20.03.2022

Modraszka, list z Rosji i skutki wojny dla nauki

Modraszka, fot. Kathy Büscher z Rinteln Wikimedia Commons
 

Tego pięknego ptaka znałem jako sikorkę modrą. Teraz nazywana jest modraszką lub modraszką zwyczajną. Zupełnie od niedawna wykorzystywana jest w Rosji jako wyraz sprzeciwu przeciwko wojnie w Ukrainie i jako symbol wparcia dla Ukrainy. Dlaczego? Bo ma barwy niebiesko-żółte niczym flaga Ukrainy. A w Rosji wszelkie przejawy sprzeciwu lub nawet tylko braku akceptacji dla zbrodniczej napaści zbrojnej na Ukrainę, są przez władze karane. Władze aresztują nawet nie tylko za napisy „niet wajnie” (нет войне)  czy symbolicznie zapisane jako 8 gwiazdek (zupełnie podobnie jak w Polsce pisowskie władze uznają za nielegalne i szkodliwe dla państwa pisanie 8 gwiazdek, różnica jest tylko w kolejności: w Polsce 5 + 3, w Rosji 3 + 5) ale nawet za trzymanie pustej, białej kartki. Jednym ze sposobów przekazywania niechęci do wojny jest umieszczanie fotografii właśnie modraszki. Czy w swym cenzorskim szale władze putinowskiej Rosji zakażą upubliczniania wizerunku tego ptaka? A może zaczną aresztować lub zabijać te ptaki? Jako "piąta kolumnę" podważającą nacjonalistyczny patriotyzm?

Sankcje, jako wyraz międzynarodowego sprzeciwu wobec rosyjskiej agresji na Ukrainne i przeciw zbrodniom wojennym armii rosyjskiej, to sposób by zatrzymać wojnę. Problemem nie jest  tylko sam putin (nazwisko tego zbrodniarza umyślnie piszę małą literą), autokratyczny, zbrodniczy dyktator. Przecież w Ukrainie strzela i walczy coś około 150 tysięcy żołnierzy rosyjskich. To oni bombardują domy, szpitale i szkoły, to oni strzelają do cywilów. Nie da się tego zrzucić na „taki miałem rozkaz”. To są synowie, bracia, ojcowie, znajomi wielu Rosjan. A jak wynika z sondaży i różnych opinii bardzo wielu obywateli Rosji popiera tę wojnę, bardziej ufa telewizyjnej propagandzie niż swoim znajomym i krewnym z Ukrainy.  Problemem jest więc rosyjski imperializm i usprawiedliwianie zbrojnej agresji w imię jakieś wydumanej „większej sprawy”.

Sankcje dotyczą także współpracy naukowej. Osobiście żałuję, że w wyniku sankcji ucierpi także program badań kosmicznych i obsługa międzynarodowej stacji kosmicznej, że ucierpi wymiana naukowa i obieg informacji czysto badawczych. Ale słaby jest protest rosyjskich środowisk naukowych. Ba, niektóre gremia naukowe wspierają oficjalnie putina i wojnę w Ukrainie. Mam znajomych w Rosji, Białorusi i Ukrainie w kręgu środowisk naukowych. Informacje przedostają się do społeczeństwa rosyjskiego, mimo blokady Facebooka czy Instagrama. Czy wobec zbrodni wojennych podtrzymywać współpracę? A może odłożyć i poczekać aż sami rosyjscy naukowcy i rosyjskie społeczeństwo doprowadzi do zmian we własnym kraju? Czym ryzykują? Aresztowaniem i karą finansową? A cóż to za wyrzeczenia, gdy w Ukrainie giną od rosyjskich bomb cywile, dzieci, gdy bombardowane są szpitale, szkoły, teatry, muzea, gdzie niszczona z premedytacją jest infrastruktura? 

Co sądzą o sytuacji sami rosyjscy naukowcy? „Echa dzisiejszych wydarzeń zagościły w nauce. Obserwujemy jak kończy się współpraca naukowa z Rosją i zaczynają się zrywać stosunki z zagranicznymi kolegami. Web of Science, największa baza danych artykułów naukowych w Rosji, przestaje działać [w Rosji]. 16 marca ponad 1000 artykułów rosyjskich i radzieckich herpetologów zostało usuniętych z internetowej bazy danych, dotyczących gadów. Drzwi się zamykają... Następny przystanek średniowiecze?... (…) Sytuacja obecnie jest niezwykle trudna. Jest bardzo silna propaganda, przede wszystkim w telewizji. Wielu ludzi rozumie, że to destrukcyjna wojna w każdym sensie. Ale ludzi straszy masowo - prokuratura o wypowiedziach o wojnie - do 15 lat więzienia. Rośnie nienawiść Ukraińców do Rosjan, to też jest zrozumiałe (tracą krewnych). Mój przyjaciel i kolega (….) jest teraz pod ostrzałem w Charkowie. Napisał do mnie: Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś porozmawiamy o ważkach. To smutne... Też nie chciałbym stracić kontaktu z Tobą”.

W Rosji w aresztach jest już ponad 15 tys. osób zabranych z ulicznych, antywojennych protestów. Tylko nieco mniej jest zabitych na ukraińskim froncie rosyjskich żołnierzy. To społeczeństwo rosyjskie, w tym naukowcy, muszą wybrać jaki chcą mieć kraj i to, czy do niedawna koledzy i przyjaciele z Ukrainy mają o Rosjanach myśleć jako o znienawidzonych wrogach. Być może podsyceni imperialnym myśleniem Rosjanie niebawem napadną na Finlandię, kraje nadbałtyckie czy Polskę. I wtedy na nas spadną bomby. Przecież sam putin tego nie zrobi lecz tysiące Rosjan i obywateli Federacji Rosyjskiej...

Sankcje i zamykanie współpracy, także tej naukowej, to są z pewnością jakieś straty w nauce. Ale większą stratą byłoby udawanie, że nie ma zbrodni wojennych i że nic się nie stało. Środowiska naukowe z Rosji powinny aktywnie sprzeciwić się wojnie. I to nie tylko nieśmiałymi i strachliwymi, niewidocznymi na zewnątrz, wyrazami dezaprobaty. Bo rzecz idzie o przyszłość także Rosji. Wiele lat temu Niemcy wsparli Hitlera i zbrodnicze wojskowe podboje. Potem zwykli Niemcy mówili, że o obozach koncentracyjnych i zbrodniach nic nie wiedzieli…Jako naród Niemcy przez flirt z hitleryzmem, stracili ogromnie dużo, w tym życie 10 milionów własnych obywateli, stracili spory kawałek terytorium a na wiele lat stracili moralnie i wizerunkowo w oczach świata. Przed tamtą wojną nauka niemiecka była wiodąca na świecie, a przez wojnę znacznie podupadła, zmarginalizowała się. Nie warto więc milczeć i siedzieć cicho. Zapobieganie jest tańsze niż naprawianie szkód. I dotyczy to każdego narodu. Bo i w Polsce środowiska prawicowe zaczadzone są putinizmem i zmilitaryzowanym państwem autorytarnym.  

Wróćmy do pięknej sikorki modrej. Modraszka (Cyanistes caeruleus) zamieszkuje całą Europę z wyjątkiem północnej Skandynawii i północnej Rosji. Modraszka preferuje głównie świetliste lasy liściaste i mieszane, rzadziej iglaste. Gniazduje w  starych, opuszczonych dziuplach dzięciołów oraz w budkach lęgowych, przygotowanych przez człowieka. W Polsce jest to stosunkowo liczny gatunek. Sam widywałem wielokrotnie w Olsztynie u siebie na balkonie.

Zimą modraszki często odwiedzają karmniki, zjadają nasiona słonecznika, orzeszki ziemne i mieszanki tłuszczowo-nasienne. W środowisku „naturalnym” zjadają owady, pajęczaki i inne małe bezkręgowce oraz małe nasiona roślin (również drzew). Wiosną oprócz pokarmu roślinnego zjadają także pączki wierzbowe i soki drzew, a jesienią jagody. W miastach odwiedzają kasztanowce i zjadają larwy szrotówka kasztanowcowiaczka.

I coś z mediów społecznościowych na podsumowanie.



19.03.2022

Nowe lekcje PO od września to przykład myślenia magicznego i działań pozorowanych

Dawna klasa w skansenie...
 

Minister Edukacji i Nauki zapowiedział, że od pierwszego września br. do polskich szkół powróci przysposobienie obronne (PO) w formie zbliżonej do tej sprzed lat. Zdaniem ministra, dzięki temu Polacy będą umieli obronić się w sytuacji realnego zagrożenia. Przysposobienie obronne, które realizowano w polskich szkołach dawniej (i ja również to przechodziłem), obejmowało także tematykę typowo wojskową, a więc między innymi ogólne informacje o rodzajach broni, zasadach służby wojskowej, konfliktach zbrojnych oraz topografii. Było także szkolenie strzeleckie, rzucanie granatem, szkolenie sanitarne itp.

Odnowione lekcje PO w szkole to przykład myślenia magicznego i pozorowanie działań. Myślenie magiczne to wypowiadanie zaklęć słownych z nadzieją, że się zmaterializują.  Poza poprawą samopoczucia „rzucającego zaklęcie” nic w realnym świecie się nie dziele. Czyli jest to tylko działanie pozorne, propagandowe. Na dodatek szkodliwe dla i tak wymęczonej i przeciążonej szkoły. Zapowiedziane lekcje PO żadnych problemów nie rozwiążą. Bardziej zaszkodzą przy okazji szkołom i uczniom.

Dlaczego miałyby wejść lekcje PO (z których z jakiegoś powodu już dawno zrezygnowano w szkołach)? Bo w obliczu obecnej wojny w Ukrainie oraz agresywnego imperializmu Rosji poczuliśmy się zagrożeni. Jest także możliwość, że wojna dotrze i do Polski, potrzebujemy więc umiejętności postępowania w obliczu zagrożenia wojennego. Potrzebujemy sprawnej armii i sprawnej obrony cywilnej. Żadnego z tych problemów nowe lekcje PO w szkole nie rozwiążą.

W szkołach już dawno wprowadzono szkolenia i próby praktyczne (ćwiczenia) z alarmami i to bez wprowadzania nowych przedmiotów. Bo ważne jest aby nauczyciele z klasami wiedzieli jak zachować się w czasie pożaru i jak zareagować na alarm oraz jak przeprowadzić bezpieczną ewakuację. Po drugie, prowadzone były szkolenia i konkretne działania jak się zachować w przypadku ataku terrorystycznego w szkole. Wprowadzono nowe treści bez wprowadzania nowego przedmiotu. Czy trzeba czegoś więcej? Medialnego bicia piany?

Jeśli bomby spadną na nasze domy to obroną cywilną zajmować się będą dorośli a nie kilkuletnie czy kilkunastoletnie dzieci. Uczyć ewakuacji do schronu? Najpierw te schrony muszą być. Tak więc umiejętności te są potrzebne… ale obecnym dorosłym. Jeśli więc chcemy dać poczucie bezpieczeństwa społeczeństwu w obliczu możliwej wojny, to uczmy dorosłych (edukacja ustawiczna przez całe życie). To nawet jest przewidziane w postaci obrony cywilnej w zakładach pracy. Wystarczy tylko zwiększyć liczbę szkoleń i treningów. Potrzebni są być może nowi instruktorzy lub nowe, dodatkowe programy takich ćwiczeń. Potrzebne jest kształcenie ustawiczne i… umiejętność uczenia się. Przykład wojny w Ukrainie pokazuje, że robienie koktajli Mołotowa nie wynosi się ze szkoły ale z krótkiego szkolenia w kontakcie lub online. Jak uruchomić czołg i wóz bojowy? Wystarczy znaleźć tutorial w sieci. Obsługa drona czy przeciwdziałanie wrogim fake newsom jest niezwykle potrzebna ale czy to też znajdzie się w programie PO? A może wystarczy to, co i tak już nauczyciele robią w ramach swoich przedmiotów? Lub mogliby robić. Znacznie ważniejsza jest umiejętność uczenia się. Tak, by nauczyć się szybko czegoś nowego i aktualnie potrzebnego w dowolnym momencie życia, a nie tylko na potrzeby klasówki. Jak się samemu nauczyć i jak nauczyć innych. Te kompetencje są w szkole potrzebne. I będą przydatne zawsze, w każdej sytuacji. Przydają się również w warunkach wojennych czy w czasie katastrof różnego rodzaju (powodzie, susze, pożary lasów itd.).

To, co minister Czarnek chce wprowadzić do szkół w formie lekcji przysposobienia obronnego, powinno być nauczane poza szkołą w zupełnie innej formie kształcenia ustawicznego.

Ja miałem lekcje PO w szkole podstawowej, w liceum a potem wojsko na studiach. Zmarnowany czas i całkowicie nieskuteczne. Mieliśmy lekcje strzelania na strzelnicy. To był kbks (karabinek sportowy). Zatem, gdyby mi przyszło wziąć do ręki współczesny karabin, musiałbym się uczyć wszystkiego od nowa, a wiedza szkolna byłaby nieprzydatna. Mądrzej byłoby zorganizować bezpłatne kursy strzeleckie dla wszystkich chętnych jako zajęcia pozaszkolne. Jeśli ojciec chce poćwiczyć z synem czy córką, niech ma taką możliwość pod okiem induktora i w odpowiednich warunkach. W szkołach strzelnic nie ma. Minister Czarnek wybuduje do września? A może to ma być wiedza teoretyczna i oglądanie ilustracji w książce?

Na lekcjach PO mieliśmy musztrę i dużo teorii wojskowej. Umiejętności do szybkiego opanowania i najlepiej w wieku dorosłym. Moim zdaniem to były wypełniacze czasu. Bo jak jest np. 1 godzina tygodniowo przez cały rok, to coś trzeba robić, zająć czymś czas uczniom. Zwłaszcza, że uczyli często byli wojskowi na emeryturze. Z zajęć wojskowych na studiach niczego nie pamiętam. Przydatne mogło być tylko dla tych, którzy wybierali się do wojska na stałe. Ale jak doświadczenie światowe pokazuje lepsze i skuteczniejsze jest rekrutowanie do akademii wojskowych i służby kontraktowej ludzi już wykształconych niż tworzenie wojska od szkoły kadetów i przebieranie dzieci w mundury (np. klasy wojskowe). Chyba, że chodzi o armię defiladową – ale jak mało jest skuteczna taka armia to widzimy na przykładzie porażek armii rosyjskiej, ponoć drugiej armii na świecie i pięknie wyglądającej na defiladach, z licznymi szkołami kadetów w całym kraju.

Na pewno przydatne były wszelkie zajęcia sanitarne i związane z ratownictwem: bandażowanie, udzielanie pierwszej pomocy. Przydatne na co dzień, a nie tylko w czasie wojny. A czy tego aby nie uczy się już w szkole? Na innych przedmiotach? A jeśli nie, to może jako jednorazowe lub cykliczne akcje szkolne? Takich projektów jest wiele w naszych szkołach, żadnego nowego przedmiotu nie potrzeba.

Czego jeszcze można się nauczyć na PO? Posługiwania się mapą i kompasem. To mi się przydało. Tylko, że nauczyłem się tego w harcerstwie i podczas wypraw turystycznych. Wystarczy zaplanować takie tematy na lekcjach geografii. Oczywiście, jeśli skoncentrujemy się na rzeczywistych kompetencjach a nie propagandowym biciu piany i pozorowanych działaniach.

Czego potrzeba żołnierzowi? Kondycji i sprawności fizycznej. Mamy już zajęcia z wychowania fizycznego, żadne nowe (lub odgrzebywane z lamusa) PO nic tu nie wniesie. A wiedza teoretyczna o rodzajach broni nie zastąpi kondycji. Bardziej więc zadbamy o narodową obronność dbając o zdrowie fizyczne i odpowiednie żywienie. Mamy epidemię otyłości, która rodzi wiele kosztów zdrowotnych, spadek wydajności pracy jak i jest przeszkodą w czasie wojny.

A wiedza o rodzajach broni? To, czego się w szkole dzieci nauczą za kilka lat będzie nieaktualne i jak przyjdzie potrzeba to trzeba się będzie uczyć na nowo. Bo świat tak szybko się zmienia. Iluzoryczna przydatność. Przydatne byłyby za to treści jak działać by do wojny nie dochodziło. W medycynie ważne nie tylko leczenie ale i zapobieganie czyli profilaktyka.

Czy pomysł wprowadzenia lekcji PO jest przemyślany i zaplanowany, czy to tylko nagłe olśnienie z sufitu? Bo jeśli będzie nowy przedmiot to trzeba zwiększyć liczbę godzin ucznia w szkole albo zmniejszyć liczbę godzin np. biologii, matematyki, geografii, chemii itd. Program jest w wielu klasach przeładowany. Nie da się bez strat dla ucznia wcisnąć czegoś kolejnego. I kto będzie tego przedmiotu uczył? Czy są nauczyciele przygotowani? Może zwykli żołnierze z WOT lub leśnicy będą uczyć? A czy ministerstwo ma przygotowane dodatkowe pieniądze na te dodatkowe godziny i etaty? Będzie program napisany na kolanie, czy wyciągną coś z muzeum, sprzed kilkudziesięciu lat?

Podsumowując: nowy przedmiot w szkole w postaci PO ani nie rozwiąże żadnych problemów społecznych i przygotowania do działania w warunkach wojny ani nie będzie sensownie wdrożony. Będzie przeszkadzająca atrapą.

Gdy władze i społeczeństwo dostrzegają jakiś problem i społeczną potrzebę od razu pojawiają się pomysły wprowadzenia nowych przedmiotów. Chcemy rozbudzić patriotyzm? No to nowy przedmiot o takiej nazwie lub zbliżonej. Wynika to z niekompetencji i ignorancji edukacyjnej. Potrzebne są umiejętności, a nie nowe nazwy przedmiotów. Nowe treści można prowadzać do programu nauczania bez żadnej rewolucji i zmian organizacyjnych. Najpierw trzeba sprawdzić czy i co jest w już istniejącym programie na różnych przedmiotach, czy nie są realizowane lub mogłyby być realizowane. A jeśli nie ma to można nieco uzupełnić program lub realizować metodą projektową. Ważne jest więc pytanie o program nauczania i zaplanowane umiejętności oraz kompetencje, a nie nazwy przedmiotów. Może zamiast w nowy przedmiot wystarczy zainwestować w drużyny harcerskie, letnie obozy czy turystykę pieszą i survival. Dla chętnych i pod okiem kompetentnych instruktorów/edukatorów.

PS. W polskiej szkole istnieje przedmiot "edukacja dla bezpieczeństwa". Został wprowadzony (w miejsce przysposobienia obronnego) od 1 września 2009 roku jako jedna godzina na tydzień w roku szkolnym w gimnazjum, a od 1 września 2012 obowiązuje w tym samym wymiarze w szkole ponadgimnazjalnej. Najwyraźniej pan minister nie orientuje się co jest w szkole.... I wymyśla koło od nowa. 

15.03.2022

Przekopnica czyli rak nieborak, który spada z nieba lub się przekopuje

 

Wiosna obfituje w niezwykłe zwierzęta, w części będące reliktami polodowcowymi. Świat, który znika w coraz bardziej przekształcanym przez człowieka środowisku. Zostają tylko coraz mniej zrozumiałe ślady kulturowe. Ra przykład rak nieborak. Co to za rak? Jakiś taki nieporadny? Jakiś biedny i niezręczny? Rymowankę o raku-nieboraku pamiętam z dzieciństwa. Jest wspomnieniem szczęśliwego, beztroskiego dzieciństwa, z zimami pełnymi śniegu. A ten śnieg gwarantował wiosenne roztopy i liczne zbiorniki okresowa w dolinach rzek i na polach w pojeziernym krajobrazie. 

Przypominają mi się zabawy z babcią "idzie rak nieborak, jak uszczypnie będzie znak". Wtedy rak nieborak kojarzył mi się ze zwykłym rakiem szlachetnym (Astacus astacus). Wtedy jeszcze występowały w pobliskiej rzece Liwnie i Zolce. Widywałem je po ugotowaniu - były czerwone (jak na inne powiedzenie z rakiem przystało). I w rzece, gdy pełzały po dnie rzeki z przezroczysta wodą (ale wtedy nie były czerwone i to było moje pierwsze zdziwienie). I to, że szczypały, jak się je nieumiejętnie chwyciło. Dziecięca skóra wrażliwa, nie to co dorosłego. Straszyliśmy się rakami... A raczej dorośli nas.

Teraz w naszych wodach prawie już nie ma raka szlachetnego, ani drugiego rodzimego raka błotnego. Wszędzie rozpanoszył się rak amerykański (Orconectes limosus), zwany także pręgowanym. Ten gatunek obcy i inwazyjny przyniósł ze sobą dżumę raczą, od której wyginęły nasze raki. Teraz naukowcy szukają ratunku i próbują odtworzyć populacje raka szlachetnego. Nie tylko z sentymentu dla rodzimej bioróżnorodności, ale także ze względów ekonomicznych. Rak szlachetny jest trochę większy i dużo więcej za niego płacą na rynkach europejskich (kupowany w celach konsumpcyjnych a nie do straszenia dzieci). Kiedyś eksportowaliśmy duże ilości raków. Teraz niestety nie. To taka mała dygresja, że jeśli nie dba się o przyrodę, to traci się ekonomicznie. Poza rakiem amerykańskim w naszych wodach pojawił się także rak sygnałowy (Pacifastacus leniusculus) i rak marmurkowy (Procambarus fallax forma virginalis) .

Ale wróćmy do naszego raka-nieboraka. Słowo "nieborak" oznacza kogoś biednego, nieszczęsnego i niesie ze sobą dozę życzliwego współczucia. Ale przecież ten rak-nieborak szczypał w dziecięcej zabawie. Któż więc wymagał współczucia?

Nieborakami określa się także skorupiaki,  zwane przekopnicami. Żyją one głównie w wodach okresowych i pojawiają się zaraz po wypełnieniu się wodą tych zbiorników. Pojawiają się nagle, jakby spadły z nieba. Stąd nazwa niebo-rak czyli rak z nieba. A przekopnice? Bo przekopują się do stawów nie wiadomo skąd. Może spod ziemi? 

Przekopnicę-nieboraka po raz pierwszy na własne oczy (nie licząc ilustracji w książkach przyrodniczych) zobaczyłem jeszcze w czasach studenckich, w badaniach w Dolinie Narwi koło Łomży. Były liczne i zachwycały swoją archaiczną budową. Potem spotkałem przekopnice w okolicach Smolajn, w dolinie Łyny (zdjęcie przekopnicy wiosennej wyżej). Po szczegółach budowy okazało się, że to przekopnica wiosenna. Były jednak mniej liczne niż te w Dolinie Narwi. Najwyraźniej Dolina Łyny jest już mocno przekształcona i brakuje właściwych dla przekopnic siedlisk. W tym brakuje wiosennych, okresowych zbiorników wodnych,

Przekopnica wiosenna, w naukowej nomenklaturze Lepidurus apus, ma charakterystyczną budowę ciała z miękkim karapaksem (termin zoologiczny, można sobie sprawdzić, jeśli kogoś ten niezrozumiały termin przeraża), przykrywającym głowę i część tułowia. Przekopnica wiosenna (Lepidurus apus) posiada parę oczu złożonych i oko proste. Jaja po złożeniu muszą być przesuszone, aby dalej się rozwijały. Przekopnice są detrytusożerne i drapieżne. Jest to gatunek zimnolubny, ginie gdy temperatura wody jest wyższa niż 15 stopni Celsjusza. W populacjach występujących w Europie Północnej i Środkowej dominują dzieworodne samice (partenogeneza), natomiast w Europie Południowej występują obie płcie i rozmnażanie płciowe. Mogą rozmnażać się partenogenetycznie przez kilkanaście lat. Samce pojawiają się niezwykle rzadko w naszych warunkach.

Ale wróćmy do przekopnicy ze zbiorników okresowych, zalewowej doliny Łyny. Na 11 parze odnóży u samicy występują swoiste zbiorniczki, w których jaja przechodzą krótki okres dojrzewania. Samice składają od 20 do 400 jaj. Z jaj wylegają się larwy – naupliusy. Przekopnica wiosenna spotykana jest od marca do kwietnia w płytkich okresowych zbiornikach śródleśnych, na łąkach zalewowych nizinnych rzek, często razem z dziwogłówką wiosenną (Siphonophanes grubei = Eubranchipus grubii). Te skorupiaki spotykałem oddzielnie, w innych stanowiskach. 

Dziwogłówkę wiosenną spotkać można w Olsztynie, w Lesie Miejskim, w niewielkich zbiorniczkach okresowych. Niesamowity widok, gdy pływają grzbietem do dołu. Także w podolsztyńskich Butrynach w rowie na łące, który wiosna nieznacznie wylewa. Na tym stanowisku dziwogłówce towarzyszyły chruściki takie jak Limpnephilus griseus, L. auricula, L. vittatus i Grammotaulius nitidus.

W Polsce występuje jeszcze inny rak-nieborak. Jest to przekopnica właściwa (Triops cancriformis), żyjąca w płytkich gliniastych kałużach i osuszanych na zimę stawach rybnych. Spotykać ją można od kwietnia do listopada. Ciało ma koloru brązowego (ciemnooliwkowego), dochodzi do 3-5 cm a z wyrostkami odwłoka do 10 cm długości. Uważana za szkodnika pól ryżowych we Włoszech i w Hiszpanii. A u nas za szkodnika w stawach rybnych. Jakkolwiek są to zwierzęta obupłciowe to w Polsce występują prawie wyłącznie dzieworodne samice. Samca po raz pierwszy znaleziono w 1858 r. w Krakowie. Wiosną, po pojawieniu się wody w zbiornikach okresowych, wylęgają się przekopnice z jaj zeszłorocznych, przemrożonych, już po 2-3 dniach od zalania. Po 10 dniach larwy mają pół centymetra. Są więc na tyle duże, że nie są zjadane przez narybek a konkurują z nim o pokarm. Z tego względu przekopnice właściwe uważane są za szkodnika w stawach rybnych. Jeśli zbiornik późną wiosną wyschnie a potem ponownie napełni się woda, z jaj przesuszonych mogą wylęgać się kolejne przekopnice (kolejne pokolenie). Jaja, które nie przezimowały, wymagają do swojego rozwoju wody lepiej natlenionej, niż te co przezimowały.

Skąd te dziwne uwarunkowania rozwoju po przesuszeniu lub przemrożeniu? To proste, bezkręgowce nie mają kalendarza, nie wiedzą ile dni jest w roku, nikt im w radiu czy internecie lub telefonie komórkowym nie przypomina jaką mamy datę, kto obchodzi imieniny i jaka to pora roku. Mechanizm przesuszania i przemarzania jest dobrym miernikiem czasu i sygnałem, że już teraz można. Obecna ciepła zima wprowadzi w błąd wiele gatunków, bo organizmy błędnie mogą odczytać sygnały płynące ze środowiska.

Przekopnice (Notostraca, tarczowce) to stosunkowo duże skorupiaki z gromady liścionogów (Branchiopoda), reprezentowane przez jedną rodzinę i 9 gatunków. W Europie występuje siedem gatunków, w Polsce dwa: Lepidurus apus i Triops cancriformis. Mamy więc dwa raki nieboraki i nie wiadomo, który z nich jest bardziej wart życzliwego współczucia. Odnóża tułowiowe są listkowate. Samice składają jaja, wymagające przesuszenia do dalszego rozwoju. Jest to przystosowanie do życia w zbiornikach okresowych. Przekopnice żyją głównie w płytkich wodach okresowych ale w Arktyce mogą zasiedlać głębsze strefy jezior.

Zbliżają się święta. Nie będzie dalekiego wyjazdu na wieś, pociągiem z parowozem, który pamiętam z dzieciństwa. I nie będzie zasp śniegu. Nie będzie raków ani szlachetnych ani nieboraków. Będą wspomnienia... szczęśliwego dzieciństwa. Dokumentujmy przyrodę wokół nas - tak szybko się zmienia.

Niżej filmik z dziwogłówką z olsztyńskiego Lasu Miejskiego.

11.03.2022

Barciel pszczołowiec - drapieżnik czy pasożyt?

Barciel pszczołowiec w zbliżeniu
 

Spotkałem go w Górach Świętokrzyskich na konferencji entomologicznej, w czasie wycieczki terenowej. Bardzo charakterystycznie ubarwiony chrząszcz więc łatwo było go zidentyfikować. A znając nazwę można dowiedzieć się więcej o jego biologii. Nawet nie przypuszczałem, że związany jest z pszczołami oraz trującą kantarydyną. Można go określić m.in. następującymi terminami ekologicznymi: melitofil, florikol, drapieżnik, kleptopasożyt.

Barciel pszczołowiec (Trichodes apiarius L.) to coraz rzadszy chrząszcz z rodziny przekraskowatych (Cleridae). Dawniej nazywany był także jako „owłosiak”, co jest dosłownym tłumaczeniem rodzajowej nazwy łacińskiej. Obecna nazwa – „barciel” - nawiązuje do miejsca występowania larw (zasiedlają barcie i ule pszczele). Inne chrząszcze z tego rodzaju nie spotykane są w ulach czy barciach lecz także są związane z pszczołami samotnymi.

Wielkość owada dorosłego wynosi 10-16 mm. Dorosłe chrząszcze spotkać można na białych kwiatach roślin baldaszkowatych (obecnie selerowate). Czatując w kwiatostanach dorosłe chrząszcze zjadają pyłek oraz polują na inne mniejsze owady. Liczne włoski na ciele zatrzymują dużo pyłku, co czyni go zapewne efektywnym zapylaczem. W razie zagrożenia szybko odlatuje. Niemniej jest wdzięcznym obiektem do fotografowania choć za blisko nie da się do niego podejść. Dorosłe spotkać można na nasłonecznionych skrajach lasów i leśnych polanach, łąkach, sadach, ukwieconych przydrożach, murawach. Imagines spotkać można od maja do sierpnia.

Samice składają jaja do gniazd samotnie żyjących dzikich pszczół, niekiedy jednak również do uli pszczoły miodnej (stad jego nazwa gatunkowa – barciel). Larwy wiodą w pszczelich gniazdach drapieżny i kleptopasożytniczy tryb życia. W ciągu trwającego przynajmniej rok rozwoju zjadają od 4 do 10 larw i poczwarek, a prawdopodobnie także i dorosłych pszczół. Zjadają głównie osobniki chore i słabe. Dzięki wydzielanym zapachom są tolerowane przez pszczoły. Dawniej uważane były za szkodniki pasieczne. Obecnie, ze względu na rzadkie występowanie, powinny być objęte ochroną.

Jaskrawe ubarwienie wskazuje na obecność w ciele toksyn lub odstręczający smak. Stwierdzono obecność kantarydyny oraz palasoliny (pochodna kantarydyny). W przyrodzie kantarydyna syntetyzowana jest przez chrząszcze z rodziny majkowatych (Meloidae) oraz zalęszczycowatych (Oedemeridae). Jako cenna odstraszająca drapieżniki trucizna pozyskiwana jest przez inne owady, które tworzą „krąg kantarydynowy” niczym sieć handlowa, obracająca cennym towarem. Skąd pozyskuje barciel kantarydynę? Przypuszcza się, że zjada chrząszcze z rodziny zalęszczycowatych lub pojawiające się na kwiatach muchówki z rodziny błyskleniowatych, śmietkowatych lub ziemiórkowatych. Polują więc na owady produkujące lub przechowujące kantarydynę (i jej pochodne). Larwy barciela nie mają okazji by pozyskiwać kantarydyny bowiem odżywiają się larwami pszczołowatych i grzebaczowatych oraz zapasami dla nich zgromadzonymi (pyłek, nektar i sparaliżowane owady w przypadku grzebaczowatych).

Gatunek występuje w Europie (najliczniej w Europie południowej i środkowej), północnej Afryce raz Azji Mniejszej. W Polsce spotykany głównie w południowej części kraju. Jako gatunek obcy barciel pszczołowiec zawleczony został do Ameryki Północnej.

Podobny do niego jest barciel kosmatek (Trichodes alvearius) i jest nieco większy. Dorosłe chrząszcze są florikolami czyli związane są z kwiatami. Są także melitofilne czyli związane z pszczołami a także drapieżnikami i kleptopasożytami bowiem wykorzystują zgromadzony przez pszczoły nektar i pyłek.

Rozwój larwy jest powolny, trwający minimum dwa lata. W czasie rozwoju konsumuje ona od 4 do 10 larw błonkówek. Do poznanych gospodarzy barciela kosmatka należy kilka gatunków z rodziny miesierkowatych, pszczołowate z rodzaju porobnica i zadrzechnia, dwa gatunki lepiarkowatych, dwa gatunki nękowatych oraz niektóre osowate (w tym: bolica kolconoga i klecanka rdzaworożna). Gatunek europejski jeszcze rzadszy niż barciel pszczołowiec.

Barciel w Postoju z Nauką (podcast)

Bibliografia

Barciel na kwiatostanie rośliny z rodziny baldachowatych.

9.03.2022

Dzień Owadów Domowych

Chrząszcze

Święta bywają różne, jest Dzień Chruścika, są Dni Owada, nawet Dzień Owadów Jadalnych czy Dzień Komara. Dzisiaj dowiedziałem się, że jest także Dzień Owadów Domowych, obchodzony 9 marca. To nietypowe święto ma szansę się upowszechnić ze względu na coraz większą popularność domowych hodowli owadów w insektariach: karaczany, świerszcze, modliszki, motyle, chrząszcze itp.  Dawniej domowe insektaria były też modne, obserwowano w nich rozwój owadów od larwy czy gąsienicy do postaci dorosłej (imago). Sam w wieku szkolnym przekształciłem akwarium z rybkami w akwarium z owadami wodnymi: obserwowałem  larwy chrząszczy wodnych, larwy ważek i innych rodzimych gatunków. Hodowle były i są wykorzystywane w badaniach naukowych. Cele są różne, np. identyfikacja i opis larw (sam w czasach studenckich hodowałem larwy chruścików by uzyskać osobniki dorosłe z rodzaju Sericostoma). Imagines są dobrze opisane i możliwe do identyfikacji, a w czasie hodowli można odkryć i opisać mniej znane larwy. Tak właśnie powstają klucze do oznaczania larw. Żmudne hodowle a potem obserwacje i poszukiwanie cech charakterystycznych i wyróżniających. 

    W domach towarzyszą nam także niechciani, sześcionodzy mieszkańcy: owady, które wpadają przypadkiem przez okno, owady synantropijne (np. mucha domowa), szkodniki magazynowe, zjadające naszą żywność czy owady pasożytnicze (np. pluskwa domowa). Z obecności nie wszystkich owadów w domu cieszymy się. Niektórych stanowczo unikamy (np. mole).

    Owady to najliczniejsza gromada zwierząt zamieszkujących Ziemię. Co zaskakujące, bez nich ludzka cywilizacja zginie za kilka miesięcy. Struktura owadów jest wyjątkowa, a czasem zaskakująca. Wiele osób na całym świecie stara się je badać m.in. w domu, w małych zakątkach przyrody stworzonych dla owadów, zwanych insektariami czy formikariami (do hodowli mrówek).

    W dzisiejszych czasach technologia pozwala na hodowanie prawie każdego rodzaju owadów, ale niektóre są najpopularniejsze. Motyle są prawdopodobnie najpiękniejszymi przedstawicielami. Ich wspaniałe skrzydła, cienkie, pełne wdzięku łapki i czułki, urzekający trzepoczący lot sprawiają, że motyle są niesamowitymi i uroczymi stworzeniami. Nie zaleca się natychmiastowego łapania i trzymania formy dorosłej, ponieważ niemożliwe jest stworzenie odpowiednich warunków. Dorosłe motyle spotkać możemy w palmiarniach. 

    Jeśli zapragniemy domowego pupila o sześciu odnóżach to zachęcam do kupowania tych z hodowli by nie pozyskiwać tych ze środowiska naturalnego. 

    Nie wiem czy opisywane święto obejmuje swoim zainteresowanie także owady synantropijne, szkodniki magazynowe czy pasożytnicze. Możemy obserwować także owady za naszym oknem, czy te, które przypadkiem z okolicy wpadną nam do domu. Nie trzeba a się bać wszystkiego co przypomina osę. Najpierw warto rozpoznać gatunek (np. zrobić zdjęcie i poszukać kogoś, kto pomoże zidentyfikować). A potem doczytać o biologii tego gatunku. Pojawiają się na prawdę niezwykłe gatunki, także te nowe dla naszego regionu i dla miasta. 

Patyczak

7.03.2022

Latolistek cytrynek – podwójny śpioch i zwiastun wiosny




Wiosna do nas przychodzi coraz szybciej. To jeden z efektów globalnego ocieplenia. Już kwitną przebiśniegi i krokusy, leszczyny i inne zwiastuny wiosny. Do mazurskiego parku Krajobrazowego przyleciał nawet bocian. Nieoczywistym zwiastunek wiosny jest motyl cytrynek latolistek. Na dodatek podwójny śpioch. Pachnie jak cytryna i zasypia dwa razy w swoim życiu. Latem (estywacja) i zimą. Zimowy sen kojarzymy raczej z borsukami, niedźwiedziami, ale i wśród bezkręgowców znajdziemy zimowych śpiochów. Takim jest właśnie latolistek cytrynek.

Cytrynek latolistek – motyli śpioch… ale za to długo żyje. Jak na motyla oczywiście.. Nazwa latolistek wywodzi się od latania (latający listek) a nie od lata (pora roku). Latem akurat motyl ten zazwyczaj… śpi. Zimą śpi, latem śpi to kiedy je i się rozmnaża? 

Cytrynek latolistek zwany także listkowcem cytrynkiem lub latolistkiem cytrynkiem (łacińska nazwa naukowa – Gonepteryx rhamni L.) to jeden z największych przedstawicieli motyli z rodziny bielinkowatych (Pieridae). Dorosłe motyle spotkać możemy już wczesną wiosną, gdy tylko stopnieją śniegi. Zwiastuje więc wiosnę niczym przebiśniegi, żurawie czy podbiał. Cytrynek należy do podrodziny Coliadinae, skupiającej latolistki i szlaczkonie. W Europie żyją trzy gatunki latolistków, poza latolistkiem cytrynkiem, na południu Europy spotkać można latolistka kleopatrę (Gonepteryx cleopatra) a na Bałkanach także latolistka bladego (G. farinosa).

Samiec ma barwę cytrynowo-żółtą, samica jest biaława z lekkim odcieniem żółtego koloru. Cechą charakterystyczną tego pospolitego motyla jest kształt skrzydeł – przypominają listki (zwłaszcza po złożeniu skrzydeł w stanie spoczynku). Można to traktować jako mimetyzm. Gdy jesienią chroni się w ściółce między liśćmi to trudny jest do wypatrzenia. Także poczwarki kształtem i kolorem przypominają zwinięte liście.

Ale wróćmy do opisu dorosłego motyla. Skrzydło przednie ma zaostrzony wyrostek z przodu, a skrzydłu tylne posiada zaostrzony wyrostek z tyłu. Rozpiętość skrzydeł dochodzi do 4,8-5,5 cm. Motyle w czasie posiłku lub odpoczynku mają skrzydła złożone razem, nad tułowiem – widać tylko ich spodnią stronę. Dorosłe motyle spotkać można w lasach (zwłaszcza na obrzeżach), zaroślach, na polach, miedzach, ugorach, sadach, ogrodach oraz terenach ruderalnych. Czasami odlatują daleko od siedliska, gdzie rozwijają się gąsienice.

Gąsienice są koloru bladozielonego (a więc dobrze maskują się na zielonych liściach), żerują na kruszynie (Frangula alnus) i szakłaku pospolitym (Rhamnus cathartica). Oba krzewy są trujące  dla człowieka. Gąsienicom cytrynka jak widać nie szkodzą. Cytrynek latolistek spotykany jest w regionach klimatu umiarkowanego, od północnej Afryki i Europy aż po Azję i wschodnią Syberię. Dorosłe motyle żyją jak na owady stosunkowo długo, bo prawie cały rok.

Wiosną, po przezimowaniu (a zimuje między liśćmi w ściółce), pojawiają się latolistki, gdy tylko słońce mocniej przygrzeje. Można go zobaczyć już pod koniec lutego. Najpierw pojawiają się samce, gdyż do aktywności wystarcza im niższa temperatura niż samicom. Obie płcie można rozróżnić po kolorze skrzydeł. Samce patrolują teren w poszukiwaniu samic. Jednak gdy samica nie jest zainteresowana kopulacją, to podnosi odwłok do góry. Przepoczwarczenie i wyjście owada dorosłego następuje w czerwcu lub lipcu. Owady po krótkim okresie aktywności, chronią się w różnych kryjówkach, w których spędzają lato (estywacja) w stanie nieaktywnym. Mogą to być na przykład dziuple drzew. Na początku jesieni opuszczają swoje kryjówki. Nie jest to jednak drugie pokolenie, jak można by pochopnie sądzić. Na okres zimy ponownie wyszukują sobie schronienia, wybierając dziuple spróchniałych drzew, szczeliny skalne, a nawet zawijają się w pojedyncze liście drzew.

Ze snu zimowego budzą się na początku wiosny, w momencie gdy zaczynają kwitnąć pierwiosnki (Primula sp.), przylaszczki czy miodunki. Owady doskonałe – tak jak i inne motyle – żywią się nektarem kwiatów. W tym czasie następuje zapłodnienie a samice składają jaja na roślinach żywicielskich. Latolistki wyszukują dorodne rośliny żywicielskie i raczej omijają te, zaatakowane przez inne liściojady. Gąsienice po mniej więcej 3-5 tygodniach przekształcają się w poczwarki, a 2-3 tygodnie później pojawiają się owady dorosłe kolejnego pokolenia. Nowe pokolenie pojawia się zazwyczaj w lipcu i może się spotkać ze swoimi rodzicami. Jest to nieczęste u motyli.

Wzrost uprzemysłowienia oraz wzrost zanieczyszczenia powietrza powodują, że latolistek cytrynek w niektórych regionach zanika i staje się gatunkiem rzadkim. Doceniajmy gatunki pospolite…bo nie wszędzie one są takie pospolite.

Wychodząc na spacer czy wiosenną wędrówkę i rozglądając się za oznakami wiosny można patrzeć nie tylko na ptaki i kwitnące rośliny – można rozglądać się za owadzimi zwiastunami wiosny.


Źródła
  • Buszko J., Masłowski J., 1993. Atlas motyki Polski. Część I. Motyle dzienne (Rhopalocera). Warszawa.
  • Lafranchis T., 2007. Motyle dzienne, ponad 400 gatunków motyli dziennych polskich i europejskich. Wyd. Multico, Warszawa
  • Novak I., Severa F., Motyle. Wyd. Delta, Warszawa, ISBN 83-85817-76-X
  • Sielezniew M., Dziekańska I., 2010. Motyle dzienne. Multico
  • Zahradnik Jiri, 1996. Przewodnik – owady. Multico, Warszawa.

Ilustracja z edukacyjnej bajki kamishibai mojego autorstwa, Opowieść jest oczywiście o cytrynku latolistku. 

5.03.2022

10. dzień wojny i ludobójstwa w Europie

Ilustracja znaleziona w internecie, w 10. dniu wojny...
 

Świat, którego nie chcieliśmy a przyszedł... Rozpoczął się 10 dzień ludobójstwa, jakiego dopuszczają się Rosjanie pod rozkazami putina. Wołałbym pisać o roślinach, grzybach, zwierzętach i wyjaśniać ciekawe zjawiska przyrodnicze. Ale nie potrafię. Smutek i przygnębienie. Trudno żyć ze świadomością, że tak blisko giną ludzie i dokonuje się ludobójstwo. Setki zabitych cywilów codziennie...

Kiedy wstaje dzień na Ukrainie wyją syreny alarmowe a rosyjskie wojska ostrzeliwują dzielnice mieszkaniowe, bombardują, zabijają cywili i uniemożliwiają pomoc humanitarną. Zbrodnia i zbrodniarze będą osądzeni... Zniszczenia pozostaną w wielu głowach. Leczenie ran potrwa dziesięciolecia. Jeszcze nie wygoiła się Europa po wojnie sprzed 80 lat a już kolejna się zaczęła. 

Śledzę doniesienia z Ukrainy i czuję się bezsilny. Smutek - bo indywidualne śmierci i nieszczęścia ale i dlatego, że ludzkość rozpoczyna kolejny etap autodestrukcji.

Wszystko stało się mniej ważne. Wcześniejsze plany się zdezaktualizowały. Czuję się jeszcze bardziej nieprzystosowany. Żyć normalnie? Tak jakby nic się nie stało? Przetrwać? 

Wojna niszczy i się rozkręca. Rosjanie planują na jeszcze większą skalę bombardować i ostrzeliwać ukraińskie miasta i ukraińską ludność. Kiedy to się zatrzyma? I co można zrobić by to zatrzymać?

Całe swoje życie żyłem w pokoju. Nauczyłem się tego świata. A teraz się zmieniło. I jak nauczyć się żyć w nowych warunkach?