20.08.2021

Do jakiej szkoły pójdziemy we wrześniu?

Muzeum Czasów Szkolnych Stefana Żeromskiego, Kielce, drewniane tornistry, tabliczka woskowa do pisania, kałamarz z obsadką, ławki z regulowaną wysokością.
 

Korzystam z każdej okazji by oglądać muzealne eksponaty związane ze szkołą. Z mojego dzieciństwa pamiętam jeszcze zielone ławki z pochylonym blatem (wygodniej się pisze), z kałamarzem, atramentem, obsadką ze stalówką, dużymi i małymi liczydłami. Chodziłem nawet do wiejskiej szkółki bez bieżącej wody i z wychodkiem zamiast toalety. Tego świata już nie ma. W ekspozycjach muzealnych przyglądam się także jeszcze starszym rozwiązaniom, które znam tylko z opowiadań i lektur szkolnych. Zupełnie inny świat. I refleksja nad rozwojem komunikacji międzyludzkiej oraz systemem edukacji.

W czasie wakacyjnych wojaży odwiedziłem także Muzeum czasów szkolnych Stefana Żeromskiego. Niewielka ekspozycja, umieszczona w dwóch salach (i korytarzu z wystawami czasowymi). Odbywają się tu także lekcje, w nawiązaniu do lektury szkolnej. Jeszcze jedno miejsce edukacyjne pozaszkolne. Takich jest coraz więcej. To znak czasów. Łatwiej zrozumieć lekturę, opisującą życie sprzed ponad wieku, gdy zobaczy się przedmioty, związane z tym okresem. Łatwiej przyswajać wiedzę gdy choć częściowo się przeżywa i wczuwa w tamte realia. Przy okazji widać jak bardzo wiele się zmieniło. 

Należę do pokolenia granicznego, które jeszcze w części poznało dawny system edukacji. Dyscypliny nie było w klasie ale kary cielesne były powszechnie akceptowane, wymierzane ciągnięciem za ucho, za baczki, uderzaniem razów linijką lub piórnikiem w otwartą dłoń. Nie wywoływały oburzenia czy sprzeciwu - tak po prostu było, zastany świat. Choć niezbyt przyjemny. Dobrze, że w tym aspekcie odszedł.

W końcowych dniach sierpnia wspominam dawne elementy wyposażenia, niektóre jeszcze pamiętam z wczesnych lat szkolnych. Ale zastanawiam się także jaka będzie nasza, polska szkoła od września. Dalszy regres? Kilkanaście tysięcy wakatów nauczycielskich. Nie ma komu uczyć. Czy będzie dalszy regres po likwidacji gimnazjów? Regresy w edukacji znamy z historii, a teraz z Afganistanu. Mroczne lata dla polskiej edukacji, z rosnąca ideologizacją PiS i ministra Czarnka, nowymi lekturami i zmianami w programie. Na ile one odpowiadają na wyzwania cywilizacyjne i technologiczne a na ile są odzwierciedleniem archaicznej ideologizacji, leczeniem kompleksów i strachów. Cofanie się do przeszłości coraz wyraźniejsze jest w polskiej szkole. Czy ten zły proces ulegnie szybkiemu odwróceniu? Oby jak najszybciej.

Z niepokojem czekam na kolejny wrzesień i nieodgadnioną dla mnie walkę z rzekomą ideologią ekologizmu czy gruntowanie cech niewieścich. 

Muzeum Czasów Szkolnych Stefana Żeromskiego, Kielce. Tablica, kreda, liczydła. I oczywiście dziennik na biurku nauczyciela (rzemienna dyscyplina akurat nie jest widoczna).

19.08.2021

Szlaki, drogi i przydroża

Ulica biegnąca od stacji kolejowej Nasielsk. Przy drodze niewykoszona roślinność, z niebiesko kwitnącą cykorią podróżnik, kocanką piaskową i wieloma innymi gatunkami. Te rośliny to najpiękniejsza część tutejszego krajobrazu.
 

Szlaki wyznaczane są przez kamienie milowe, turystyczne znaki, drogowskazy, tabliczki z nazwami miejscowości oraz… trupy. A także przez stojące przy drogach przeklęte panny.

Droga, szlak czy gościniec wiąże się z wędrowaniem, przemieszczaniem, czasem odkrywaniem nowego. Drogi mają dwa wymiary, pierwszy i oczywisty to kierunek podróży, tak jak biegnie droga. Można by napisać - podłużny. Drugi to poprzeczny, bardziej widoczny w tym, co leży przy drodze. Na przykład martwe zwierzęta, duże i małe, potrącone przez szybko przejeżdżające samochody. Padlina przyciąga padlinożerców… którzy powiększają tylko liczbę przydrożnych trupów. Drogi to także bariery trudne do przebycia, jeśli wędrujemy w poprzek, w innym niż wyznaczony kierunek.

Dla nas szlak coś łączy, dla wielu innych istot jest śmiercionośną barierą. Dla nas droga łączy dwa odległe punkty – początek i koniec (lub tylko etap) naszej wędrówki. Dla zwierząt droga jest barierą, która uniemożliwia wędrówki i przemieszczanie się, utrudnia dyspersję. Szybko jadące samochody są zabójcze dla ślimaków, żab, padalców, jeży a nawet dużych ssaków. Nie mówiąc o mnóstwie małych ptaków czy owadów. Te ostatnie na dodatek zwabiane są w nocy światłami reflektorów. Zostają tylko ślady na szybie lub karoserii…. i liczne owadzie zwłoki usiane wzdłuż dróg. Im szersza droga, tym większa bariera. Przejść trudno, można jedynie przefrunąć. Na dodatek drogi szybkiego ruchu ogrodzone są siatkami by duże zwierzęta nie wybiegały na jezdnie. Nie chcemy zagrożeń dla siebie. Zwierzęta są zamknięte niczym w ogrodzonej klatce. A może w obozie jenieckim? Gdzieniegdzie tylko zbudowaliśmy dla nich bezkolizyjne przejścia dla zwierząt.

Nas drogi łączą, ale wiele zwierząt - dzielą, izolują w małych obszarach niczym ogrodzonych rezerwatach czy na wyspach. Tak więc droga ma dwa wymiary, podłużny, który łączy, i poprzeczny, który dzieli. Zależy jak spojrzeć. Początek i otwarcie, koniec i zamknięcie.

A co robi przeklęta panna przy drodze? Rośnie. To dawna, lokalna, mazurska nazwa niebiesko kwitnącej rośliny, cykorii podróżnik. Panna, stojąca przy drodze? Musi być przeklęta, wygnana, stoi przy drodze niczym współczesna „grzybiarka”, tirówka. Nazwy lokalne roślin i zwierząt niosą ze sobą dużo niezwykłej i częściowo zapomnianej historii. Czy potrafimy je odczytać w czasie pielgrzymek czy turystycznych wędrówek, drogami, szlakami i bezdrożami?

Żeby lepiej zobaczyć to, co przy drodze, trzeba iść pieszo. Jadąc samochodem niewiele zobaczymy – tylko migające krajobrazy, żadnych szczegółów. Dlatego idź pieszo. Nie po wszystkich oczywiście drogach się da. Czasem brakuje nawet pobocza nie mówiąc o chodniku. Więc wybierze te mniej uczęszczane.

Spójrz pod nogi, przyjrzyj się uważnie, idąc polną drogą lub szutrową. Tu ruch pojazdów jest niewielki. Ale jest. Zobaczysz resztki gruzu, wypełniającego dołki i koleiny (by lepiej się jechało). Zobaczysz przeszłość, resztki cegieł, dachówek, eternitu. Czyli resztki dawnych i wyburzonych zabudowań. Już niepotrzebne, stare, zapomniane. A między niby fragmenty ceramiki, kawałki talerzy, kubków, filiżanek. Kiedyś w centrum uwagi, przy stole. Jedne pamiętają jeszcze czasy przedwojenne, inne są zupełnie nowe. Także kawałki plastiku i sprzętów gospodarstwa domowego. Wyrzucone i… przeklęte?

A potem spójrz na pobocze i zobacz co tam rośnie. Jeśli nie wykosili to zobaczysz wiele roślin, tak zwanych chwastów. Przy drodze znalazły schronienie bo na polach herbicydy, orka i tępienie na wszelkie sposoby. Kwitnące ziołami mini łąki mają szansę przetrwać przy drodze. Niczym przeklęta panna, wygnana ze wsi za jakieś przewinienia. A może to nie jej wina? Może jest tylko ofiarą gwałtu lub molestowania? Łatwiej jednak wygnać „przeklętą pannę” niż winowajcę. Gorzka cykoria podróżnik do której czasem przylatuje motyl szlaczkoń. O ile nie zginie pod kołami lub na masce przejeżdżających samochodów.

Felieton dla VariArtu (wersja wstępna)

18.08.2021

Mowa ulicy czyli zostawić po sobie ślad (ale jaki?)

 

Moja żona uwielbia wpisywać się do różnych ksiąg pamiątkowych, które spotkać można w restauracjach, galeriach, wystawach i innych przybytkach kultury. Ostatnio wspomniała, że może gdyby więcej było takich ksiąg do okolicznościowego wpisywania się, to nie byłoby tylu wandalizmów i niszczenia elewacji różnymi napisami i bazgrołami. Być może ma rację. Potrzeba sprawstwa jest w nas ogromna: wypowiedzieć się, zostawić ślad po sobie, podzielić się refleksjami lub wykrzyczeć agresję. 

Tak, ludzie chcą zostawić po sobie jakiś ślad... Na przykład zostawiamy śmieci, w miejscu gdzie byliśmy, gdzieś w górach, w lesie, w parku, nad jeziorem. "Tu byłem", oznaczam ten teren przez moment zaanektowany. Lub w formie dewastacji, coś kopnąć, rozwalić, zniszczyć - i już zaspokojone jest poczucie sprawstwa oraz zostaje ślad "tu byłem". A że jesteśmy społeczeństwem piśmiennym to zostawiamy także napisy, mniej lub bardziej składne. Tak więc, gdyby przygotować dla ludzkiej ekspresji jakieś księgi pamiątkowe lub dedykowane ściany, to może tam by wypisywali to, co im w duszy gra?

W czasie podróży i spacerów zwracam uwagę na różnorodne graffiti. Część z nich to ślad "tu byłem". Czasem wprost z podaniem imienia i daty odwiedzin. Jakaś chęć utrwalenia chwili i pozostania "nieśmiertelnym". Może i jaskiniowcy z tego powody tworzyli swoje malowidła? A że byli niepiśmienni to malowali.

Drugi typ zostawianych "napisów" to znakowanie swojego terenu. Tak jak pieski obsikują drzewa i kamienie, zostawiając swój ślad zapachowy. A ludzie zostawiają napisy lub malunki mniej lub bardziej składne. Znaki indywidualne (np. Bolec w stylizowanej kaligrafii, jakie widuję nad Łynostradą w Olsztynie) - fantazyjne znaki, stylizowane napisy, pseudonimy lub grupowe, plemienne. Najbardziej znane są napisy kibolskie lub grup chuligańskich. Oznaczają swój teren, plemiennie. Są zazwyczaj brzydkie i agresywne. Czasem w postaci męskiego członka.

Jeszcze inne to typowe graffiti i murale, w zamyśle autorów przedstawiające treści artystyczne, społeczne lub poetyckie czy polityczne. Czasem zwykłe napisy pełne emocji, czasem piękne malowane obrazy czy wlepki ceramiczne. Część z nich to szpecące wandalizmy, część to wartościowe prace upiększające krajobraz i przekaźniki niebanalnych treści. Te są nawet zamawiane i opłacane. 

Potrzeba sprawstwa w ludziach jest ogromna. I chęć zostawienia śladu czy wypowiedzi publicznej. Ja tu rządzę, to mój teren, ja tu mieszkam itd. Lub wzniosłe przemyślenia społeczne, literackie, poetyckie, artystyczne a nawet edukacyjne. 

A gdyby tak w wielu miejscach udostępnić takie książki do wpisów okolicznościowych (w sumie to w internecie jest miejsc takich wiele, w tym komentarze...)? Lub dedykowane ściany dla różnej maści grafficiarzy? Ale wpisy do księgi wymagają bardziej składnego sformułowania myśli. To poprzeczka wymagająca wysiłku.  I wpisy w tych księgach nie są tak widoczne publicznie. A przecież autorom wpisów czy malunków chodzi o widoczne wykrzyczenie jakichś treści...

Górne zdjęcie przedstawia fragment bramy wiodącej do muzeum Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku, stojącej w alei, na uboczu. Napis pełen emocji. Można byłoby sądzić, że to fantazja i pragnienie seksualne ("Pierdole was chuje" - na podkreślenie zasługuje poprawność ortograficzna ostatniego słowa - to dowód na postępy w edukacji, w porównaniu do czasów sprzed 40-50 lat), ale nie da się tego zrobić z męskim członkiem. Wyznanie homoseksualisty? Raczej wpis z groźbą, typowy dla kultury męskiej. Seksualność jako dominacja, podporządkowanie sobie kobiety... a w tym przypadku innych męskich współmieszkańców. Tak piszą tylko faceci, zwłaszcza młodzi i pełni testosteronu. Agresja i chęć podporządkowania. Nieopodal, na drzewie rysunek męskiego członka, odwieczny symbol dominacji i oznaczania terenu. Komponuje się treściowo z napisem. Może to polemika?

Na drzwiach wspomnianej bramy są i inne znaki - wyłamany kawałek deski z drzwi (niszczenie jako przejaw zostawiania śladu po sobie), jakieś serduszko czyli wyznawanie miłości i inne słowa. Dzieło wieloautorskie składające się w nieoczekiwaną całość.


Napis na elewacji piekarni, Olsztyn. Emocje polityczne i społeczne, wyraz niezadowolenia. A co będzie jeśli ta tłumiona agresja przeniesie się z działalności pisarsko-elewacyjnej do działań bezpośrednich? Znamienne, że tego typu napisów ostatnio więcej, nawet od tych kibolskich. Co można w ten sposób wyczytać z ulicznych napisów?

Napisy i grafiki na elewacjach są widoczne dla wszystkich, Ciekawe byłoby przeczytać wszystkie wpisy w różnych księgach pamiątkowych czy okolicznościowych. Może ktoś spisał, zarchiwizował i są gdzieś w sieci dostępne? Znacie takie?

15.08.2021

Plebiscyt Klimatyczni Warmii i Mazur 2021 rozstrzygnięty (Olsztyn Green Festival)

Plebiscyt "Klimatyczni Warmii i Mazur 2021" (czytaj więcej) Gazety Wyborczej został rozstrzygnięty! Wyniki ogłoszone zostały po godzinie 21.00 w niedzielę 15 sierpnia 2021 roku w czasie Olsztyn Green Festival. Patronat honorowy nad plebiscytem "Klimatyczni Warmii i Mazur" sprawuje: Gustaw Marek Brzezin, marszałek województwa warmińsko-mazurskiego. Partnerem nagrody jest Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego.

Przede wszystkim chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy dostrzegli moje skromne działania na rzecz klimatu i środowiska oraz oddali na mnie swój głos. Bardzo miło być laureatem takiego konkursu i na dodatek startować w bardzo dobrym towarzystwie.

Przyznane wyróżnienie tym bardziej mnie cieszy, że jako głosiciel złych wieści, dotyczących zmian klimatycznych, czasem spotykam się z niezrozumieniem, a nawet niechęcią. W dawnych wiekach posłańca złych wieści wtrącano do lochu lub pozbawiano życia, w złudnej nadziei że wyrzucenie termometru uleczy chorobę. Tym razem zamiast ścięcia głowy otrzymałem nagrodę. 

Dodam, że prognozy naukowe nie są przepowiedniami czy "kasandrzeniem" lecz prognozą: jeśli będziemy postępowali tak i tak to możemy spodziewać się takich i takich rezultatów. Przyszłość zależy od nas i naszych dzisiejszych działań. Możemy uniknąć katastrofy klimatycznej ale potrzeba szybkich i zdecydowanych działań każdego z nas i wszystkich nas razem.

Z Panem Marszałkiem Gustawem Markiem Brzezinem (wtedy pełnił inną funkcję samorządową), kilka lat temu spotkaliśmy się nad jeziorem w Ostródzie, podczas akcji sprzątania świata, które zorganizowałem wraz ze studentami. To było piękne wspólne działanie na rzecz środowiska (a finalnie nas samych). W obecnym czasie tego rodzaju przedsięwzięcia nadal są potrzebne, ale już są niewystarczające. Nie wystarczy sprzątać ale trzeba zapobiegać powstawianiu odpadów. Potrzebujemy rozwiązań systemowych i proceduralnych. Korzystając więc z okazji apeluję o przeciwdziałanie wykluczeniu komunikacyjnemu wielu miejscowości naszego regionu (i całej Polski także). Wieloletni regres i likwidacja połączeń autobusowych i kolejowych spowodowała, że do około 1/3 miejscowości nie dochodzi żaden publiczny środek lokomocji. To wykluczenie komunikacyjne zmusza mieszkańców do zakupu często przestarzałych samochodów, zwiększających zanieczyszczenie powietrza i zwiększoną emisję CO2. Kupują najtańsze "stare graty" by móc dojechać do pracy, do szkoły, do lekarza czy na wydarzenia kulturalne. Rozwiązania systemowe przekładają się nie tylko na komfort życia ale i stan środowiska oraz zwiększoną emisję gazów cieplarnianych. To tylko jeden przykład. O wielu innych systematycznie piszę na niniejszym blogu (oraz na Facebooku).

Wszyscy oczekujemy dobrej jakości życia dla nas i naszych dzieci. W obecnych okolicznościach jej warunkami jest ocieplający się klimat i pogarszający się dostęp do wody. Zadbajmy więc o nie, dopóki nie jest zbyt późno. Każdy coś może zrobić a razem możemy znacznie więcej. 

Potrzeba wiedzy by rozumieć zachodzące procesy ale jeszcze bardziej potrzeba woli do działania i indywidualnych, drobnych wyrzeczeń. 

Chciałbym, aby dzisiejsze wyróżnienie nie było tyko nagrodą za działania w szlachetnej sprawie, ale aby było mocnym głosem w imieniu potrzeb nas wszystkich. Bo rzecz idzie o przyszłość młodego pokolenia i świat w jakim przyjdzie im żyć.

Bogactwem regionu są ludzie, ich pomysły, inicjatywy, działania, także te dla ochrony klimatu i środowiska przyrodniczego. Ja jestem tylko jednym z wielu.

Dziękuję za wyróżnienie.

11.08.2021

Maluję na wyrzuconych przedmiotach by jak dąb rozsiewać nadzieję na przetrwanie

 

Maluję na wyrzuconych przedmiotach by jak dąb rozsiewać nadzieję na przetrwanie. Z wielu żołędzi, które co roku wyrastają na dębie, dużo zostanie zjedzonych przez różne zwierzęta małe i duże. Inne trafią na glebę nieprzyjazną. Nawet z tych, które wykiełkują, większość zginie w wieku młodej siewki. Inne urosną ale zostaną zjedzone lub połamane zostaną zanim wydadzą kolejne owoce. Ale nieliczne wyrosną w okazałe drzewa i wydawać będą przez lata kolejne nasiona. Osobniki szybko przemijają, nawet wiekowe dęby. Ale gatunek trwa znacznie dłużej w tej sztafecie pokoleń. Zmienia się w ewolucji w kolejne gatunki. Trudno więc szybko i łatwo odczytać tę nieustającą sztafetę na drzewie życia (tym zajmuje się filogeneza). Ale ona jest. Choć trzeba podkreślić, że i życie na Ziemi nie jest wieczne...

Wiem, że zniknę, bo wszystko przemija. Ale chciałbym aby coś ocalało, aby cokolwiek pozostało jak najdłużej. Na przykład moje malowane butelki, dachówki, kamienie czy płytki ceramiczne. I liczę, że jakiś czas przetrwają razem z przekazem, jaki wraz z tymi malowanymi przedmiotami staram się pozostawić. By przetrwały - ciągle tworzę nowe, ciągle maluje. Niczym dąb, który corocznie wydaje nowe nasiona. Maluje i rozdaję. Widzę jak giną, niektóre się po prostu rozbiją, na innych zniszczy się malowany obraz, inne zostaną wyrzucone na śmietnik. Ale może krócej lub dłużej będą dostępne w przestrzeni publicznej (lub kameralnej) lub trwać będą pośrednio jako kulturowe (artystyczne) oddziaływanie, jako przekaz określonych treści, nieustannie przetwarzanych. Tak jak żołędzie zjedzone przez mysz a ta zjedzona przez sowę stanowią przepływ energii i materii w sieci troficznej. Nieustanne przetwarzanie i oddziaływanie. Ta sama energia, te same pierwiastki ale już w nowej, przetworzonej postaci. 

Maluję ginącą bioróżnorodność by ocalić choć pamięć o niej. Oraz by wywierać wpływ na emocje i skłonić do ochrony ginącego świata. Maluję na rzeczach wyrzuconych, pozornie niepotrzebnych. To nawiązanie do recyklingu, reusingu i upcyklingu. Malowanie niczym praca Syzyfa. Co i jak długo przetrwa, także w formie przetworzonej w ogromny ekosystemie kulturowym? 

Zapraszam na Street Art Festiwal w Olsztynie (już 18 września 2021 r.). Poszumimy razem, niczym dęby w lesie, pomalujemy, porozmawiamy. Coś może po nas wartościowego pozostanie... poprzez wypowiedź artystyczną, widoczną w przestrzeni ulicznej miasta oraz w naszych osobistych przeżyciach i refleksjach.

PS. Ilustracja fotograficzna pochodzi z pleneru Malality w ogrodzie Pałacu Młodzieży w Olsztynie.

10.08.2021

Dworce kolejowe coraz bardziej puste, te stare i te nowe

 

Wakacyjne podróże po Polsce skłaniają do refleksji. Od wczesnego dzieciństwa podróże kojarzą mi się z dworcami kolejowymi. Przesiadki, poczekalnie, oglądanie zabawek w dworcowych kioskach, stanie na peronie i zmieniające się pociągi. Wtedy jeszcze kursowały parowozy a dworce kolejowe tętniły życiem. 

Minęło kilkadziesiąt lat. I dworce wydają się mocno opuszczone i puste. Bez wątpienia dużo mniej ludzi podróżuje koleją. Wiele linii zamknięto, zlikwidowano sporo połączeń. Pociągi skały się krótsze, lokalnie kursują szynobusy. Zupełnie inny świat.

Niektóre z zabitymi oknami i drzwiami, powoli się rozpadają. Umierający świat mojego dzieciństwa. Inne pięknie odrestaurowane, jeszcze inne zbudowane zupełnie od nowa. Co dziwne, te nowe też są puste. Stoją biletomaty, paczkomaty, czasem tylko jakaś czynna kasa biletowa. Wszystko zautomatyzowane. Kawiarnie nie działają... bo nie ma klientów. 

Czuję, że czas upływa a świat się zmienia. Inaczej podróżujemy, mniej spotkań z ludźmi, więcej korzystania z automatyzacji. Bilet można kupić sobie online z wykorzystaniem własnego telefonu. Podobnie ze sprawdzeniem rozkładu jazdy. I w rezultacie na dworcach kolejowych mniej jest obsługi, mniej ludzi. Zniknęły dawne rozmowy na poczekalni i w pociągach. Siedzimy czytając książki lub parzą w ekrany smartfonów. Niby obok siebie ale każdy w swoim świecie.

Jakość pusto.

Mój świat powoli odchodzi...

Ale ja dalej podróżuję pociągami. Czekam na dworcach lub przystankach i patrzę na zmieniający się świat.



1.08.2021

Na tej łące las już jest, tylko nierównomiernie rozłożony



Przyszłość już jest, tylko nierównomiernie rozłożona*. Dotyczy to wielu aspektów naszego życia: edukacji, techniki, społeczeństwa, literatury itd. Wokół nas już są widoczne idee, które w przyszłości będę odgrywały kluczowe role w społeczeństwie. Ale są i takie, które zostaną zapomniane i wyrzucone na śmietnik historii. Jak odróżnić jedno od drugiego by na siłę nie zawracać Wisły kijem i nie inwestować w fabrykę lamp naftowych w wieku XXI? Jedni widzą przenikliwej, inni nie. Z tego rodzi się napięcie a czasem nawet konflikt. 

Stoisz na łące i być może nie dostrzegasz, że las już rośnie, jest tylko nierównomiernie rozłożony. Wśród bylin i roślin zielnych rosną już młode siewki drzew. Trudno je szybko dostrzec. Trzeba się rozejrzeć, wpatrzeć. I trzeba mieć wiedzę by rozpoznać po liściach, że są to młode drzewka a nie "chwasty". Potrzeba jest więc wiedza botaniczna. Biolodzy dostrzegają ten rosnący las szybciej. 

Te młode drzewka już rosną. Na razie mają kilkanaście centymetrów wysokości czyli mniej lub tyle samo co byliny. Lecz one rosną i za jakiś czas urosną na kilka metrów, potem kilkadziesiąt. I wtedy siedlisko diametralnie się zmieni: z nasłonecznionej łąki zielnej zmieni się w cienistą puszczę. W wyniku zachodzącej sukcesji ekologicznej ze zbiorowiska roślin zielnych i bylin powstanie zbiorowisko leśne. Drzewa śmigając ku słońcu zacienią powierzchnię gleby. Wiele roślin zielnych i bylin wygnie (nie będzie ich nawet w runie) bo siedlisko się zasadniczo zmieni. Niektóre zostaną oraz pojawią się inne gatunki. Może gdzieś na polanach, na obrzeżach, przetrwają gatunki łąkowe, niczym w skansenie czy rezerwacie. Bo przeszłość także jeszcze jest, tylko nierównomiernie rozłożona.

Na razie jest w większości łąka. Lecz diaspory w glebowym banku nasion już są. Leżą i czekają (ich obecność wynika z przeszłości oraz sąsiedztwa). Jednocześnie nowi koloniści systematycznie przybywają, kiełkują i rosną. Nie wszystkie są drzewami przyszłości.

Idee przyszłości są wokół nas. Rosną niestrudzenie. A kosiarze zawracający Wisłę kijem opowiadają o łące i wiankach z mniszka lekarskiego. Bronią się przed przyszłością, która już rośnie. Pamietając o przeszłości lepiej chyba wytężać umysły i przygotować się na stające się jutro. Jeśli dostrzeżesz przyszłość to przygotujesz się na zbieranie żołędzi a nie siana.


* "O przyszłości nie da się nic nowego powiedzieć. Przyszłość jest teraz, tylko nierówno rozłożona." Pierwsze zdanie z tego cytatu (wypowiedź należy do Williama Gibsona, ur. 1948, amerykańskiego pisarza) słyszałem już kilkakrotnie. Teraz dopiero poszukałem i sprawdziłem. Bo nie pamiętałem autora.