiają poruszanie się ruchem wirowym (stąd nazwa łacińska od greckiego dinos – wirowanie). Zagmatwana historia – język łaciński z greckimi słowami. Wynika z historii rozwoju wiedzy i naszej cywilizacji.

Pora na szczegółowe wyjaśnienie tytułu. Polskie słowa w nazwie gatunkowej dwóch wspomnianych bruzdnic pochodzą od nazwisk. Słowa greckie - dinos (znaczenie wyjaśnione wyżej) oraz flagella czyli wić - zawarte jest w naukowej (łacińskiej) nazwie bruzdnic Dinoflagellata.


(Nurkowanie w... górach. Morskie oko, fot. z archiwum dr Pawła Owsiannego.
Od nazwisk osób widocznych na zdjęciu powstały nazwy gatunkowe nowo odkrytych bruzdnic)
(W drodze na Długi Staw e Dolinie Gąsienicowej, tam żyje Parvodinium trawinskii)


(Dr P. Owsianny w czasie pracy badawczej, fot. z archiwum dr Owsiannego)

6.06.2018

Różnorodność biologiczna Płocidugi Dużej


Myśl globalnie, patrz lokalnie. Tak sparafrazować można znane, ekologiczne motto, w kontekście bioróżnorodności czyli różnorodności biologicznej. To pierwsze słowo jest krótsze i bardziej popularne (kalka z języka angielskiego biodiversity), ten drugi zwrot jest bardziej poprawny z punktu widzenia języka polskiego. Ale oznaczają to samo.

Jeśli dowolnej, jednej rzeczy przyglądać się dostatecznie długo i analizować ją pod różnymi aspektami, to można zobaczyć i zrozumieć cały świat. Na krótkiej wycieczce, np., na dawne jezioro Płociduga Duża, zapoznać się można z wieloma aspektami różnorodności biologicznej. Można na małej przestrzeni zrozumieć globalne prawidłowości. Trzeba tylko patrzeć i dostrzegać oraz  wnioskować o zachodzących relacjach i procesach. Potrzeba wiedzy i wyobraźni. I dialogu z innymi ludźmi.

Różnorodność biologiczną można rozpatrywać na trzech poziomach: genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym. Różnorodność genetyczna czyli wewnątrzgatunkowa oznacza zmienność osobników jednego gatunku, wynikającą z obecności w populacji wielu alleli tych samych genów. Czy można tę zmienność zobaczyć w terenie, gołym okiem lub tylko z pomocą lupy? Różnice między osobnikami nie muszą wynikać z różnic genetycznych a tylko z ekspresji genów w różnych warunkach siedliskowych. Czy różnice w ubarwieniu pokolenia wiosennego i letniego i pospolitego motyla, rusałki kratnika, mają podłoże genetyczne? Ale czasem polimorfizm o podłożu genetycznym można zaobserwować w terenie, na spacerze.

O wiele łatwiej dostrzec różnorodność gatunkową (ściślej międzygatunkową) czyli bogactwo różnych gatunków w jednym ekosystemie czy siedlisku. Nawet, jeśli nie znamy nazw gatunkowych roślin i zwierząt, to można po ich morfologii rozróżnić konkretne gatunki. Taką różnorodność można policzyć, oszacować. Dobra dokumentacja terenowa (czasem wystarczy tylko zwykły aparat fotograficzny w telefonie komórkowym i notes z ołówkiem) ułatwi identyfikację gatunków po powrocie do domu. A jeśli poznamy nazwę gatunkową, to już łatwo możemy poznać biologię i ekologię tych organizmów, korzystając z ogromnego dorobku ludzkości (nauki).

Z kolei bioróżnorodność ekosystemowa oznacza zróżnicowanie siedlisk i zamieszkujących je organizmów. W dolinie rzeki Łyny, na obszarze dawnego jeziora Płociduga Duża, bez problemu dostrzeżemy ekosystemy rzeki (rzeka Łyna, rzeka Kortówka) oraz rowów melioracyjnych. Zauważymy wilgotną łąkę jak i kserotermiczną łąkę na piaszczystej wydmie. Dostrzeżemy także mniejsze i większe zadrzewienia, w tym jedno z typowymi gatunkami leśnymi.

Płociduga Duża ma długą historię (czytaj więcej na ten temat)  z bardzo wyraźnym wpływem człowieka, polegającym na znaczących przekształceniach siedliska i samych ekosystemów. Wraz z tymi zmianami można dopatrzyć się zmian bioróżnorodności na wszystkich trzech poziomach: genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym. Poza zmianami antropogenicznymi widoczne są procesy naturalne – sukcesja ekologiczna. Mimo, że przebiega długo, to można zobaczyć jej efekty. Trzeba mieć tylko wiedzą i oczy szeroko otwarte.

Jakich organizmów (grup systematycznych) będzie najwięcej można zobaczyć w czasie jednej, kilkugodzinnej wycieczki? Na przykład w królestwie zwierząt. Czy uda się – na podstawie wiedzy o tych grupach – rozpoznać ich rolę w ekosystemie? A może oddziaływania międzygatunkowe?

I kilka kolejnych pytań, na które uważne ucho usłyszy odpowiedź w czasie zajęć terenowych – jakie czynniki wpływają na mniejszą czy większą różnorodność biologiczną, na każdym poziomie: genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym? Czy uda się rozpoznać gatunki obce i inwazyjne? A może gatunki zwornikowe?

Czytaj też:

Informacja tylko dla wtajemniczonych: Zadania do wykonania jak i informację gdzie i jak w terenie znajdziesz tajne podpowiedzi, otrzymasz na kartce, przed zajęciami terenowymi.W terenie słuchaj, notuj, pytaj oraz rozglądaj się za gatunkami i... tajnymi podpowiedziami. Przyda się telefon komórkowy z mobilnym internetem i zainstalowanym (bezpłatnym) programem do odczytywania kodów QR. Zabierz ze sobą notatnik (ołówek jest lepszy niż długopis), jeśli masz to aparat fotograficzny i terenowe klucze (atlasy) do rozpoznawania roślin i zwierząt. Ubierz się terenowo - najlepiej długie spodnie, wygodne buty i koszule z długim rękawem. Przydatny będzie także repelent anty-komarowy. 

(Tu będziemy. Mapka terenu, zdjęcie satelitarne, Google)

5.06.2018

Teatrzyk ilustracji - kilka pomysłów na zajęcia przyrodnicze

(W przedszkolu nr 23 w Olsztynie, bajka kamishibai o żabie moczarowej, czerwiec 2018 r. Fot. Anna Mikita)
Kamishibai (teatr ilustracji w drewnianej skrzyneczce) to jeszcze jeden gadżet przydatny w terenie. Uczę się i odkrywam. Metodami, które gwarantują największą efektywność zapamiętania poznawanych treści, jest natychmiastowe zastosowanie w praktyce oraz uczenie innych (opowiadanie innym). Bo gdy próbujemy zastosować usłyszane treści w praktyce, to nie tylko utrwalamy ale i porządkujemy swoją wiedzę. To także znakomita ewaluacja. Przeczytałeś w książce kucharskiej przepis na chłodnik litewski? Ile zapamiętałeś i zrozumiałeś to od razu się okaże, jeśli spróbuje taką potrawę przyrządzić. Wiedza jest systemem, co najdobitniej okazuje się w praktycznym działaniu. A uczenie innych (opowiadanie)? To także znakomita metoda na powtarzanie i utrwalanie treści. I jest motywacja. Są także pytania - własne i od słuchaczy. Tak więc moje własne doskonalenie sposobów prezentowania treści (na wykładach, na konferencjach, na zajęciach terenowych) ostatnio uzupełniam przez poznawanie kamishibai. Eksperymentuję, próbuję, doświadczam i opowiadam o rezultatach. Wśród doświadczonych ekspertów nauczycieli. Tak jak sąsiadka sąsiadce opowiada o nowym serniku. Wymiana doświadczeń i wrażeń. Dla obu stron inspirujące.

Przyroda to wspólne odkrywanie. Gotowość do wyjścia ze strefy komfortu by spotkać nieprzewidywalne i nieznane, przynajmniej w części. Przygoda. I ryzyko. Potrzeba odwagi i ciekawości. Co w zamian? Własne emocje i wyjście z nudy i rutyny, zapobieganie wypaleniu zawodowemu. Ile razy można prowadzić te same lekcje/wykłady/zajęcia? Ile razy zachwycać się dawno na sto sposobów „przerobioną” lekturą (aktualną społecznie 100 lat temu, a czy teraz?). Litwo ojczyzno moja… A cóż to znaczy ? Gdzie ci zaborcy? Gdzie i jaka Litwa, i czy ona moja? I co to jest ten świerzop biały i dzięcielina, która pała? Zmienił się kontekst społeczny, zmienił się język. Czy do mieszczuchów w cyfrowym świecie przemawiać może wspomnienie życia agrarnego? A ile razy zachwycać może fotosynteza czy równia pochyła?

Nauczyciel musi być w dobrym nastroju (wiem, że to niełatwe) i musi sam być zaciekawiony. Trudno ciągle grać i udawać. Autentyzm trudno symulować. Zatem trzeba próbować nowych treści lub przynajmniej nowym metod dydaktycznych. Tę samą historię opowiedzieć…, ale zupełnie inaczej. Sprawdziłem to na sobie.

Dlatego polubiłem kamishbai. Na razie ją odkrywam. A w wakacje namaluję ilustracje do kolejnej opowieści. I opowiem o odkrywaniu teatru ilustracji w szeroko rozumianej edukacji przyrodniczej. Tym razem w formie… webinarium. Cyfrowa metoda by opowiedzieć o metodzie w pełni analogowej… Zestawienie pełne sprzeczności? 

Webinarium odbywa się w ramach programu „Nauczyciel/ka I klasa”, realizowanego przez Centrum Edukacji Obywatelskiej.

Mowa była jedną z ważniejszych innowacji ewolucyjnych człowieka, spajającą grupę i budującą poczucie wspólnoty. Człowiek od samego swojego początku bycia człowiekiem lubi opowieści. Lubi słuchać i opowiadać. Nawet w epoce cyfrowej. Nie zmieniła tego ani telewizja ani Internet ani smartfony.

Kamishibai to teatrzyk ilustracji, metoda opowiadania wywodząca się ze średniowiecznej Japonii, a obecnie przeżywa renesans w edukacji w Europie. W nauczaniu ważne jest to, aby nauczyciel sam był zainteresowany odkrywaniem świata przyrody. Ale ile lat można fascynować się wprowadzaniem literki O? Aby utrzymać emocjonalny zapał i przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu, warto od czasu do czasu zrobić coś nowego. Emocje nauczyciela są bardzo ważne. Tą odświeżającą nowością może być wykorzystanie kamishibai w edukacji nie tylko wczesnoszkolnej. Jak wykorzystać kamishibai w szkole? Jak samodzielnie przygotować opowieść przyrodniczą i wykonać ilustracje? Jak wykorzystać kamishibai do zajęć terenowych? I jak wykorzystać przyrodę za oknem szkoły? O tym opowiem w czasie webinarium, które odbędzie się 7 czerwca 2018 r. o godz. 18:00. Uczestnicy dowiedzą się jak ważne jest to, aby nauczyciel sam był zafascynowany odkrywaniem świata przyrody, dostępnego w każdym miejscu, nawet w mieście i na trawniku. Na podwórku. Poznają nowe zastosowania bajki kamishibai w edukacji przyrodniczej. Wysłuchają bajki o motylku cytrynku latolistku, dowiedzą się jak wykorzystać gotowe zestawy lub samodzielnie narysować lub namalować ilustracje.

I opowiem o podwórku jako poligonie edukacyjnym. Tym dawny, starym podwórku. Tam, gdzie koniec świata i gdzie są poukrywane skarby oraz sekrety. Warto odzyskać podwórko zarówno dla edukacji szkolnej jak i pozaformalnej w przestrzeni miejskiej i wiejskiej.

A jeśli w trakcie webinarium umknęły linki, to je tu przypominam.

4.06.2018

Podwórko... i miasto szczęśliwe !


W centrum miasta, nieopodal starówki, wśród zaniedbanych kamienic było zapyziałe podwórko z klepiskiem. Aż kilka lat temu ktoś zaczął dbać. Na klepisku ułożył kamienie, zasadził kwiaty. Znacząco kontrastowało z okolica. Mijałem wielokrotnie, widząc tylko fragment (od ulicy, w prześwicie bramy). A dzisiaj zaszedłem i zajrzałem. Jest piękniej niż mogłoby się wydawać. A wszystko w nieciekawym sąsiedztwie. Nawet wysłuzony trzepak nabrał niespodziewanego uroku. Wystarczy jednak ktoś, kto chce i działa. By było pięknie. Oby więcej takich ludzi i takich podwórek. A może trzeba samemu zrobić ten pierwszy krok, na swoim, nawet najbardziej beznadziejnym podwórku?

Własnie przeczytałem "Miasto szczęśliwe" Charlesa Montgomerego. Podtytuł tej książki brzmi "jak zmienić nasze życie, zmieniając nasze miasta." Piękno i przyroda (np. kwiaty latem) zmieniają człowieka, przydają szczęścia. Być może przeczytana książka bardziej otwiera mi oczy i pozwala dokłądniej zobaczyć, to co wokół nas? Najwyraźniej na tym podwórku mieszka choć jeden człowiek, który zmieniając maleńki fragmencik miasta., zmienia życie ludzi. Może nawet wielu ludzi? Na pewno inspiruje. Skoro jemu się udało (a na pewno nie wszystko szło gładko i po maśle), to dlaczego samemu nie spróbować?







2.06.2018

Dłużynka dwukropka, tarczook, skop, skopun

Oberea pupillata (Gyllenhal, 1817), o której myślałem, że jest dłużynką dwukropką (Oberea ocullata L.)

Mój profesor był myśliwym. Ekologiem kręgowców i myśliwym. Kiedy był już dojrzały w lata, opowiadał, że lubi wychodzić, siadać na ambonie i jak zwykle wyczekiwać na zwierzynę, obserwować. Ale w przeciwieństwie do swojej młodości tylko patrzył. Już nie strzelał. Cieszył się widokiem, a nie posiadaniem (czyli strzałem i upolowaniem). Chrząszcze z rodziny kózkowatych (Cerambycidae) są niezwykłą atrakcją dla entomologów-kolekcjonerów. W czasach studenckich także i ja za nimi się uganiałem. Teraz o wiele bardziej cieszy mnie robienie zdjęć.

W jeden z ostatnich dni maja, do mieszkania "wpadł" owad, o bardzo charakterystycznych cechach. Od razu poznałem, że to jakaś kózka (czyli chrząszcz z rodziny kózkowatych). Mieszkam w mieście i ciągle koło mojego bloku (lub w mieszkaniu) widzę dużą różnorodność biologiczną roślin i zwierząt. Cieszą swoim widokiem, zachęcają do szukania i poznawania, nie tylko nazw gatunkowych ale i ich biologii. Fakt, żeby to bogactwo przyrodnicze dostrzegać, trzeba mieć oczy szeroko otwarte. I chodzi nie o podniesione powieki tylko stan umysłu i zaciekawienia.  Zrobiłem zdjęcia i wypuściłem zbłąkanego wędrowca.

Zajrzałem do książek. Sądziłem, że moim gościem była dłużynka dwukropka (Oberea oculata L.) czyli tarczook, dłużynka, dłużynka tarczook, skop, skopun (potem się okazało, że dłuzynka, ale inny gatunek - dłużynka pupilka). Możliwe, że to nie wszystkie nazwy jakimi określali i określają tego owada ludzie w Polsce (o współczesnych nazwach gatunkowych ze smokami i nazwiskami ludzi napiszę niebawem - w odniesieniu do nowo opisywanych gatunków). Najczęściej nazwa bierze się od wyglądu, w tym przypadku wydłużonego ciała i dwóch ciemnych kropek na pomarańczowym przedpleczu. Ale skąd skop czy skopun? Szkoda, że ulegają zapomnieniu zarówno te dawne nazwy jak i intencje nazywającego. Nazwy odzwierciedlają sposób patrzenia na świat.

Dłużynka nie jest wcale taka długa - 1,5-2,2 cm, ale jest smukła, co jej długości przydaje. Spotkać ją można  na skraju lasów, na poboczach dróg, w zaroślach wierzby iwy. Przebywają na roślinach żywicielskich czyli wierzbach (głównie iwa), zjadają liście i korę z młodych gałęzi, W godzinach południowych chętnie latają. I do mnie w takich godzinach jedna dłużynka przyleciała. Pobliskie zarośla z wierzbami jak widać służą nie tylko wiosennym zapylaczom (wcześniej pisałem o pszczolince nieparce i lepiarce). Pozornie bezwartościowe "krzaki" a jak bardzo wpływają na bioróżnorodność miasta.

Jak wyczytałem w "Przewodniku. Kózkowate" Jiri Zahradnika (Multico 2001) owady dorosłe (imagines) pojawiają się od czerwca do sierpnia (czasem jeszcze we wrześniu są obserwowane). Koniec maja mieści się w granicach błędu i dokładności opisu fenologicznego ale być może w tym roku wszystko jest nieco wcześniej. Wiosna była krótka. I to jest jakaś tendencja. Coś zmienia się w klimacie. Warto więc zbierać wszelkie informacje, dotyczące pojawu fenologicznego roslin i zwierząt. Duża ilość danych być może umożliwi dostrzeżenie pewnych prawidłowości. Ze zwierzętami jest trudniej, ale zachęcam do notowania początku kwitnienia roślin. Zachęcać będzie do spacerów i uważnego obserwowania przyrody wokół nas. W wieku XIX modne były takie obserwacje. Do wielu tych danych w różnych regionach można dotrzeć. I warto porównać. "Atlas owadów uszkadzających drewno" (Multico 1998) podaje że dłużynka dwukropka lata od maja do września, ale najliczniej w lipcu.

Dłużynka związana jest z wierzbami, przede wszystkim iwą (Salix caprea), szarą (Salix cinerea)  i uszatą (Salix aurita) . Samica składa jaja w  w nacięciach, wygryzionych w korze młodych gałązek. Roślina, pobudzona zranieniem, wytwarza nowe komórki, tkanka się rozrasta. Tymi młodymi tkankami żywią się larwy dłużynki, ale czasem przyrost komórek wierzby jest tak duży, że larwy giną "przytłoczone", "zaduszone" szybko rosnącymi komórkami roślinnymi. Jest to jakiś sposób obrony nieruchliwych przecież roślin. Rośliny bronią się na różne sposoby, np. chemicznie. Albo właśnie w taki sposób - szybkim rozrostem tkanek.

Larwy dłużynek (jak szczęśliwie dla siebie przeżyją a niefortunnie dla wierzby - w przyrodzie wszystko jest względne) nieco później wgryzają się głębiej i docierają do rdzenia gałązki (w grubszych pozostają w bielu). Jak przystało na kózkowate-drewnojady, odżywiając się drewnem drążą chodniki (korytarzyki) osiągające 40 cm długości. Odchody i trocinki, powstające w wyniki zgryzania tkanek roślinnych, larwy wyrzucają na zewnątrz przez otwór, zrobiony pokładełkiem samicy (wtedy, gdy składała jaja) oraz przez otwory wentylacyjne. Ta higiena pozwala uniknąć rozwijających się grzybów i bakterii. W przeciwieństwie do nas, ale podobnie jak u wielu innych owadów, okres larwalny ("dzieciństwo") trwa dłużej niż okres imaginalny ("dorosłość"). Larwa dłużynki zimuje dwukrotnie, przepoczwarczenie odbywa się pod powierzchnią kory. Dorosłe chrząszcze opuszczają kolebki poczwarkowe okrągłymi wylotami, wcześniej wygryzionymi przez larwy.

Dłużynka dwukropka uważana jest za szkodnika w plantacjach wikliny. W mojej okolicy nie ma plantacji, więc nie trzeba uważać tego gatunki za szkodnika. Byle zadbać o samoistne lub celowe nasadzenia wierzb, gatunków rodzimy a nie wszechobecnych tuj.

Opisywana kózka jest gatunkiem palearktycznym (a więc o szerokim areale występowania), w Polsce występuje na terenie ca lego kraju poza wyższymi partiami gór.

Wiele lat temu, w swojej młodości i początkach badań, spotkanie z dłużynką zakończyłoby się dla niej nadzianiem na szpilkę i włączeniem do kolekcji entomologicznej. Z biegiem lat przechodzę na badania przyżyciowe, co w przypadku chruścików nie jest łatwe. Ale łatwe jest w przypadku amatorskiego obserwowania przyrody. Na przykład tego, co żyje w mieście. Dokumentacja fotograficzna dla wielu gatunków jest wystarczająca. A morał na koniec będzie taki, że nie trzeba kupować Słońca by cieszyć się jego ciepłem, nie trzeba kupować terenów zielonych by cieszyć się kwitnącymi roślinami (chwastami). Nie trzeba zawłaszczać przestrzeni wspólnej by przynosiła radość wielu osobom. Zatem, idę na wieczorny spacer, by cieszyć tym, co nie jest moje. A jednocześnie jest.

PS. To jednak Oberea pupillata. Tuż po opublikowaniu i zamieszczeniu linku na Facebooku, Mateusz Sowiński zwrócił mi uwagą, że to najpewniej jest inny gatunek: "Na moje oko to nie jest Oberea oculata, tylko Oberea pupillata, znacznie, znacznie rzadszy gatunek, zwłaszcza u nas na północy kraju. Nie ma go w przewodniku Jiri Zahradnika". I ma rację! Przyjąłem, że w opracowaniu Zahradnika są wszytskie gatunki, występujące w Polsce. Skupiłem się więc tylko na szukaniu różnic z bardzo podobnym gatunkiem - ziolarką baldaszkową (Phytoecia nigriceps). Niepokoił mnie co prawda rysunek na pokrywach skrzydłowych, ta pomarańczowa plamka. Ale w końcu uznałem, że to jakieś nietypowe przebarwienie. No i było nietypowe. Wskazało na inny gatunek.

Oberea pupillata nie ma polskiej nazwy. Roboczo można zaproponować dłużynka pupilka. Mapa Bioróżnorodności tak charakteryzuje spotkana przeze mnie kózkę: "Gatunek rozmieszczony w południowej i środkowej części Europy, sięgający na wschód po Syberię Zachodnią. Zasiedla głównie tereny pagórkowate i górzyste, docierając w Alpach do około 1600 m n.p.m. W Polsce jest rzadko i sporadycznie spotykany — pewne jego stanowiska znajdują się w krainach południowych. Dawne dane sprzed przeszło stu lat o występowaniu w północnej części winny być potwierdzone nowymi materiałami. Postacie dojrzałe występują od maja do sierpnia, największe nasilenie pojawu przypada na lipiec. W czasie rójki odbywa loty koło krzewów lęgowych oraz odpoczywa na liściach niżej położonych gałęzi. Larwa odbywa rozwój w gałęziach różnych gatunków wiciokrzewów — Lonicera L., jak wiciokrzew przewiercień — L. caprifolium L., w. suchodrzew — L. xylosteum L. i w. tatarski — L. tatarka L." [ wytłuszczenie S.Cz.].. Jest wiec gatunkiem rzadki, zwłaszcza na północy Polski. I inne są rośliny żywicielskiej - wiciokrzewy. Chyba występują tylko w przydomowych ogródkach i ogródkach działkowych (tak w promieniu kilkuset metrów od miejsca znalezienia).

Drugie podsumowanie będzie takie: warto mieć oczy szeroko otwarte i upubliczniać dane oraz wnioski oraz dyskutować. Łatwo jest teraz robić zdjęcia, które mogą być dobrym elementem dokumentacyjnym. I przyżyciowym. Nauka jest przedsięwzięciem przede wszystkim zespołowym. I nie nastawionym na zysk.

1.06.2018

Ignorancja. Po co studiować?


„Jeśli ignorancja jest ciemnością umysłu, to wiedza jest jego światłem, a studiowanie i uprawianie nauki, choć wymagają nakładu sił i przezwyciężenia wielu słabości, są zanurzeniem się w świetle.”

 „Przebywanie ze światłem wzbogaca i ulepsza, ale może także stać się niebezpieczne. Upadek z wysokiego rusztowania jest groźniejszy od zwykłego potknięcia. Źle kierując studium lub pracą naukową, możemy wyrządzić wiele krzywd sobie i innym.”

Michał Heller „Jak być uczonym” Wyd. Znak, Kraków 2009 r.