24.01.2021

Współczesny akademicki erudyta musi być oklikany. Nauczyciel w szkole także.


Jeszcze do niedawna miarą akademickiej i nauczycielskiej erudycji było oczytanie. Przyswajanie książek umożliwiało zapoznanie się z dorobkiem w danej dyscyplinie oraz kulturze. Erudycja potrzebna była nauczycielowi akademickiemu (ale także i nauczycielowi szkolnemu) by dobrze wykonywać swój zawód. Można powiedzieć, że oczytanie było niezbędnym elementem warsztatu nauczycielskiego. Bo umożliwiało podejmowanie dyskusji jak i planowanie atrakcyjnych zajęć.

Pisanie kredą na tablicy nie było jakąś specjalnie trudną do opanowania umiejętnością. Dla "oczytania" potrzebny był stały wysiłek i ciągłe aktualizowanie swojej wiedzy przez zapoznawanie się z dorobkiem. Trzeba było czytać książki i publikacje. Współczesne "pisanie kredą" jest znacznie bardzie złożone i trudniejsze. Wymaga nieustannego uczenia się i praktyki.

Z czasem liczba niezbędnych umiejętności, składających się na zawodowy warsztat nauczyciela szkolnego i akademickiego poszerzyła się. Pojawiły się rzutniki pisma, epidiaskopy i w końcu komputery, rzutniki multimedialne i interaktywne tablice. Coraz więcej technologii. Dobry nauczyciel musiał mieć praktykę i być "obgadany" (poprzez praktykę wyćwiczona umiejętność sprawnej komunikacji i dialogu) i oczytany. Teraz musi być także oklikany, czyli wyćwiczony w obsłudze różnych programów i internetowych narzędzi. 

Prowadzenie wykładów wymaga sprawnej obsługi komputera i prezentacji multimedialnych, takich jak np. Power Point (to minimum), Prezi, Mentimeter itp. Inaczej jest bezradny na sali wykładowej i znacząco ogranicza swoją możliwość komunikacji i przekazywania wiedzy. Od blisko roku nauczanie zdalne stało się codziennością. Pojawiła się konieczność sprawnej obsługi różnorodnych platform do synchronicznej i asynchronicznej dydaktyki. I żeby sprawnie obsługiwać MS Teams, Clickmeeting, Google Meet, Zoom itd. Trzeba spędzić sporo godzin na praktycznym zastosowaniu. Tym bardziej, że te nowe rozwiązania nieustannie się zmieniają, wprowadzają nowe funkcjonalności itd. Czyli sporo się naklikać. Powierzchowne opanowanie platform i programów do zdalnej komunikacji nie wystarczy. 

Erudycją XXI wieku jest oklikanie. Oczytanie nie przestało być potrzebne. Czyli nieustanne podnoszenie poprzeczki.

22.01.2021

Na ogół cisza, ale czasem coś. Krótka refleksja na temat informacji zwrotnych.

Pisanie w mediach społecznościowych (w tym prowadzenie bloga) jest jak zajęcia online - na ogół cisza i brak pewności, że ktokolwiek słucha. 

Do aktywności pobudzają emocje. Chyba częściej te negatywne. O wiele łatwiej przychodzi nam wyrażanie krytyki, wytykanie błędów, poprawianie, formułowanie zdania przeciwnego. Cisza i negatywne reakcje fałszują obraz rzeczywistości. W jakimś sensie jest to błąd milczących dowodów.

Dlaczego zazwyczaj milczymy? A czy na co dzień cieszymy się, że nas nic nie boli i jesteśmy zdrowi? O wiele częściej narzekamy, gdy nas coś zaboli, kamień wpadnie do buta,  łupnie w kościach. mamy graczkę czy migrenę. Jest powód do rozmowy :). 

Informacje zwrotne są niezwykle ważne. Dużo łatwiej o nie w kontakcie bezpośrednim, gdy widzimy osoby, do których mówimy. Po prostu odczytujemy język ciała, ten milczący sposób przekazywania informacji. Nie zawsze poprawnie odczytujemy reakcje ciała słuchaczy ale są one ważnym kanałem komunikacji. Ten sam problem ma bloger jak i nauczyciel na wykładzie/zajęciach online. 

W komunikacji zdalnej znacznie trudniej o komunikacyjny feedback. Statystyki kliknięć mogą być mylące. Tak samo jak liczba cytować publikacji naukowych. To, że ktoś zajrzał, nie znaczy, że przeczytał. To, że ktoś zacytował, nie znaczy, że publikacja jest ważna i dobra. Może po prostu wytykał błędy i zarzucał nieprawidłowości w opublikowanych badaniach. Cyfra jest cyfrą, tak jak i cyfrowa ocena. Nie do końca wiadomo, co się za nią kryje. Trzeba byłoby sprawdzić a na to potrzeba czasu i wysiłku.

Trudniej, nie znaczy, że nie ma. Ogromnie sobie cenię informacje zamieszczane w komentarzach jak i te przysyłane kanałami prywatnymi, w tym od osób, których nie znam. Oto przykład:

"Szanowny Panie Profesorze, Co do nauki na naszym Uniwersytecie to niestety jest dyskryminacja ze względu na płeć, wiek, wykluczenie oraz brak możliwości wyrażania samodzielnych poglądów to jest sytuacja nauki polskiej brak możliwości dyskusji na wydziałach, ja dziękuje Panu, że Pan jest bo jest Pan Profesorze Światełkiem w tunelu dla młodzieży i starszych;) gratuluje optymizmu i chęci zmiany i doskonalenia się w środowisku w którym jesteśmy ".

Publiczne wypowiadanie się jest ryzykowne. Można się spotkać zarówno z obmawianiem poza plecami (plotki, w spotkaniach bezpośrednich czy te internetowe, anonimowe oczernianie) jak i oficjalnymi reakcjami (w tym zakazem zapraszania do TVP, telefonami do władz z sugestią wyciągnięcia konsekwencji itp.). To ryzyko życia. Tym bardziej pozytywne reakcje są dla mnie ważne. Pozwalają na bardziej realistyczny obraz społecznego odbioru. Dodają sił i pozwalają znieść różne niedogodności i przykre chwile. Cieszą te oficjalne (jak zamieszczone niżej wyróżnienie) jak i te prywatne.

Dziękuję za informacje zwrotne! Dyskusja jest niezwykle ważna. Mimo że czasami trudna i bolesna to uważam, że ma sens. 

PS. Dachówka u góry to dzieło mojej żony. Powstała na jednym z plenerów. Cytat dobrze oddaje moje myśli. Zrobić jak najlepiej się potrafi a następcy/inni niech zrobią lepiej i więcej.

18.01.2021

Trolujący hejter świeci światłem odbitym, jak światełko odblaskowe



W przyrodzie nie ma organizmów bez pasożytów a w internecie nie ma blogera bez hejtera, czasem nazywanego antyfanem. Bo jeśli są fani to są i antyfani. Jedni i drudzy reagują na treści, ale każdy inaczej i z innego powodu zagląda. Trolujący hejter świeci światłem odbitym, jak światełko odblaskowe. Nie ma własnego pomysłu, własnej twórczości, potrafi tylko komentować, a ze swej złośliwości czerpie poczucie (ułomne i niesycące) własnej wartości. Jest jak pnącze - ;potrzebuje drzewa, po którym się pnie do góry.

Tak jak światełko odblaskowe – widoczne jest tylko wtedy, gdy odbija inne światło. Na dodatek odbija w sposób mniej lub bardziej zniekształcony. Samo z siebie jest ciemne i niewidoczne. A że hejter zazwyczaj ma niskie poczucie własnej wartości (stąd złośliwie obsmarowuje innych by poczuć się ciut lepiej) lub zdaje sobie sprawę ze swych niegodnych, brzydkich czynności, to pozostaje anonimowy. Przecież pod podłymi rzeczami nikt publicznie nie podpisze się własnym imieniem i nazwiskiem. 

W przyrodzie organizmy różnie sobie radzą z pasożytami. Iskają się, czyszczą, odrobaczają. Domowe sposoby na odrobaczanie w rzeczywistości wirtualnej, na pozbywanie się hejterów i internetowych trolli, też są. Mniej lub bardziej skuteczne, ale są. Nieustanny wyścig, tak jak w świecie biologicznym.

Czasem pasożytów jest za dużo i organizm nie daje sobie rady. Ginie. A pasożyty? Jeśli nie znajdą innej ofiary to też giną. Jeśli są silnie przystosowane np. do pasożytnictwa wewnętrznego - to giną. Tylko stadia larwalne są fazą dyspersyjną, docierającą do nowych osobników-żywicieli. 

Czy pasożyt jest gorszy (mniej sympatyczny) od drapieżnika czy roślinożercy? Z ekologicznego punktu widzenia (mam na myśli ekologię jako naukę) - nie. Drapieżnik pasożytuje na populacji - zjada (zabija) osobnika ale nie zabija całej populacji. Choć czasem i to się zdarza. To oznacza śmierć dla populacji drapieżników bo tracą pokarm. Chyba, że przerzucą się na populację innego gatunku. Tak jak pasożyty mogą przenieść się na nowe osobniki, gdy poprzednie stracą życie. W biologicznym i ewolucyjnym interesie pasożytów i drapieżców jest eksploatowanie osobnika/populacji ale bez zabijania. 

Rośliny starają się uniknąć lub przynajmniej utrudnić życie roślinożercom. Produkują różne trucizny (broń chemiczna), kolce, ciernie itd. Ofiary unikają swoich drapieżców ucieczką, mimikrą, itd. Podobnie z pasożytami. W tym przypadku organizm broni się behawioralnie lub bronią biologiczną (np. układ odpornościowy). Nieustanne ewolucja.

Czy podobnych mechanizmów można doszukać się w świecie cyfrowym? Obrona przed spamem, fake newsami, klickbajtami, hejterami? Raczej tak. Może to tylko podobieństwa a może wynika z istoty rzeczy i funkcjonowania układów złożonych. Tym próbuje zajmować się ogólna teoria systemów. 

PS. Różnorodność antagonistycznych oddziaływań międzygatunkowych jest duża. Warto wspomnieć choćby o konkurencji konkurencji czy antybiozie. Zjawisko hejterów też się tu zmieści, przynajmniej w części. Bo niektórzy działają by zwalczać konkurencję, by sobie (;lub zleceniodawcy) zapewnić wolna przestrzeń do działania (zabiegania o uwagę czytelników).

PS. 2. A czy ilustracja (fotografia) nawiązuje do treści? Tylko częściowo. Na jednej z butelek namalowana jest oleica, chrząszcz pasożytniczy z hipermetamorfozą. 

17.01.2021

Domki ze złota i jedwabiu czyli o uczeniu się edukacji zdalnej


Niebawem minie rok od rozpoczęcia zdalnej edukacji. O ile na początku mogła być zaskoczeniem a normalnością była improwizacja i partyzantka, to po tylu miesiąca prób, eksperymentowania, wdrażania, powinniśmy już mieć przećwiczone i wprowadzone sensowne rozwiązania. Był czas na szkolenia, opracowanie metodyki, inwestycje sprzętowe i organizacyjne. Zbyt wiele osób, w tym na stanowiskach kierowniczych u szczytów władzy, liczyło na przeczekanie, że jakoś to będzie, że minie pandemia i wrócimy do normalności. Czy nauczanie zdalne jest złe?  Każda aktywność wykonywana źle przynosi złe rezultaty. Czy edukacja on line zdaje/nie zdaje egzaminu? To źle postawione pytanie. Raczej trzeba pytać o to, co i jak zrobić, by konieczna z przyczyn pandemicznych edukacja zdalna spełniała nasze oczekiwania a młodzież była należycie nauczana. 

Kształcenie zdalne i hybrydowe nie zniknie po pandemii. Rozwijało się już od wielu lat, teraz nabrało nieco przyspieszenia. Dotyczy to także uniwersytetu. Gdy pisaliśmy projekt Spotkania z nauką, nie przewidzieliśmy "czarnego łabędzia" w postaci pandemii. Wiele musieliśmy zmieniać a na zmiany uzyskaliśmy zgodę w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego (obecnie Ministerstwo Edukacji i Nauki). Dużą trudnością jest dostosowywanie do nowych, nieoczekiwanych warunków. To niewątpliwie zagrożenie. Ale jest to także szansa na sensowne eksperymentowanie ze zdalnym nauczaniem. O wiele łatwiej z eksperymentami w projekcie niż w edukacji formalnej. Nie jestesmy ograniczeni programami, podręcznikami. Mamy wolność w poszukiwaniu formy i treści. I z tej sprzyjającej okoliczności korzystamy. Efekty mam nadzieję wykorzystane zostaną na różnych szczeblach edukacji. Jako pracownicy akademiccy też korzystamy ucząc się nowych narzędzi i nowego podejścia metodycznego. Przyda się to w codziennej pracy dydaktycznej na uczelni. Ale te doświadczenia przydadzą się dla całego systemu edukacyjnego. Mam taką nadzieję.

Najwyraźniej jeszcze przez wiele tygodni i miesięcy będziemy zmagali się z niedostatkami zdalnej edukacji. Po feriach szkoły wracają doi nauki. Chcemy wspierać nauczycieli i uczniów w ich codziennych zmaganiach z komunikacja on line. W ramach projektu Spotkania z nauką oferujemy nie tylko mini wykłady on line i obecność w czasie zdalnych lekcji. Przygotowujemy filmy, gry, wystawy i konsultacje on line. Szukamy dobrych rozwiązań. Zapraszamy do współpracy. Odległość nie jest już barierą.

Dla przykładu zapis wideo z mini wykładem o chruścikach (Trichoptera) dla uczniów z Ostródy. Na zachętę do kontaktów i wspólnego odkrywania efektywnej edukacji zdalnej (hybrydowej). To sa nasze pierwsze próby. W dyskusji będziemy poszukiwać coraz lepszych form, Zachęcam do dyskusji w komentarzach pod tym postem oraz na stronie projektu.

12.01.2021

Oczobarwnica mniejsza z Jeziora Kortowskiego

Fot. Marek Hasso-Agopsowicz, Jezioro Kortowskie, Olsztyn.
 
Bohaterami niniejszej opowieści są ważki a w szczególności oczobarwnica mniejsza oraz ewolucja dziwnego sposobu zapłodnienia. 

A było to tak. Kolega przesłał mi zdjęcie abym rozpoznał gatunek owada. Piękne, czerwone oczy i charakterystyczna pozycja ważek w parach. "Ważki sfotografowałem 26.07.2020 r. na jeziorze Kortowskim. Były wtedy chmary ważek. Tydzień później nie było ani jednej. "

Identyfikacja zajęła mi trochę czasu bowiem oczobarwice są do siebie podobne, Jakkolwiek oczobarwnica mniejsza (Erythromma viridulum) jest nieco mniejsza od oczobarwnicy większej (Erythromma najas), to rzadko można jest spotkać razem, zwłaszcza na zdjęciu. A więc nie można porównać czy jest mniejsza. Na szczęście na zdjęciu mamy samca i samicę i to ta ostania ułatwiła identyfikację. 

Imagines obserwuje się od czerwca do września. Oczobarwnica mniejsza uznawana jest za gatunek śródziemnomorski. W cieplejszych latach rozprzestrzenia się bardziej na północ, natomiast w latach chłodniejszych jej zasięg się kurczy. W ostatnich latach ważka ta stała się w Polsce pospolita. Chętniej wybiera zbiorniki z grążelami żółtymi, na których składa jaja. Ale do tego celu wykorzystuje także inne rośliny wodne (np. Myriophyllum, Potamogeton), co widać na załączonym zdjęciu

U ważek niezwykły jest sposób zapłodnienia. U samców występuje wtórny aparat kopulacyjny, znajdujący się z przodu ciała (do niego wrócimy za chwilę). Samce chwytają samice albo za głowę, albo za przedplecze. Latają razem, w tak zwanych tandemach. U ważek równoskrzydłych para układa się w charakterystyczne serduszko. 

Samie chwytają samicę swoimi przydatkami analnymi (znajdują się na końca odwłoka) za głowę lub przedplecze. Normalnie ujście narządów płciowych znajduje się na końcu odwłoka. Ale jak ma dojść do zapłodnienia skoro koniec samczego odwłoka znajduje się przy głowie samicy?  Para siada na podłożu (u ważek równoskrzydłych), zwykle tylko on nogami dotyka podłoża, samica zwisa, przytrzymywana przez samca. Następnie samiec mocno wygina odwłok, przytykając pierwotny otwór płciowy do wtórnego aparatu kopulacyjnego i napełnia go swoim nasieniem. Po chwili prostuje odwłok, dając sygnał samicy by przechyliła swój odwłok i przytknęła koniec swojego odwłoka do wtórnego aparatu kopulacyjnego samca (przednia część odwłoka, tuż przy tułowiu, po spodniej stronie ciała - drugi segment odwłoka). Dopiero teraz dochodzi do właściwej kopulacji. 

W  takim tandemie ważki pozostają jeszcze dłuższy czas, także w czasie składania jaj (widać na zdjęciu). U ważek różnoskrzydłych kopulacja przebiega podobnie tyle tylko, że odbywa się to w czasie lotu.

Dlaczego samiec nie puszcza samicy po kopulacji? Biolodzy wyjaśniają to tym, że ojcem zostaje ostatni. Dlatego samiec pilnuje samicy by nie kopulowała  z innymi,

Ale jest jeszcze inne pytanie - jak to się stało, że ewolucyjnie powstał wtórny aparat kopulacyjny w tak nietypowym miejscu ciała? Zaczęło się od terytorializmu i chwytania samic za głowę lub przedplecze? Ale zmiana musiałaby być skokowa. Jak miałby się wykształcić wtórny aparat płciowy? Gdzie etapy pośrednie? 

Być może taki dziwny sposób wykształcił się na wczesnych etapach filogenezy ważek i owadów. Po pierwsze jeszcze w czasach, gdy u paleozoicznych owadów występowały odnóża i przydatki odwłokowe. Po drugie jest pozostałością po zapłodnieniu w wilgotnym środowisku. U niektórych owadów podobny sposób zapłodnienia jeszcze sią obserwuje - samce pozostawiają pakiety spermy, które zbierane są przez samice. Pozostałością po tym może być spermatofor (plemniomieszek) - porównaj u pasikonika. Byłby to jeszcze jeden argument za pierwotnie wodnym pochodzeniem owadów. Ale to już zupełnie inna historia. Kiedyś Wam o niej opowiem.

A czy oczobarwnica mniejsza była już notowana w Jeziorze Kortowskim? Nie wiem, muszę sprawdzić.

4.01.2021

Ćwierć miliona odsłon bloga Profesorskie Gadanie

 

Po trzech latach funkcjonowania niniejszy blog przekroczył ćwierć miliona odsłon. Jak na popularyzację nauki i edukacji to chyba całkiem dobry wynik. Ważna i wzmacniająca motywację informacja zwrotna. W tym czasie blog (albo precyzyjniej - ja przez aktywność na blogu i w Internecie) uzyskał kilka zewnętrznych wyróżnień, m.in za jeden z najlepszych blogów popularnonaukowych, polski (o ile pamiętam to trzykrotnie*). 

A dla kolorowej ilustracji zdjęcie z wykładu w kościele na warmińskiej wsi. Wykład dla uczniów z wiejskiej szkoły, w ramach pikniku naukowego. Dlaczego w kościele? Bo to największa sala, do jakiej miała dostęp szkoła (we współpracy z proboszczem). Przykład dobrej, lokalnej współpracy w szeroko rozumianej edukacji i upowszechnianiu wiedzy.

Kościół i Internet wydają się miejscami nietypowymi do upowszechniania nauki. Lubię nietypowe sytuacje i wychodzenie poza dotychczasowe stereotypy. Choć ostatnio komunikacja internetowa i edukacja w sieci stały się chlebem powszednim. Wykłady w kościołach też wielokrotnie wygłaszałem. Najczęściej w towarzystwie muzyki klasycznej. 

Co przyniesie Nowy Rok, 2021? Jeśli pojawi się jakiś "czarny łabędź" to nie da się przewidzieć.

Kto zgadnie w jakim to kościele i w jakiej miejscowości? Odpowiedzi wpisujcie w komentarzach.


* Pamięć zawodzi, gdy sprawdziłem to okazało się że były trzy takie wyróżnienia (czytaj więcej)

PS. uzupełniam o statystyki z Google, przesłana niedawno, z danymi za miesiąc grudzień 2020.



1.01.2021

Wytańczyć i wymalować nową szkołę (noworoczne rozważania o edukacji)


Bardzo ważnych w życiu rzeczy nie nauczyłem się w szkole (ani na uczelni). Na przykład tańczyć i malować. Tańczyć zacząłem się uczyć, gdy trzeba było iść na studniówkę (a przeżywałem duży stres bo nie umiałem i wstydziłem się na tańczących imprezach). Uczyła mnie koleżanka. A potem była praktyka codzienna, na rodzinnych weselach, na przygodnych zabawach wiejskich, na studenckich dyskotekach itd. Taniec bardzo przydał się i przydaje w codziennym życiu towarzyskim. Umiejętność ważna i przydatna nie tylko w młodości ale przez całe życie. Nawet w czasie wyjazdowych konferencji naukowych.

Z kolei malowanie to moje hobby, dostarczające satysfakcji, radości, rozwijające mnie a jako arteterapia przeciwdziałająca wypaleniu zawodowego. Dla biologa umiejętność rysowania to także czynność zawodowa, bardzo przydatna. I w zasadzie rysowania i malowania też nauczyłem się poza szkołą. W większości jako samouk oraz trochę w domu kultury. Bo gdy szkicowałem w ZOO to akurat przechodziła obok pani instruktorka i zaprosiła na zajęcia do domu kultury. W szkole podstawowej były lekcje plastyki i muzyki (plastykę bardzo lubiłem muzyki się bałem bo ewidentnie nie mam słuchu muzycznego). Zupełnie nie pamiętam czy takie przedmioty były w liceum. Kompletnie nie mogę sobie przypomnieć. A przecież w tym czasie rysowałem i próbowałem malarstwa olejnego-sztalugowego, rysowałem komiksy, tworzyliśmy szkolną gazetkę ścienną. Wtedy bardzo przydałyby mi się fachowe rady i zorganizowana nauka. Rysowanie ołówkiem i kredkami zaczęło się bardzo wcześnie, w czasach przedszkolnych i wczesnoszkolnych. Mama była krawcową i w domu była kalka techniczna a my z bratem, kalkowaliśmy czarno-białe postacie z książek (np. rycerzy) i kredkami kolorowaliśmy. W ten sposób tworzyliśmy sobie zabawki do zabaw. Wiele godzin ćwiczeń i wiele godzin zabawy. Bo samo rysowanie i kolorowanie było już zabawą.

Nut nauczyłem się w szkole podstawowej na lekcjach muzyki. Potem się przydało, gdy w czasach licealnych grywaliśmy w grupie koleżeńskiej. Układaliśmy piosenki (ja słowa, muzykę koledzy). Wspólne śpiewanie z gitarą było bardzo integrującym elementem życia towarzyskiego, zwłaszcza na różnorodnych rajdach turystycznych. Teraz jest coraz mniej okazji do wspólnego śpiewania... W zasadzie tylko w kościele.

Tych trzech ważnych w życiu umiejętności (zapewne nawet kompetencji) uczyłem się w zdecydowanej większości poza szkołą, na przysłowiowym podwórku, czyli w relacjach z rówieśnikami. Dlaczego nie miałyby być rozwijane w szkole? Bo do programów wtłoczyliśmy bardzo dużo innych treści, wiele wiadomości, faktów... z których duża część nie przydaje się w późniejszym życiu. Są tylko elementem ćwiczenia pamięci? Rozwijania innych kompetencji umysłowych? Ćwiczeniem posłuszeństwa, staranności, terminowości, wytrwałości? A także niestety ściągania i oszukiwania...

Świat się tak bardzo zmienił, że koniecznie trzeba zmienić szkołę i cały system edukacji. Szkoła nie musi być od wszystkiego. Ale w całości albo w dużej części skarlało podwórko, zubażając cały ekosystem edukacyjny. Świat zmienił się ogromnie, w czasie pandemii przypomnieliśmy sobie o relacjach, jako niezwykle ważnych w edukacji, także na uniwersytetach. Skupiliśmy się na programach, treściach, sylabusach. Ważne życie toczyło się również gdzieś obok. Niezwykle dużo, zwłaszcza w odniesieniu do kompetencji, w czasie studiów nauczyłem się poza programowymi zajęciami: w studenckim kole naukowym, studenckim klubie turystycznym (Bajo Bongo), w studenckim Radiu Emitor, w studenckim Klubie Docent. To były umiejętności zawodowe (jak się później okazało) jak i kompetencje społeczne również bardzo ważne w pracy. Uczelniane środowisko stwarzało takie możliwości rozwoju choć nigdzie nie było to ujęte w programie, w siatce godzin, w ocenianych umiejętnościach i kompetencjach. Było niejako poza głównym nurtem zainteresowań i aktywności uczelnianej dydaktyki. Patrząc na siebie mogę stwierdzić, że bez tych poza programem przewidzianych zajęć byłbym kiepskim absolwentem uczelni. Jakimś takim niepełnym. W kole naukowym zaraziłem się pasją do nauki i badań ekologicznych. I bez tego nie byłbym dzisiaj pracownikiem uniwersytetu. 

Dlaczego w edukacji zapominać o tych ważnych umiejętnościach i kompetencjach? Bo w systemie z ocenami łatwiej sprawdzić i ocenić wiadomości aniżeli umiejętności a zwłaszcza kompetencje? To może ograniczyć system oceniania? Pozbyć się sporej części ocen, które jak źle zaprojektowany gorset krępują ruchy i aktywność?

Czas zmienić szkołę i edukację (rozumiane jako cały ekosystem edukacyjny) by dzieci i młodzież miały okazję i dobre warunki do nauki tańca, śpiewu i ekspresji artystycznych. A że uczymy się ustawicznie przez całe życie - to także dorośli, w tym seniorzy. Szkoła może być rozproszona i heterogenna, z wieloma miejscami do uczenia się i rozwoju. Dlatego mówię o ekosystemie edukacyjnym. Tyle tylko, że te wszystkie podmioty, ogniwa  powinny być ze sobą spójnie powiązane  a działania skoordynowane: szkoły, domy kultury, przestrzenie nauczania zdalnego, centra nauki, kawiarnie naukowe, uliczne pikniki i aktywność... streetworkerów. Bo przecież dalej można uczyć się na podwórku. Trzeba tylko po pierwsze wszystko dobrze przemyśleć i przedyskutować, po drugie dobrze zorganizować przestrzeń fizyczną jak i tę on-line. I w końcu potrzebne kadry. Edukacja to nie tylko tradycyjnie rozumiana szkoła ale i .... ulica, a więc wyspecjalizowani animatorzy i streetworkerzy. 

Wiele z tych puzzli już jest, rozwija się od dawna, różne fundacje, stowarzyszenia, instytucje organizują kawiarnie naukowe, warsztatownie, centra nauki, jednorazowe festyny i pilniki kulturalno-edukacyjne, różnego rodzaju krótkie kursy, warsztaty i szkolenia. Zmiany zachodzą już od dawna. Pora to dostrzec, zaakceptować i wykorzystać. 

Może izolacja wynikająca z pandemii i masowe zdalne nauczanie będzie dla nas wystarczająco mocnym kryzysem, który doprowadzi do przełomu? Kryzys przyspiesza przejście z jednego stanu równowagi do nowego. Takie powolne czy gwałtowne przejście wiąże się z uciążliwością, dyskomfortem, niewygodą. Równie uciążliwe a wręcz szkodliwe jest rozpaczliwe utrzymywanie nieadekwatnego do rzeczywistości status quo. A skoro zmiana jest konieczna zajmijmy się tym jak najszybciej. To nie minie i nie rozejdzie się po kościach.