Nowa odsłona bloga Profesorskie Gadanie. Pisanie i czytanie pomaga w myśleniu. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie opowiadam. Dr hab. Stanisław Czachorowski, prof UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
24.01.2021
Współczesny akademicki erudyta musi być oklikany. Nauczyciel w szkole także.
22.01.2021
Na ogół cisza, ale czasem coś. Krótka refleksja na temat informacji zwrotnych.
to jest sytuacja nauki polskiej brak możliwości dyskusji na wydziałach, ja dziękuje Panu, że Pan jest bo jest Pan Profesorze Światełkiem w tunelu dla młodzieży i starszych;) gratuluje optymizmu i chęci zmiany i doskonalenia się w środowisku w którym jesteśmy
".18.01.2021
Trolujący hejter świeci światłem odbitym, jak światełko odblaskowe
17.01.2021
Domki ze złota i jedwabiu czyli o uczeniu się edukacji zdalnej
Niebawem minie rok od rozpoczęcia zdalnej edukacji. O ile na początku mogła być zaskoczeniem a normalnością była improwizacja i partyzantka, to po tylu miesiąca prób, eksperymentowania, wdrażania, powinniśmy już mieć przećwiczone i wprowadzone sensowne rozwiązania. Był czas na szkolenia, opracowanie metodyki, inwestycje sprzętowe i organizacyjne. Zbyt wiele osób, w tym na stanowiskach kierowniczych u szczytów władzy, liczyło na przeczekanie, że jakoś to będzie, że minie pandemia i wrócimy do normalności. Czy nauczanie zdalne jest złe? Każda aktywność wykonywana źle przynosi złe rezultaty. Czy edukacja on line zdaje/nie zdaje egzaminu? To źle postawione pytanie. Raczej trzeba pytać o to, co i jak zrobić, by konieczna z przyczyn pandemicznych edukacja zdalna spełniała nasze oczekiwania a młodzież była należycie nauczana.
12.01.2021
Oczobarwnica mniejsza z Jeziora Kortowskiego
![]() |
| Fot. Marek Hasso-Agopsowicz, Jezioro Kortowskie, Olsztyn. |
U ważek niezwykły jest sposób zapłodnienia. U samców występuje wtórny aparat kopulacyjny, znajdujący się z przodu ciała (do niego wrócimy za chwilę). Samce chwytają samice albo za głowę, albo za przedplecze. Latają razem, w tak zwanych tandemach. U ważek równoskrzydłych para układa się w charakterystyczne serduszko.
4.01.2021
Ćwierć miliona odsłon bloga Profesorskie Gadanie
![]() |
| Kto zgadnie w jakim to kościele i w jakiej miejscowości? Odpowiedzi wpisujcie w komentarzach. |
1.01.2021
Wytańczyć i wymalować nową szkołę (noworoczne rozważania o edukacji)
Bardzo ważnych w życiu rzeczy nie nauczyłem się w szkole (ani na uczelni). Na przykład tańczyć i malować. Tańczyć zacząłem się uczyć, gdy trzeba było iść na studniówkę (a przeżywałem duży stres bo nie umiałem i wstydziłem się na tańczących imprezach). Uczyła mnie koleżanka. A potem była praktyka codzienna, na rodzinnych weselach, na przygodnych zabawach wiejskich, na studenckich dyskotekach itd. Taniec bardzo przydał się i przydaje w codziennym życiu towarzyskim. Umiejętność ważna i przydatna nie tylko w młodości ale przez całe życie. Nawet w czasie wyjazdowych konferencji naukowych.
Z kolei malowanie to moje hobby, dostarczające satysfakcji, radości, rozwijające mnie a jako arteterapia przeciwdziałająca wypaleniu zawodowego. Dla biologa umiejętność rysowania to także czynność zawodowa, bardzo przydatna. I w zasadzie rysowania i malowania też nauczyłem się poza szkołą. W większości jako samouk oraz trochę w domu kultury. Bo gdy szkicowałem w ZOO to akurat przechodziła obok pani instruktorka i zaprosiła na zajęcia do domu kultury. W szkole podstawowej były lekcje plastyki i muzyki (plastykę bardzo lubiłem muzyki się bałem bo ewidentnie nie mam słuchu muzycznego). Zupełnie nie pamiętam czy takie przedmioty były w liceum. Kompletnie nie mogę sobie przypomnieć. A przecież w tym czasie rysowałem i próbowałem malarstwa olejnego-sztalugowego, rysowałem komiksy, tworzyliśmy szkolną gazetkę ścienną. Wtedy bardzo przydałyby mi się fachowe rady i zorganizowana nauka. Rysowanie ołówkiem i kredkami zaczęło się bardzo wcześnie, w czasach przedszkolnych i wczesnoszkolnych. Mama była krawcową i w domu była kalka techniczna a my z bratem, kalkowaliśmy czarno-białe postacie z książek (np. rycerzy) i kredkami kolorowaliśmy. W ten sposób tworzyliśmy sobie zabawki do zabaw. Wiele godzin ćwiczeń i wiele godzin zabawy. Bo samo rysowanie i kolorowanie było już zabawą.
Nut nauczyłem się w szkole podstawowej na lekcjach muzyki. Potem się przydało, gdy w czasach licealnych grywaliśmy w grupie koleżeńskiej. Układaliśmy piosenki (ja słowa, muzykę koledzy). Wspólne śpiewanie z gitarą było bardzo integrującym elementem życia towarzyskiego, zwłaszcza na różnorodnych rajdach turystycznych. Teraz jest coraz mniej okazji do wspólnego śpiewania... W zasadzie tylko w kościele.
Tych trzech ważnych w życiu umiejętności (zapewne nawet kompetencji) uczyłem się w zdecydowanej większości poza szkołą, na przysłowiowym podwórku, czyli w relacjach z rówieśnikami. Dlaczego nie miałyby być rozwijane w szkole? Bo do programów wtłoczyliśmy bardzo dużo innych treści, wiele wiadomości, faktów... z których duża część nie przydaje się w późniejszym życiu. Są tylko elementem ćwiczenia pamięci? Rozwijania innych kompetencji umysłowych? Ćwiczeniem posłuszeństwa, staranności, terminowości, wytrwałości? A także niestety ściągania i oszukiwania...
Świat się tak bardzo zmienił, że koniecznie trzeba zmienić szkołę i cały system edukacji. Szkoła nie musi być od wszystkiego. Ale w całości albo w dużej części skarlało podwórko, zubażając cały ekosystem edukacyjny. Świat zmienił się ogromnie, w czasie pandemii przypomnieliśmy sobie o relacjach, jako niezwykle ważnych w edukacji, także na uniwersytetach. Skupiliśmy się na programach, treściach, sylabusach. Ważne życie toczyło się również gdzieś obok. Niezwykle dużo, zwłaszcza w odniesieniu do kompetencji, w czasie studiów nauczyłem się poza programowymi zajęciami: w studenckim kole naukowym, studenckim klubie turystycznym (Bajo Bongo), w studenckim Radiu Emitor, w studenckim Klubie Docent. To były umiejętności zawodowe (jak się później okazało) jak i kompetencje społeczne również bardzo ważne w pracy. Uczelniane środowisko stwarzało takie możliwości rozwoju choć nigdzie nie było to ujęte w programie, w siatce godzin, w ocenianych umiejętnościach i kompetencjach. Było niejako poza głównym nurtem zainteresowań i aktywności uczelnianej dydaktyki. Patrząc na siebie mogę stwierdzić, że bez tych poza programem przewidzianych zajęć byłbym kiepskim absolwentem uczelni. Jakimś takim niepełnym. W kole naukowym zaraziłem się pasją do nauki i badań ekologicznych. I bez tego nie byłbym dzisiaj pracownikiem uniwersytetu.
Dlaczego w edukacji zapominać o tych ważnych umiejętnościach i kompetencjach? Bo w systemie z ocenami łatwiej sprawdzić i ocenić wiadomości aniżeli umiejętności a zwłaszcza kompetencje? To może ograniczyć system oceniania? Pozbyć się sporej części ocen, które jak źle zaprojektowany gorset krępują ruchy i aktywność?
Czas zmienić szkołę i edukację (rozumiane jako cały ekosystem edukacyjny) by dzieci i młodzież miały okazję i dobre warunki do nauki tańca, śpiewu i ekspresji artystycznych. A że uczymy się ustawicznie przez całe życie - to także dorośli, w tym seniorzy. Szkoła może być rozproszona i heterogenna, z wieloma miejscami do uczenia się i rozwoju. Dlatego mówię o ekosystemie edukacyjnym. Tyle tylko, że te wszystkie podmioty, ogniwa powinny być ze sobą spójnie powiązane a działania skoordynowane: szkoły, domy kultury, przestrzenie nauczania zdalnego, centra nauki, kawiarnie naukowe, uliczne pikniki i aktywność... streetworkerów. Bo przecież dalej można uczyć się na podwórku. Trzeba tylko po pierwsze wszystko dobrze przemyśleć i przedyskutować, po drugie dobrze zorganizować przestrzeń fizyczną jak i tę on-line. I w końcu potrzebne kadry. Edukacja to nie tylko tradycyjnie rozumiana szkoła ale i .... ulica, a więc wyspecjalizowani animatorzy i streetworkerzy.
Wiele z tych puzzli już jest, rozwija się od dawna, różne fundacje, stowarzyszenia, instytucje organizują kawiarnie naukowe, warsztatownie, centra nauki, jednorazowe festyny i pilniki kulturalno-edukacyjne, różnego rodzaju krótkie kursy, warsztaty i szkolenia. Zmiany zachodzą już od dawna. Pora to dostrzec, zaakceptować i wykorzystać.
Może izolacja wynikająca z pandemii i masowe zdalne nauczanie będzie dla nas wystarczająco mocnym kryzysem, który doprowadzi do przełomu? Kryzys przyspiesza przejście z jednego stanu równowagi do nowego. Takie powolne czy gwałtowne przejście wiąże się z uciążliwością, dyskomfortem, niewygodą. Równie uciążliwe a wręcz szkodliwe jest rozpaczliwe utrzymywanie nieadekwatnego do rzeczywistości status quo. A skoro zmiana jest konieczna zajmijmy się tym jak najszybciej. To nie minie i nie rozejdzie się po kościach.










